PORTRET z HISTORIĄ Adam Hanna Tyszkiewicz


„…Z hrabiostwem Hanną (ur. w Wilnie) i dr. Adamem M. Tyszkiewiczem (ur. w 1940 w Połąde na Litwie), spotkałem się w Los Angeles w sierpniu 1983 r., kiedy przyleciałem do mojego przyjaciela malarza Andrzeja Pawlikowskiego do San Francisco, a potem do Los Angeles. Losy wojny przeniosłych ich jako dzieci do Stanów Zjednoczonych, ona – architekt, on – lekarz…” – Czesław Czapliński.

Adam Tyszkiewicz jest jedynym synem Alfreda Tyszkiewicza. Adam Tyszkiewicz z małżonką Hanią był kilkakrotnie na Litwie. W Landwarowie wzieli udział w uroczystościach poświęcenia organów, ufundowanych przez słynną artystkę operową Teresę Żylis-Garę - https://www.czczaplinski.com/post/portret-z-historią-teresa-żylis-gara .
Adam Tyszkiewicz miał sześć miesięcy, kiedy na matczynych rękach przyjechał do Polski. Udało się. Przerzut zorganizowała rodzina z Kretyngi, bo ojciec pana Adama, hrabia Alfred Tyszkiewicz, wplątany w burzę wojenną, utkwił w tym czasie na pograniczu niemiecko - rosyjskim.

Gniazdo rodowe, Połągę, odwiedził obecnie (czerwiec, 2000 r.) pan Adam razem z-żoną Hanną. Odwiedzili też inne dwory, pałace Tyszkiewiczowskie - w Kretyndze, Landwarowie, w Zatroczu. Wreszcie - Wilno. Pan Adam jako lekarz przyjechał tu na Kongres Lekarzy Polonijnych, był uczestnikiem tego Kongresu. Pani Hanna jest rodowitą wilnianką.
Adam Tyszkiewicz wyjechał z Polski w 1969 roku. Wyjechał do Londynu z zamiarem, że za jakiś czas wróci. Kiedy skończył studia medyczne w Warszawie, przez 18 miesięcy nie mogł dostać stażu. Z powodu nazwiska: Tyszkiewicz. Robili mu kłopoty. Do Ameryki pojechał do brata ojca, Janusza Tyszkiewicza - Łąckiego. Był on ożeniony z Elżbietą Zamoyską. Mieszkali w Santa Barbara. W Ameryce poznał żonę - Hannę. Ślub wziął 17 lutego 1973 roku. I zaczął pracować w szpitalu u weteranów, gdzie robił specjalizację z radiologii.

Żona w międzyczasie pracowała dla dużej firmy "Wiktor Gruen", odnosiła sukcesy, na przykład - za projektowanie konstrukcji dla Amerykańskiej Ambasady w Tokio. Zaczęła pracować dla siebie - budując dla różnych bogatych ludzi domy.
Prowadzą otwarty dom. Mają cztery pełne księgi gości, którzy się przewinęli. Hanna jest wyjątkowo zaradną osobą i bardzo stanowczą.
Mama Hanny, Polka, urodziła się w Petersburgu. Była przepiękną kobietą... Po rewolucji, w 1926 roku nasza rodzina przyjechała do Wilna. Hanna urodziła się w Wilnie.

Hanna wspomina: „…Mój mąż? Bardzo mi się udał. Jest fantastycznym człowiekiem. Szalenie utalentowanym. Myśmy z nim w Los Angeles stworzyli Polski Teatr. Dziwne? Ależ tak - Polski Teatr! Byłam tego teatru prezesem. Wybrali mnie na prezesa, po trosze "z premedytacją", bo wiedzieli, że mam zdolności organizacyjne. Dobrze mi się udaje: urządzić jakiś bal, zebrać pieniądze na ten teatr. To było przed około 20 laty... Reżyserem naszego teatru była znana polska aktorka Barbara Krafftówna - https://www.czczaplinski.com/post/portret-z-historią-barbara-krafftówna . Nasz teatr ją sponsorował.
W okresie "Solidarności" bardzo dużo pomagaliśmy politycznie Polsce. Przykładowo - robiliśmy dobrą propagandę dla Polaków w czasie Olimpiady. Hollywood - jest taki duży napis w Los Angeles, umieszczony wysoko: 1 litera jest wysokości 5 pięter. Więc myśmy podczas Olimpiady zakryli ten cały napis na takich dużych plandekach innym, naszym napisem: "Popierajcie "Solidarność" i unieważnijcie "Jałtę"! (napis oczywiście brzmiał po angielsku). Zrobiliśmy to na parę minut, ale w międzyczasie zawiadomiliśmy telewizję, media amerykańskie - to poszło na cały świat. I oto nam właśnie chodziło, żeby pokazać światu, że walczymy o wolną Polskę.

Ponadto wynajmowaliśmy także małe samolociki, które woziły duże plakaty z odpowiednimi hasłami, które wymyślał mój mąż. Z chwilą, kiedy przebiegał maraton, to nad maratonem leciał nasz samolot z napisem: "Solidarność" - polskim maratonem do wolności!? To także zrobiło niesamowite wrażenie na olimpijczykach.
Zawsze dbałam o to, żeby zbliżyć Amerykanów do Polaków, zapoznać ich z polska tradycją, kulturą. Nie chodziło mi o to, żeby zdobyć dużo pieniędzy, ale o to, żeby zmienić opinię Amerykanów o Polakach. Chociażby nawet na przykładzie potraw. Bo to ciągle - jak Polak to musi być kiełbasa i kapusta, a tu - nieprawda! Myśmy zrobili bal z wymyślnymi potrawami. Moja mama bardzo mi w tym pomagała. Dawaliśmy przepisy do hoteli i według których potrawy robili najlepsi francuscy kucharze. Jedzenie było wspaniałe!

No i - po jakimś czasie bal miał taką renomę (a robiliśmy go co roku), że więcej niż 500 osób nie byliśmy już w stanie zaprosić. A chętnych było dużo, o wiele więcej niż 500 osób...
Potem, to był bodaj 1985 rok, mieliśmy bal, na którym specjalny trener wniósł żywego białego orła. To był orzeł olbrzymi, tresowany! Trener poruszał ręką i orzeł rozpościerał olbrzymie skrzydła, a głowę miał - jak małego dziecka. Może to był afrykański orzeł, nie wiem, ale był przepiękny!

Bal prowadził mój mąż w licznym gronie amerykańskich aktorów - znakomitych.
Na tym balu oni, aktorzy amerykańscy, nagle zaczęli się przyznawać do polskości, bo widzieli, z jakim to rozmachem było prowadzone. Bo jak z tym orłem dalej było? Kiedy wnieśli go na scenę - założyliśmy mu koronę. I mój mąż, który ten bal prowadził, powiedział krótko o tym, jak system komunistyczny zdjął polskiemu orłowi koronę, a następnie zwracając się do tego tu na balu orła: "Pamiętaj, wracaj do kraju i żebyś nigdy nie zgubił tej korony!" I - włożył mu ją. Na to wszyscy Amerykanie wstali i płakali.

Na tych balach byli znani Amerykanie, multimilionerzy. Przedtem - wysłałam im oczywiście zaproszenia. Były piękne. Wydawałam na nie masę pieniędzy. Były w cudownej oprawie plastycznej: polskie zamki, wszystko o polskości. Kiedyś byliśmy na przyjęciu u naszych przyjaciół, Amerykanów i byłam zdumiona, gdy zobaczyłam, że te wszystkie nasze zaproszenia oni oprawili w ramki.
PORTRAIT with HISTORY Adam Hanna Tyszkiewicz

“...I met Countess Hanna (born in Vilnius) and Count Dr. Adam M. Tyszkiewicz (born in 1940 in Palanga, Lithuania) in Los Angeles in August 1983, during a trip that first took me to San Francisco to visit my friend, the painter Andrzej Pawlikowski, and then to Los Angeles. The upheavals of war brought them to the United States as children—she became an architect, he a physician...” — Czesław Czapliński.

Adam Tyszkiewicz is the only son of Alfred Tyszkiewicz. Adam and his wife, Hania, have visited Lithuania several times. In Lentvaris, they attended the dedication of an organ donated by the renowned opera singer https://www.czczaplinski.com/post/portret-z-historią-teresa-żylis-gara .
Adam Tyszkiewicz was six months old when he arrived in Poland in his mother’s arms. They made it safely. Their passage was arranged by relatives from Kretinga, because Adam’s father, Count Alfred Tyszkiewicz, caught up in the turmoil of war, was stranded at the time in the German–Russian border region.

On this visit, in June 2000, Adam and his wife, Hanna, returned to his ancestral home in Palanga. They also visited other Tyszkiewicz manor houses and palaces in Kretinga, Lentvaris, and Užutrakis. Finally, they went to Vilnius. As a physician, Adam had come to participate in the Congress of Physicians of Polish Descent. Hanna is a native of Vilnius.

Adam Tyszkiewicz left Poland in 1969. He went to London, intending to return after a while. After completing his medical studies in Warsaw, he was unable to obtain an internship for eighteen months. All because of his surname: Tyszkiewicz. They made things difficult for him. He went to America to join his father’s brother, Janusz Tyszkiewicz-Łącki, who was married to Elżbieta Zamoyska. They lived in Santa Barbara. It was in America that Adam met his wife, Hanna. They married on February 17, 1973. He began working at a veterans’ hospital, where he trained as a specialist in radiology.
Meanwhile, his wife worked for the large architectural firm Victor Gruen, achieving success through projects that included structural design work for the American Embassy in Tokyo. She later established her own practice, designing and building homes for wealthy clients.

Their home is always open to guests. They have four guest books filled with entries from the many people who have visited. Hanna is exceptionally resourceful and strong-willed.
Hanna’s mother, a Polish woman, was born in St. Petersburg. She was extraordinarily beautiful... After the revolution, in 1926, our family came to Vilnius. Hanna was born there.

Hanna recalls: “...My husband? I was very lucky to find him. He is a wonderful man. Immensely talented. Together, we established a Polish Theatre in Los Angeles. Surprising? Yes, indeed—a Polish Theatre! I was its president. They elected me somewhat ‘deliberately,’ because they knew I had organizational skills. I am good at arranging a ball or raising money for the theatre. That was about twenty years ago... Our theatre’s director was the well-known Polish actress
Our theatre sponsored her.

“During the Solidarity years, we did a great deal to support Poland politically. For example, we generated positive publicity for the Polish cause during the Olympic Games. There is that enormous Hollywood sign high up in Los Angeles: each letter is five stories tall. During the Olympics, we covered the entire sign with huge tarpaulins bearing our own message: ‘Support Solidarity and Overturn Yalta!’ Of course, the wording was in English. We did it for only a few minutes, but we had alerted television stations and the American media, and the story went around the world. That was precisely our aim: to show the world that we were fighting for a free Poland.

“We also hired small planes to tow large banners with slogans devised by my husband. During the marathon, our plane flew overhead with a banner reading: ‘Solidarity—Poland’s Marathon to Freedom!’ That, too, made an extraordinary impression on the Olympic athletes.
“I always made a point of bringing Americans and Poles closer together, introducing Americans to Polish traditions and culture. My aim was not to raise a great deal of money, but to change Americans’ perceptions of Poles. Even through something as simple as food. There was always this idea that if something was Polish, it had to mean sausage and cabbage—but that simply wasn’t true! We organized a ball with elaborate dishes. My mother helped me enormously. We supplied the hotels with recipes, which their finest French chefs used to prepare the dishes. The food was magnificent!

“After a while, the ball—which we held every year—had acquired such a reputation that we could no longer accommodate more than five hundred guests. And there were many more people who wanted to attend, far more than five hundred...
“Then, I believe it was in 1985, we held a ball at which a professional trainer brought in a live white eagle. It was an enormous, trained eagle! The trainer would move his hand, and the eagle would spread its immense wings. Its head was the size of a small child’s. Perhaps it was an African eagle—I don’t know—but it was magnificent!

“My husband served as master of ceremonies, joined by a large group of outstanding American actors.
“At that ball, those American actors suddenly began acknowledging their Polish roots, because they could see the grand scale of the occasion. And what happened next with the eagle? When it was brought onto the stage, we crowned it. My husband, who was hosting the ball, spoke briefly about how the communist regime had stripped the Polish eagle of its crown. Then, addressing the eagle before us, he said: ‘Remember, go back to your homeland, and never lose this crown!’ And he placed it on the eagle’s head. All the Americans rose to their feet, moved to tears.

“Famous Americans and multimillionaires attended these balls. Naturally, I sent them invitations beforehand. They were beautiful. I spent a great deal of money on them. They featured exquisite artwork: Polish castles and imagery celebrating our Polish heritage. Once, we were at a party given by American friends, and I was astonished to see that they had framed all our invitations.”



Komentarze