Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Zdzisław Beksiński

Aktualizacja: mar 27


Malarz powinien "widzieć" i - jak sądzę nie musi rozumieć tego, co widzi (...). Bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe, jest opowiedzenie utworu muzycznego i podobnie trudno jest chyba z obrazem. To tak jak opisać smak czekolady komuś, kto nigdy ne miał jej w ustach. Reasumując: obrazy są do oglądania, a reszta jest milczeniem” (Zdzisław Beksiński)

Zdzisław Beksiński urodził się 24 lutego 1929 r. w Sanoku, gdzie obok siebie żyli Polacy, Żydzi i Ukraińcy.

W młodości marzyłem o tym, żeby zostać reżyserem filmowym. (…) Mój ojciec, który był pragmatykiem, szybko obliczył, że jako reżyser nie znajdę pracy. Natomiast w kraju zniszczonym przez wojnę na pewno nie grozi mi bezrobocie w zawodzie architekta. Ponieważ byłem posłusznym dzieckiem, posłuchałem ojca i w 1947 roku zdałem egzaminy na Wydział Architektury Politechniki Krakowskiej” (Zdzisław Beksiński)

W 1947 r. Zdzisław Beksiński rozpoczął studia na Wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej. Po ich ukończeniu pracował kolejno w Krakowie i Rzeszowie, by w 1955 r. powrócić z żoną do Sanoka.

W pierwszych latach po studiach zajmował się fotografią. Brał udział w wystawach, wysyłał zdjęcia na zagraniczne konkursy. Tu zetknąłem się po raz pierwszy z pracami Beksińskiego, kiedy ja zaczynałem na początku lat 70-tych w Łodzi swoją przygodę z fotografią w ŁTF (Łódzkie Towarzystwo Fotograficzne) na ul. Piotrkowskiej 102 i wykłady z profesorami z łódzkiej Filmówki.

Pragnę malować tak, jakbym fotografował sny” (Zdzisław Beksiński)

Byłem od lat zafascynowany zdjęciami Zdzisława Beksińskiego. Pamiętam takie zdjęcie dziewczyny w jasnym kostiumie kąpielowym, która położyła się po skosie na szynach, tak, że szyja była by odcięta i nogi od kolan przez przejeżdżający pociąg. Tak sugestywne, że aż ciarki mi przechodzą po plecach, jak dziś o tym pomyślę.

Pod koniec lat 70.tych, Beksiński przeprowadził się do Warszawy, gdzie już zajmował się malarstwem, wystawiał we Włoszech, Niemczech, Belgii. Jako jedyny Europejczyk ma stałą ekspozycję w muzeum sztuki w Osace.

W wyobraźni wielu odbiorców jawił się jako odcięty od świata dziwak, pogrążony w swoich fantastycznych wizjach. Tworzył przy muzyce. Pamiętam, że kilka półek w jego pracowni wypełnionych było CD z najnowszymi nagraniami. A w czasie moich pobytów u niego, zawsze sączyła się muzyka.

No właśnie, gdy od połowy lat 80-tych, zaczęłem z Nowego Jorku przylatywać do Warszawy, w planach miałem odwiedzić Beksińskiego. Zdobyłem jego telefon, oczywiście stacjonarny, innego wtedy nie było. Ale wszyscy mi mówili, że on nie często wychodzi z domu, a do domu zaprasza rzadko.

Zadzwoniłem, odezwała się automatyczna sekretarka, nagrałem się, mówiąc że jestem z New York, zajmuję się fotografią, będę krótko i chce koniecznie się z nim zobaczyć. Oddzwonił następnego dnia, wypytywał mnie o fotografię i sprzęt fotograficzny jakiego używam. Powiedziałem mu, że mam aktualnie najlepszego Canona F1 i Leica …to proszę przyjść jutro w południe, usłyszałem. Bardzo skomplikowane wejście, dzwonki, wieloklatkowy wieżowiec. Okazało się, że sprzęt fotograficzny zdecydował, że się ze mną umówił. Z tego wniosek, że warto mieć dobry sprzęt fotograficzny. Potem jak przyjeżdżałem, to przywoziłem mu katalogi sprzętu, który w Paryżu mu kupował jego kolekcjoner. Pamiętam, jak nagrywałem mu małym magnetofonem rozmowę, był zachwycony, powiedział, że musi go mieć, spisał sobie markę.

Po rozmowie w studio, wyszliśmy na balkon, pokazał mi palcem odległy blok, patrzę tam ciągle, gdyż tam mieszka mój syn, czy wszystko jest w porządku… przy następnym spotkaniu opowiedział mi o jego próbach samobójczych…

Pamiętam, było ciepło, czerwiec. Poprosił mnie może Pan przyniesie po puszcze Coca-Coli, jest w lodówce w kuchni. Poszedłem, wielka lodówka, wyższa od mnie, kiedy otworzyłem oniemiałem, od góry do dołu wypełniona była Coca-Colą. Szkoda, że nie zrobiłem zdjęcia. Ale Beksińskiego fotografowałem i nagrywałem bez przerwy, jak u niego byłem.

W wigilię Bożego Narodzenia 1999 r. syn Tomek Beksińskiego (1958-1999) popełnił samobójstwo – trzeba tu dodać, że to była trzecia próba. Tomek, dziennikarz muzyczny, tłumacz z języka angielskiego w ostatnim liście do ojca napisał: "Załatwmy to jak mężczyźni. Matka nie żyje, w związku z tym mam nadzieję, że nie będziesz miał nic przeciw temu, że odbiorę sobie życie".

Ale wróćmy do Beksińskiego, który mieszkał w Warszawie na Służewiu, przy ulicy Sonaty w długim wieżowcu. Pamiętam, że kiedy po samobójstwie Jurka Kosińskiego (1991) opowiadałem Beksińskiemu o tym, wypytywał mnie z zaciekawieniem. Jak skończyłem, powiedział — proszę iść ze mną coś Panu pokażę. Poszliśmy na balkon, na którym zresztą zrobiłem mu unikalne zdjęcia socrealistycznego bałaganu krajobrazu w czasie pierwszego spotkania w 1986 r. Teraz, po opowieści o samobójstwie Jurka Kosińskiego, Beksiński pokazał mi palcem na oddalony, ale widoczny blok i dokładnie określił okno. Już nie pamiętam, które od góry. Często tutaj wychodzę i patrzę, czy pali się światło u niego (syna Tomka) — zaczął Beksiński i twarz mu spoważniała. Syn dwa razy próbował popełnić samobójstwo. Zdałem sobie sprawę, że nieświadomie opowiadałem szczegółowo Beksińskiemu o metodzie samobójstwa jaką zastosował Jurek Kosiński, opisanej w książce “Final Exit” polecanej przez The Hemlock Society w USA. Zresztą po raz trzeci Tomek Beksiński popełnił skutecznie samobójstwo w 1999 r. zostawiając list, w którym napisał, że opakowania pastylek, które łyknął wyrzucił wcześniej, aby go nie odratowali.


W obszernym wywiadzie jaki z Beksińskim przeprowadziłem w 1990 r., na koniec zapytałem o to, czy tworzy dla nieśmiertelności? Powiedział:

Tak, ale okłamuję się. Bo wie pan, jeśli coś będzie trwało lat 100 czy jeśli będzie trwało lat 1000, to nadal to jest kropla, człowiek chciałby być naprawdę nieśmiertelny. Nie wiem, dlaczego chrześcijaństwo wpakowało nam takiego ćwieka do głowy. Salvador Dali, który już umarł, powiedział na temat śmierci, że sądzi, iż w jego wypadku zostanie zrobiony wyjątek i nie będzie musiał umrzeć. Wszyscy tak sądzimy.

Cały XX wiek to będzie mniej niż pół minuty za ileś tam lat. Dla naszych następców staniemy się tym samym, czym małpy, od których pochodzimy, dla nas.

Alchemia była swego czasu bardzi istotną częścią wiedzy. Dzisiaj wiadomo wprawdzie, że było coś takiego, ale kto na temat alchemii potrafi cokolwiek sensownego powiedzieć? Ludzie myślą, że to była metoda chałupniczej produkcji złota. Przetrwała tylko plotka. Tak samo będzie z obrazami. Dzisiaj wszyscy wiemy, że obraz oprawia się w ramki, wiesza na ścianie, że czasem oddaje się temu hołdy, jak świętej krowie. To jest po prostu taka umowa kulturalnych ludzi drugiej połowy XX wieku. A jak się będą zachowywać ludzie kulturalni pierwszej połowy XXII wieku?

—Wtrąciłem – przerażająca wizja?

Trudno, żebym tych myśli nie miał, bo przecież malowałem obrazy po to, żeby przetrwał, a dziś wiem, że nie przetrwam. Nie dlatego, że obrazy się zniszczą w jakimś mieszkaniu (choć i to się dzieje), ale dlatego, że wszystko, co materialne, diabli wezmą. Nie ma szans. Czegokolwiek bym się chwycił, cokolwiek bym robił – nic nie zostanie. Można się pocieszać konstrukcjami metafizyczno-mistycznymi na temat nieprzemijalności czasu itd. Ale są to konstrukcje, które nie są w stanie nikogo pocieszyć, bo my szukamy pocieszenia naiwnego, prostego, że będziemy żyli wiecznie, a tego właśnie nie dostaniemy. W każdym razie nie od sztuki. Nie wierze, że coś zostanie.”

Kilka lat później 21 lutego 2005 r. Zdzisław Beksiński został zamordowany w mieszkaniu przy ul. Sonaty 6, w którym go odwiedzałem. Do zabójstwa przyznał się Robert K., syn przyjaciela malarza. Pogrzeb odbył się 8 marca 2005 r. w Sanoku. Szczątki spoczęły w rodzinnym grobowcu obok żony Zofii, syna Tomasza i ich przodków na cmentarzu przy ul. Rymanowskiej, zaprojektowanym przez Władysława Beksińskiego.

Zdzisław Beksiński cały swój dorobek artystyczny zapisał Muzeum Historycznemu w Sanoku, gdzie jest galeria jego imienia. A więc na razie, straszna przepowiednia Beksińskiego, że nic nie pozostanie, nie spełnia się. Oby jak najdłużej.

PORTRAIT with HISTORY Zdzisław Beksiński (1929-2005) "A painter should" see "and - I think he doesn't have to understand what he sees (...). It is very difficult, if not impossible, to tell a musical piece and it is similarly difficult with a picture. It's like describing the taste of chocolate to someone who has never had it in your mouth. To sum up: paintings are for viewing, and the rest is silence "(Zdzisław Beksiński) Zdzisław Beksiński was born on February 24, 1929 in Sanok, where Poles, Jews and Ukrainians lived side by side. "In my youth I dreamed of becoming a film director. (...) My father, who was a pragmatist, quickly calculated that I would not find a job as a director. However, in a country devastated by war, I am certainly not in danger of becoming unemployed as an architect. Because I was an obedient child, I listened to my father and in 1947 I passed the exams for the Faculty of Architecture of the Cracow University of Technology ”(Zdzisław Beksiński) In 1947, Zdzisław Beksiński began his studies at the Faculty of Architecture of the Cracow University of Technology. After graduating, he worked successively in Kraków and Rzeszów, and in 1955 he and his wife returned to Sanok. In the first years after graduation, he dealt with photography. He took part in exhibitions, sent photos to foreign competitions. This is where I came across Beksiński's works for the first time, when I started my adventure with photography in Łódź in the early 70's in ŁTF (Łódź Photographic Society) on ul. Piotrkowska 102 and lectures with professors from the Łódź Film School. "I want to paint as if I were photographing dreams" (Zdzisław Beksiński)

I have been fascinated with Zdzisław Beksiński's photographs for years. I remember a picture of a girl in a bright bathing suit who lay diagonally on the rails, so that her neck and legs were cut off from her knees by a passing train. So suggestive that it shivers down my back, as I would think about it today.

At the end of the 70s, Beksiński moved to Warsaw, where he was already painting, exhibiting in Italy, Germany and Belgium. As the only European he has a permanent exhibition at the art museum in Osaka.

In the imagination of many recipients he appeared as a freak cut off from the world, immersed in his fantastic visions. He created with music. I remember that several shelves in his studio were filled with a CD with the latest recordings. And during my stays with him, music was always oozing.

Well, when from the mid-80s, I began to fly to New York from Warsaw, I was planning to visit Beksinski. I got his phone, of course a landline, there was no other at the time. But everyone told me that he does not often leave the house, and rarely invites home.

I called, the answering machine answered, I recorded myself saying I was from New York, I deal with photography, I will be short and I want to see him. He called back the next day, asking me about the photography and photographic equipment I use. I told him that I have the best Canon F1 and Leica right now ... please come tomorrow at noon, I heard. Very complicated entrance, bells, multi-frame skyscraper. It turned out that the photographic equipment decided that he had an appointment with me. From this conclusion that it is worth having good photographic equipment. Then when I arrived, I brought him catalogs of equipment that his collector bought in Paris. I remember when I recorded a conversation with him with a small tape recorder, he was delighted, he said that he must have it, he wrote a brand. After talking in the studio, we went out to the balcony, showed me a distant block of flats, I look there all the time because my son lives there, is everything alright ... at the next meeting he told me about his suicide attempts ... I remember it was warm, June. He asked me, maybe you will bring Coca-Cola, he is in the fridge in the kitchen. I went, a huge fridge, taller than me when I opened the speechless, top-down was filled with Coca-Cola. It is a pity that I did not take a photo. But I photographed and recorded Beksinski all the time when I was with him. On Christmas Eve 1999, son of Tomek Beksiński (1958-1999) committed suicide - it should be added here that it was the third attempt. Tomek, a music journalist and translator in English, wrote in his last letter to his father: "Let's get it over with like men. My mother is dead, so I hope you won't mind taking my own life." But let's get back to Beksiński, who lived in Warsaw in Służew, at Sonaty Street in a long tower block. I remember that when I told Beksiński about it after the suicide of Jurek Kosiński (1991), he asked me with interest. When I finished, he said - please come with me and show you something. We went to the balcony, where, moreover, I took him unique photos of the socialist realist landscape mess during the first meeting in 1986. Now, after the tale of Jurek Kosinski's suicide, Beksiński pointed his finger at the distant but visible block and precisely defined the window. I don't remember which one from above. I often go out here and see if the light is on for him (son Tomek) - Beksiński began and his face became serious. The son tried to commit suicide twice. I realized that I unconsciously told Beksiński in detail about the method of suicide used by Jurek Kosiński, described in the book "Final Exit" recommended by The Hemlock Society in the USA. Anyway, for the third time Tomek Beksiński committed successfully suicide in 1999, leaving a letter in which he wrote that the pills he had swallowed had been discarded earlier so that they would not save him.

In the extensive interview I conducted with Beksiński in 1990, I finally asked if he created for immortality? He said:

"Yes, but I'm lying to myself. Because you know, if something lasts 100 years or if it lasts 1000 years, it's still a drop, man would like to be immortal. I don't know why Christianity put such a stud in our heads. Salvador Dali, who has already died, said about death that he thinks that in his case an exception will be made and he will not have to die. We all think so.

The whole 20th century will be less than half a minute in some years. For our successors, we will become the same as the monkeys we come from for us.

Alchemy was once an essential part of knowledge. Today it is known that it was something like that, but who can say anything meaningful about alchemy? People think it was a method of cottage gold production. Only rumor survived. It will be the same with paintings. Today, we all know that the picture is framed, hung on the wall, that sometimes it pays homage to it, like a holy cow. It's just such an agreement of cultural people of the second half of the 20th century. And how will cultural people behave the first half of the XXII century?

—I interjected - a terrifying vision?

It is hard for me not to have these thoughts, because I painted pictures so that he would survive, and today I know that I will not survive. Not because the pictures will be destroyed in an apartment (although this is happening), but because everything that is material will take the devil. No way. Whatever I grab, whatever I do, nothing will remain. You can comfort yourself with metaphysical-mystical constructions about the permanence of time, etc. But these are constructions that are not able to comfort anyone, because we are looking for naive, simple consolation that we will live forever, and this is not what we will get. Anyway, not from art. I don't believe that something will remain. " A few years later, on February 21, 2005, Zdzisław Beksiński was murdered in an apartment at ul. Sonata 6 in which I visited him. Robert K., son of a painter's friend, confessed to the murder. The funeral took place on March 8, 2005 in Sanok. The remains were buried in the family tomb next to the wife of Zofia, son Tomasz and their ancestors at the cemetery on ul. Rymanowska, designed by Władysław Beksiński. Zdzisław Beksiński wrote all his artistic achievements to the Historical Museum in Sanok, where there is a gallery of his name. So for now, Beksiński's terrible prophecy that nothing will remain will not come true. May it be as long as possible.


  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon