Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Stefan Kisielewski





Stefan Kisielewski (1911-1991) prozaik, publicysta, kompozytor, krytyk muzyczny, poseł na Sejm PRL II i III kadencji z ramienia Znaku, członek założyciel Unii Polityki Realnej. Pisał pod pseudonimami Kisiel, Teodor Klon, Tomasz Staliński, Julia Hołyńska i muzyczny Jerzy Mrugacz. Urodził się 7 marca 1911 w Warszawie, jako członek rodziny uzdolnionej artystycznie. Ukończył studia filologiczne i filozoficzne na Uniwersytecie Warszawskim (1929-1931), później uzyskał również dyplom w Konserwatorium Warszawskim (1934-1937), w latach 1938-39 kontynuował edukację w Paryżu – na studiach kompozytorskich. W okresie międzywojennym rozpoczął działalność jako kompozytor, krytyk oraz literat; w 1932 roku opublikował pierwsze recenzje muzyczne w dwutygodniku „Echo Tygodnia”. W latach 1935–1937 był sekretarzem redakcji „Muzyki Polskiej”. Po wybuchu wojny brał udział w kampanii wrześniowej, w czasie II wojny był żołnierzem AK, udzielał się również w radio podczas trwania powstania warszawskiego. Po wojnie osiedlił się w Krakowie, zamieszkał z rodziną w Domu Literata przy ul. Krupniczej 22. W 1949 Kisielewski został redaktorem naczelnym założonego przez niego pisma „Ruch Muzyczny”. W roku 1945 Kisielewski związał się z Tygodnikiem Powszechnym, od 1981 w tejże gazecie zamieszczał swe felietony, ułożone w cykle takie jak „Głową w ściany”, “Pod włos” i „Bez dogmatu”. W latach 1973-78 odbywał podróże zagraniczne m.in. po Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Francji, Anglii, Włoszech, Skandynawii, gdzie wygłaszał odczyty na tematy związane z kulturą polską. W roku 1989 miał jednak miejsce konflikt pisarza z redakcją pisma Tygodnik Powszechny, ponieważ doszło do cenzurowania jego felietonów. Kisielewski przeniósł się wówczas do "Wprost", na łamach którego publikował teksty w formie komentarzy do bieżących wydarzeń, co czynił aż do śmierci w 1991 roku. Rok przed śmiercią zdążył jeszcze ufundować tzw. „Nagrodę Kisiela” przyznawaną corocznie osobom, które swą inicjatywą osiągnęły coś w dziedzinie publicystyki, polityki i przedsiębiorczości, która przyznawana jest do dziś (wśród laureatów między innymi: Władysław Bartoszewski, Jerzy Waldorff, Jerzy Giedroyc, ks. Józef Tischner, Lech Wałęsa, Stanisław Tym, Jan Nowak-Jeziorański). Był autorem między innymi powieści: "Sprzysiężenie", "Zbrodnia w dzielnicy północnej", "Widziane z góry"; szkiców muzycznych: "Gwiazdozbiór muzyczny"; zbiorów felietonów: "Rzeczy małe", "100 razy głową w ścianę", "Materii pomieszanie"; oraz najsłynniejszych: "Abecadła Kisiela" i "Dzienników". Stefan Kisielewski był laureatem wielu nagród m.in.: II nagrody na Festiwalu Muzyki Polskiej w 1955 za "Koncert na orkiestrę kameralną" (1949), I nagrody na konkursie na pieśń Mickiewiczowską w 1955 za "Bakczysaraj w nocy" na głos i fortepian (1955), Nagrody Muzycznej miasta Krakowa w 1956, Nagrody Fundacji Alfreda Jurzykowskiego w Nowym Jorku w 1973, Nagrody im. Andrzeja Struga w Warszawie w 1979, Nagrody Związku Kompozytorów Polskich w 1982, Nagrody Fundacji Schmidheinystiftung w St. Gallen w 1983 za całokształt twórczości oraz prywatnej nagrody publicystycznej im. Adolfa Bocheńskiego w 1988. Jan Nowak-Jeziorański pisał o Kisielu: "...To jedna z najciekawszych i najbardziej kolorowych postaci, z jakimi zetknąłem się w życiu. Było w nim coś ze Stańczyka z obrazu Matejki. Kpiarz, żartowniś, z błyskotliwym poczuciem humoru. A pod tą fasadą był człowiekiem bardzo poważnym, zatroskanym o los kraju. Swoją odwagą dawał przykład innym. Bez Stefana Kisielewskiego życie w PRL byłoby jeszcze bardziej nieznośne. Pamiętam, że kiedyś zażądał od Jerzego Giedroycia, by ułatwić mu kontakt ze mną. Było to bardzo niebezpieczne ze względu na pełnioną przeze mnie funkcję dyrektora Radia Wolna Europa. On się jednak uparł i zaczęliśmy się potajemnie spotykać w Paryżu. Wtedy on z kolei zażądał ode mnie spotkania z dziesięcioma czołowymi redaktorami RWE. Ja mu na to, że nie mogę zaręczyć, iż w takiej grupie ludzi nie rozejdą się plotki. Kisiel odparł: "O to niech się bezpieka martwi!"...". Przez Marka Nowakowskiego z którym się dobrze znałem, zbliżyłem się do Kisiela, o którym mówił: "...Kisiel nosił wolność w sobie. Nie tylko tę zasadniczą, patetyczną, ale i codzienną. Obserwował zwykłe życie i jego absurdy, małe wydarzenia i dopiero z konkretu przechodził do uogólnienia. Dla mnie do dziś to szalenie ważne. Zawsze lubiłem świat ludzi nie ekstremalnie oryginalnych, artystycznych. Miałem z nimi kontakt, ale to nie była moja najważniejsza strefa. Czasem wolałem rozmowę z krawcem czy murarzem, który okazywał się fajnym facetem. Lepiej się z nim gadało niż z parnasistowskim poetą. Kisiel umiał gadać ze zwykłymi ludźmi. Nie zniżał się, tylko miał potrzebę rozmowy. Niekiedy zaciekawił go robotnik pod budką z piwem i wchodził z nim w dialog, w sposób naturalny. Był ciekawy życia, podobnie jak ja...". Kilka razy otarłem się o Kisiela w Kawiarni "Na Rozdrożu" do której on przychodził, a ja niedaleko w Warszawie mieszkałem i też ją lubiłem. Ale właściwe zdjęcia Kisiela zrobiłem 19 września 1988 r. w PKiN, gdzie był reaktywowany Polski PEN-Club, po zamknięciu po ogłoszeniu stanu wojennego. Nie gonie z aparatem w ręku za wydarzeniami, szczególnie jeśli są inni fotografowie. Jak widzę na demostracji, wokół organizatorów, tłum przepychających się fotoreporterów, robiących w sumie bardzo podobne zdjęcia, to wiem, na pewno czego nie chcę robić. Wolę kreować świat, do którego zapraszam innych. To mnie właściwie interesuje. Ale są wyjątki, szczególnie jeśli wydarzenia są historyczne i mam wyłączność na zdjęcia, albo ilość dopuszczonych osób jest bardzo ograniczona. Do takich wydarzeń, które dokumentowałem zaliczyć mogę: I wizyta JPII w Polsce (2-10 VI 1979), III wizyta JPII w Polsce (8-14 VI 1986), wizytę Michaiła Gorbaczowa w Warszawie (11 VII 1988), tajne obrady Wałęsy i doradców na dwa dni przed Okrągłym Stołem, gdzie była ustalana strategia zmian (4 II 1989 wyłączność), Prezydent USA George W. Bush w Polsce (9-11 VII 1989), Michael Jackson w Polsce (27-28 V 1997, 48 godzin ekskluzywnych zdjęć)…aby wymienić kilka i właśnie reaktywacja polskiego PEN Clubu (19 IX 1988 wyłączność). Od wielu lat oczekiwana, pozytywna decyzja prezydenta m. st. Warszawy zezwalająca na zwołanie wyborczego zabrania członków polskiego Pen-Clubu ożywiła środowiska twórcze całej polski. Przypomniała mi się ubiegłoroczna (1987) rozmowa z Arturem Międzyrzeckim i Julią Hartwig, o zaniku środowiska przez brak możliwości spotykania się. Polski Pen-Club został zawieszony 16 grudnia 1981 r., tak jak inne stowarzyszenia artystyczne i nakowe. A z kolei 19 sierpnia 1983 r. rozwiązany został zarząd Pen-Clubu, od której to decyzji odwołali się jego członkowie. Odwołaniu towarzyszyło oświadczenie oraz list do Polskiej Agencji Prasowej, które nie ukazały się publicznie. Stan taki trwał do ostatniego lata, kiedy dziennik Reczpospolita opublikował list 151 członków Pen-Clubu reprezentujących różne postawy do Przewodniczącego Rady Państwa i marszałka Sejmu o umożliwienie zwołania zebrania wyborczego przez zawieszony dotąd zarząd. Spowodowało to nareszcie rozmowy z przewodniczącym Rady Państwa Kazimierzem Barcikowskim i wyżej wspomnianą decyzję prezydent m.st. Warszawy.


Oczywiście chciałem uczestniczyć w tym historycznym zebraniu. Pomógł mi Artur Międzyrzecki z którym przyjaźniłem się przez lata, kiedy przyjeżdżał do Nowego Jorku. Artur poinformował mnie, że zgromadzenie ogólne członków Pen-Clubu odbędzie się w starej siedzibie, czyli w Pałacu Kultury i Nauki, w poniedziałek 19 września 1988 r., o godzinie 16:00. Przybyłem jak zwykle to robię w Nowym Jorku, kilka minut wcześniej. Panie sprawdzające listę były już poinformowane, że jestem oficjalnym fotografem. Oprócz mnie, w przedsionku tłoczyło się już kilku innych fotografów oraz ekipy radiowe i telewizyjne filmujące podpisujących listę obecności i biorących kartki do głosowania, że wspomnę: Mariana Brandysa, Jerzego Turowicza, Juliana Stryjkowskiego, Jana Błońskiego, Jerzego Ficowskiego, Henryka Berezę, Bronisława Geremka i Stefana Kisielewskiego, jak go zobaczyłem, to pomyślałem, jak nie teraz to kiedy? Muszę tylko poczekać na odpowiedni moment. W ciągu pół godziny, sala wypełnia się szczelnie. Jako pierwszy zagaił Juliusz Żuławski, prezes zawieszonego zarządu. Później sprawozdania wygłosił Artur Międzyrzecki i Andrzej Szczypiorski jako skarbnik. Jacek Bocheński złożył wniosek w imieniu Komisji Rewizyjnej o udzialenie absolutorium zarządowi. Na przewodniczącego zebrania wybrano Jacka Woźniakowskiego, na asesora Marcina Króla, sekretarzował Marian Bizan. Ustalono porządek obrad i odczytano uchwałę (publikujemy ja poniżej), która została przyjęta jednogłośnie. Po części wstępnej wyproszono wszystkich dziennikarzy, fotografów i telewizję, jako człowiek z zewnątrz, pozostałem tylko ja, co zostało oficjalnie powiedziane. Teraz poczułem satysfakcję, że jestem jedyny fotografujący, tak ważnego spotkanie. Ale jest zarazem duża odpowiedzialność, gdyby coś się stało, to nie byłoby dokumentacji. Chociaż o takiej sytuacji, lepiej nie myśleć. Wybrano komisję skrutacyjną do liczenia głosów, podano kadydatury, odbyło się tajne głosowanie i wreszcie ukonstytuował się nowy zarząd: prezes – Juliusz Żuławski, wiceprezesi: Artur Międzyrzecki i Egon Naganowski; sekretarz – Anna Trzeciakowska; skarbnik – Andrzej Szczypiorski; członkowie zarządu: Władysław Bartoszewski, Marian Bizan, Marian Brandys, Andrzej Braun, Jerzy Ficowski, Paweł Hertz, Urszula Kozioł, Marcin Król, Zygmunt Kubiak, Stefan Kisielewski, Jerzy Turowicz, Wiktor Woroszylski, Jan Józef Szczepański. Przewodniczącym komisji rewizyjnej został Jacek Bocheński. W czasie kilku godzin, sam na sam z najwybitnieszymi intelektualistami Polski. Wielu z nich już znałem, gdyż przyjeżdżali do Nowego Jorku: Julia Hartwig, Artur Międzyrzecki, Władysław Bartoszewski, Andrzej Szczypiorski....W pewnym momencie podszedłem do Stefana Kisielewskiego, który jakby siedział trochę z boku, ukłoniłem się przypominając, że otarliśmy się o siebie w Kawiarni "Na Rozdrożu". Miałem aparat w ręku, gdyż właściwie, co chwila robiłem kogoś interesującego. Przyłożyłem aparat do oka i zaczęłem fotografować. Po chwili tradycyjnie poprosiłem go o minę, którą mógłby rozśmieszyć innych – zobaczcie co pokazał Stefan Kisielewski. W niecałe pięć miesięcy po wrześniowym zebraniu PEN Clubu rozpoczął negocjacje Okrągły Stół z wszystkimi przerastającymi najśmielsze nadzieje konsekwencjami. Można powiedzieć, że ustępstwo komunistycznych władz wobec Polskiego PEN Clubu, było pierwszym zwiastunem tych wielkich przemian. I już w styczniu 1989 r., przyleciałem ponownie do Polski i znowu jako jedyny, byłem w najważniejszych obradach na plebanii parafii pw.św. Brygidy w Gdańsku, dwa dni przed Okrągłym Stołem, tam powstały niebywałe zdjęcia, ale to już inna bajka i inne osoby.


  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon