top of page
Szukaj

PORTRET z HISTORIĄ Maciej Jerzy Dubois

  • Zdjęcie autora: Czesław Czapliński
    Czesław Czapliński
  • 8 godzin temu
  • 15 minut(y) czytania

"Adwokat musi bronić. Jeśli odmawia obrony, to nie nadaje się do tego zawodu" – adw. Maciej Dubois.

Maciej Jerzy Dubois [czyt. dibŁA] (ur. 4 czerwca 1933 w Warszawie, zm. 17 maja 2016 tamże, został pochowany na cmentarzu Powązkowskim. ) – polski adwokat.

W 1950 ukończył VI Liceum Ogólnokształcące im. Tadeusza Reytana w Warszawie. W 1955 ukończył studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Od 1953 do 1956 był starszym radcą w Urzędzie Rady Ministrów, pracownikiem Biura Skarg i Zażaleń. Od 1956 należał do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Był II sekretarzem POP PZPR przy Izbie Adwokackiej w Warszawie. Od 1956 do 1958 dyrektor Biura Zrzeszenia Prawników Polskich. Od 1958 aplikacja adwokacka. Do 1990 był adwokatem w Zespole Adwokackim, w latach 1990–1995 wspólnikiem w Adwokackiej Spółce Cywilnej, a od 1995 we własnej kancelarii adwokackiej.

W latach 80. obrońca w procesach politycznych, w tym w okresie stanu wojennego (m.in. w procesie działaczy Konfederacji Polski Niepodległej). Był także obrońcą m.in. w rozpoczętym w 1992 procesie zbrodniarza stalinowskiego płk. Adama Humera.

W latach 1971–1989 dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie. W okresie 1989–1992 wiceprezes Naczelnej Rady Adwokackiej. W okresie 1989–1990 sędzia Trybunału Stanu. W 1989 przewodniczący Społecznej Komisji Pojednawczej, powołanej do przywracania do pracy osób zwolnionych z pracy w całej Polsce za działalność polityczną i związkową w latach 1981–1989.

„…Macieja Dubois spotykałem kilkakrotnie, kiedy nagrywałem z nim rozmowę do książki ADWOKACI. A zdjęcia robiłem mu w jego gabinecie 26 lipca 2003 r. w Warszawie i w jego niedalekim otoczeniu. Dzięki temu, że się do niego zbliżyłem, udało mi się uchwycić, to co zwykle jest niedostępne…” – Czesław Czapliński.


W 2012 ukazał się wywiad-rzeka z nim pt. Adwokat. Rozmowa o życiu w ciekawych czasach (wywiad przeprowadził Michał Komar).

Syn Stanisława i ojciec Jacka.

Odznaczenia: Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski – 1998; Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski; Złoty Krzyż Zasługi; Złoty Medal „Za zasługi dla obronności kraju”; Srebrny Medal „Za zasługi dla obronności kraju”; Brązowy Medal „Za zasługi dla obronności kraju”; Medal 30-lecia Polski Ludowej; Złota Odznaka Zrzeszenia Prawników Polskich.

Czesław Czapliński, Juliusz Bolek - ADWOKACI w walce o sprawiedliwość, Polski Instytut Wydawniczy, Warszawa 2004.

–Czesław Czapliński: Kiedy zdecydował się Pan zostać adwokatem?

–Maciej Dubois: Bardzo wcześnie. Miałem wtedy 6 lat.

Co wpłynęło na wybór zawodu?

–Pochodzę z rodziny prawniczej. Mój ojciec specjalizuje się w prawie karnym. Jest osobą o wielkiej charyźmie, kocha salę sądową. Jako dziecko obserwowałem ojca, uwielbiałem go i automatycznie zaraziłem się jego pasją. W wieku sześciu lat większość chłopców chce być strażakami, a ja wtedy zdecydowałem, że w przyszłości będę adwokatem i zostałem temu wierny.

Jakie predyspozycje są najcenniejsze u adwokata?

–Nie istnieje gotowa recepta na dobrego adwokata. Trzeba podchodzić z pasją do tego, co się robi, lubię ten zawód wykonując go być odważnym i bezkompromisowym. Pozostałe cechy to już kwestia indywidualności. Wspaniali adwokaci Tadeusz de Virion czy Krzysztof Piesiewicz, przemawiają bardzo trudnym językiem. Ich konstrukcje myślowe bywają wręcz niedostępne dla przypadkowych odbiorców. Dla przeciwwagi przywołam postać mojego ojca, który używa prostego języka, zrozumiałego do wszystkich.

Pytanie: która technika jest lepsza?

–Nie potrafię tego rozstrzygnąć.

Czy pamięta pan pierwszą sprawę?

–Pierwsza sprawa karna dotyczyła człowieka, który został oskarżony o posiadanie elementu aparatury do produkcji alkoholu. Było to w okresie stanu wojennego. Za takie przestępstwo trzeba było skazać co najmniej na rok więzienia. Sytuacja była absurdalna. Podczas przeszukania w mieszkaniu jako element aparatury zakwalifikowano znaleziony przez niego na œmietniku stary zardzewiały garnek, z jakimiś spiralami w środku. Człowiek siedział w więzieniu, bo opinia biegłych jasno wskazywała, że ten garnek kiedyś, komuś służył do pędzenia bimbru. Przyjęliśmy wtedy linię obrony, że wskutek pomyłki milicji garnek, który oględał biegły nie jest tym samym, który znaleziono podczas przeszukania. Świadkowie potwierdzili, źe różniły się wielkoœcią i kształtem. Rzeczywiście w dokumentacji milicyjnej panował taki bałagan, że nie dało się stwierdzić, czy to ten sam przedmiot. Przyznaję, że argumentacja była karkołomna, jednak sam przepis był na tyle absurdalny, że sędzia przyjął ją uznając, że to jedyny sposób, by oskarżony uniknął dalszego więzienia.

Inna z moich pierwszych spraw świetnie obrazuje zachodzące wtedy zmiany polityczne.

Dotyczyła Henryka Wujca oskarżonego o kolportowanie nielegalnych wydawnictw. Wtedy taka sprawa musiała skończyć się wyrokiem skazującym i tak się skończyła. Tyle tylko, że w tym przypadku osoba pisząca wyrok pomyliła się i po zamazaniu fragmentu korektorem, część wyroku na zamazanym fragmencie napisała ponownie. Nawet w stanie wojennym coś takiego nie mogło się ostać i wyrok został uchylony. Podczas ponownego rozpatrywania sprawy, już po obradach Okrągłego Stołu przynosiłem systematycznie kolejne zaświadczenia, że obwiniony nie może stawić się na rozprawę, ponieważ został zaproszony na wizytę do Margaret Thatcher czy ma spotkanie z Ronaldem Reganem. Wreszcie złożyłem wniosek, że ze względu na wybranie Henryka Wujca na posła do sejmu RP, proszę o umorzenie postępowania. Skończyła się pewna epoka.

Jaki był najbardziej dramatyczny moment w Pana karierze zawodowej?

–Każda sprawa jest dramatyczna, ale adwokat z natury rzeczy stoi zawsze obok. Bardzo przeżywałem swoje pierwsze przemówienie. Aplikowałem u mecenas Ewy Milewskiej, wspaniałego adwokata, która czasem zdawała się przeceniała moje możliwości. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie w bufecie sądowym. Ustalamy zasady współpracy. Nagle pani mecenas pyta się mnie, czy mam samochód. Odparłem, że tak – małego fiata. Zostałem więc natychmiast wysłany do Ostrowii Mazowieckiej na sprawę, która miała się rozpocząć za półtorej godziny. Pani mecenas wręczyła mi akta wyjaśniając, że ma być przesłuchiwany biegły i po tym mam podjąć dalsze decyzje. Dojechałem na miejsce dziesięć minut przed czasem, biegnąc na salę przeglądałem akta. Na sprawie, biegły krótko oświadczył, że popiera opinię złożoną do akt. Sąd stwierdził, że zamyka rozprawę i prosi o głosy stron. I tak wyglądało moje pierwsze przemówienie w sprawie rozwodowej, mimo całej dramatyczności – udane, bo ją wygraliśmy. Niemniej stres był nieprawdopodobny. Dzięki szkole, jaką przeszedłem u mojej patronki, przestałem bać się stresowych sytuacji. Sądzę, że kilka takich wstrząsowych momentów na początku aplikacji jest potrzebnych, bo adwokata nie może paraliżować strach.

–Co uważa Pan za swoje największe osiągnięcie zawodowe?

–Chyba to, że jestem adwokatem. Przeczytałem kiedyś, że w „zawodzie adwokata najpiękniejsze jest to, że człowiek mając dwadzieścia parę lat zostaje adwokatem, potem przechodzi długą drogę życiową i umiera będąc adwokatem”. W zasadzie nic się nie zmienia w przeciągu całego życia, adwokatami jesteśmy do końca. Wszystko co udało nam się osiąnąć nie mierzy się w awansach, ale zależy od tego, co naprawdę zrobiliśmy i jaka jest o nas opinia. Adwokat jest po to, aby bronić klienta.

Czy spotkał się pan kiedyś z taką sprawą, której nie chciał pan prowadzić?

–Są dwie szkoły wśród adwokatów. Jedni uważają, że trzeba bronić zawsze, bo adwokat jest po to, by usłyszeć wołanie o pomoc, niezależnie do tego, kto jej potrzebuje – winny, niewinny czy przestępca bez przyszłości. Drudzy natomiast dopuszczają możliwość odmowy, jeżli sprawa im nie odpowiada. W mojej ocenie bronić trzeba zawsze. Bywają takie sytuacje, gdy nie mam kontaktu z klientem. Moja argumentacja nie trafia do niego. Nie możemy znaleść wspólnej płaszczyzny porozumienia i wtedy obrona nie ma sensu. Mówię otwarcie, że nie widzę swego udziału w tej sprawie, ponieważ nie możemy się porozumieć. Nigdy natomiast nie odmówiłem z uwagi na okrucieństwo stawianych zarzutów. Jak powiedział kiedyś mecenas Tadeusz de Virion „nie broni się przestępstwa, ale człowieka pozostającego pod zarzutem”.


Czy miał pan moment zwątpienia w sens zawodu?

–Na pewno tak. Istnieje zasada, że nie możemy angażować się emocjonalnie w sprawy. Nawet najmniejsza nić sympatii dla klienta jest już katastrofą, tracimy obiektywizm, a w konsekwencji nie panujemy nad racjonalnością naszych argumentów. Bywają jednak sprawy, gdzie brak dowodów lub błąd prokuratury co do interpretacji prawa jest oczywisty, ewidentne jest, że oskarżono niewłaściwą osobę. Mam całkowite przekonanie o swoich racjach, a widzę, że argumenty trafiają w próżnię. Wtedy rzeczywiście wątpię. To trwa krótko i przy kolejnych sprawach wraca wiara w prawo. Ostatnio jednak prowadziłem sprawę, po której nie mogę się otrząsnąć. Podejrzany – młody, niekarany chłopak natychmiast przyznał się do postawionych mu zarzutów i zdecydował się na współpracę z prokuraturą. Zawarliśmy ustną umowę z prokuratorem, że w zamian za złożenie wyjaśnień zostanie zwolniony z aresztu. Chłopak bardzo się bał, bo wiedział, że składając wyjaśnienia narała się na zemstę wielu osób. Słowa jednak dotrzymał i złożył wyjaśnienia umożliwiające prokuraturze rozwikłanie całej sprawy, co bez jego pomocy było niemożliwe. Gdy poprosiliśmy o uchylenie aresztu reakcja prokuratora sprowadzała się do stwierdzenia – żartowałem. Nie dość, że klient pozostał w areszcie, to jeszcze prokurator wysłał do niego pismo, z którego wynikało, że współpracuje z policją. W konsekwencji został pobity przez kolegów z celi. Taka może być cena chęci współpracy z prokuraturą Kiedyś istniały pewne zasady – żaden szanujący się złodziej nie okradł sędziego, prokuratora czy adwokata. Również ludzie w togach nigdy nie oszukiwali się i dane słowo znaczyło więcej od jakiegokolwiek pisemnego porozumienia. Po tej sprawie przekonałem się, że przestępca może być bardziej wiarygodny od osoby, która go oskarża.

Jaki jest pana stosunek do kary śmierci?

–Absolutnie negatywny. Byłem zawsze wychowywany jako jej przeciwnik. Będąc już osobą dojrzałą utwierdziłem się w przekonaniu, że nie powinna istnieć, bo nie spełnia żadnego celu, a tylko eliminuje. Nikt nie może zabierać życia, nawet sąd. Inne argumenty przemawiające za jej odrzuceniem to niehumanitarność, możiwość pomyłki sądowej. Poza tym statystyki potwierdzają, że kara śmierci nikogo nie powstrzymuje od popełnienia przestępstwa. O wiele bardziej dotkliwe i surowsze jest dożywotnie więzienie.

Pański zawód to ciągłe uczestniczenie w cudzym życiu. Czy w związku z tym można oddzielić pracę adwokata od życia prywatnego?

–Potrafię po wyjęciu z biura wyrzucić z głowy wszystko, co dzieje się w życiu zawodowym. To nie jest proste i wymagało kilku lat pracy. Kiedyś nie umiałem tak się zdystansować, ale wiem, źe daje to znakomite efekty i jest korzystniejsze dla moich klientów. O wiele lepiej pracuje się po przespanej nocy, gdy wracamy wypoczęci do pozostawionych problemów. Zdarzały się jednak sprawy, w których trudno odrzucić emocje. W tej chwili bronić człowieka, który został pomówiony o wzięcie łapówki. Mój klient jest osobą o nienagannej przeszłości. Sytuacja wygląda na zwykłe prowokacje, a sprawa ma ewidentnie polityczny charakter. Logiczna analiza argumentów oskarźyciela, że mój klient popełniłprzestępstwo, pozostawia olbrzymie wątpliwości. Jeżeli bierze się pieniądze, to trzeba mieć jakiś towar. W tej konkretnej sprawie mój klient nie dysponował żadnym towarem, a więc alogiczne jest, by ktoś mu chciał zapłacić. Wreszcie mój klient nie pełnił funkcji publicznej, czyli nie mógł być podmiotem tego przestępstwa. Mam na to opinię najwybitniejszych profesorów w tym kraju. W tej sytuacji wszystkie argumenty przemawiają za tym, by tego człowieka zwolnić. Jeżeli okazałby się winny, karę zawsze może odbyć po procesie. On jednak siedzi w więzieniu wiele miesięcy. Kolejne sądy próbują przekonać do moich argumentów. Bez skutku. Nikt nie chce podjąć niedyplomatycznej decyzji. Nie mogę zaakceptować obecnej sytuacji, gdy następuje żonglowanie sprawą. Krąży ona między instancjami. Sprawa nie jest rozpatrywana merytorycznie i nikt nie ma odwagi, by podjąć decyzję o wypuszczeniu tego człowieka na wolność. W takie historie trudno się nie zaangażować. Ofiarą pomówienia może stać się każdy z nas. Uważam, że areszt powinien być absolutną ostatecznoœcią. Do czasu dowiedzenia winy podejrzany powinien korzystać z prawa do wolności. Podobne sprawy burzą harmonię i przebijają barierę mojej prywatności. Zastanawiam się, czy na pewno użyłem wszystkich argumentów.

-W jaki sposób najchętniej pan odpoczywa?

–Przede wszystkim zapominam o prawie. Nie mam jakiegoś wymyślnego hobby. Uwielbiam podróżowanie. Wyjazdy łączę z uprawianiem sportu: żeglarstwem, nurkowaniem, pływaniem, tenisem a zimą – nartami. W międzyczasie staram się jak najwięcej czytać. Ostatnio napisałem książkę dla moich synów.


PORTRAIT with HISTORY Maciej Jerzy Dubois

“…An attorney must provide a defense. If they refuse to defend, they are not suited for this profession…” – attorney Maciej Dubois.


Maciej Jerzy Dubois (pronounced “dee-BWAH”) was born on June 4, 1933, in Warsaw, where he also died on May 17, 2016, was buried at Powązki Cemetery. He was a Polish attorney-at-law.

In 1950 he graduated from the VI Liceum Ogólnokształcące im. Tadeusza Reytana in Warsaw. In 1955 he graduated from the Faculty of Law at University of Warsaw. From 1953 to 1956 he worked as a senior advisor at the Office of the Council of Ministers in the Complaints and Petitions Bureau. From 1956 he was a member of the Polish United Workers' Party and served as Second Secretary of the party organization at the Warsaw Bar Association. Between 1956 and 1958 he was Director of the Office of the Association of Polish Lawyers. In 1958 he began his legal apprenticeship.

Until 1990 he practiced in a collective law office. From 1990 to 1995 he was a partner in a civil law partnership, and from 1995 onward he ran his own law firm.

In the 1980s he acted as defense counsel in political trials, including during martial law, among others in the trial of activists of the Confederation of Independent Poland. He also served as defense attorney in the 1992 trial of Stalinist official Adam Humer.

From 1971 to 1989 he was Dean of the Warsaw Regional Bar Council. Between 1989 and 1992 he served as Vice President of the Supreme Bar Council. From 1989 to 1990 he was a judge of the State Tribunal. In 1989 he chaired the Social Reconciliation Commission established to restore employment to people dismissed throughout Poland for political and trade union activities between 1981 and 1989.


“...I met Maciej Dubois several times while recording interviews with him for the book LAWYERS. I photographed him in his office on July 26, 2003, in Warsaw and in the surrounding area. By getting close to him, I managed to capture what is usually inaccessible...” — Czesław Czapliński.

In 2012 a book-length interview with him was published under the title Adwokat. Rozmowa o życiu w ciekawych czasach(“Attorney. A Conversation About Life in Interesting Times”), conducted by Michał Komar.

He was the son of Stanisław and the father of Jacek.


Decorations and honors:

• Officer’s Cross of the Order of Polonia Restituta (1998)

• Knight’s Cross of the Order of Polonia Restituta

• Gold Cross of Merit

• Gold Medal “For Merit in National Defense”

• Silver Medal “For Merit in National Defense”

• Bronze Medal “For Merit in National Defense”

• Medal of the 30th Anniversary of People’s Poland

• Gold Badge of the Association of Polish Lawyers

LAWYERS Fighting for Justice, Polish Publishing Institute, Warsaw 2004.

Czesław Czapliński: When did you decide to become a lawyer?

Maciej Dubois: Very early. I was six years old.


What influenced your choice of profession?

I come from a family of lawyers. My father specialized in criminal law. He was a man of great charisma and loved the courtroom. As a child I observed him, admired him, and naturally caught his passion. Most boys at six want to become firefighters, but at that age I decided I would become a lawyer, and I remained faithful to that decision.


What qualities are most valuable in a lawyer?

There is no ready-made recipe for a good lawyer. One must approach the profession with passion, enjoy the work, and be courageous and uncompromising. The remaining qualities depend on individual personality. Outstanding lawyers such as Tadeusz de Virion or Krzysztof Piesiewicz speak in very difficult language. Their intellectual constructions can be inaccessible to ordinary listeners. In contrast, I would mention my father, who used simple language understandable to everyone.


Which style is better?

I cannot decide.


Do you remember your first case?

My first criminal case involved a man accused of possessing part of equipment used for producing alcohol during martial law. The minimum sentence was one year in prison. The situation was absurd. During a search, police classified an old rusty pot with coils inside—something he had found in the trash—as part of moonshine distillation equipment. The man was jailed because expert witnesses stated the pot had once been used to produce illegal alcohol.

We argued that, due to a police mistake, the pot examined by the expert was not the same one found during the search. Witnesses confirmed differences in size and shape. Police documentation was so chaotic that it was impossible to establish whether it was the same object. I admit the argument was far-fetched, but the regulation itself was so absurd that the judge accepted it as the only way to spare the defendant further imprisonment.

Another of my early cases perfectly illustrated the political changes taking place. It concerned Henryk Wujec, accused of distributing illegal publications. At that time such a case had to end in conviction, and it did. However, the person drafting the judgment made an error and, after covering part of the text with correction fluid, rewrote it over the correction. Even during martial law this was unacceptable, so the judgment was overturned.

During the retrial, already after the Round Table Talks, I regularly submitted documents stating that the defendant could not appear because he had been invited to visit Margaret Thatcher or had a meeting with Ronald Reagan. Finally, I filed a motion requesting dismissal of the proceedings because Henryk Wujec had been elected to the Polish parliament. An era had ended.

What was the most dramatic moment in your professional career?

Every case is dramatic, though a lawyer always stands somewhat aside. I vividly remember my first courtroom speech. I trained under attorney Ewa Milewska, an excellent lawyer who sometimes overestimated my abilities. At our first meeting in the courthouse cafeteria she suddenly asked if I had a car. I answered yes—a small Fiat. She immediately sent me to Ostrów Mazowiecka for a case beginning in an hour and a half.

She handed me the files and explained that an expert witness would be questioned and that afterward I should decide what to do. I arrived ten minutes before the hearing and reviewed the files while running to the courtroom. The expert simply stated he supported the opinion already submitted. The court closed the hearing and requested final arguments. That was my first courtroom speech in a divorce case—despite all the drama, it was successful because we won. The stress, however, was unbelievable. Thanks to the training I received from my mentor, I stopped fearing stressful situations. I think a few such shocks at the beginning of legal training are necessary, because a lawyer cannot be paralyzed by fear.


What do you consider your greatest professional achievement?

Probably the fact that I am a lawyer. I once read that “the most beautiful thing about being a lawyer is that a person becomes a lawyer in their twenties, then passes through life, and dies still being a lawyer.” In essence nothing changes throughout one’s life—we remain lawyers until the end. Our achievements are not measured in promotions, but in what we truly accomplished and what people think of us. A lawyer exists to defend the client.


Have you ever encountered a case you did not want to handle?

There are two schools among lawyers. Some believe one must always defend, because a lawyer is there to hear a cry for help regardless of who needs it—guilty, innocent, or hopeless criminal. Others believe refusal is acceptable if the case conflicts with their principles.

In my opinion one must always defend. Sometimes I cannot establish communication with a client. My arguments do not reach them, and we cannot find common ground. Then defense makes no sense. I openly state that I see no role for myself in the case because we cannot cooperate. But I have never refused a case because of the cruelty of the accusations. As Tadeusz de Virion once said, “one does not defend the crime, but the person accused.”

Have you ever doubted the meaning of your profession?

Certainly. There is a principle that lawyers must not become emotionally involved in cases. Even the slightest sympathy for a client can be disastrous—we lose objectivity and no longer control the rationality of our arguments.

However, there are cases where lack of evidence or prosecutorial error is obvious and it is clear the wrong person has been accused. I may be completely convinced of my arguments yet see them ignored. Then I do doubt. It passes quickly, and subsequent cases restore my faith in the law.

Recently, however, I handled a case from which I still cannot recover. A young man with no criminal record immediately confessed and agreed to cooperate with the prosecution. We made an oral agreement with the prosecutor that in exchange for testimony he would be released from detention. The young man was terrified because he knew that cooperating exposed him to revenge from many people.

He kept his word and provided testimony that allowed prosecutors to solve the entire case. Without him it would have been impossible. When we requested his release, the prosecutor replied: “I was joking.” Not only did the client remain in custody, but the prosecutor also sent him a document revealing he was cooperating with police. As a result, he was beaten by fellow inmates.

That can be the price of cooperating with prosecutors. In the past there were certain rules—no respectable thief robbed a judge, prosecutor, or lawyer. Likewise, people in robes never deceived one another, and one’s word meant more than any written agreement. After this case I became convinced that a criminal can be more trustworthy than the person accusing him.

What is your attitude toward the death penalty?

Absolutely negative. I was raised to oppose it. As an adult I became convinced it should not exist because it serves no purpose except elimination. No one—not even a court—has the right to take life. Other arguments include its inhumanity and the possibility of judicial error. Statistics also show that capital punishment does not deter crime. Life imprisonment is far harsher and more severe.


Your profession means constant involvement in other people’s lives. Can a lawyer separate work from private life?

I can leave the office and put professional matters out of my mind. It is not easy and took years to achieve. I once could not distance myself, but I know now that it produces better results and benefits my clients. One works much better after a good night’s sleep.

Still, there are cases where emotions are difficult to suppress. At the moment I am defending a man accused of accepting a bribe. My client has an impeccable past. The situation appears to be a provocation, and the case clearly has political overtones. A logical analysis of the prosecution’s arguments leaves enormous doubts.

If someone accepts money, there must be some “commodity” in return. In this case my client had no such commodity, so it is illogical that anyone would pay him. Furthermore, he did not hold public office and therefore could not legally commit the offense in question. I have opinions supporting this from the country’s leading professors.

All arguments support releasing this man. If he is guilty, he can always serve his sentence after trial. Yet he has spent many months in prison. Courts continue passing the case between instances. Nobody wants to make an “undiplomatic” decision and release him. Cases like this disturb one’s inner balance and break through the boundary of private life. I constantly wonder whether I have used every possible argument.

How do you prefer to relax?

First of all, I forget about the law. I do not have any sophisticated hobby. I love traveling. I combine trips with sports: sailing, diving, swimming, tennis, and skiing in winter. In the meantime I try to read as much as possible. Recently I wrote a book for my sons.

 
 
 

Komentarze


  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon
bottom of page