Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Edward Hartwig


„…Kiedy wykonuję portret, jestem jedynie odtwórcą rzeczywistości fotografem, twórcą staje się wówczas, gdy udaje mi się oddać na papierze moje widzenie, własną interpretację. I to nazywam fotografiką, Musimy zdać sobie sprawę z tego, że słowo fotografik zawiera w sobie dwa pojęcia: foto i grafię. Ja staram się łączyć te dwie sztuki...„ – o fotografice jako sztuce mówił Edward Hartwig.

Edward Hartwig (ur. 6 września 1909 w Moskwie, zm. 28 października 2003 w Warszawie, pochowany na Cmentarzu Powązkowskim) – światowej sławy artysta fotograf.

Syn Ludwika, również fotografa, właściciela zakładu fotograficznego; właśnie od niego uczył się tajników profesji. W 1918, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, wraz z rodziną jechał do Warszawy, zatrzymał i zamieszkał w Lublinie. W latach 20., pod wpływem Jana Bułhaka, fotografował pejzaże, W latach 30. studiował w wiedeńskim Instytucie Graficznym pod kierunkiem Rudolfa Kapitza. Okupację przeżył w Lublinie, dostał się do sowieckiego łagru w Jogle. Po powrocie zamieszkał w Warszawie.

Od lat 70. eksperymentował z kolorem, kiedy kolor był bardzo trudny technicznie, wówczas pojawiła się w jego twórczości fotografia abstrakcyjna. 

W 1947 był współzałożycielem Związku Polskich Artystów Fotografików ZPAF, przez wiele lat był wiceprezesem ZPAF do spraw artystycznych, przewodniczącym Komisji Artystycznej i członek honorowy ZPAF, członek Międzynarodowej Komisji Artystycznej Federation Internationale ďArt. Photographique (FIAP).


Od 1930 r. uczestniczył w wystawach, a ważniejsze z nich to: Lublin 1945, Warszawa 1955, 1957, 1959, 1970, 1972 (w tym dwie wystawy w Zachęcie i jedna w Pałacu Kultury i Nauki) oraz poza Polską: Paryż, Bordeaux, Bruksela, Londyn, Ateny, Mediolan, Berlin, Chicago, Nowy Jork. Podczas jubileuszowego kongresu FIAP w Padwie został zaproszony do wystawy „10 Wielkich Fotografików Świata”. Z tej okazji wydawnictwo „Odeon” wydało o nim autorski album z serii „10 Fotografików Świata”. Jest autorem ogromnej liczby albumów fotograficznych: Lublin (1955), Lazienki (1957), Kazimierz nad Wisłą (1958), Fotografika (1958), Moja ziemia (1960), Akropol (1962), Pieniny (1963), Kraków (1965), Kulisy teatru (1969), Warszawa (1974, 1983), Koncert w Żelazowej Woli (1975), Łowicz (1975), Edward Hartwig wariacje fotograficzne (1978), Mistrzowie polskiej kamery (1983), Lublin (1983), Warszawa (1984), Wierzby polskie (1989).

Za wybitne osiągnięcia w dziedzinie fotografii Hartwig otrzymał Nagrodę Miasta Warszawy (1961), Nagrodę Ministra Kultury i Sztuki (1965), medal miasta Bordeaux (1968), medal olimpijski za fotografię sportową w Rzymie (1960), medal miasta Paryża (1980), Medal Jana Bułhaka; odznaczony został Krzyżem Kawalerskim OOP i Złotym Krzyżem Zasługi.

Oprócz krajobrazu ojczystego fotografował akt i portret. Latem 1989 r. w kilku salach warszawskiej Zachęty eksponowano dużą wystawę Edwarda Hartwiga pt. „Moja galeria”, która zbiegła się z trzema ważnymi rocznicami: 80 rocznicą urodzin, 60—leciem pracy twórczej artysty oraz 150–leciem fotografii! Na której byłem i spotykałem się z Hartwigiem, gdyż kilka miesięcy wcześniej miałem wystawę w Zachęcie na 150.lecie fotografii TWARZĄ w TWARZ, gdzie zresztą pokazywałem portret Edwarda Hartwiga i jego siostry Julii.


Był autorem ponad dwudziestu albumów, jednym z bardziej znanych jest „Kulisy teatru”, nad którym pracował pięć lat, o którym wspomina: „…Szczęściem jest robić, co się lubi. Od dziecka kochałem teatr, w młodości amatorsko występowałem na scenie. Przez kilkadziesiąt lat fotografowałem przedstawienia i premiery, Pokochałem tą teatralną fotografię, dającą możliwość współuczestnictwa w kreacji, w tajemnicy sceny dzieli się refleksjami autor zdjęć. Co najważniejsze, zostałem zaakceptowany, zapraszano mnie na ciekawsze przedstawienia prawie do wszystkich miast, w których istnieją teatry. Mogłem podglądać wszystko: przedstawienia i kulisy. Na wystawie pokazuję, że teatr to nie tylko aktor, reżyser, scena i widowiska. To również scenografowie, zaplecze: szewcy, krawcy, fryzjerzy; ludzie, którzy teatr bardzo kochają, bo przecież nie pracują tam dla skromnych zarobków. Znam ich motywację, opowiadam o tym swoimi fotografiami…”.

Albumy Hartwiga, który bardzo lubię „Wierzby”, do którego wstęp napisała siostra poetka Julia Hartwig, z Motto: „…Gdzie polem powiewa wierzbina, wiem, że się Polska kończy i zaczyna...”.


"…Edward Hartwig wprowadził do światowej fotografii fotografię polską i został uznany za jednego z najwybitniejszych twórców na świecie w tej dziedzinie sztuki. Swoją karierę artystyczną zaczął od utrwalania pejzażu polskiego. I choć zwiedził kawał świata, nigdzie nie czuł się tak dobrze jak na swojskich szlakach Lubelszczyzny, Mazowsza czy Podkarpacia. Pragnąc syntetycznie przedstawić krajobraz polski w całej jego różnorodności, Edward Hartwig układając tę wystawę zdecydował się na wyjście ujmujące w swojej prostocie i oryginalności postanowił pokazać Polskę poprzez jej drzewa, a ściślej poprzez najbliżej i najserdeczniej związaną z charakterem rodzinnego pejzażu pospolitą, poczciwą wierzbę.

(...) Ten wąski z pozoru temat wyprowadził twórcę na ojczyste pola i drogi jak kraj długi i szeroki. Bo nie ma poza najwyższymi Tatrami - w Polsce miejsca, gdzie nie napotkalibyśmy wierzby. Wierzby, mającej dziesiątki odmian i tysiące własnych postaci,

bohaterki legend, siedliska złych mocy, świadka polskiej historii a także symbolu siły żywotnej i mocy odradzania się; jej skromne potrzeby i odporność czynią ją podobną do pełnego żywotności ludu, który tę ziemię wraz z nią zamieszkuje…”. Cytat pochodzi ze wstępu do albumu Edwarda Hartwiga pt. „Wierzby polskie”, a napisany został przez poetkę Julię Hartwig.

Przeglądając zdjęcia w domu Edwarda Hartwiga w Alejach Jerozolimskich w Warszawie, naprzeciw hotelu Forum, staram się od niego samego dowiedzieć czegoś więcej o nowym albumie.

"…Nad tym tematem pracowałem przez parę lat mówi Edward Hartwig. — Dziś mogę powiedzieć, że jestem z większością wierzb w Polsce zaprzyjaźniony. Motyw wierzby wykorzystywany był już w literaturze, malarstwie, rzeźbie. Postanowiłem więc utrwalić ten znikający już, a przecież tak bardzo polski krajobraz z wierzbą również w fotografii. Zdjęcia częściowo robiłem techniką zmiękczoną, stąd dla oglądającego będzie to czasami

krajobraz trochę baśniowy…”.


O swoich początkach fotograficznych Hartwig wspomina: „..Z początku fotografii wręcz nie lubiłem, jak nie lubi się narzuconego obowiązku. Musiałem się nią zająć, ze względów materialnych, zwłaszcza po śmierci matki; byłem z naszej trójki rodzeństwa najstarszy. Wstawałem, więc o piątej rano, kopiowałem, szedłem do szkoły. Dyscyplina była żelazna.

Stopniowo jednak fotografia zaczęła mnie wciągać. Najpierw ukończyłem szkołę malarstwa i rysunku Henryka Wiercińskiego. Później uciuławszy odpowiednią sumę, wyjechałem na studia do znanego Instytutu Grafiki w Wiedniu.

Mając 26 lat byłem już żonaty oraz posiadałem własny zakład fotograficzny - obszerny pawilon ze szklanym sufitem, szklaną ścianą zasłanianą szarymi draperiami, z żelaznym piecykiem z długą rurą podwieszoną u sufitu. Zawsze było tam pełno interesujących gości moich lubelskich przyjaciół…”.

Od 1930 roku Edward Hartwig bierze udział we wszystkich ważniejszych wystawach krajowych i zagranicznych. Na ścianie, za żywo gestykulującym podczas rozmowy Hartwigiem, wisi wiele medali, dyplomów. Pośród dużego zbioru albumów fotograficznych wiele jest jego autorstwa, jak choćby Łazienki, Kazimierz nad Wisłą,

Fotografika, Moja ziemia, Akropol, Kulisy teatru, Warszawa, Koncert w żelazowej Woli, Edward Hartwig - wariacje fotograficzne.

Prace Hartwiga są tematycznie bardzo urozmaicone; jego zainteresowania to m.in. pejzaż, portret, akt, fotografia abstrakcyjna.

"…Dla mnie fotografia to jakby biurko, z którego co jakiś czas wyciągam inną szufladę - mówi Hartwig. - Nigdy się więc nie nudziłem, ciągle robiłem coś nowego. Przez wiele lat uprawiałem np. fotografię teatralną, jeździłem po całej Polsce na ważniejsze premiery, jubileusze. Powstał z tego album „Kulisy teatru”, który służy jako podręcznik w szkołach teatralnych. Ale jednocześnie zawsze byłem i jestem związany z pejzażem głównie polskim. Ilekroć wracałem z zagranicy polski krajobraz był mi coraz bliższy. W plenerze regeneruję siły”.


Mimo blisko 80 lat, pełen planów i pomysłów na przyszłość Hartwig mówił mi: "…Obecnie pracuję nad przygotowywanym w Szwajcarii albumem pt. „Dawna fotografia”, w którym znajdą się zdjęcia z wystawy "Krajobraz Polski” (1938), gdzie dostałem drugą nagrodę za Romerem. Myślałem, że wszystkie uległy zniszczeniu w czasie okupacji niemieckiej, tymczasem niedawno zostały szczęśliwie odnalezione…”.

W czasie jednego z pobytów u Hartwiga w domu, pewnie w 1987 r. w Al. Jerozolimskich w Warszawie, zobaczyłem zdjęcie abstrakcyjne, podpisane aktualną datą. Zapytałem go, jak osiągnął ten efekt? Wziął mnie do okna, które wychodziło na Al. Jerozolimskie, gdzie był remont ulicy. „Proszę zobaczyć – powiedział – te materiały budowlane, były przykryte pomarszczoną folią i to właśnie w ostrym świetle zrobiłem”.

Kiedy zorganizowałem wystawę pt.: "Krajobraz Polski” w Gmachu ONZ w Nowym Jorku, pamiętam jak wypytywał mnie o losy wystawy w Stanach Zjednoczonych, ubolewał, że polska fotografia właściwie nie istnieje poza krajem: "…Szkoda, że nasze osiągnięcia nie są za granicą znane. Nie ma w Polsce kogoś, kto byłby naszym impresario. Uważam, że polska fotografia mogłaby się doczekać takich sukcesów w świecie, jakich doczekał się polski plakat. Tymczasem nie ma nas na wielkich wystawach światowych, nie ma nas w wydawnictwach i to jest tzw. błąd w sztuce. Nasze sporadyczne prezentacje za granicą są zupełnie niewspółmierne do tego, co się u nas dzieje…”.

Odprowadzając mnie do windy powiedział: „… Jeszcze tyle do zrobienia - aby mi tylko zdrowie dopisało”, a po chwili podając na pożegnanie rękę dodał wesoło: „…Do zobaczenia jutro w Związku Polskich Artystów Fotografików na Starym Mieście, a może kiedyś w siedzibie ONZ w Nowym Jorku…”, na której były prace Hartwiga.

Edward Hartwig, Benedykt Jerzy Dorys, Paweł Pierściński…, byli moimi mistrzami fotografii w Polsce…jakkolwiek by to nie zabrzmiało. Kiedy w 1988 r. Prezes ZPAF Paweł Pierściński zaproponował mi abym wstąpił do ZPAF, rekomendację napisali Benedykt Jerzy Dorys i Edward Hartwig. Jak zaniosłem je do biura ZPAF, to sekretarka powiedziała, że nie widziała takich nigdy dwóch rekomendacji. Na co ja powiedziałem, że przecież może zadzwonić i sprawdzić, czy są prawdziwe,jeśli ma jakieś wątpliwości. Dobrze, że zrobiłem xero copie, co w 1988 r. w Polsce nie było takie łatwe, władze bały się, że urządzenia powielające będą wykorzystywane przeciw nim. Rekomendacje zginęły z archiwum ZPAF.

Edward Hartwig napisał wówczas o mnie: „Jest aktywnym działaczem, zorganizował w USA wystawę Krajobrazu polskiego członków ZPAF. Wystawa została przedstawiona w wielu miastach Ameryki jak i w gmachu Narodów Zjednoczonych. Pisze liczne artykuły o polskiej fotografii oraz o jej twórcach. Czesława Czaplińskiego widzę jako poważnego kandydata do ZPAF.

Edward Hartwig – Członek wprowadzający.


Termin mojego wstąpienia do ZPAF w 1988 r. zaproponował ówczesny Prezes Paweł Pierściński, który wiedział, że w styczniu 1989 r. w 150-lecie wynalezienia fotografii, będę miał indywidualną wystawę pt. TWARZĄ w TWARZ w Galerii Zachęta w Warszawie, powiedział: „…Po tej wystawie, z zawiści cię nie przyjmą, więc trzeba to zrobić teraz i tak się stało”. Poprosiłem go wówczas, aby na takich samych warunkach przyjęto pisarza, mego przyjaciela Ryszarda Kapuścińskiego, który zajmował się również fotografią oprócz pisarstwa, o czym wówczas niewiele osób wiedziało. I tak też się stało.


PORTRAIT with HISTORY Edward Hartwig (1909-2003) "... When I make a portrait, I am only a reproducer of reality, a photographer, when I manage to present my vision and my own interpretation on paper. And this is what I call photography. We must realize that the word photographer contains two concepts: photo and graphics. I am trying to combine these two arts ... "- Edward Hartwig talked about photography as an art. Edward Hartwig (born September 6, 1909 in Moscow, died October 28, 2003 in Warsaw, buried at the Powązki Cemetery) - a world-famous artist photographer. Son of Ludwik, also a photographer, owner of a photo studio; it was from him that he learned the secrets of the profession. In 1918, after Poland regained independence, he and his family traveled to Warsaw, stopped and settled in Lublin. In the 1920s, under the influence of Jan Bułhak, he photographed landscapes, In the 1930s he studied at the Vienna Graphic Institute under the direction of Rudolf Kapitz. He survived the occupation in Lublin, got to the Soviet labor camp at Jogle. After returning, he settled in Warsaw. From the 70s he experimented with color, when color was very technically difficult, then abstract photography appeared in his work. In 1947 he was a co-founder of the Union of Polish Art Photographers ZPAF, for many years he was the vice president of ZPAF for artistic affairs, chairman of the Artistic Commission and honorary member of ZPAF, member of the International Artistic Commission Federation Internationale ďArt. Photographique (FIAP).


From 1930 he participated in exhibitions, and the most important of them were: Lublin 1945, Warsaw 1955, 1957, 1959, 1970, 1972 (including two exhibitions at the Zachęta Gallery and one at the Palace of Culture and Science) and outside Poland: Paris, Bordeaux, Brussels, London, Athens, Milan, Berlin, Chicago, New York. During the jubilee FIAP congress in Padua he was invited to the exhibition "10 Great Photographers of the World". On this occasion, the "Odeon" publishing house released an author album from the "10 Photographers of the World" series. He is the author of a huge number of photo albums: Lublin (1955), Lazienki (1957), Kazimierz nad Wisłą (1958), Photographer (1958), Moja ziemi (1960), Akropol (1962), Pieniny (1963), Kraków (1965), Backstage of the theater (1969), Warsaw (1974, 1983), Concert in Żelazowa Wola (1975), Łowicz (1975), Edward Hartwig photographic variations (1978), Masters of the Polish camera (1983), Lublin (1983), Warsaw (1984) , Polish Wierzby (1989). For outstanding achievements in the field of photography, Hartwig received the City of Warsaw Award (1961), the Award of the Minister of Culture and Art (1965), the medal of the city of Bordeaux (1968), the Olympic medal for sport photography in Rome (1960), the medal of the city of Paris (1980), Medal Jan Bułhak; he was awarded the OOP Knight's Cross and the Golden Cross of Merit. In addition to his native landscape, he photographed the act and portrait. In the summer of 1989, a large exhibition of Edward Hartwig entitled "My Gallery", which coincided with three important anniversaries: the 80th anniversary of the birth, the 60th anniversary of the artist's creative work and the 150th anniversary of photography! I visited and met with Hartwig, because a few months ago I had an exhibition at the Zachęta for the 150th anniversary of FACE in FACE, where I was showing a portrait of Edward Hartwig and his sister Julia.


He was the author of more than twenty albums, one of the better known is "Behind the scenes", on which he worked five years, which he mentions: "... Happiness is to do what you like. I loved theater since I was a child, I was an amateur performer on stage. For dozens of years I photographed performances and premieres, I loved this theatrical photography, giving the opportunity to participate in the creation, the secret of the scene is shared by the author's reflections. Most importantly, I was accepted, I was invited to more interesting performances to almost all cities where theaters exist. I could watch everything: performances and backstage. At the exhibition I show that theater is not only an actor, director, stage and performances. They are also set designers, facilities: shoemakers, tailors, hairdressers; people who love theater very much because they don't work there for modest earnings. I know their motivation, I talk about it with my photographs ... ". Albums of Hartwig, who I really like "Willow", to which the poet's sister Julia Hartwig wrote, with the motto: "... Where willow flutters, I know that Poland ends and begins ...". "... Edward Hartwig introduced Polish photography to world photography and was recognized as one of the greatest artists in the world in this field of art. He began his artistic career by consolidating the Polish landscape. And although he visited a piece of the world, he did not feel anywhere as well as on his trails. Desiring to synthetically present the Polish landscape in all its diversity, Edward Hartwig, arranging this exhibition, decided to create an endearing in its simplicity and originality, he decided to show Poland through its trees, and more precisely through the closest and most closely related to the character of the common family landscape , good willow.


(...) This seemingly narrow topic brought the artist to his native fields and roads like a long and wide country. Because there is no outside of the highest Tatras - in Poland a place where we would not meet willow. Willow, having dozens of varieties and thousands of its own characters, heroine legends, a habitat of evil powers, a witness to Polish history as well as a symbol of vitality and the power of rebirth; her modest needs and resilience make her similar to the full vitality of the people who live in this land with her ... " The quote comes from the introduction to Edward Hartwig's album "Polish willows", and was written by the poet Julia Hartwig. Looking through the pictures at Edward Hartwig's house in Aleje Jerozolimskie in Warsaw, opposite the Forum Hotel, I try to learn more about the new album from him. "... I worked on this topic for several years," says Edward Hartwig. "Today I can say that I am friends with most willows in Poland. The willow motif has already been used in literature, painting, sculpture. So I decided to record this disappearing, and yet so much Polish landscape with willow also in photography. I took pictures partly with the soft technique, hence it will be sometimes for the viewer a little fairy-tale landscape ... ". Hartwig recalls his photographic beginnings: "... I didn't really like the beginning of photography if you didn't like the imposed obligation. I had to take care of her, for material reasons, especially after my mother's death; I was the oldest of our three siblings. I got up so at five in the morning I copied and went to school. Discipline was iron. Gradually, however, photography began to engage me. First, I graduated from Henryk Wierciński's school of painting and drawing. Later, after quelling the appropriate amount, I went to study at the famous Institute of Graphic Arts in Vienna. At 26, I was already married and had my own photo studio - a spacious pavilion with a glass ceiling, a glass wall covered with gray draperies, with an iron stove with a long pipe suspended from the ceiling. It was always full of interesting guests of my Lublin friends ... ".

Since 1930, Edward Hartwig has participated in all major domestic and foreign exhibitions. There are many medals and diplomas hanging on the wall, behind the vividly gesturing Hartwig during the conversation. Among the large collection of photo albums is a lot of his authorship, such as Łazienki, Kazimierz nad Wisłą,

Photography, My land, Acropolis, Backstage of the theater, Warsaw, Concert in Żelazowa Wola, Edward Hartwig - photographic variations.

Hartwig's works are thematically very varied; his interests include landscape, portrait, act, abstract photography.

"... For me, photography is like a desk, from which I pull out a different drawer from time to time," says Hartwig. "So I was never bored, I was constantly doing something new. For many years I practiced, for example, theater photography, I traveled all over Poland to major premieres, Anniversaries. This resulted in the album "Behind the scenes", which serves as a textbook in theater schools. But at the same time I have always been and I am connected with the Polish landscape. Whenever I came back from abroad, the Polish landscape was getting closer and closer. I regenerate in the open air. "

Despite nearly 80 years, full of plans and ideas for the future, Hartwig told me: "... I am currently working on an album prepared in Switzerland entitled" Old photography ", which will contain photos from the exhibition" Polish Landscape "(1938), where I received the second prize behind Romer. I thought that all of them were destroyed during the German occupation, meanwhile they have recently been found successfully ... ".

During one of his stays with Hartwig at home, probably in 1987 at Al. Jerozolimskie in Warsaw, I saw an abstract photo signed with the current date. I asked him how he achieved this effect? He took me to the window that overlooked Al. Jerozolimskie, where the street was renovated. "See," he said, "these building materials were covered with wrinkled foil, and that's what I did in the harsh light."


When I organized the exhibition: "Polish Landscape" at the United Nations Building in New York, I remember how he asked me about the fate of the exhibition in the United States, regretted that Polish photography does not actually exist outside the country: "... It is a pity that our achievements are not abroad known. There is no one in Poland who would be our impresario. I think that Polish photography would be looking forward to such successes in the world as the Polish poster had. Meanwhile, we are not at large world exhibitions, we are not in publishing houses and this is the so-called mistake in art. Our sporadic presentations abroad are completely disproportionate to what is happening with us ... ". Walking me to the elevator, he said: "... There's so much more to do - just give me good health," and after a moment, shaking my hand goodbye, he added cheerfully: "... See you tomorrow at the Association of Polish Artistic Photographers in the Old Town, or maybe once at the headquarters of the United Nations in New York ... ", where Hartwig's work was. Edward Hartwig, Benedykt Jerzy Dorys, Paweł Pierściński ... were my masters of photography in Poland ... however it sounded. When in 1988 the President of ZPAF Paweł Pierściński offered me to join ZPAF, the recommendation was written by Benedykt Jerzy Dorys and Edward Hartwig. When I took them to the ZPAF office, the secretary said that she had never seen such two recommendations. For what I said that he can call and see if they are real, if he has any doubts. It's good that I did xero copie, which in 1988 was not so easy in Poland, the authorities were afraid that the duplication devices would be used against them. Recommendations were lost from the ZPAF archive. Edward Hartwig wrote about me at the time: "He is an active activist, he organized in the USA an exhibition of Polish Landscape for ZPAF members. The exhibition was presented in many American cities as well as in the United Nations building. He writes numerous articles about Polish photography and its creators. I see Czesław Czapliński as a serious candidate for ZPAF. Edward Hartwig - Introductory Member.


The date of my joining ZPAF in 1988 was proposed by the then President Paweł Pierściński, who knew that in January 1989, on the 150th anniversary of the invention of photography, I would have an individual exhibition entitled FACE to FACE in the Zachęta Gallery in Warsaw, he said: "... After this exhibition, they will not accept you with envy, so you have to do it now and it happened." At the time, I asked him to accept the writer, my friend Ryszard Kapuściński, on the same terms, who also dealt with photography in addition to writing, which few people knew at the time. And so it happened.






  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon