top of page
Szukaj

PORTRET z HISTORIĄ Mike Wallace

Zdjęcie autora: Czesław Czapliński
Czesław Czapliński
9 lut 2020
8 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 17 sie

Aby zrozumieć, to co napiszę na końcu, w moim bezpośrednim z nim kontakcie, trzeba chociaż pobieżnie dowiedzieć się kim był Mike Wallace.

Myron Leon „Mike” Wallace, urodził się 9 maja 1918 r. w Brooklinie, w stanie MA, w rodzinie amerykańskich Żydów pochodzenia rosyjskiego.

Pracę jako dziennikarz rozpoczął już w czasie studiów jako reporter prasowy, następnie (już po ukończeniu studiów) – radiowy.

Podczas swojej kilkudziesięcioletniej kariery, dla CBS „60 Minutes”, gdzie zadebiutował w 1968 roku, przeprowadził wywiady z wieloma politykami, celebrytami i naukowcami, takimi jak: Mohammad Reza Pahlavi, Frank Lloyd Wright, Yasser Arafat, Menachem Begin, Anwar Sadat, Manuel Noriega, John Nash, Vladimir Putin, Maria Callas, Barbra Streisand, Salvador Dalí. 14 marca 2006 r. Wallace ogłosił wycofanie się z „60 Minutes” po 37 latach pracy z programem.

Wallace miał dwóch synów ze swoją pierwszą żoną, Normą Kaphan. Młodszy syn Wallace'a, Chris, jest również znanym dziennikarzem. Starszy syn, Peter, zmarł w wieku 19 lat w wypadku podczas wspinaczki w Grecji w 1962 r.

Wallace uważał się za umiarkowanego politycznie. Był przyjacielem Nancy Reagan i jej rodziny od ponad 75 lat.

Wallace zmarł w swojej rezydencji w 7 kwietnia 2012 r. w New Canaan, w stanie Connecticut.

W 1989 r. Wallace otrzymał honorowy doktor prawa z University of Pennsylvania. Profesjonalne wyróżnienia Wallace'a obejmowały 21 nagród Emmy, w tym raport na kilka tygodni przed atakami z 11 września, za śledztwo w sprawie byłego Związku Radzieckiego, program ospy i obawy związane z terroryzmem. Zdobył także trzy nagrody Alfreda I. duPont-Columbia University, trzy nagrody George Foster Peabody, nagrodę Roberta E. Sherwooda, „Distinguished Achievement Award” przyznawaną przez University of Southern California School of Journalism oraz nagrodę im. Roberta F. Kennedy'ego, aby wymienić kilka.

Nieprzeciętną sławę zdobył dzięki telewizji, przede wszystkim dzięki programowi „60 Minutes”, który pojawiał się na ekranach Amerykanów od 1968 roku. Uwielbiany przez miliony, laureat 21 nagród Emmy nie potrafił znaleźć szczęścia w życiu prywatnym – przez wiele lat cierpiał na depresję, która nasiliła się po śmierci syna.

Mike Wallace, jak i program „60 Minutes”, którego przez kilkadziesiąt lat był korespondentem, to legendy amerykańskiej telewizji. Cała Ameryka siadała przed telewizorami, żeby go oglądać. Mike’a znali wszyscy Amerykanie.

Opowieść o zdjęciach, które mu zrobiłem, zacznę od końca. W kwietniu 2012 roku przygotowywałem dla PIN (Polskiego Instytutu Naukowego) w Nowym Jorku bardzo ważną dla mnie wystawę zatytułowaną „FACE to FACE”. Była to wystawa rocznicowa – pierwsząamerykańską miałem bowiem właśnie w tym instytucie ponad 30 lat temu w 1981 r. Jej otwarcie miało nastąpić w czwartek, a w poprzedzający weekend dowiedziałem się o śmierci legendarnego dziennikarza. Natychmiast stanął mi przed oczyma rok 1985, kiedy robiłem Mike’owi Wallace’owi zdjęcia, a na wystawie specjalnie wyróżniłem zdjęcie Mike Wallace.

To były pierwsze lata mojego pobytu w Stanach Zjednoczonych. Nieustannie poszukiwałem kontaktów do wybitnych ludzi, których mógłbym sportretować. Pewnego dnia dowiedziałem się, że w Foreign Press Center odbędzie się spotkanie z legendarnym Mikiem Wallace’em.

To była prawdziwa gratka! Wiedziałem jednak, że pojawi się tam tłum dziennikarzy, reporterów, fotografów i że nie będę miał najmniejszych szans, aby zrobić zdjęcia, o jakie mi chodzi. – A może nie tędy droga – zapytałem sam siebie. Może powinienem się zastanowić, jak zrobi to on? Wybitny dziennikarz, perfekcjonista przyjeżdża na spotkanie z innymi dziennikarzami... Jak ja bym się do tego przygotował? Na pewno chciałbym zobaczyć, jak wygląda pomieszczenie, w którym ma odbyć się konferencja. Przyjechałbym kilka minut wcześniej.

I w tym momencie mam już stuprocentową pewność, że zrobi dokładnie tak, jak pomyślałem ja:

Przyjadę wcześniej i będę miał to, czego inni mieć nie będą: Mike’a Wallace’a na wyłączność.

Pojechałem wcześniej, zgłosiłem się do organizatora...

– Słyszałem, że Mike Wallace przyjedzie kwadrans wcześniej. Chciałbym spotkać się z nim na kilka minut i zrobić mu zdjęcia – mówię pewnym głosem.

– My nic o wcześniejszym przyjeździe pana Wallace’a nie wiemy – odpowiada zdumiony organizator.

Ale po chwili dodaje słowa, o których wtedy marzyłem:

– Jeśli faktycznie Wallace przyjedzie wcześniej, to zgoda. Może mu pan robić zdjęcia.

Mike Wallace nie przyjechał kwadrans wcześniej. Przyjechał dziesięć minut wcześniej. Tych pięć minut to były jedne z najdłuższych minut w moim życiu. Gdy tylko wszedł i zaczął rozglądać się po sali, podszedłem do niego i spytałem, czy mogę zrobić mu zdjęcia. Zgodził się bez problemu, kiwnięciem głowy i uśmiechem.

Kiedy cały tłum dziennikarzy i fotografów stawił się o wyznaczonej godzinie, ja miałem już fantastyczne portrety.

Po wywołaniu zdjęć postanowiłem je wysłać ich bohaterowi. Nie miałem jego adresu – więc po prostu wysłałem odbitki na jego nazwisko do stacji CBS. Nie liczyłem na odpowiedź. On był wtedy gwiazdą pierwszej wielkości, ja – nieznanym fotografem. Jakież było moje zdumienie, kiedy po kilku dniach odebrałem telefon i usłyszałem w słuchawce jego głos. Mike Wallace, sam wielki Mike Wallace, powiedział, że ma te zdjęcia rozłożone na biurku i jest zachwycony. Stałem ze słuchawką w ręku i nie mogłem uwierzyć, że dzwoni do mnie sam Mike Wallace – to tak jak odebrać telefon od samego prezydenta Stanów Zjednoczonych...

– Panie Wallace, nikt mi w to nie uwierzy, że pan do mnie zadzwonił – mówię do słuchawki i słyszę, jak Mike Wallace śmieje się szczerze rozbawiony.

– Pan musi sobie zdawać sprawę, że ludzie będą mnie brać za wariata, będą mówić, że chodzi taki szurnięty Polak po Manhattanie i mówi, że sam Mike Wallace chwalił jego zdjęcia. Chyba Pan tego nie chce – brnę dalej. – Co powinienem zrobić, żeby nie nadszarpnąć pana reputacji? – pyta, śmiejąc się do rozpuku.

– Panie Wallace, ja muszę mieć to na piśmie – mówię stanowczo.

– Dobrze – odpowiada.

I tak się stało. Dostałem od Mike Wallace’a list, gdzie napisał m.in.: „…Bardzo podoba mi się moje zdjęcie, zrobione przez Pana. Czy mogę zasugerować podpis pod nim: ‘Człowiek zagubiony w myślach lub kontemplujący klęskę’…”. I nikt nie nazwie mnie wariatem...


PORTRAIT with HISTORY Mike WALLACE (1918-2012)

To understand what I will write at the end, concerning my direct contact with him, it is necessary to have at least a brief understanding of who Mike Wallace was.

Myron Leon “Mike” Wallace was born on May 9, 1918, in Brookline, Massachusetts, into a family of Russian-Jewish immigrants.

He began his career as a journalist while still at university, working first as a newspaper reporter and, after graduating, as a radio journalist.

During his several-decade career with CBS’s 60 Minutes, where he made his debut in 1968, he interviewed numerous politicians, celebrities, and scientists, including Mohammad Reza Pahlavi, Frank Lloyd Wright, Yasser Arafat, Menachem Begin, Anwar Sadat, Manuel Noriega, John Nash, Vladimir Putin, Maria Callas, Barbra Streisand, and Salvador Dalí. On March 14, 2006, Wallace announced his retirement from 60 Minutes after 37 years with the program.

Wallace had two sons with his first wife, Norma Kaphan. His younger son, Chris, is also a well-known journalist. His older son, Peter, died at the age of 19 in a climbing accident in Greece in 1962.

Wallace considered himself politically moderate. He had been a friend of Nancy Reagan and her family for more than 75 years.

Wallace died at his home in New Canaan, Connecticut, on April 7, 2012.

In 1989, Wallace received an honorary Doctor of Laws degree from the University of Pennsylvania. His professional honors included 21 Emmy Awards, among them recognition for a report on the former Soviet Union, a smallpox program, and concerns related to terrorism, as well as a report aired just weeks before the September 11 attacks. He also received three Alfred I. duPont–Columbia University Awards, three George Foster Peabody Awards, the Robert E. Sherwood Award, the Distinguished Achievement Award from the University of Southern California School of Journalism, and the Robert F. Kennedy Award, to name just a few.

He achieved extraordinary fame through television, above all through 60 Minutes, which had been appearing on American television screens since 1968. Loved by millions and the recipient of 21 Emmy Awards, Wallace was nevertheless unable to find happiness in his private life. For many years, he suffered from depression, which became more severe after the death of his son.

Mike Wallace, as well as 60 Minutes, of which he was a correspondent for several decades, became legends of American television. All of America sat in front of their television sets to watch him. Every American knew Mike Wallace.

I will begin the story of the photographs I took of him from the end.

In April 2012, I was preparing a very important exhibition for the Polish Institute of Arts and Sciences of America (PIASA) in New York, titled FACE to FACE. It was a commemorative exhibition—the first American exhibition I had held at this very institution had taken place more than 30 years earlier, in 1981. The opening was scheduled for Thursday, and on the preceding weekend I learned of the death of the legendary journalist. Immediately, I thought of 1985, when I had photographed Mike Wallace, and at the exhibition I gave special prominence to the photograph of Mike Wallace.

Those were the first years of my life in the United States. I was constantly searching for contacts with outstanding people whom I could photograph. One day I learned that a meeting with the legendary Mike Wallace was going to take place at the Foreign Press Center.

It was a real opportunity! But I knew that a crowd of journalists, reporters, and photographers would be there, and that I would have no chance whatsoever of taking the kind of photographs I wanted.

“Perhaps this is not the right way,” I asked myself. Maybe I should think about how he would do it. An outstanding journalist, a perfectionist, was coming to a meeting with other journalists... How would I prepare myself if I were him? I would certainly want to see what the room where the press conference was going to take place looked like. I would arrive a few minutes early.

And at that moment I became one hundred percent certain that he would do exactly what I had imagined:

I would arrive early and have something the others would not have: Mike Wallace all to myself.

I went there early and introduced myself to the organizer.

“I heard that Mike Wallace is going to arrive fifteen minutes early. I would like to meet him for a few minutes and take some photographs of him,” I said confidently.

“We know nothing about Mr. Wallace arriving early,” the organizer replied, astonished.

But a moment later he added the words I had been dreaming of hearing:

“If Mr. Wallace does in fact arrive early, that’s fine. You may photograph him.”

Mike Wallace did not arrive fifteen minutes early. He arrived ten minutes early.

Those five minutes were among the longest minutes of my life.

As soon as he entered and began looking around the room, I approached him and asked if I could take his photographs. He agreed without any problem, simply nodding and smiling.

When the entire crowd of journalists and photographers arrived at the scheduled time, I already had fantastic portraits.

After developing the photographs, I decided to send them to their subject. I did not have his address, so I simply mailed the prints, addressed to him by name, to CBS. I did not expect an answer. At that time he was a star of the first magnitude, while I was an unknown photographer.

Imagine my astonishment when, a few days later, I received a telephone call and heard his voice on the other end.

Mike Wallace—the Mike Wallace himself—said that he had the photographs spread out on his desk and that he was delighted with them.

I stood there holding the telephone receiver, unable to believe that Mike Wallace himself was calling me. It was like receiving a telephone call from the President of the United States...

“Mr. Wallace, nobody is going to believe me when I tell them that you called me,” I said into the phone, and I heard Mike Wallace laughing, genuinely amused.

“You must realize that people are going to think I’m crazy. They’ll say there’s this crazy Polish guy walking around Manhattan claiming that Mike Wallace himself praised his photographs. Surely you don’t want that,” I continued.

What should I do so that I don’t damage your reputation?” he asked, laughing heartily.

“Mr. Wallace, I need it in writing,” I said firmly.

“All right,” he replied.

And that is exactly what happened.

I received a letter from Mike Wallace in which he wrote, among other things:

“…I like my picture very much, taken by you. May I suggest a caption for it: ‘A man lost in thought or contemplating defeat’…”

And nobody would call me crazy...


 
 
 

Komentarze


  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon
bottom of page