Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Tadeusz Kantor

Aktualizacja: cze 25


“…Rytm twórczości jest nieprzerwany; wymaga totalnego, bez reszty permanentnego zaangażowania myśli, woli i wyobraźni…” – Tadeusz Kantor.

“…Moim domem było i jest moje dzieło…” – Tadeusz Kantor.

Tadeusz Kantor (ur. 6 kwietnia 1915 w Wielopolu Skrzyńskim – zm. 8 grudnia 1990 w Krakowie, pochowany na Cmentarzu Rakowickim) – malarz, reżyser i scenograf, teoretyk sztuki; w latach 1942–1944 kierował konspiracyjnym Teatrem Niezależnym, od 1955 teatrem Cricot 2 w którym do 1975 wystawił adaptacje dramatów Stanisława Ignacego Witkiewicza, następnie własne przedstawienia „Umarła klasa (1975), „Wielopole, Wielopole” (1980), „Niech sczezną artyści (1985), „Nigdy tu już nie powrócę” (1988), „Dziś są moje urodziny” (1991).

Jego mama Helena Kantor w 1921 wraz z Tadeuszem i jego starszą siostrą Zofią przeniosła się do Tarnowa, gdzie Tadeusz rozpoczął naukę w IV klasie (poprzednie klasy odbył w Wielopolu) Szkoły Ćwiczeń przy Seminarium Nauczycielskim Męskim. W latach 1925–1933 pobierał nauki w Gimnazjum im. Kazimierza Brudzińskiego w Tarnowie. 5 października 1934 zapisał się na Wydział Malarstwa Krakowskiej ASP do pracowni prof. Władysława Jarockiego. W tym czasie fascynowała go twórczość Stanisława Wyspiańskiego. Równocześnie z malarstwem studiował malarstwo teatralne u prof. Karola Frycza, dyrektora teatrów krakowskich.

W czasie II wojny światowej został w Krakowie zarabiając na życie jako malarz pokojowy. 12 grudnia 1939 złożył egzamin końcowy u prof. Frycza.

Wraz z kolegami ze studiów stworzył podziemny Teatr Niezależny. Próby odbywały się w domu Ewy Jurkiewicz – pierwszej żony Kantora. W 1945 podjął pracę kierownika malarni w krakowskim Starym Teatrze oraz zapisał się na kurs scenografii w Studio Teatralnym prowadzonym przez Andrzeja Pronaszkę. W listopadzie 1946 roku wraz z Marią Jaremą brał udział w Międzynarodowej Wystawie Sztuki Współczesnej w paryskim Musee d’art. Moderne. Pracował jako scenograf w Państwowych Teatrach Dramatycznych realizując scenografie głównie dla Starego Teatru, gdzie pracował do 1961. Od 1945 do 1961 żoną Tadeusza Kantora była Ewa Jurkiewicz, 10 kwietnia 1961 ożenił się z Marią Stangret.

W 1955 jako jeden z dziesiątki polskich artystów Grupy Krakowskiej w której byli m.in.: Tadeusz Brzozowski, Jerzy Nowosielski, Erna Rosenstein, Janusz Stern… brał udział w wystawach do 1961 r. m.in.: w Nowym Jorku, Paryżu, Sztokholmie, Hamburgu…

Wielopole” opowiadającej o rodzinnym mieście Kantora, Franco Quadri napisał: „Kantor połączył w tym przedstawieniu polski mikrokosmos z męką Chrystusa, a Wielopole stało się własnością całego świata”.

Podczas okupacji Kantor stworzył konspiracyjny Teatr Niezależny, w którym wystawiał dla zaufanej publiczności repertuar narodowy, m.in. „Balladynę” Juliusza Słowackiego i „Powrót Odysa” Stanisława Wyspiańskiego. U Kantora malarstwo i teatr były nierozdzielne. W pierwszych latach powojennych tworzył obrazy bliskie surrealizmowi. Przestał malować, kiedy władze PRL zaczęły wprowadzać socrealizm. Podczas wielu podróży po świecie stykał się z nowymi trendami w sztuce, a po przyjeździe do kraju rozwijał swoje obserwacje. Był jednym z pierwszych artystów uprawiających informel, konceptualizm, happening…

W 1955 grupa plastyków, krytyków i teoretyków sztuki pod kierownictwem Kantora założyła teatr Cricot 2. Pierwszą premierą grupy (1956) była „Mątwa” według Witkiewicza. W kolejnym przedstawieniu – „Cyrk” według Kazimierza Mikulskiego – Kantor posłużył się ambalażem, kolejnym krokiem był „teatr informel”: poddający się przypadkowi, teatr automatyczny. W przedstawieniach „W małym dworku” według Witkacego aktorzy traktowani byli na równi z przedmiotami, pozbawieni indywidualności. Kantor poszukiwał właściwej formy. Poszukiwania takie doprowadziły Kantora do rodzącego się wówczas na świecie happeningu. W 1965 odbyły się pierwsze polskie happeningi: „Cricotage” i „Linia podziału”. „Teatr śmierci” był ostatnim nurtem w twórczości teatralnej Kantora. Powstały wówczas spektakle: „Umarła klasa”, „Wielopole, Wielopole”, „Niech sczezną artyści”, „Nigdy już tu nie powrócę” oraz spektakl, którego premiera odbyła się już po śmierci artysty – „Dziś są moje urodziny”. We wszystkich tych spektaklach motywem głównym była śmierć, przemijanie, pamięć. W wielu przedstawieniach Kantor uczestniczył bezpośrednio jako obecny na scenie „mistrz ceremonii”, który, niczym dyrygent, nadawał akcji odpowiednie tempo i rytm, kiedy trzeba interweniując w jej przebieg.

Za swoją prace Kantor był odznaczany: Złoty Krzyż Zasługi (1954), Krzyż Wielki Orderu Zasługi Republiki Federalnej Niemiec (1990) „za znaczący wpływ wywarty na współczesną sztukę w Europie i za zasługi w ożywieniu obrazu kulturalnego RFN”, Komandor Orderu Sztuki i Literatury (Francja, 1989), Kawaler Orderu Legii Honorowej (Francja, 1985).

Nagrody i wyróżnienia m.in.: nagroda krytyki im. Norwida za Umarłą klasę (1977), nagroda za najlepszy spektakl Umarłą klasę, Caracas (1978), nagroda im. Rembrandta (1978) przyznawana przez międzynarodowe jury Fundacji im. Goethego w Bazylei za rzeczywisty wkład w kształtowanie obrazu sztuki naszej epoki, Nagroda Miasta Krakowa (1978), nagroda OBIE (USA 1980) – nagroda krytyków nowojorskich, przyznawana za najlepszy spektakl grany na Broadwayu, a także off- i off- off-Broadway – za rok 1979 za wystawienie Umarłej klasy, dyplom Ministra Spraw Zagranicznych za upowszechnianie kultury polskiej za granicą (1982), nagroda „Targa Europea” nagroda przyznawana wybitnym przedstawicielom kultury i nauki w Europie, Włochy (1986), nagroda krytyków nowojorskich za najlepszy spektakl na Brodwayu (reżyseria i gra aktorów 1986), Rok 2015 został ogłoszony przez UNESCO Rokiem Tadeusza Kantora (2015).

Nie trzeba go przedstawiać, ale trudno w jednym zdaniu napisać, kim był. Reżyser, scenograf, aktor, malarz, rzeźbiarz w jednej osobie, a zarazem skomplikowany i trudny w bezpośrednich kontaktach człowiek. Przez długi czas śledziłem jego nietuzinkową twórczość i bardzo chciałem go spotkać.

Postanowiłem spróbować w maju 1982 r., kiedy Kantor przyjechał do Nowego Jorku, jak zawsze do awangardowego teatru "La MaMa ETC" z przedstawieniem "Wielopole, Wielopole". Skontaktowałem się najpierw z jego asystentem, a zarazem rzecznikiem prasowym, Krzysztofem Miklaszewskim, który powiedział, że postara się mnie przedstawić. Dodał jednak, że za efekt owej próby nie odpowiada. Wszystko zależy bowiem od samego Tadeusza Kantora. Dodał, że nie powinienem być zdziwiony, jeśli w ogóle nie będzie chciał ze mną rozmawiać.

O umówionej porze wejściem dla aktorów wszedłem do teatru "La MaMa ETC", który znajduje się na Manhattanie, w dzielnicy East Village. Krzysztof Miklaszewski powitał mnie słowami: – Teraz albo nigdy! Proszę za mną.

Z wąskiego korytarza wychodzimy bezpośrednio na scenę, połączoną z widownią. Proste, drewniane dekoracje: stół, krzesła, drzwi, okno, krzyże… wszystko na czarnym tle.

– Wymarzona sceneria do zdjęć – myślę.

Widzę Kantora siedzącego w pierwszym rzędzie widowni, przechodzącego w senę i przeglądającego kartki. Miklaszewski zostawia mnie sam na sam z mistrzem, wycofując się na zaplecze. Podchodzę bliżej. Nie chcę mu przeszkadzać. Po kilkudziesięciu sekundach, kiedy Kantor zerka w moją stronę, mówię

– Dobry wieczór!

– Pan mówi po polsku? – pyta ze zdziwieniem.

– Tak, jeszcze nie zapomniałem – odpowiadam z uśmiechem.

– Jak długo pan tu mieszka?

– Trzy lata.

– Przed panem namęczyłem się z dwoma dziennikarzami, którzy nic nie rozumieli z tego, co robię.

Widząc, że nadszedł znakomity moment, mówię:

– Ja chciałbym tylko zrobić panu kilka zdjęć.

– Zdjęć – powtórzył w zamyśleniu Kantor. – To niech pan robi.

Nie trzeba mi było tego dwa razy powtarzać. Zrobiłem kilka ujęć Kantora siedzącego w pierwszym rzędzie, na tle pustej widowni. Podczas spektaklu taka sceneria byłaby niemożliwa – wszystkie bilety, jak zawsze zresztą, wykupiono na wiele tygodni przed przedstawieniami. Cały czas jednak zastanawiałem się nad tym, co zrobić, aby Kantor wszedł na scenę, która znajdowała się na wyciągniecie ręki. A właściwie jest to teatr, gdzie widownia jest połączona ze sceną. Pamiętałem ciągle, że każdy „nierozważny” krok z mojej strony może przerwać tę sesję bezpowrotnie. Nie widząc jednak innej możliwości, zdecydowałem się na "atak".

– Czy mógłby pan wejść na scenę? – zapytałem niepewnie. Kantor bez słowa podniósł się z fotela, obciągnął marynarkę i majestatycznym krokiem wszedł pomiędzy rekwizyty. Uszczęśliwiony zacząłem go fotografować, zmieniając aparaty i obiektywy. Po tak dobrym początku, w ferworze pracy, zacząłem Kantora przesuwać z jednej strony sceny na drugą, z krzesła między krzyże… Sam nie wiem, ile to trwało. W pewnej chwili Kantor odwrócił się na pięcie, mówiąc: – Przepraszam, ale muszę jeszcze coś załatwić. I powłóczystym krokiem poszedł za scenę.

Kiedy odwróciłem się w stronę widowni, zobaczyłem Miklaszewskiego, w towarzystwie dwu aktorów, patrzących na mnie ze zdumieniem.

– Co się stało? – spytałem nie mniej zdziwiony. – Czy przypadkiem nie popełniłem jakiegoś faux pas?

– Raczej nie! – rozpoczął Miklaszewski. – Ale…

– Jakie ale? – przerwałem mu zdenerwowany.

– Nieczęsto zdarza się, że Kantor godzi się na półgodzinną sesję i na takie dyrygowanie – dodał już spokojnie Miklaszewski.

Przekonałem się o tym przy następnej wizycie Kantora w Nowym Jorku, gdy przyjechał ze sztuką "Niech sczezną artyści". Otrzymałem zgodę na fotografowanie podczas premiery. Na pewno pomogła mi w tym sesja, którą opisałem wyżej. Kantor był bardzo z tych zdjęć zadowolony, które oczywiście mu wysłałem. Premierę fotografował również fotoreporter z „The New York Times”. Pracowaliśmy bezszelestnymi Leicami. W pewnym momencie fotoreporter NYT zaczął się zbyt gwałtownie poruszać. Zawsze obecny na scenie z aktorami Kantor rzucił w jego stronę spojrzenie, w którym czaiły się gromy. Jednak bez rezultatu. Przy następnym gwałtownym poruszeniu, Kantor krzyknął do niego:

– Proszę natychmiast opuścić teatr!

Ja, nieomal w bezruchu, dalej dokumentowałem.

Kiedy w lipcu 1989 roku cała prasa światowa i polska (ta ostatnia – triumfalnymi tytułami artykułów "Centrum Pompidou było nasze") pisała o Kantorze – postanowiłem skorzystać z zaproszenia i go odwiedzić.

Jest to bowiem wypadek bez precedensu w historii sztuki, a teatralnej na pewno, że za życia artysty największe autorytety teatralne organizują na jego cześć cały festiwal i sympozjum naukowe "Wpływ Kantora – malarza, człowieka teatru i artysty na sztukę XX wieku". Do tego trzeba dodać, że Festiwal Kantorowski, bo taką nazwę nosił, był połączony z niezwykle uroczystymi obchodami dwustulecia rewolucji francuskiej, którym patronował minister kultury Francji Jacques Langa.

"...Ale żeby nie było tylko tak dobrze – powiedział Kantor – to była nieprzyjemna historia z Janem Kottem. Jan Kott – najpoważniejszy krytyk polskiego pochodzenia w Stanach Zjednoczonych, nie pozwolił skończyć wypowiedzi prof. Michałowi Kobiałce, również ze Stanów Zjednoczonych. Ja się szalenie zdenerwowałem, a przecież Kott jest moim przyjacielem, pamiętam go jeszcze z okresu stalinizmu. Zwróciłem się do Kotta, że ja sobie życzę, aby Kobiałka dokończył swój referat, gdyż właśnie mówił o niezwykle istotnej strukturze teatru Cricot 2. Kott się zasłaniał tym, że Kobiałka przekroczył czas 20 minut, przewidziany na wystąpienie. Poprosiłem Kobiałkę, aby mówił dalej. Kiedy po chwili, Kott przerwał mu po raz drugi, uniosłem się i krzyknąłem: „Janek, nie używaj starych metod stalinowskich.” Podchwyciła to prasa pisząc, że nazwałem Kotta stalinowcem, co jest nieprawdą. Ja właściwie, wedle zwyczaju teatru Cricot 2 powinienem na środku postawić trumnę i sam się tam ułożyć, wówczas można by bezpiecznie wszystko o mnie mówić. Chciałbym jednak coś jeszcze zrobić...". W paryskim Palais Chaillot dał Kantor cztery przedstawienia: "Umarła klasa", "Wielopole, Wielopole", "Niech sczezną artyści" i "Nigdy tu nie powrócę". W Centrum Pompidou odbyło się sympozjum, w którym wzięli udział światowej klasy naukowcy, historycy teatru, krytycy, muzycy, reżyserzy, aktorzy z Europy, Ameryki i Japonii. Pokazywano obrazy Kantora, wyświetlano filmy o artyście.

Odwiedziłem Mistrza w Ośrodku Teatru Cricot 2 przy ulicy Kanonicznej w Krakowie we wrześniu 1989 r. Kantor, jak zwykle w czarnym garniturze, śnieżnobiałej koszuli i długim czarnym szaliku wokół szyi, przyjął mnie wyjątkowo serdecznie. Niezwykły czar Kantora przyćmił szybko wszystkie legendy dotyczące jego trudnego charakteru i utwierdził mnie w przekonaniu, że wszystkie ostrzeżenia, które na jego temat słyszałem, były przesadzone. Przez całą rozmowę i długą sesję zdjęciową zachowywał się ujmująco, błyskotliwie, tryskał wręcz humorem. Co nie znaczy wcale, że jeśli coś mu się nie podobało lub nie było po jego myśli, nie reagował gwałtownie, jak bezkompromisowy artysta.

W pewnym momencie zaczął mówić z goryczą w głosie o sytuacji w Polsce, nawet go o to nie pytałem:

"...Już od dziesięciu lat wyjeżdżamy poza kraj, aby przygotowywać spektakle. Za granicą dają nam najlepsze warunki przestrzenne do pracy. A ja bym chciał pracować zawsze w domu, gdyż potrzebna mi jest atmosfera Krakowa, w którym spędziłem całe życie. Nie odpowiadają mi tylko, i to od dłuższego czasu, władze. Po ogromnym sukcesie "Umarłej klasy" nikomu z tzw. decydentów nie przyszło do głowy, że należy dać nam jakieś miejsce i warunki do pracy! Gdyby nie Florencja, dokąd zaproszono nas na siedem miesięcy, nie powstałoby "Wielopole, Wielopole". Następny spektakl "Niech sczezną artyści" mógł powstać w Krakowie, gdyż tu zacząłem, gdyby nie ignorancja władz. Powiedzieli, że my lubimy jeździć za granicę. A prawda jest taka, że gdyby nie Norymberga, Paryż i Mediolan, to spektakl by nie powstał. Ostatnia realizacja "Nigdy tu więcej nie powrócę" powstała, gdy zdenerwowałem się na jednego urzędnika. I znów gdyby nie Mediolan, gdzie mieliśmy próby w Pałacu Królewskim, na jlepsz ym miejscu w mieście, nie byłoby spektaklu. Teraz myślę o nowym przedstawieniu, może będzie to moje ostatnie przedstawienie, bo już mam dużo lat.

Spektakl "Nigdy tu nie powrócę" prezentowany był sto razy: Nowy Jork, Paryż… ale z Polski nikt nas nie zaprosił. Publiczność na różnych przedstawieniach pyta, dlaczego nie przyjeżdżamy do Polski. A przecież my jesteśmy w Polsce. Nie chodzi o to, że nie chcemy. Opinia jest taka, że jesteśmy osobami, które wolą pracować za granicą niż w kraju. To nieprawda. Zresztą cała prasa światowa uważa, że robię spektakle supernarodowe i prezentuję narodową kulturę polską. (…)

Nigdy nie miałem zamiaru podróżować. Zawsze, kiedy pakuję walizki, przeklinam jedną z moich teorii: życie i sztuka to podróż. Lubię siedzieć na miejscu. Nigdy również nie chciałem być człowiekiem teatru. Byłem malarzem. Jako malarz chciałem zrobić karierę. Może zrobiłem, nie wiem. Jako człowiek teatru – nie. Wyjawiłem intymną stronę mego życia: chciałem zrobić karierę jako malarz. To tkwiło w moich działaniach. Pojechałem do Paryża, gdzie miałem dwie wystawy, trzecią w Nowym Jorku i tam zaczęła się kariera. Po czym w 1965 roku mój marszand, wielki milioner, musiał uciekać do Ameryki Południowej i na tym na szczęście moja kariera się zakończyła. Od tego czasu maluję już tylko dla siebie.

Jeśli chodzi o teatr, to nigdy mi przez głowę nie przeszło, że będę robił karierę jako reżyser. To jest moje hobby, moja najbardziej intymna sprawa i dlatego pierwsze spektakle: "Mątwa", "Wariat i zakonnica", "W małym dworku" były moją prywatną działalnością. Robiliśmy je w Krzysztoforach, w takiej dziurze i nigdy mi do głowy nie przyszło, że wyjedziemy z tym gdziekolwiek.

Ostatnio napisałem, że istnieje powszechna historia teatru i prywatna historia teatru. Ja jestem elementem mojej osobistej, prywatnej historii teatru, a że ona stała się powszechna, to już nie był mój zamiar...".

Rok później, po naszym ostatnim spotkaniu, planowaliśmy następne. Jednak, jak to w życiu bywa, wszelkie plany zmienia bezwzględny los. 8 grudnia 1990 roku w Krakowie, podczas prób sztuki "Dziś są moje urodziny" zmarł na zawał serca Tadeusz Kantor. Jego śmierć zakończyła pewną epokę w teatrze.

Skończył się również teatr Cricot 2, mimo że po śmierci Kantora, odbyła się wcześniej zaplanowana premiera w paryskim Centrum Pompidou, a później teatr pojechał dalej do Niemiec, Włoch, Stanów Zjednoczonych. Aktorzy teatru Cricot 2 uważają, że z pustego krzesła na scenie, Kantor w dalszym ciągu kieruje swymi przedstawieniami.

Ponoć nie ma ludzi niezastąpionych. Prawdę tę często potwierdza życie, ale w tym wypadku jest całkowicie inaczej. Tadeusza Kantora nie może zastąpić nikt…

Człowiek, który na zawsze zmienił oblicze polskiego i światowego teatru. Z wykształcenia malarz, absolwent ASP, w czasie wojny twórca podziemnego teatru eksperymentalnego. Eksperyment – zarówno w teatrze, sztuce, jak i rzeźbie – to jego drugie imię. Aby móc swobodnie realizować własne założenia, stworzył w 1956 roku teatr Cricot 2. Był nie tylko reżyserem swoich sztuk, lecz także aktorem, wkraczającym na scenę podczas przedstawień i inscenizującym je na żywo. W pewnym sensie zainscenizował również swoją śmierć, która nastąpiła w teatrze podczas próby przedstawienia "Dziś są moje urodziny".

“…Nigdy nie umieraj przed premierą…” – Tadusz Kantor.

PORTRAIT witch HISTORY Tadeusz Kantor (1915-1990)

"... The rhythm of creativity is uninterrupted; requires total, permanent involvement of thoughts, will and imagination ... "- Tadeusz Kantor.

"... My home was and is my work ..." - Tadeusz Kantor.

Tadeusz Kantor (born on April 6, 1915 in Wielopole Skrzyński - died on December 8, 1990 in Krakow, buried at the Rakowicki Cemetery) - painter, director and set designer, art theoretician; in the years 1942–1944 he managed the underground Independent Theater, from 1955 the Cricot 2 theater in which until 1975 he staged adaptations of the plays by Stanisław Ignacy Witkiewicz, then his own performances 'The Dead Class' (1975), 'Wielopole, Wielopole' (1980), 'Let the Artists Die' "(1985)," I will never come back here again "(1988)," Today is my birthday "(1991).

In 1921, his mother Helena Kantor, together with Tadeusz and his older sister Zofia, moved to Tarnów, where Tadeusz began his education in the 4th grade (he had completed previous classes in Wielopole). In the years 1925–1933 he studied at the Junior High School Kazimierz Brudzinski in Tarnow. On October 5, 1934, he enrolled in the Painting Department of the Krakow Academy of Fine Arts in the studio of prof. Władysław Jarocki. At that time, he was fascinated by the work of Stanisław Wyspiański. Simultaneously with painting, he studied theater painting with prof. Karol Frycz, director of the Krakow theaters.

During World War II he stayed in Krakow making a living as a peace painter. On December 12, 1939, he passed the final exam with prof. Frycz.

Together with his classmates, he created the Independent Independent Theater. Rehearsals took place at the house of Ewa Jurkiewicz - the first wife of Kantor. In 1945 he started working as a painting manager at the Old Theater in Krakow and enrolled in a stage design course at the Theater Studio run by Andrzej Pronaszka. In November 1946, together with Maria Jara, he took part in the International Exhibition of Contemporary Art at the Musee d'art in Paris. Moderne. He worked as a stage designer at the State Drama Theaters, performing sets mainly for the Old Theater, where he worked until 1961. From 1945 to 1961 Tadeusz Kantor's wife was Ewa Jurkiewicz, and on April 10, 1961 he married Maria Stangret.

In 1955, as one of the dozen Polish artists of the Krakow Group which included Tadeusz Brzozowski, Jerzy Nowosielski, Erna Rosenstein, Janusz Stern ... he participated in exhibitions until 1961, among others in New York, Paris, Stockholm, Hamburg ...

"Wielopole" telling about Kantor's hometown, Franco Quadri wrote: "In this performance Kantor combined the Polish microcosm with the Passion of Christ, and Wielopole became the property of the whole world."

During the occupation, Kantor created an underground Independent Theater, in which he staged a national repertoire for a trusted audience, including Juliusz Słowacki's "Balladina" and Stanisław Wyspiański's "The Return of Odysseus". At Kantor, painting and theater were inseparable. In the first post-war years he created paintings close to surrealism. He stopped painting when the PRL authorities began to introduce socialist realism. During many travels around the world he came into contact with new trends in art, and after arriving in the country he developed his observations. He was one of the first artists practicing informel, conceptualism, happening ...

In 1955, a group of visual artists, critics and art theoreticians led by Kantor founded the Cricot 2 theater. The first premiere of the group (1956) was "Mątwa" according to Witkiewicz. In the next performance - "Circus" according to Kazimierz Mikulski - Kantor used an ambassador, the next step was "informel theater": submissive, automatic theater. In the performances of "In a small manor" according to Witkacy, the actors were treated equally with the objects, deprived of individuality. Kantor was looking for the right form. Such searches led Kantor to a happening that was emerging in the world at that time. In 1965 the first Polish happenings took place: "Cricotage" and "Dividing Line". "Theater of Death" was the last trend in Kantor's theatrical output. The performances of "The Dead Class", "Wielopole, Wielopole", "Let the Artists Die", "I will never return here" and the spectacle whose premiere took place after the artist's death - "Today is my birthday" were created. In all these performances, the main theme was death, transience, and memory. In many performances, Kantor directly participated as the "master of ceremonies" present on the stage, who, like a conductor, set the action at the appropriate pace and rhythm when necessary to intervene in its course.

For his work, Kantor was awarded the Golden Cross of Merit (1954), the Grand Cross of the Order of Merit of the Federal Republic of Germany (1990) "for a significant influence on contemporary art in Europe and for his contribution to the revival of the cultural image of Germany", Commander of the Order of Arts and Literature ( France, 1989), Knight of the Order of the Legion of Honor (France, 1985).

Awards and distinctions, among others: Norwid for the Dead Class (1977), award for the best performance of the Dead Class, Caracas (1978), the prize for Rembrandt (1978) awarded by the international jury of the Goethe in Basel for his real contribution to shaping the art image of our era, the City of Krakow Award (1978), the OBIE award (USA 1980) - the New York critics award, awarded for the best performance played on Broadway, as well as off- and off-off-Broadway - for 1979 for exhibiting the Dead Class, diploma of the Minister of Foreign Affairs for disseminating Polish culture abroad (1982), "Targa Europea" award for outstanding representatives of culture and science in Europe, Italy (1986), New York critics' award for the best performance on Brodway (director and actor in 1986), 2015 was proclaimed by UNESCO the Year of Tadeusz Kantor (2015).

It does not need to be introduced, but it is difficult to write in one sentence who he was. Director, stage designer, actor, painter, sculptor in one person, and at the same time a complicated and difficult person in direct contacts. For a long time I followed his extraordinary work and I really wanted to meet him.

I decided to give it a try in May 1982, when Kantor arrived in New York, as always at the avant-garde theater "La MaMa ETC" with the performance "Wielopole, Wielopole". I first contacted his assistant, and also the spokesperson, Krzysztof Miklaszewski, who said he would try to introduce me. He added, however, that he was not responsible for the effect of this attempt. Everything depends on Tadeusz Kantor himself. He added that I shouldn't be surprised if he didn't want to talk to me at all.

At the scheduled entry time for the actors, I entered the "La MaMa ETC" theater, which is located in Manhattan, in the East Village district. Krzysztof Miklaszewski greeted me with the words: - Now or never! Follow me, please.

From the narrow corridor we go directly to the stage, connected to the audience. Simple wooden decorations: table, chairs, doors, windows, crosses ... all on a black background.

- Dream scenery for photos - I think.

I see Kantor sitting in the front row of the audience, going to sleep and looking through the pages. Miklaszewski leaves me alone with the master, retreating to the back room. I come closer. I don't want to disturb him. After several dozen seconds, when Kantor glances towards me, I say

- Good evening!

- Do you speak Polish? He asks in surprise. "Yes, I have not forgotten yet," I answer with a smile.

- How long have you lived here? - Three years.

- Before you I got tired of two journalists who did not understand anything about what I was doing. Seeing that the perfect moment has come, I say: - I would just like to take some pictures of you.

"Pictures," Kantor repeated thoughtfully. - Then do it.

I didn't have to repeat it twice. I took a few shots of Kantor sitting in the front row, against the background of an empty audience. During the performance such scenery would be impossible - all tickets, as always, were bought many weeks before the performances. All the time, however, I was thinking about how to make Kantor enter the stage, which was at your fingertips. In fact, it is a theater where the audience is connected to the stage. I still remembered that any "reckless" step on my part could stop this session forever. However, seeing no other option, I decided to "attack".

- Could you get on stage? I asked uncertainly. Without a word, the bureau rose from his chair, pulled on his jacket, and entered the props with a majestic step. Happily, I began to photograph him, changing cameras and lenses. After such a good start, in the heat of work, I started to move Kantor from one side of the stage to the other, from the chair between the crosses ... I don't know how long it took. At one point, Kantor turned on his heel, saying, "I'm sorry, but I still have to do something." And he walked behind the stage.

When I turned towards the audience,

I saw Miklaszewski, accompanied by two actors, looking at me in amazement.

- What happened? I asked, no less surprised. "Did I accidentally commit a faux pas?"

- Probably not! - Miklaszewski began.

- But ... - What but? I interrupted him upset. - It is not often that Kantor agrees to a half-hour session and such conducting - Miklaszewski added calmly.

I learned about it the next time Kantor visited New York, when he came with the play "Let the Artists Die". I received permission to photograph during the premiere. The session I described above definitely helped me. Kantor was very pleased with these photos, which of course I sent him. The premiere was also photographed by a photojournalist from The New York Times. We worked noiseless Leicas. At one point, the NYT photojournalist began to move too rapidly. Always present on stage with actors, Kantor threw a glance at him in which thunder was lurking. However, no result. At the next violent movement, Kantor shouted to him:

- Please leave the theater immediately! I, almost still, continued to document. When in July 1989 the entire world and Polish press (the latter - in triumphant titles of the articles "Pompidou Center was ours") wrote about Kantor - I decided to take advantage of the invitation and visit him. For it is an unprecedented accident in the history of art and the theater for sure that during the artist's lifetime the greatest theater authorities organize in his honor the entire festival and scientific symposium "The influence of Kantor - a painter, theater man and artist on 20th-century art". To this must be added that the Kantorowski Festival, because it had such a name, was combined with the extremely solemn celebrations of the bicentenary of the French Revolution, which was patronized by French Culture Minister Jacques Langa.

"... But let it not be so good - said Kantor - it was an unpleasant story with Jan Kott. Jan Kott - the most serious critic of Polish origin in the United States, did not let Prof. Michał Kobiałka, also from the United States, finish his speech. I was madly upset, and Kott is my friend, I remember him from the Stalinist period, I asked Kott that I wanted Kobiałka to finish his paper, because he was just talking about the extremely important structure of the Cricot 2 theater. Kobiałka exceeded the 20 minutes scheduled for the speech. I asked Kobiałka to speak. When after a while, Kott interrupted him a second time, I got up and shouted: "Janek, do not use old Stalinist methods." It was picked up by the press saying that I called Kott a Stalinist, which is not true. I actually, according to the custom of the Cricot 2 theater, should put a casket in the middle and arrange it myself, then I could safely talk about me. ". In the Palais Chaillot in Paris he gave Kantor four performances: "Dead Class", "Wielopole, Wielopole", "Let the Artists Die" and "I will never come back here". At the Pompidou Center a symposium took place, which was attended by world-class scientists, theater historians, critics, musicians, directors, actors from Europe, America and Japan. Kantor's paintings were shown, films about the artist were shown.

I visited the Master at the Cricot 2 Theater Center on Kanoniczna Street in Krakow in September 1989. Kantor, as usual in a black suit, snow-white shirt and a long black scarf around his neck, received me very warmly. Kantor's unusual spell quickly eclipsed all the legends about his difficult character and confirmed my belief that all the warnings I had heard about him were exaggerated. Throughout the entire conversation and the long photo session, he behaved endearingly, brilliantly, he was full of humor. Which does not mean that if he did not like something or did not like his idea, he did not react violently, like an uncompromising artist. At one point he began to speak bitterly about the situation in Poland, I didn't even ask him: "... We've been going abroad for ten years to prepare performances. Abroad, they give us the best spatial conditions to work. And I would he always wanted to work at home, because I need the atmosphere of Krakow, in which I spent my whole life. I am not satisfied with it, and for a long time, the authorities. some place and conditions for work should be given to us! If it wasn't for Florence, where we were invited for seven months, "Wielopole, Wielopole" would not have been created. They said that we like to travel abroad, and the truth is that if it wasn't for Nuremberg, Paris and Milan, the spectacle would not have come into being. And again, if it wasn't for Milan, where we had rehearsals at the Royal Palace, in the best place in the city, there would be no spectacle. Now I'm thinking about a new performance, maybe it will be my last performance because I'm already many years old. The spectacle "I will never come back" was presented a hundred times: New York, Paris ... but no one invited us from Poland. The audience at various performances asks why we do not come to Poland.

And we are in Poland. It's not that we don't want to. The opinion is that we are people who prefer to work abroad than at home. It's not true. Anyway, the whole world press thinks I'm doing supernational spectacles and presenting Polish national culture. (...) I never intended to travel. Whenever I pack my suitcases, I curse one of my theories: life and art are travels. I like sitting there. I also never wanted to be a man of the theater. I was a painter. As a painter, I wanted to make a career. Maybe I did, I don't know. As a man of the theater - no. I revealed the intimate side of my life: I wanted to make a career as a painter. It was in my actions. I went to Par yża, where I had two exhibitions, the third in New York and where my career began. After which in 1965 my art dealer, a great millionaire, had to flee to South America and luckily my career ended. Since then I have been painting only for myself. When it comes to theater, it never crossed my mind that I would make a career as a director. This is my hobby, my most intimate matter and that is why the first performances: "Mątwa", "Crazy and Nun", "In a small manor" were my private activities. We did them in Krzysztofory, in such a hole, and it never occurred to me that we would go anywhere.

Recently, I wrote that there is a universal history of theater and a private history of theater. I am part of my personal, private history of the theater, and since it became universal, it was no longer my intention ... "A year later, after our last meeting, we were planning the next. However, as it happens in life, all plans change An absolute fate.On December 8, 1990, in Krakow, Tadeusz Kantor died of a heart attack during rehearsals of the play "Today is my birthday." His death ended an era in the theater. The Cricot 2 theater also ended, although after Kantor's death it took place earlier planned premiere at the Pompidou Center in Paris, and then the theater went further to Germany, Italy, the United States. Actors of the Cricot 2 theater believe that from an empty chair on the stage, Kantor continues to direct his performances. Apparently there are no irreplaceable people. This truth often confirms life, but in this case it is completely different. Tadeusz Kantor cannot be replaced by anyone ... A man who changed the face of Polish and world theater forever. A painter by education, graduate of the Academy of Fine Arts, creator of the underground experimental theater during the war. The experiment - in theater, art and sculpture - is his middle name. In order to be able to freely pursue his own assumptions, he created the Cricot 2 theater in 1956. He was not only a director of his plays, but also an actor, who entered the stage during performances and staged them live. In a sense, he also staged his death in the theater during an attempt to perform "Today is my birthday."


"... Never die before the premiere ..." - Tadusz Kantor.



  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon