Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ ks.Wiesław Niewęgłowski Via Dolorosa – Droga Krzyżowa


Wiesław Aleksander Niewęgłowski (ur. 11 lipca 1941 w Zbuczynie k. Siedlec) – ksiądz, pisarz, pulicysta.

Ukończył I LO im. B.Prusa w Siedlcach.

W latach 1961–1966 studiował na KUL w Lublinie filologię polską, teatrologię, teorię filmu, który ukończył pracą magisterską. W latach 1966–1970 kontynuował naukę w Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. 24 maja 1970 otrzymał święcenia kapłańskie.

W okresie 1974–1982 był duszpasterzem akademickim w kościele św. Anny w Warszawie. Z jego inicjatywy powstały Tygodnie Kultury Chrześcijańskiej (1975) oraz Duszpasterstwo Środowisk Twórczych (1978).

W latach 1978–2012 ks. Niewęgłowski pełnił funkcję Krajowego Duszpasterza Środowisk Twórczych. Był inicjatorem budowy kościoła środowisk twórczych przy pl. Teatralnym, pod wezwaniem św. Brata Alberta – patrona twórców i św. Andrzeja Apostoła – patrona dawnego kościoła stojącego w tym miejscu. Do świątyni sprowadził relikwie obu patronów. Od konsekracji świątyni w 1999 do 2012 pełnił funkcję jej rektora.

Od 9 grudnia 1996 jest doktorem w zakresie nauk teologicznych Akademii Teologii Katolickiej, od 1999 Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Od 1997 był szefem telewizyjnych programów katolickich w telewizji publicznej TVP3 (od 2007 TVP Info) i WOT.

W 2006 otrzymał Krzyż Wielki z Gwiazdą Orderu Świętego Stanisława.

W 2012 r. osiągnął wiek emerytalny i decyzją arcybiskupa warszawskiego został zwolniony z funkcji rektora kościoła pw. św. Alberta i Andrzeja oraz Krajowego Duszpasterza Środowisk Twórczych.

Jest autorem publikacji m.in.: „Koniec nici złotej” –1978, „Od słowa do milczenia” – 1980, „Życiorys Ks. Stefana kardynała Wyszyńskiego” –1981, „Miniatury Ewangeliczne” –1984, „Między ziemią a niebem” –1989, „Z ziemi podnoszę mój głos” – 1992, „W cieniu Słowa” – 1992, Podróż do samego siebie – Warszawa 1994, „Nowe Przymierze Kościoła i środowisk twórczych” – 1997, „Leksykon Świętych” – 1998, „Pielgrzymka Ojca Świętego Jana Pawła II w Archidiecezji Warszawskiej” – 1999, „Droga Krzyżowa Na Drogach Świata” – 2001, „Od Słowa do milczenia” – 2002, „Anioły” – 2003, ​„Różaniec nowego wieku” – 2003, „Co Jezus widział z krzyża?” – 2003, „Uśmiech i miecz” – 2004, ​„Ojcze Święty witamy w Warszawie”, 2006, „Kościół i media w dialogu”, 2008, „Ziemia Jezusa. Dawniej i dzisiaj” – 2013. Ks. Niewęgłowskiego znałem i odwiedzałem przez lata w kościele św. Brata Alberta i św. Andrzeja Apostoła przy Pl.Teatralnym w Warszawie, którego był rektorem. A potem, gdy poszedł na emeryturę w Zbuczynie, nieopodal Siedlec w jego domu rodzinnym.


Via Dolorosa – Droga Krzyżowa


Via Dolorosa (łac. droga cierpienia, droga krzyżowa), którą przez lata chciałem przejść i uwiecznić na kliszy. Tak, jeszcze wtedy zakładało się do aparatów klisze. Ulice w starej części (obecnie Dzielnicy Muzułmańskiej) Jerozolimy, którą przemierzył Jezus Chrystus dźwigając krzyż na Golgotę.

Przymierzałem się do tego dość długo. Pierwszą przymiarkę zrobiłem jak byłem w Jerozolimie z Jurkiem Kosińskim w lutym 1988 r.

Miałem zakończenie Via Dolorosa czyli panoramę „Golgotę” (obraz 15 x 60 m) Jana Styki, która została ukończona 8 lipca 1896 roku, którą opisałem w moim pierwszym albumie „Saga rodu Styków”, który ukazał się w Nowym Jorku w 1988 r.


Po raz pierwszy pokazano „Golgotę” we Lwowie podczas wielkiego Zjazdu Katolickiego w 1896 roku. Zobaczyło ją wtedy ponad 50 000 osób. W styczniu następnego roku obraz wystawiono w Warszawie. W tym celu przy ulicy Karowej 18 własnym kosztem Ignacy Paderewski wybudował specjalny budynek wystawienniczy w stylu wczesnego renesansu florenckiego zaprojektowany przez Karola Kozłowskiego na tyłach Hotelu Bristol. W 1898 roku obraz był pokazywany także w Moskwie, a potem w Kijowie.

W 1904 roku Golgotę wraz z kilkudziesięcioma obrazami Styki przewieziono do Stanów Zjednoczonych na wystawę światową w St. Louis. Ostatecznie jednak prezentacja nie doszła do skutku z powodu braku odpowiedniego miejsca oraz finansowych trudności malarza. Agent organizujący tournée panoramy po USA okazał się oszustem i Golgotę sprzedano na licytacji. Później obraz leżał zapomniany w jednym z magazynów w Chicago. W 1944 roku obraz zakupił dr Hubert Eaton, znawca sztuki oraz milioner, który wybudował za ponad milion dolarów w Glendale specjalny pawilon wystawowy do prezentacji obrazu. Panorama jednak była zniszczona i przed udostępnieniem dzieła poddana została renowacji, przeprowadzonej m.in. przez syna Jana Styki, Adama.

Od 1951 roku obraz jest eksponowany w specjalnie zbudowanym budynku znajdującym się w Forest Lawn Memorial Park w Glendale. Multimedialna prezentacja panoramy odbywa się w połączeniu ze słowno-muzyczno-świetlnym seansem, podczas którego komentator objaśnia znaczenie obrazu. Obraz obejrzały miliony zwiedzających z całego świata. Pośród nich w 1976 roku także kardynał Karol Wojtyła, który po obejrzeniu Golgoty, wpisał do księgi pamiątkowej następujące słowa: „…Pod wielkim wrażeniem dzieła mojego Rodaka, Jana Styki, polecam Bogu wszystkich, dla których krzyż Chrystusa jest nadzieją zmartwychwstania i życia…”.


Oryginalną Drogę Krzyżową – Via Dolorosa w Jerozolimie przemierzyłem 16 września 2005 r. z ks. Wiesławem Niewęgłowskim, który był tam kilka razy i zna całą historię oraz Krzysztofem Strykierem i Jerzym Barem.

Swój obecny kształt Via Dolorosa uzyskała w XVIII wieku, zastępując różne poprzednie trasy. Obecnie jest oznaczona dziewięcioma stacjami, na początku XV w. stacji było czternaście, z czego pięć pozostało w Bazylice Grobu Pańskiego.

Najbardziej chodziło mi o oddanie nastroju miejsca. To co do tej pory oglądałem na zdjęciach, to właściwie nieprzebrane tłumy turystów z całego świata. Postanowiłem więc, że na miejscu będę przed wschodem słońca, kiedy turyści śpią.

Chciałem koniecznie mieszkać na terenie starej Jerozolimy, gdzie na noc bramy są zamykane. Dzięki niezwykłym znajomościom ks. Niewęgłowskiego, mieszkaliśmy w Nowym Domu Polskim, który znajduje się na terenie starej Jerozolima od 1908, a od 1931 prowadzony jest przez Siostry Elżbietanki.
























DROGA ZE ŚMIERCI DO ŻYCIA

ks. Wiesław Niewęgłowski

Słowa Jezusa z Wieczernika: To czyńcie na moją pamiątkę, są zaproszeniem do przebycia z Nim ostatniej drogi życia, jaką przeszedł i po której nadal wędruje w ludziach. Nasza myśl biegnie wstecz przez wieki, lata, miesiące i zatrzymuje się w starożytnym mieście - Jerozolimie. Staje przy Jezusie. Uczestniczy w Jego sądzie, udrękach, ostatniej drodze, ukrzyżowaniu, śmierci.

Jezus trwa w agonii aż do końca świata. Czy wobec tego możemy trwać we śnie? - pada niezmiennie aktualne pytanie Pascala.

Trasa Drogi Krzyżowej Jezusa nie jest potwierdzona ani przez archeologów, ani przez historyków, ani przez teologów. Jednak celebruje ją od najstarszych wieków pobożność uczniów Chrystusa, umacnia tradycja, potwierdzają mistycy.

Na Via Dolorosa można usłyszeć sekret serca Jezusa. Każda stacja wprowadza w kolejne, niezgłębione zdarzenie, które było Jego udziałem na Ostatniej Drodze, a w które jesteśmy przecież osobiście wplątani.

Kiedy szedł wąskimi uliczkami miasta, był zwyczajny dzień. Sklepikarze nadal zachwalali swoje towary. Przechodnie prowadzili żywe rozmowy o swoich rodzinach i kłopotach. Mulnicy pokrzykiwali na zwierzęta. Nie opodal piszczały dzieci, bawiąc się w kolejną grę. Jak i dzisiaj, kiedy wędrujemy tą sama drogą, tak i wtedy, przeplatały się wiara i rzeczywistość, tajemnice Boga i tętniące życie, modlitwa i bluźnierstwo, świętość i ogromniejące zło.

W niniejszej medytacji pragnę zaprowadzić na miejsca, którymi przechodził ostatni raz Syn Boga i nasz Brat, Jezus.

Na Jego Drogę wychodzimy o świcie. Przemierzamy jeszcze mroczne, wyludnione uliczki. Odgłos kroków odbija się przytłumionym echem, niczym w dużej, zamkniętej studni.

Miasto Boga.

Wokół wszędzie kamienie - kamienne ulice, kamienne łuki, kamienne schody i uskoki, kamienne domy, kamienne framugi i odrzwia, kamienie pod stopami. Ich szara barwa powoli ustępuje nadchodzącemu świtaniu, które zawisło krwawym blaskiem.

Oddzielony ubraniem, językiem, kulturą, historią przecież jestem na Drodze, którą podążałem wielekroć. Wybiega ona z mojego głębokiego dzieciństwa, znaczona płaskorzeźbami zawieszonymi w kościele, pełnymi ruchu, dramaturgii i kolorów. Teraz nie jest utkana z wyobraźni, medytacji, modlitwy. Czuć zapach właściwy tylko tej ziemi oraz rześki chłód od Gór Moabu, który jakże szybko przemieni się w żar. Kiedy dochodzimy wąziutką uliczką nazwaną Via Dolorosa do miejsca, gdzie dawnej stała Antonia, ciszę śpiącego jeszcze miasta dwukrotnie narusza pobliskie pianie koguta.

stacja I. Sąd.

Twierdza Antonia, a w niej pretorium Piłata i Lithostrotos. Po ogromnej, masywnej budowli ani śladu. Ale wokół są nadal wysokie mury. Za metalową bramą, do jakiej można podejść w miarę szerokimi stopniami, a która jest jeszcze zamknięta (wszak dopiero wczesny poranek), znajduje się duży, pomarańczowy budynek. Jeszcze po drugiej wojnie światowej był rezydencją tureckiego gubernatora Jerozolimy. Dzisiaj jest tu szkoła muzułmańska. Stoimy na pustej ulicy, w miejscu, które należało także do Antonii i przywołujemy słowa Ewangelisty.

Sąd.

To było tutaj - także o tej porze, o świtaniu.

Kłębił się wtedy tłum - arcykapłani, członkowie Sanhedrynu, mieszkańcy i pielgrzymi. Bacznie uważali, aby nie dotknąć czegokolwiek, nawet ściany czy płyty posadzki, należącej do goja i krzyczeli. A kiedy uciszono wrzawę, rzekł Piłat: Cóż mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem? Zawołali wszyscy: Na krzyż z Nim. Piłat, widząc, że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej wzrasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc: "Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz". A cały lud zawołał: "Krew Jego na nas i na dzieci nasze". Wówczas Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie (Mt 27,22-26).

Rozprawa sądowa odbywała się na wolnym powietrzu.

Pod tym samym niebem.

Podnoszę do góry głowę. Nie ma ani jednej chmurki.

Dzień budzi się jak wtedy.

Dla tamtych był jednym z wielu. Dla Jezusa ostatni.

Wstające słońce zanim doszło wtedy do swego kresu, ukryło się w ciemność chmur, aby nie być świadkiem spełniającego się wyroku.

stacja II. Krzyż złożony na ramiona

To samo miejsce, tylko kilka metrów dalej. Patibulum – z grubsza ociosana „belka śmierci” wepchnięta w ręce Jezusa. Jeszcze trzeba przerzucić ją na bark. Nie jest to delikatna operacja u chirurga, ale egzekucja dokonywana przez prostych żołnierzy. Ich współczucie widzieliśmy przy biczowaniu.

Zabrali zatem Jezusa – stwierdza lakonicznie św. Jan (J 19,16).

Odtąd ten kawał drewna staje się nie tylko ciężarem dla Umęczonego, ale znakiem transcendentnym, którego treść nie do wyczerpania. Mistycy i poeci, malarze i rzeźbiarze, teologowie, święci i grzesznicy przez wieki będą odsłaniać tajemnicę Boga w krzyżu ukrytą.

Krzyż –

w nim są wszystkie grzechy i podłości świata,

jak w szkatule zamknięte.

Ale w nim jest także Miłość Miłosierna Przedwiecznego –

cała historia Boga i ludzi,

od sceny przed-rajskiej aż do Apokalipsy;

cały Stary Testament, w którym człowiek szukał Boga

i cały Nowy Testament, w którym Bóg szukał człowieka.

Krzyż – laska pasterska Jezusa.

Za duża. Ale czy nie taka potrzebna,

jeśli otwiera bramy nieba?

stacja III. Pierwszy upadek.

Niewielki spadek drogi. Dzięki tej pochyłości Chrystusowi było nieco lżej przejść odcinek, jaki jest dzisiaj pomiędzy łukiem Ecce Homo a miejscem pierwszego upadku. Odległość pięciu minut wolnego spaceru.

Na rogu ulic Via Dolorosa i El Wad stoi niewielka kaplica, wybudowana podczas drugiej wojny światowej przez Polskich żołnierzy i uchodźców. Zatrzymuje tamten łoskot i ból. Jeszcze w ubiegłym stuleciu na tym miejscu stała łaźnia turecka z napisem "Hammam es Sultan".

Rozważanie przy tej stacji prowadzi profesor PAN, wybitny uczony w dziedzinie fizyki. "Zastanówmy się - powiada - dlaczego upadek ten wspominamy. Chyba nie tylko po to, by przypomnieć pewien fragment dobrze znanych tragicznych wydarzeń, które rozegrały się tutaj przed bez mała dwoma tysiącami lat? Może zatem jest jakiś związek tego upadku z naszym dzisiejszym życiem?

W nauce, od fizyki poprzez biologię do socjologii, uważa się dziś, że nie ma zjawisk wyizolowanych, bowiem wszystko jest ze sobą powiązane. Dotyczy to zarówno powiązań przestrzennych, jak i czasowych. Wysuwa się nawet poglądy, że zasada przyczynowości może działać również wstecz w czasie, że przyczyna może być późniejsza niż skutek. W wymiarze Bożym, nadprzyrodzonym, pogląd taki nie jest nowością.

Dzieło Odkupienia obejmuje zarówno przeszłość, jak i przyszłość.

Dotyczy zarówno nas,

jak i ludzi, którzy żyli tysiące lat przed Jezusem.

Podobnie i to, co się dzieje w naszym życiu,

jest bezpośrednio powiązane z tym,

co działo się na tej drodze przed laty.

Popatrzmy więc na umieszczoną tu rzeźbę Jezusa

leżącego pod krzyżem

i starajmy się uświadomić sobie, że każdy grzech

popełniony dziś, zwiększał ciężar tego krzyża.

Módlmy się zatem, aby nasze upadki były jak najrzadsze

i abyśmy z nich podnosili się jak najszybciej,

łagodząc w ten sposób mękę naszego Zbawiciela".

Nagły ryk z zawieszonych głośników dołącza się do naszych medytacyjnych słów. Muezin przez ryczące głośniki z minaretu rzuca sury Koranu pomiędzy bolące słowa o upadku.

stacja IV. Spotkanie z Matką.

Spotkanie Matki i Syna zatrzymuje mała, zamknięta krypta, doczepiona do ormiańskiego kościoła. Nad drzwiami kamienna płaskorzeźba, w niej Jezus z krzyżem i Maryja, która nieśmiało zatrzymuje Go swą dłonią.

Mają zamknięte usta.

Nie muszą już mówić.

Powiedzieli sobie wszystko.

Oboje znają także prawdę o dzisiejszym dniu,

wypowiedzianą przed ponad trzydziestu laty,

na początku ich wspólnej drogi.

Niedaleko stąd padły prorocze słowa Symeona o Jezusie,

gdy miał wtedy zaledwie kilka dni: Oto ten przeznaczony na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą i o Maryi - młodej wówczas Matce: A Twoją duszę przeniknie miecz (Łk 2,34-35).

Nie dalej niż o krok, na kupie śmieci bezdomny kot, poszukuje jadalnych resztek. Plastikowe worki wydają nadspodziewanie głośny szelest i budzą z zadumy.

stacja V. Cyrenejczyk.

Po kilkunastu krokach droga skręca o 90 stopni w prawo. Znowu idziemy w tym samym kierunku, co na początku - ku zachodowi. Narożny budynek jest kolejną kaplicą. Na ścianie zarysowany wyraźnie dawny, pokaźnych rozmiarów gotycki łuk. Teraz wpasowane weń wąskie, jak do domu drzwi; nad nimi napis wykuty w piaskowcu: "Simoni Cirenaeo crux imponitur". Nie opodal malutkie, "obronne" okno przypomina dyskretnie pierwszą jerozolimską siedzibę, którą w tym miejscu założyli Franciszkanie w 1229 roku.

Jak żyć w wolności? - rozpoczyna prowadzący

medytację o Szymonie z Cyreny.

W tej samej chwili, z głośnym zgrzytem otwieranych żelaznych drzwi, pobliski sklepikarz ubiorów orientalnych rozpoczyna nowy dzień.

Tutaj, jak opisuje Łukasz, żołnierze

zatrzymali niejakiego Szymona z Cyreny,

który wracał z pola, i włożyli na niego krzyż,

aby go niósł za Jezusem (23,28).

Zniewolony rolnik, nie wiadomo po jak długim czasie,

ale wiadomo, że pomagając potrzebującemu,

dostrzegł obszar wolności.

Mijamy młodego, zaspanego mężczyznę. Zamiata ulicę wstępującą schodami. Kiedy przechodzimy obok, nie przerywa pracy, nie odrywa także oczu od stopni, które prowadzą nas ku górze Ostatniego Tchnienia.

stacja VI. Weronika.

Dalej wstępujemy już czystą, umiecioną drogą. Wygląda jak nowo podarowana oprawa dla chwili dostojnej i uroczystej. Czterdzieści yardów od poprzedniej stacji, po lewej stronie ulicy, tradycja lokalizuje dom legendarnej Weroniki. Na ścianie ledwie zauważalny, wyryty w kamieniu łaciński napis: statio sexta. Weronika ociera twarz Jezusowi. Wewnątrz kaplicy piętnastowieczny obraz młodej dziewczyny o twarzy drobnej i wewnętrznie zapatrzonej.

Przedarła się przez zbrojny orszak.

Teraz w szeroko rozpostartych rękach

trzyma niczym sztandar ogromną, białą chustę.

Sięga ona od jej piersi aż do samej ziemi.

Na białym płótnie złożony dar Boga dla ludzki,

za bezinteresowny gest, ofiarowany podczas przemocy i brutalności.

Odbita Vera Icona - Prawdziwe Oblicze Pana.

"Obraz Twój, oby zajaśniał we mnie,

jak gwiazdy na niebie" - mówi prowadzący stację.

Ale gwiazdy już zbladły i nie świecą jasnością pośród głębokiej nocy, gdy pisano ten tekst. Jednak ta Twarz nie może w nas zblednąć jak wypłowiała, stara, rodzinna fotografia.

stacja VII. Drugi upadek.

Idziemy w górę jakby w tunelu. Nisko zawieszone sklepienie nad uliczką powoduje, że jest tutaj zawsze półmrok. Wchodzimy na najbardziej ruchliwy pasaż Starego Miasta. Krzyki. Nawoływania. Mimo porannej pory tutaj już w pełni toczy się życie. Obok przebiega truchtem osioł. Przed nami zamknięte drzwi. Nad nimi zakratowane, ciemne okno. Kolejna stacja.

Gdzieś tutaj, w murach zamykających miasto od zachodu, była Stara Brama, zwana później przez chrześcijan Bramą Sądu, przez którą Jezus opuścił miasto po raz ostatni. Tuż za nią upadł po raz drugi. Ból i świadomość śmierci stawały się coraz większe. Jego duchową kondycję na tym gwarnym miejscu zapewne najbardziej odsłania modlitwa wczorajszego wieczoru w Ogrodu z Getsemani: Smutna jest dusza moja, aż do śmierci(Mt 26,38) - mówi o Sobie. Zostańcie tu i czuwajcie - to o uczniach i o nas, obecnych na tej drodze.

Upadek.

Zanim zaczną znowu Go szarpać, potrząsać, podnosić,

trwa krótka jak mgnienie oka chwila wytchnienia.

Może zdążył wtedy powtórzyć wołanie do Ojca

i raz jeszcze zawierzyć się Jego dłoniom?

Zwalony na wysokość ludzkich nóg,

poprzez okrzyki i przekleństwa być może wołał

z nadzieją w sercu: Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko

jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie!

Lecz nie to, co Ja chcę,

ale to, co Ty, niech się stanie (Mk 14,34.36).

Medytację głuszy rżenie objuczonego osła, który przechodzi obok. I mimo że poganiacz coraz gwałtowniej krzyczy na zwierzę, dolatują słowa komentatora: "nie możemy brać udziału w złu".

stacja VIII. Płaczące kobiety.

Przejeżdżający środkiem dwukołowy wózek, kopiasto załadowany paczkami - obok zwierząt jedyny środek transportu w tej części miasta - dzieli naszą grupę i rozprasza. Słowa: "Któryś za nas cierpiał rany" głuszą gromkie okrzyki właściciela sklepu warzywno-owocowego, który przechodzących zachęca do wnętrza. Kilka kroków dalej szeroko uśmiechnięty piekarz podsuwa kolorowe ciasteczka.

Za czasów Jezusa to miejsce było już poza miejskimi murami. Puste. Teraz znajdują się tutaj przyciśnięte do siebie stare kamieniczki i nieregularne zabudowania. Podążamy w boczną uliczkę do ósmej stacji. W ścianie budynku niepozorny kawałek marmurowej kolumny, o wielkości otwartej dłoni. Na niej łaciński Krzyż oraz napis NICA, który oznacza: "Jezus Chrystus Zdobywca". Triumfalne słowa brzmią bardziej niż żałośnie w zderzeniu z opuszczeniem i ubóstwem tego miejsca. Ale czy w ogóle jest jakikolwiek przedmiot, znak, który w sposób godny i trwały zatrzymałby chwałę cierpiącego Boga-Człowieka?

To niepozorne miejsce przywołuje zdarzenie, jakie wydarzyło się na tej drodze. Relacjonuje je św. Łukasz:

A szło za Jezusem mnóstwo ludu, także kobiet,

które zawodziły i płakały nad Nim.

Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł:

Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną;

płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!

Oto bowiem przyjdą dni, kiedy mówić będą

"Szczęśliwe niepłodne łona, które nie rodziły,

i piersi, które nie karmiły".

Wtedy zaczną wołać do gór: "Padnijcie na nas",

a do pagórków: "Przykryjcie nas" (23,27-31).

Czterdzieści lat później słowa te spełniły się co do joty.

Armia rzymska pod wodzą Tytusa

zburzyła kompletnie miasto i świątynię, niosąc śmierć.

Mieszkańcy w popłochu uciekali na pobliskie wzgórza,

uchodząc z życiem tylko na chwilę.

Być może stare już wtedy kobiety z drogi

i wyrośnięte ich dzieci dopiero teraz podjęły płacz i żal.

Niestety, za późno. Nie ocalił ich.

stacja IX. Upadek trzeci.

Na ścianach, jak w tylu wielkich miastach, namalowane niestarannie graffiti. Tutaj po arabsku. Obok tabliczka z angielskim napisem: "Faktory for Boxes". Na szczyt góry Golgota wchodzimy po schodach, doczepionych do budynku. Mijamy domy, w których obudziło się już życie. Przez otwarte okna słychać pojedyncze zdania. Ktoś zawołał kogoś po imieniu. Dolatuje brzęk stawianych na stole talerzy do śniadania. Kiedy On szedł tędy, także trwały przygotowania do posiłku, ale wieczornego.

Drogę przecina w poprzek budynek. Kiedy podchodzimy bliżej, dostrzegamy nad wejściem grecki napis: "Coptic ortodox patriarchate". Mijamy zamknięte drzwi. Wchodzimy na sąsiadujący taras, który okazuje się być płaskim dachem Bazyliki Grobu, a dokładniej jednej z jej kaplic - św. Heleny. Z dołu dolatuje dźwięk dzwonków. Co chwila przemykają pojedynczo czekoladowi abisyńczycy spowici w białe prześcieradła. Zapewne podążają na modlitwę?

Trzeci upadek.

Już na wzgórzu. Tuż przed dojściem do miejsca ofiary i śmierci.

Pełnię bólu i stresu Jezusa powalonego na gołe kamienie

odsłania psalm, który jakże skrupulatnie wieścił te chwile:

Rozlany jestem jak woda

i rozłączają się wszystkie moje kości;

serce moje staje się jak wosk,

topnieje w moich wnętrznościach.

Zeschło na skorupę Moje gardło suche,

język przylgnął do podniebienia.

W proch śmierci Mnie kładziesz.

Psy Mnie opadły,

zgraja złoczyńców obstąpiła Mnie (Ps 22,15-17).

Coraz bliżej podchodzi godzina śmierci.

Więc Jezus powstaje, aby przyjąć ją z godnością.

Bowiem godzina poniżenia jest podnóżkiem,

który wprowadza Go w godzinę chwały,

o czym sam powiedział:

Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy.

Zaprawdę powiadam wam: jeśli ziarno pszenicy

wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo,

ale jeżeli obumrze, przynosi obfity plon (J 12,23-24).

Jezus - Ziarno rzucone w krwawą bruzdę.

Jego plonem ludzie, którzy wynajęli się dobru.

Jego plonem także ta mała garstka na tej drodze.

Zawracamy. Schodzimy okrężną drogą do Bazyliki, która pod jednym dachem mieści i Golgotę, i Grób Pański. Przedzieramy się przez pulsujący już bazar, gdzie mięso, ryby i inne spożywcze produkty leżą na ladach. Obok kobieta w długiej sukni z kolorowymi, pięknymi haftami beduinów rozkłada na chodniku swój ubogi stragan. Na nim jedyny towar - czerwone rzodkiewki wielkości dużej cebuli.

stacja X. Obnażenie.

Przechodzimy przez drzwi Bazyliki. Siedzący przy wejściu z lewej strony grecki mnich je chleb z serem. Po wykutych w skale stromych stopniach wspinamy się ku górze. Jej dzisiejsza wysokość nie przekracza dwóch pięter. Miejsce Kalwarii dzielą dwie kaplice: Ortodoksyjnych Greków i Katolików. Dziesiąta stacja w kaplicy łacińskiej jest po prawej stronie.

Kiedy Jezus przybył na miejsce egzekucji,

żołnierze dali mu pić wino zmieszane z mirrą.

Skosztował, ale nie chciał pić (Mt 27,33).

Napój ten był starożytnym środkiem znieczulającym.

On pragnął umierać z pełną świadomością.

Potem zdjęli z Niego szaty i podzielili na cztery części, dla każdego żołnierza po części; wzięli także tunikę. Tunika zaś nie była szyta, ale cała tkana od góry do dołu. Mówili więc między sobą: Nie rozdzierajmy jej, ale rzućmy o nią losy, do kogo ma należeć. Tak miały się wypełnić słowa Pisma: Podzielili między siebie szaty, a o Moją suknię rzucili los (J 19,23-24).

stacja XI. Ukrzyżowanie.

Cała obudowana i „splantowana” góra Golgota ma około stu dwudziestu metrów kwadratowych. Na tej przestrzeni znajdują się kolejne stacje. Oddalone od siebie o parę, kilka kroków. Stacja dziesiąta i jedenasta jest przywołana w tym samym miejscu. Na centralnej ścianie nawy mozaika. Przedstawia na leżącym krzyżu rozciągniętą białą postać prawie normalnej wielkości. Nad całością dominuje stojąca nieruchomo Kobieta. Czarna szata spowija Ją od stóp do głów.

Przybijanie.

Klęczący tuż za głową Skazańca skąpo ubrany mężczyzna

w podniesionej do góry prawej ręce trzyma nóż.

To Abraham.

A jednocześnie to Ojciec z Nieba,

który składa ofiarę ze swego jedynego syna - Nowego Izaaka.

Czynność nie jest jeszcze zakończona.

Złocista poświata nad horyzontem czyni wrażenie,

jakby płonęła w tej chwili ziemia, cała ziemia.

Cisza rozsadza czaszkę. Nagle z dołu, jakby spod ziemi, dobiega donośny, gardłowy śpiew chóru armeńskich chłopców, który roztrzaskuje się o dziesiątki sklepień. W oka mgnieniu pryskają unieruchomione myśli, ale czy podobna oderwać się od największego dramatu Boga i człowieka, jaki się tutaj wydarzył?


stacja XII. Śmierć.

Miejsce śmierci Chrystusa na krzyżu znajduje się w kaplicy greckich Ortodoksów. Orientalny ołtarz jest wsparty na dwu kolumienkach. Pod nim srebrny krążek z otworem pośrodku. Przezeń można dotknąć skały, gdzie wedle tradycji stał Krzyż. W posadzce po obu stronach ołtarza dwa małe krążki wskazują domniemane miejsce, gdzie stały krzyże łotrów.

Śmierć Jezusa opisana jest przez wszystkich Ewangelistów. Najstarszy tekst św. Marka opowiada szczegółowo, co się tutaj wydarzyło: A gdy nadeszła godzina szósta, mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. O godzinie dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: Eloi, Eloi, lama sabachthani, to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? Niektórzy ze stojących obok, słysząc to, mówili: Popatrz, woła Eliasza. Ktoś podbiegł i napełniwszy gąbkę octem, włożył na trzcinę i dawał Mu pić, mówiąc: Poczekajcie, zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, żeby Go zdjąć z krzyża. Lecz Jezus zawołał donośnym głosem i oddał ducha (15,33-37).

Gdy gasną Twoje oczy,

daj się przebłagać za tylekroć wybierane zło.

Ono jest ciągle ponawianym, śmiercionośnym ciosem.

Jakże wielkim jest każdy, oddzielny grzech,

skoro zaprowadził Cię, Panie Jezu,

tak wysoko, aż na belkę śmierci zawieszoną na górskim szczycie

i tak głęboko, aż w otchłań śmierci.

Dotykamy skały, w której stał krzyż. Na tym miejscu miłości bez końca wyznajemy "Credo". "Wierzę w jednego Boga... i w Jezusa Chrystusa, Syna Jego, Jedynego, Pana naszego, który się począł z Ducha Świętego... umęczon po Ponckim Piłatem, umarł i pogrzebion". I nie jest to li tylko formuła pacierza, ale dotykalny świat Boga.

Na ciemno-granatowym sklepieniu kaplicy,

pośród złocistych gwiazd kłębią się w przerażeniu anioły.

Jeszcze nie odeszły...

stacja XIII. Zdjęcie z krzyża.

Ołtarz zatrzymujący zdjęcie Jezusa z krzyża stoi zaledwie o trzy kroki od miejsca świerci. Na nim w szklanej gablocie szesnastowieczna statua Smutnej Dziewicy. Przywiozła Ją tutaj Maria I królowa Portugalii.

Na tym miejscu, kiedy z krzyża zdjęto martwe ciało,

Maryja, „obelisk bólu”,

lamentowała, krzycząc bezgłośnie.

Przed oczyma przesuwają się rzeźbione Piety romańskie, gotyckie, renesansowe. I ta najbardziej wstrząsająca przez swą doskonałość - Pieta Michała Anioła. Jednak wszystkie są ledwie nikłym echem tego, co tutaj się stało. I nie były dla Niej żadną pociechą, ani Jego ostatnie słowo: Niewiasto, ani świat w nim zakryty.

Jezus w swoim ostatnim spojrzeniu

widział własną Matkę wyniesioną już do chwały;

taką, jaką odsłania Apokalipsa:

Niewiastę obleczoną w słońce i księżyc pod Jej stopami.

A na Jej głowie korona z gwiazd dwunastu (12,1).

Jednak tutaj, pod krzyżem,

była tylko Matką Umarłego, skuloną z bólu,

zszarzałą, opuszczoną kobietą.

Schodzimy stromo w dół. Stajemy przy niskiej kamiennej ławie o różowym odcieniu, która jest usytuowana centralnie, naprzeciw wejścia do Bazyliki. Zwą go kamieniem namaszczenia. Zawsze pachnie, bowiem codziennie rozlewanyjest na nim olejek różany. Upamiętnia nie tyle miejsce, co obrzęd opisany przez umiłowanego ucznia - Jana. Przed wieczorem Józef z Arymatei, który był uczniem Jezusa, poprosił Piłata, aby mógł zabrać Jego ciało. Piłat zezwolił. Poszedł więc i zabrał ciało Jezusa. Przybył również Nikodem i przyniósł około stu funtów mieszaniny mirry i aloesu. Zabrali więc ciało Jezusa i obwiązali je w płótna razem z wonnościami, stosownie do żydowskiego sposobu grzebania (19,38-40).

Zza grupy podchodzą do kamienia czterej koptyjscy mnisi. Rozpoczynają liturgiczne śpiewy. Ich zawodząca, smętna melodia przytrzymuje współczesnych „żałobników”. Następnie okadzają kamień wonnym, wschodnim kadzidłem, które unosi się ku górze, w miejsce zapachu mirry i olejków użytych wtedy do namaszczenia.

stacja XIV. Złożenie do grobu.

Grób Jezusa jest małym budynkiem położonym centralnie wewnątrz Rotundy zwanej Anastasis. Wokół niego ze wszystkich stron są kamienne lub marmurowe pilastry, kolumny, krużganki, sklepienia. Kamień u góry, u dołu, z boku. Dzisiaj przywołuję tę przestrzeń widzianą oczyma Jana: A na miejscu, gdzie Go ukrzyżowano, był ogród, w ogrodzie zaś nowy grób, w którym... złożono Jezusa (J 19,41-42). Ogród został tylko w nielicznych, skromnych flakonach.

Tutaj trwa zawsze Wielki Piątek.

Tutaj dla wszystkich chrześcijan jest Jezus ukrzyżowany i złożony.

Na kamiennym posłaniu śpi Król,

trzeba przygotować serca,

aby, gdy wstanie, powitać Go i pójść z Nim.

stacja XV. Zmartwychwstanie.

Przed godziną odprawialiśmy tutaj Mszę św. Byliśmy sam na sam ze Zmartwychwstałym. Jednak tym razem ani my, ani nasza medytacja nie zmieszczą się wewnątrz. Bowiem, kiedy wchodzimy do grobowca, ortodoksyjny mnich gwałtownie nas zawraca. Po chwili okazuje się, że świętą przestrzeń opróżniono dla rozpoczynającej się procesji.

Patrzę na wejście do Grobu.

Tutaj - według relacji św. Mateusza –

arcykapłani i faryzeusze zabezpieczyli grób

opieczętowując kamień i stawiając straż (27,66).

Pieczęci miały zamknąć

i zepchnąć w niepamięć życie oraz śmierć Jezusa, Boga - Człowieka

oraz przeżycia ludzi towarzyszących Mu w ostatnich dniach.

Jednak pieczęć została złamana.

Dokonał tego Ten, który umarł i znów ożył.

I z tego jedynego powodu jesteśmy tutaj w Jego grobie,

który stał się nam bramą na wieczność.

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie