Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Krzysztof Zanussi


“…Każdy człowiek, który ceni swój kraj, musi być wobec niego krytyczny i przyjmować krytykę. Będąc patriotą, muszę być krytyczny wobec swojego kraju, tak samo, jak muszę być krytyczny wobec samego siebie…” – Krzysztof Zanussi.

„...Myślę, że Zanussijak rzadko uznaje, że jego sukces artystyczny jest związany z sukcesem polskiej ladtury. Inaczej niż Polański czy Skolimowski, którzy bardzo łatwo sobie z Polską poradzili. Podejrzewam, że Zanussi nie pradziłby sobie z nią nigdy...” – Krzysztof Kieślowski.

Krzysztof Zanussi (ur. 17 czerwca 1939 r. w Warszawie w rodzinie inteligenckiej włoskiego pochodzenia) – reżyser filmowy i teatralny, scenarzysta, zdobywca nagród na festiwalach w Cannes, Wenecji, Berlinie Zachodnim, Moskwie, Chicago, Gdańsku... Studiował fizykę na Uniwersytecie Warszawskim, filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie i reżyserię w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej i Filmowej w Łodzi, którą ukończył w 1966 r.

Debiutuje filmem „Śmierć prowincjała” (1966), potem m.in.: „Twarzą w twarz” (1967), „Zaliczenie” (1968), „Struktura kryształu” (1969), „Góry o zmierzchu” (1970), „Zycie rodzinne” (1971), „Rola” (1971), „Za ścianą” (1971), „Hipoteza” (1972), „Iluminacja” (1973), „The Catamount Killing” (1974), „Bilans kwartalny” (1975), „Die Nachtdienst” (1975), „Barwy ochronne” (1977), „Anatomiestunde” (1977), „Spirala” (1978), „Wege in der Nacht” (1979), „Constans” (1980), „Kontrakt” (1980), „Z dalekiego kraju” (1981), „Versuchung” (1981), „Imperative” (1982), „Unaproachable” (1982), „Blaubart” (1984), „Rok spokojnego Słońca”, „Gdzieśkolwiek jest, jeśliś jest", „Stan posiadania” (1989), „Życie za życie. Maksymilian Kolbe” (1990), „Dotknięcie ręki” (1992), „Cwał” (1995), „Brat naszego Boga” (1997), „Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową” (2000), „Suplement” (2002), „Persona nin grata” (2005), „Czarne słońce” (2007), „Serce na dłoni” (2008), „Rewizyta” (2009), „Obce ciało” (2014), „Eter” (2018) i wiele filmów telewizyjnych.

W polskim filmie Zanussi jest przedsławicielem nurtu moralnego niepokoju, twórcą filmów, w których stawia trudne pytania filozoficzne, interesuje się problematyką metafizyczną.

Reżyserował także sztuki teatralne w Niemczech Zachodnich: „Wszyscy moi synowie” A.Millera, „Dawne czasy” H.Pintera, „Juliusza Cezara” Szekspira we Włoszech oraz w Teatrze Starym im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie. Reżyserował również opery, w tym „Króla Rogera” Szymanowskiego na scenie w Bremie.

Pisano o nim: “...Zanussi finds revealing details for everyone in his excelent cast...” – Jack Kroll “Newsweek”...A great, beautiful and humbling work... Zanussi is one of the worlďs great film makers...” –Michael Wilmington “Los Angeles Times”. “...A sublimely crafted piece of film making…” – Duane Byrge “Hollywood Reporter”.

Mieszka na zmianę w Warszawie i w Paryżu, dużo podróżuje. Niezwykle trudno złapać go w Warszawie, a co dopiero umówić się na zdjęcia i rozmowę. W pierwszym spotkaniu z Zanussim – 27 sierpnia 1987 r. w Warszawie – pomógł mi Andrzej Zawada, wybitny alpinista, z którym się przyjaźniłem, który też przylatywał do Nowego Jorku. Jak przylatywałem do Warszawy, to często zatrzymywałem się u Andrzeja, który mieszkał w pięknej częścia warszawskiego Żoliborza, nieopodal którego mieszkał właśnie Zanussi, Lutosławski, Wajda…

Przyjął mnie w jasnym, pełnym okien gabinecie z olbrzymim biurkiem, nowoczesną lampą, meblami. Jedna ze ścian pokryta była różnojęzycznymi książkami. Z tym na wskroś współczesnym wnętrzem kontrastowała pracownia, na strychu, z widocznym drewnianym dachem i spojeniami, na ścianach ikony. Fotografować reżysera, z którym można porozmawiać o wszystkim, co najważniejszego w sztuce dzieje się na świecie, to czysta przyjemność. A były to lata 80-te, kiedy o tym, co naprawdę dzieje się ważnego w sztuce na świecie, w Polsce nie było szeroko dostępne.

W czasie naszego spotkania i sesji zdjęciowej kilkakrotnie rozmawiał przez telefon, za każdym razem w innym języku: angielskim, rosyjskim, włoskim, zawsze płynnie i poprawnie. Innym razem umówiliśmy się na długą rozmowę, którą opublikowałem w Nowym Jorku.

— Jak pan odbiera słowo „kariera" w odniesieniu do siebie? Przez wiele lat w Polsce dość powszechnie uważano, że jest w nim coś nieprzyzwoitego.

— W latach osiemdziesiątych, jak już się dorwałem do głosu publicznie i mogłem coś powiedzieć, to właśnie mówiąc na temat kariery — wyraziłem zupełnie przeciwne zdanie. Będąc artystą, nie można odżegnać się od tego, że szuka się publicznego uznania.

— Jak więc powstał negatywny wzorzec kariery?

— Myślę, że szlachta polska karierę stawiała wśród wartości pogardzanych, niechcianych, nałożył się na to jeszcze pewien syndrom PRL: poczucie, że nikt uczciwy do niczego dojść nie może. Wobec tego, jak ktoś do czegoś dochodzi, to znaczy, że popełnił czyn nieetyczny. Jest to oczywiście pewne podsumowanie, które w statystycznym wymiarze jest pewnie trafne i słuszne. W większości branż nie udawało się w PRL zrobić kariery, jeżeli się nie zapłaciło za to jakimś moralnym kompromisem. Parę moich filmów ma ten motyw jako motyw naczelny. Temat nie jest mi obcy. Kiedyś w filmie „Constans”, który zdobył poważną nagrodę w Cannes we Francji, podczas spotkania przed kamerami telewizji zadano mi pytanie — jak to jest, jeżeli pan mówi, że w Polsce uczciwie nie da się zrobić kariery, a pan ją zrobił?

Nie muszę tłumaczyć, że w takich dziedzinach, jak sport, sztuka, nauka, względnie uczciwe kariery zdarzały się nawet w warunkach PRL. Mówię względnie, bo wszyscy, którzyśmy uczestniczyli w życiu publicznym, musieliśmy się zgodzić na jeden haniebny kompromis — milczenie. Były sprawy, w których nie mogliśmy zabierać głosu, bo zabranie głosu było wyrokiem. Musimy sobie wyrzucać, żeśmy milczeli świadomie, że gdzieś działa się krzywda, że gdzieś zaszła niesprawiedliwość, a ktoś omijał ten temat. Pomyślmy na przykład o całej krzywdzie Polaków, którzy zostali po wojnie na terenach przyłączonych do Związku Radzieckiego. Przecież wiedzieliśmy o tym. Słyszeliśmy ciche wołania ludzi o pomoc. I chyba tylko równie cicho odpowiadaliśmy. Nie byliśmy w stanie nic więcej zrobić. To dzisiaj daje poczucie goryczy, jeżdżę po Związku Radzieckim, spotykam tych ludzi. Wyrosło następne pokolenie, które nie mogło doczekać się z Polski jakiegoś wsparcia. Wybieram temat historyczny, ogólny, były tematy bliższe. Wśród nas jest wielu ludzi, którzy byli związani z opozycją. Chcąc uratować naszą publiczną sytuację, staraliśmy się pewnych słów nie używać, od pewnych deklaracji się wykręcić. Wielu z nas to się udało i pewnie trudno byłoby nas złapać na tym, żebyśmy podpisali coś, czego byśmy musieli się dzisiaj wstydzić czy zaprzeczać. Ale są słowa, których nie powiedzieliśmy wtedy. I z tego trzeba się rozliczyć.

— A kariera ze względu na umiar finansowy?

— Zgodnie z etosem inteligencji polskiej żywimy pewnego rodzaju pogardę i lekceważenie wobec kariery przeliczanej wprost na pieniądze. Bardzo dobrze, gdy uznaniu towarzyszą pieniądze, ale jeśli człowiek się o nie zabija, to mam wrażenie, że marnuje życie, bo są w życiu rzeczy ważniejsze niż pieniądze. Kiedy mówię to do pisma, które wychodzi w Stanach Zjednoczonych, jestem w kolizji z obiegowym sposobem myślenia. Ameryka w najbardziej ewidentny sposób przemilcza sferę pieniądza, ale równocześnie daje wyraz głębokiemu zmaterializowaniu. W Europie wiemy, że satysfakcja twórcza jest większą wartością aniżeli pieniądze. Jeżeli jesteśmy wolni i możemy robić to, co naprawdę chcemy, jest to ważniejsze niż bogactwo. Kiedy widzę strach w oczach moich amerykańskich kolegów, którzy podejmują nowe filmy i okropnie się boją, że mogą nie odnieść sukcesu, a zrobić plajtę, to myślę sobie — wolę czasem zrobić film za małe pieniądze, ale mniej się bać. W polskiej tradycji największą moją irytację budzi hipokryzja wokół pojęcia kariery, to znaczy szczere, głębokie zakłamanie.

— Co pan ma na myśli?

— To, że ludzie nie chcą się przyznać, że im na tym zależy, mało tego, że ze strachu i braku wiary we własne siły nie chcą się przyłożyć, nie chcą losowi pomóc. Bo z góry zakładają, że im się nie uda. Chcą mieć przynajmniej taką satysfakcję i powiedzieć: ja się nie starałem, ja się nie napraszałem, nie nauczyłem się obcego języka, bo co mi zależy. Dla przykładu: środowisko starsze nieco ode mnie w piwnicy krakowskiej, która w całej swojej uroczej dekadencji „zadbała”o to, aby nikt nie zrobił kariery, na jaką zasługiwał. Dzisiaj jako grupa przemiłych starszych państwa są właściwie bez wyjątku ludźmi, którzy przeżyli życie poniżej możliwości i talentów. I tak bardzo chronili się przed karierą, że aż gotów jestem kogoś z nich podejrzewać o nieszczerość, że była to obawa, aby nie stanąć do konkursu.

— Bo ktoś z nich mogłby okazać się lepszy?

— Tak. To jest bardzo polska cecha, cecha marna i nad nią ubolewam. Ubolewałem nad nią w latach siedemdziesiątych, mówiłem wtedy głośno takie rzeczy w gazetach (i bardzo to drażniło moich przeciwników), że artysta ma obowiązek zabiegać o swoje uznanie ciężką mozolną pracą. Ajak tego nie robi, to jest osłem, moim zdaniem, albo kłamcą, co gorsze. Znaczy, że jest człowiekiem, który chce, żeby muzy przyniosły mu to uznanie na kolanach, a on ma się tylko udzielić w swojej doskonałości, ale nic więcej nie dać z siebie. To mi się wydaje bardzo niesprawiedliwą, nieszczerą postawą. Ale tego bardzo nie lubią ludzie naszej kultury.

— Jest pan jednym z nielicznych, o których się wie w Polsce i za granicą. Gdyby miał pan wrócić do przeszłości, jakie momenty uważa pan za przełomowe?

— Ze swej strony mam świadomość, że moja kariera ma ograniczony zasięg, szczerze żałuję, że nie ma większego zasięgu i ciągle jeszcze zabiegam, ażeby go miała. Ale i ten bardzo mnie satysfakcjonuje.

Myślę, że moim pierwszym większym sukcesem życiowym było to, że zostałem przyjęty do szkoły filmowej, a drugim, że udało mi się ją ukończyć mimo wszystkich trudności. Trzecim kamieniem milowym było to, że zrealizowałem swój pierwszy film pełnometrażowy i został on dobrze przyjęty, niespodziewanie zresztą, bo pierwsze sygnały były jak najgorsze. I potem kolejne filmy. Na mojej karierze zaważyły niektóre tytuły, a na moim prawdziwym wewnętrznym rozwoju zupełnie inne wybory. To na przykład, że w momencie, kiedy miałem szansę zostać bardzo wyrazistym, ale jednak ezoterycznym twórcą po sukcesie „Iluminacji”, kiedy pokusa, żeby kontynuować taką właśnie drogę filmu eseistycznego, na krawędzi eksperymentu, była ogromna. Bardzo świadomie chciałem zrobić coś innego, próbowałem zaczepić zupełnie inną publiczność. Udało mi się to w pewnym stopniu, zrobiłem film „Bilans kwartalny”, za który wielu moich dawnych zwolenników odwróciło się, ale za to zyskałem zupełnie inną świadomość. Zrozumiałem, że mogę zaryzykować film, który by się podobał ludziom zupełnie prostym, niewykształconym. Ten film był pokazany w Ameryce i miał większe wzięcie niż w Polsce. W Polsce krytyka przyjęła mnie z rozczarowaniem, a ja miałem ogromne poczucie dumy ze świadomego wyboru, że nie poszedłem za tym, co było najłatwiejsze, natomiast ograniczyłoby mnie do pewnego getta.

Potem zrobiłem dziwny dla mnie samego film o Papieżu, który był największym pod względem budżetu moim filmem — 6 milionów dolarów. Była to ważna w moim życiu decyzja, tak jak ważny był kiedyś maleńki film „The Catamount Killing”, który zrobiłem w Ameryce w 1974 r. Po nim zrozumiałem dość jasno, gdzie są moje granice, czego bym już robić nie umiał i czego robić nie będę. Ten typ utworu użytkowego wydał mi się na dłuższą metę nie do przyjęcia.

— Z jakich dzieł czuje się pan najbardziej dumny?

— Z filmów, które często nie miały odzewu i stosunkowo wąską publiczność, a jednak w moim odczuciu były filmami najodważniejszymi przez to, że nie mogłem liczyć na gwarantowany sukces. Mam wrażenie, że najdalej w nich posunąłem się na swojej wewnętrznej drodze. Choćby to, że ostatnio zrobiłem film „Stan posiadania”, bardzo minimalistyczny w porównaniu z innymi moimi filmami, i z tego ogromnie się cieszę. Ma on swoich serdecznych zwolenników, chociaż przeszedł w Polsce stosunkowo bez echa. Uważam go za ważny etap mojego życia i jestem rad, że miałem odwagę pójść tak dalece na przekór temu, co dzieje się dookoła.

Tym samym widzi pan, że lista tego, co opowiadam, nie pokrywa się z listą moich obiektywnych sukcesów. Złoty Lew w Wenecji, ważna nagroda w Cannes oraz inne nagrody posunęły mnie w mojej pracy. Ale nie te nagrody wspominam najbardziej i nie te właśnie etapy, lecz te, gdzie w zmaganiu ze sobą udało mi się pokonać jakąś własną słabość czy własny strach, czy zdobyć się na coś, co wydawało mi się ważne nawet za cenę nie zdobytego poklasku.

— Film, podobnie jak wiele innych dziedzin twórczości, jest pewnego rodzaju ekshibicjonizmem.

— Dla mnie każde poważniejsze przedsięwzięcie artystyczne jest próbą spowiedzi, momentem, w którym

muszę się rozliczyć z całego mojego życia. Zastanowić się, co mam do powiedzenia, jakim prawem to mówię, co wiem na ten temat, co przeżyłem. Jednym słowem supeł, który towarzyszy takim właśnie decyzjom, jest zawsze bardzo twardy. Sam wybór i realizację przeżywam ogromnie. Ale jak już coś robię, to mam na tyle rozpędu, że nie patrzę, co dalej będzie: czy film przyjmą, czy nie.

— Jest pan w komfortowej sytuacji, mogąc nie oglądać się, czy to będzie sukces w sensie kasowym.

— Nie jest już tak dobrze, gdyż ten krąg się bardzo zacieśnił, pole naszej wolności twórczej bardzo się skurczyło. Mówię o polu, które reżyserzy poczuwający się do autorstwa filmów w Europie mieli w latach siedemdziesiątych dużo większe, była potężna siła tzw. kin studyjnych. Obecnie przyszło nowe pokolenie ludzi zwróconych ku doraźnej konsumpcji, ku samym sobie, nieskłonnych do refleksji, nieskłonnych do poważniejszego zastanawiania się. To stawia nas w trudniejszej sytuacji, ale jest ważnym etapem.

— Można śmiało powiedzieć, że to, co stworzył pan oraz jeszcze kilku režyserów, Worzy światową historię kina. Myślę, że przy nowych technikach istnieją szanse na to, aby robić filmy kasowe, na najwyższym poziomie, jeśli chodzi o profesję, a równocześnie będą to filmy nowatorskie.

Żyjemy w czasach, w których takie szanse są znikome.

— Dlaczego?

— Publiczność jest mało innowacyjna, mało twórcza. Były czasy, kiedy publiczność wymagała, w tej chwili się tego nie czuje. Na całym świecie następuje przemiana w stronę masowości. Jest to czas gorszy, ale nie sądzę, żeby tak całe życie było.

— A kasety video, telewizja kablowa, z którą można wejść do domu?

–Myślę, że to jest szansa, kilka moich filmów miało lepszy odbiór na video niż w kinie.

— Jak wygląda dramatycznie zmieniająca się sytuacja kina w Polsce, po przemianach ustrojowych, na tle niewesołej sytuacji światowej?

— Nie zgadzam się, jak niektórzy mówią, że sytuacja jest tragiczna, bez przesady. Na pewno kończy się ten rodzaj luksusu, który mieliśmy dotąd, kiedy nas subsydiowało całe społeczeństwo. Subsydiowanie miało charakter przymusowy, były to czasy socjalistycznego mecenatu. Miało to swoje wady, byliśmy poddani cenzurze, ale przypływ pieniędzy był nieograniczony. A teraz bardzo musimy się liczyć z publicznością i z kosztami. To jest novum. Ja nie czuję, żeby to było w istocie swojej czymś niedobrym czy niebezpiecznym. To jest po prostu inne.

— A powstająca masa filmów bardzo złych, filmów, które wzorują się na najgorszych filmach zachodnich?

— Oczywiście, trafiliśmy na taki moment, zresztą Słowacki nam to wypomniał, że bywamy papugą narodów i oczywiście ten papuzi trend musi przejść przez Polskę, bo był bardzo długo hamowany, musi się skompromiłować. Ludzie muszą się tym zmęczyć i przekonać, że to, co nie jest autentyczną wartością, nikogo w gruncie rzeczy nie cieszy i że nie znajdzie publiczności tak masowej, jak się spodziewali.

— Co pan w tej chwili robi?

— Bardzo dużo. Jestem szefem produkcji zespołów filmowych i prowadzę go próbując wyciągnąć wnioski z moich zagranicznych doświadczeń. To znaczy staram się zarabiać pieniądze na to, żeby także produkować filmy moich kolegów. To mi się udaje. Mamy dobry zespół „Tor”. Pracuję w nim od zarania mojej własnej pracy, kieruję nim od dziesięciu lat. Jest to najlepiej prosperujący zespół, może nie robimy w nim czysto komercyjnych filmów, ale robimy dużo usług dla zagranicy i na tych usługach zarabiamy poważne pieniądze. Dla przykładu, świadczyliśmy usługi dużemu serialowi o Marii Skłodowskiej—Curie, czyli jesteśmy usługodawcami. Produkujemy inny serial dla telewizji francuskiej o Napoleonie. Robimy usługę dla produkcji z Hongkongu, dla Amerykanów. A jednocześnie staram się robić własne filmy. Skończyłem odcinek dla telewizji francuskiej mojego własnego filmu o Napoleonie, pani Walewskiej i narodzinach nacjonalizmu w Europie. Skończyłem dla BBC film o Lutosławskim, który jest podsumowaniem życia mojego sąsiada, bo mieszkamy niedaleko, a on jest taką postacią, którą bardzo chciałbym światu przybliżyć. Wreszcie mam za sobą sztukę teatralną, reżyserowaną w Monachium tej zimy i za dwa tygodnie zaczynam zdjęcia w Berlinie, Londynie i Tajlandii do międzynarodowego filmu telewizyjnego, zrobiłem swój wariant cudzego scenariusza. Słowem dużo podróżuję, pracuję, jestem szalenie zajęty, wykładam jeszcze w Katowicach w Uniwersytecie Śląskim na Wydziale Radia i Telewizji. Tam kształcimy reżyserów: odkąd zostałem wyrzucony jako wykładowca ze szkoły filmowej w Łodzi, razem z Krzysztofem Kieślowskim i Andrzejem Wajdą, wszyscy wykładamy w Katowicach. (Szkoła filmowa w Łodzi była pod rządami naszego kolegi, który był członkiem KC PZPR i nie bardzo był chętny przygarnąć nas jako wykładowców.) Jeżeli mam tylko czas, wykładam także za granicą, w National Film School w Wielkiej Brytanii, w Rosji.

— No właśnie, co pan robił w Rosji, cały świat kieruje wzrok w tę stronę.

— To jest poważny sąsiad, nie można go lekceważyć. Kontakty z Rosją były przez lata monopolizowane przez Komitet Centralny. Teraz po raz pierwszy mamy prawo do tych kontaktów. Znajdujemy tam ogromne rzesze ludzi, od których możemy się czegoś nauczyć i którym możemy coś dać od siebie. Jest ogromna tradycja z XIX wieku, kiedy Polacy jako zachodnia Słowiańszczyzna mogli wschodnim sąsiadom coś dać. Osobiście jestem kierownikiem artystycznym jednego z radzieckich filmów. Jest niezwykłym przywilejem, że zaproszono mnie jako cudzoziemca, abym opiekowd się filmowcami w Rosji Radzieckiej, mam tam pokazy swoich filmów, wykłady.

— Ciekawi mnie, jaka z cech charakteru jest najważniejsza u reżysera?

— Podzielność uwagi w reżyserii jest cechą podstawową, która w istocie swojej jest nietwórcza, natomiast jest warunkiem opanowania materii tak szalenie odmiennych. Zachowanie podzielności uwagi i emocji jest bardzo trudne, w zamęcie, w którym pracujemy, a film jest zawsze domeną zamętu. Ciągle trzeba podejmować decyzje, co jest najważniejsze, co drugo-, co trzeciorzędne.

— Z niezwykle bogatej biografii widać, że swoje marzenia pan realizuje. Ale czy ma pan jakieś marzenia dotyczące filmów, które chciałby pan zrealizować?

— Wiele, z czego jedno bardzo konkretne. Mam mianowicie scenariusz, który przypuszczam, że jest najlepszym moim scenariuszem. Blisko półtora roku był już tuż, tuż przed rozpoczęciem i nie ruszył. Źle nim posterowałem, trafił w niedobre ręce. Ciągle brakuje mi na niego pieniędzy, niewielkich, gdyż dużą część uzyska się z kupna przez telewizję niemiecką i włoską.

— O jakich pieniądzach pan mówi?

— Wówczas, aby zamknąć budżet, brakowało nam niecałego miliona, bo około 2 miliony mieliśmy już w kasie. Ciągle sądzę, że film udałoby się nakręcić za cenę około 3 milionów i na pewno połowę tej sumy mamy zagwarantowaną, bo parę telewizji scenariusz ten od razu chciało realizować. Nie chciałbym tego robić z takimi kolosami telewizyjnymi, jak HBO, które szalenie uwarunkowują każdy utwór. Miałem z nimi rozmowę, natychmiast żądali poprawek, które by odebrały temu filmowi europejski charakter.

— Przede wszystkim chcą dobrego zakończenia?

— No właśnie, musi być zgodne z amerykańskim schematem. Historia europejska temu schematowi nie podlega.

— Biorąc pod uwagę to, że budżety dzisiejszych filmów często przekraczają dziesięć milionów, ten jest naprawdę niewielki.

— Tak, ale tak samo jak przy większych pieniądzach, trzeba trafić na ludzi, którzy zrozumieją sens kulturowy, duchowy, jaki ma taki właśnie utwór. Dlatego robię tak wiele rzeczy, gdyż nie wiem, która wystrzeli i w moim zawodzie muszę podlewać całą łąkę, aby jeden kwiatek kiedyś wyrósł. A to, że koszty są tak niskie, to tylko dlatego, że można go nakręcić w Środkowej Europie.

— Wróćmy na koniec do aktorów, bez których nawet najlepszy reżyser z najlepszego scenariusza nic nie zrobi. Maja Komorowska jest jakby pana nadworną — jeśli tak można powiedzieć — aktorką, którą pan odkrył.

— Tak się złożyło, żeśmy kiedyś pracowali ze sobą, ona jakieś zdjęcia robiła do filmu. I potem okazało się, że na tych zdjęciach nie przeszła. Ale jakoś się zaprzyjaźniliśmy. Zacząłem dla niej pisać. Wzięło się to stąd, że aktor jest jak farba dla malarza, aktor to jest temat. Maja wydawała mi się wyrazicielką bardzo polskiego typu kobiety, w którym wszystkie sprzeczności są wymieszane: duża wrażliwość, niepewność, siła, ogromna determinacja, pewna doza uduchowienia i pewna doza realności jednocześnie. Takie ciekawe przemieszanie, które wydawało mi się bardzo polskie. Z Mają miał także okazję współpracować Andrzej Wajda, a razem z Jandą grały u mnie. Mam również odczucie, że Janda jest w jakiś sposób wyrazicielką pokolenia i pewnego typu kobiety, który tylko w Polsce można spotkać. Jandę uważam również za postać emblematyczną dla naszej kultury. Odkrył ją Wajda. Ja mam udział w odkryciu Komorowskiej.



PORTRAIT with HISTORY Krzysztof Zanussi

"... Everyone who values ​​their country must be critical of it and accept criticism. Being a patriot, I must be critical of my country, just as I must be critical of myself ... "- Krzysztof Zanussi. "... I think that Zanussijak rarely recognizes that his artistic success is related to the success of Polish ladtura. Unlike Polański or Skolimowski, who managed Poland very easily. I suspect that Zanussi would never handle her ... "- Krzysztof Kieślowski. Krzysztof Zanussi (born on June 17, 1939 in Warsaw in a family of intellectuals of Italian origin) - film and theater director, screenwriter, winner of awards at festivals in Cannes, Venice, West Berlin, Moscow, Chicago, Gdansk ... He studied physics at the University Warsaw, philosophy at the Jagiellonian University in Krakow and directing at the State Higher School of Theater and Film in Łódź, which he graduated in 1966.

He makes his debut with the film "Death of a Provincial" (1966), then "Face to Face" (1967), "Credit" (1968), "Crystal Structure" (1969), "Mountains at Dusk" (1970), " Family life "(1971)," Rola "(1971)," Behind the Wall "(1971)," Hypothesis "(1972)," Illumination "(1973)," The Catamount Killing "(1974)," Quarterly Balance "( 1975), "Die Nachtdienst" (1975), "Protective colors" (1977), "Anatomiestunde" (1977), "Spirala" (1978), "Wege in der Nacht" (1979), "Constans" (1980), "Contract" (1980), "From a Far Country" (1981), "Versuchung" (1981), "Imperative" (1982), "Unaproachable" (1982), "Blaubart" (1984), "Year of Calm Sun", "Wherever it is, if you are", "Status of possession" (1989), "Life for life. Maksymilian Kolbe" (1990), "Touching a hand" (1992), "Gallop" (1995), "Brother of our God" (1997 ), "Life as a deadly sexually transmitted disease" (2000), "Suplement" (2002), "Persona nin grata" (2005), "Black Sun" (2007), "Heart on the Hand" (2008), "Rewizyta" (2009), "Foreign Body" (2014 ), "Ether" (2018) and many television films. In the Polish film, Zanussi is a representative of the trend of moral anxiety, the author of films in which he poses difficult philosophical questions, is interested in metaphysical problems. He also directed theatrical plays in West Germany: "All My Sons" by A. Miller, "Old Times" by H. Inter, "Julius Caesar" by Shakespeare in Italy and at the Old Theater Helena Modrzejewska in Krakow. He also directed operas, including Szymanowski's "King Roger" on stage in Bremen. They wrote about him: : “...Zanussi finds revealing details for everyone in his excelent cast...” – Jack Kroll “Newsweek”.“...A great, beautiful and humblingwork... Zanussi is one of the worlďs great film makers...” –Michael Wilmington “Los Angeles Times”. “...A sublimely crafted piece of film making…” – Duane Byrge “Hollywood Reporter”.

He lives in Warsaw and Paris for a change, he travels a lot. It is extremely difficult to catch him in Warsaw, let alone arrange a photo and conversation. In the first meeting with Zanussi - on August 27, 1987 in Warsaw - I was helped by Andrzej Zawada, an outstanding climber with whom I was friends, who also flew to New York. When I came to Warsaw, I often stayed with Andrzej, who lived in a beautiful part of Warsaw's Żoliborz district, near which Zanussi, Lutosławski, Wajda lived ... He received me in a bright, window-filled study with a huge desk, a modern lamp and furniture. One of the walls was covered with multilingual books. The studio contrasted this thoroughly modern interior, in the attic, with a visible wooden roof and joints, on the walls of the icon. Photographing a director with whom you can talk about everything that is most important in art happening in the world is pure pleasure. And it was the 1980s, when about what really is happening in art in the world was not widely available in Poland. During our meeting and photo session he talked on the phone several times, each time in a different language: English, Russian, Italian, always fluently and correctly. Another time, we agreed to a long conversation, which I published in New York. - How do you perceive the word "career" in relation to yourself? For many years in Poland it was quite widely believed that there was something indecent about him. - In the eighties, once I got to the point in public and I could say something, just speaking about the subject of my career - I expressed quite the opposite opinion. As an artist, you cannot be disregarded by seeking public recognition.

- So how did the negative career pattern come about?

- I think that the Polish nobility placed a career among despised and unwanted values, it was superimposed by a certain syndrome of the Polish People's Republic: a sense that no honest person can achieve anything. Therefore, if someone comes to something, it means that he has committed an unethical act. This is of course a summary, which in the statistical dimension is probably accurate and correct. In most industries, it was not possible to make a career in the People's Republic of Poland if it did not pay for it with some moral compromise. Some of my films have this theme as the main theme. The subject is not foreign to me. Once in the movie "Constans", which won a serious award in Cannes, France, during a meeting in front of television cameras I was asked - how is it if you say that it is impossible to make a career honest in Poland and you did it?

I do not have to explain that in areas such as sport, art, science, relatively honest careers occurred even in the conditions of the Polish People's Republic. I speak relatively, because all of us who participated in public life had to agree on one shameful compromise - silence. There were cases in which we could not speak, because taking the floor was a sentence. We have to reproach ourselves that we were silent consciously, that something was happening somewhere, that something had happened somewhere injustice and someone avoided the topic. Let us think, for example, of all the harm to Poles who stayed after the war in the territories annexed to the Soviet Union. We knew that. We heard people's quiet calls for help. And we probably only answered so quietly. We could not do anything more. It gives a bitterness today, I travel around the Soviet Union, I meet these people. A next generation grew up that could not wait for some support from Poland. I choose the historical topic, the general one, there were closer topics. There are many people among us who were associated with the opposition. In order to save our public situation, we tried not to use certain words, to get away from certain declarations. Many of us have succeeded and it would probably be difficult for us to get us to sign something that we would have to be ashamed of or deny today. But there are words we didn't say then. And from this you have to settle accounts.

And the career because of financial moderation?

- According to the ethos of the Polish intelligentsia, we have a kind of contempt and disregard for a career converted directly into money. Very good when recognition is accompanied by money, but if a man kills himself for it, I have the impression that he is wasting his life because there are more important things in life than money. When I say this to a magazine that comes out in the United States, I am in collision with the usual way of thinking. America is most clearly silent about the sphere of money, but at the same time it gives expression to deep materialization. In Europe, we know that creative satisfaction is more valuable than money. If we are free and we can do what we really want, it is more important than wealth. When I see fear in the eyes of my American colleagues who are making new movies and are terribly afraid that they may not be successful, and make a crunch, I think - sometimes I prefer to make a film for little money, but less fear. In Polish tradition, my greatest irritation is hypocrisy around the concept of career, i.e. sincere, deep hypocrisy.

- What do you mean?

- The fact that people do not want to admit, that they care about it, it is not much that because of fear and lack of faith in their own strength they do not want to put themselves in touch, they do not want to help fate. Because they assume in advance that they will fail. They want to have at least such satisfaction and say: I did not try, I did not ask, I did not learn a foreign language, because I care. For example: an environment slightly older than me in the Krakow cellar, which in all its charming decadence "made sure" that nobody would make the career they deserved. Today, as a group of delectable elders, they are virtually no exception, people who have lived their lives below possibilities and talents. And they protected themselves so much against their careers that I am ready to suspect dishonesty of them that it was a fear not to enter the competition. - Because any of them could be better? - Yes. This is a very Polish trait, a poor quality and I regret it. I regretted her in the seventies, at the time I said loudly such things in newspapers (and this irritated my opponents very much) that the artist was obliged to strive for his recognition with hard arduous work. Anyway, he is a donkey, in my opinion, or a liar, worse. It means that he is a man who wants the muses to bring him recognition on his knees, and he is only to give his perfection, but give nothing more. It seems to me a very unfair, dishonest attitude. But this is not what our culture people really like.

- You are one of the few you know about in Poland and abroad. If you were to go back to the past, what moments do you consider to be crucial?

- For my part, I am aware that my career has a limited range, I sincerely regret that it has no greater range and I am still striving for it. But this one is also very satisfying to me.

I think my first major success in life was that I was admitted to film school and the second that I was able to graduate despite all the difficulties. The third milestone was that I made my first feature film and it was well received, unexpectedly, because the first signals were as bad as possible. And then more movies. Some titles influenced my career and completely different choices on my true internal development. It is, for example, that at the time when I had the chance to become a very expressive, but still esoteric creator after the success of "Illumination", when the temptation to continue such a way of essay film on the edge of experiment was enormous. I wanted to do something different very consciously, I tried to catch a completely different audience. I did it to some extent, I made the movie "Quarterly Balance", for which many of my former supporters turned away, but for this I gained a completely different awareness. I understood that I could risk a movie that people would like completely simple, uneducated. This film was shown in America and was more popular than in Poland. In Poland, critics welcomed me with disappointment, and I had a great sense of pride in making a conscious choice that I did not follow what was the easiest, but would limit me to a certain ghetto. Then I made a strange film for me about the Pope, which was the largest film in terms of budget - $ 6 million. It was an important decision in my life, just as the tiny movie "The Catamount Killing" which I made in America in 1974 was once important. After him I understood quite clearly where my limits were, what I couldn't do and what I couldn't do I will. This type of utility song seemed unacceptable to me in the long run.

- Which works do you feel the most proud of?

- Of the films that often did not have a response and the relatively narrow audience, and yet in my opinion they were the boldest films because I could not count on guaranteed success. I have the impression that I have gone the furthest I have on my inner path. For example, the fact that I have recently made the movie "State of Ownership", very minimalistic compared to my other films, and I am very happy about that. He has his sincere supporters, although he passed relatively unnoticed in Poland. I consider him an important stage of my life and I am glad that I had the courage to go so far in spite of what is happening around me. Thus, you see that the list of what I am saying does not coincide with the list of my objective successes. The Golden Lion in Venice, an important Cannes prize and other awards have moved me in my work. But I don't remember those rewards the most and not those stages, but those where I managed to overcome my own weakness or fear or to do something that seemed important to me even at the price of uncluttered applause. - Film, like many other fields of creativity, is a kind of exhibitionism. - For me, every major artistic venture is an attempt at confession, the moment in which I have to account for my whole life. Think about what I have to know, what right I am saying, what I know about it, what I experienced. In a word, the knot that accompanies such decisions is always very hard. I experience huge selection and implementation. But when I do something, I have so much momentum that I do not look what will happen next: whether they will accept the film or not.

- You are in a comfortable situation, not being able to watch if it will be a cash success.

- It is not so good anymore, because this circle has become very narrow, the field of our creative freedom has shrunk. I am talking about a field that directors who felt like authorship in Europe had in the seventies much larger, there was a powerful force of so-called studio cinemas. Now a new generation of people has come, directed to immediate consumption, towards themselves, not inclined to reflection, not inclined to serious reflection. This puts us in a more difficult situation, but is an important stage.

- It's safe to say that what you have created, and a few more directors, Wory the world history of cinema. I think that with new techniques, there is a chance to make box office films at the highest level when it comes to profession, and at the same time they will be innovative films.

We live in a time when such opportunities are negligible.

- why?

- The audience is not very innovative, not creative. There were times when the audience demanded it, at the moment you don't feel it. All over the world there is a change towards mass. It is a worse time, but I don't think it would be like that all my life.

- And video cassettes, cable TV, with which you can enter the house?

- I think this is a chance, several of my films had better reception on video than in the cinema.

- What does the dramatically changing situation of the cinema in Poland look like, after the political changes, against the background of the unhappy world situation?

- I do not agree, as some say, the situation is tragic, without exaggeration. The kind of luxury that we had before when all society subsidized us certainly ends. Subsidization was forced, it was the time of socialist patronage. This had its drawbacks, we were censored, but the flow of money was unlimited. And now we have to take into account the audience and the costs. This is a novelty. I don't feel that this is actually something bad or dangerous. It's just different.

- And the emerging mass of very bad movies, movies that model themselves on the worst Western movies?

- Of course, we came across such a moment, anyway Słowacki reminded us that we are a parrot of nations and of course this parrot trend must pass through Poland, because it was slowed down for a long time, it must be compromised. People have to get tired of it and convince themselves that what is not an authentic value, in fact, does not please anyone and that they will not find the audience as massive as they expected.

- What are you doing right now?

- A lot. I am the head of film production and I lead him trying to draw conclusions from my foreign experience. I mean, I'm trying to earn money to produce my colleagues' movies too. I succeed. We have a good team "Tor". I have been working in it since the beginning of my own work, I have been managing it for ten years. This is the most prosperous band, maybe we don't make purely commercial films in it, but we do a lot of services for foreign countries and we earn serious money on these services. For example, we provided services to a large TV series about Maria Skłodowska-Curie, i.e. we are service providers. We produce another TV series about French Napoleon. We do service for production from Hong Kong, for Americans. And at the same time I try to make my own films. I finished the episode for French television of my own film about Napoleon, Mrs. Walewska and the birth of nationalism in Europe. I finished the BBC movie about Lutosławski, which is a summary of my neighbor's life, because we live nearby, and he is a character that I would love to bring closer to the world. Finally, I have a theater play behind me, directed in Munich this winter and in two weeks I start shooting in Berlin, London and Thailand for an international television film, I made my variant of someone else's script. In a word, I travel a lot, I work, I am extremely busy, I lecture in Katowice at the University of Silesia at the Faculty of Radio and Television. We educate directors there: since I was expelled as a lecturer from the film school in Łódź, together with Krzysztof Kieślowski and Andrzej Wajda, we all lecture in Katowice. (The film school in Łódź was under the rule of our colleague, who was a member of the Central Committee of the Polish United Workers' Party and was not very eager to take us in as lecturers.) If I only have time, I also lecture abroad at the National Film School in Great Britain, Russia. - Well, what did you do in Russia, the whole world is looking in this direction.

- He is a serious neighbor, he cannot be underestimated. Contacts with Russia have been monopolized for years by the Central Committee. Now, for the first time, we have the right to these contacts. We find there huge numbers of people from whom we can learn something and to whom we can give something from ourselves. There is a huge tradition from the 19th century, when Poles as Western Slavs could give their eastern neighbors something. Personally, I am the artistic director of one of the Soviet films. It is an extraordinary privilege that I was invited as a foreigner to look after filmmakers in Soviet Russia, where I have screenings of my films and lectures.

- I wonder which of the character traits is the most important for the director?

- Divisibility of attention directed is a basic feature, which is essentially non-creative, but is a condition for mastering matter so insanely different. Keeping the divide of attention and emotions is very difficult, in the confusion in which we work, and film is always the domain of confusion. You still have to make decisions, which is most important, every second or tertiary.

- From the extremely rich biography you can see that your dreams come true. But do you have any dreams about movies that you would like to make?

- Many, one of which is very specific. I have a script that I suppose is my best script. Almost a year and a half he was just before starting and did not move. I didn't post it well, it got into bad hands. I still lack money for it, not much, because a large part will be obtained through the purchase of German and Italian television. - What money are you talking about? - At that time, to close the budget, we lacked less than a million, because we already had about 2 million in cash. I still think that the film could be shot for the price of about 3 million and certainly half of this sum is guaranteed, because several television scenarios immediately wanted to implement. I would not like to do it with such TV colossi as HBO, which madly condition each song. I had a conversation with them, they immediately demanded corrections that would deprive this film of European character. - First of all, they want a good ending? - Well, it must follow the American pattern. European history is not subject to this pattern. - Considering that the budgets of today's films often exceed ten million, this one is really small. - Yes, but just like with more money, you have to find people who understand the cultural and spiritual sense that such a song has. That's why I do so many things because I don't know which one to shoot and in my profession I have to water the whole meadow so that one flower will ever grow. And that the costs are so low is only because it can be shot in Central Europe.

- Let's finally return to the actors, without whom even the best director from the best script will do nothing. Maja Komorowska is like your court - if you can say that - actress you discovered. - It so happened that we used to work together, she took some pictures for the film. And then it turned out that in these photos did not pass. But somehow we made friends. I started writing for her. This is because the actor is like paint for a painter, the actor is a subject. Maja seemed to me an exponent of a very Polish type of woman in which all contradictions are mixed up: high sensitivity, uncertainty, strength, huge determination, a certain dose of spirituality and a certain dose of reality at the same time. Such an interesting mix, which seemed very Polish to me. Andrzej Wajda also had the opportunity to work with Maja, and they played with Janda with me. I also have the feeling that Janda is somehow an expression of a generation and a type of woman who can only be found in Poland. I also think Janda is an emblematic figure in our culture. Wajda discovered her. I am involved in the discovery of Komorowska.


  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon