Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Janusz Głowacki

Aktualizacja: mar 16


Janusz Głowacki (1938-2017) Kiedy po przyjeździe do Nowego Jorku w 1979 r., już następnego dnia, nie mogąc doczekać się, by zobaczyć Manhattan, wyszedłem z ciemnego podziemia metra w centrum miasta — doznałem szoku. Przez chwilę trzymałem się kurczowo barierki, aby nie upaść albo raczej, aby to co zobaczyłem, nie spadło na mnie. W promieniach ostrego, porannego słońca odbijającego się w milionach szklanych tafli intensyfikujących efekt, ujrzałem nierealnie wyniesione do góry budowle. Myślę, że podobne wrażenie oszołomienia miał pielgrzym, który w XII wieku stanął przed gotycką katedrą Notre-Dame w Paryżu czy niewolnik – kilka tysięcy lat wcześniej przed piramidami w Gizie. “Nowy Jork to nie Ameryka, ale łatwo spostrzec, że cała Ameryka chciałaby być Nowym Jorkiem” cytowane słowa francuskiego pisarza i dyplomaty Paula Moranda (1888-1976), dźwięczały mi w głowie, gdy w 1982 r. objechałem Amerykę “Greyhoundem”. Wszędzie, nieomal bez wyjątku, ludzie mówili o Nowym Jorku z nabożeństwem, wspominając pobyt w tym mieście albo marząc, by pojechać tam choć raz w życiu. Im dłużej znam Nowy Jork (w sumie ponad czterdzieści lat), tym bardziej zdaję sobie sprawę, że mniej o nim wiem. Nowemu Jorkowi, który jak magnes przyciąga znakomitych ludzi, zawdzięczam również i to, że poznałem całą plejadę gwiazd, których nigdzie indziej bym nie spotkał. Nowy Jork według Woody Allena nie jest miejscem, a stanem umysłu. Dla mnie Nowy Jork to dziesiątki tysięcy negatywów, z którymi wiążą się niezwykłe historie. Mieszkając w tym samym czasie w Nowym Jorku co Janusz Głowacki, spotykaliśmy się na różnych imprezach, raz on odwiedzał moje wystawy, innym razem ja fotografowałem przygotowania do sztuki “Polowanie na karaluchy” w teatrze na Off Broadway, reżyserowanej przez Arthura Penna, gdzie grała laureatka dwóch Oscarów Dianne Wiest i Ron Silver. W 1989 r. przygotowując z Januszem Głowackim tzw. cover story do wychodzącego w Nowym Jorku magazynu "Kariera" zapytaliśmy Janusza co napisałby o sobie, gdyby miał podać informację do amerykańskiego Who is Who? Powiedział o sobie: Polski dramaturg, prozaik, scenarzysta filmowy zamieszkały w Nowym Jorku. Wspomniałbym o powieści "Moc truchleje" przetłumaczonej na 8 języków, wymieniłbym tytuły kilku sztuk, nazwy kilku teatrów i nazwiska kilku aktorów i reżyserów. Dodałbym, że "Polowanie na karaluchy" grane było w ponad 20 teatrach w USA. Kilka teatrów gra je ciągle, a magazyn "Time" i kilka innych gazet wymieniło "Karaluchy" jako jedną z 10 najlepszych sztuk granych w USA w 1987 roku. Dwa monologi z tej sztuki weszły do książki "The Best Monologues of 80-ties", wydanej w Londynie i Nowym Jorku, w światowym towarzystwie Beckett, Shepard, Stoppard, Miller. Dostałem kilka nagród: American Theatre Critics Association Award, Hollywood Drama – Logue Critics Award, Joseph Kesselring Award, Drama League of New York Playwrighting Award, no i dostałem też John Simon Guggenheim Fellowship i National Endowment Fellowship. "Kopciuch" dostał ostatnio w Buenos Aires główną nagrodę krytyki– Moliere Premio, za najlepsze przedstawienie roku. Obecnie "Kopciuch" grany jest w Moskwie i w Seulu."

O swoim znalezieniu się w Nowym Jorku powiedział: "...Wyemigrowałem przypadkiem. Wyjechałem z Polski w grudniu 1981 roku na premierę mojej sztuki "Kopciuch" w Londynie. Miałem bilet powrotny na 20 grudnia. Ale po drodze był 13. Tak znalazłem się w Stanach...". Janusz powiązany towarzysko w tzw. warszawce, o roli kontaktów towarzyskich w Nowym Jorku powiedział, że mają one jeszcze większe znaczenie niż w Warszawie: "... Tutaj jest straszny tłok. Teatry i studia filmowe są zasypywane tekstami, których nikt nie maczasy czytać. A codziennie na lotnisku Kennedy'ego lądują Jumbo-Jet, z którego wysypuje się kolejna grupa utalentowanych pisarzy z walizkami pełnymi rękopisów, malarzy dzwigających na plecach swoje dzieła, grafików potykających się o swoje portfolia. W takiej sytuacji dotarcie do kogoś kto coś może załatwić jest bezcenne...". A mówiąc o tym jak Polacy przyjeli jego sukces w Ameryce z charakterystycznym dla niego dowcipem powiedział: "...Chyba dobrze. Źle życzą mi tylko przyjaciele i wrogowie. Reszta trzyma ze mną. Z okazji premiery "Karaluchów" miałem kilka spotkań z Polonią. Wyglądało na to, że publiczność sztukę lubi i cieszy się z sukcesu polskiego pisarza. No owszem, parę osób krzywiło się, że Polacy są w mojej sztuce niemodnie ubrani. Ktoś powiedział, "Jak Francuz proszę pana piszę sztukę to bohaterowie – Francuzi są eleganccy, gładko ogoleni i zachowują się kulturalnie, a jak pan napisał sztukę, to proszę bardzo, bieda z nędzą." To jest właśnie nasz kompleks, przenno-buraczany. W Ameryce jesteśmy na obcym terenie. Gorzej znamy język, mamy mniej pieniędzy i dostajemy gorsze prace. Zamiast się do tego spokojnie przyznać i próbować Amerykanów dogonić, my ich próbujemy za wszelką cenę przekonać, że jesteśmy najwspanialsi, najmądrzejsi i najatrakcyjniejsi chłopcy - Krakowiacy. I mamy do nich straszny żal, że nam nie wierzą...". Ten jego charakterystyczny dowcip, odczułem sam, kiedy w Muzeum Miasta w Gdyni, 18 listopada 2012 r., zrobiłem wystawę fotografii pt.: "Janusza Głowacki w Nowym Jorku". Na wernisażu, kiedy już się zebrało szacowne grono, przyszedł Prezydent Gdyni Wijciech Szczurek, Janusz nachylił się i do ucha powiedział "chyba coś powinienem powiedzieć?...". —"Tak..." – odpowiedziałem. Janusz wyszedł na środek, powiódł wzrokiem po tłumie, spojrzał w moją stronę i powiedział: "...Czesław jest bardzo skromnym człowiekiem, ale chciałby aby wszyscy o tym wiedzieli..." ludzie buchneli śmiechem i zaśmiewali się do końca jego wypowiedzi. Takim był Janusz. Pamiętam jak tę wystawę przygotowywałem w Warszawie, do końca nie wiedziałem jakie zdjęcia z Nowego Jorku Janusza wybrać. Było ich naprawdę dużo i każde niezwykle ciekawe. Zrobiłem wglądówki i umówiłem się z Januszem w barku Hotelu Bristol, gdzie ubił przychodzić i wszyscy go tam znali. Przebierając w ręku kolejne zdjęcia, nie mogliśmy się zdecydować, które ostatecznie wybrać. Po dłuższej chwili Janusz wstał i zaczął rozkłdać zdjęcia na podłodze, zainteresowały się tym kelnerki i goście, tak dokonaliśmy ostatecznego wyboru.


—Janusz, co sądzisz, abyśmy weszli do parku, to mógłbym zrobić, tam troche zdjęć, do sztuki, którą piszesz? —Wiesz jak tam jest, wchodzić tam z aparatem – krzywiąc się odpowiedział Janusz. —Mam taki pomysł, że ty będziesz ustawiał się tak, jakbym tylko ciebie fotografował, a ja zrobie mieszkańców i ich kartonowe budowle – naciskałem Janusza. —OK. Zróbmy szybkie wejście. —Tak jak się umówiliśmy, Janusz ustawiał się tak, aby z tyłu mieć co ciekawsze widoki. Po kilku minutach, kiedy już oswoiliśmy się z miejscem i wydawało się, że opisy piekła w centrum Manhattanu, jak wyrażano się o Tompkins Square, są mocno przesadzone. Nagle z naprzeciwka, z kartonu, pewnie po lodówce, wyskoczył portorykańczyk, przeskoczył jak pantera przez ławkę i stanął przed name. —Dawaj film – krzyknął do mnie, wyciągając lewą rękę w moim kierunku, prawą trzymał w kieszeni. —Stałem jak zachipnotyzowany. —Radzę daj mu film, nie wiadomo co ma w kieszeni – powiedział po polsku do mnie Janusz. —Otworzyłem aparat, wyjęłem film i podałem portorykańczykowi, który tak błyskawicznie zniknął, jak się pojawił. Gdy znaleźliśmy się za bramą, odetchneliśmy z ulgą. To mogło skończyć się inaczej. Kilka tygodni po naszym pobycie z Tompkins Square Park jego mieszkańcy zostali usunięciu siłą, przy pomocy policji na koniach, otoczono park wysokim żelaznym ogrodzeniem i był zamknięty przez rok do połowy 1992 roku, kiedy po raz pierwszy ukazała się drukiem w “Dialogu” sztuka Głowackiego “Antygona w Nowym Jorku”. Kiedy zupelnie niespodziewanie przeczytałem, że w wieku 79 lat zmarł (19 sierpnia 2017) Janusz Głowacki - dramaturg, prozaik, felietonista i autor scenariuszy filmowych. Laureat prestiżowych nagród literackich, m.in. American Theatre Critics Association Award....zrobiło się smutno, ale wspomnienie wybitnego poety Ernesta Brylla, którego znam było znakomite: "... Ja go bardzo wysoko ceniłem właśnie przez całkowitą odmienność od tego, czego ja umiałem dotknąć, on zresztą też chyba miał to samo poczucie, nawet kiedyś powiedział, że a co on miał robić, napisać swój "Wieczernik"? On mówił to po napisaniu "Antygony w Nowym Jorku" - wspominał Ernest Bryll.

- Ja szanowałem jego całkowitą odrębność, to jest takie bardzo piękne, kiedy istnieją zupełnie inne wrażliwości - podkreślił poeta. - Co więcej, bardzo doceniałem jego takie czasami gorzkawe, sceptyczne, i nawet może denerwujące poczucie - że tak powiem - dowcipu. Ale doceniałem, ponieważ ono mi dawało dużo do myślenia i powodowało to, że nie wpadałem w różnego rodzaju samouwielbienia - dodał Bryll. - Myślę, krótko mówiąc, że on był bardzo potrzebny dla tych, którzy szukali wartości, ponieważ on je ciągle naruszał. Gorzej było trochę - moim zdaniem - z tymi, którzy kochali się w ogóle w tym, że wartości są naruszane i że to jest zasada. Janusz po prostu naruszał wartości, ponieważ (...) co chwilę je sprawdzał i co chwilę ich szukał w sobie - powiedział Ernest Bryll. Jak zaznaczył, "wiele rzeczy" które Głowacki dokonał "i w dramacie, i w prozie, i w scenariuszach" głęboko go poruszało. Jako przykład podał scenariusz do filmu "Trzeba zabić tę miłość" (1972). - To było coś zaskakującego, coś takiego, co mnie głęboko poruszało i zawsze po prostu traktowałem to z dużym szacunkiem, choć jakby było to w zupełnie inną stronę, ale coś ważnego dla mnie pokazywało...". Trudno nie zgodzić się, że Janusz był inny i często będziemy go wspominać...


PORTRAIT with HISTORY Janusz Głowacki (1938-2017)

When, after arriving in New York in 1979, the next day, unable to wait to see Manhattan, I left the dark underground subway in the city center - I was shocked. For a moment I clung to the railing, so as not to fall or rather that what I saw did not fall on me. In the rays of the sharp morning sun reflecting in millions of glass panes intensifying the effect, I saw buildings unrealistically raised. I think a similar feeling of bewilderment was made by a pilgrim who stood in front of the Gothic cathedral of Notre-Dame in Paris in the twelfth century, or a slave - a few thousand years before the pyramids in Giza. "New York is not America, but it's easy to see that all of America would like to be New York," quoted words by French writer and diplomat Paul Morand (1888-1976), rang in my mind when in 1982 I toured America with "Greyhound." Everywhere, almost without exception, people talked about New York with devotion, remembering staying in this city or dreaming to go there at least once in their life. The more I know New York (over forty years in total), the more I realize that I know less about it. I owe also to New York, which attracts great people like a magnet, that I have met a whole galaxy of stars that I would not have met anywhere else. Woody Allen New York is not a place but a state of mind. For me, New York is tens of thousands of negatives that are associated with unusual stories.

Living at the same time in New York as Janusz Głowacki, we met at various events, once he visited my exhibitions, at other times I photographed preparations for the play "Hunting for cockroaches" in the theater on Off Broadway, directed by Arthur Penn, where the laureate played two Oscars Dianne Wiest and Ron Silver. In 1989, preparing with Janusz Głowacki the so-called cover story to the magazine "Career" coming out in New York, we asked Janusz what he would write about himself if he were to provide information to the American Who is Who? He said about himself: Polish playwright, prose writer, and screenwriter residing in New York. I would mention the novel "Moc truchleje" translated into 8 languages, I would mention the titles of several plays, the names of several theaters and the names of several actors and directors. I would add that "Hunting for cockroaches" was played in over 20 theaters in the USA. Several theaters play them all the time, and "Time" magazine and several other newspapers mentioned "Cockroaches" as one of the 10 best plays played in the US in 1987. Two monologues from this art entered the book "The Best Monologues of 80-ties", published in London and New York, in the global company of Beckett, Shepard, Stoppard, Miller. I received several awards: American Theater Critics Association Award, Hollywood Drama - Logue Critics Award, Joseph Kesselring Award, Drama League of New York Playwrighting Award, and I also got John Simon Guggenheim Fellowship and National Endowment Fellowship. "Cinderella" recently received the main critics award in Buenos Aires - Moliere Premio, for the best performance of the year. Currently "Cinderella" is played in Moscow and Seoul. " He said about his arrival in New York: "... I emigrated by accident. I left Poland in December 1981 for the premiere of my play" Cinderella "in London. I had a return ticket for December 20. But on the way it was 13. So I found myself in states ... ". Janusz socially related in the so-called in Warsaw, he said about the role of social contacts in New York that they are even more important than in Warsaw:

"... Here is a terrible crowd. Theaters and film studios are inundated with texts that no one can read. And every day at Kennedy Airport Jumbo-Jet lands, from which another group of talented writers spills with suitcases full of manuscripts, carrying painters on his back his works, graphic designers stumbling over their portfolios. In such a situation, reaching someone who can do something is priceless ... ". And speaking about how Poles received his success in America with a characteristic joke he said: "... I guess it's good. Only friends and enemies wish me badly. The rest is with me. On the occasion of the premiere of" Karaluchów "I had several meetings with the Polish diaspora. It seemed that the audience likes art and is happy about the success of the Polish writer. Well, a few people were grimacing that Poles were unfashionably dressed in my art. Someone said, "As a Frenchman, I'm writing art, it's heroes - the French are elegant, smoothly shaved and behave culturally, and as you wrote the play, here you are, poverty and misery. "This is our complex, portable-beetroot. We are in a foreign area in America. We know the language less well, we have less money and we get worse jobs Instead of admitting it calmly and trying to catch up with the Americans, we try to convince them at all costs that we are the greatest, smartest and most attractive. some boys - Cracovians. And we have a terrible regret to them that they do not believe us ... ". I felt this characteristic joke myself when at the City Museum in Gdynia, on November 18, 2012, I made an exhibition of photographs entitled "Janusz Głowacki in New York". At the vernissage, when a respectable group had already gathered, the President of Gdynia Wijciech Szczurek came, Janusz leaned forward and said in his ear "I think I should say something ...?" "Yes ..." I replied.

Janusz went out in the middle, looked at the crowd, looked at me and said: "... Czesław is a very humble man, but he would like everyone to know about it ..." people burst out laughing and laughed to the end of his speech. Janusz was such. I remember how I prepared this exhibition in Warsaw, I didn't know exactly which photos from Janusz's New York to choose. There were really many of them and each of them extremely interesting. I made some insights and made an appointment with Janusz in the Bristol Hotel bar, where he beat to come and everyone knew him there. Picking up more pictures in hand, we couldn't decide which ones to choose. After a long moment Janusz got up and began to distribute photos on the floor, waitresses and guests became interested in it, so we made the final choice.

In New York, Janusz and I had an amazing adventure. When Janusz lived at the bottom of the city, we met in the East Village district, I really like this district, which has changed significantly today, it was in the 80's. Although you can still meet bizarrely styled people, on bizarre, unlike streets, graffiti on the walls of buildings, cafes crowded with dreamlike figures. Wandering the streets of East Village, we watched books, photos, CDs displayed on the tables ... We came to Tompkins Square Park a little by accident. I was very happy knowing that Janusz was writing a play called "Antigone in New York," which is currently happening at Tompkins Square Park, starting on Avenue A between 7 and 10 Street. The park was known to me from the riots in 1988, when the homeless living in cardboard houses, piles of garbage tried to bring order to the police. There were several dozen injured and in total the police withdrew.

But when we got to the entrance, I thought it would be great to take pictures of Janusz in this park, about which he is writing art.

Janusz in a jacket with a piece of paper sticking out of his pocket, me with cameras on top. I don't normally walk around New York. I remembered a story from my beginnings in New York, when I photographed the then very dangerous 42nd Street. The sun is full, the August heat combined with humidity probably one hundred percent, suddenly cold blade knives on the throat suddenly, and the new camera with the best zoom, quickly began to move away in the hand of a black American citizen. All my temporary life changed in colors in an instant. At the police station I talked about my drama. The policeman laughed. Brother said - you are lucky that nothing happened to you. He probably knew what he was saying. I lost everything I needed to take photos in New York. On the spur of the moment, I bought a new camera, spending the money I had to stay. Thanks to this, I started working in a studio in New York and stayed in America.

—Janusz, what do you think we should enter the park, then I could take some pictures there to the art you write?

"You know how it is, go in there with the camera," Janusz said with a grimace.

—I have the idea that you'll be positioned as if I were just photographing you, and I would make residents and their cardboard buildings, ”I pressed Janusz.

-OKAY. Let's make a quick entry.

—As we agreed, Janusz positioned himself to have more interesting views from the back. After a few minutes, when we got used to the place and it seemed that the descriptions of hell in downtown Manhattan, as was said about Tompkins Square, are greatly exaggerated. Suddenly, from the opposite side, from the cardboard box, probably on the fridge, a Puerto Rican jumped out, jumped like a panther over the bench and stood in front of the name. "Give me a movie," he shouted at me, extending his left hand in my direction, his right in his pocket.

—I stood as mesmerized. "I advise you give him a movie, you don't know what's in his pocket," Janusz said to me in Polish.

—I opened the camera, took out the film and gave it to the Puerto Rican who disappeared as quickly as it appeared. When we got behind the gate, we breathed a sigh of relief. It could have ended differently. A few weeks after our stay from Tompkins Square Park, its inhabitants were forcibly removed, with the help of police on horseback, the park was surrounded by a high iron fence and it was closed for a year to mid-1992, when it first appeared in print in "Dialogue" Głowacki's art " Antigone in New York. " When I completely unexpectedly read that at the age of 79 he died (19 August 2017) Janusz Głowacki - playwright, novelist, columnist and scriptwriter. Winner of prestigious literary awards, including The American Theater Critics Association Award .... got sad, but the memory of the eminent poet Ernest Bryll, whom I know was excellent: "... I valued him very much because of his total difference from what I could touch, and he probably also he had the same feeling, he even once said that what was he supposed to do, write his "Upper Room"? He said it after writing "Antigone in New York" - recalled Ernest Bryll.

- I respected his total separateness, it is so beautiful when there are completely different sensibilities - the poet emphasized. What's more, I appreciated his sometimes bitter, skeptical, and maybe even annoying feeling - so to speak - of humor. But I appreciated it because it gave me a lot to think about and it caused me not to fall into all sorts of self-admiration, ”Bryll added.

- I think, in short, that he was badly needed for those who sought values, because he constantly violated them. It was a bit worse - in my opinion - with those who loved in general that values ​​were violated and that this is the rule. Janusz simply violated the values ​​because (...) he was checking them every now and then and every now and then he was looking for them in himself - said Ernest Bryll.

He noted that "many things" that Głowacki did "in drama, in prose and in scripts" deeply moved him. As an example, he gave the script for the film "You Must Kill This Love" (1972). - It was something surprising, something that deeply moved me and I always just treated it with great respect, though as if it was in a completely different direction, but something important for me showed ... ". It's hard to disagree that Janusz was different and we will often remember him ...

  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon