Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Gustaw Holoubek


Holoubek urodził się w Krakowie w 1923 roku. W 1939 roku brał udział w kampanii wrześniowej w oddziałach Przysposobienia Wojskowego. Dostał się do niewoli niemieckiej, trafił do obozu jenieckiego w Altengrabow, później w Toruniu. W 1940 roku zostałzwolniony i wrócił do Krakowa. W czasie okupacji należał do konspiracyjnego kółka teatralnego. W 1945 roku zdał egzaminy do krakowskiego Studia Dramatycznego przy Teatrze im. J. Słowackiego założonego przez Karola Frycza, które ukończył w 1947 roku.

Debiutował w 1947 roku rolą Charysa w "Odysie u Feaków" Stefana Flukowskiego w Starym Teatrze. W 1949 roku przeniósł się do Katowic wraz z Władysławem Woźnikiem, który uczynił z Holoubka aktora dramatu oraz w praktyce przekazał mu ogromny szacunek do słowa.

Na okres katowicki przypadł także debiut reżyserski - "Trzydzieści srebrników" Howarda Fasta (1951). Jako dyrektor artystyczny teatru Holoubek zaprosił Tadeusza Kantora, który inscenizował w teatrze katowickim "Czarującą Szewcową" Lorki.

W filmie zadebiutował w 1953 r. rolą Feliksa Dzierżyńskiego w "Żołnierzu zwycięstwa". Grał później m.in. w takich filmach, jak "Pętla", "Pożegnania", "Rękopis znaleziony w Saragossie", "Sanatorium pod Klepsydrą" Wojciecha Jerzego Hasa, "Prawo i pięść", "Klub profesora Tutki" (jako prof. Tutka), "Marysia i Napoleon", "Lawa" Tadeusza Konwickiego. Był reżyserem jednej z nowel w filmie "Spóźnieni przechodnie", a także reżyserem i scenarzystą filmowej wersji "Mazepy".

W 1967 zagrał rolę Gustawa-Konrada w przedstawieniu "Dziady", reżyserowanym przez Kazimierza Dejmka w Teatrze Narodowym. Zdjęcie tego przedstawienia z afisza w 1968 było przyczyną demonstracji studenckich i zapoczątkowało tzw. wydarzenia marcowe.

W 1976 i 1980 uzyskiwał mandat posła na Sejm PRL. W 1982, po wprowadzeniu stanu wojennego zrzekł się mandatu. W latach 1989-1991 był senatorem I kadencji wybranym z ramienia Komitetu Obywatelskiego, w trakcie kadencji przeszedł do Unii Demokratycznej. Od 1992 do 1993 zasiadał w Radzie ds. Kultury przy Prezydencie RP Lechu Wałęsie.

Od 1994 był członkiem Polskiej Akademii Umiejętności. Współpracował z miesięcznikiem psychologicznym "Charaktery". Odznaczony m.in. dwukrotnie Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Dwa portrety Holoubka.

Pierwszy portret Gustawawowi Holoubkowi zrobiłem w 14 sierpnia 1987 r., w jego mieszkaniu na ulicy Narbutta w Warszawie. Pamiętam, że Holoubek przywitał mnie w drzwiach, poprowadził do salonu, usiadł w dużym fotelu i zaczeliśmy rozmawiać. Po chwili zapytał, jak chciałbym zrobić zdjęcie? Wszystko się tutaj zgadza, jak w najlepszej „scenografii“, aktor w ulubionym miejscu, światło wpadające z okna, spokój na twarzy, błysk w oku, to jest to, co potrzebuje - powiedziałem. Holoubek uśmiechnął się w sposób, który pamiętam do dziś. Portret, który wówczas zrobiłem znalazł się na mojej wystawie „TWARZĄ w TWARZ“ w warszawskiej Zachęcie (styczeń 1989) w związku ze 150.leciem wynalezienia fotografii, a Holoubek był na wernisażu, obok wiel gwiazd jakie zaszczyciły swoją obecnością: Beata Tyszkiewicz, Eryk Lipiński, Irena Dziedzic, Artur Sandauer, który zmarł kilka miesięcy później. Całość nagrywała Polska Kronika Filmowa i TVP zrobiła osobny film pt. „Wernisaż Czesława Czaplińskiego w Zachęcie“ w reż. Niny Terentiew, której portret również było na wystawie.

Drugi portret powstał dwadzieścia lat później 20 października 2005 r. w Aninie pod Warszawą. Razem z Krzysztofem Strykierem kończyłem prace nad filmem dokumentalnym pt. „Kolekcjoner“ o Janie Nowaku Jeziorańskim. Zastanawialiśmy się, kto mógłby powiedzieć coś niebanalnego o autorytecie moralnym jakim był Nowak Jeziorański. Prawie równocześnie wpadliśmy na pomysł, że powinien to być Holoubek, z którym Krzysztof grywał w brydża. Przedstawiliśmy Holoubkowi koncepcje filmu o Nowaku, jako kolekcjonerze dzieł sztuki, nieznanej dziedzinie jego zainteresowań i to, że po jego śmierci, cała kolekcja polskich dzieł sztuki, zebrana w Ameryce, trafiła do Ossolineum we Wrocławiu. Motywowaliśmy to tym, że Holoubek jest podobnie jak Nowak niekwestionowanym autorytetem. Na co Holoubek powiedział, że jeśli by w to uwierzył, to byłaby jego klęska. Ale zgodził się, mimo, że takich rzeczy nie robił.

Zaproponowałem mu, że w dniu nagrania odbiorę go z domu taksówką i dowiozę do miejsca nagrania w Aninie. Okazało się, że w tym dniu Holoubek był w szpitalu i poprosił abym odebrał go z tamtąd. Podjeżdżając taksówką po zmroku pod wyjście do szpitala, zobaczyłem jego charakterystyczną lekko przygarbioną sylwetkę. Gdy taksówkarz się zatrzymał, wyszedłem aby się z nim przywitać, otworzyłem tylne drzwi i zaprosiłem do środka. Holoubek powiedział, że chciałby usiąść z przodu, koło kierowcy. Lekko zdziwiony wsiadłem do tyłu. Czekało nas dwadzieścia minut jazdy do Anina. Planowałem tak, że w czasie jazdy, siedząc koło niego na tylnym siedzeniu, pokaże mu kartkę z projektem jego wypowiedzi. Usiadł z przodu, cały pomysł wziął w łep.

Jak kierowca ruszył, powiedziałem aby jechał ostrożnie, gdyż wiezie legendę. Holoubek

odwrócił się do mnie i kwaśno się uśmiechnął.

Po tym Holoubek zwrócił się do kierowcy z pytaniem:

— Przepraszam bardzo, ale od kilku godzin nie paliłem, kłuli mnie igłami w szpitalu, czy mógłbym zapalić?

— Kierowca pokazał umieszczony nad lusterkiem napis „PALENIE ZABRONIONE!“ i przekreślony papieros. Ale zaraz dodał — pan jest jedyną osobą, która może w tym samochodzie zapalić. Proszę tylko uchylić okno.

Holoubek przez ramię spojrzał w moją stronę i uśmiechnął się kwaśno.

Po przyjeździe na miejsce, kiedy Holoubek usiadł na wybranym przez nas fotelu, podszedłem do niego z kartką, którą miałem z nim przedyskutować w taksówce. Holoubek rzucił wzrokiem na tekst, złożył kartkę na cztery i oddał mi mówiąc – wiem co mam powiedzieć. Bez prób i kartki, powiedział tak, że wstęp, stał się integralną częścią filmu. A dziś już historią.

Kiedy w piątek 7 marca 2008 Gustaw Holoubek zmarł, przeczytałem „Nikt nie wypełni pustki po Holoubku”, nic dodać, nic ująć.

Tadeusz Konwicki, bliski przyjaciel Gustawa, pisał po kilkunastu latach o „Gucieńku, mój przyjacielu, królu naszego aktorstwa, w którym jest „coś z Gustawa-Konrada i coś z chuligana”. A także coś z czarodzieja". Bowiem Gustaw „miał w sobie tę niesamowitą magię, że nawet kiedy czytał książkę telefoniczną, ludziom szły ciarki po plecach”.


  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon