Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Grzegorz Królikiewicz


„Nigdy nie byłem otoczony sforą, która by mnie chroniła, nie należałem do wilczych stad. Zawsze szedłem samotnie, oczywiście z wąskim gronem przyjaciół i tych, którzy rozumieli i czuli moje intencje.“ – Grzegorz Królikiewicz.

Grzegorz Lech Królikiewicz (ur.5 czerwca 1939 roku w Aleksandrowie Kujawskim – zm. 21 września 2017 w Łodzi) – reżyser i scenarzysta filmowy. Ukończył studia na Wydziale Prawa UŁ oraz Państwową Wyższą Szkołę Filmową, Telewizyjną i Teatralną w Łodzi, gdzie później sam wykładał.

Zadebiutował filmem dokumentalnym „Mężczyźni” 1969, następnie były: „Wierność” 1969, „Nie płacz” 1971 („Brązowy Smok” na Festiwalu Filmów Dokumentalnych, Kraków 1972), „Łapa” 1971. Przez lata był reżyserem wielu widowisk telewizyjnych: „Cztery wielkie wyprawy do Indii”, „Proces Giordano Bruno”, „Zawiść”, „Faust” (nagroda za reżyserię na Międzynarodowym Festiwalu Dramatu TV, Sofia 1977), „Toporny” („Złoty Ekran” 1975), oraz cyklu widowisk historycznych: „3 Maja” („Złoty Ekran” 1977), „Kronika Polska” („Złoty Ekran” 1979). Głównie Królikiewicz zdobył sławę i uznanie za swoje filmy fabularne; już pierwszy — „Na wylot”, zrealizowany w 1972, przez lata obsypywany był nagrodami: „Złota Kamera” 1973, Nagroda FIPRESCI, Nagroda von Sternberga, Nagroda Jury Ewangelickiego na Festiwalu Filmowym w Mannheim 1973, „Don Kichot” 1974, „Złote Grono” 1978. Tak było zresztą i z następnymi filmami: „Wieczne pretensje” 1974 (nagroda dziennikarzy na Festiwalu Filmów Polskich, Gdańsk 1 975), „Tańczący jastrząb” 1977 (nagroda główna na Festiwalu Filmów Polskich, Gdańsk 1977 i nagroda specjalna na Festiwalu Filmów Autorskich w San Remo 1 978), „Klejnot wolnego sumienia” 1981 (nagroda Grand Prix na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Fabularnych w Panamie 1983), „Fort 13” 1982, „Zabicie ciotki” 1984, „Przypadek Pekosinskiego” 1993, „Drzewa” 1995, „Sąsiady” 2014.

Pierwszy raz z Grzegorzem Królikiewiczem spotkałem się 26 maja 1992 w Łodź i odbyłem ciekawą rozmowe.

–W jakiej atmosferze wzrastał pan w swoim rodzinnym mieście?

–Wzrastałem w rodzinie, której ton nadawała babcia: szlachetna, mądra, praktyczna i mistyczna, dumna i miłosierna. Tylko Faulkner umiał ją opisać. Zrobił to w „Niepokonanych”. Wychowałem się na przedmieściu Piotrkowa Trybunalskiego, jednego z najstarszych miast Europy, a rodzina ze strony mamy pochodziła ze starego, szlacheckiego rodu.

Okupacja niemiecka to było coś, co czyniło z dorosłych herosów i pajaców, ale przeciw złu i koszmarowi produkowana była u nas dobroć i ludzka solidarność.

2/3 mężczyzn nie było w te lata w domu; i już nigdy nie wrócili. Wśród nich mój ojciec, którego grobu wciąż szukam w Niemczech.

Godność i starannie ukrywana nędza tworzyły klimat równości w nieszczęściu: np. o parobku mówiło się „pan Leon”, o służącej „pani Bronia”, o ukrywanym przez nas uciekinierze z pierwszego na terenie Generalnej Gubernii getta mówiło się „pan Krejczy”, nigdy — „Krejczy”.

W moim wujku Jurku kochały się żydowskie panny. Gdy z getta Niemcy ciężarówkami wywozili Zydów w pobliskie lasy na mord i siedmioro dzieci nie zmieściło się do samochodu, hitlerowcy wysadzili je koło naszego domu, żeby grzecznie poczekały na swoją kolej. Wtedy wujek, na oczach całej dzielnicy, w biały dzień uratował tych siedmioro dzieci. Jak to było możliwe? Kiedy przeczytała tę scenę w moim scenariuszu doc. Maria Kornatowska, której erudycja zasila dziś Nowy Jork, krzyknęła ostrzegawczo: „Ależ to było niemożliwe”. Ale to było możliwe.

Z zupełnie innych powodów wujek Jurek był pierwszym Polakiem zabitym przez Niemców w okupowanym Piotrkowie.

O jednym, jedynym dorosłym w okolicy mówiło się u nas „Felek”, bez tego „pan”; to był Polak — gestapowiec, nasz sąsiad. Musiał ugiąć się przed niematerialną siłą, którą karmiła mnie moja bezbronna Rodzina, skoro podszedł do Babci i szepnął: „Pani Heleno, ja wiem kogo Pani ukrywa, ale ja nie wydam”.

Nie wydał ukrywającego się u nas kuzyna Andrzeja, żołnierza AK Ciepły mózg Felka trysnął na mój policzek i na włosy mojej siostry Danusi, gdy koledzy Andrzeja wykonywali na nim wyrok śmierci.

Gdy zimą 1945 weszli Rosjanie, zamknęli jeńców niemieckich w stajniach i oborach na podwórzu, przy których mieszkaliśmy. Po 3 dniach wypuścili ich na śnieg. Babcia chwyciła wielkie sito, nakruszyliśmy w nie 3 bochenki chleba i Babcia udając, że karmi kury rzuciła na śnieg okruszyny, po które ukradkiem schylali się pilnowani jeńcy. Nie wiem, czy te chaotyczne wspomnienia dają pojęcie o tym, co czuję, gdy pytają mnie o dzieciństwo?

— Po maturze przyjeżdża pan do Łodzi i decyduje się na szkołę filmową — dlaczego?

— Po maturze — a zrobiłem to dla mamy — studiowałem na wydziale prawa. Potem zdałem do Szkoły Filmowej. Powód: czułem napór prawdy moich snów, i czułem narastające kłamstwo polskich filmów.

— Co dała panu Szkoła Filmowa w Łodzi, czy może nic?

— To się wiąże z ubóstwem: nie miałem pieniędzy na życie towarzyskie, a w szkole mogłem spotkać najwybitniejszych ludzi, którzy przyjeżdżali dla mnie i do mnie. To zysk tych studiów. I jeszcze: zdobycie doświadczenia, że pomiędzy moim marzeniem a odbiorcą jest opór i gwałt tworzywa.

— Kogo, czy co wspomina Pan z okresu szkoły?

Wspominam tkliwie i szorstko dwu tkliwych i moich profesorów: zsarmaciałego Zyda, Jerzego Bossaka i nobilitowanego przez sztukę syna wileńskiego dozorcy, Antoniego Bohdzie wicza. Wielcy nauczyciele. Zawsze ciepło ze mnie drwili,a potem ja robiłem z nimi to samo.

Łączyła nas raptowność ekspresji i wstydliwość w okazywaniu miłości. Bohdziewiczowi zawdzięczam matczyne pielęgnowanie pomysłu filmu „Na wylot”. Bossakowi jeszcze więcej: po ojcowsku prowokował mnie, żebym prosił go o pomoc w karierze, w myśl ęhłopskiej maksymy: „jak bida, to do Zyda”; bardzo cenił we mnie moją w tej sprawie powściągliwość: to kwestia godności, którą hartował we mnie i wiedział o tym doskonale, że robię dzięki niemu w tej nieuchwytnej dziedzinie postępy.

— Jeszcze w czasie szkoły debiutował pan filmem dokumentalnym „Mężczyźni”, czego on dotyczył i jak do niego doszło?

— Zrealizowałem w zawodowej wytwórni filmów oświatowych. O rekrułach, jak tracą twarze, stają się posłusznym, apatycznym tłumem. To miał być mój dyplom. Ale 8 pedagogów napisało w 1969 r. donos do wytwórni, że nie przyjmą tego do oceny, bo już to ocenili jako wrogie ideologicznie i szkodliwe politycznie. Osiem tych nazwisk. Ho, ho, ho... Gdybym je ogłosił... Ani Bossak, ani Bohdziewicz tego plugastwa nie podpisali, ale to plugastwo ośmieliło innych: przez 22 lata film był „na półkach”, potem był nagradżany.

— Pana pierwszy film fabularny „Na wylot” obsypany był nagrodami, potem przyszły następne. Który ze swoich filmów fabularnych uważa Pan za najważniejszy i dlaczego?

— Filmy to moje dzieci. Kocha się najczulej te garbate. „Wieczne pretensje” to najbardziej skrzywdzony z moich filmów. Do dziś. Analizuję tam pierwotną przyczynę strajków: poniżenie godności. Ważny do dziś. I na jutro. Pojutrze — też zapewne, sądząc z prognoz meteorologicznych.

— Po stanie wojennym wyłączył się Pan na kilka lat z niezwykle aktywnego życia?

— To nie tak. Zostałem wyłączony przez KC PZPR w 1983 (28 marca), tuż po słynnej naradzie (której protokoły dotrą zapewne do potomności), w czasie której zamiast bronić siebie (co mi radzono z dołu i góry), zacząłem bronić w bezmiarze głupoty, której nie żałuję — największego polskiego reżysera, z którego — wśród milczenia zbyt wielu również wielkich artystów — robiono łotra.

W branży filmowej, gdzie od pomysłu do premiery upływa sporo czasu, wszystko odbywa się z pewnym bezwładem i opóźnieniem. Stąd bierze się złudzenie, że stan wojenny mnie łuczył, a nie odchudził. Więc konkluduję: stan wojenny to w istocie był dla mnie pogrom, choć wykonany z maleńkim opóźnieniem. Ostatnie pytanie jakie zadano mi w stanie wojennym publicznie, na premierze mojego filmu fabularnego „Zabicie ciotki” było prowokacyjne,

w nadziei, że zadeklaruję jednak chęć legitymowania terroru, i brzmiało: „Czy czuje się pan ofiarą tego ustroju?”. Odpowiedziałem nieco za spontanicznie: „Nie. To raczej ten ustrój pada ofiarą moich namiętności”. Potem już nie było w ogóle okazji do tak oficjalnych wystąpień. Zająłem się pracą mniej jawną.

— Zainteresowała mnie pana wypowiedź, którą niedawno przeczytałem: „...Samotność jest czymś gorzkim, ale i napiętym. Gdybym zabiegał o popularność, zużyłbym energię; która w samotności pozwala tworzyć...”ĺ

–Zawsze będę pamiętał z miniatur Kafki, jedno zdanie „Nie wychodź na zewnątrz, nie otwieraj nowych drzwi, nawet nie wstawaj zza stołu, siedź, czekaj, a świat przyjdzie do ciebie i zacznie się wić przed tobą w ekstazie”. Jest jeszcze sprawa woli i dumy. Wydaje mi się, że każdy z nas musi się zorientować któregoś dnia, czy się z sobą nudzi, czy nie. Czy gadam z so bą. Jak pan myśli, co dzieje się u Dostojewskiego, Balzaka czy Dickensa. Oni byli brzuchomówcami, mówili, być może nawet głośno. To niebywała samotność, jak napełniona, jakimi światami. Myślę o takiej samotności, o nie samowitej zupełnie sile wewnętrznej, która w człowieku tak narasta, że nie szuka za bardzo płaczliwie porównań z kimś na zewnątrz.

— To, że wraca pan, jest faktem, gdyż znajdujemy się w gmachu łódzkiej TV, gdzie robi pan próby — do czego?

— Do dwu widowisk telewizyjnych. Jedno z nich jest robione z pobudek czysto obywatelskich, ale także moralnych — to jest sprawa Stanisława Leopolda Brzozowskiego (1878—1911), filozofa i teoretyka, publicysty i powieściopisarza, który w 1908 roku posądzony został o współpracę z carską ochraną. Brzozowski w 1909 roku wymógł zwołanie sądu międzypartyjnego (PPSD i PPS-Frakcja Rewolucyjna). Sąd nie udowodnił Brzozowskiemu winy kolaboracji, ale nie wydał również żadnego wyroku, do dziś ta kwestia jest nie rozwiązana. Sprawa, która mną wstrząsnęła, gdy przeczytałem esej Miłosza w początku lat 50. „Człowiek wśród skorpionów”. Miłosz jest znawcą Brzozowskiego i wierzy do dziś w jego niewinność.

— A co pan chce przedstawić?

— Opowiem o człowieku głęboko samotnym, w sumie o sobie, o hipotezach zagrożeń samotności. Wreszcie o tym, że samotność może stać się w ręku mojej rodziny, moich przyjaciół czymś bezbronnym. Do tego stopnia, że mój naród, moje społeczeństwo poważą się zrobić ze mnie kozła ofiarnego, bo taki jest mechanizm kontaktu naszego z ludźmi i o takim samotniku robię. On stał się kozłem ofiarnym. Niech pan zwróci uwagę na paradoks, że ja zajmując się samotnością, nie mogę tego robić w samotności. Muszę zsyntetyzować poprzednie twórcze doświadczenie z doświadczeniem niedawnym, obecnym we mnie.

— Jak ostatecznie chce pan pokazać Brzozowskiego?

— Chcę Brzozowskiego zrehabilitować publicznie, bo go nikt nie zrehabilitował do tej chwili. A więc jak pan widzi samotność może zaangażować się również w grę sumienia i spokojnie można wyjść na zewnątrz. Myślę, że potrzeba nam siły. To co się nazywa sukcesem w pejoratywnym tego słowa znaczeniu, to nasze nieprzygotowanie na dary. Niech pan sobie wyobrazi sytuację, że mój student dzwoni i mówi, niech pan robi co pan chce, a ja nie jestem przygotowany, ale jest szansa, jest termin, są pieniądze. Muszę powiedzieć, że przez całe życie miałem szczęście, gdyż nie zrobiłem niczego, co we mnie nie kipiało, nie śpiewało. Każdy mój utwór jest chęcią wyśpiewania pieśni, tak się szczęśliwie składało. Ta propozycja zdarzyła się po 7 chudych latach, beznadziejnie chudych i cieszę się, że byłem gotów. Ale nie od razu, najpierw w swojej piwnicy musiałem spojrzeć na półki, gdzie leżą moje wyrzuty sumienia, nie przeczytane książki, to co napisałem i nie nakręciłem. Musiałem się rozejrzeć.

— Nie ciągnie pana do filmu fabularnego, gdzie odnosił pan największe sukcesy?

— Bardzo, i też szczęśliwie już we wrześniu rozpoczynam zdjęcia. Film również robię z pobudek moralnych. Jest to historia mężczyzny, który ma dokładnie tyle lat co ja 53. Nieważne jest ile mam lat, ale kim jestem przez to. Trzy miesiące żyłem na wolności, urodziłem się w czerwcu 1939 roku i potem już całe moje życie przebiegło w niewoli. Jestem niewolnikiem, najpierw niemieckim, a potem rosyjskim i żyję w niewoli.

— Teraz też?

— Tak, niczego nie ma nagle, po otwarciu szlabanu. Szlaban jest też iluzorycznym momentem. Po to, aby dla przykładu ruszyć samochodem, trzeba pokonać bezwład silnika, własnej spostrzegawczości i dopiero ruszamy. To samo jest z nami, jesteśmy po otworzeniu szlabanu, ale to nie znaczy, że zaczęły się struktury wolności. Ich jeszcze nie ma, jest marzenie, jest kwalifikacja ku wolności.

— Jak pan, osoba wielokrotnie wyróžniana, która doszła do szczytów w swojej profesji, rozumie słowo kariera?

— Słowo „kariera” kojarzy mi się z wysoko zawieszonym nad bardzo szeroko rozlaną rzeką, gnijącym mostem sznurowym. Za dobrze to widzę. Nie wchodzę. Od dawna mam inne sposoby zdobywania tej rzeki. Sukces w Polsce nie ma tego zdrowego kośćca psychoanalitycznego jak w USA; za to miał trywialną namacalność moralną.

Były obszary, gdzie właśnie brak sukcesu — to był wybór, to była kwestia taktu i smaku. A jak będzie? Wciąż jest rzeka do przebywania.

Dwa lata później 25 pażdziernika 1994 Królikiewicz zaprosił mnie na plan swojego filmu „Drzewa” kręconego pod Łodzią. To horror ekologiczny o relacjach między ludźmi i roślinami. Fabuła filmu pokrótce jest taka, że „…Ewa ma czterdzieści lat, jest w ciąży, pracuje jako biolog-naukowiec. Przeprowadza drastyczne eksperymenty na roślinach, które odczuwają poprzez nie ból i strach. Jej mąż jest niespełnionym ambicjonalnie nauczycielem.W okolicy giną ludzie przygniatani przez drzewa. Społeczeństwo uznaje, że to nie były wypadki, lecz że drzewa zabijają ludzi. Władze miasta postanawiają je powycinać…”. Pamiętam długą z nin rozmowę na temat tego, że rośliny również czują. Pogratulowałem mu, że porusza tak ciekawy temat. Kiedy mnie zapytał, skąd tyle wiem na ten temat, odpowiedziałem mu, że studiowałem biologię.

–Wuęc będzie tak – powiedział zdecydowanie Grzegorz Królikiewicz – pójdziesz do tamtej kobiety, podpiszesz umowę, dostaniesz pieniądze i zagrasz w filmie dziennikarza fotografa.

Myślałem, że Grzegorz sobie żartuje i chce mi zrobić przyjemność, ale zdziwiłem się, że kiedy film się ukazał, zobaczyłem siebie przez kilka sekund na ekranie. Nie wiem, czy to uprawnia mnie do napisania, że jestem również aktorem?


PORTRAIT with HISTORY Grzegorz Królikiewicz (1939-2017)

"I've never been surrounded by a pack that would protect me, I didn't belong to the wolf herds. I always went alone, of course with a small group of friends and those who understood and felt my intentions. "- Grzegorz Królikiewicz. Grzegorz Lech Królikiewicz (born on June 5, 1939 in Aleksandrów Kujawski - died on September 21, 2017 in Łódź) - director and screenwriter. He graduated from the Faculty of Law of the University of Lodz and the National Film, Television and Theater School in Łódź, where he later lectured himself. He made his debut with the documentary film "Men" 1969, then there were: "Faithfulness" 1969, "Don't Cry" 1971 ("Bronze Dragon" at the Documentary Film Festival, Krakow 1972), "Paw" 1971. For years he was the director of many television shows: "Four great trips to India "," The Giordano Bruno Process "," Envy "," Faust "(award for directing at the International TV Drama Festival, Sofia 1977)," Toporny "(" Golden Screen "1975), and a series of historical performances:" 3 Maja "(" Golden Screen "1977)," Polish Chronicle "(" Golden Screen "1979). Mainly Królikiewicz gained fame and recognition for his feature films; already the first one - "Into Outlet", made in 1972, has been showered with awards for years: "Golden Camera" 1973, FIPRESCI Award, von Sternberg Award, Evangelical Jury Award at the Mannheim Film Festival 1973, "Don Quixote" 1974, "Golden Grape '1978. This was the case with the following films:' Eternal Pretensions '1974 (journalists' award at the Polish Film Festival, Gdańsk 1 975), 'Dancing Hawk' 1977 (main prize at the Polish Film Festival, Gdańsk 1977 and special prize at the Film Festival in San Remo 1 978), "Gem of a Free Conscience" 1981 (Grand Prix award at the International Feature Film Festival in Panama 1983), "Fort 13" 1982, "Killing Aunt" 1984, "Pekosinski Case" 1993, "Trees" 1995, "Neighbors" 2014.

I met Grzegorz Królikiewicz for the first time on May 26, 1992 in Łódź and had an interesting conversation. - In what atmosphere did you grow up in your hometown? - I grew up in a family whose grandmother set the tone: noble, wise, practical and mystical, proud and merciful. Only Faulkner could describe her. He did it in the "Undefeated". I grew up in the suburbs of Piotrków Trybunalski, one of the oldest cities in Europe, and my mother's family came from an old noble family. German occupation was something that made adult heroes and clowns, but goodness and human solidarity were produced against evil and nightmare. 2/3 of the men have not been home these years; and they never came back. Among them is my father, whose grave I am still looking for in Germany. Dignity and carefully hidden misery created a climate of equality in misery: for example, "Mr Leon" was said about the farmhand, "Mrs. Bronia," the maid, the refugee we were hiding from the first ghetto in the General Government, "Krejczy" was said - never - "Krejczy." Jewish maidens loved each other in my uncle Jurek. When from the ghetto Germans transported Jews to nearby forests for murder and seven children did not fit into the car, the Nazis blew them up near our house to politely wait their turn. Then the uncle saved the seven children in broad daylight. How was that possible? When she read this scene in my script, doc. Maria Kornatowska, whose erudition is feeding New York today, shouted warning: "But that was impossible." But it was possible. For completely different reasons, uncle Jurek was the first Pole killed by the Germans in occupied Piotrków.

We talked about one, only adult in the area, "Felek", without that "gentleman"; it was a Pole - a Gestapo officer, our neighbor. He had to bow to the immaterial force that my defenseless family fed me, since he came to Grandma and whispered: "Mrs. Helena, I know who she is hiding you, but I will not spend." He did not surrender our hiding cousin Andrzej, a soldier of the Home Army. Felek's warm brain spurted on my cheek and on my sister Danusia's hair, when Andrzej's colleagues executed a death sentence on him. When the Russians entered the winter of 1945, they closed German prisoners in the stables and barns in the yard where we lived. After 3 days they let them out on the snow. Grandma grabbed a large sieve, we threw 3 loaves of bread into it and Grandma pretended to feed the chickens, threw crumbs on the snow, for which guarded prisoners bent down. I don't know if these chaotic memories give you an idea of ​​how I feel when they ask me about my childhood? - After graduating from high school you come to Łódź and decide to go to a film school - why? - After graduating from high school - and I did it for my mother - I studied at the faculty of law. Then I passed to the Film School. The reason: I felt the pressure of the truth of my dreams and felt the growing lie of Polish films. - What did the Łódź Film School give you or nothing? - It is connected with poverty: I had no money for socializing, and at school I could meet the most outstanding people who came to me and to me. This is the profit of these studies. And also: gaining experience that there is resistance and rape of material between my dream and the recipient.

- Who or what do you remember from the school period?

I remember tenderly and harshly two affectionate and my professors: a sour Jew, Jerzy Bossak and the son of Vilnius caretaker, Antoni Bohd the tutor, ennobled by art. Great teachers. They always mocked me, and then I did the same to them.

We were connected by the rapidity of expression and shyness in showing love. I owe Bohdziewicz my mother's nurturing of the idea of ​​the movie "Into Out". Bossak even more: fatherly, he provoked me to ask him for help in his career, according to the ęhłopska maxim: "like a bida, then to a Jew"; he valued my restraint in me very much: it was a matter of dignity which he toughened in me and he knew that I was making progress in this elusive field.

- While still at school, you debuted with the documentary film "Men", what was it about and how did it happen?

- I realized in a professional educational film studio. About the recruits, how they lose their faces, they become an obedient, listless crowd. It was supposed to be my diploma. But eight teachers in 1969 denounced the label that they would not accept it for evaluation, because they had already assessed it as ideologically hostile and politically harmful. Eight of these names. Ho, ho, ho ... If I announced them ... Neither Bossak nor Bohdziewicz signed this filth, but this filth emboldened others: for 22 years the film was on the shelves, then it was recorded.

- Your first feature film "Into the Way" was showered with awards, then the next ones came. Which of your feature films do you consider the most important and why?

- Movies are my children. The humpbacked ones are the ones he loves most. "Eternal Grievances" is the most hurt of my films. Till today. There I am analyzing the root cause of the strikes: humiliation of dignity. Valid until today. And for tomorrow. The day after tomorrow - probably also from weather forecasts.

- After martial law, did you exclude yourself from an extremely active life for a few years? - It's not like that. I was turned off by the Central Committee of PZPR in 1983 (March 28), right after the famous council (whose protocols will probably reach posterity), during which instead of defending myself (which I was advised from below and above), I began to defend in the measure of stupidity that I do not regret - the greatest Polish director, of whom - among the silence of too many great artists - a villain was made. In the film industry, where a lot of time passes from the idea to the premiere, everything takes place with a certain inertia and delay. Hence the illusion that martial law was bothering me, not thinning me. So I conclude: martial law was in fact a pogrom for me, although it was made with a slight delay. The last question I was asked in public during martial law at the premiere of my feature film "Killing Aunt" was provocative, in the hope that I would declare my desire to legitimize terror and read: "Do you feel a victim of this system?" I responded a bit spontaneously: "No. Rather, it is the system that is falling victim to my passions. " Then there was no opportunity for such official speeches. I took up less open work. - I was interested in your statement, which I recently read: "... Loneliness is something bitter, but also tense. If I wanted to be popular, I would use energy; which makes it possible to create ... ”ĺ - I will always remember from Kafka's miniatures, one sentence: "Don't go outside, don't open new doors, don't even get up from behind the table, sit, wait, and the world will come to you and start to writhe in ecstasy." There is also a matter of will and pride. It seems to me that each of us must find out one day whether he is bored or not. Am I talking with myself? What do you think is going on at Dostoyevsky, Balzak or Dickens? They were ventriloquists, they said, perhaps even loudly. It is incredible loneliness, how filled with what worlds. I am thinking of such loneliness, not of a completely internal strength, which grows so much in a person that he does not look tearfully for comparisons with someone outside.

- The fact that you are returning is a fact, because we are in the building of Łódź TV, where you are trying - what? - Up to two television shows. One of them is made for purely civil, but also moral reasons - this is the case of Stanisław Leopold Brzozowski (1878-1911), a philosopher and theoretician, publicist and novelist, who in 1908 was accused of working with tsarist protection. Brzozowski in 1909 demanded the convocation of an inter-party court (PPSD and PPS-Faction Revolutionary). The court did not prove to Brzozowski the guilt of the collaboration, but he also did not pass any sentence, this issue is still not resolved to this day. A case that shocked me when I read an essay by Milosz in the early 1950s "A man among scorpions." Miłosz is an expert on Brzozowski and believes in his innocence to this day. - What do you want to introduce? - I will tell about a deeply lonely man, about himself, about the hypotheses of loneliness threats. Finally, about the fact that loneliness can become something vulnerable in the hands of my family and my friends. To the extent that my nation, my society are serious enough to make me a scapegoat, because this is the mechanism of our contact with people and I make such a loner. He became a scapegoat. Pay attention to the paradox that when I deal with loneliness, I cannot do it alone. I need to synthesize my previous creative experience with recent experience present in me. - How do you ultimately want to show Brzozowski?

- I want to rehabilitate Brzozowski in public, because nobody has rehabilitated him until now. So, as you see loneliness can also engage in the game of conscience and you can safely go outside. I think we need strength. What is called success in the pejorative sense of the word is our unpreparedness for gifts. Imagine the situation when my student calls and says, do what you want and I'm not prepared, but there is a chance, there is a deadline, there is money. I have to say that I was lucky all my life because I didn't do anything that didn't boil over me or sing. Each of my songs is a desire to sing a song, it happily happened. This proposal happened after 7 lean years, hopelessly thin and I'm glad I was ready. But not right away, first in my basement I had to look at the shelves where I feel guilty, unread books, what I wrote and did not shoot. I had to look around. - You are not attracted to the feature film, where were you the most successful? - Very happily, and in September, I start shooting. I also make a film for moral reasons. This is the story of a man who is exactly as old as I am 53. It doesn't matter how old I am, but who I am because of it. I lived in the wild for three months, I was born in June 1939 and then all my life went into captivity. I am a slave, first German and then Russian and I live in captivity.

- Now, too?

- Yes, there is nothing suddenly after opening the barrier. The barrier is also an illusory moment. In order to move a car, for example, you have to overcome the inertia of the engine, your own perceptiveness and we are just starting. The same is with us, we are after the opening of the barrier, but that does not mean that the structures of freedom have begun. They are not there yet, there is a dream, there is a qualification for freedom.

- How do you, a person who has been awarded many times and who has reached the top in his profession, understand the word career?

- I associate the word 'career' with a rotting rope bridge suspended high above a very widely spilled river. I see it too well. I'm not going in. I have had other ways to capture this river for a long time. Success in Poland does not have this healthy psychoanalytical skeleton as in the US; for this he had trivial moral palpability.

There were areas where success was lacking - it was a choice, it was a matter of tact and taste. What will it be like? There is still a river to stay.

Two years later, on October 25, 1994, Królikiewicz invited me to the set of his film "Trees" shot near Łódź. This is an ecological horror film about relationships between people and plants. The plot of the film is briefly that "... Ewa is forty years old, is pregnant, works as a biologist-scientist. He conducts drastic experiments on plants that feel pain and fear through them. Her husband is an unfulfilled teacher. People are overwhelmed by trees. Society recognizes that these were not accidents but that trees kill people. The city authorities decide to cut them out ... ". I remember a long conversation about nin that plants also feel. I congratulated him on raising such an interesting topic. When he asked me how I knew so much about it, I told him I was studying biology.

"Urtu it will be like that," said Grzegorz Królikiewicz firmly.

I thought Grzegorz was joking and wanting to please me, but I was surprised that when the movie was released, I saw myself for a few seconds on the screen. I don't know if this entitles me to write that I am also an actor?


  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon