Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Elizabeth Segerstrom


„…Szczęście sami tworzymy, jest osiągnięciem tego, do czego zmierzaliśmy albo co chcieliśmy osiągnąć. Szczęście czasem polega na zaakceptowaniu, tego co życie nam daje, po prostu cieszenie się życiem…” –Elizabeth Segerstrom.

Urodzona w Olsztynie Elizabeth (Święcicka) Segerstrom jest doktorem psychologii, przedsiębiorcą, filantropem sztuki oraz autorem książek i publikacji.

Jej ojciec Henryk Święcicki, prawnik po uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, przyjaźnił się ze Zbigniewem Herbertem. Przez lata pisali do siebie listy. Po studiach razem z żoną Marylą z domu Filipowicz, polonistką i zdolna redaktorką, rodzina Święcickich przenosi się do Olsztyna.

Henryk współpracował z „Głosem Olsztyńskim”, a w 1955 roku związał się z ilustrowanym tygodnikiem „Panorama Północy”, niezwykle poczytnym w Polsce. Elżbieta dobrze wspomina ten czas: „…Siedziałam pod stołem, w olsztyńskim mieszkaniu, które było też redakcją i przysłuchiwałam się gorącym rozmowom ciekawych ludzi…”.

Kiedy Elżbieta miała piętnaście lat, jej rodzina przeniosła się najpierw do Warszawy. Henryk objął redakcję „Warszawskiego Informatora Kulturalnego”, w którym pracowała też mama Eżbiety Maryla.

Ojciec rozwijał również swoją największą poza dziennikarstwem pasję - malarstwo. Do dziś zachowały się mocne w wyrazie portrety, w których widać ślady jego wojennych przeżyć.

W 1973 roku rodzina wyjeżdża do St. Petersburga (Leningradu), gdzie jej ojciec pełnił funkcję attaché kulturalnego. Elżbieta idzie „z marszu” do radzieckiej szkoły. Szybko uczy się rosyjskiego, co w przyszłości bardzo jej się przyda.

Po powrocie zdaje na psychologię na Uniwersytecie Warszawskim. Druga połowa lat 70. to dla niej beztroski czas. Chodzi na zajęcia, ale też należy do artystycznej grupy, która umawia się w słynnym „Ścieku”. Wyjeżdża na saksy do Szwecji, w okolicach Lund, zbiera truskawki. Dostaje stypendium w Genewie, gdzie uczy się francuskiego.

Tuż przed stanem wojennym w grudniu 1981 roku przez Pragę wyleciała do Nowego Jorku.

Badania naukowe doprowadziły ją w 1981 r. do studiowania na Uniwersytecie Yale, a później na Uniwersytecie Nowojorskim.

W czasie stanu wojennego w Polsce jej ojciec został aresztowany za aktywne wsparcie dla ruchu „Solidarności” i zmarł w więzieniu, bez ponownego zobaczenia go przez Elżbietę.

Elizabeth otrzymała stypendium Fundacji Rockefellera na studia na New York University. Po ukończeniu studiów i otrzymaniu doktoratu rozpoczęła praktykę jako terapeuta, wykorzystując swój język i umiejętności organizacyjne, aby założyć pierwszą klinikę w Nowym Jorku, która posłużyłaby imigrantom z Europy Wschodniej w ich językach ojczystych. Elżbieta mówi w czterech językach - polskim, rosyjskim, francuskim i angielskim. Ponadto przez kilka lat pisała cotygodniową kolumnę psychologiczną dla polskich mediów.

W latach 80. Elizabeth poślubiła Iana Macavoya, bankiera inwestycyjnego. Małżeństwo trwało kilka lat.

Poznaliśmy się z Elżbietą Święcicką na początku lat 80-tych w Nowym Jorku. Pamiętam i zresztą mam zdjęcia, jak w grudniu 1985 roku przygotowywany był koncert, w legendarnym nowojorskim STUDIO 54. Do Nowego Jorku przyleciały wówczas gwiazdy z Polski: Maryla Rodowicz, Czesław Niemen, Małgorzata Ostrowska, Andrzej Rosiewicz… Elżbieta była zaangażowana w realizację tego koncertu, który wypadł genialnie, kto był to wie. Rozmawiałem z Amerykanami, którzy przychodzili do Studia 54 w okresie jego świetności, mówili, że było nadzwyczajnie.

W 1991 roku Elizabeth Święcicka Macavoy była współautorką książki z Susan Israelson, byłą pacjentką pt.: „Lovesick – The Marilyn Syndrome”, która stała się bestsellerem „The New York Times” i został przetłumaczony na język polski i rosyjski.

„Miłosna obsesja – syndrom Marylin Monroe”,

Elżbiety Święcickiej-Macavoy, przyniosła jej sławę w Ameryce i Kanadzie – kobiety bez względu na wiek, wykształcenie, miejsce zamieszkania - mają te same problemy i kłopoty z osobowością. „New York Times Book Review” pisał: „...Pokrzepiająca i spostrzegawcza książka o miłości i obsesji…”, „Publishers Weekly” pisał: „Solidna i objaśniająca pomocna książka dla kobiet…” i „Los Angeles Times” pisał: „…Cudowne uzupełnienie dla kobiet; które kochają za bardzo”. Sama we wstępie do polskiego wydania pisała: „...Moja książka - choć imię Marylin znalazło się w podtytule - nie jest jednak portretem psychologicznym gwiazdy. Na przykładzie biografii Marylin Monroe chciałam pokazać niszczącą siłę obsesyjnej miłości. Dramat życia osób chorych na obsesyjną miłość jest często podobny do dramatu Marylin; zazwyczaj są to osoby podziwiane, uznane powszechnie za atrakcyjne i utalentowane, lecz pomimo towarzyszącego im wiecznego marzenia o spełnieniu w miłości przeżywające jedną porażkę za drugą...”.

Na polski rynek książka trafia w 1994 roku dzięki Wydawnictwu Książkowemu Twój Styl i Krystynie Kaszubie red.nacz. i założycielce „Twojego Stylu”.

Przez lata współpracowałem z Krystyną Kaszubą i „Twoim Stylem”, właśnie 19 stycznia 1996 r. w Nowym Jorku, zrobiłem sesję Elżbiecie Macavoy, w stylu przedwojennego Hollywood, w cyklu „Nowojorczycy z nad Wisły”. Dość długo zastanawiałem się jak sfotografować Elżbietę, ale kiedy pooglądałem Humprey Bogarta, Bette Davis czy Lauren Bacol… zrozumiałem, że musi to być taka stylizacj i oświetlenie, co najbardziej pasowało do jej niezwykłej urody.

Jak przylatywałem do Warszawy, Krystyna Kaszuba przypominała mi legendarną naczelną Tinę Brown z „Vanity Fair”, która jak coś chciała to miała. Tak było z moimi zdjęciami „Masek” Jerzego Kosińskiego, Jak Tina Brown zobaczyła po śmierci Kosińskiego moje zdjęcia, już ich nie wypuściła z rąk i zdobyła niezależnie od ceny. Pamiętam jak na Mazurach chciałem zamoczyć na koniec sesji piękną suknie Maryli Rodowicz, do zdjęć i filmu robionego przez telewizję. Sukienka była kosztowna. Zadzwoniłem z planu zdjęciowego do Krystyny Kaszuby i pytam, – Krysiu, czy mogę zanurzyć w wodzie suknie Rodowicz. Jeśli to jest konieczne, proszę – powiedziała Kaszuba.

W nowojorski magazyn „Kariera” wrzesień/październik 1996, zrobiłem okładkową historię z Elżbietą Święcicką, z której można sporo dowiedzieć się o niej, po wielu latach pobytu w Nowym Jorku.

—Czesław Czapliński: Co rozumiesz przez karierę i od czego zależy?

—Elżbieta Święcicka: Każdy rozumie karierę inaczej. Dla mnie kariera, to nie myślenie o niej, ale robienie tego co się chce, bo wówczas chce się robić dobrze i jest do tego motywacja.

—Cz.Cz.: Czy według tego uważasz, że zrobiłaś karierę?

—E.Ś.: Nigdy o tym nie myślałam. Bardziej to wychodzi od ludzi. To, że jestem w Nowym Jorku i robię, to co robię wydawało mi się zupełnie normalne. Ale kiedy przyjeżdżam do Polski i patrzę na ludzi, którzy ze mną studiowali. W ciągu dziesięciu lat, zrobiłam wiele innych rzeczy, a oni w dalszym ciągu pracują w tej samej przychodni. Nie wiem, czy to jest kariera?

—Cz.Cz.: Czy jest przyjemne dla ciebie być osobą publiczną?

—E.Ś.: Tak, ale czasami jest to kłopotliwe. Kiedy ostatnio szukałam mieszkania w Warszawie, pytano mnie, czy jestem psychologiem z Nowego Jorku.

—Cz.Cz.: Czy masz jakieś kompleksy?

—E.Ś.: Pełno. Czasami mi się wydaje, że za mało robię, nieraz, że źle wyglądam.

—Cz.Cz.: Jak sobie z nimi radzisz?

—E.Ś.: Tłumaczę sobie, tak samo jak swoim pacjentom, że zawsze może coś się nie udać. Myślę, że teraz mam mniej kompleksów, w stosunku do tego jak byłam młodsza. Byłam bardzo nieśmiała. Teraz też, gdy miałam wystąpić w znanych programach telewizyjnych, to przed samym programem nadawałam się do szpitala psychiatrycznego. Po programie, który się zresztą znakomicie udał, było już normalnie.

—Cz.Cz.: Co najbardziej cenisz u kobiet?

—E.Ś.: Poczucie własnej wartości. Muszę przyznać, że coraz bardziej przekonuję się do kobiet. Przedtem miałam lepsze kontakty z mężczyznami. Nie miałam zbyt dużo przyjaciółek kobiet; które potrafią być sobą. W Ameryce kobiety niepotrzebnie porównują się do mężczyzn, przez co stały się agresywne, wyemancypowane, nieszczęśliwe. Polskie kobiety mają naturalną wrażliwość, nie mają skrzywień, że jak się nie jest takim jak mężczyzna, to on nas będzie źle traktował. Umiejętność współżycia polega na tym, aby być kobietą i być sobą. W Polsce, mieszka się rodzinnie z babciami, dziećmi. Z psychologicznego punktu widzenia jest niemożliwe, aby nie być w związku, gdyż trzeba się z kimś dzielić, komuś zaufać, to podstawa życia. Jeśli ludzie tego nie znają, nie są normalni i szczęśliwi, bo nie mogą być.


—Cz.Cz.: Co najbardziej cenisz u mężczyzn?

—E.Ś.: Tolerancję i rozum. Nie potrafię być z mężczyznami, którzy nie są inteligentni. Cenię ludzi, którzy mają swój świat. Ważną cechą dla mnie jest kultura życia codziennego. Nienawidzę ludzi skąpych, skąpstwo jest jedną z cech psychologicznych, którą najtrudniej jest zmienić. Nigdy nie spotkałam ludzi, którzy są skąpi i potrafią się cieszyć życiem, to wszystko się łączy i przenosi na życie.

—Cz. Cz.: Co rozumiesz przez szczęście?

—E.Ś.: Szczęście sami tworzymy, jest osiągnięciem tego, do czego zmierzaliśmy albo co chcieliśmy osiągnąć. Szczęście czasem polega na zaakceptowaniu, tego co życie nam daje, po prostu cieszenie się życiem.

—Cz. Cz.: Czy według tego jesteś szczęśliwa?

—E.Ś.: Staram się nie poddawać, bo mam z sobą układ, że jeśli jestem nieszczęśliwa, to przez jakiś czas. Wypłaczę się, a następnego dnia, koniec, zamknięty rozdział i do przodu. Jestem przekonana, że tzw. porażki, są ważnymi punktami zwrotnymi w życiu. Nauczyłam się, że jak coś nie wychodzi, to może powinno się rzucić i zająć czymś innym. Może moment jest niedobry, zamiast się męczyć, zrobić coś innego.

—Cz. Cz.: Kogo nie znosisz?

—E.Ś.: Ludzi zgorzkniałych, skąpych, małostkowych i tych, którzy nie są otwarci na życie, dewocji, zakłamania.

—Cz. Cz.: Jakie jest twoje ulubione zajęcie?

—E.S.: Lubię pracować z pacjentami i momenty poczucia, że mam kontakt z czymś, co jest ważne.

—Cz.Cz.: Czego nie lubisz robić?

—E.Ś.: Nie lubię godzinami siedzieć przy papierach, rachunkach, sprawozdaniach. Na pewno nie mogłabym być księgową.

—Cz. Cz.: Co uważasz za swoje największe dokonanie?

—E.Ś.: Pamiętam, jak byłam dzieckiem, jeździłam z moją ciotką na plażę do Władysławowa i pomagałam jej rozwiązywać różne problemy, jakie miała, w tym miłosne. Miałam wówczas pewnie dwanaście lat. Mama uważała, że ze mnie nie będzie pożytku, gdyż nie paliłam się, aby pójść do jakiejś pracy. Kiedy studiowałam w Szwajcarii, mówili mi, że nigdy nie będę mogła pracować w Stanach Zjednoczonych jako psycholog. Nawet się z tym pogodziłam, że będę musiała robić coś innego. Jak się przypadkowo znalazłam w Stanach Zjednoczonych, to się wszystko zmieniło i okazało się możliwe. Kiedy później zastanawiałam się czy mogę napisać książkę po angielsku, to też najpierw, wydawało mi się to niemożliwe.

—Cz. Cz.: Co jest twoim największym niepowodzeniem?

—E.Ś.: Nie jestem zdyscyplinowana, jeśli chodzi o uprawianie sportów i codzienne fizyczne ćwiczenie.

—Cz. Cz.: Czym są dla ciebie pieniądze?

—E.Ś.: Wolnością, są po to, aby się nimi dzielić i mieć poczucie zadowolenia. Nauczyłam się tego po latach, gdyż w moim domu było tyle pieniędzy, ile było, jak się pojawiły to je wydawano. Jak przyjechałam do Stanów, to nie wiedziałam, jak wypisać czek, jak się posługiwać kartą kredytową, itp. Nauczyłam się, że odzwierciedleniem pracy są pieniądze. Z drugiej strony wiem, że pieniądze szczęścia nie przynoszą.

—Cz.Cz.: Jakie miejsce w twoim życiu zajmuje seks?

—E.Ś.: Ważne, ale wtedy, gdy osoba z którą jestem, jest ważna. Należę do grupy szczęśliwych lub nieszczęśliwych ludzi, jak kto woli, że seks sam w sobie nie jest ważny. Musi być emocjonalne zaangażowanie z daną osobą. Jeśli ktoś mi się nie podoba, to dla mnie nie istnieje. Tak samo nie wiadomo jak przystojny facet, jeśli jest głupi, to mało mnie interesuje. Seks w związku jest bardzo ważny, jest polem porozumienia się z osobą i jest ważny w kontekście całego związku. Śmieszy mnie jak ludzie mówią, że cały związek jest tragiczny, ale seks jest znakomity. Nieważne jest dla tych ludzi, że ktoś ich tłucze od rana do nocy, a potem wciąga do łóżka i jest rewelacyjnie. Myślę, że inny stosunek mają mężczyźni, a inny kobiety do seksu.

—Cz. Cz.: Jaki jest twój najbardziej zwariowany pomysł?

—E.Ś.: Mam tylko zwariowane pomysły.

—Cz. Cz.: Czego nauczyło cię życie?

—E.Š.: Nic nie przyjmuję jako rozwiązanie, dla mnie to nic nie znaczy.

—Cz.Cz.: Czego najbardziej się boisz?

—E.Ś.: Węży. Jak byłam dzieckiem moi rodzice jeździli do leśniczówki. Chłopcy chcąc zrobić coś dowcipnego, wpuścili mi do łóżka trzy czy cztery zaskrońce. Zapamiętam do śmierci, jak owijały mi się wokół szyi. Gdy idę do lasu, patrzę na węże z przerażeniem.

—Cz.Cz.: Jaka jest najlepsza cecha twojego charakteru?

—E.Ś.: Jak się zdenerwuję, to od razu mówię, co mi leży na sercu i już nie mam urazy.

—Cz.Cz.: Co cię najbardziej irytowało u twojej matki?

—E.Ś.: Moja matka jest moją przeciwnością. Wszystkim się przejmuje. Wszystko jest niemożliwe do załatwienia, wszystko musi być dokładnie poukładane. W dzieciństwie denerwowało mnie u matki, że sprzątała przed przyjściem gosposi mówiąc, bo co sobie pomyśli. Pamiętam do dziś jak przychodzę, a ona zaczyna sprzątać. Trochę się zmieniła po śmierci ojca.

—Cz.Cz.: Co cię najbardziej irytowało u twojego ojca?

—E.Ś.: To dziwne, ale gościnność. Patrzę na to teraz z rozrzewnieniem, gdyż widzę, że miał radość życia. W domu było ustawicznie przyjęcie. Babcia, wychowana na litewszczyźnie, nie mogła się zupełnie przyzwyczaić do realiów powojennych. Dla przykładu jak robiła kołduny, a w domu było pięciu mężczyzn, to uważała, że każdy powinien zjeść sto, co za mężczyzna zjada tylko dwadzieścia. Przyjęcia były miłe, ale pamiętam z dzieciństwa, jak o czwartej nad ranem szczekał pies, to było pierwszym sygnałem, że mój ojciec, po wypiciu alkoholu pokazywał, że nasz pies umie siadać, a potem ja byłam pokazywana. Czasem jako dziecko chodziłam spać w sukience i butach, aby być gotową do pokazania się gościom. Drugim nieszczęściem był w dzieciństwie mój kuzyn Mirek Swięcicki z „Piwnicy pod baranami”, jak przyjeżdżał, to były tłumy dziewczyn, które do niego dzwoniły, czy już dojechał, kiedy będzie, itd. Szampan się lał, wszyscy szaleli, a ja gdzieś między tymi gośćmi. Było to dość męczące i tego nie znosiłam.

—Cz. Cz.: Z czym ci się kojarzy dzieciństwo?

—E.Ś.: Z otwartym domem, o czym już wspominałam. Chciałam mieć rodzeństwo, ale rodzice nie mogli, bo mieli konflikt krwi, więc sprowadzałam jakieś dzieci do domu. Wychowywałam się w dużym mieszkaniu w Olsztynie, mój ojciec był redaktorem. Wyjeżdżaliśmy na imprezy. Zawsze byłam bardzo dorosła, analizowałam wszystko i się nad wszystkim zastanawiałam.

—Cz.Cz.: Gdybyś mogła się na nowo narodzić, kim lub czym chciałabyś być?

—E.Ś.: Może mężczyzną, aby zobaczyć, jak to jest z drugiej strony.

—Cz.Cz.: Co byś zrobiła gdybyś dowiedziała się, że został ci jeszcze rok życia?

—E.Ś.: Pewnie bym robiła to co chcę. Uważam, że wiele chorób wywodzi się z tego, że ludzie robią to, czego w życiu nienawidzą, zmuszają się. W Stanach Zjednoczonych jest teoria, na temat ludzi, którzy wyszli z raka, że pomogło im w tym zapomnienie o chorobie i cieszenie się życiem. Twórca tej teorii, amerykański psycholog, zainteresował się ludźmi, którzy mieli 2-3 tygodnie życia, gdy medycyna powiedziała koniec możliwości. Wynajął salę na 5 tysięcy osób, wysłał zaproszenia, spodziewał się, że przyjdzie przynajmniej cztery tysiące ludzi, oferując szansę na życie. Przyszło dwanaście. Zaczął z nimi pracować, później miał większą grupę 50 osób.

Co się okazało, 80 procent z tej grupy wyszło z raka, nie koncentrowali się na tym, że mają umrzeć. To jest największa motywacja, aby zwyciężyć chorobę.

—Cz. Cz.: Jakie jest twoje ulubione zwierzę?

—E.Ś.: Lubię psy, chociaż nigdy nie miałam w domu psa.

—Cz.Cz.: Jak najchętniej spędzasz wolny czas?

—E.Ś.: Lubię czytać, podróżować.

—Cz. Cz.: Kiedy zdarza ci się kłamać?

—E.Ś.: Staram się nie kłamać, bo uważam, że to zawsze wychodzi. Z drugiej strony nie lubię ludziom mówić coś nieprzyjemnego i jeśli ktoś dzwoni z kim nie chcę się umówić i spotkać, to o tym nie mówię wprost.

—Cz. Cz.: Jaka część ciała wzbudza w tobie największe pożądanie?

—E.Ś.: Nie mam jednej, ale jeśli intelekt można tu wymienić, to właśnie on.

—Cz.Cz.: Jak chciałabyś umrzeć?

—E.Ś.: Szybko, aby się nie męczyć. Nieraz moi pacjenci wyobrażają sobie swoją śmierć, kto przyjdzie na pogrzeb, co ludzie powiedzą, co by chcieli, aby powiedzieli. Czasem nie jest to zła rzecz, aby o tym pomyśleć. Ludzie boją się śmierci, ale śmierć jest integralną częścią życia i w którymś momencie trudno o niej nie myśleć. Wydaje mi się, że zaakceptowanie śmierci jest w sumie pozytywną rzeczą i daje poczucie, że czas nie jest czymś, co się ciągnie w nieskończoność.

W 2000 roku Elizabeth poznała Henry'ego Segerstroma w restauracji St. Regis Hotel w Nowym Jorku. Pobrali się 29 lipca tego samego roku w Nowym Jorku, po krótkim czasie znajomości. Czyli miłość od pierwszego wejrzenia. Co ciekawe, nie wiedziała, że wychodzi, za jednego z najbogatszych ludzi w południowej Kalifornii. Henry był z pochodzenia Szwedem, jego rodzice zrobili majątek w latach 30. na uprawie fasoli, ale on choć to zakrawało na lekkomyślność, a może wizjonerstwo, zaczął wysprzedawać ziemię i budować w rodzinnym Orange Country domy, apartamenty, hotele i ogromne centrum handlowe South Cost Plaza, z największymi obrotami w tej części Stanów Zjednoczonych i nowoczesne Segerstrom Center for the Arts i operę…

Wkrótce po ślubie Elizabeth szybko zaangażowała się w końcowe etapy projektowania sali koncertowej Renée i Henry Segerstrom w Costa Mesa w Kalifornii. W 2003 roku przyjęła rolę przewodniczącego sześciotygodniowego otwarcia nowej sali koncertowej i teatru Samueli, który został otwarty w 2006 roku. W tej roli zorganizowała spektakularną noc otwarcia w sali koncertowej Renée i Henry Segerstrom, koordynując występ. Udział partnerów Arts Center w wydarzeniach inauguracyjnych Orange County Performing Arts Center i jego dwudziestej rocznicy. W 2006 roku Elizabeth i Henry Segerstrom zorganizowali trzytygodniowy Festiwal Maryjski z okazji otwarcia nowej sali koncertowej w Południowej Kalifornii.

W 2007 r. uruchomili nową serię Elizabeth i Henry Segerstrom Select - artystyczną współpracę z Philharmonic Society of Orange County, która nadal zapewnia najwyższą jakość uznanych na całym świecie występów w Segerstrom Center for the Arts.

Elizabeth Segerstrom otrzymała nagrodę Golden Baton Award od Philharmonic Society of Orange County podczas ceremonii w dniu 15 maja 2011 r.

Henry i Elizabeth Segerstrom wywarli ogromny wpływ na kulturę w Orange County, od czasu jej przeprowadzki z Nowego Jorku w 2000 roku.

Henry Thomas Segerstrom zmarł 20 lutego 2015 r. w swoim domu w Newport Beach. Elizabeth kontynuuje jego dzieło wspierania sztuki, promowania artystów w Segerstorm Center for the Arts, w którym jest teatr, opera, sala koncertowa, kino.

„…Jest częścią mnie i zawsze myślę o tym, gdy kontynuuję pracę, którą rozpoczął wiele lat temu. Tego właśnie chciałby - ale także tego, w co ja wierzę i co chcę zrobić z moim życiem…” – Elizabeth Segerstrom, o nieżyjącym mężu Henryku.


PORTRAIT with HISTORY Elizabeth Segerstrom

"... We create happiness ourselves, it is an achievement of what we were aiming for or what we wanted to achieve. Happiness sometimes means accepting what life gives us, just enjoying life ... "- Elizabeth Segerstrom.


Born in Olsztyn, Elizabeth (Święcicka) Segerstrom is a doctor of psychology, entrepreneur, art philanthropist and author of books and publications.

Her father Henryk Święcicki, a lawyer after the Nicolaus Copernicus University in Toruń, was friends with Zbigniew Herbert. They wrote letters to each other for years. After studying with the wife Maryla née Filipowicz, a Polish teacher and talented editor, the Święcicki family moves to Olsztyn.

Henryk collaborated with "Głos Olsztyński", and in 1955 he joined the illustrated weekly "Panorama Północy", extremely widely read in Poland. Elżbieta recalls this time well: "... I was sitting under the table in the Olsztyn apartment, which was also an editorial office, and listened to hot conversations of interesting people ...".

When Elżbieta was fifteen, her family moved to Warsaw first. Henry took over the editorial office of the "Warsaw Cultural Informer", in which Eżbieta Maryla's mother also worked.

Father also developed his greatest passion besides journalism - painting. Strong portraits have been preserved to this day, showing traces of his wartime experiences.

In 1973, the family travels to St. St. Petersburg (Leningrad), where her father was a cultural attaché. Elżbieta is on her way to the Soviet school. She learns Russian quickly, which will be very useful in the future.


After returning, he studies psychology at the University of Warsaw. The second half of the 70s is a carefree time for her. He goes to classes, but also belongs to an artistic group that dates in the famous "Sewage". He goes to Sweden to Saxony, near Lund, he collects strawberries. He gets a scholarship in Geneva, where he studies French.

Just before martial law in December 1981, it flew through Prague to New York.

In 1981, scientific research led her to study at Yale University and later at New York University.

During the martial law in Poland, her father was arrested for active support for the Solidarity movement and died in prison without Elizabeth seeing him again.

Elizabeth received a Rockefeller Foundation scholarship to study at New York University. After graduating and receiving a doctorate, she began practicing as a therapist, using her language and organizational skills to set up the first clinic in New York that would serve immigrants from Eastern Europe in their native languages. Elżbieta speaks four languages ​​- Polish, Russian, French and English. In addition, for several years she wrote a weekly psychological column for Polish media.

In the 1980s, Elizabeth married Ian Macavoy, an investment banker. The marriage lasted for several years.

We met with Elżbieta Święcicka in the early 80's in New York. I remember and, moreover, I have pictures of how the concert was being prepared in December 1985, at the legendary New York STUDIO 54. Polish stars came to New York at the time: Maryla Rodowicz, Czesław Niemen, Małgorzata Ostrowska, Andrzej Rosiewicz ... Elżbieta was involved in the implementation of this concert, who came out brilliant, who was it knows. I spoke to Americans who came to Studio 54 during its heyday, they said it was extraordinary.

In 1991, Elizabeth Święcicka Macavoy co-authored the book with Susan Israelson, a former patient entitled "Lovesick - The Marilyn Syndrome", which became the bestseller of The New York Times and has been translated into Polish and Russian. "Love obsession - Marylin Monroe syndrome", Elżbieta Święcicka-Macavoy, brought her fame in America and Canada - women regardless of age, education, place of residence - have the same problems and problems with personality. "New York Times Book Review" wrote: "... A refreshing and perceptive book about love and obsession ...", "Publishers Weekly" wrote: "A solid and explanatory help book for women ..." and "Los Angeles Times" wrote: "... A wonderful complement for women; which they love too much. " She herself in the introduction to the Polish edition wrote: "... My book - although the name Marylin was in the subtitle - is not, however, a psychological portrait of the star. On the example of the biography of Marylin Monroe, I wanted to show the destructive power of obsessive love. The life drama of people with obsessive love is often similar to the drama of Marylin; they are usually admired people, widely recognized as attractive and talented, but despite their eternal dream of fulfillment in love, experiencing one defeat after another ... ". The book reaches the Polish market in 1994 thanks to the Twój Styl Book Publishing House and Krystyna Kaszuba edited by. and the founder of "Your Style". For years I collaborated with Krystyna Kaszuba and "Twój Styl", on January 19, 1996 in New York, I did a session of Elizabeth Macavoy, in the style of pre-war Hollywood, in the series "New Yorkers from the Vistula River". I was wondering for a long time how to photograph Elizabeth, but when I looked at Humprey Bogart, Bette Davis or Lauren Bacol ... I understood that it must be such a stylization and lighting, which suited her extraordinary beauty most.


When I came to Warsaw, Krystyna Kaszuba reminded me of the legendary editor-in-chief Tina Brown from Vanity Fair, who had something she wanted. This was the case with my photos of Jerzy Kosiński's "Masks", How Tina Brown saw my photos after Kosiński's death, she did not let them out of her hands and got them regardless of the price. I remember in Masuria I wanted to wet the beautiful Maryla Rodowicz dress at the end of the session, for photos and film made by television. The dress was expensive. I called Krystyna Kaszuba from the set and asked, - Krysia, can I immerse Rodowicz dresses in water? If necessary, please - said Kashubia. In New York magazine "Career" September / October 1996, I made a cover story with Elżbieta Święcicka, from which you can learn a lot about her, after many years of stay in New York.

—Czesław Czapliński: What do you mean by career and what does it depend on?

—Elżbieta Święcicka: Everyone understands their career differently. For me, a career is not thinking about it, but doing what you want, because then you want to do well and there is motivation for it.

—CzC: Do you think you have made a career?

—E.Ś .: I never thought about it. It's more like people. The fact that I am in New York and do what I do seemed completely normal to me. But when I come to Poland and look at people who studied with me. In ten years, I have done many other things and they still work in the same clinic. I don't know if this is a career?

—Cz. Cz .: Is it pleasant for you to be a public figure?

—E.Ś .: Yes, but sometimes it is troublesome. When I was looking for a flat in Warsaw recently, I was asked if I was a New York psychologist.

—CzCz .: Do you have any complexes?

—E.Ś .: Full. Sometimes it seems to me that I do too little, sometimes that I look bad.

—Cz. Cz .: How do you deal with them?

—E.Ś .: I explain to myself, as do my patients, that something can always go wrong. I think I have fewer complexes now than I was when I was younger. I was very shy. Now, when I was to appear in well-known TV programs, I was in a psychiatric hospital before the program itself. After the program, which went really well, it was normal.


—Cz.Cz .: What do you value most in women?

—E.Ś .: Self-esteem. I must admit that I am becoming more and more convinced of women. Before, I had better contacts with men. I didn't have many women friends; who can be themselves. In America, women unnecessarily compare themselves to men, making them aggressive, emancipated, unhappy. Polish women have a natural sensitivity, they don't have a curvature that if you are not like a man, he will treat us badly. The ability to have sex is to be a woman and be yourself. In Poland, one lives with grandmothers and children. From a psychological point of view, it is impossible not to be in a relationship, because you have to share with someone, trust someone, this is the basis of life. If people don't know it, they're not normal and happy because they can't be.

—Cz.Cz.: What do you value most in men?

—E.Ś .: Tolerance and reason. I can't be with men who are not intelligent. I value people who have their own world. An important feature for me is the culture of everyday life. I hate stingy people, stinginess is one of the psychological traits that is most difficult to change. I have never met people who are stingy and can enjoy life, it all connects and moves to life. -—Cz. Cz .: What do you mean by happiness?

—E.Ś .: We create happiness ourselves, it is an achievement of what we were aiming for or what we wanted to achieve. Happiness sometimes means accepting what life gives us, just enjoying life.

—Cz. Cz .: Do you think you are happy?

—E.Ś .: I try not to give up because I have a deal with me that if I'm unhappy for a while. I will cry, and the next day, the end, closed chapter and forward. I am convinced that the so-called failures are important turning points in life. I learned that if something goes wrong, maybe you should quit and do something else. Maybe the moment is not good, instead of doing something different.

—Cz. Cz .: Who can you stand?

—E.Ś .: Bitter, scanty, petty people and those who are not open to life, devotion, hypocrisy.

—Cz. Cz .: What is your favorite activity?

—E.S .: I enjoy working with patients and moments of feeling I have contact with something that is important.

—Cz. Cz .: What do you dislike doing?

—E.Ś .: I don't like sitting around for hours on papers, bills, reports. I certainly couldn't be an accountant.

—Cz. Cz .: What do you consider your greatest achievement?

—E.Ś .: I remember when I was a child, I went to the beach with my aunt to Władysławowa and I helped her solve various problems she had, including love ones. I was probably twelve then. My mother felt that it would be of no use to me because I was not eager to go to work. When I studied in Switzerland, they told me that I would never be able to work in the United States as a psychologist. I even accepted that I would have to do something different. When I accidentally found myself in the United States, everything changed and it turned out to be possible. When I later wondered if I could write a book in English, it also seemed impossible to me at first.

—Cz. Cz .: What is your biggest failure?

—E.Ś .: I am not disciplined when it comes to playing sports and everyday physical exercise.

—Cz. Cz .: What is money for you?

—E.Ś .: Freedom is to share them and have a sense of satisfaction. I learned it years later, because in my house there was as much money as it was, and it was spent. When I came to the States I didn't know how to write a check, how to use a credit card, etc. I learned that money is a reflection of work. On the other hand, I know that money doesn't bring happiness.

—Cz. Cz .: What place does sex have in your life?

—E.Ś .: Important, but when the person I am with is important. I belong to a group of happy or unhappy people, who prefers that sex is not important in itself. There must be emotional involvement with the person. If I don't like someone, it doesn't exist for me. No one knows how handsome a guy is, if he's stupid, I don't care much. Relationship sex is very important, it is a field of communication with the person and is important in the context of the entire relationship. It makes me laugh when people say that the whole relationship is tragic, but sex is excellent. It is not important for these people that someone breaks them from morning to night, and then pulls them into bed and is sensational. I think men have a different attitude than women have sex.

—Cz. Cz .: What is your craziest idea?

—E.Ś .: I only have crazy ideas.

—Cz. Cz .: What did life teach you?

—E.Š .: I don't accept anything as a solution, it means nothing to me.

—Cz.Cz.:What are you most afraid of?

—E.Ś .: Snakes. When I was a child, my parents went to the forester's lodge. The boys, wanting to do something funny, put three or four grass snakes in my bed. I will remember to death how they wrapped around my neck. When I go to the forest, I look at the snakes in horror.

—CzCz.: What is the best feature of your character?

—E.Ś .: If I get angry, I immediately say what is on my heart and I have no offense.

—Cz.Cz .: What irritated you most about your mother?

—E.Ś .: My mother is my adversity. He cares about everything. Everything is impossible to do, everything must be well organized. As a child, my mother upset me that she cleaned the housekeeper before coming, saying what she would think. I still remember when I come and she starts cleaning up. It changed a little after my father's death.

—Cz.Cz .: What irritated you most about your father?

—E.Ś .: It's weird but hospitality. I look at it now with affection, because I see that he had the joy of life. There was a constant party at home. Grandmother, brought up in the Lithuanian region, could not get used to the realities of the postwar period. For example, when she did kalduny, and there were five men in the house, she thought that everyone should eat a hundred, what a man eats only twenty. The parties were nice, but I remember from my childhood when a dog barked at four in the morning, it was the first signal that my father, after drinking alcohol, showed that our dog could sit down, and then I was shown. Sometimes as a child I went to sleep in a dress and shoes to be ready to show off to guests. The second misfortune was in my childhood my cousin Mirek Swięcicki from "Piwnica pod rams", when he arrived, there were crowds of girls who called him, did he arrive when he was, etc. Champagne was pouring, everyone was going crazy, and I was somewhere between those guests. It was quite tiring and I hated it.

—Cz. Cz .: What do you associate with childhood?

—E.Ś .: With an open house, which I have already mentioned. I wanted to have siblings, but my parents couldn't because they had a blood conflict, so I brought some children home. I grew up in a large apartment in Olsztyn, my father was an editor. We went to parties. I have always been very grown-up, I analyzed everything and thought about everything.

—CzC: If you could be born again, who or what would you like to be?

—E.Ś .: Maybe a man to see how it is from the other side.

—Cz. Cz .: What would you do if you found out that you still have a year to live?

—E.Ś .: I would probably do what I want. I think that many diseases come from the fact that people do what they hate and force themselves. There is a theory in the United States about people who have come out of cancer that it has helped them to forget about the disease and enjoy life. The creator of this theory, an American psychologist, became interested in people who were 2-3 weeks old when medicine said the end of possibilities. He rented a hall for 5,000 people, sent invitations, expected that at least four thousand people would come, offering a chance to live. Twelve came. He started working with them, later he had a larger group of 50 people. As it turned out, 80 percent of this group came out of the cancer, they didn't focus on dying. This is the biggest motivation to win the disease.

—Cz. Cz .: What is your favorite animal?

—E.Ś .: I like dogs, although I've never had a dog at home.

—CzCz .: How do you spend your free time most often?

—E.Ś .: I like reading, traveling.

—Cz. Cz .: When do you happen to lie?

—E.Ś .: I try not to lie because I think it always comes out. On the other hand, I do not like people to say something unpleasant and if someone calls with whom I do not want to make an appointment and I do not talk about it directly.

—Cz. Cz .: What part of the body evokes the greatest desire in you?

—E.Ś .: I don't have one, but if the intellect can be mentioned here, it's him.

—CzC: How would you like to die?

—E.Ś .: Quick not to get tired. Sometimes my patients imagine their death, who will come to the funeral, what people will say, what they would like them to say. Sometimes it's not a bad thing to think about it. People are afraid of death, but death is an integral part of life and at some point it is difficult not to think about it. It seems to me that accepting death is actually a positive thing and gives the feeling that time is not something that goes on forever.

In 2000, Elizabeth met Henry Segerstrom at the St. Regis Hotel in New York. They married on July 29 the same year in New York, after a short relationship. So love at first sight. Interestingly, she didn't know she was marrying one of the richest people in southern California. Henry was of Swedish descent, his parents made a fortune in the 1930s on bean cultivation, but although it seemed reckless or visionary, he began to sell the land and build houses, apartments, hotels and the huge South Cost shopping center in his hometown of Orange Country Plaza, with the highest turnover in this part of the United States and a modern Segerstrom Center for the Arts and opera ... Soon after the wedding, Elizabeth quickly became involved in the final stages of designing the concert hall Renée and Henry Segerstrom in Costa Mesa, California. In 2003, she assumed the role of chairman of the six-week opening of a new concert hall and the Samuela Theater, which was opened in 2006. In this role, she organized a spectacular opening night in the concert hall Renée and Henry Segerstrom, coordinating the performance. Participation of Arts Center partners in the inaugural events of the Orange County Performing Arts Center and its twentieth anniversary. In 2006, Elizabeth and Henry Segerstrom organized a three-week Marian Festival to mark the opening of a new concert hall in Southern California. In 2007, they launched the new series Elizabeth and Henry Segerstrom Select - an artistic collaboration with the Philharmonic Society of Orange County, which continues to provide the highest quality of world-recognized performances at the Segerstrom Center for the Arts. Elizabeth Segerstrom received the Golden Baton Award from the Philharmonic Society of Orange County at a ceremony on May 15, 2011. Henry and Elizabeth Segerstrom have had a huge impact on culture in Orange County since it moved from New York in 2000. Henry Thomas Segerstrom died on February 20, 2015 at his home in Newport Beach. Elizabeth continues his work of supporting art, promoting artists at the Segerstorm Center for the Arts, which includes a theater, opera, concert hall, and cinema.


“…He’s very much a part of me, and always on my mind as I carry on the work he began many years ago. It’s what he would have wanted — but it’s also what I believe in and what I want to do with my life…” – Elizabeth Segerstrom, about the late husband Henry.


  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon