Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Dorota Stalińska


„…Do ludzi trzeba się uśmiechać. Jeśli wychodzisz do nich z uśmiechem, oni ci ten uśmiech oddadzą. Gdy się uśmiechasz, świat od razu jest lepszy. W Ameryce na pytanie „Jak się masz?” odpowiada się „dobrze” i przechodzi do rozmowy. W Polsce pytamy: „Co słychać?” i słyszymy: „Beznadziejnie bracie. Dno, kompletne dno. Żona na bezrobociu, ja na bezrobociu, babcia w ciąży, kotka w gipsie, pies w azylu. Dno! A u ciebie?…” – Dorota Stalińska.

Dorota Janina Stalińska (ur. 1 czerwca 1953 w Gdańsku) – aktorka teatralna i filmowa. 

Absolwentka III Liceum Ogólnokształcącego im. Bohaterów Westerplatte w Gdańsku (rocznik 1972). W 1976 ukończyła PWST w Warszawie. Grała w „Teatrze na Woli” (1976–1981), role grane tam, zaliczono jej jako dyplomowe. Laureatka prestiżowych nagród, m.in. Nagrody im.Zbyszka Cybulskiego tygodnika „Ekran”. W 1976 debiutowała w filmie („Człowiek z marmurau”). W 1980 roku związała się z Barbarą Sass i zagrała główną rolę w filmie „Bez miłości”, za którą otrzymała tzw. polskiego Oscara czyli „Złote L"” na Festiwalu Filmów w Gdańsku. U Barbary Sass zagrała jeszcze trzy główne role w „Debiutantkach” (1981), „Krzyku” (1983) i „Historii niemoralnej” (1990). Przyniosło jej to kolejne nagrody, ponownie „Złote Lwy” za rolę w filmie „Krzyk”, nagrodę w San Sebastian, nagrodę publiczności dla najlepszej aktorki w Polsce, nagrodę Zbyszka Cybulskiego.

Od 1981 roku, kiedy opuściła „Teatr na Woli”, sama organizuje sobie wstępy, reżyseruje i pisze przedstawienia.

„…Buduję swoje monodramy na trochę innej zasadzie niż inni. Dla mnie monodram to pełny spektakl teatralny – z dramaturgią, zmianą miejsca akcji, przenoszeniem się w czasie, zmianą kostiumu. Wszystko to, co dzieje się w teatrze. Przy czym mam do dyspozycji tylko siebie…” – Dorota Stalińska.

W 1986 r. zagrała w filmie Menachem Golana „Hanna's War”, gdzie "korzystała swoje umiejętności woltyżerskie i kaskaderskie.

W 2001, podczas VI Festiwalu Gwiazd w Międzyzdrojach, odcisnęła swoją dłoń na Promenadzie Gwiazd.

Wydała trzy tomiki wierszy: Pożyczone natchnienieNiewierny czas i Agape.

W latach 1994–1998 zasiadała w Radzie Miasta Milanówka, była też radną Sejmiku Samorządowego Województwa Warszawskiego. W 2014 została radną Sejmiku Województwa Mazowieckiego z ramienia PSL. W 2018 nie została ponownie wybrana do sejmiku. W 2019 objęła mandat jako kolejna osoba z listy, zastępując wybraną do Sejmu Bożenę Żelazowską.

Jest trzecią osobą spośród Polaków, obok Lecha Wałęsy i Jana Pawła II, których zdjęcia pojawiły się na okładce amerykańskiego tygodnika „Newsweek”. We wrześniu 1984 tygodnik ten opublikował materiał o światowej popularności fitnessu.

Jest córką prof. Janusza Stalińskiego, rektora Politechniki Gdańskiej i Karoliny z domu Bochniewicz (1920–1979). Była żoną aktora Krzysztofa Kołbasiuka. Ma syna, Pawła (ur. 21 maja 1989 w Warszawie), z którym mieszka w Milanówku.

Występowała m.in w filmach: „Najważniejszy dzień życia” (1974), „Człowiek z marmuru” (1976), „Niedzielne dzieci” (1976), „Ślad na ziemi” (1978), „Wesela nie będzie” (1978), „…droga daleka przed nami…” (1979), „Bez miłości” (1980), „Białe tango” (1981), „Debiutantka” (1981), „Miłość ci wszystko wybaczy” (1981), „Hanka Ordonówna Wahadełko” (1981), „Krzyk” (1982), „Lata dwudzieste… lata trzydzieste… (1983), „Seksmisja” (1984), „Ga, ga. Chwała bohaterom” (1985), „Dziewczęta z Nowolipek” (1985), „Temida” (1985), „Wyrównanie rachunku” (1987), „Dekalog III” (1988), „Męskie sprawy” (1988), „Historia niemoralna” (1990), „Ferdydurke” (1991), „Eukaliptus” (2001), „Na dobre i na złe” (2002), „M jak miłość” (2003-2004), „Ryś” (2007), „Piksele” (2009), „Milczenie jest złotem” (2011), „Świat Walerego” (2013), „Obywatel” (2014), „Koniec świata, czyli kogel-mogel 4” (2021). Odznaczona Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2013). Nagrody filmowe m.in. Nagroda na XIII Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Jednego Aktora w Toruniu za monodram Żmija (1978), Nagroda na XIV Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Jednego Aktora w Toruniu za monodram Utracona cześć Katarzyny Blum według Heinricha Bolla (1979), Pierwsze miejsce w Przeglądzie Piosenki Aktorsko-Literackiej (1979), Brązowe Lwy Gdańskie na 7. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdańsku za najlepszą główną rolę kobiecą w filmie „Bez miłości” w reż. Barbary Sass (1980), Nagroda im. Zbyszka Cybulskiego za najlepszy debiut (1981), Międzynarodowy Festiwal Filmowy w San Sebastian nagroda CIDALC za rolę w filmie „Krzyk” w reż. Barbary Sass (1983), Międzynarodowy Festiwal Filmowy w San Sebastián nagroda CAALA za rolę w filmie Krzyk (1983), Brązowe Lwy Gdańskie na IX Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdańsku za najlepszą główną rolę kobiecą w filmie Krzyk (1984), Złota Kaczka dla najlepszej aktorki (1984), Nominacja do nagrody za najlepszą główną rolę kobiecą na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych za film „Historia niemoralna” (1990), Złota Kaczka dla najlepszej aktorki – dwukrotnie (1984 i 1991), Srebrny As (1996). W końcu kwietnia 1991 r. spotkałem się w Nowym Jorku z Dorotą Stalińską i umówiłem na zdjęcia 1 maja na Broadwayu, bo gdzie mogłem się spotkać z aktorką jak nie na Broadwayu. Aby było nietypowo, przyszła ze swoim synem, który wówczas miał niecałe dwa lata.

Czesław Czapliński - Dorota Stalińska kobieta-teatr – nowojorski magazyn „Kariera” czerwiec 1991:

Dorota Stalińska, która niedawno otrzymała „Złotą Kaczkę” za rok 1990, jako najpopularniejsza aktorka w Polsce, na drugi dzień przyleciała do Nowego Jorku. Kiedy weszła do redakcji KARIERY, po szybkim przywitaniu się zapytała — czy po prawej stronie ulicy można parkować?

–Trudno definitywnie powiedzieć — odparłem.

–Ale tam stoją inne samochody.

–To jeszcze nic nie znaczy, nawet jeśli nie ma tablicy zakazu. Najgorsze, co może się stać, to że zabiorą samochód i później trzeba go wykupić za co najmniej 150 dolarów.

–Nie może mnie to spotkać, gdyż nie mam dokumentów samochodu, których mi koleżanka nie zostawiła. Chyba przeparkuję samochód.

Po kilku dniach pobytu w Nowym Jorku Stalińska sama jeździ samochodem. Po naszym spotkaniu wybiera się na lotnisko, aby odebrać przylatującego z Kanady syna. Wspominam o tym, gdyż wielu ludzi, nawet urodzonych w Stanach Zjednoczonych, przyjeżdżając na Manhattan zostawia samochód na parkingu.

–Następnego dnia spotkałem się z nią w barze na Broadwayu. Powiedziała z nutą goryczy — zabrali mi samochód. I tak zaczęliśmy rozmowę.

—Czesław Czapliński: Kiedy zainteresowała się pani aktorstwem?

—Dorota Stalińska: O tym, że będę aktorką, wiedziałam od trzeciego roku życia.

—Cz.Cz.: Jak to możliwe?

— D.S.: Rodzice opowiadali mi, że wszystkim odpowiadałam na pytanie, kim chcę być w przyszłości — aktorką. Czyli na dzisiejszą pozycję w Polsce pracuję już trzydzieści lat, gdyż zaczęłam występować mając lat siedem. Należałam do wzorcowego zespołu dziecięcego w Staromiejskim Domu Kultury w Gdańsku, gdyż stamtąd pochodzę. Pamiętam, jak jeździliśmy na pierwsze występy do innych szkół. Związana byłam z tą grupą do siedemnastego roku życia. W liceum związałam się z teatrem studenckim w Gdańsku „Humbug”. Mam chyba w sobie bakcyla aktorskiego. Głęboko wierzę, że w aktorstwie potrzebna jest ogromna doza szczęścia, dużo talentu, ale również coś takiego, co jest pomazaniem bożym. Mówię młodzieży studenckiej, że jeśli ktoś nie ma w sobie imperatywu uprawiania tego zawodu, to powinien wybrać inny, bo ten jest piekielnie ciężki i niedochodowy w naszym kraju.

—Cz.Cz.: Po liceum poszła pani do Szkoły Teatralnej w Warszawie?

—D.S.: Zdałam bez problemu na jednej z pierwszych pozycji. I wszystko, co do tej pory było moim hobby, stało się moim obowiązkiem, to był fantastyczny moment. Uczyli mnie Tadeusz Łomnicki, potem Gustaw Holoubek, Zofia Mrozowska, nasi wybitni aktorzy. Dużo się od nich nauczyłam i dlatego okres studiów był fascynujący. Szkoła Teatralna daje olbrzymie możliwości, można dyskutować, czy kształcenie w szkołach artystycznych jest słuszne, czy jest za mało, czy za dużo teorii. Można z niej wynieść tyle, ile się chce wynieść, tzn. można po zajęciach obowiązkowych przygotowywać swoje indywidualne rzeczy i dyskutować.

—Cz.Cz.: Jeszcze w czasie studiów związała się pani z Teatrem na Woli?

—D.S.: Tak się złożyło, że nasz rektor prof. Tadeusz Łomnicki, organizował nowy teatr właśnie na Woli i wziął grupę młodzieży po trzecim roku studiów. Ja byłam w tej grupie. Przygotowywaliśmy „Pierwszy dzień wolności” na premierę i na otwarcie tego teatru. Tam zdobyłam wiele doświadczenia, gdyż pierwsze kroki na scenie są niebywale trudne, człowiek ma dziesięć rąk i nóg, z którymi nie bardzo wiadomo co zrobić.

—Cz.Cz.: Wyprzedziła pani tym swój rocznik.

—D.S.: Tak. Kiedy moi koledzy dobijali się o angaże i robili pierwsze kroki na scenie, ja byłam już zawodową aktorką. Prowadzili mnie Łomnicki i Wajda. A jednocześnie zabrałam się za przygotowanie swojego własnego monodramu, bo w teatrze czegoś mi brakowało. Brakowało mi ponoszenia pełnej odpowiedzialności od początku do końca za to, co się dzieje na scenie. W monodramie ja piszę teksty, reżyseruję, gram i wiem, czy moje myślenie się sprawdza w konfrontacji z widownią. Monodramy, które zrobiłam, grałam po kilka tysięcy razy z dużym powodzeniem i one nauczyły mnie chyba najwięcej, bo to duży sprawdzian utrzymać przez kilkadziesiąt minut bez przerwy widza w napięciu. Widownię, która nie jest oddzielona rampą, światłami od aktora, formą czwartej ściany. Ja patrzę w oczy z odległości metra. Muszę widzów przekonać, że historia, którą opowiadam, jest prawdziwa i to było wielkie doświadczenie. Zresztą zdarzyło się masę prześwietnych przygód, gdy jeszcze nie byłam znaną aktorką. Grałam w wielu dziwnych miejscach, w klubach robotnika, w klubach robotniczych. Zdarzało się, że najpierw musiałam rozegrać trzy mecze ping-ponga, bo to interesowało tubylców, a dopiero jak wygrałam, to oni przyśli na moje przedstawienie.

—Cz.Cz.: Może zagra pani teraz z prezydentem Wałęsą?

—D.S.: Myślę, że on i bez tego przyjdzie na moje przedstawienie. Objechałam cały kraj, mając poczucie misji niesienia zawodu aktorskiego w naród i grałam w miejscach, w których często po raz pierwszy widziano żywego aktora. Nie bałam się przebierania między skrzynkami po oranżadzie w klubie rolnika Tymiatycze Małe czy Wielkie. Nie zapomnę do końca życia, jak tłum ludzi reaguje w czasie przedstawienia. Dziś, mimo że jestem starsza, również chętnie wszędzie jadę, tam gdzie ludzie potrzebują tego. Oczywiście, jestem już mniej odporna na brak podstawowego komfortu.

—Cz.Cz.: Z zawodowym teatrem rozstała się pani w 1980 r.?

—D.S.: Tak, wzięłam na siebie ogromne ryzyko. Zaczęłam działać według zasad, które dziś w Polsce stają się normalne. Pracuję na własny rachunek.

—Cz.Cz.: Jakie były tego przyczyny?

—D.S.: Troszkę względy osobiste. Po dwu latach pracy w filmie, bardzo intensywnej, wróciłam do teatru i tam poczułam, że umieram. Od 10 do 14 przerwa na pączka, kawa, herbata, wszystko wolno posuwa się do przodu. Był to również taki czas, że toczyły się walki o demokrację w teatrze. Uważam, że o demokracji w teatrze trudno jest mówić, bo zawsze są osoby wybitne i mniej wybitne i nie może być tak, aby każdy był równy. A już zupełnie nie do przyjęcia było to, aby słabi aktorzy obsadzani byli w głównych rolach tylko dzięki przynależności do organizacji.

Ostatecznie zdecydowałam się na wyjście z teatru dlatego, że wiedziałam, iż nie tracę kontaktu z widzem. Bo ustalmy, że teatr to jest sprzężenie widza i aktora. A to, czy ja jestem sama na scenie, czy nas jest stu, to nie ma znaczenia.

Od lat uprawiam jogę. Joga kilkakrotnie uratowała mi życie w wypadkach samochodowych, bo gdybym nie stała codziennie na głowie, to pewnie miałabym złamany, a nie zwichnięty kręgosłup. Joga to nie tylko zestaw pewnych ćwiczeń, ale także pewna filozofia. Nie jestem i nie byłam fanatyczką niczego, natomiast można z jogi wyciągnąć tyle, ile potrzeba, do zachowania pewnej pogody ducha. Można się nauczyć sztuki interpretowania zjawisk, które zachodzą wokół nas na naszą korzyść. A poza tym wierzę, że człowiek wydziela ogromną ilość energii i im pozytywniejszą wydziela z siebie, tym pozytywniejszą otrzymuje. Czyli moja wiara w osiągnięcie jakiegoś sukcesu czyni, że wiele zdarzeń naokoło zmierza w kierunku mojego sukcesu.

—Cz.Cz.: Dlaczego jako jedyna polska aktorka znalazła się pani na okładce NEWSWEEKA?

—D.S.: W Polsce jestem znana jako najbardziej wysportowana aktorka. Nurkowałam wyczynowo, gram w tenisa, jeżdżę konno, uprawiam woltyżerkę, sporty zimowe i jestem ogromną propagatorką sportu. Uważam, że ludzie w Polsce za mało się ruszając. Był to moment, kiedy polska telewizja poprosiła mnie, abym poprowadziła kursy aerobiku w TV, tak jak na świecie Jane Fonda. Z tego powodu znalazłam się na okładce NEWSWEEKA w reportażu, jak gwiazdy ustosunkowują się do ćwiczeń. Będę robiła kolumnę w magazynie tygodniowym „To Ty” na tema ruchu: jak ruch, jak joga może pomóc zachować sprawność fizyczną i psychiczną.

—Cz.Cz.: Jakie ma pani plany?

—D.S.: Planuję Oscara, który myślę — jest dla mnie przeznaczony. To jeśli chodzi o plany bardziej odległe. Otrzymałam jako najpopularniejsza aktorka drugą już „Złotą Kaczkę”, szkoda tylko, że nie jest ona ani złota, ani nie znosi złotych jajek.

—Cz.Cz.: Oscar też nie jest złoty.

—D.S.: Ale Oscar pociąga za sobą pewne propozycje, za którymi stoją pieniądze. Natomiast „Złota Kaczka” poza tym, że nie jest złota, nie powoduje żadnych konsekwencji. Za rolę, za którą ją dostałam, grając z małym dzieckiem przy piersi przez pół roku, dostałam w styczniu ubiegłego roku 4,5 miliona złotych. Fakt, że był to ostatni film, na moje nieszczęście robiony na podstawie starych zasad rozliczeniowych. W tej chwili przyjeżdżają do Polski reżyserzy zagraniczni robiąc w Polsce koprodukcje, tylko dlatego, że jest bardzo tanio. Aktorów w Polsce można tanio kupić, a ja myślę, że za profesjonalizm pora zacząć płacić.

—Cz.Cz.: W teatrze też jest tragicznie.

—D.S.: O teatrze lepiej nie mówić, bo uznany aktor, który ma 20-30 lat doświadczenia, zarabia mniej niż niania mojego dziecka. Mnie ta sytuacja nie zaskoczyła, gdyż z teatru wyszłam dziesięć lat temu, na swoje. Dziś aktorzy, którzy są zwalniani, a teatry zamykane, muszą robić to, co ja kiedyś.

—Cz.Cz.: Wszędzie jeździ pani ze swoim synem. Teraz też przyjechała z nim pani do Nowego Jorku. Czy nie przeszkadza w karierze?

—D.S.: Mój syn ma niecałe dwa lata i sama go wychowuję, cały czas pracując. Jeśli się chce, można wszystko pogodzić, polega to na dobrej organizacji, a nie na wielkich pieniądzach.

—Cz.Cz.: W czasie swego pobytu w Nowym Jorku chce pani wystąpić dla Polonii?

—D.S.: Chcę pokazać swoje najnowsze przedstawienie „Próba”. Premiera odbyła się w lutym na przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu i zaraz po tym wyjechałam. Czyli nie było jeszcze premiery warszawskiej, a będzie premiera nowojorska, tylko jedno przedstawienie. Na jesieni przyjadę ponownie, bo chcę pozyskać również publiczność amerykańską. Grałam już swoje przedstawienia po angielsku w Londynie i jeśli byłam w stanie zagrać „Żmiję”, która jest niezwykle trudna językowo, to myślę, że z tym przedstawieniem nie będę miała problemu. Problem jest tylko taki, jak przetłumaczyć tekst, aby coś, co jest śmieszne w języku polskim, było zrozumiałe i zabawne tutaj. W Nowym Jorku zorientowałam się, że przejechać przez to miasto samochodem to tak, jak przejechać przez cały świat. Ludzie na ulicy są bardzo otwarci, to jest kraj, który lubi ludzi sukcesu, pewnych siebie. Myślę też, że im mniej człowiek sam się czuje zagubiony w tym mieście, tym mniej zagubiony będzie w ogóle. Jeżeli ktoś wychodzi z uśmiechem do drugiego człowieka, ma większe szanse uśmiech otrzymać w zamian.

„…Fakt. Cały świat stanął na głowie. Zwariował na punkcie pieniędzy i posiadania. Pędzi gdzieś bez opamiętania. Dla równowagi raz dziennie, codziennie od 20 lat, staję na głowie… i wtedy wszystko, co stoi na głowie, z tej pozycji wygląda normalnie… Ale tak serio… To oprócz stawania na głowie, trzeba sobie radzić w inny sposób. Trzeba wypracować dobry sposób myślenia. Największą sztuką jaką posiadłam w życiu, jest sztuka interpretowania negatywnych zjawisk na swoją korzyść… co wszystkim polecam. Jak cię rzuci narzeczony, to zamiast wyrywać sobie włosy z głowy, pomyśl: „Bardzo dobrze, że mnie rzucił! Bo jeśli mnie rzucił, to po pierwsze, – nie był mnie wart, a po drugie – ustąpił pola następnemu, który przyjdzie i być może będzie lepszy”. Gwarancji oczywiście nie ma, ale trzeba próbować. Przede wszystkim jednak trzeba kochać życie, siebie i innych ludzi, próbować realizować swoje własne marzenia i być wiernym swoim wartościom. Cieszyć się każdym dniem. Niejeden powie, że to banały. Nie są to jednak banały dla osoby, która otarła się o śmierć. Życie darowano mi pięciokrotnie i każdego dnia dziękuję za każdy przeżyty dzień… Za to, że ja i mój syn jesteśmy zdrowi i że mamy siebie…” – Dorota Stalińska.

PORTRAIT with HISTORY Dorota Stalińska

“… You have to smile at people. If you go out to them with a smile, they will give you that smile back. When you smile, the world is instantly better. In America, the question "How are you?" one answers "okay" and goes on to the conversation. In Poland, we ask: "What's up?" and we hear: "Hopeless brother. Bottom, bottom complete. My wife is unemployed, I am unemployed, my grandmother is pregnant, a kitten in plaster, a dog in an asylum. Bottom! And with you?… ”- Dorota Stalińska.

Dorota Janina Stalińska (born June 1, 1953 in Gdańsk) - a theater and film actress.

A graduate of the 3rd High School of General Heroes of Westerplatte in Gdańsk (born in 1972). In 1976, she graduated from the PWST in Warsaw. She played in "Teatr na Woli" (1976–1981), the roles played there were counted as graduation. Winner of prestigious awards, incl. Zbyszek Cybulski Awards of the weekly "Ekran". In 1976, she made her film debut (Man of Marble). In 1980, she became involved with Barbara Sass and played the main role in the film "Without Love", for which she received the so-called Polish Oscar or "Złote L" at the Film Festival in Gdańsk. With Barbara Sass she played three more main roles in "Debutants" (1981), "Scream" (1983) and "Historia immoral" (1990). This brought her further awards , again "Golden Lions" for the role in the film "Scream", an award in San Sebastian, the audience award for the best actress in Poland, the Zbyszek Cybulski award.

Since 1981, when she left "Teatr na Woli", she organizes introductions, directs and writes performances herself.

“… I build my monodramas on a slightly different basis than others. For me, a monodrama is a full theatrical performance - with drama, changing the setting, traveling in time, changing costumes. Everything that happens in the theater. And I only have myself at my disposal… ”- Dorota Stalińska.

In 1986, she starred in Menachem Golan's "Hanna's War" where she "used her vaulting and stunt skills. In 2001, during the 6th Festival of Stars in Międzyzdroje, she left her hand on the Promenade of Stars. She has published three volumes of poetry: Borrowed inspiration, Niewierny Czas and Agape.

In the years 1994–1998 she was a member of the Milanówek City Council, she was also a councilor of the Self-Government Parliament of the Warsaw Province. In 2014, she became a councilor of the Mazowieckie Voivodeship Sejmik on behalf of the PSL. In 2018, she was not re-elected to the regional council. In 2019, she took the seat as the next person on the list, replacing Bożena Żelazowska, elected to the Sejm.

He is the third person among Poles, next to Lech Wałęsa and John Paul II, whose photos appeared on the cover of the American weekly "Newsweek". In September 1984, this weekly published material about the worldwide popularity of fitness.

She is the daughter of prof. Janusz Staliński, rector of the Gdańsk University of Technology and Karolina née Bochniewicz (1920–1979). She was the wife of actor Krzysztof Kołbasiuk. She has a son, Paweł (born May 21, 1989 in Warsaw), with whom she lives in Milanówek.

She appeared in the films: "The most important day of life" (1974), "Man of marble" (1976), "Sunday children" (1976), "Ślad na świat" (1978), "Weddings will not" (1978) , "... the road is far ahead of us ..." (1979), "Without love" (1980), "White tango" (1981), "Debutante" (1981), "Love will forgive you everything" (1981), "Hanka Ordonówna Wahadełko. "(1981)," Scream "(1982)," Twenties ... thirties ... (1983), "Sexmission" (1984), "Ga, ga. Glory to the Heroes (1985), Girls from Nowolipki (1985), Themis (1985), The Equation of Calculus (1987), The Decalogue III (1988), Men's Matters (1988), Immoral History "(1990)," Ferdydurke "(1991)," Eukaliptus "(2001)," For good and for bad "(2002)," M jak miłość "(2003-2004)," Ryś "(2007)," Piksele "(2009)," Silence is golden "(2011)," The World of Valery "(2013)," Citizen "(2014)," The end of the world, or kogel-mogel 4 "(2021).

Decorated with the Silver Medal for Merit to Culture - Gloria Artis (2013).

Film awards incl. Prize at the 13th National Festival of One Actor Theaters in Toruń for the monodrama Żmija (1978), Prize at the 14th National Festival of One Actor Theaters in Toruń for the monodrama Lost in Honor of Katarzyna Blum based on Heinrich Boll (1979), First place in Przegląd Piosenki Aktorsko-Literacka (1979) ), Gdańsk Bronze Lions at the 7th Polish Film Festival in Gdańsk for the best leading female role in the film "Without Love", dir. Barbara Sass (1980), Zbyszek Cybulski for the best debut (1981), San Sebastian International Film Festival CIDALC award for the role in the film "Scream", dir. Barbara Sass (1983), San Sebastián International Film Festival CAALA award for the role in the film The Scream (1983), Gdańsk Bronze Lions at the 9th Polish Film Festival in Gdańsk for the best leading female role in the film The Scream (1984), Golden Duck for the best actresses (1984), Nomination for the best leading female role at the Polish Film Festival for the film "Immoral History" (1990), Golden Duck for Best Actress - twice (1984 and 1991), Silver Ace (1996).

At the end of April 1991, I met Dorota Stalińska in New York and arranged for photos on Broadway on May 1, because where I could meet the actress if not on Broadway. To make it unusual, she came with her son, who was then less than two years old.

Czesław Czapliński - Dorota Stalińska woman-theater - New York magazine "Kariera" June 1991:

Dorota Stalińska, who recently received the "Golden Duck" for 1990, as the most popular actress in Poland, flew to New York the next day. When she entered the CAREER office, after a quick greeting, she asked - is it possible to park on the right side of the street?

–"It's hard to say for sure," I said.

–But there are other cars there.

“It still doesn't mean anything, even if there is no prohibition board. The worst that can happen is that they take the car and then have to buy it for at least $ 150.

– It cannot happen to me because I do not have car documents, which my friend did not leave me. I think I'll rearrange the car.

After a few days in New York, Stalinska drives a car alone. After our meeting, he goes to the airport to pick up his son arriving from Canada. I mention this because many people, even those born in the United States, leave their car in the parking lot when they come to Manhattan.

“The next day I met her at a Broadway bar. She said with a hint of bitterness - they took my car. And so we started the conversation.

—Czesław Czapliński: When did you become interested in acting?

—Dorota Stalińska: I knew that I would be an actress from the age of three.

—Cz.Cz .: How is that possible?

–D.S .: My parents told me that I answered the question of who I wanted to be in the future - an actress. So I have been working for today's position in Poland for thirty years, because I started performing at the age of seven. I belonged to an exemplary children's team in the Staromiejski Dom Kultury in Gdańsk, because that's where I come from. I remember going to our first shows at other schools. I was associated with this group until I was seventeen. In high school, I became involved with the student theater in Gdańsk "Humbug". I think I have the acting bug in me. I strongly believe that acting requires a great deal of happiness, a lot of talent, but also something that is God's anointing. I tell the student youth that if someone does not have the imperative to practice this profession, he should choose another one, because this one is hellishly difficult and unprofitable in our country.

—Cz.Cz .: After high school, did you go to the Theater School in Warsaw?

—D.S .: I passed without any problems in one of the first positions. And everything that has been my hobby so far has become my duty, it was a fantastic moment. Tadeusz Łomnicki taught me, then Gustaw Holoubek, Zofia Mrozowska, our outstanding actors. I learned a lot from them and that is why the period of studies was fascinating. The Theater School offers enormous opportunities, it is debatable whether education in art schools is right, whether there is too little or too much theory. You can take as much as you want to get out of it, i.e. you can prepare your individual things after compulsory classes and discuss.

—Cz.Cz .: Did you become involved with Teatr na Woli during your studies?

—D.S .: It so happened that our rector, prof. Tadeusz Łomnicki, organized a new theater in Wola and took a group of young people after the third year of studies. I was in this group. We were preparing "The First Day of Freedom" for the premiere and the opening of this theater. There I gained a lot of experience, because the first steps on the stage are extremely difficult, a man has ten arms and legs with which you don't know what to do.

—Cz.Cz .: You have overtaken your year.

—D.S .: Yes. When my colleagues were fighting for engagements and taking their first steps on the stage, I was already a professional actress. I was led by Łomnicki and Wajda. At the same time, I started to prepare my own monodrama, because there was something missing in the theater. I lacked full responsibility from start to finish for what was happening on stage. In the monodrama, I write, direct, play and I know if my thinking works in confrontation with the audience. I played the monodramas that I made several thousand times with great success and they taught me the most, because it is a big test to keep the viewer in suspense for several dozen minutes. An auditorium that is not separated from the actor by a ramp, lights, or the form of a fourth wall. I look into my eyes from a distance of one meter. I have to convince the viewers that the story I am telling is true and that it was a great experience. Anyway, a lot of great adventures happened when I was not yet a famous actress. I've played in a lot of weird places, worker clubs, workers clubs. It happened that I had to play three ping-pong matches first, because the natives were interested in it, and only when I won, they sent me to my show.

—Cz.Cz .: Maybe you will play with President Wałęsa now?

—D.S .: I think he will come to my show without it. I traveled all over the country feeling a mission to bring the acting profession to the nation and played in places where an actor was often first seen alive. I was not afraid of changing between the crates of the orangeade at the farmer's club in Tymiatycze Małe or Wielkie. I will not forget for the rest of my life how the crowd reacts during the performance. Today, even though I am older, I also like to go wherever people need it. Of course, I'm less immune to the lack of basic comfort.

—Cz.Cz .: Did you part with professional theater in 1980?

—D.S .: Yes, I took a huge risk. I started to act according to the rules that are becoming normal in Poland today. I am self-employed.

—Cz.Cz .: What were the reasons for this? —D.S .: Some personal considerations. After two years of very intensive work in film, I returned to the theater and there I felt that I was dying. From 10 am to 2 pm we have a break for a donut, coffee, tea, everything is slowly moving forward. It was also a time when there were fights for democracy in the theater. I believe that it is difficult to talk about democracy in theater, because there are always outstanding and less outstanding people and it cannot be that everyone is equal. And it was completely unacceptable for weak actors to be cast in the main roles only by belonging to an organization. Ultimately, I decided to leave the theater because I knew I was not losing touch with the audience. Because let's establish that theater is a coupling of the viewer and the actor. And whether I am alone on the stage or there are a hundred of us, it does not matter. I have been practicing yoga for years. Yoga saved my life several times in car accidents, because if I didn't stand on my head every day, I would probably have a broken, not a dislocated spine. Yoga is not only a set of certain exercises, but also a certain philosophy. I am not and I was not a fanatic of anything, but you can get as much out of yoga as you need to keep a certain serenity. One can learn the art of interpreting the phenomena that occur around us to our advantage. Besides, I believe that a person gives off a huge amount of energy and the more positive they give off, the more positive they receive. So my faith in achieving some success makes a lot of things move towards my success.

—Cz.Cz .: Why are you the only Polish actress on the cover of NEWSWEEK?

—D.S .: In Poland, I am known as the most athletic actress. I have dived professionally, play tennis, ride horses, do vaulting, winter sports and I am a huge promoter of sport. I believe that people in Poland move too little. It was the moment when Polish television asked me to conduct aerobics courses on TV, just like Jane Fonda in the world. For this reason, I found myself on the cover of NEWSWEEK in the reportage, how the stars respond to the exercises. I will be doing a column in the It's You weekly magazine on movement: how movement, how yoga can help you stay physically and mentally fit.

—Cz.Cz .: What are your plans?

—D.S .: I'm planning an Oscar, which I think - it's meant for me. This is when it comes to more distant plans. As the most popular actress, I received the second "Golden Duck", it is a pity that she is neither golden, nor hates golden eggs.

—Cz.Cz .: Oscar is also not golden.

—D.S .: But Oscar does come with some money-driven propositions. On the other hand, the "Golden Duck", apart from the fact that it is not golden, has no consequences. For the role for which I got it, playing with a small child at the breast for six months, I received 4.5 million zlotys in January last year. The fact that it was the last film, unfortunately for me, made on the basis of the old billing rules. At the moment, foreign directors come to Poland to do co-productions in Poland, only because it is very cheap. Actors in Poland can be bought cheaply, and I think that it's time to start paying for professionalism.

—Cz.Cz .: It is also tragic in the theater.

—D.S .: It's better not to talk about theater, because a recognized actor who has 20-30 years of experience earns less than my child's nanny. This situation did not surprise me, because I left the theater ten years ago, on my own. Today, actors who are fired and theaters are closed must do what I used to do.

—Cz.Cz .: You go everywhere with your son. Now you also came to New York with him. Doesn't it interfere with your career?

—D.S .: My son is less than two years old and I raise him myself, working all the time. If you want to, you can reconcile everything, it's about good organization, not big money.

—Cz.Cz .: During your stay in New York, do you want to perform for the Polish diaspora?

—D.S .: I want to show my latest show, "The Rehearsal." The premiere took place in February at the Stage Song Festival in Wrocław and I left immediately after that. So there has not been a Warsaw premiere yet, and there will be a New York premiere, only one performance. I will come again in the fall because I also want to win an American audience. I have already played my performances in English in London and if I was able to play "The Viper", which is extremely difficult linguistically, I think I will have no problem with this performance. The only problem is how to translate the text so that something that is funny in Polish is understandable and fun here. In New York, I realized that driving a car through this city is like driving across the world. People on the street are very open-minded, a country that likes successful and self-confident people. I also think that the less a man feels lost in this city, the less he will be in general. If someone comes out with a smile to another person, he has a better chance of receiving a smile in return.

"…Fact. The whole world has turned upside down. He's crazy about money and possession. He rushes somewhere furiously. For balance, once a day, every day for 20 years, I stand on my head ... and then everything on my head looks normal from this position ... But seriously ... Apart from standing on your head, you have to deal in a different way. You have to develop a good mindset. The greatest art I have had in my life is the art of interpreting negative phenomena to my advantage… which I recommend to everyone. If your fiancé dumps you, instead of tearing your hair out of your head, think: “It's very good that he dumped me! Because if he dumped me, firstly - he was not worth me, and secondly - he gave way to the next one who will come and maybe be better. Of course, there is no guarantee, but you have to try.

Above all, however, you need to love life, yourself and other people, try to pursue your own dreams and be faithful to your values. Enjoy every day. Many will say that these are clichés. However, these are not clichés for a person who has come close to death. My life was given to me five times and every day I would like to thank you for every day spent… For the fact that my son and I are healthy and that we have each other… ”- Dorota Stalińska.



  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon