Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Adam Struzik

Adam Krzysztof Struzik (ur. 1 stycznia 1957 w Kutnie) – polityk i samorządowiec, lekarz.

W latach 1991–2001 senator II, III i IV kadencji, w latach 1993–1997 marszałek Senatu III kadencji, od 2001 marszałek województwa mazowieckiego, od 2015 wiceprezes PSL. Według stanu na początek VI kadencji samorządu wojewódzkiego (2018) był najdłużej urzędującym marszałkiem województwa w Polsce.

Absolwent Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej w Łodzi. Specjalizował się w zakresie chorób wewnętrznych. Ukończył także studia podyplomowe w dziedzinie organizacji i ekonomiki ochrony zdrowia oraz podyplomowe studia menedżerskie z zakresu administracji publicznej na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego.

W latach 1990–1997 był dyrektorem Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Płocku. Zaangażowany w działalność Ochotniczych Straży Pożarnych, m.in. jako członek zarządu głównego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych Rzeczypospolitej Polskiej.

W 1984 wstąpił do Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego, w 1989 został członkiem Polskiego Stronnictwa Ludowego „Odrodzenie”, a w 1990 członkiem Polskiego Stronnictwa Ludowego. Objął m.in. funkcję prezesa zarządu wojewódzkiego tej partii. Od 1991 do 2001 zasiadał w Senacie, reprezentując województwo płockie. Pełnił m.in. funkcję przewodniczącego Komisji Polityki Społecznej i Zdrowia w II kadencji. Od 1993 do 1997 był marszałkiem Senatu III kadencji. W 2001 bez powodzenia ubiegał się o reelekcję. W 2007 uzyskał mandat poselski, zrezygnował jednak z jego objęcia, wybierając pozostanie na stanowisku marszałka województwa. W 2011 bez powodzenia ubiegał się o mandat poselski, a w 2014 o europarlamentarny. W 2015 został wiceprezesem NKW PSL.

W latach 1984–1988 z ramienia Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego był radnym gminy Nowy Duninów. W 1988 uzyskał mandat radnego miasta i gminy Gąbin. Pełnił funkcję delegata do sejmiku samorządowego województwa płockiego i do Krajowego Sejmiku Samorządu Terytorialnego, którego był przewodniczącym. W 1998, 2002, 2006, 2010, 2014 i 2018 uzyskiwał mandat radnego sejmiku mazowieckiego. W I kadencji przewodniczył Komisji Zdrowia i Kultury Fizycznej. W 2010 kandydował na prezydenta Płocka, zajmując 4. (przedostatnie) miejsce (uzyskał 10,88% głosów). 10 grudnia 2001 został powołany na urząd marszałka województwa, stanowisko to utrzymywał po wyborach samorządowych w 2002, 2006, 2010, 2014 i 2018.

W 2004 został członkiem Komitetu Regionów (wszedł w skład grupy Europejskiej Partii Ludowej). Objął też funkcję wiceprezesa zarządu Związku Województw Rzeczypospolitej Polskiej.

Wielokrotnie odznaczany m.in.: Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski (2010); Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (2004); Krzyż Komandorski Orderu Leopolda (Belgia, 2009); Order Honoru (Grecja, 1996); Order Narodowy Zasługi II klasy (Francja, 1996); Złoty Medal za Zasługi dla Policji (2008); Odznaka Honorowa za Zasługi dla Samorządu Terytorialnego (2015); Nagrody i wyróżnienia W 2005 uhonorowany Wielkim Orderem św. Zygmunta, a w 2006 Odznaką Honorową Polskiego Czerwonego Krzyża II stopnia.

Wyróżniony m.in.: Nagrodą im. Grzegorza Palki (2009); tytuły honorowego obywatela różnych miejscowości w województwie mazowieckim, w latach 2013–2014 był artPrezydentem na Interdyscyplinarnym Festiwalu Sztuk Miasto Gwiazd w Żyrardowie, w 2007 laureat wyróżnienia „Najbardziej Podziwiany Marszałek Województwa”.


Pierwsze nasze spotkanie było jeszcze w czasie, kiedy Adam Struzik był w latach 1993–1997 marszałkiem Senatu III kadencji. Pomagała mi przygotować wystawę w Moskwie Beata Tyszkiewicz i poszliśmy razem do Marszałka Senatu, aby całość wydarzenia nabrała państwowego charakteru. Zaczęło się dobrze, pamiętam jak Adam Struzik powiedział „Pani Beato, Pani nie można niczego odmówić”. Potem było już tylko lepiej, Adam Struzik był na otwarciach moich kilku wystaw w Muzeum Mazowieckim w Płocku, gdzie zresztą mieszka. Był również w Łazienkach Królewskich w 2010 r., gdzie miałem dużą wystawę „Polacy w Ameryce – 400 lat”. Odwiedził również moją wystawę „Artyści Europie” jaką miałem w gmachu UE w Brukseli. Ale najbardziej zapadło mi w pamięci, nasze wszpólne odwiedziny 13 października 2004 r., ks. Jana Twardowskiego, w jego mieszkanku na pięterku, koło Klasztoru Wizytek na Krakowskim Przedmieściu. Adam Struzik przyniósł uwielbianych przez księdza kilka rzeźb i przekazał nagrodę ks.Twardowskiemu. Ksiądz podpisał mu kilka książek, długo siedzieliśmy i rozmawialiśmy o poezji…


Z marszałkiem Senatu RP Adamem Struzikiem rozmawiam w obszernym gabinecie, który odpowiadając na moje pytania, bacznie obserwuje ekran telewizora transmitujący obrady Sejmu, w czasie głosowania przepraszając mnie, sprężystym krokiem wychodzi na kilka minut, aby oddać swój głos. Artykuł ukazał się jako historia okładkowa lipiec-sierpień 1995 (68) w nowojorskim magazynie KARIERA:


–Jak zaczęła się Pana kariera, jest Pan trzecią osobą w Polsce?

–Jestem z pochodzenia wnukiem chłopa, a synem robotnika. Jest nas czterech braci, wszyscy skończyli wyższe studia dzięki determinacji moich rodziców. Dwóch jest lekarzami, jeden księdzem katolickim, jeden inżynierem elektronikiem. Wszystko to dzięki determinacji mamy i ciężkiej pracy ojca, który szukając pracy odszedł ze wsi do miasta.


–Dlaczego wybrał Pan medycynę?

–Jestem lekarzem ze świadomego wyboru, ten zawód mnie fascynował, zawsze chciałem pomagać drugiemu człowiekowi.


–Jaka była Pana pierwsza praca po studiach?

–Wiejski ośrodek zdrowia w niedużej odległości od Płocka, czyli zaczynałem od wiejsko-podmiejskiego lekarza.


–Wydawać by się mogło, że z takiego miasta już się nie można wydostać?

–No właśnie. Może jeszcze dodam, że był to bardzo zaniedbany ośrodek, właściwie zaczynałem od zera. Razem z żoną nie mieliśmy żadnego majątku. Zaczynaliśmy od tego, co nam rodzice dali na pierwsze dni. Pamiętam materac, na którym spałem, bo tapczanik był jeden, jedna zastawa, jakaś szafa służbowa, w której trzymało się rzeczy. Ośrodek był zrujnowany. Pierwsze co musiałem zrobić, to wyremontować go, by przyjmować ludzi w godziwych warunkach. Pracowałem w ośrodku we wsi Nowy Dunin, dojeżdżając równocześnie do szpitala, gdzie pracowałem w pogotowiu i na oddziale. Ciężka praca, 8-10 dyżurów w miesiącu. Mimo tego, wspominam ten okres bardzo miło, gdyż poznałem znakomiłych ludzi, którzy byli biedni, ale bardzo serdeczni. Wszystko w pięknej okolicy Zalewu Wiślanego i Gostyńsko Włosowskiego Parku Krajobrazowego.


–A kiedy zaczął Pan swoją karierę polityczną?

–Remontując ośrodek, doszedłem do wniosku, że można zrobić jeszcze coś więcej dla ludzi, była możliwość działania w radzie gminy. Wystartowałem w pierwszych wyborach w 1984 roku, dostałem się do rady gminy, która nie była jeszcze w pełni samorządna, ale było to dobrą szkołą dla mnie. Oprócz tego, obowiązywała wówczas zasada, że jak ktoś nie był z klucza partyjnego, to miał szalone trudności, zaczęły się naciski panów z byłego PZPR-u. Pamiętam, jak zwracano się do mnie towarzyszu doktorze, na co mówiłem, że nie jestem żadnym towarzyszem. Zaczęto do mnie mówić - wy. Na co ja odpowiadałem, że jestem sam. W wyborach nie zawdzięczam wygranej nikomu, wygrałem dzięki poparciu społecznemu.


–Z żadną partią nie był Pan wówczas związany?

–Nie. Kiedy zaczęły się na mnie naciski jako radnego, zacząłem się rozglądać za rozwiązaniem, które nie będzie mnie zmuszało do pracy w strukturach partyjnych. Poznałem miejscowych działaczy ZSL, popatrzyłem na ich pracę. Byli to zawsze niezależni, czupurni ludzie, którzy nie mieli łatwo, ale mieli swoje zdanie, to mi imponowało, bo nie był to jakiś aparat partyjny. Wstąpiłem wówczas do ZSL i tak się zaczęła moja kariera polityczna. Potem ponowne wybory już w innym mieście - Gąbinie, gdzie przeniosłem się w 1987 roku. Zacząłem pracować w przychodni rejonowej, dalej pracując w szpitalu w Gostyninie, gdzie do dziś mieszkam. W Gostyninie startowałem również w 1990 roku w nowych wyborach i udało mi się je wygrać, a także w 1994 roku już jako Marszałek Senatu RP. Muszę powiedzieć, że startowałem do wyborów w 1994 roku już jako Marszałek ponosząc pewne ryzyko, bo z takiej pozycji ciężko by było przejść do porządku dziennego z przegranymi wyborami we własnej gminie.


–Na czym polegała Pana działalność w ZSL?

–Była to niezbyt aktywna działalność na poziomie gminy, trochę na poziomie województwa. Głównie były to sprawy dotyczące bieżących potrzeb gminy jak np. budowa ośrodka zdrowia, do czego nie udało mi się doprowadzić, gdyż projekt był torpedowany.

Od 1989 roku, kiedy rozpoczął się okres przemian, również w ZSL, już aktywnie włączyłem się w ten proces, co zaowocowało pobytem na kolejnych kongresach, odrodzeniowym i później zjednoczeniowym, który powołał Polskie Stronnictwo Ludowe. W 1991 roku koledzy z województwa zaproponowali mi karidydowanie do Senatu. Wtedy byłem już dyrektorem szpitala wojewódzkiego w Płocku, gdyż w 1990 roku wygrałem konkurs na dyrektora. Zdawałem sobie sprawę, że wystartowałem w wyborach jako człowiek mało znany, chociaż w pewnych gminach identyfikowalny. Wygrałem te wybory, byłem wtedy drugi, dostałem blisko 35 tys. głosów, zostałem senatorem. W Senacie, dzięki pewnemu zbiegowi okoliczności, doceniając mój zawód, zostałem przewodniczącym Senackiej Komisji Polityki Społecznej i Zdrowia. Przez dwa lata uczyłem się tej roboty w parlamencie, prowadząc komisję, co nie jest rzeczą łatwą. Przez cały czas pracowałem aktywnie w samorządzie będąc inicjatorem powstania Stowarzyszenia Klubu Inicjatyw Społeczno-Gospodarczych Miasta i Gminy Gąbin. Jest to struktura ponadpartyjna, gdyż znajdują się tam ludzie z różnych opcji politycznych, dla których najważniejszy był awans pięciotysięcznego miasteczka i gminy. Wiele rzeczy udało nam się zrealizować, jak np. remont ośrodka zdrowia, powołanie izby pamięci. Takie niby drobne rzeczy, ale liczące się dla społeczności lokalnej. Pracowałem również aktywnie w organizacji wojewódzkiej PSL, potem przyszło rozwiązanie parlamentu. Zaangażowałem się w kampanię wyborczą, przyszły nowe wybory. Wystartowałem powtórnie już chyba jako osoba bardziej znana, zaangażowana bardziej w to co się w Płocku i województwie działo. We własnej gminie problemy z masztem, najpierw najwyższym, potem najdłuższym na świecie. Chcę tu powiedzieć, że zawsze starałem się bronić społeczności lokalnej, chociaż mi różne rzeczy zarzucano np. że po maszcie wszedłem do Senatu. To zupełna bzdura, bo z tamtego regionu mogłem uzyskać 300-400 głosów, a w pierwszych wyborach uzyskałem 35 tysięcy. W każdym bądź razie, zawsze stałem na stanowisku obrony interesów tych ludzi i będę ich zawsze bronił. Jest decyzja rządu, że maszt będzie odbudowany. Będę bronił ludzi w tym sensie, że będę dbał o ich prawa i bezpieczeństwo zdrowotne. Natomiast nie mogę protestować tylko dlatego, że ktoś nie chce, aby maszt był odbudowany. Maszt jest potrzebny dla Polonii, dla naszej obecności w Europie, kontaktów z rodakami.


–Jak zakończyły się drugie wybory?

–Pełnym sukcesem, dostałem prawie 70 tysięcy głosów, czyli dwa razy tyle co w poprzednich. W sensie procentowym moja wygrana w województwie płockim była czwartym wynikiem w kraju.


–Co zdecydowało, że został Pan Marszałkiem Senatu?

–Tak się ułożyły losy, że w ramach kontraktu koalicyjnego, Marszałek Sejmu przypadł SLD, a Marszałek Senatu PSL. Tutaj była dość duża konkurencja w mojej partii, ale udało się i od października 1993 roku jestem Marszałkiem Senatu RP. Staram się wykonywać wszystkie obowiązki, które na mnie spoczywają, najlepiej jak potrafię. Jestem człowiekiem pragmatycznym, raczej konstruktorem niż destruktorem, człowiekiem środka. Staram się być człowiekiem kompromisu, takim jestem w życiu, tak też prowadzę szpital.


–Cały czas jest Pan związany ze szpitalem, mimo funkcji Marszałka Senatu RP?

–Tak, jestem dyrektorem szpitala, teraz społecznie, nie biorę za to pieniędzy, staram się podejmować strategiczne decyzje, w których uczestniczą moi zastępcy, którzy na bieżąco zarządzają szpitalem. Dalej jestem samorządowcem, po wyborach w 1994 roku przeszedłem kolejne szczeble wyborczej walki i doszedłem do funkcji przewodniczącego Krajowego Sejmiku Samorządu Terytorialnego. Jest to największa w Polsce organizacja samorządowa, najbardziej reprezentatywna, gdyż 98% gmin należy do niej.


–Spotkałem się z nieprzychylnym stwierdzeniem, że piastuje pan dużo funkcji?

–Wszystkie są z wyboru a nie z nominacji, nawet w maleńkim stowarzyszeniu w małym miasteczku. Zresztą wszystkie one bardzo się ze sobą łączą, aktywność w tych obszarach nakłada się na siebie, że trudno rozdzielić pewne rzeczy. Trudno rozdzielić funkcję senatora od funkcji radnego, bo ustawy w Senacie mają wpływ na to co się dzieje w samorządach i odwrotnie, są niezbędne konsultacje samorządowe, aby ustawy były dobre. Szpital uważam za dziecko moich marzeń, mam dług wdzięczności wobec ludzi, którzy tam pracują, wobec całego społeczeństwa województwa płockiego. Dla mnie ideałem jest, aby szpital był na najwyższym poziomie w Europie. Nie bez trudu się to robi, staram się ciągle coś kupować nowego, remontować, jest to trochę taka idee fixe, oprócz polityki. Przysparza mi to masę problemów, odbywa się kosztem mojej rodziny i mojego wolnego czasu.


–No właśnie, jak wygląda Pana życie rodzinne?

–Na szczęście nie mieszkam daleko od Warszawy, więc mogę nawet na parę godzin wpaść. Jest to rodzina telefoniczno-weekendowa, chociaż nawet nie wszystkie weekendy mogę im poświęcić, bo mam często zajęte. Czasami staram się ich zabrać ze sobą, gdy gdzieś jadę, bezwzględnie staram się spędzić razem wakacje 2-3 tygodnie, co również w tym roku zamierzam.


–Czy czuje się Pan usatysfakcjonowany finansowo za pracę, którą Pan wykonuje?

–Jak na polskie warunki zarabiam nieźle, ale nie rewelacyjnie wobec prywatnych przedsiębiorców czy dyrektorów dużych

Adam Sruzik w szpitalu firm. Często ludzie nam zazdroszczą uposażenia i przywilejów. Muszę powiedzieć, że po niecałych dwóch latach marszałkowania, gdybym powiedział, ile ta funkcja ma blasków, a ile cieni, to się rozkłada po połowie. Nie jest to szczyt marzeń człowieka, natomiast jest pełno obowiązków, które trzeba wypełniać i trzeba to robić dobrze w interesie państwa, obywateli, wyborców, a elementy materialne wystarczają na godziwe życie, ale nie luksusowe.


– Od czasu do czasu wraca temat - czy Senat jest potrzebny?

–To jest pytanie w każdej demokracji, czy jedna izba, czy dwie, czy nie za drogie utrzymanie dwóch izb. Generalnie, z moich kilkuletnich doświadczeń uważam, że Senat jest potrzebny, stanowiąc ważne ogniwo poprawnego stanowienia prawa, dając niezbędny czas na powtórne przeanalizowanie ustaw, na wprowadzenie poprawek, które przynosi rząd. Czyli jest to drugie sito prawne. Po drugie, Senat jest ciałem regionalnym, reprezentuje województwa, jest wybierany w wyborach większościowych, a więc szersza reprezentacja polityczna, mniej rozpolitykowany niż Sejm, bardziej zajmuje się merytorycznymi sprawami. Moim zdaniem Senat jest potrzebny, natomiast ja zawsze chciałem przekształcić go w organ, który miałby uprawnienia w dziedzinie samorządów zawodowych, gospodarczych, terytorialnych, struktur pozarządowych, takich jak stowarzyszenia, fundacje.

To nie znaczy, że miałby się pozbywać obecnych funkcji konstytucyjnych. Chciałbym aby miał więcej do powiedzenia np. w decyzjach ściśle legislacyjnych, aby były odrzucane 2/3 głosów. Wówczas Senat zajmowałby się kon kretnym, dużym obszarem życia społecznego. Niestety, moje propozycje nie bardzo są rozumiane, chociaż są w komisji konstytucyjnej, może się uda, aby tę strukturę Senatu wzmocnić.


–Jako Marszałek Senatu statutowo sprawuje Pan opiekę nad dziłalnością Stowarzyszenia Wspólnota Polska, które zastąpiło dawne Towarzystwo Polonia, zajmujące się problemami Polonii rozsianej po całym świecie?

–W sensie historycznym jest tak, że były związki Marszałków Senatu w okresie międzywojennym - Szymańskiego i Raczkiewicza. Oni stworzyli idee przyjazdu Polaków do kraju. Pierwszy przyjazd zorganizowany przez Marszałka Szymańskiego był w 1926 roku, a potem Raczkiewicz założył "Światpol". Jest więc kontekst historyczny Marszałka Senatu z Polonią. Kiedy Marszałek Stelmachowski i senatorowie zgromadzeni w Senacie podjęli decyzję o powołaniu Wspólnoty Polskiej, faktem jest, że duży majątek Towarzystwa Polonia przeszedł pod wpływem zmian ustrojowych i Senatu do Wspólnoty Polskiej. Stowarzyszenie Wspólnota Polska było i jest głównie dotowane z budżetu państwa, przechodzącego przez Kancelarię Senatu.


–Po zmianie systemu i stowarzyszenia, wyraźnie widać, jeśli chodzi o Stany Zjednoczone, że Wspólnota Polska, robi bardzo mało, aby nie powiedzieć nic?

–Towarzystwo Polonia było identyfikowane ze starą władzą poprzedniego systemu i nie wszyscy chcieli z nim współpracować, uważając, że jest to jakieś przedłużenie reżimu w Warszawie. Kiedy doszło do przemian powstała nowa instytucja, która ma to spełniać, dostając potężne finansowanie z budżetu państwa, czyli od polskich podatników. Teraz kwestia oceny czy ta instytucja działa lepiej, czy tamta działa lepiej. Myślę, że na pewno ta instytucja działa szerzej, gdyż otworzyła się olbrzymia możliwość pracy ze wschodem i dzięki temu można mieć odczucie, że robi mniej dla Stanów Zjednoczonych. Dawniej Polonia amerykańska była postrzegana jako źródło pomocy dla kraju i współpraca polegała na organizowaniu różnych przyjazdów, akcji. Jak również na powstaniu Domu Polskiego w Pułtusku. Wówczas nie było żadnej pomocy idącej na wschód, był to wówczas temat tabu. Część dziațaczy Towarzystwa Polonia, zaczęło aktywnie funkcjonować w Fundacji Polonia. Jednocześnie stwierdzam, że Stowarzyszenie Wspólnota Polska nie ma żadnego monopolu, dopóki jestem Marszałkiem Senatu. Kto przedstawi racjonalny plan działania, ten otrzyma środki, które nadzoruje Kancelaria Senatu. Poza tym uważam, że musimy zmienić swoją mentalność, jeśli chodzi o kwestie pomocy, po pierwsze nie tylko Wschód, bo są również takie kraje jak Brazylia, Argentyna, Rumunia czy Bułgaria, gdzie pomoc Polonii jest potrzebna. Oni się nie skarżą, ale też łatwego życia nie mają. Moim zdaniem powinniśmy pójść na wzbudzenie w Polonii na Wschodzie i Zachodzie ducha przedsiębiorczości i współpracy ekonomicznej z krajem oraz między sobą. Czyli generalnie mówiąc, aby na Wschodzie nie dawać ryby tylko wędkę. Wciągać rodaków we współpracę gospodarczą, uczyć ich zarządzania, gospodarowania, niezależnie kim są, czy przedsiębiorcami czy rolnikami. Jeśli chodzi o bogatszych zachodnich rodaków, to powinno starać się ich angażować, oczywiście nie na siłę, gdyż mamy wolny rynek. W przeszłości było trochę tak, że mówiono przyjeżdżajcie, my wam tutaj pomożemy. W tej chwili informacja jest towarem i trzeba zrobić wszystko, aby powołać ośrodek informacyjny, który będzie służył systemowi integracji pomiędzy środowiskami polonijnymi, gospodarczymi, kulturalnymi i intelektualnymi. Po to, aby powiedzmy człowiek z Buenos Aires jak chce zrobić interes z kimś z Sao Paulo, to mógł przez sieć komputera połączyć się z nim. Czy człowiek z Niemiec, który ma zakład produkcyjny i chce eksportować na Litwę, miał tam swojego przedstawiciela Polaka, których łączy np. język.


–Jak to zrobić technicznie, aby połączyć rozsianą Polonię po świecie?

–W krajach, gdzie aktywność Polonii jest duża powinny powstać centra informacji kulturalno-gospodarczo-handlowych, które powinny być finansowane z funduszy Wspólnoty Polskiej i częściowo funduszy polonijnych. Od dwóch lat szukam sprzymierzeńców do tego projektu i sądzę, że w końcu mi się to uda.


–Wybiera się Pan do Stanów Zjednoczonych, co zamierza Pan osiągnąć w czasie swojej wizyty?

–Sądzę, że dojdzie do spotkania z wielu politykami, mamy wiele spraw do omówienia, jak choćby pełne uczestnictwo Polski w NATO, chcę spotkać się ze środowiskami polonijnymi, wśród których będę propagował idee centrów informacyjnych, co wymaga przełamania pewnych psychologicznych barier, wynikających z pamięci przeszłości, że nie jest to zakamuflowany sposób funkjonowania służb specjalnych, bo i takie obawy istnieją. Całość powinna bardziej wyniknąć z potrzeby niż z narzucenia, dlatego cały proces powstawania centrów trwa już dwa lata, od momentu, kiedy tylko zostałem Marszałkiem Senatu RP. Ostatnio byli u mnie przedstawiciele Polonii z Czech, gdzie w Ostrawie mają Dom Polski jako znakomicie prosperujące przedsiębiorstwo - hotel, restaurację, promocję polskich towarów, kontakty handlowe w połączeniu z bankami i różnymi instytucjami - jest on dla mnie pewnym wzorem funkcjonowania w przyszłości.


–Wróćmy do Pana życia osobistego, czy jest Pan szczęśliwym człowiekiem?

–1 tak, i nie. Tak, gdyż dla człowieka, który ma 38 lat, zrobiłem błyskotliwą karierę, wielu ludzi mi tego zazdrości, co mnie nie cieszy, bo jestem człowiekiem skromnym. Dla mnie ideałem był lekarz w małym miasteczku, który jak jedzie swoją starą skodą, to ludzie przystają zdej-mując czapki, kłaniają się, tak go szanują za jego uczciwe podejście do pracy.


–Pan jeździ służbowym mercedesem?

–To wywołuje uśmiechy i zawiść. Tu jest inny wymiar szacunku, za rozwiązywanie spraw ludzi większych środowisk. Jest sukcesem, że zrobiłem w ciągu dziesięciu lat karierę, natomiast w wymiarze osobistym, ludzkim, jestem domatorem, mam duszę romantyczną, poetycką, lubię refleksję, naturę, jezioro, góry, dobrą poezję, dramat, książki. W literaturze byłem zakochany, grałem w teatrze amatorskim. Kochałem i kocham swój zawód lekarza, gdzie realizowałem się. Nie ma większej satysfakcji, jak kilka razy uratować komuś życie, czy świadomość, że dzięki moim działaniom, mojej wiedzy, ten człowiek żyje. Tego odczucia nie da się niczym przebić. Może dlatego w polityce mam większy dystans, bo w swoim życiu dotykałem tego co nazywa się życiem i śmiercią. Lekarz wie, że największy, najbogatszy, najbardziej błyskotliwy człowiek, robiący oszałamiającą karierę, nagle musi to wszystko zostawić. Nagle jest bardzo mały, wręcz wymagający opieki, wsparcia duchowego, moralnego, medycznego.

Zdaję sobie sprawę, że człowiek publiczny przestaje być człowiekie wolnym. Nie można robić tego co się chce, mówić, ponieważ co innego gdy mówi to osoba prywatna, a co innego gdy mówi to polityk, szef jednej z izb parlamentu. W tym obszarze jest duży poziom niewolnictwa. Czasem takie refleksje mnie nachodzą, gdy pytają mnie czy będę brał udział w wyborach prezydenckich. Odpowiadam, że to już jest taki poziom niewolnictwa, który jest ciężki do przeżycia. Jescze przy mojej funkcji możliwe jest czasami uciec w prywatność. Prezydent już nie ma żadnych szans. Sądzę, że to jest ogromna suma jaką się płaci za sukces. W tym obszarze mam poważne wątpliwości, czy kariera polityka jest najlepszym wyborem w życiu.


–Czy Pana dzieci są dumne z ojca, o którym uczą się w szkole, czytają w gazetach?

–Moje dzieci słyszą rzeczy przyjemne od ludzi, którzy mnie szanują i nieprzyjemne od zawistnych. Jako anegdotę traktuję reakcję mojego syna, wówczas siedmioletniego szkraba, gdy powiedziałem mu, że zostałem Marszałkiem Senatu. Popatrzył na mnie i powiedział - jak zostaniesz Lechem Wałęsą, to przyjdź i mi powiedz. Na dzieciach większe wrażenie zrobiły zainstalowane w mercedesie sygnały niż sam samochód. Muszę powiedzieć, że już po pewnym czasie wszyscy ludzie z bloku, gdzie mieszkam przyzwyczaili się, że przyjeżdża po mnie służbowy samochód. Nieraz oficerowie z ochrony, którzy na mnie czekają, grają z chłopakami w piłkę przed blokiem.

Zupełnie uczciwie mówiąc nie wiem, kiedy byłem bardziej szczęśliwy, czy wtedy w Soczewce jako wiejski lekarz, remontujący ośrodek, mogący pójść na spacer, napić się zimnego piwa w leśnym barze, który był po drodze do lasu nad jezioro, upiec sobie nad ogniskiem kiełbaski. Czy teraz, jadący służbowym samochodem czy lecący rządowym samolotem na wykwintne przyjęcie z zapiekanymi ślimakami. Myślę, że każdy obszar życia ma swoje blaski i cienie. Jedno jest pewne, że kariera nie może człowieka zatracić, nie powinna człowieka oderwać od rzeczywistości, kręgu dawnych przyjaciół.


–Ale jest chyba trudno utrzymać przyjaźnie będąc tak zajętym?

–Tak, nie tylko ze względu na brak czasu. Nie tylko my się zmieniamy robiąc karierę, ale stosunek otoczenia zmienia się do nas. Trzeba pamiętać o swoich korzeniach, ludziach, bo tak naprawdę człowiek bywa szczęśliwy wśród nich, gdyż mu nie zagrażają. W polityce niestety jest często inaczej, może nie to

Dżungla, jak niektórzy określają, ale na pewno busz, w którym jest niebezpiecznie i poziom zaufania do innych polityków musi być ograniczony. Często ambicje osobiste, chęć zdyskredytowania przeważają nad wartościami ludzkimi i mamy do czynienia wśród polityków ze zwykłymi piratami, którzy działąją przez zaskoczenie i są bezwzględni.


PORTRAIT with HISTORY


Adam Krzysztof Struzik (born January 1, 1957 in Kutno) - politician and local government official, doctor.

In 1991–2001, senator of the 2nd, 3rd and 4th term, in 1993–1997 the Marshal of the 3rd term Senate, from 2001 the Marshal of the Mazowieckie Voivodeship, from 2015 the Vice-President of the PSL. As at the beginning of the 6th term of the voivodeship self-government (2018), he was the voivodeship marshal in office for the longest time in Poland.

A graduate of the Faculty of Medicine of the Medical Academy in Łódź. He specialized in internal medicine. He also completed postgraduate studies in the field of organization and economics of health care and postgraduate management studies in public administration at the Faculty of Management of the University of Warsaw.

In the years 1990–1997 he was the director of the Provincial Complex Hospital in Płock. Involved in the activities of the Volunteer Fire Brigades, incl. as a member of the main board of the Union of Volunteer Fire Brigades of the Republic of Poland.

In 1984 he joined the United People's Party, in 1989 he became a member of the Polish People's Party "Rebirth", and in 1990 a member of the Polish People's Party. He took over, inter alia, the position of the president of the provincial board of this party. From 1991 to 2001, he sat in the Senate, representing the Płock Province. He was, inter alia, the function of the chairman of the Social Policy and Health Committee in the second term of office. From 1993 to 1997 he was the Marshal of the 3rd term Senate. In 2001 he ran for re-election without success. In 2007, he was elected a deputy, but he resigned, choosing to remain in the position of the voivodship marshal. In 2011, he ran unsuccessfully for a parliamentary seat, and in 2014 for a parliamentary seat. In 2015, he became vice-president of the NKW PSL.


In 1984–1988, on behalf of the United People's Party, he was a councilor in the Nowy Duninów commune. In 1988, he was appointed a councilor of the city and commune of Gąbin. He was a delegate to the self-government sejmik of the Płock voivodship and to the National Assembly of the Local Government, of which he was the chairman. In 1998, 2002, 2006, 2010, 2014 and 2018, he obtained the mandate of a councilor of the Mazowieckie regional council. In the first term of office, he chaired the Health and Physical Culture Committee. In 2010 he ran for the president of Płock, taking 4th (penultimate) place (he obtained 10.88% of votes). On December 10, 2001, he was appointed voivodship marshal, a position he held after the local elections in 2002, 2006, 2010, 2014 and 2018.

In 2004 he became a member of the Committee of the Regions (he joined the group of the European People's Party). He also took the position of the vice-president of the board of the Association of the Provinces of the Republic of Poland.


Repeatedly awarded, among others: Officer's Cross of the Order of Polonia Restituta (2010); Knight's Cross of the Order of Polonia Restituta (2004); Commander's Cross of the Order of Leopold (Belgium, 2009); Order of Honor (Greece, 1996); National Order of Merit, 2nd class (France, 1996); Gold Medal for Services to the Police (2008); Honorary Badge for Merits to Local Self-Government (2015); Awards and distinctions In 2005, he was honored with the Grand Order of St. Zygmunt, and in 2006 with the Honorary Badge of the Polish Red Cross, II degree.


Honored, among others: with the Grzegorz Palka (2009); titles of honorary citizens of various towns in the Masovian Voivodeship, in the years 2013-2014 he was the President of the Interdisciplinary Arts Festival City of Stars in Żyrardów, in 2007 he was awarded the award "Most Admired Marshal of the Voivodeship".


Our first meeting was still at a time when Adam Struzik was the Speaker of the Senate of the 3rd term in 1993–1997. Beata Tyszkiewicz helped me to prepare an exhibition in Moscow and we went together to the Marshal of the Senate so that the whole event would take on a national character. It started well, I remember Adam Struzik saying "Mrs. Beata, you cannot refuse anything." Later it was only better, Adam Struzik was at the openings of my several exhibitions at the Masovian Museum in Płock, where he lives. He was also in Łazienki Królewskie in 2010, where I had a large exhibition "Poles in America - 400 years". He also visited my exhibition "Artists in Europe" which I had at the EU building in Brussels. But what I remember most is our common visit on October 13, 2004, by Fr. Jan Twardowski, in his apartment on the first floor, near the Convent of the Visitationists in Krakowskie Przedmieście. Adam Struzik brought a few sculptures loved by the priest and presented the prize to priest Twardowski. The priest signed him a few books, we sat for a long time and talked about poetry ...


I talk to the Marshal of the Senate of the Republic of Poland, Adam Struzik, in a spacious office, who, while answering my questions, closely observes the TV screen transmitting the Sejm sessions, apologizing to me during the vote, and with a springy step, he goes out for a few minutes to cast his vote. This article appeared as a cover story July-August 1995 (68) in the New York-based KARIERA magazine:


- How did your career start, are you the third person in Poland?

–I am a grandson of a peasant by birth, and the son of a worker. We are four brothers, all of them graduated from college thanks to the determination of my parents. Two are doctors, one is a Catholic priest, and one is an electronics engineer. All this thanks to my mother's determination and hard work of my father who, looking for a job, left the countryside to the city.


–Why did you choose medicine?

- I am a doctor of conscious choice, this profession fascinated me, I have always wanted to help other people.


-What was your first job after graduation?

- A rural health center not far from Płock, i.e. I started with a rural-suburban doctor.


- It would seem that it is impossible to get out of such a city?

-Exactly. Maybe I will add that it was a very neglected center, I actually started from scratch. My wife and I did not have any property. We started with what our parents gave us for the first few days. I remember the mattress on which I slept, because there was only one couch, one crockery, a wardrobe in which to keep things. The center was in ruins. The first thing I had to do was renovate it to receive people in decent conditions. I worked in a center in the village of Nowy Dunin, commuting at the same time to the hospital, where I worked in the emergency room and in the ward. Hard work, 8-10 shifts a month. Nevertheless, I have very nice memories of that period, because I met great people who were poor but very cordial. Everything in the beautiful surroundings of the Vistula Lagoon and the Gostyńsko Wlochy Landscape Park.


-And when did you start your political career?

- When disassembling the center, I came to the conclusion that something more could be done for people, there was an opportunity to act in the commune council. I ran in the first elections in 1984, I got on the municipal council, which was not yet fully self-governing, but it was a good school for me. In addition, there was a rule that if someone was not from the party key, he had crazy difficulties, pressure from gentlemen from the former PZPR began. I remember being addressed to me, comrade doctor, to which I said that I was no comrade. People started talking to me - you. To which I replied that I was alone. I didn't owe my victory to anyone in the elections, I won thanks to social support.


-You were not associated with any party then?

-No. When the pressure on me as a councilor began, I started looking for a solution that would not force me to work in party structures. I met local ZSL activists and looked at their work. They were always independent, stupid people who did not have it easy, but had their opinion, it impressed me, because it was not some party apparatus. Then I joined the ZSL and this is how my political career began. Then another election was already in another city - Gąbin, where I moved in 1987. I started working in a local clinic, and continued working in the hospital in Gostynin, where I live to this day. In Gostynin I also ran in 1990 in the new elections and I managed to win them, and in 1994 as the Marshal of the Senate of the Republic of Poland. I must say that I ran for the 1994 elections as the Marshal, bearing some risk, because from such a position it would be difficult to move on to the agenda with losing elections in my own commune.


- What was your activity in ZSL about?

- It was not very active at the commune level, somewhat at the voivodeship level. These were mainly matters relating to the current needs of the commune, such as the construction of a health center, which I was unable to achieve because the project was torpedoed.

From 1989, when the period of changes began, also in the ZSL, I was already actively involved in this process, which resulted in my participation in subsequent congresses, revival and later reunification, which established the Polish People's Party. In 1991, my colleagues from the province suggested that I am joining the Senate. Then I was the director of the provincial hospital in Płock, because in 1990 I won the competition for the director. I realized that I had run in the elections as a person little known, although in some communes he was identifiable. I won this election, I was second then, I got nearly 35,000. votes, I became a senator. In the Senate, thanks to a certain coincidence, appreciating my profession, I became the chairman of the Senate Committee for Social Policy and Health. For two years I studied this job in parliament as a committee chairman, which is not easy. All the time I was actively working in the local government, initiating the creation of the Association of the Club of Socio-Economic Initiatives of the City and Commune of Gąbin. It is a cross-party structure, as there are people from various political options, for whom the most important thing was the promotion of a town and commune of five thousand people. We managed to accomplish many things, such as renovation of the health center, setting up a memorial hall. Such kind of small things, but important for the local community. I also worked actively in the organization of the provincial PSL, then came the dissolution of the parliament. I got involved in the election campaign, new elections came. I probably took off again as a more famous person, more involved in what was happening in Płock and in the voivodeship. In his own commune, problems with the mast, first the tallest, then the longest in the world. I would like to say here that I have always tried to defend the local community, although I was accused of various things, for example that I entered the Senate on the mast. This is complete nonsense, because from that region I could get 300-400 votes, and in the first election I got 35,000. In any case, I have always stood in the position of defending the interests of these people and will always defend them. There is a government decision that the mast will be rebuilt. I will defend people in the sense that I will protect their rights and health safety. However, I cannot protest only because someone does not want the mast to be rebuilt. The mast is needed for the Polish diaspora, for our presence in Europe, and for contacts with compatriots.


- How did the second elections end?

- With a complete success, I got almost 70,000 votes, which is twice as many as in the previous ones. In terms of percentage, my win in the Płock Province was the fourth result in the country.


- What made you become the Marshal of the Senate?

- The fate so happened that under the coalition contract, the Marshal of the Sejm went to the SLD and the Marshal of the Senate to the PSL. There was quite a lot of competition in my party here, but I did it, and since October 1993 I have been the Marshal of the Senate of the Republic of Poland. I try to perform all the duties that are incumbent on me to the best of my ability. I am a pragmatic man, a constructor rather than a destructor, a man of the middle. I try to be a man of compromise, this is what I am in my life, and this is also how I run a hospital.


-You are connected with the hospital all the time, despite the function of the Marshal of the Senate of the Republic of Poland?

-Yes, I am the director of the hospital, now socially, I do not take money for it, I try to make strategic decisions in which my tormentors, who manage the hospital on an ongoing basis, participate. I am still a local government member, after the 1994 elections I went through the next levels of the election struggle and became the chairman of the National Assembly of Local Government. It is the largest self-government organization in Poland, the most representative, as 98% of municipalities belong to it.


- I have received the unfavorable statement that you hold a lot of functions?

“They are all by choice and not by nomination, even in a tiny association in a small town. Anyway, they all connect with each other very much, the activity in these areas overlaps, that it is difficult to separate certain things. It is difficult to separate the function of a senator from that of a councilor, because the laws in the Senate have an impact on what is happening in local governments and vice versa, local government consultations are necessary for the laws to be good. I consider the hospital to be the child of my dreams, I am indebted to the people who work there and to the entire society of the Płock Province. For me, the ideal is that the hospital should be at the highest level in Europe. It's not easy to do it, I try to constantly buy something new, renovate it, it is a bit of an idea fixe, apart from politics. It causes me a lot of problems, it comes at the expense of my family and my free time.


–What is your family life like?

- Fortunately, I do not live far from Warsaw, so I can stop by for a few hours. It is a telephone and weekend family, although not even all weekends can be devoted to them, because I am often busy. Sometimes I try to take them with me when I'm going somewhere, I absolutely try to spend 2-3 weeks vacation together, which I am going to do this year as well.


-Do you feel financially satisfied with the work you do?

- As for Polish conditions, I earn good money, but not great for private entrepreneurs or large directors Adam Sruzik in the hospital of companies. Often people envy us our salaries and privileges. I must say, after less than two years of marshaling, if I were to say how many highlights and how many shadows this feature has, it breaks down in half. It is not the peak of human dreams, but it is full of duties that must be fulfilled and it must be done well in the interests of the state, citizens, voters, and the material elements are enough for a decent life, but not luxury.


- From time to time the topic returns - is the Senate needed?

- It is a question in every democracy whether one or two chambers, or not to maintain two chambers too expensive. Generally, from my several years of experience, I believe that the Senate is needed, constituting an important link in proper law-making, giving the necessary time to re-analyze the laws, to introduce amendments brought by the government. So it is the second legal sieve. Secondly, the Senate is a regional body, it represents voivodeships, is elected in majority elections, so a broader political representation, less politicized than the Sejm, deals with substantive matters more. In my opinion, the Senate is needed, but I have always wanted to transform it into a body that would have powers in the field of professional, economic and territorial self-governments, as well as non-governmental structures such as associations and foundations.

This does not mean that it should get rid of its current constitutional functions. I would like him to have more say, for example in strictly legislative decisions, so that 2/3 of the votes would be rejected. Then the Senate would deal with a specific, large area of ​​social life. Unfortunately, my proposals are not very well understood, although they are in the constitutional committee, it may be possible to strengthen this structure of the Senate.


- As the Marshal of the Senate, you are statutory in charge of the activities of the Polish Community Association, which replaced the former Polonia Society, dealing with the problems of the Polish diaspora scattered around the world?

- In the historical sense, there were associations of Senate Marshals in the interwar period - Szymański and Raczkiewicz. They created the idea of ​​Poles coming to the country. The first visit organized by Marshal Szymański was in 1926, and then Raczkiewicz founded "Światpol". So there is the historical context of the Marshal of the Senate with the Polish diaspora. When Marshal Stelmachowski and senators assembled in the Senate decided to establish the Polish Community, the fact is that the large property of the Polonia Society was transferred to the Polish Community under the influence of systemic changes and the Senate. The Polish Community Association was and is mainly subsidized from the state budget, which passes through the Senate Office.


– After the change of the system and association, it is clearly visible when it comes to the United States that the Polish Community is doing very little, not to say anything?

–The Polonia Society was identified with the old authorities of the previous system and not everyone wanted to cooperate with it, believing it to be some kind of extension of the regime in Warsaw. When the changes took place, a new institution was created to meet this goal, receiving huge financing from the state budget, i.e. from Polish taxpayers. Now the question of whether this institution works better or the other one works better. I think that this institution works more widely, because it has opened up a huge opportunity to work with the East and thanks to this you can have the feeling that it is doing less for the United States. In the past, the American Polonia was perceived as a source of help for the country and the cooperation consisted in organizing various visits and actions. As well as on the establishment of the Polish House in Pułtusk. At that time, there was no help going east, it was a taboo subject at the time. Some of the activists of the Polonia Society began to function actively in the Polonia Foundation. At the same time, I state that the Polish Community Association does not have any monopoly as long as I am the Marshal of the Senate. Whoever presents a rational plan of action will receive funds supervised by the Senate Chancellery. In addition, I believe that we need to change our mentality when it comes to aid issues, first of all, not only the East, because there are also countries such as Brazil, Argentina, Romania and Bulgaria, where the help of the Polish diaspora is needed. They don't complain, but they don't have an easy life either. In my opinion, we should go to awaken the spirit of entrepreneurship and economic cooperation with the country and with each other in the Polish community in the East and West. So generally speaking, in the East you should not give a fish but a fishing rod. Involve compatriots in economic cooperation, teach them how to manage and manage, regardless of who they are, whether they are entrepreneurs or farmers. As for the richer Western countrymen, it should try to involve them, of course not by force, because we have a free market. In the past, it was a bit like that they said come, we will help you here. At the moment, information is a commodity and everything must be done to establish an information center that will serve the system of integration between the Polish community, economic, cultural and intellectual communities. So, let's say a man from Buenos Aires, if he wants to do a business with someone from Sao Paulo, can connect to him via a computer network. Has a man from Germany, who has a production plant and wants to export to Lithuania, had his representative there, a Pole who is connected, for example, by the language?


- How to do it technically to connect the scattered Polish diaspora all over the world?

- In countries where the activity of the Polish diaspora is high, cultural, economic and commercial information centers should be established, which should be financed from the funds of the Polish Community and partially from Polish diaspora funds. I have been looking for allies for this project for two years and I believe that I will finally succeed.


-You are going to the United States, what do you intend to achieve during your visit?

- I think that there will be a meeting with many politicians, we have many matters to discuss, such as Poland's full participation in NATO, I want to meet with the Polish community, among which soon I will promote the ideas of information centers, which requires overcoming certain psychological barriers resulting from the memory of the past, that this is not a camouflaged way of functioning of secret services, because such fears also exist. The whole thing should result from a need rather than an imposition, which is why the entire process of establishing the centers has been going on for two years, from the moment I became the Speaker of the Senate of the Republic of Poland. Recently, I was visited by representatives of the Polish diaspora from the Czech Republic, where they have Dom Polski in Ostrava as a thriving enterprise - a hotel, restaurant, promotion of Polish goods, business contacts in conjunction with banks and various institutions - it is a model for me to operate in the future.


–Let's go back to your personal life, are you a happy person?

–1 yes and no. Yes, because for the man who is 38 years old, I have made a brilliant career, many people envy me that, which does not make me happy, because I am a modest man. For me, the ideal was a doctor in a small town who, when he is driving his old Skoda, people stop, taking off their caps, bow, they respect him for his honest approach to work.


-You drive a company Mercedes?

–It makes you smile and envy. There is another dimension of respect for resolving the issues of people of larger environments. It is a success that I have made a career in ten years, but in the personal and human dimension, I am a homebody, I have a romantic and poetic soul, I like reflection, nature, lake, mountains, good poetry, drama, books. I was in love with literature, I played in an amateur theater. I loved and love my medical profession, where I was fulfilling myself. There is no greater satisfaction than saving someone's life several times, or knowing that thanks to my actions, my knowledge, this person is alive. This feeling cannot be beaten. Maybe that is why I have a greater distance in politics, because in my life I have touched what is called life and death. The doctor knows that the biggest, richest, most brilliant man, making a dizzying career, suddenly has to leave it all behind. Suddenly it is very small, requiring even spiritual, moral and medical care and support.

I am aware that a public man ceases to be a free man. You cannot do what you want, say, because it is different when a private person says it and another when a politician, the head of one of the houses of parliament says it. There is a high level of slavery in this area. Sometimes such reflections come to me when they ask me if I will take part in the presidential elections. I answer that this is a level of slavery that is hard to survive. Even with my function, it is sometimes possible to escape into privacy. The president doesn't stand a chance anymore. I think this is a huge sum you pay for success. In this area, I have serious doubts that a career as a politician is the best choice in life.


- Are your children proud of the father they learn about at school and read in the newspapers?

–My children hear pleasant things from people who respect me and unpleasant things from envious people. I take it as an anecdote the reaction of my son, then a seven-year-old toddler, when I told him that I had become Speaker of the Senate. He looked at me and said - if you become Lech Walesa, come and tell me. The children were more impressed by the signals installed in the Mercedes than the car itself. I must say that after some time all the people in the block where I live got used to the fact that a company car was coming for me. Sometimes the security officers who are waiting for me play football with the boys in front of the block.

To be honest, I do not know when I was happier, or then in Soczewka, as a village doctor, renovating the center, able to go for a walk, drink a cold beer in the forest bar, which was on the way to the forest to the lake, bake a sausage over the fire. Whether now, driving a company car or on a government plane to a gourmet party with baked snails. I think every area of ​​life has its own highlights and shadows. One thing is certain, that a career cannot lose a person, it should not detach a person from reality, the circle of former friends.


-But it's hard to keep your friendships so busy, is it?

-Yes, not only due to the lack of time. Not only do we change by making a career, but the attitude of the environment changes towards us. You have to remember about your roots, people, because in fact, people are happy among them, because they do not threaten them. Unfortunately, in politics it is often different, maybe not this

A jungle, as some people say, but certainly a bush where it is dangerous and the level of trust in other politicians must be limited. Often, personal ambitions, the desire to discredit, prevail over human values, and among politicians we deal with ordinary pirates who act by surprise and are ruthless.







Ostatnie posty

Zobacz wszystkie