Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Czesław Miłosz

Aktualizacja: maj 1


“…Aktorstwo dnia codziennego tym się różni od aktorstwa w teatrze, że wszyscy grają przed wszystkimi i wiedzą nawzajem o sobie, że grają…” – Czesław Miłosz.

Informacja, że Czesław Miłosz tłumaczony na 44 języki, pisał pod 28 pseudonimami, robi wrażenie. Od samego przyjazdu do Nowego Jorku w 1979 r. chciałem zrobić Miłoszowi portret. Kiedy w 1980 r. otrzymał Nagrodę Nobla i zaczął przylatywać do Nowego Jorku z Berkeley, gdzie wykładał, zrobiłem mu pierwsze portrety we wrześniu 1982 r. w Nowym Jorku. Do dziś budzą sensację, gdyż Miłosz jest w czapce, to chyba jedyne tego typu zdjęcia.

Ale prawdziwą dużą sesję Miłoszowi zrobiłem w kwietniu 1983 r., w wiosennym Gramerci Park w Nowym Jorku, zdjęcia tam zrobione, były wielokrotnie publikowane na okładkach książek, magazynów, gazet.


Czesław Miłosz (ur. 30 czerwca 1911 r. w Szetejniach – zm. 14 sierpnia 2004 w Krakowie) – poeta, prozaik, eseista, tłumacz. Laureat nagrody Nobla w roku 1980 i wielu innych prestiżowych nagród literackich, tłumaczony na czterdzieści dwa języki. Doktor honoris causa wielu uniwersytetów w USA i w Polsce, honorowy obywatel Litwy i miasta Krakowa. Szkolną i uniwersytecką młodość spędził w Wilnie, tam również debiutował jako poeta, okupację niemiecką przetrwał w Warszawie. Po wojnie pracował w służbie dyplomatycznej PRL - w USA, i we Francji do roku 1951, kiedy to zwrócił się w Paryżu o azyl polityczny. W roku 1960 wyjechał do Kalifornii, gdzie przez dwadzieścia lat jako profesor języków i literatur słowiańskich wykładał na uniwersytecie w Berkeley. Do roku 1989 publikował głównie w emigracyjnym wydawnictwie paryskiej "Kultury" i w Polsce poza cenzurą. Od roku 1989 mieszkał w Berkeley i w Krakowie.

Czesław Miłosz, był niezwykle prywatną osobą. Jest niewiele jego zdjęć osobistych, na które by się zgodził. Dziś z perspektywy lat, muszę powiedzieć, że Miłosz należał do jednych z najtrudniejszych do przekonania osób. O prywatną sesję fotograficzną u Miłosza zabiegałem długo u jego przyjaciół, a moich znajomych.

Koniec końców, w kwietniu 1983 r., otrzymałem jego zgodę na spotkanie w Grammercy Hotel na Manhattanie, gdzie się zatrzymał. Ten historyczny i ekskluzywny hotel został otwarty w latach trzydziestych XX wieku, a jego gośćmi byli m.in. Humphrey Bogart, John F. Kennedy, Bob Dylan, Madonna, David Bowie. Podążając w kierunku tego szacownego przybytku, nie mogłem się skoncentrować na czekających mnie zdjęciach. W mojej głowie wciąż tkwiło pytanie, czy Czesław Miłosz nie odwoła spotkania. Dopiero kiedy o umówionej godzinie zadzwoniłem do jego pokoju z hotelowej recepcji i usłyszałem po drugiej stronie głos poety, przestałem się obawiać.

Miłosz czekał na mnie w drzwiach pokoju, wyciągając w serdecznym geście rękę na powitanie. Gawędząc z nim, zacząłem przygotowywać sprzęt. Po kilkudziesięciu zdjęciach, Miłosz delikatnie zasugerował: – Myślę, że już wystarczy. Świadomy, że takie spotkanie szybko się nie powtórzy, postanowiłem zagrać va banque.

– Mam jeszcze jedną małą prośbę…

– Jaką? – pyta Miłosz po chwili zastanowienia.

– Nieopodal hotelu jest piękny park i tam chciałbym zrobić jeszcze jedno zdjęcie… – zagajam.

Poeta wbija we mnie przenikliwe spojrzenie spod krzaczastych brwi.

– Nie bardzo wierzę w jedno zdjęcie, ale... również wychodzę – mówi, wkładając płaszcz.

Jadąc windą na dół, załadowuję nową rolkę filmu do aparatu.

Przed hotelem Miłosz pyta:

– Co mam robić?

– Proszę pomału spacerować wśród krzewów i drzew –odpowiadam.

Park wyglądał wtedy przepięknie. Świeżo rozwinięte pąki drzew zieleniały, a niektóre krzewy już kwitły. Miłosz zainteresował się przyrodą, a ja, zbliżając się i oddalając, zmieniając aparaty i obiektywy, wpadłem w trans fotografowania, z którego wyrwało mnie pytanie: – Czy robi pan zdjęcia mody?

Odwróciłem się. Przede mną stał starszy mężczyzna z pieskiem na smyczy. Nie bardzo rozumiejąc, spytałem: – Co pan ma na myśli?


– Czy ten pan – wskazał na stojącego kilka kroków dalej Miłosza – jest modelem?

Spojrzałem na towarzyszącego mi dziennikarza Zdzisława Baua i wybuchnęliśmy śmiechem. Miłosz, widząc nasze rozbawienie, podszedł zaciekawiony. Kiedy opowiedzieliśmy mu, o co pytał oddalający się z wolna przechodzień, zaczął się również śmiać. Trzeba tu dodać, że nowojorski Gramercy Park, szczególnie wiosną, jest ulubionym miejscem fotografów mody, a wybitny poeta, nader elegancko ubrany, mógł uchodzić za modela.

Czesław Miłosz bardzo rozbawiony żegnał się z nami tak serdecznie, jakbyśmy znali się od lat.

Następnego dnia Zdzisław Bau opowiedział powyższe zdarzenie w radiu Voice of America (Głos Ameryki), a mnie pozostała seria unikalnych zdjęć. Nie można również wykluczyć, że znajdzie to odbicie w twórczości Miłosza. Zresztą wracał do tej anegdotki podczas naszych późniejszych spotkań. Mam wrażenie, że podejrzenie o bycie modelem nie było mu niemiłe… Zresztą komu by było?

Ostatni raz 1 lutego 1996 r. spotkałem się z Miłoszem na pogrzebie Josepha Brodskiego, z którym byłem zaprzyjaźniony, odwiedzałem go w jego domu na Greenwich Village. To było bardzo smutne spotkanie, wielu wybitnych przyjaciół Brodskiego. Pochowany został w Nowym Jorku, ale po pewnym czasie jego grób został przeniesiony do Cimiterio Di San Michele w Wenecji. Wenecja była najbardziej zbliżona do rodzinnego miasta Brodskiego St.Petersburga.


Tak powstają anegdoty o wielkich ludziach.

Ciągle coś nowego o Miłoszu odkrywam, mimo, że od lat już nie żyje, w 2018 roku byłem w Wilnie, na Uniwersytecie Stefana Batorego, gdzie studiował, niesamowite miejsce. Na pamiątkę zrobiłem piękną talicę z płaskorzeźbą Miłosza.

Do dziś żałuję, że skasowałem w banku check, którym zapłacił mi Miłosz, za zamówione zdjęcia, byłaby pamiątka z oryginalnym podpisem. Mam oryginalne listy, więc nie ma co narzekać.

„…Ludzkość dzieli się na tych, którzy wiedzą, ale nie mówią i na tych, którzy mówią, ale nie wiedzą…” – Czesław Miłosz.

PORTRAIT with HISTORY Czesław Miłosz

"... Acting in everyday life differs from acting in theater because everyone plays in front of everyone and they know each other about each other, that they play ..." - Czesław Miłosz.

The information that Czesław Miłosz translated into 44 languages, wrote under 28 pseudonyms, is impressive. From my arrival in New York in 1979, I wanted to take a portrait of Miłosz. When he received the Nobel Prize in 1980 and began to fly to New York with Berkeley, where he lectured, I made his first portraits in September 1982 in New York. They still make a sensation to this day, because Miłosz is wearing a hat, it's probably the only photos of this type.

But I did a real big session for Miłosz in April 1983, in Gramerci Park in New York in spring, the photos taken there were repeatedly published on the covers of books, magazines, newspapers.

Czesław Miłosz (born on June 30, 1911 in Szetejnie - died on August 14, 2004 in Krakow) - poet, prose writer, essayist, translator. Nobel laureate in 1980 and many other prestigious literary awards, translated into forty-two languages. Honorary doctorate of many universities in the USA and Poland, an honorary citizen of Lithuania and the city of Krakow. He spent his school and university youth in Vilnius, where he also made his debut as a poet, survived the German occupation in Warsaw. After the war, he worked in the diplomatic service of the Polish People's Republic - in the US and France until 1951, when he asked for political asylum in Paris. In 1960 he went to California, where for twenty years as a professor of Slavic languages ​​and literatures he lectured at the University of Berkeley. Until 1989, he published mainly in the Paris-based "Kultura" émigré publishing house and in Poland outside of censorship. From 1989 he lived in Berkeley and Krakow.

Czesław Miłosz was an extremely private person. There are few of his personal photos he would agree to. Today, from the perspective of years, I must say that Miłosz was one of the most difficult to convince people. For a private photo session at Miłosz's, I sought for a long time with his friends and my friends. Finally, in April 1983, I received his permission to meet at the Grammercy Hotel in Manhattan, where he stayed. This historic and exclusive hotel was opened in the 1930s, and its guests included Humphrey Bogart, John F. Kennedy, Bob Dylan, Madonna, David Bowie. Moving towards this respectable shrine, I couldn't concentrate on the pictures waiting for me. In my head the question was still whether Czesław Miłosz would cancel the meeting. Only when I called his room from the hotel reception at the appointed time and heard the poet's voice on the other side did I stop being afraid. Miłosz was waiting for me at the door of the room, extending a cordial hand to greet. Chatting with him, I began to prepare the equipment. After several dozen photos, Miłosz gently suggested: - I think that's enough. Aware that such a meeting will not happen again soon, I decided to play va banque. - I have one more small request ... - Which one? - asks Milosz after a moment's thought. - There is a beautiful park near the hotel and I would like to take another picture there ... - I play. The poet stares at me with piercing eyes from bushy eyebrows. "I don't really believe in one photo, but ... I'm also leaving," he says, putting on his coat. Riding the elevator down, I load a new roll of film into the camera. In front of the hotel, Miłosz asks: - What should I do? - Please slowly walk among the bushes and trees - I answer.

The park looked beautiful then. Freshly developed tree buds were greening and some shrubs were already blooming. Miłosz became interested in nature, and I, getting closer and further away, changing cameras and lenses, fell into a trance of photography, from which the question snatched me: - Do you take fashion photos? I turned around. In front of me stood an older man with a dog on a leash. Not understanding, I asked, "What do you mean?" - Is this gentleman - pointed to Miłosz standing a few steps away - is a model? I looked at the journalist Zdzisław Bau who was accompanying me and we burst out laughing. Miłosz, seeing our amusement, came curious. When we told him what the passerby was slowly asking about, he also started laughing. It should be added here that New York's Gramercy Park, especially in spring, is a favorite place for fashion photographers, and an outstanding poet, very elegantly dressed, could be considered a model. Czesław Miłosz, very amused, said goodbye to us as cordially as if we had known each other for years. The next day, Zdzisław Bau told the above event on Radio Voice of America, and I was left with a series of unique photos. It cannot be excluded that it will be reflected in Miłosz's work. Anyway, he returned to this anecdote during our later meetings. I have the impression that the suspicion of being a model was not unpleasant to him ... Who would it be? The last time on February 1, 1996, I met with Miłosz at the funeral of Joseph Brodski, with whom I was a friend, I visited him at his home in Greenwich Village. It was a very sad meeting of many outstanding Brodsky friends. He was buried in New York, but after some time his grave was moved to Cimiterio Di San Michele in Venice. Venice was closest to the home town of Brodsky St. Petersburg.


That's how anecdotes about great people come about. I am still discovering something new about Miłosz, even though he has been dead for years, in 2018 I was in Vilnius, at Stefan Batory University, where he studied, an amazing place. As a souvenir, I made a beautiful talica with a bas-relief of Miłosz. To this day, I regret that I deleted the check in the bank, which Miłosz paid me for the ordered photos, it would be a souvenir with the original signature. I have original letters, so don't complain. "... Humanity is divided into those who know but do not speak and those who speak but do not know ..." - Czesław Miłosz.



  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon