Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Czesław Miłosz

Aktualizacja: 10 kwi 2019


Informacja, że Czesław Miłosz (1911-2004) tłumaczony na 44 języki, pisał pod 28 pseudonimami, robi wrażenie. Od samego przyjazdu do Nowego Jorku w 1979 r. chciałem zrobić Miłoszowi portret. Kiedy w 1980 r. otrzymał Nagrodę Nobla i zaczął przylatywać do Nowego Jorku z Berkeley, gdzie wykładał, zrobiłem mu pierwsze portrety w kwietniu 1983 r., w wiosennym Gramerci Park w Nowym Jorku, wielokrotnie publikowany na okładkach książek, magazynów. Poeta, prozaik, eseista, tłumacz ur. 30 czerwca 1911 w Szetejniach. Laureat nagrody Nobla w roku 1980 i wielu innych prestiżowych nagród literackich, tłumaczony na czterdzieści dwa języki. Doktor honoris causa wielu uniwersytetów w USA i w Polsce, honorowy obywatel Litwy i miasta Krakowa. Szkolną i uniwersytecką młodość spędził w Wilnie, tam również debiutował jako poeta, okupację niemiecką przetrwał w Warszawie. Po wojnie pracował w służbie dyplomatycznej PRL - w USA, i we Francji do roku 1951, kiedy to zwrócił się w Paryżu o azyl polityczny. W roku 1960 wyjechał do Kalifornii, gdzie przez dwadzieścia lat jako profesor języków i literatur słowiańskich wykładał na uniwersytecie w Berkeley. Do roku 1989 publikował głównie w emigracyjnym wydawnictwie paryskiej "Kultury" i w Polsce poza cenzurą. Od roku 1989 mieszkał w Berkeley i w Krakowie. Zmarł 14 sierpnia 2004 w Krakowie.

Czesław Miłosz, był niezwykle prywatną osobą. Jest niewiele jego zdjęć osobistych, na które by się zgodził. Dziś z perspektywy lat, muszę powiedzieć, że Miłosz należał do jednych z najtrudniejszych do przekonania osób. O prywatną sesję fotograficzną u Miłosza zabiegałem długo u jego przyjaciół, a moich znajomych. Koniec końców, w kwietniu 1983 r., otrzymałem jego zgodę na spotkanie w Grammercy Hotel na Manhattanie, gdzie się zatrzymał. Ten historyczny i ekskluzywny hotel został otwarty w latach trzydziestych XX wieku, a jego gośćmi byli: Humphrey Bogart, John F. Kennedy, Bob Dylan, Madonna, David Bowie. Podążając w kierunku tego szacownego przybytku, nie mogłem się skoncentrować na czekających mnie zdjęciach. W mojej głowie wciąż tkwiło pytanie, czy Czesław Miłosz nie odwoła spotkania. Dopiero kiedy o umówionej godzinie zadzwoniłem do jego pokoju z hotelowej recepcji i usłyszałem po drugiej stronie głos poety, przestałem się obawiać. Miłosz czekał na mnie w drzwiach pokoju, wyciągając w serdecznym geście rękę na powitanie. Gawędząc z nim, zacząłem przygotowywać sprzęt. Po kilkudziesięciu zdjęciach, Miłosz delikatnie zasugerował: – Myślę, że już wystarczy. Świadomy, że takie spotkanie szybko się nie powtórzy, postanowiłem za- grać va banque. – Mam jeszcze jedną małą prośbę… – Jaką? – pyta Miłosz po chwili zastanowienia. – Nieopodal hotelu jest piękny park i tam chciałbym zrobić jeszcze jedno zdjęcie… – zagajam. Poeta wbija we mnie przenikliwe spojrzenie spod krzaczastych brwi. – Nie bardzo wierzę w jedno zdjęcie, ale... również wychodzę – mówi, wkładając płaszcz. Jadąc windą na dół, załadowuję nową rolkę filmu do aparatu. Przed hotelem Miłosz pyta: – Co mam robić? – Proszę pomału spacerować wśród krzewów i drzew – odpowiadam. Park wyglądał wtedy przepięknie. Świeżo rozwinięte pąki drzew zieleniały, a niektóre krzewy już kwitły. Miłosz zainteresował się przyrodą, a ja, zbliżając się i oddalając, zmieniając aparaty i obiektywy, wpadłem w trans fotografowania, z którego wyrwało mnie pytanie: – Czy robi pan zdjęcia mody? Odwróciłem się. Przede mną stał starszy mężczyzna z pieskiem na smyczy. Nie bardzo rozumiejąc, spytałem: – Co pan ma na myśli? – Czy ten pan – wskazał na stojącego kilka kroków dalej Miłosza – jest modelem? Spojrzałem na towarzyszącego mi dziennikarza Zdzisława Baua i wybuchnęliśmy śmiechem. Miłosz, widząc nasze rozbawienie, podszedł zaciekawiony. Kiedy opowiedzieliśmy mu, o co pytał oddalający się z wolna przechodzień, zaczął się również śmiać. Trzeba tu dodać, że nowojorski Gramercy Park, szczególnie wiosną, jest ulubionym miejscem fotografów mody, a wybitny poeta, nader elegancko ubrany, mógł uchodzić za modela. Czesław Miłosz bardzo rozbawiony żegnał się z nami tak serdecznie, jakbyśmy znali się od lat. Następnego dnia Zdzisław Bau opowiedział powyższe zdarzenie w radiu Voice of America (Głos Ameryki), a mnie pozostała seria unikalnych zdjęć. Nie można również wykluczyć, że znajdzie to odbicie w twórczości Miłosza. Zresztą wracał do tej anegdotki podczas naszych późniejszych spotkań. Mam wrażenie, że podejrzenie o bycie modelem nie było mu niemiłe… Zresztą komu by było? Tak powstają anegdoty o wielkich ludziach. Ciągle coś nowego o Miłoszu odkrywam, w 2018 roku byłem w Wilnie, na Uniwersytecie Stefana Batorego, gdzie studiował, niesamowite miejsce. Do dziś żałuję, że skasowałem w banku check, którym zapłacił mi Miłosz, za zamówione zdjęcia, byłaby pamiątka z oryginalnym podpisem. Mam oryginalne listy, więc nie ma co narzekać.



  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon