PORTRET z HISTORIĄ Marek MIELNICZUK
- Czesław Czapliński

- 6 godzin temu
- 17 minut(y) czytania

Marek Anatol Mielniczuk (ur. 11 sierpnia 1946 w Warszawie) – polski marszand, antykwariusz i kolekcjoner sztuki, od lat 80. XX wieku związany z rynkiem francuskim i polskim. Właściciel galerii sztuki w Paryżu i Warszawie, doradca kolekcjonerów. Marszand i jeden z promotorów École de Paris.
Jego ojcem był Anatol Mielniczuk (ur. 21 lipca 1910 w Radziwiłłowie na Wołyniu, zm. 19 lipca 1981), związany przed wojną z Instytutem Wschodnim w Warszawie, ojciec pracował w Polskim Czerwonym Krzyżu, uczestniczył w powstaniu warszawskim pod pseudonimem „Czarny”. Matką Marka Mielniczuka była Maria Katarzyna Anna Sieniawska.
Ukończył VI Liceum Ogólnokształcące im. Tadeusza Reytana w Warszawie (1964). Kolekcjonerem został w ostatnich latach nauki w szkole. W 1969 roku ukończył Szkołę Główną Planowania i Statystyki (SGPiS, obecnie SGH) w Warszawie, uzyskując tytuł zawodowy magistra ekonomii na Wydziale Handlu.

W latach 70. XX wieku był sędzią Związku Kynologicznego w Polsce. W 1976 roku sprzedał swoją kolekcję obrazów kapistów. W latach 70. pozostawał pod wpływem historyka sztuki Jerzego Sienkiewicza, chociaż utrzymywał też kontakty z panią Marią z jarmarku perskiego przy Dworcu Wschodnim w Warszawie.
Pracował w agencji „Artel”, zajmującej się promocją i reklamą w Telewizji Polskiej. Pomiędzy 1983 a 1984 pracował jako zastępca dyrektora w Teatrze Komedia (jego kierowniczką artystyczną była w tym czasie Olga Lipińska). 27 lipca 1984 roku wyjechał do Paryża. Kupował polonika na bazarach, m.in. portret Jana Reszke, obraz Pawła Merwarta, Kwiaty Gustawa Gwozdeckiego, obraz Olgi Boznańskiej. Poszukiwał poloników poprzez ogłoszenia w prasie. 2 stycznia 1986 roku założył w Paryżu, początkowo w Louvre des Antiquaires, własną galerię sztuki – Galerie Marek, specjalizującą się w malarstwie École de Paris oraz sztuce środkowoeuropejskiej. Prowadził również Galerię Marek w Warszawie. W Paryżu galeria działała później na rue de Miromensil 21. Wydawał katalogi kolejnych wystaw Ecole de Paris, m.in. 6 października 1988, 22 marca 1990, 3 października 1990. W listopadzie 1988 roku pomagał w organizacji wystawy „École de Paris – Boulogne” w Musée Municipal w Boulogne-Billancourt. W 1991 roku stracił galerię w Paryżu z powodu błędu swojego notariusza i wzrostu czynszu, po czym postanowił wyprowadzić się z Paryża.

„…Z Markiem Mielniczukiem przyjaźnię się od lat. Spotykaliśmy się i spotykamy w Nowym Jorku, Paryżu, Warszawie, najczęściej w otoczeniu dzieł sztuki…” – Czesław Czapliński.
Był jednym z głównych dostawców dzieł do kolekcji amerykańskiego kolekcjonera Toma Podla (1938–2011), wystawianej w Muzeach Narodowych w Krakowie i we Wrocławiu. W wywiadach prasowych podkreślał znaczenie uczciwości i osobistej relacji z klientem w pracy marszanda, krytykując spekulacje rynkowe.
Blisko współpracował z Wojciechem Fibakiem jako doradca kolekcjonerski. Jest wymieniany, obok Zbigniewa Legutki, jako jedna z kluczowych osób, które pomogły Fibakowi budować kolekcję dzieł sztuki. Pomagał też w tworzeniu kolekcji malarstwa École de Paris w Villa la Fleur.

W listopadzie 2010 roku, na zaproszenie dziennikarza „Gazety Wyborczej” Włodzimierza Kalickiego, Mielniczuk wziął udział w wyprawie do Buxtehude w Niemczech, aby zbadać obraz Żydówka z pomarańczami Aleksandra Gierymskiego (nazywany również Pomarańczarką), oferowany w domu aukcyjnym Eva Aldag. Potwierdził autentyczność płótna, wskazując, że różnice względem przedwojennej fotografii wynikają z powojennych, niefachowych przemalowań i przycięcia dzieła. Wspólnie z Kalickim ustalił szczegóły konserwatorskich ingerencji oraz fakt, że jest to obraz skradziony z Muzeum Narodowego w Warszawie. Dla zachowania możliwości dalszego działania formalnie zgłosił chęć udziału w licytacji, co pozwoliło utrzymać kontakt z domem aukcyjnym. Dzień przed aukcją Kalicki opublikował artykuł w „Gazecie Wyborczej”, a następnie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego interweniowało w Niemczech. Jeszcze tego samego dnia niemiecki sąd nakazał zatrzymanie obrazu, a policja w Hamburgu zabezpieczyła Pomarańczarkę. Wcześniej rozpoznał na aukcji we Francji inny obraz Gierymskiego (Luwr w nocy), który trafił do zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie.

W 1992 roku Mielniczuk zakupił renesansowy zamek Château de Kergroadez (bret. Maner Kergroadez) w Brélès w Bretanii, pochodzący z początku XVII wieku. Był trzecim właścicielem tej posiadłości. Pierwszą renowację przeprowadzono w 1913 roku. Zamiarem Mielniczuka było przekształcenie obiektu w galerię sztuki, otwarcie go dla zwiedzających i organizacja koncertów muzycznych. Odnowił, zgodnie z wymogami konserwatora zabytków, sześć pomieszczeń w głównym skrzydle zamku, adaptując je do funkcji wystawienniczych. Starał się też odtworzyć ok. 10 hektarów ogrodów. W pobliżu zamku znajdują się las i jezioro. W maju 1995 roku, dzięki jego zaangażowaniu, zamek został wpisany na listę francuskich zabytków jako Monument Historique i po raz pierwszy w historii został otwarty dla zwiedzających. Na otwarciu grała koncert Chopinowski Ewa Osińska. Za te działania konserwatorskie otrzymał nagrodę stowarzyszenia Vieilles maisons françaises. Wynajmował zamek na wesela, organizował koncerty muzyki poważnej. Pomieszczenia mają cztery i pół metra wysokości i były ogrzewane kominkami szerokimi na trzy i pół metra. W tym okresie rozważał zakup tzw. Zameczku w Doëlan w Bretanii, w którym pracował Władysław Ślewiński.
Ze względów osobistych w 2000 roku sprzedał zamek nowym właścicielom, którzy kontynuowali renowację obiektu i jego udostępnianie do celów kulturalnych oraz turystycznych. Wrócił do Warszawy i w 2001 roku w warszawskiej Panoramie otworzył Galerię Marek.
Prowadzi biuro Cabinet d'expertises Bobrowska-Mielniczuk, zajmujące się badaniem proweniencji dzieł sztuki École de Paris.
Ma trzech synów. Jednym z nich jest marszand i znawca sztuki Maurycy Mielniczuk.
Wypowiedzi i publikacje Co ma wisieć? Gust polski – wywiad, „Gazeta Wyborcza. Duży Format”, 2005; Wstydliwe pieniądze – wywiad, „Rzeczpospolita”, 2001.
Film i telewizja: 1999 – Klan (serial) – właściciel galerii sztuki; 2019 – Czarny Mercedes (film fabularny) – mężczyzna w Cafe Muza.

Nowojorski Mag. KARIERA wrzesień 1991– Cz.Czapliński - „Marszand z Paryża”:
Po raz pierwszy Marka Mielniczuka spotkałem dwa lata temu w Nowym Jorku. Przyjechał, aby podpisać umowę z wdową po malarzu Zygmuncie Menkesie, na wydanie o nim albumu, do którego pisałem biografię. Rozmowę z Mielniczukiem przeprowadziłem w jego paryskiej galerii, znajdującej się dosłownie sto metrów od pałacu prezydenckiego, w tzw. złotym trójkącie.
— Ile kosztuje taki lokal?
— W tej chwili około pół miliona dolarów.
— Jak do tego doszedłeś, przecież niedawno przyjechałeś do Francji?
— Kiedy ponad sześć lat temu przyjechałem do Francji, zacząłem od małej galerii. Miałem trochę pieniędzy na początek, gdyż w Polsce sprzedałem dom i niezłą kolekcję. Pienvsza galeria była dużo tańsza, około 80 tysięcy dolarów, za tę też nie dałem pół miliona, kupiłem ją w 24 godziny za pół ceny. To był wspaniały zakup. W biznesie sukcesem jest nie sprzedaż, a dobre kupno.
–Wróćmy najpierw do okresu polskiego, czym się zajmowałeś przed wyjazdem do Paryża?
— Ukończyłem SGPiS i pracowałem w centrali „Społem”, zajmując się współpracą z zagranicą, gdyż znałem angielski. Później zajmowałem się sprzedażą reklam dla TV, a przed samym wyjazdem byłem wicedyrektorem Teatru Komedia na Zoliborzu. Przez cały czas moją pasją było kolekcjonowanie dzieł sztuki.
–Co miałeś w swojej kolekcji?
–Jeśli chodzi o polskich malarzy, to kilka obrazów Malczewskiego, Stanisławskiego, Mehoffera, Kotsisa, Ruszczyca. .. kolekcję sreber XVII-wiecznych, największą w Polsce, kolekcję naczyń miedzianych, którą zresztą zakupiło muzeum na Wawelu.
– To była kolekcja o dużej wartości, musiałeś mieć dużo pieniędzy?
– Kupowałem w końcu lat sześćdziesiątych i na początku siedemdziesiątych, często za małe pieniądze. Wówczas nie było jeszcze dużego zainteresowania tymi przedmiotami. Zgromadziłem dużą bibliotekę fachową, czytałem o srebrach, malarstwie. Zdarzało się, że w Desie kupowałem przez wiele pokoleń.

–Jak może startować ktoś nowy z Polski?
–Zacząłem poznawać źródła, ludzi, wstawałem o piątej rano i jeździłem na małe targi, nie tylko kupować, ale poznawać. Dałem ogłoszenie w prasie, że szukam polskich malarzy. Notabene, to ogłoszenie idzie co tydzień bez przerwy do dziś, dając dobre rezultaty. Inni kolekcjonerzy rzadko to robią, bo trzeba inwestować, ale rezultaty są.
– Od jakiego malarstwa zacząłeś?
– Zacząłem od Ecole de Paris, jak również od malarstwa z końca XIX i początku XX wieku. Zacząłem mieć niezłe wyniki finansowe, kupiłem mieszkanie pod Paryżem, odsprzedałem — zarobiłem 50 tysięcy dolarów, kupiłem mieszkanie w Paryżu. Francuzi nazywali mnie „pracuś”. Uważałem, że muszę działać ofensywnie. Jako emigrant, który nie ma rodziny, musiałem stworzyć sobie bazę, na co potrzeba kilku lat.
W tej chwili wyłącznie zajmuję się Ecole de Paris i postanowiłem wydawać katalogi. Żadna galeria tego nie robiła. Mówili, że katalogi są za drogie w stosunku do moich obrazów, odpowiadałem, że dziś tak, ale jest to inwestycja na przyszłość.
- Od jakich cen zaczałeś?
- Najpierw miatem obrazy w cenach od 3-10 tysiecy dolarów, teraz 15-40 tysiecy dolarów. Obecnie mam sporo chetnych do wspólpracy finansowej, którzy widzą, że to, co robią, przynosi coraz lepsze rezultaty. Ukazał sie w Paryżu artykuł o mnie: ,Ambasador École de Paris", dostalem nagrode Paryża, za najlepszy plakat do wystawy. Ciagle inwestuje, wydaje katalogi, drukuje plakaty, zamieszczam ogłoszenia.

–Jaki miałes ostatnio najlepszy zakup?
– W jednej kolekcji kupitem 21 obrazów za 120 tysiecy dolarów, które warte są wedtug mnie 200-240 tysiecy dolarów, ale nie bede tego szybko sprzedawał.
– Jak zetknąłeś sie z Menkesem, o którym chcesz wydaé album?
–Znałem kilka stów po francusku, dałem ogtoszenie, ktoś do mnie zadzwonił, że ma Menkesa. Znatem Menkesa tylko z reprodukcji, pojechałem. Byto trzech marszandów francuskich galerii, którzy znali kilkanaście stów po angielsku i wyszedtem z Menkesem.
Było to w 1984 roku, zapłaciłem po 2,5 tysiaca dolarów, była to wówczas duża suma, bo frank stał 10:1 dolara. Myśleli, że zwariowałem. Za dwa dni miatem nastepny telefon w sprawie Menkesa i dotartem do ludzi, którzy mieli catą kolekcje Menkesa są od Mazarakiego - 32 obrazy. Mnie udato sie odkupió 27. W sumie kupiłem chyba około dziewieédziesieciu obrazów Menkesa z okresu paryskiego 1923-1935. Oczywiscie, czesó sprzedatem z zyskiem, obecnie mam okolo 60 ptócien Menkesa.
przez wiele pokoleń. Jak może startować ktoś nowy z Polski?
Zacząłem poznawać źródła, ludzi, wstawałem o piątej rano i jeździłem na małe targi, nie tylko kupować, ale poznawać. Dałem ogłoszenie w prasie, że szukam polskich malarzy. Notabene, to ogłoszenie idzie co tydzień bez przerwy do dziś, dając dobre rezultaty. Inni kolekcjonerzy rzadko to robią, bo trzeba inwestować, ale rezultaty są.
– W domu masz piekna kolekcje malarstwa, która o niebo przewyższa to, co wystawiasz w galerii. Mówiłeś, ze nie chciałbyś tego sprzedać, czy nie któci się to z rola marszanda?
— Przede wszystkim byłem i jestem kolekcjonerem. Bardzo mnie podnieca kolekcjonowanie i zdobywanie.
Oczywiscie, nie moge wszystkiego zatrzymać dla siebie zatrzymuje najlepsze. Jeśli kupię coś lepszego niż mam w kolekcji, to zamieniam. Galeria jest przedtuzeniem mojej kolekcji.
Dla mnie prawie kazdy obraz ma swoja historie, ale obraz Makowskiego, który zdobyłem w ciagu 24 godzin, jest jakby magiczny. Za ten obraz proponowano mi najwyzsza cenę — 800 tysiecy marek, kiedy wypożyczyłem go na wystawe. Powiedziatem, że nie, zapytali ile chcę, odpowiedzialem, iż chce go mieć z powrotem w domu.
– Jak go zdobyłeś?
— Pamietam jak dziś, to był pierwszy sierpnia, po potudniu, wchodzi Polka, którą znałem z aukcji. Poleca mi swoją kuzynkę, która maluje ładne akwarele. Wspomina, że ona sie dobrze zna na malarstwie i była u konserwatorki, u której od razu rozpoznała obraz Tadeusza Makowskiego. Pytam — akwarele? Ona odpowiada —nie, duży obraz olejny, dzieci typu maskarada.
- Gdzie to jest?
Zaczyna mi opisywac uliczke, która dobrze znam.
Pytam: czy pani ma czas? Wsiadamy w samochód i jedziemy zobaczyć. Wchodze, widze obraz, nogi mi się uginają, pamietam go z reprodukcji w ksiażce. Ta dziewczyna mówi, że ktoś jej dał do konserwacji, wtascicielka ma niedaleko antykwariat. Kiedy przyszła włascicielka, ja zdenerwowałem się tak, że niewiele rozumialem po francusku (który zresztą słabo wówczas znałem). Ona mówiła, że nie jest do sprzedania. Zaczeliśmy rozmawiać, dowiedziatem się, że to mąż jej nie pozwala sprzedać. Poszlismy do antykwariatu, jej mąż mówi, ze nie potrzebuje pieniędzy. Wcześniej PoIka mówiła, że obraz jest za 10 tysiecy franków. Co robić, jesli powiem 50 tysiecy, to zorientują się, że jest wart wiecej, jesli powiem 10 tysiecy, to za mało. Błyskawicznie decyduje, że dam 15 tysiecy. On mówi, że mowy nie ma. W tym momencie nie miałem przy sobie pieniedzy, tylko czeki, a wiem, że w takich przypadkach gotówka położona na stół odgrywa swoją role. Spytatem, czy beda jutro rano w domu, powiedzieli, że tak. Rano byłem w banku, pytam, ile moge dostać gotówka. Oni mówią, że przy znajomościach 30 tysięcy, wówczas miałem konto obcokrajowca. Biore 30 tysięcy i jadę do nich, oni mówia, że nie sprzedadzą, nawet za 15 tysięcy. Włascicielka mówi do swego męża - powiedz mu 18 tysięcy, on mówi: ani 18, ani 20, mnie to nie interesuje. Widze, że obraz mi ucieka. W pewnym momencie mówię, że mam dwa obrazy Makowskiego, to bedzie trzeci, mam jutro urodziny, plotę bzdury. A ona mówi do meża, powiedz temu człowiekowi jakąs cene, niech się odczepi. On spieszył się na obiad, przed wyjsciem powiedział cene — zgadnij jaką?
–Trzydziesci tysięcy.
–Piecdziesiąt tysięcy i trzasnął drzwiami. Odczekałem, aż odjechał samochodem, wyciagnąłem 30 tysiecy franków gotówką i wypisatem czek na 20 tysiecy franków, a ona pokazuje na czek i pyta, co to jest? Bo trzeba wiedzieó, że tego typu transakcje zawierane są wyłącznie za gotówką. Ona mówi: ja bym to wzięła, ale mąż nie weźmie. Mam kilkadziesiat minut, aby znaleść 20 tysięcy gotówką. Jade do banku i wbrew prawu dostaje jeszcze 20 tysięcy. Po dwudziestu minutach wróciłem z gotówka, obraz do
samochodu i do domu, nie mogłem już w tym dniu otworzyć galerii. Ten obraz byt bezcenny dla mnie, gdyby powiedział 100 tysięcy, tez bym zaptacił. Tylko skad bym je wziął?
PORTRAIT with HISTORY Marek Mielniczuk

Marek Anatol Mielniczuk (born 11 August 1946 in Warsaw) is a Polish art dealer, antiquarian, and art collector who has been associated with the French and Polish art markets since the 1980s. He is the owner of art galleries in Paris and Warsaw and an advisor to collectors. An art dealer and one of the promoters of the École de Paris.
His father was Anatol Mielniczuk (born 21 July 1910 in Radziwiłłów in Volhynia, died 19 July 1981), who before the war was connected with the Eastern Institute in Warsaw. He later worked for the Polish Red Cross and took part in the Warsaw Uprising under the pseudonym “Czarny.” Marek Mielniczuk’s mother was Maria Katarzyna Anna Sieniawska.He graduated from the Tadeusz Reytan 6th General Secondary School in Warsaw (1964). He became a collector during the final years of his schooling. In 1969 he graduated from the Main School of Planning and Statistics (SGPiS, now SGH) in Warsaw, obtaining a master’s degree in economics from the Faculty of Trade.
In the 1970s he was a judge for the Polish Kennel Club. In 1976 he sold his collection of paintings by the Kapists. During the 1970s he remained under the influence of the art historian Jerzy Sienkiewicz, although he also maintained contacts with a woman named Maria from the Persian bazaar near Warszawa Wschodnia railway station in Warsaw.
He worked at the “Artel” agency, which dealt with promotion and advertising for Polish Television. Between 1983 and 1984 he served as deputy director at the Komedia Theatre (whose artistic director at the time was Olga Lipińska). On 27 July 1984 he left for Paris. He bought Polish works (polonica) at bazaars, including a portrait of Jan Reszke, a painting by Paweł Merwart, Flowers by Gustaw Gwozdecki, and a painting by Olga Boznańska. He searched for Polish works through press advertisements.

On 2 January 1986 he founded his own art gallery in Paris, initially in the Louvre des Antiquaires, Galerie Marek, specializing in École de Paris painting and Central European art. He also ran Galerie Marek in Warsaw. In Paris the gallery later operated at 21 rue de Miromesnil. He published catalogues for successive École de Paris exhibitions, including those on 6 October 1988, 22 March 1990, and 3 October 1990. In November 1988 he helped organize the exhibition “École de Paris – Boulogne” at the Municipal Museum in Boulogne-Billancourt. In 1991 he lost the Paris gallery due to an error by his notary and rising rent, after which he decided to leave Paris.
“…I have been friends with Marek Mielniczuk for years. We met and still meet in New York, Paris, and Warsaw, most often surrounded by works of art…” – Czesław Czapliński.

He was one of the main suppliers of artworks to the collection of the American collector Tom Podl (1938–2011), exhibited in the National Museums in Kraków and Wrocław. In press interviews he emphasized the importance of honesty and personal relationships with clients in the work of an art dealer, criticizing market speculation.He closely collaborated with Wojciech Fibak as a collecting advisor. Alongside Zbigniew Legutko, he is mentioned as one of the key figures who helped Fibak build his art collection. He also assisted in creating the École de Paris painting collection at Villa la Fleur.
In November 2010, at the invitation of “Gazeta Wyborcza” journalist Włodzimierz Kalicki, Mielniczuk took part in an expedition to Buxtehude, Germany, to examine the painting Jewess with Oranges by Aleksander Gierymski (also known as The Orange Seller), offered at the Eva Aldag auction house. He confirmed the authenticity of the canvas, pointing out that the differences from the pre-war photograph resulted from post-war, unprofessional overpainting and the trimming of the work. Together with Kalicki he established details of conservation interventions and the fact that the painting had been stolen from the National Museum in Warsaw. In order to preserve the possibility of further action, he formally expressed interest in participating in the auction, which allowed him to maintain contact with the auction house. The day before the auction Kalicki published an article in “Gazeta Wyborcza,” after which the Polish Ministry of Culture and National Heritage intervened in Germany. That same day a German court ordered the seizure of the painting, and the Hamburg police secured The Orange Seller. Earlier, he had also recognized another Gierymski painting (Louvre at Night) at an auction in France, which later entered the collection of the National Museum in Warsaw.

In 1992 Mielniczuk purchased the Renaissance castle Château de Kergroadez (Breton: Maner Kergroadez) in Brélès, Brittany, dating from the early 17th century. He was the third owner of the estate. The first restoration had been carried out in 1913. His intention was to transform the property into an art gallery, open it to visitors, and organize musical concerts. In accordance with the requirements of the historic monuments conservator, he restored six rooms in the main wing of the castle, adapting them for exhibition purposes. He also attempted to recreate approximately 10 hectares of gardens. A forest and a lake are located near the castle.
In May 1995, thanks to his efforts, the castle was entered on the list of French historic monuments as a Monument Historique and, for the first time in its history, was opened to visitors. A Chopin concert by Ewa Osińska was performed at the opening. For these conservation activities he received an award from the Vieilles maisons françaises association. He rented the castle for weddings and organized classical music concerts. The rooms were four and a half meters high and heated by fireplaces three and a half meters wide. During this period he also considered purchasing the so-called “Little Castle” in Doëlan, Brittany, where Władysław Ślewiński had worked.

For personal reasons, in 2000 he sold the castle to new owners, who continued the restoration of the property and its cultural and tourist use. He returned to Warsaw and in 2001 opened Galerie Marek in the Panorama building in Warsaw.He runs the expert office Cabinet d’expertises Bobrowska-Mielniczuk, specializing in provenance research of École de Paris artworks.
He has three sons, one of whom is the art dealer and art expert Maurycy Mielniczuk.
Statements and publications: What Should Hang? Polish Taste – interview, “Gazeta Wyborcza. Duży Format,” 2005; Embarrassing Money – interview, “Rzeczpospolita,” 2001.Film and television: 1999 – Klan (TV series) – gallery owner; 2019 – Black Mercedes (feature film) – man in Café Muza.

New York Magazine KARIERA, September 1991 – Cz. Czapliński, “The Art Dealer from Paris”:
I first met Marek Mielniczuk two years ago in New York. He came to sign a contract with the widow of the painter Zygmunt Menkes to publish an album about him, for which I was writing the biography. I conducted the interview with Mielniczuk in his Paris gallery, located literally one hundred meters from the presidential palace, in the so-called golden triangle.
— How much does such a space cost?
— At the moment, about half a million dollars.
— How did you achieve that, since you only recently arrived in France?
— When I arrived in France over six years ago, I started with a small gallery. I had some money at the beginning, because in Poland I sold a house and a good collection. The first gallery was much cheaper, about 80,000 dollars; I didn’t pay half a million for this one either — I bought it within 24 hours at half price. It was a wonderful purchase. In business, success lies not in selling, but in buying well.

— Let’s go back to the Polish period. What were you doing before leaving for Paris?
— I graduated from SGPiS and worked at the “Społem” central office, dealing with foreign cooperation, since I knew English. Later I sold advertising for TV, and just before leaving I was deputy director of the Komedia Theatre in Żoliborz. Throughout that time my passion was collecting works of art.
— What did you have in your collection?
— As for Polish painters: several paintings by Malczewski, Stanisławski, Mehoffer, Kotsis, Ruszczyc… a collection of 17th-century silver, the largest in Poland, and a collection of copper vessels, which was later purchased by the Wawel museum.

— It must have been a very valuable collection; you must have had a lot of money?
— I bought in the late 1960s and early 1970s, often for small amounts of money. At that time there was not yet much interest in these objects. I built a large professional library and read about silver and painting. It happened that I bought at Desa for generations.
— How can someone new from Poland get started?
— I began to learn the sources and the people; I would get up at five in the morning and go to small markets, not only to buy but to get to know them. I placed an advertisement in the press saying that I was looking for Polish painters. Incidentally, that advertisement has been running every week without interruption to this day and yields good results. Other collectors rarely do this because it requires investment, but it pays off.

— What kind of painting did you start with?
— I started with École de Paris, as well as painting from the late 19th and early 20th centuries. I began to achieve good financial results; I bought an apartment near Paris, resold it — earned 50,000 dollars — and bought an apartment in Paris. The French called me a “hard worker.” I believed I had to act offensively. As an emigrant without family, I had to build a base for myself, which takes several years.
— At home you have a beautiful collection of paintings, far surpassing what you exhibit in the gallery. You said you would not want to sell it — doesn’t that conflict with the role of an art dealer?— Above all, I was and still am a collector. Collecting and acquiring excite me greatly. Of course, I cannot keep everything for myself — I keep the best pieces. If I buy something better than what I already have, I replace it. The gallery is an extension of my collection.

— How did you acquire the Makowski painting?
— I remember it as if it were yesterday. It was the first of August, in the afternoon. A Polish woman I knew from auctions came in and recommended her cousin, who paints nice watercolors. She mentioned she knew painting well and had been at a conservator’s studio, where she immediately recognized a painting by Tadeusz Makowski…
— How did you acquire it?
— I remember it as if it were today. It was the first of August, in the afternoon. A Polish woman I knew from auctions came in. She recommended her cousin to me, who paints nice watercolors. She mentioned that her cousin knew painting well and had been at a conservator’s studio, where she immediately recognized a painting by Tadeusz Makowski.
–I asked, “Watercolors?”
–She replied, “No, a large oil painting — children in masquerade costumes.”

–“Where is it?” I asked. She began describing a little street that I knew well.
–I asked her if she had time. We got into the car and went to see it. I walked in, saw the painting — and my knees nearly buckled. I remembered it from a reproduction in a book. The girl said someone had given it to her for conservation; the owner had an antiquarian shop nearby.
–When the owner arrived, I was so nervous that I barely understood any French (which I hardly knew at the time anyway). She said it was not for sale. We started talking and I learned that her husband would not allow her to sell it. We went to the antiquarian shop, and her husband said he didn’t need the money. Earlier, the Polish woman had told me the painting was priced at 10,000 francs.
–What to do? If I said 50,000, they would realize it was worth more; if I said 10,000, it would be too little. I quickly decided to offer 15,000. He said there was no question of it. At that moment I didn’t have cash on me, only checks — and I knew that in such cases, cash laid out on the table plays a decisive role.
–I asked whether they would be at home the next morning; they said yes. In the morning I went to the bank and asked how much cash I could withdraw. They told me that, given my connections, 30,000 francs — I had a foreigner’s account at the time. I took the 30,000 and drove to them. They said they wouldn’t sell, not even for 15,000.

–The owner said to her husband, “Tell him 18,000.”
–He replied, “Neither 18 nor 20 — I’m not interested.”
–I could see the painting slipping away from me. At one point I said I already had two Makowski paintings, this would be the third, that it was my birthday the next day — I was talking nonsense. She then said to her husband, “Just give this man a price so he’ll leave us alone.” He was in a hurry to go to lunch and, before leaving, he named a price — guess what?

— Thirty thousand?
— Fifty thousand — and he slammed the door.
I waited until he drove off, then I took out the 30,000 francs in cash and wrote a check for 20,000 francs. She pointed to the check and asked, “What is that?” You have to understand that transactions of this kind are conducted exclusively in cash. She said, “I would take it, but my husband won’t.”
I had a few dozen minutes to find another 20,000 in cash. I went to the bank and, against the regulations, managed to obtain another 20,000. Twenty minutes later I was back with the cash — the painting into the car and home. I couldn’t even open the gallery that day.
That painting was priceless to me. If he had said 100,000, I would have paid that too. The only question is — where would I have found the money?






Komentarze