Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Teresa Kubiak


Teresa Kubiak (ur. 26 grudnia 1937 r. w Łdzaniu, w woj. łódzkim) – śpiewaczka operowa – sopran.

Studiowała na Akademii Muzycznej w Łodzi. Najbardziej znana z roli Tatiany w nagraniu Georga Soltiego „Eugeniusza Oniegina” Czajkowskiego, które zostało wykorzystany do filmu opery Petra Weigla z 1988 roku. Była również znana z występów Lizy w „Pique Dame” Czajkowskiego.

Kubiak zadebiutowała w Ameryce w 1970 roku w Carnegie Hall w Nowym Jorku jako Sulamith w „Die Königin von Saba” Goldmarka. Śpiewała w Metropolitan Opera przez 15 sezonów, występując w 14 rolach.

Kubiak był profesorem muzyki / głosu w Jacobs School of Music na Uniwersytecie Indiana przez ponad 25 lat, przechodząc na emeryturę w 2018 roku.

Od wielu lat obserwuję światową karierę śpiewaczki operowej Teresy Wojtaszek-Kubiak, od lat mieszkającejna stałe w Stanach Zjednoczonych. Teresa Kubiak, od czasu swego debiutu w 1965 r. w Teatrze Wielkim w Łodzi, śpiewała na wszystkich ważniejszych scenach operowych i muzycznych świata, że wspomnę: Metropolitan Opera w Nowym Jorku, Covent Garden w Londynie, Staatsopera w Wiedniu, Teatro La Fenice w Wenecji, Royal Elizabeth Hall w Londynie, Chicago Lyric Opera, San Francisco Opera, Houston Grand Opera, Czajkowski Hall w Moskwie, Abert Hall w Londynie, poza tym w operach w Lizbonie, Monachium, Rzymie, Korei, Hongkongu, Chinach. Partnerami jej byli najwięksi śpiewacy: Placido Domingo, z którym występ w Metropolitan Opera transmitowany był na całą Amerykę, Carlo Bergonzi, Tito Gobi, Richard Tucker, Mikołaj Giaurow, Birgit Nilsson, Inge Borgh, Sherill Milnes.

O Teresie Kubiak pisała cała prasa światowa począwszy od The New York Times, New York Post, Saturday Review, a skończywszy na magazynach muzycznych. Po każdym występie Kubiak, sypały się pochlebne recenzle, a Roger Dettner pisał, że Kubiak jest „najrzadszym z operowych ptaków od czasu Renaty Tebaldi”.

Kilkakrotnie podziwiałem Teresę Kubiak w czasie jej występów w Nowym Jorku, jak również fotografowałem ją w Metropolitan Opera oraz w jej domu w Montclair w stanie New Jersey. A ostatnio odwiedziłem artystkę w nowej rezydencji, przestronnym domu na wzgórzu w West Paterson, gdzie mieszka z mężem Januszem Kubiakiem — wiolonczelistą i dwiema córkami. Pierwsze zdjęcia Teresie Kubiak zrobiłem w Metropolitan Opera w Nowym Jorku w kwietniu 1982 r. Pamiętam jak wszła w futrze, spojrzała, uśmiechnęła się, czuło się, że mamy do czynienia z gwiazdą, ale taką do której można się zbliżyć. Mam nadzieję, że udało mi się to uwiecznić na zdjęciach. Kiedy już się lepiej poznaliśmy, zrobiłem z nią obszerny wywiad, który okazał się w Nowym Jorku.

Czesław Czapliński: Tradycyjnie na wstępie chciałbym dowiedzieć się skąd pani zainteresowania muzyką, a w szczególności śpiewem?

—Teresa Kubiak: Mój ojciec był skrzypkiem—amatorem i właściwie on zaraził mnie muzyką, jeśli tak można powiedzieć. Matka też miała bardzo ładny głos. W domu było pełno śpiewu i muzyki.

—Czyli naturalną rzeczą było, że poszła pani do szkoły muzycznej?

—Nie od razu. Po maturze w liceum ogólnokształcącym poszłam na Uniwersytet Łódzki, aby studiować biologię. Ale już po egzaminie wstępnym wiedziałam, że to nie jest mój kierunek. Po skończeniu pisemnego egzaminu wyszłam z sali i pieszo poszłam na drugi koniec Łodzi do Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej. Czułam, że muszę być kimś, na kogo będą zwrócone oczy wiedziałam, że moje miejsce jest na scenie. Kiedy w sekretariacie PWSM powiedziałam, że chce tu studiować, ówczesna dyrektorka, pani Wróblewska, wypytała mnie, czy profesjonalnie zajmowałam się przedtem muzyką i śpiewem. Kiedy dowiedziała się, że nie, oświadczyła, że takich nowicjuszy nie przyjmnują. Poradziła mi jednak tzw. ognisko muzyczne, gdzie można się było zapoznać z muzyką. Po kilku miesiącach zdałam do liceum muzycznego, które mieściło się w tym samym budynku co PWSM w Łodzi.

—Jak to liceum, była pani przecież po maturze?

—Aby móc zdawać do PWSM musiałam ukończyć liceum muzyczne, pracowałam bardzo ciężko, przychodziłam pierwsza a wychodziłam ostatnia ze szkoły. Udało mi się pięcioletni program zrobić w ciągu trzech lat i z wyróżnieniem przyjęto mnie do PWSM w Łodzi.

—Z pani biografii wiem, że bardzo wcześnie zaczęła pani wyjazdy na wszelkiego typu konkursy i występy.

—Tak, jeździłam już w czasie studiów. Pierwszą nagrodę zdobyłam na konkursie w Katowicach w 1960 r., a pierwszą zagraniczną w rok później w Helsinkach, gdzie pojechałam z okazji Międzynarodowego Zjazdu Młodzieży. Tam po raz pierwszy otarłam się o wielki świat muzyki; jurorami byli światowej sławy wiolonczelista Roztropowicz i śpiewaczka rosyjska Kalina Wiśniewska. Później, będąc w czwartym miesiącu ciąży, wyśpiewałam medal w Tuluzie (1963) we Francji, w Monachium (1965), uczestniczyłam w Międzynarodowym Konkursie im. Czajkowskiego w Moskwie.

—Jak potoczyły się pani losy po studiach?

—Po skończeniu PWSM zostałam zaangażowana do Opery Łódzkiej bez egzaminu, mój sceniczny debiut odbył się w 1967 r., w roli Micaeli w „Carmen” Bizeta. Później natychmiast przyszły „Tosca” i „Aida". Często byłam zapraszana do Warszawy, Krakowa, dużo koncertowałam za granicą, nagrywałam.

—Jaki moment dziś, z perspektywy lat, uważa pani za początek swojej światowej kariery?

—Myślę, że zdarzyło się to w czasie, kiedy z tenorem Paprockim miałam jechać na koncert do Berlina i weszłam do Pagartu po paszport. W pokoju, do którego weszłam, przedstawiono mnie niepozornemu panu, który lekko wystraszony siedział pod ścianą. Był to słynny impresario z Nowego Jorku William Stein, który przyjechał po raz pierwszy, aby przesłuchać nowe talenty. Pan Stein zapytał mnie czy zechciałabym przed nim zaśpiewać. Na co ja odpowiedziałam, że nie, gdyż jutro jadę do Berlina, a poza tym nie mam nut, akompaniatora. Zaczęto mnie jednak usilnie przekonywać, że wszystko to da się zorganizować. Szybko zadzwoniono i okazało się, że nazajutrz o 10:00 rano ma próbę orkiestra Rachonia i może mi akompaniować. Pojechałam do Łodzi, przywiozłam nuty do „Toski” i „Damy Pikowej”. Następnego dnia rano orkiestra zagrała, ja zaśpiewałam, Pan Stein na to: to jest międzynarodowej klasy głos, musi pani przyjechać do Nowego Jorku.

—Z tego widać, że impresario nowojorski porwał panią za Atlantyk?

— Nie od razu to nastąpiło. Po wyjściu z przesłuchania pojechałam, tak jak było zaplanowane, do Berlina, później wpadłam w wir pracy. Po miesiącu przyszedł kontrakt, w którym pan Stein proponował mi występ w słynnej Carnegie Hall w Nowym Jorku.

—Jest to nieziszczalne marzenie większości artystów nie tylko z Polski, ale z całego świata. Na pewno na skrzydłach poleciała pani do Nowego Jorku?

—Właśnie nie. Byłam wtedy zajęta innymi występami, postanowiłam więc nie jechać do Nowego Jorku, ponieważ nie miałam czasu nauczyć się opery „Królowa Saba", w której miałam tam wystąpić. Moja profesor powiedziała wtedy: „Tereniu, przygotuj jedną stroniczkę dziennie i zobaczymy". Uległam jej i nauczyłam się partii. Broniłam się jednak, mówiąc, że nie znam języka i nie poradzę sobie w Nowym Jorku. I tu znów zadziałała moja profesor, Olga Olgina, słynna śpiewaczka wiedeńskiej opery, znająca kilka języków. Powiedziała: „Ja z tobą pojadę jako tłumacz”.

—W końcu uległa pani namowom i w 1970 roku przyjechała pani po raz pienvszy do Nowego Jorku?

—Tak. Okazało się jednak na miejscu, że w czasie prób był ogromny bałagan, orkiestra po dwóch godzinach wyszła, chodziło o jakieś nie uregulowane sprawy związkowe. My nie dokończyliśmy nawet śpiewać. Oprócz mnie była amerykańska obsada śpiewaków, włoski dyrygent, widziałam prapremierę w czarnych kolorach.

Na moje szczęście było inaczej. Koncert stał się wydarzeniem artystycznym, jak pisała prasa. A na sali byli zaproszeni dyrektorzy z wszystkich najważniejszych amerykańskich oper: z Chicago, San Francisco, Houston, Bostonu – dosłownie cała śmietanka muzyczna.

—Jak pani wspomina swój występ i przeżycia z nim związane?

—Ja otwierałam całą operę „Królowa Saba" Goldmarka. Po moim występie ludzie zaczęli rzucać w górę marynarki, czapki; zupełnie niespotykana w Europie reakcja.

—A jak zareagowała prasa, często mająca odmienny pogląd niż publiczność?

—Tu była pełna zgodność. Pisano, że jestem odkryciem sezonu. Koncert skończył się o 11:00 w nocy, a już o czwartej rano mój impresario doniósł o fenomenalnej recenzji najsroższego krytyka Schenberga.

—Po jednym występie stała się pani sławna?

—Muszę przyznać, że nie byłam na to przygotowana. Zaczęły napływać propozycje występów z całego świata i rozpoczęło się zwariowane życie, cały czas w podróży.

Zaraz w następnym roku, w kwietniu, wyjechałam na Festiwal do Glyndebourne w Anglii, gdzie śpiewałam 16 przedstawień w ciągu 36 dni; w tym czasie zmieniło się czterech towarzyszących mi tenorów. Równocześnie zaczęłam się uczyć nowej opery, którą nagrałam dla BBC, oraz młałam kilka występów w Albert i Elizabeth Hall w Londynie. Przyjechałam do Łodzi, zmieniłam tylko zawartość walizek i pojechałam na mój pierwszy sceniczny debiut w San Francisco Opera (1971), w spektaklu „Madame Butterfly", stamtąd do Chicago Liric Opera, gdzie śpiewałam pierwszą swoją „Toscę” po włosku ze sławnym Carlo Bergonzi. Równocześnie uczyłam się niemieckiej opery „Elektra” Straussa, w której grałam rolę Chryzotemis, tym razem w Teatro La Fenice w Wenecji. Trwało to nieprzerwanie do 20 grudnia. Niezwykle wyczerpana chciałam pojechać do Polski na święta Bożego Narodzenia, aby spędzić je z rodziną. Samoloty z Rzymu do Warszawy były jednak odwołane. Musiałam jechać do Jugosławii i z Belgradu pociągiem trzy dni. W Łodzi byłam już po świętach.

Jednak najbardziej wyczerpujące są chyba podróże samolotowe, ciągłe zmiany stref czasowych, a terminy są bardzo napięte. Dla przykładu: wyleciałam rano z Warszawy do Nowego Jorku, gdzie przesiadłam się do San Francisco, cały czas bez snu. Na lotnisku w San Francisco, to było dopiero popołudnie, czekała na mnie taksówka i zawiozła mnie prosto do opery na próbę „Aidy”. Kiedy na wpół żywa stanęłam na scenie wydawało mi się, że jestem na statku, wszystko falowało. żyje się pod ogromną presją. Nic dziwnego, że wiele osób używa środków dopingujących, co z kolei powoduje rozstroje nerwowe i stresy.

—Jest to niezwykle wyczerpujące, co więc trzyma ludzi w tym zawodzie?

—Jest oczywiście wiele plusów, jak choćby spontaniczna reakcja publiczności, która wynagradza wszystkie trudy i niewygody. Poza tym spotyka się wielu ciekawych ludzi. Dla przykładu, po moim pierwszym występie w Carnegie Hall w Nowym Jorku, dyrektor Decca Record wydał na moją cześć ogromne przyjęcie w Hotelu Plaza, przysłał limuzynę, zaprosił ważniejszych dyrektorów oper. Potem, gdy pojechałam na Florydę, zastawałam w garderobie kosze kwiatów. Wiele razy na sali w czasie moich występów były znakomite osobistości, jak choćby królowa angielska. Później, po występie, spotykałm je na różnego typu przyjęciach. Gdy śpiewałam w Kanadzie, gubernator wydał dla mnie przyjęcie w swojej rezydencji. Podczas takich przyjęć spotyka się bardzo wiele wpływowych osób, jak również często zawiera ciekawe kontrakty. Nawet tutaj, w Montclair, miałam występ w muzeum i kiedy wczoraj byłam w Instytucie Operowym, ludzie zatrzymywali mnie gratulując. To jest bardzo przyjemne.

—Czy stały kontrakt z Metropolitan Opera, z którą była pani związana przez wiele lat, spowodował, że przeniosła się pani na stałe do Stanów Zjednoczonych?

Sezon 1972/73 zaczęłam „Damą Pikową" w partii Lizy i od tego czasu związana byłam przez lata z tą największą na świecie sceną operową. Istotnie, stały kontrakt spowodował, że w 1976 roku przeniosłam się na stałe do Stanów Zjednoczonych z mężem i córkami. Mój mąż również zaczął grać w MET.

—Wiem, że po wielu latach nieobecności odwiedziła pani niedawno Polskę?

—W zeszłym roku, po dwunastu lałach! Zostałam zaproszona na otwarcie sezonu Teatru Wielkiego w Łodzi. Śpiewałam „Toscę", którą nagrywano i była transmitowana przed Bożym Narodzeniem. Zasiadałam również w jury konkursu Jana Kiepury.

—Jak pani odebrała Polskę po tak długiej przerwie?

—Przyjęto mnie gorąco: wywiady, konferencje prasowe, sale wypełnione po brzegi, tytuły w gazetach: „Gwiazda przyjechała".

—Mimo, że nie jeździła pani do Polski, nie zapomniała pani o Polsce. Pamięłam, że kilka lat temu brała pani udział w koncercie, z którego dochód przeznaczony był na rzecz odbudowy Krakowa?

—Tak, występowałam razem ze śpiewającym wówczas w MET Wiesiem Ochmanem, za co dostałam później piękny list od Rady miasta Krakowa.

Należy pani do nielicznych artystek, którym udało się harmonijnie połączyć wielką karierę z życiem rodzinnym. Pani dwie córki już dziś mogą poszczycić się osiągnięciami?

—Starsza, Małgorzata (25 lat), ukończyła w ubiegłym roku Fairleigh Dickinson Universrty w specjalności bankowej; pracuje na Wall Street, w jednym z największych banków JPMorgan. Druga, Dorota, kilka dni temu otrzymała dyplom aktorski w prestiżowym New York University. Już występowała na Off Broadway, śpiewała w „Wesołej Wdówce". Ona już od wielu lat występowała w reklamach telewizyjnych, bardzo lubi śpiewać i tańczyć.

—Wiem, że była pani do 1987 r. związana z MET. A co dziś pani robi?

—Już od 1985 r. zaczęłam razem z mężem uczyć w Montclair State College w stanie New Jersey na wydziale Muzycznym. Zajmuję się już ukształtowanymi śpiewakami, którzy przychodzą robić magisterium, już po dyplomach. Muszę powiedzieć, że daje mi to zupełnie inne zadowolenie; staram się przekazać młodym śpiewakom moje doświadczenia. Coraz częściej jestem zapraszana do jury różnych konkursów. Myślę o szkołach muzycznych w Nowym Jorku, Yale czy Princeton, gdzie są większe wydziały muzyczne.

—Czy ma pani jakieś plany w stosunku do Polski?

—W grudniu jadę do Polski, gdyż zostałam zaproszona do jury konkursu im. A.Didura w Katowicach, organizowanego przez Bytomską Operę, mam nagrywać z Orkiestrą Polskiego Radia i Telewizji w Katowicach, która występowała w Lincoln Center w Nowym Jorku. Chciałabym jeszcze dodać, że podczas mego pobytu w Polsce odkryłam piękny baryton i ufundowałam nagrodę, gdyż wiem jak bardzo młodemu artyście potrzeba uznania.

—Zastanawiam się, dlaczego Polonia w Stanach Zjednoczonych, zaliczana przecież do jednej z najbogatszych grup etnicznych, ma tak mało rozmachu, aby wychodzi poza polskie getta domów narodowych, czy salek parafialnych. A tak zwani impresariowie przywożą z Polski nieznane zupełnie osoby, nie wyokorzystując zupełnie znanych osób, przybywających na miejsce, jak choćby pani. Czy narawdę nie jest możliwe zorganizowanie występu dla przykładu w Carnegie Hall, gdzie mogą przyjść również Amerykanie?

—Ja też się dziwie, gdyż wynajęcie Carnegie Hall kosztuje kilka tysięcy dolarów. Dobrze zorganizowana reklama może zapewnić frkfencję i zwrot kosztów, a nawet zyski. Nie mówiąc o tym, że zaczynamy istniej w muzycznym świecie w Nowym Jorku. Osobiście chętnie wystąpiłabym w takim koncercie, z którego dochód można by przeznaczyć na jakiś cel. Gdyby taka tradycja organizowania koncertów w prestiżowych miejscach przyjęła się, to można by zorganizować debiuty najbardziej utalentowanym jednostkom dając im szanse zaistnienia. A jeśli im się uda, będą dumą Polski i Polonii.


PORTRAIT with HISTORY Teresa Kubiak

Teresa Kubiak (born on December 26, 1937 in Łdzań, near Łódź) - opera singer - soprano. She studied at the Music Academy in Łódź. Best known for her role as Tatiana in the recording of Georg Solti "Eugene Onegin" Tchaikovsky, which was used for the 1988 opera film by Peter Weigel. She was also known for her performances in Tchaikovsky's Pique Dame. Kubiak made her American debut in 1970 at Carnegie Hall in New York as Sulamith in Goldmark's "Die Königin von Saba". She sang at the Metropolitan Opera for 15 seasons, performing in 14 roles. Kubiak was a professor of music / voice at the Jacobs School of Music at the University of Indiana for over 25 years, retiring in 2018. For many years I have been observing the world career of opera singer Teresa Wojtaszek-Kubiak, who has been living permanently in the United States for years. Teresa Kubiak, since her debut here in 1965 at the Grand Theater in Łódź, sang on all major opera and music stages of the world that I would mention: the Metropolitan Opera in New York, Covent Garden in London, Staatsoper in Vienna, Teatro La Fenice in Venice, Royal Elizabeth Hall in London, Chicago Lyric Opera, San Francisco Opera, Houston Grand Opera, Tchaikovsky Hall in Moscow, Abert Hall in London, in addition to operas in Lisbon, Munich, Rome, Korea, Hong Kong, China. Her partners were the greatest singers: Placido Domingo, with whom the performance at the Metropolitan Opera was broadcast throughout America, Carlo Bergonzi, Tito Gobi, Richard Tucker, Mikołaj Giaurow, Birgit Nils son, Inge Borgh, Sherill Milnes. The whole world press wrote about Teresa Kubiak from The New York Times, New York Post, Saturday Review, and ending with music magazines. After each Kubiak performance, flattering reviewers broke out, and Roger Dettner wrote that Kubiak is "the rarest of opera birds since Renata Tebaldi."

I have admired Teresa Kubiak several times during her performances in New York, as well as photographed her at the Metropolitan Opera and at her home in Montclair, New Jersey. And recently I visited the artist in a new residence, a spacious house on a hill in West Paterson, where she lives with her husband Janusz Kubiak - cellist and two daughters. I took my first photos of Teresa Kubiak at the Metropolitan Opera in New York in April 1982. I remember how she came in the fur coat, looked, smiled, it felt that we were dealing with a star, but one that you can approach. I hope that I managed to capture this in the pictures. Once we got to know each other better, I did an extensive interview with her, which turned out to be in New York.

—Czesław Czapliński: Traditionally, I would like to start by learning where you are interested in music, especially singing?

- Teresa Kubiak: My father was a violinist - an amateur and he actually infected me with music, if you can say that. Mother also had a very nice voice. The house was full of singing and music.

—So it was natural that you went to music school?

–Not immediately. After graduating from high school in high school, I went to the University of Lodz to study biology. But after the entrance exam, I knew that this was not my direction. After finishing the written exam, I left the room and walked to the other end of Łódź to the State Higher School of Music on foot. I felt that I had to be someone who would face my eyes, I knew that my place was on the stage. When I told the PWSM secretary that I wanted to study here, the then director, Mrs. Wróblewska, asked me if I had been professionally involved in music and singing before. When she learned that she was not, she stated that they did not accept such novices. However, she advised me a music camp where you could get acquainted with the music. After a few months I passed to the music high school, which was located in the same building as the PWSM in Łódź.

—How was high school like you were after graduating from high school?

—I had to graduate from a music high school to be a student at PWSM, I worked very hard, I came first and left school last. I managed to do a five-year program in three years and was honored with admission to the PWSM in Łódź. - From your biography I know that you started very early on trips to all kinds of competitions and performances. - Yes, I have traveled while I was studying. I won the first prize at a competition in Katowice in 1960, and the first prize one year later in Helsinki, where I went on the occasion of the International Youth Congress. There, for the first time, I came across the great world of music; jurors were the world-famous cellist Roztropowicz and Russian singer Kalina Wiśniewska. Later, being in the fourth month of pregnancy, I sang a medal in Toulouse (1963) in France, in Munich (1965), I participated in the International Competition Tchaikovsky in Moscow.

—How did your fate after graduation?

—After graduating from PWSM, I was involved in the Lodz Opera without examination, my stage debut took place in 1967, as Micaela in Bizet's Carmen. Later immediately came "Tosca" and "Aida". I was often invited to Warsaw and Krakow, I toured abroad a lot, recording the album.

—What moment do you see from the perspective of years as the beginning of your world career?

—I think it happened at a time when with tenor Paprocki I was supposed to go to a concert in Berlin and entered Pagart for a passport. In the room I entered, I was introduced to an inconspicuous gentleman who was sitting slightly scared under the wall. It was the famous New York impresario William Stein, who came for the first time to hear new talents. Mr. Stein asked me if I would sing to him. To which I replied, no, because I am going to Berlin tomorrow, and besides, I have no accompanist. However, they began to strongly convince me that all this can be organized. They called quickly and it turned out that the next day at 10:00 am the orchestra Rachonia has a rehearsal and can accompany me. I went to Łódź, I brought notes to "Toska" and "Lady Pikowa". The next morning the orchestra played, I sang, Mr. Stein said: this is an international class voice, you must come to New York.

—This shows that the New York impresario kidnapped you across the Atlantic?

– It didn't happen right away. After leaving the interrogation, I went to Berlin as planned, then I fell into a whirlwind of work. After a month, a contract came, in which Mr. Stein offered me a performance at the famous Carnegie Hall in New York.

—It is an unbreakable dream of most artists not only from Poland but from around the world. Are you sure you flew to New York on the wings?

- Just not. I was busy with other performances then, so I decided not to go to New York because I didn't have time to learn the opera "Queen of the Saba" in which I was to perform there. My professor said: "Terenia, prepare one page a day and we'll see." I gave in to her and learned the party. However, I defended myself by saying that I did not speak the language and could not cope in New York. And here again my professor Olga Olgina, the famous Viennese singer of the Viennese opera, knew several languages. She said, "I'll go with you as a translator."

—You finally succumbed to persuasion and in 1970 did you come to New York for the first time?

-Yes. However, it turned out that there was a huge mess during the rehearsals, the orchestra left after two hours, it was about some unregulated trade union affairs. We didn't even finish singing. Apart from me there was an American cast of singers, an Italian conductor, I saw the premiere in black colors. Fortunately, it was different. The concert became an artistic event, as the press wrote. And in the hall were invited directors from all major American operas: from Chicago, San Francisco, Houston, Boston - literally all the cream of music.

—How do you remember your performance and experiences related to it?

—I opened the entire opera "Queen Saba" by Goldmark. After my performance, people started throwing up jackets, hats; a reaction quite unusual in Europe.

—How did the press react, often with a different view than the audience?

—There was full agreement. It was written that I am the discovery of the season. The concert ended at 11:00 am, and at four in the morning my impresario reported a phenomenal review of the most severe critic Schenberg.

—After one performance did you become famous?

—I have to admit I wasn't prepared for that. Propositions of performances from all over the world began to flow in and crazy life began, all the time traveling.

Immediately the following year, in April, I went to the Festival in Glyndebourne, England, where I sang 16 performances in 36 days; during this time four accompanying tenors changed. At the same time, I began to study the new opera I recorded for the BBC, and did several performances at Albert and Elizabeth Hall in London. I came to Łódź, changed only the contents of my suitcases and went to my first stage debut at the San Francisco Opera (1971), in the show "Madame Butterfly", from there to the Chicago Liric Opera, where I sang my first "Tosca" in Italian with the famous Carlo Bergonzi. At the same time, I was studying the German opera "Elektra" by Strauss, in which I played the role of Chrysotemis, this time at the Teatro La Fenice in Venice. It lasted continuously until December 20. Extremely exhausted, I wanted to go to Poland for Christmas to spend with my family. from Rome to Warsaw, however, they were canceled and I had to travel to Yugoslavia and Belgrade by train for three days. However, the most exhausting are probably air travel, constant time zone changes, and deadlines are very tight. For example: I flew from Warsaw to New York in the morning, where I switched to San Francisco, without sleep. At the airport in San Francisco, it was only the afternoon, a taxi was waiting for me and drove me straight to the opera to rehearse "Aida". When I stood on the stage half-dead, I thought I was on a ship, everything rippled. lives under enormous pressure. Not surprisingly, many people use doping agents, which in turn causes upset nerves and stress.

—It is extremely exhausting, so what keeps people in this profession?

—Of course there are many pluses, such as the spontaneous response of the audience, which rewards all hardships and discomforts. In addition, many interesting people meet. For example, after my first performance at Carnegie Hall in New York, the director of Decca Record gave me a huge reception in the Plaza Hotel, sent a limousine, invited major opera directors. Then, when I went to Florida, I found baskets of flowers in my wardrobe. Many times in the hall during my performances there were great personalities, such as the English Queen. Later, after the performance, he met them at various types of parties. When I sang in Canada, the governor gave me a party at his residence. During such receptions, many influential people meet and often enter into interesting contracts. Even here in Montclair, I had a performance at the museum and when I was at the Opera Institute yesterday, people stopped me congratulating me. It is very pleasant.

—Did your permanent contract with the Metropolitan Opera, with which you were associated for many years, caused that you moved permanently to the United States?

I started the 1972/73 season with Liza's Lady of the Spades and since then I have been associated with this largest opera house in the world for years. Indeed, the permanent contract meant that in 1976 I moved permanently to the United States with my husband and daughters. My husband also started playing MET.

—I know that after many years of absence you have recently visited Poland?

- Last year, after twelve pounds! I was invited to the opening of the Grand Theater season in Łódź. I sang "Tosia", which was recorded and broadcast before Christmas. I also sat on the jury of Jan Kiepura's competition.

—How did you perceive Poland after such a long break?

—I was warmly received: interviews, press conferences, rooms filled to the brim, newspaper titles: "The star has arrived".

—But you didn't travel to Poland, you didn't forget about Poland. I remembered that a few years ago you took part in a concert whose proceeds were intended for the reconstruction of Krakow?

—Yes, I performed with Wies Ochman singing at the MET then, for which I later received a beautiful letter from the Krakow City Council.

—You belong to the few artists who have managed to harmoniously combine a great career with family life. Your two daughters can already boast of achievements?

—The older, Małgorzata (25) graduated from Fairleigh Dickinson Universrty in banking last year; works on Wall Street, one of the largest JPMorgan banks. The second, Dorota, a few days ago received an acting diploma at the prestigious New York University. She has already appeared on Off Broadway, she sang in "Happy Widow". She has already appeared in television commercials for many years, she likes singing and dancing.

—I know you were associated with MET until 1987. What are you doing today?

—I've started teaching with my husband since 1985 at the Music Department of Montclair State College in New Jersey. I am already involved in shaped singers who come to make a master's degree, after graduation. I have to say that it gives me completely different satisfaction; I try to convey my experiences to young singers. More and more often I am invited to the jury of various competitions. I am thinking of music schools in New York, Yale or Princeton, where there are major music faculties.

—Do you have any plans for Poland?

—In December I am going to Poland because I was invited to the jury of the A.Didura in Katowice, organized by the Bytom Opera, I have to record with the Polish Radio and Television Orchestra in Katowice, which performed at the Lincoln Center in New York. I would like to add that during my stay in Poland I discovered a beautiful baritone and funded the prize because I know how much recognition is needed for a young artist.

—I wonder why Polonia in the United States, after all, one of the richest ethnic groups, has so little scope to go beyond the Polish ghettos of national houses or parish halls. And the so-called impresarios bring completely unknown people from Poland, not using completely known people coming to the place, like you. Is it really not possible to organize a performance for example at Carnegie Hall, where Americans can also come?

—I'm also surprised, because renting Carnegie Hall costs several thousand dollars. Well organized advertising can provide profitability and reimbursement, and even profits. Not to mention that we are beginning to exist in the musical world in New York. Personally, I would like to perform in such a concert, the proceeds of which could be used for some purpose. If this tradition of organizing concerts in prestigious venues were accepted, then debuts could be organized for the most talented individuals, giving them a chance to come into existence. And if they succeed, they will be the pride of Poland and the Polish community.


  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon