Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Leopold Tyrmand


„…Geniusz jest rzeczą bezwzględną: można być genialnym portierem hotelowym czy sprzedawcą tekstyliów, o geniuszu decyduje, jak się daną rzecz robi, a nie co się robi (...)” – Leopold Tyrmand.

Pamiętam, że jak przeczytałem nekrolog w “The New York Times” 22 marca 1985: „…Leopold Tyrmand, lat 64, redaktor, który wyemigrował z Polski — Leopold Tyrmand, polski redaktor i pisarz, który pisał do gazet antyreżimowych w Polsce przed wyemigrowaniem do Stanów Zjednoczonych w 1966 roku, zmarł na atak serca we wtorek wieczorem w Rockford w stanie Illinois. Miał 64 lata.

Będąc w Stanach Zjednoczonych, Tyrmand publikował eseje w wielu amerykańskich czasopismach, w tym w The New Yorker i The New York Times Magazine. W ostatnich latach był współzałożycielem i wiceprezesem Rockford Institute, konserwatywnej fundacji krytycznej wobec amerykańskich wartości wydawniczych i nagród przyznawanych liberalnym pisarzom. Pełnił funkcję redaktora Chronicles of Culture, antykomunistycznego pisma wspieranego przez instytut.

Jego książki to m.in.”Eseje Kultura”, „Eksploracje w wolności”, „Zeszyty dyletanta”, „Na granicy jazzu” i „Siedem długich podróży”, które zostały skonfiskowane przez Władze polskie, ale ukazały się w tłumaczeniu w Wielkiej Brytanii i Niemczech Zachodnich. Wśród jego powieści był „Człowiek z białymi oczami”.

Tyrmand pozostawił żonę Mary Ellen i dwoje dzieci…”. – to przypomniało mi niedawne (w maju 1983) spotkanie z Tyrmandem w Nowym Jorku. Kontakt do Tyrmanda dał mi wybitny dziennikarz Zdzisław Bau, z którym od lat się przyjaźniłem w Foreign Press Center, a który robił z nim wywiad dla „Voice of America”. Spokaliśmy się w jednym z nowojorskich hoteli, gdzie zatrzymał się Tyrmand. To co, po prawie 40 latach zostało w pamięci, oprócz zdjęć, to niezwykła błyskotliwość i dowcip Tyrmanda. Pamiętam, że pękałem ze śmiechu. Ale kiedy wyjęłem aparat, potrafił się maksymalnie skoncentrować, co dało niesamowity efekt na zdjęciach.

Rozmawialiśmy o kierowanym przez niego magazynie „Chronicles of Culture”, gdzie potrzebował, kogoś sprawnego, kto będzie robił ilustracje. Podałem mu moich znajomych artystów, którzy potem bardzo mi dziękowali, a on był niezwykle zadowolony. To niestety było nasze jedyne spotkanie z Leopoldem, ale z jego synem Matthew, spotykaliśmy się w New York i Warszawie, o tym na końcu.

Leopold Tyrmand (ur. 16 maja 1920 w Warszawie, zm. 19 marca 1985 w Fort Myers na Florydzie, został pochowany na cmentarzu Wellwood w Pinelawn w Long Island) – pisarz i publicysta, popularyzator jazzu w Polsce.

Urodził się w zasymilowanej rodzinie żydowskiej. Dziadek ze strony ojca, Zelman Tyrmand, był członkiem zarządu warszawskiej synagogi Nożyków. Ojciec, Mieczysław Tyrmand, miał hurtownię skór. Matką Tyrmanda była Maryla Oliwenstein. Jego rodziców podczas wojny wywieziono do Majdanka, tam zginął jego ojciec. Matka przeżyła wojnę, wyjechała do Izraela. Tyrmand nie ukrywał, że pochodzi z rodziny mieszczańskiej, ale nie wspominał o swoim pochodzeniu; na kartach „Dziennika 1954”.

W 1938 Tyrmand ukończył warszawskie gimnazjum im. Jana Kreczmara. Wyjechał wtedy do Paryża, gdzie przez rok studiował na wydziale architektury Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Paryżu. Zetknął się tam po raz pierwszy z amerykańską muzyką jazzową.

Po wybuchu wojny Tyrmand przebywał w Warszawie, po kilku tygodniach przedostał się do Wilna, gdzie szybko stał się osobą popularną wśród tamtejszych uchodźców. Poznał wtedy m.in. Franciszka Walickiego, z którym połączyło go zainteresowanie jazzem. W czerwcu 1940 miasto zajęła Armia Czerwona. Tyrmand podjął wówczas pracę w wydawanym po polsku dzienniku „Prawda Konsomolska”. Publikował tam przez blisko rok codzienne felietony polityczno-propagandowe „Na kanwie dnia”, zajmował się też tematyką sportową.

Jesienią 1940 za pośrednictwem Waldemara Babinicza nawiązał kontakty z jedną z konspiracyjnych grup niepodległościowych. W kwietniu 1941 Tyrmand wraz z dwoma kolegami (Andrzejem Kornowiczem i Leszkiem Zawiszą) zostali aresztowani przez NKWD. W maju całą trójkę skazano na osiem lat więzienia za przynależność do antyradzieckiej organizacji. 22 czerwca 1941 po ataku Niemiec na Wilno Tyrmandowi i Kornowiczowi udało się uciec z rozbitego bombami transportu kolejowego i wrócić do Wilna.

Aby uniknąć identyfikacji jako Żyd (był w Wilnie osobą znaną), Tyrmand zdobył dokumenty na nazwisko obywatela francuskiego i zgłosił się dobrowolnie na roboty do Niemiec, chcąc, jak twierdził, dostać się do Francji. W III Rzeszy pracował m.in. jako tłumacz, kelner, robotnik kolejowy i marynarz. W tej ostatniej roli próbował przedostać się w 1944 do neutralnej Szwecji. Z niemieckiego statku uciekł w norweskim porcie Stavanger, został jednak schwytany i osadzony w obozie koncentracyjnym Grini, niedaleko Oslo. Tam doczekał końca wojny.


Po wojnie Tyrmand pozostał przez rok w Danii i Norwegii. Pracował dla Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, był też korespondentem Polpressu w Norwegii, następnie kierownikiem biura prasowego polskiego poselstwa w Kopenhadze. W kwietniu 1946 powrócił do Warszawy.

Pisał w wielu ówczesnych pismach m.in. „Przekrój”, „Expressie Wieczornym”, „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Ruchu Muzycznym”. Specjalizował się w recenzjach: teatralnych, muzycznych i sportowych. W 1948 podczas Kongresu Intelektualistów we Wrocławiu przeprowadził wywiady m.in. z Pablem Picasso i Julianem Huxleyem. W 1947 ukazał się jego pierwszy zbiór opowiadań wojennych „Hotel Ansgar”. Przez dwa lata pracował również w Polskim Radiu.

W 1950 Tyrmanda usunięto z redakcji „Przekroju” po napisaniu sprawozdania z turnieju bokserskiego, w którym skrytykował stronniczość radzieckich sędziów (sam turniej zakończył się protestami kibiców oraz interwencją milicji). Dzięki pomocy długoletniego przyjaciela – Stefana Kisielewskiego znalazł pracę w „Tygodniku Powszechnym”. Jednak w marcu 1953 „Tygodnik Powszechny” zamknięto po odmowie druku oficjalnego nekrologu Stalina. Tyrmand został wówczas obłożony nieoficjalnym zakazem publikacji.

Frustrację związaną z przymusową bezczynnością Tyrmand przelał na łamy „Dziennika 1954”, w którym relacjonuje pierwsze trzy miesiące roku 1954. Jawił się w nim jako przeciwnik komunizmu i ustroju socjalistycznego. Niewiele jednak wspomina o polityce, raczej z sarkazmem piętnuje cywilizacyjne, kulturowe i gospodarcze zacofanie Polski Ludowej. Dziennik zawiera również ostre sądy o wielu postaciach ówczesnej sceny kulturalnej. Tyrmand nie szczędzi również opisów swoich własnych przygód miłosnych.

Pisanie „Dziennika” przerwało w kwietniu 1954 zlecenie od wydawnictwa Czytelnik na napisanie „Złego”. Sensacyjną powieść o powojennej Warszawie wydano w grudniu 1955. Szybko stała się bestsellerem, a jej autor – rozpoznawalną postacią. „Złego”, który w wielu miejscach przemycał krytykę powojennych porządków, traktowano jako jeden ze zwiastunów odwilży w polskiej literaturze. Niemniej krytyka przyjęła książkę chłodno.

W kwietniu 1955 ożenił się ze studentką ASP, Małgorzatą Rubel-Żurowską, ich małżeństwo nie przetrwało długo. Drugą żoną Tyrmanda została pod koniec lat 50. Dziennikarka „Przekroju” ds. mody, późniejsza projektantka Barbara Hoff. Pisarz, znany ze swojej bezkompromisowości oraz niekonwencjonalnego stylu życia, stał się liderem powstającego ruchu jazzowego w Polsce. Organizował festiwale i koncerty, wydał też monografię „U brzegów jazzu”.

W książce "Zły Tyrmand" Mariusza Urbanka (1992) Krzysztof Teodor Toeplitz wspomina pisarza z tamtego okresu: "[W środowisku literackim] mieli go za postać niepoważną. Literat przebrany za bikiniarza, słuchający jazzu i w dodatku nie chcący należeć do ich skołatanego ideologicznymi problemami i zajmującego się inżynierią ludzkich dusz grona. Oni spoglądali na niego z pobłażaniem, on ich za to nienawidził. Bolało go to lekceważenie ze strony - jak mówił - 'Brandysów', którzy byli dla niego symbolem hołubionego przez partię literackiego establishmentu. - Jego środowiskiem byli jazzmani - mówi KTT. - Nawet przy postawie najbardziej nonkonformistycznej człowiek orientuje się na jakąś grupę. Oni podobnie jak on ubierali się, podobnie myśleli i kochali tę muzykę. Wśród nich, w jazzowym podziemiu, był u siebie i zażywał olbrzymiego szacunku. Przypisywał jazzowi znaczenie o wiele większe niż tylko muzyczne. Jazz był dla niego sprawą światopoglądu, wyłożył to w książce 'U brzegów jazzu'."

Passa literacka Tyrmanda trwała do roku 1958. Wydał jeszcze pierwszą część minipowieści „Wędrówki i myśli porucznika Stukułki” oraz zbiór opowiadań „Gorzki smak czekolady Lucullus”. Wraz z zaostrzaniem polityki wewnętrznej przez rządy Gomułki represje dotknęły też Tyrmanda. Cenzura zatrzymywała mu kolejne powieści, jak „Siedem dalekich rejsów”, odmawiano też wznowień („Zły” stał się w ten sposób „białym krukiem”). Ostatnią powieścią, którą udało mu się podczas pobytu w Polsce opublikować, był „Filip” (1961). Zgodę na ostatni wyjazd za granicę otrzymał w 1959, potem odmawiano mu paszportu. Władza piętnowała w ten sposób jego ostentacyjnie „burżuazyjny” styl życia.

Kolejną niewydaną w Polsce powieścią Tyrmanda stało się ukończone w 1964 „Życie towarzyskie i uczuciowe”. Piętnował w niej postawy moralne środowiska inteligencji twórczej – pisarzy, dziennikarzy i filmowców – przede wszystkim ich służebną rolę wobec władzy. Fragmenty książki, wydrukowano w (warszawskim) tygodniku „Kultura”, wywołały one skandal w środowisku literackim.

Paszport otrzymał w 1965 i wyjechał z Polski. Decyzję o powrocie uzależnił od szans na wydanie „Życia towarzyskiego i uczuciowego”. Powieść została jednak zatrzymana przez wydawnictwo, a Tyrmand wydał ją w 1967 w paryskim Instytucie Literackim.

W 1965 Tyrmand podróżował po Europie oraz Izraelu (tam spotkał się z matką). Na początku 1966 odwiedził Stany Zjednoczone. Najpierw korzystał ze stypendium Departamentu Stanu przyznanego mu jako „znaczącej postaci opiniotwórczej”. Po kilku miesiącach podjął decyzję o pozostaniu w Stanach Zjednoczonych na stałe. Początkowo publikował w paryskiej „Kulturze”, ale szybko stał się postacią rozpoznawalną na amerykańskiej scenie publicystycznej. W latach 1967–1971 współpracował z renomowanym tygodnikiem „The New Yorker”, wydał też zbiory esejów: „Dziennik amerykański” oraz „Zapiski dyletanta”. W epoce kontrkultury i młodzieżowego buntu Tyrmand okazał się zwolennikiem wartości konserwatywnych, ostro sprzeciwiając się tendencjom lewicowym. Mottem jego twórczości z tego okresu stało się zdanie: „Przybyłem do Ameryki, aby bronić jej przed nią samą”. Wykładał na Uniwersytecie Stanowym Nowego Jorku i Uniwersytecie Columbia.

W 1971 „The New Yorker”, a następnie inne wydawnictwa, odrzuciły mu pamflet na komunizm, wydany później jako „Cywilizacja komunizmu”. Wszedł również w konflikt z Jerzym Giedroyciem i zaprzestał publikacji w „Kulturze”. Tyrmand, uznając się za prześladowanego przez „kulturę liberalną”, nawiązał współpracę ze środowiskami konserwatywnymi. Trafił do założonego przez Johna A. Howarda The Rockford Institute. Podpisał list pisarzy polskich na Obczyźnie, solidaryzujących się z sygnatariuszami protestu przeciwko zmianom w Konstytucji PRL (List 59).

W 1976 rozpoczęli wydawanie miesięcznika „Chronicles of Culture”, który do dziś jest jednym z ważnych głosów amerykańskiego konserwatyzmu, a właściwie jego odmiany zwanej paleokonserwatyzmem.

"Metody polemiczne Tyrmanda z okresu 'Chronicles of Culture' muszą budzić najwyższe zaskoczenie - oceniał Henryk Dasko. - Znienawidzoną 'kulturę liberalną' obwołał formą totalizmu, twierdząc, że 'kopie grób całej naszej cywilizacji'. Ją właśnie winił za 'pogrom i holocaust kulturowy', którego ofiarą padł etos tradycyjnych wartości. 'Co - zapytywał - owi Cheeverowie, Styronowie i Hellerowie dali kiedykolwiek Ameryce, ludzkości, bliźnim?' Dziennik 'Washington Post', który Tyrmand w Polsce uważał za ucieleśnienie tego, co w demokratycznej prasie najlepsze, teraz stał się dla niego siedliskiem sowieckich wtyczek. Określenie jego pozycji jako skrajnych musi wydać się eufemizmem: Micka Jaggera, solistę grupy Rolling Stones, którym zachwycał się w Polsce, oraz pisarza Gore Vidala uważał za osobników równie zezwierzęconych co masowi mordercy - Charles Manson i pastor James Jones ze Świątyni Ludu w Gujanie. O homoseksualistach wyrażał się per dewianci i inwertyci, twierdząc, że cierpią na rodzaj choroby (...). Do jednego kotła wrzucał feminizm i terrorystyczne Czerwone Brygady, 'New York Review of Books' i hitlerowskie Blut und Boden, dewiacje seksualne i Elvisa Presleya. Pisarz, który z autentyczną miłością opisywał oglądane w zaplutych salkach warszawskich kin hollywoodzkie filmy lat dwudziestych i trzydziestych, w USA uznał współczesny Hollywood za jaskinię zła."

Wydawał również nieregularny periodyk „The Rockford Papers”. W latach 70. zredagował ponownie „Dziennik 1954” i wydał go w 1980. Książka zyskała rozgłos na emigracji i w kraju, gdzie krążyła w drugim obiegu aż do pierwszego oficjalnego wydania w 1989 (jeszcze z ingerencjami cenzury).

Poglądy Tyrmanda w latach 70. ulegały zaostrzeniu. Krytykował mainstreamowe amerykańskie media oraz Hollywood, wskazując na niszczenie etosu tradycyjnych wartości, a nawet „pogrom i holocaust kulturowy”. Oskarżany w Polsce o pornografię, w Stanach zarzucał deprawację magazynowi „Playboy”.

W sierpniu 1971 ożenił się po raz trzeci – z Mary Ellen Fox, swoją czytelniczką, doktorantką iberystyki na Uniwersytecie Yale’a. W styczniu 1981 urodziły im się bliźnięta: Rebecca i Matthew.

W lutym 2013 nazwę „pasaż Leopolda Tyrmanda” nadano drodze wewnętrznej pomiędzy placem Trzech Krzyży i ul. Marii Konopnickiej w Warszawie. Na budynku YMCA przy ul. Marii Konopnickiej 6 w Warszawie, w którym w latach 1946–1955 mieszkał Leopold Tyrmand umieszczono tablicę pamiątkową w bramie kamienicy przy placu Trzech Krzyży 2. Tak się akurat złożyło, że byłem w Warszawie 16 maja 2014 r., kiedy w Warszawie nadano nazwę Pasażu Leopolda Tyrmanda w obecności jego syna Matthew Tyrmanda, ur. 1981 r. Nowym Jorku, ekonomisty i analityka na Wall Street, będąc obecnie w organizacji „Project Veritas” ujawniającej przypadki korupcji i nieuczciwe praktyki w życiu publicznym, który jest m.in. autorem książki „Jestem Tyrmand, Syn Leopolda”.

Dobrze, że po tak wybitnej postaci jaką niewątpliwie był Leopold Tyrmand, coś materialne pozostaje dla przyszłych pokoleń.

Uchwałą Sejmu RP rok 2020 ogłoszono rokiem Leopolda Tyrmanda, przypada wówczas 100. rocznica urodzin i 35. rocznica śmierci pisarza.

„…Wraca się jedynie do tych, których się kocha. Nie wraca się tam, gdzie jest się tylko kochanym. Wraca się wyłącznie do tych, których się kocha. Albo nie wraca się nigdzie i do nikogo. Po prostu jedzie się dalej…” – Leopold Tyrmand.

PORTRAIT with HISTORY Leopold Tyrmand

"... Genius is an absolute thing: you can be a genius hotel porter or a textile dealer, genius is determined by how a given thing is done, not what you do (...)" - Leopold Tyrmand.

I remember reading the obituary in The New York Times on March 22, 1985:“…Leopold Tyrmand, 64, Editor Who Emigrated From Poland March 22, 1985 Leopold Tyrmand, a Polish editor and novelist who wrote for anti-regime newspapers in Poland before emigrating to the United States in 1966, died of a heart attack Tuesday night in Rockford, Ill. He was 64 years old.

Once in the United States, Mr. Tyrmand published essays in a number of American periodicals, including The New Yorker and The New York Times Magazine. In recent years, he was co- founder and vice president of the Rockford Institute, a conservative foundation critical of American publishing values and awards to liberal writers. He served as editor of Chronicles of Culture, an anti-Communist journal supported by the institute.

His books included ''Kultura Essays,'' ''Explorations in Freedom,'' ''Notebooks of a Dilettante,'' ''On the Border of Jazz'' and ''Seven Long Voyages,'' which was confiscated by the Polish authorities but appeared in translation in Britain and West Germany. Among his novels were ''The Man With White Eyes.''

Mr. Tyrmand is survived by his wife, Mary Ellen, and two children…” – it reminded me of the recent (in May 1983) meeting with Tyrmand in New York. I was contacted by Tyrmand by an outstanding journalist, Zdzisław Bau, with whom I had been friends for years at the Foreign Press Center, and who was interviewing him for Voice of America. We had a rest in one of the New York hotels where Tyrmand is staying. What, after almost 40 years, remains in the memory, apart from the photos, is Tyrmand's extraordinary wit and wit. I remember laughing. But when I took the camera out, he was able to concentrate as much as possible, which gave an amazing effect in the photos.

We talked about his magazine Chronicles of Culture, where he needed someone skilled to do illustrations. I gave him my artist friends who thanked me a lot and he was extremely pleased. Unfortunately, this was our only meeting with Leopold, but with his son Matthew, we met in New York and Warsaw, about it at the end.

Leopold Tyrmand (born May 16, 1920 in Warsaw, died March 19, 1985 in Fort Myers, Florida, was buried at Wellwood Cemetery in Pinelawn in Long Island) - writer and journalist, popularizer of jazz in Poland.

He was born into an assimilated Jewish family. My paternal grandfather, Zelman Tyrmand, was a board member of the Warsaw Nożyk synagogue. My father, Mieczysław Tyrmand, had a leather warehouse. Tyrmand's mother was Maryla Oliwenstein. During the war, his parents were taken to Majdanek, where his father died. My mother survived the war and left for Israel. Tyrmand made no secret of the fact that he came from a middle-class family, but did not mention his origins; on the pages of "Diary 1954".

In 1938, Tyrmand graduated from the gymnasium named after Jan Kreczmar. Then he went to Paris, where he studied for a year at the Faculty of Architecture of the State Higher School of Fine Arts in Paris. There, he first encountered American jazz music.

After the outbreak of the war, Tyrmand stayed in Warsaw, and after a few weeks he managed to get to Vilnius, where he quickly became a popular person among local refugees. Then he met, among others Franciszek Walicki, with whom he became interested in jazz. In June 1940, the city was taken over by the Red Army. Tyrmand then started working in the Polish daily "Prawda Konsomolska". For nearly a year, he published daily political and propaganda columns "Na canvas Dzień", and dealt with sports.

In the fall of 1940, through Waldemar Babinicz, he established contacts with one of the underground independence groups. In April 1941, Tyrmand and two friends (Andrzej Kornowicz and Leszek Zawisza) were arrested by the NKVD. In May, all three were sentenced to eight years in prison for belonging to an anti-Soviet organization. On June 22, 1941, after the German attack on Vilnius, Tyrmand and Kornowicz managed to escape from the bombed railway transport and return to Vilnius.

To avoid being identified as a Jew (he was a known person in Vilnius), Tyrmand obtained documents in the name of a French citizen and volunteered to work in Germany, wanting, as he claimed, to get to France. In the Third Reich he worked, among others as a translator, waiter, railroad worker and sailor. In the latter role, he tried to make his way to neutral Sweden in 1944. He escaped from a German ship in the Norwegian port of Stavanger, but was captured and imprisoned in the Grini concentration camp, near Oslo. There he stayed until the end of the war.

After the war, Tyrmand stayed in Denmark and Norway for a year. He worked for the International Red Cross, he was also a correspondent of Polpress in Norway, then head of the press office of the Polish legation in Copenhagen. In April 1946 he returned to Warsaw.

He wrote in many magazines of that time, including "Przekrój", "Express Wieczorny", "Tygodnik Powszechny", "Rzeczpospolita", "Ruch Muzyczny". He specialized in theater, music and sports reviews. In 1948, during the Congress of Intellectuals in Wrocław, he conducted interviews with, among others, with Pablo Picasso and Julian Huxley. In 1947 his first collection of war stories "Hotel Ansgar" was published. He also worked for the Polish Radio for two years.

In 1950, Tyrmand was removed from the editorial office of "Przekrój" after writing a report on a boxing tournament in which he criticized the partiality of Soviet judges (the tournament itself ended in protests by fans and the intervention of the police). Thanks to his long-time friend, Stefan Kisielewski, he found a job in Tygodnik Powszechny. However, in March 1953 "Tygodnik Powszechny" was closed after the refusal to print Stalin's official obituary. Tyrmand was then placed under an unofficial ban on publication.

The frustration associated with forced inactivity was transferred by Tyrmand to the pages of "Dziennik 1954", in which he reports on the first three months of 1954. He appeared in it as an opponent of communism and the socialist system. However, he does not mention politics much, but rather sarcastically condemns the civilization, cultural and economic backwardness of People's Poland. The diary also contains harsh judgments about many figures of the cultural scene of the time. Tyrmand also does not spare descriptions of his own love adventures.

Writing "Dziennik" was interrupted in April 1954 by the commission from the publishing house Czytelnik to write "The Bad". The sensational novel about post-war Warsaw was published in December 1955. It quickly became a bestseller, and its author - a recognizable figure. The "Evil", who in many places smuggled in criticism of the post-war order, was treated as one of the heralds of a thaw in Polish literature. Nevertheless, critics received the book coolly.

In April 1955 he married a student of the Academy of Fine Arts, Małgorzata Rubel-Żurowska, their marriage did not last long. Tyrmand's second wife at the end of the 1950s was a fashion journalist from Przekrój, later a designer Barbara Hoff. The writer, known for his uncompromising attitude and unconventional lifestyle, has become the leader of the emerging jazz movement in Poland. He organized festivals and concerts, he also published the monograph "U shoreów jazzu".

In the book "Bad Tyrmand" by Mariusz Urbanek (1992), Krzysztof Teodor Toeplitz recalls a writer from that period: "[In the literary milieu] he was considered a frivolous character. A writer dressed up as a bikinist, listening to jazz and, in addition, not wanting to belong to their troubled ideological and "They looked at him with indulgence, he hated them for it. It hurt his disregard on the part of - as he said - the" Brandys ", who were for him a symbol of the literary establishment cherished by the party. - His environment was jazzmen - says KTT.

- Even with the most nonconformist attitude, a person is oriented towards a certain group. Like him, they dressed, thought alike, and loved the music. Among them, in the jazz underground, he was at home and enjoyed great respect. He attributed jazz to much more than just musical importance. Jazz was a matter of his worldview for him, he explained it in the book 'U shoreów jazzu'. " Tyrmand's literary streak lasted until 1958. He also published the first part of the mini-novel "Wandering and the thoughts of lieutenant Stukułka" and a collection of short stories "The bitter taste of chocolate Lucullus".

As Gomułka's government tightened its domestic policy, repression also affected Tyrmand. Censorship kept him from successive novels, such as "Seven Long Voyages", and reissues were also refused ("The Bad" became a "white crow" in this way). The last novel he managed to publish during his stay in Poland was "Filip" (1961). He received the consent to travel abroad for the last time in 1959, then he was refused a passport. In this way, the authorities branded his ostentatiously "bourgeois" lifestyle.

Another novel by Tyrmand, unpublished in Poland, was his "Social and emotional life", completed in 1964. In it, he stigmatized the moral attitudes of the creative intelligentsia - writers, journalists and filmmakers - above all, their role as a servant to the authorities. Fragments of the book, published in the (Warsaw) weekly Kultura, caused a scandal in the literary community.

He received the passport in 1965 and left Poland. He made the decision to return dependent on the chances of publishing "Social and emotional life". However, the novel was kept by the publishing house, and Tyrmand published it in 1967 at the Paris Literary Institute.

In 1965, Tyrmand traveled around Europe and Israel (he met his mother there). In early 1966, he visited the United States. He first benefited from a State Department scholarship awarded to him as a "significant opinion-maker." After a few months, he decided to stay in the United States permanently. Initially, he published in the Paris-based Kultura, but quickly became a recognizable figure on the American journalistic scene.

In the years 1967–1971 he collaborated with the renowned weekly magazine "The New Yorker", he also published collections of essays: "American Journal" and "Zapiski dilettanta". In the era of counterculture and youth rebellion, Tyrmand turned out to be a supporter of conservative values, sharply opposing leftist tendencies. The motto of his works from that period was the sentence: "I came to America to defend it against itself". He has lectured at the State University of New York and Columbia University.

In 1971, The New Yorker, and then other publishers, rejected his pamphlet on communism, later published as "The Civilization of Communism." He also came into conflict with Jerzy Giedroyc and stopped publishing in "Kultura". Tyrmand, considering himself persecuted by the "liberal culture", established cooperation with conservative circles. He found his way to The Rockford Institute, founded by John A. Howard. He signed a letter from Polish writers in Abroad, in solidarity with the signatories of the protest against the changes in the Constitution of the People's Republic of Poland (Letter 59).

In 1976 they started publishing the monthly "Chronicles of Culture", which to this day is one of the important voices of American conservatism, or rather its kind called paleoconservatism.

"Tyrmand's polemical methods from the period of 'Chronicles of Culture' must arouse the greatest surprise - assessed Henryk Dasko.

- He called the hated 'liberal culture' a form of totalizm, claiming that it 'digs the tomb of our entire civilization'. 'to which the ethos of traditional values ​​had fallen victim.' What, 'he asked,' did those Cheever, Styron and Hellers ever give to America, humanity, their fellow men? ' The Washington Post, which Tyrmand saw in Poland as the embodiment of the best in the democratic press, has now become a hotbed of Soviet plugs for him. It must seem euphemistic to describe his position as extreme: Mick Jagger, soloist of the Rolling Stones, whom he delighted with in Poland, and the writer Gore Vidal, he considered individuals as beastly as mass murderers - Charles Manson and Pastor James Jones from the Temple of the People in Guyana. He referred to homosexuals as deviants and inverters, claiming that they suffer from a kind of disease (...) He threw feminism and the terrorist Red Brigades, the New York Review of Books and the Nazi Blut und Boden, sexual deviations and Elvis Presley into one cauldron, a writer who described with genuine love the Hollywood films of the 1920s and 1930s watched in the misty rooms of Warsaw cinemas in the USA, modern Hollywood is considered a cave of evil.

He also published the irregular periodical "The Rockford Papers". In the 1970s, he re-edited "Dziennik 1954" and published it in 1980. The book gained publicity in exile and in the country, where it was circulated in second circulation until its first official publication in 1989 (still with censorship interventions).

Tyrmand's views in the 1970s were sharpened. He criticized the mainstream American media and Hollywood, pointing to the destruction of the ethos of traditional values, and even "a cultural pogrom and holocaust". Accused in Poland of pornography, in the United States he accused the magazine "Playboy".

In August 1971, he married a third time - to Mary Ellen Fox, his reader, a PhD student in Iberian Studies at Yale University. In January 1981, they had twins: Rebecca and Matthew. In February 2013, the name "Leopold Tyrmand Passage" was given to the internal road between Plac Trzech Krzyży and ul. Maria Konopnicka in Warsaw. On the YMCA building at ul. Marii Konopnickiej 6 in Warsaw, in which Leopold Tyrmand lived in the years 1946–1955, a commemorative plaque was placed in the gate of the tenement house at Plac Trzech Krzyży 2. It just so happened that I was in Warsaw on May 16, 2014, when Warsaw was given the name Leopold's Passage Tyrmand in the presence of his son Matthew Tyrmand, b. 1981 New York, economist and analyst on Wall Street, currently being in the organization "Project Veritas", which exposes cases of corruption and unfair practices in public life. author of the book "I am Tyrmand, Son of Leopold". It is good that after such an outstanding figure as Leopold Tyrmand was undoubtedly, something material remains for future generations.

By a resolution of the Sejm of the Republic of Poland, 2020 was proclaimed the year of Leopold Tyrmand, which is then the 100th anniversary of the birth and 35th anniversary of the writer's death.

“… You only go back to those you love. You don't go back where you are only loved. You only return to those you love. Or you don't go back anywhere or to anyone. You just keep going…”- Leopold Tyrmand.



  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon