Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Lech Wałęsa


“…Stoję przed Wami jako trzeci w historii cudzoziemiec, niepiastujący żadnych wielkich funkcji państwowych, którego zaproszono, aby przemówił przed połączonymi izbami Kongresu Stanów Zjednoczonych – mówił przewodniczący Solidarności 15 listopada 1989.  Przed nim, przed połączonymi izbami amerykańskiego parlamentu przemawiały tylko dwie osoby: markiz Marie Joseph de La Fayette, polityk francuski, uczestnik wojny o niepodległość USA oraz Winston Churchill, premier Wielkiej Brytanii.

- My naród!  - tymi słowami zaczął wystąpienie Wałęsa, odnosząc się do pierwszych słów konstytucji amerykańskiej. – Oto słowa, od których chcę zacząć moje przemówienie. Nikomu na tej sali nie muszę przypominać, skąd one pochodzą. Nie muszę też tłumaczyć, że ja, elektryk z Gdańska, też mam prawo się na nie powoływać…”.

Lech Wałęsa urodził się 29 września 1943 r. w Popowie w województwie kujawsko-pomorskim. W 1959 r. rozpoczął naukę w Zasadniczej Szkole Zawodowej w Lipnie. W latach 1961–1967 pracował jako elektryk oraz konserwator urządzeń elektrycznych. W 1967 r. zaczął pracę w Stoczni Gdańskiej.

W grudniu 1970 r. był jednym z przywódców strajku w swoim zakładzie pracy. Znalazł się w składzie komitetu strajkowego. Brał udział w rozmowach pracowników Stoczni Gdańskiej z I sekretarzem Komitetu Cenralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Edwardem Gierkiem. W 1978 r. zaangażował się w działalność Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża. Był członkiem redakcji „Robotnika Wybrzeża”, współpracował z Komitetem Samoobrony Społecznej „KOR”.

Kiedy gen. Wojciech Jaruzelski wprowadził w Polsce stan wojenny, nakazano mu wyjazd do Warszawy. Przewodniczącego zdelegalizowanej NSZZ „S” przewieziono najpierw do ośrodka rządowego w Chylicach, później osadzono w Otwocku Wielkim, a następnie w Arłamowie. Władze chciały wykorzystać Lecha Wałęsę jako szyld nowej „Solidarności” pod kontrolą SB, jednak odmówił on z nimi rozmów. Został zwolniony 14 listopada 1982 r. W 1988 r. Lech Wałęsa brał udział w organizowaniu strajku w Stoczni Gdańskiej, gdzie w latach 1983–1990 formalnie był zatrudniony na stanowisku elektryka. Był współtwórcą porozumień Okrągłego Stołu i współzałożycielem Komitetu Obywatelskiego przy przewodniczącym NSZZ „Solidarność”.

o przyznaniu Pokojowej Nagrody Nobla Lechowi Wałęsie Komitet Noblowski ogłosił 5 października 1983 r. W uzasadnieniu podkreślono m.in., że „jego działania charakteryzowały się determinacją w dążeniu do rozwiązania problemów jego kraju poprzez negocjacje i współpracę, bez uciekania się do przemocy”.

Lech Wałęsa został wybrany na urząd Prezydenta RP w dwóch turach wyborów w listopadzie i grudniu 1990 r. Jako pierwszy w historii prezydent Polski złożył wizytę w utworzonym po drugiej wojnie światowej Izraelu. W październiku 1992 r. roku podpisał Małą Konstytucję.

W 1995 r. Wałęsa założył pozarządową organizację Fundacja „Instytut Lecha Wałęsy”.

W dwudziestowiecznej historii Polski były trzy momenty, które zasadniczo zmieniły jej bieg: odzyskanie niepodległości po 123 latach, wybuch II wojny światowej, obrady i porozumienia Okrągłego Stołu w roku 1989. Chyba nikt z uczestników obrad nie przypuszczał, że istniejący w Polsce ustrój polityczny nie tyle zostanie poważnie zreformowany, ile po prostu przestanie istnieć.

Lecha Wałęsę fotografowałem wielokrotnie, ale naprawdę wyjątkowe były jego pierwsze portrety. Nie tylko dlatego, że widziałem go wówczas po raz pierwszy. Wyjątkowe po prostu były tamte chwile.

Przyleciałem z Nowego Jorku do Warszawy w 1989 roku kilka dni przed Okrągłym Stołem. Dowiedziałem się, że w sobotę 4 lutego, czyli dwa dni przed zaplanowanymi obradami, na plebanii kościoła św. Brygidy w Gdańsku, odbędzie się zebranie, w którym wezmą udział wszyscy najważniejsi ludzie Solidarności z Wałęsą na czele.

Wsiadłem do rannego pociągu relacji Warszawa–Gdańsk. W przedziale, w którym podróżowałem, siedział jadący na to spotkanie profesor Henryk Samsonowicz, późniejszy minister edukacji narodowej w rządzie Tadeusza Mazowieckiego. Przez całą podróż pracował nad tekstem swojego wystąpienia, uzupełniając z fiszek bibliografię. Już w pociągu czuło siępewne podniecenie, ciągle przechodzili jacyś ludzie, którzy bacznym wzrokiem lustrowali wszystkich w przedziale. A my wszyscy spoglądaliśmy na siebie z krzywymi uśmiechami. W duchu każdy myślał: „To kapuś”.

Kiedy dotarłem do kościoła św. Brygidy, okazało się, że placyk przed plebanią był szczelnie wypełniony przez ekipy telewizyjne z całego świata. Widziałem amerykańskie stacje: abc, nbc, cbs... dziesiątki fotoreporterów tłoczyło się przed wejściem do plebanii, gdzie stał górujący nad wszystkimi, postawny ks. Henryk Jankowski.

– Jestem świadkiem historii Polski – pomyślałem wówczas. O wejściu do środka nawet nie marzyłem. Kiedy tak stałem na końcu tłumu, zobaczyłem zbliżającego się dziarskim krokiem profesora Bronisława Geremka. Witając się ze mną serdecznie, zapytał, co tutaj robię. Nie zdążyłem mu odpowiedzieć, bo w tym samym momencie, prawie ocierając się o nas, na placyk wjechał mikrobus Volkswagen, za którego kierownicą siedział Wałęsa. Błyskawicznie nacisnąłem spust migawki i...

Mam Wałęsę za kierownicą w szybie odbija się trochę światło, ale jak ktoś się dobrze przyjrzy, to zobaczy, że to Wałęsa. – Udało się, nie na próżno przyjechałem – myślę zadowolony. Czuję się jak w hollywoodzkim filmie, w którym wszystko dzieje się tak, jak nie ma się prawa dziać w prawdziwym życiu. Wysiadający z samochodu Wałęsa zauważa profesora Geremka i zmierza w naszą stronę. Profesor ujmuje go prawą ręką, lewą natomiast

przygarnia mnie i tak, niczym trzej muszkieterowie, wchodzimy na plebanię, obok zaskoczonego księdza Jankowskiego...

Po wejściu usiedliśmy przy zastawionym stole, na którym po chwili pojawiła się gorąca herbata. Zacząłem się rozglądać. Zauważyłem pogrążonych w rozmowie Jacka Kuronia, Adama Michnika, Andrzeja Stelmachowskiego i Marka Edelmana oraz zaaferowanego Tadeusza Mazowieckiego, który z przenośnego telefonu (nie mylić z telefonem komórkowym, których wówczas jeszcze nie było) rozmawiał z generałem Czesławem Kiszczakiem. Zacząłem fotografować. Na jednym ze zdjęć na pierwszym planie profesor Geremek i Lech Wałęsa siedząprzy stole i jedzą wędlinę. Nie trzeba być eksperte, aby wiedzieć, że takiego zdjęcia nie będzie miał nikt poza mną.

Kilka minut później ksiądz Jankowski zarządził przejście do sali obrad. Zobaczyłem długi stół, na którego końcu, pod prostym brzozowym krzyżem usiadł Lech Wałęsa, a obok niego profesor Geremek. Po obu stronach stołu miejsca zajęli doradcy Solidarności. Pamiętam Jacka Kuronia z nieodłącznym termosem. O jego zawartości krążyły legendy, ale to, co wlewał z niego do szklanki, wyglądało jak herbata.

Robiąc zdjęcia, myślałem, że jestem jedynym postronnym człowiekiem w tym towarzystwie. Ksiądz Jankowski odmówił krótką modlitwę.

– A to kto? – pyta nagle dr Marek Edelman, wskazując na mnie.

Ciszę, która zapada po tym pytaniu, przerywają słowa profesora Geremka:

– Panie doktorze, spokojnie, to nasz człowiek z Nowego Jorku.

– Jak to z Nowego Jorku? Przecież my będziemy ustalać strategię Okrągłego Stołu, obowiązuje tajemnica! – jakiś głos gwałtownie oponuje. – Przecież ktoś musi dokumentować, to historyczne wydarzenie – oponuje inny. Słyszę pytanie:

– Czy przysięga pan zachować w tajemnicy wszystko to, co pan tu usłyszy?

Zbaraniały podnoszę rękę do góry i mówię: – Przysięgam. – Przejdźmy zatem do pierwszego punktu obrad – mówi profesor Geremek.

W ten sposób stałem się naocznym świadkiem historycznych wydarzeń. Nigdy nie spytałem profesora Geremka, czy już jestem zwolniony ze złożonej wówczas przysięgi. Nigdy nikomu nie powiedziałem, co tam usłyszałem. Śledziłem, już z Nowego Jorku, oficjalne informacje o obradach Okrągłego Stołu.

Z tamtych chwil najbardziej utkwiła mi w pamięci pełna napięcia twarz Lecha Wałęsy. I pytanie w oczach wszystkich zgromadzonych osób: Co dalej?


  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon