Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Jeremi Przybora



Bo we mnie jest seks

Gorący jak samum Bo we mnie jest seks Któż oprzeć się ma mu. On mi biodra opływa, wypełnia mi biust, Żar sączy do ust.

Bo we mnie jest seks” słynne słowa napisał Jeremi Przybora, muzykę Jerzy Wasowski, była prezentowana w „Kabarecie Starszych Panów” przez genialną aktorkę Kalinę Jędrusik, którą poznałem i fotografowałem.

Kiedy w kwietniu 1992 r. odwiedziłem Warszawę i umówiłem się na sesję z wybitnym poetą, pisarzem, aktorem i współtwórcą sławnego „Kabaretu Starszych Panów” – Jeremim Przyborą – zaczęłem o nim czytać, aby się przygotować do spotkania.

Jeremi Przybora urodził się 12 grudnia 1915 r. w Warszawie, czyli miał wówczas 77 lat (zmarł 4 marca 2004 r. w Warszawie). Pochodził z rodziny o szlacheckich korzeniach. Studiował w Szkole Głównej Handlowej oraz filologię angielską na Uniwersytecie Warszawskim. W latach 1937-1939 oraz po zakończeniu II wojny światowej Przybora pracował jako spiker Polskiego Radia oraz tworzył różne programy, był współzałożycielem telewizyjnego „Kabaretu Starszych Panów” w latach 1958-1970, a w latach 1978-1980 – „Kabaret Jeszcze Starszych Panów”. Jerzy Wasowski przyznał, że "…Kabaret Starszych Panów to jest jednak własność Przybory. To jest jego pomysł, no i jego literatura. To jest jego dziecko." W widowiskach brały więc udział prawdziwe gwiazdy, "wybitne miniatury swego kunsztu…". Niepowtarzalny klimat pierwszego, polskiego telewizyjnego kabaretu tworzyły kreacje aktorskie: Kaliny Jędrusik, Ireny Kwiatkowskiej, Barbary Krafftówny, Krystyny Sienkiewicz oraz Wiesława Gołasa, Wiesława Michnikowskiego, Mieczysława Czechowicza, Czesława Roszkowskiego, Zdzisława Leśniaka i Edwarda Dziewońskiego.


Jeremi Przybora zajmował się także pisaniem tekstów dla gwiazd polskiej estrady m.in.: Ireny Santor, Ewa Bem, Hanna Banaszak.

Był autorem scenariusz do filmu „Upał”, wyreżyserowanego w 1964 r. przez Kazimierza Kutza. Jego twórczość zgromadzono w utworach: „Spacerek przez Eterek”, „Baśnie Szeherezadka”, „Kabaret Starszych Panów – wybór tekstów”, „Listy z podróży”.

Natknęłem się też na gorący romans z lat 1964–1966 Przybory z Osiecką, z którą się przyjaźniłem od lat. Kiedy ją o to zagadnęłem, tylko uśmiechała się tajemniczo, nic nie mówiła. Była to burzliwa i gorąca miłość. Mówili do siebie piosenkami, tymi, które tak często nuciliśmy pod nosem, choć nie znaliśmy dotąd ich drugiego dna. Pisali do siebie czułe listy. Pozostawili potomnym piękne wspomnienie o sobie, swojej miłości, o tym, jak wygląda porozumienie dwóch bratnich dusz.


Mówiono o nim "cudowny, mądry poeta", "czarodziej", "artysta dzieckiem podszyty", "twórca wszechstronny", "poeta przeczuć", że przytoczę kilka. A jakim był?

Kiedy Jeremi Przybora zaprosił mnie do swego warszawskiego mieszkania na Starym Mieście w Warszawie, które było na pięknym poddaszu, miał 77 lat. Piszę o wieku, bo nie czuło się tego w rozmowie z nim. Niezwykle błyskotliwy, czarujący człowiek, ujmujący dla kobiet, bo była wówczas jego żona. Zrobiłem wówczas serię niepowtarzalnych zdjęć. Ale odniosłem przekonanie po całym spotkaniu, gdyż Przybora wypytywał mnie co robię w Nowym Jorku i jakie są gwiazdy, które fotografuję, że można z nim zaszaleć w dobrym tego słowa znaczeniu.

Powiedziałem mu, że to ja decyduję, czy nacisnąć czy też nie migawkę.


To jest bardzo ważna rzecz, żeby mieć w sobie taki kodeks, bo wtedy ludzie zaczynają mieć do ciebie szacunek, powagę, zaufanie. Jak patrzę na paparazzi – osobiście nic do nich nic nie mam, bo wykonują jakąś swoją pracę – ale takiej osobie nikt nie zaufa, ten kręgosłup to jest strasznie ważną rzeczą i to w prosty sposób przelewa się na tę drugą osobę. To, że mam możliwość i ulegają mi ludzie, bo mam swoją wizję i projekt, nawet taki wydawałoby się nie do zrobienia, nie zdarzyło mi się jeszcze, żebym czegoś nie zrealizował, co chciałem. Ludzie widzą, że proponuję „oryginalne zdjęcia”, nie robię tego, żeby ich ośmieszyć, tylko coś nowego w ich życiu pokazać – Jacek Kuroń w smokingu, Jan Kulczyk sportowo na rowerze…

Cztery lata później 2 VIII 1996 r. spotkałem się ponownie na planie zdjęciowym z Jeremim Przyborą i jego córką Martą (ur. 1943 w Warszawie) – modelką Mody Polskiej, spikerką telewizyjną oraz aktorką, która zagrała epizod w filmie „Przekładaniec” Andrzeja Wajdy oraz w filmie „Wszystko na sprzedaż”.

Dla magazynu „Twój Styl” zaproponowałem serię portretów pod wspólnym tytułem „Ojcowie i córki” i właśnie między innymi Jeremi Przybora z córką Martą mieli się znaleść. Definitywnie chciałem, aby Przyborę do którego jakby na stałe przylgnęły – frak i cylinder na głowie – pokazać inaczej, tak jak nikt by sobie ich nie wyobrażał. Zaszalałem, sportowy motocykl i strój do niego, to na pewno nie będzie frak. W czasie naszego spotkania u niego w domu, kiedy powiedziałem mu swoją wizję, zaczął lekko kręcić głową na nie. Szybko dodałem – córka będzie siedziała pierwsza w meloniku i fraku na motorze. Tu włączyła się żona Alicja – można by to zrobić u nas na wsi odległej o godzinę jazdy od Warszawy nad Pilicą. Szybko przytaknęłem i tak też było.

Honda dowiozła wyścigowy motocykl, specjalnie czerwony aby kontrastował z czernią. Spędziliśmy kilka niesamowitych godzin na werandzie z której rozciągał się wspaniały widok na starorzecze Pilicy.

Zdjęcie ukazało się na całą stronę w „Twoim Stylu” z krótkimi wypowiedziami Jeremi Przybora „Jestem z siebie jako ojciec ogromnie niezadowolony, ale moim plusem było to, że nigdy dzieci nie karałem”, Marta Przybora „Pamiętam jedynie stanie w kącie twarzą do ściany, co było straszliwym upokorzeniem”.

Muszę nieskromnie powiedzieć, że zdjęcie wzbudzało sensację, właśnie ze względu na zestawienie, tego co ludzie oczekiwali, z tym co zobaczyli.


  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon