Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET Z HISTORIĄ Janusz Kapusta


„…Jeżeli jest zbyt wiele rzeczy do zrobienia, najlepiej zacząć od pierwszej…” – Janusz Kapusta – „…Zawsze w życiu uważałem, że najważniejsi są ludzie…”.


Janusz Kapusta (ur. 15 października 1951 w Zalesiu gm. Dąbie w powiecie kolskim) – rysownik, malarz i scenograf.

Absolwent Liceum Plastycznego im. Piotra Potworowskiego w Poznaniu (1970). Studiował w Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, a następnie na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej. Studiował również filozofię w Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie.

W 1981 roku Janusz Kapusta zamieszkał w Nowym Jorku. Od tego czasu jego prace ukazują się m. in. w „The New York Times”, „The Wall Street Journal”, „The Washington Post”, „Graphis”, „Print”, „Nature”, "The Boston Globe", "Print" i "Rzeczpospolita".

W latach 1982 - 1985 Janusz Kapusta zaprojektował dwa pisma: „Le’ An Ha’Errev” i „Blue Star” i był ich dyrektorem artystycznym. W tym samym czasie z Andrzejem Czeczotem założył i prowadził firmę reklamową “Visual Thinking”.

W 1983 był dyrektorem artystycznym największej prezentacji polskiej piosenki w Studio 54th, “New York’- Polish Extravaganza”.

W „Locie Świerkowej Gęsi”, filmie produkowanym przez Michaela Hausmana i reżyserii Lecha Majewskiego (1984 r.) był doradcą artystycznym i projektantem czołówki.

W 1985 roku odkrył nowa figurę geometryczną - jedenastościenną bryłę, której nadał nazwę K-dron. Dwa lata później otrzymał na nią patent amerykański, a potem w kilkunastu państwach na świecie.

W latach 1991-92 Kapusta był współzałożycielem i dyrektorem artystycznym miesięcznika “OKay America”. Zaprojektował też magazyn psychologiczny “Charaktery”.

W 1995 roku zaproszony przez reżysera Lecha Majewskiego zaprojektował w Heilbronn (Niemcy) scenografię i kostiumy do opery Roberta Wilsona “Czarny Jeździec” a w Warszawie, w Teatrze Wielkim, scenografię do “Carmen” Georga Bizeta.

W 1998 roku, rownież w Heilbronn, opracował scenografię do “Snu nocy letniej” Szekspira.

Janusz Kapusta opublikował 3 książki: “Almost Evrybody “- (1984) wydaną przez Wiliam Morrow w Nowym Jorku, “Kapusta w New York Times” przez Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe i Ars Polonę oraz “K-dron, opatentowana nieskończoność” przez Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne (1995). Ilustrował książkę Czesława Miłosza „Zniewolony umysł”, dla niezwykle prestiżowego „The Limited Edition Club”, z którym są związane największe nazwiska tej miary co: Rosenquist, Motherwell, Sol LeWitt Rivers, a dawniej Picasso, Matisse.

W 1998 roku Janusz Kapusta otrzymał prestiżową nagrodę im. Alfreda Jurzykowskiego w dziedzinie sztuk pięknych. W 1999 roku w Muzeum Sztuki w Łodzi odbyła się wystawa całkowicie poświęcona K-dronowi. W tym samym czasie w Teatrze Aktora i Lalki Ateneum w Katowicach odbyła się premiera sztuki dla dzieci “Planeta K-dron, czyli tajemnica przerwanej podróży” której Kapusta byl autorem, scenografem i reżyserem.

W 2000 roku artysta odkrył nowe nieznane wcześniej zasady złotego podziału i prezentował je na matematycznych konferencjach na amerykańskich i polskich uniwersytetach. Jego artykuly ukazaly sie w matematycznych periodykach Stanow Zjednoczonych i Japonii.

W 2001 roku na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu została obroniona praca magisterska o twórczości Janusza Kapusty zatytułowana “Od rysunku do sztuki czystej”.

W lutym 2002 Janusz Kapusta stworzył scenografię do “Carmen” w Wileńskiej Operze Narodowej na Litwie. Tego samego roku Kapusta jako jeden z 22 artystów ze świata był zaproszony do uczestnictwa w międzynarodowej wystawie w Zagrzebiu (Chorwacja) w celu odtworzenia zbiorów Muzeum Sztuki w Vukovar, które zostało zniszczone w czasie wojny bałkańskiej.

W maju 2004 Kapusta zdobył Grand Prix na międzynarodowym konkursie w Ankarze upamietniającym 80. rocznicę Republiki Tureckiej.

W 2004 opublikował swoje odkrycie, w którym po raz pierwszy w historii udało mu się połączyć złoty i srebrny podział w jednej geometrycznej konstrukcji.

W 2005 roku w Sintrze (Portugalia) za rysunek opublikowany w “Rzeczpospolitej” Kapusta zdobył pierwszą nagrodę za najlepszy rysunek prasowy opublikowany na świecie w poprzednim roku i również pierwszą nagrodę na międzynarodowym biennale rysunku prasowego w Teheranie (Iran).

W latach 2004 -2007 Kapusta jako Visiting Profesor współpracował z Wyższą Szkołą Sztuk Wizualnych i Nowych Mediów w Warszawie.

W styczniu 2007 roku Janusz Kapusta został wybrany przez londyńskie pismo “Nature” do zilustrowania serii 14-tu artykułów o najważniejszych odkryciach naukowych na świecie.

W 2007 roku w związku ze staraniami Wrocławia o przyznanie mu EXPO 2012 Ministrerstwo Kultury i Sztuki zamówiło u Kapusty nowe odwzorowanie Ziemi i Nieba na K-Dronie z brązu jako specjalny podarunek dla przedstawicieli 98 państw podejmujących decyzję o wyborze miasta.

30 maja 2009 w Kole odsłonięto pomnik odkrytej przez Janusza Kapustę bryły – K-dronu, a 30 września 2013 zrobiono to w Wolsztynie. W roku 2012 rzeźba K-dronu stanęła w Elblągu na dziedzińcu Galerii El.

Od 2009 honorowy obywatel miasta Koła, gdzie znajduje się jego „Pomnik k-dron”.

W listopadzie 2010 roku na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie Janusz Kapusta uzyskał stopień doktora.

W 2011 roku wódka „Vesica”, której Kapusta wymyślił nazwę, zaprojektował 3 butelki i oprawę plastyczną została uznana za najlepiej sprzedającą się nową wódkę w Stanach Zjednoczonych. W tym samym roku w Nowym Jorku Kapusta został laureatem konkursu “Wybitny Polak” w kategorii Kultura. Dla uczczeniai 65-ej rocznicy Liceum Sztuk Plastycznych w Poznaniu w gmach budynku szkoły wmontowano k-dronową płaskorzeźbę o wysokośći 20 metrów.

Prace artysty znajdują się w zbiorach wielu muzeów i galerii na świecie m. in. Museum of Modern Art w Nowym Jorku, Museum of Modern Art w San Francisco, IBM Collection, Muzeum Sztuki w Łodzi. Janusz Kapusta miał wiele wystaw indywidualnych i brał udział w wielu wystawach zbiorowych. Jest autorem bibliofilskiego wydania “Zniewolonego umysłu” Czeslawa Milosza (The Limited Edition Club, Nowy Jork 1983).


2 maja 2019 r. minęło 500 lat od śmierci Leonarda da Vinci. Muzeum Narodowe w Warszawie uczciło tę rocznicę instalacją K-Leonardo, ustawioną na głównym dziedzińcu, której autorem był Janusz Kapusta. To jedno z ostatnich wydarzeń Janusza, w którym uczestniczyłem, a przedtem miałem kilka indywidualnych wystaw w Muzem Narodowym w Warszawie, a Janusz po prawie czterdziestu latach w Ameryce wrócił na stałe do Polski.

Wracając do naszej historii, z Januszem poznaliśmy i zaprzyjaźniliśmy się w Nowym Jorku, gdzie spotkaliśmy się od początku lat 80-tych. Pierwszy portret zrobiłem mu w lutym 1982 r. w Nowym Jorku. Niewątpliwie zbliżył nas do siebie niezwykły pisarz i człowiek Andrzej Pastuszek, potem Andrzej Czeczot…i wielu polskich artystów, którzy wówczas byli w Nowym Jorku.


W numerze 63 wrzesień/październik 1994, nowojorskiego magazynu KARIERA ukazała się w tzw. cover story (historii okładkowej) moja rozmowa z Januszem Kapustą:


–Kiedy zainteresowałeś się sztukami plastycznymi?

–Jak tylko pamiętam coś rysowałem. Moja rodzina nie była najbogatsza, było nas dwóch braci i dwie siostry. Ojciec ciężko pracował fizycznie. Matka była krawcową. Utrzymać czwórkę dzieci w Polsce, w lałach pięćdziesiątych nie było łatwo. Pamiętam, jako mały chłopiec woziłem ojcu jedzenie do pracy. Brał często nadgodziny na kolei, gdzie przerzucał węgiel z wagonów na samochody. Było mi go żal widząc jak się męczy. Jedynie co mogłem zrobić to starać się żeby rodzice byli ze mnie zadowoleni, a jedynym sposobem w tym czasie było mieć dobre stopnie. Byłem więc najlepszym uczniem w szkole. W tej biedzie mieli syna, który się najlepiej uczył, najwięcej czytał książek. Żartuję czasem, że miałem piątki i z tego, że jest Bóg, i z tego, że go nie ma. To były takie czasy. Nauczyciel mówił, że nie ma Boga, a ksiądz, że jest. Zacząłem podejrzewać, że świat, w którym żyję jest jakiś dziwny.

Po szkole podstawowej chciałem być albo duchownym, albo malarzem. Czyli, w jakimś sensie wiedziałem co mam robić. Poszedłem do liceum plastycznego. Zresztą, przyczyniła się do tego nauczycielka, której było żal, że mógłbym zostać „tylko” księdzem.


–Założeniem liceum plastycznego jest przygotowanie do bycia artystą?

–Tak. I w jakimś sensie wiąże się z tym pewna bieda, ponieważ niektóre przedmioty (np. matematyka, fizyka, chemia) kończy się w drugiej czy trzeciej klasie (liceum trwa 5 lat), jest się jakby skazanym na bycie artystą. Jeżeli potem próbujesz zdawać na studia w jakiejkolwiek innej dziedzinie, musisz zdawać egzamin z przedmiotów, które w tym liceum ze zrozumiałych względów odgrywają mniejszą rolę. Ja sam starałem się być dobry z przedmiotów ścisłych, a jednocześnie dobrze rysować i malować. W związku z tym traktowałem nieomal jako wyzwanie dostanie się na architekturę, gdzie egzaminy zdaje się nie tylko z rysunku, ale i z matematyki, i z fizyki.


–Nie miałeś problemów z dostaniem się na architekturę?

–Miałem. Dostałem się po różnych kłopotach. Otrzymałem najlepszą ocenę z rysunku, a dwóję z matematyki, z francuskiego dostałem piątkę i znowu dwóję z fizyki. Dopuszczono mnie do drugiego egzaminu z matematyki, który był trudniejszy, ale o dziwo napisałem jako jeden z pierwszych i dostałem piątkę. Poprawiłem również fizykę i w ten sposób dostałem się. Zacząłem studiować architekturę, miałem znakomitych kolegów, z którymi wywalczyłem indywidualny program studiowania. Staraliśmy się dociekać, czym jest architektura, i to bardziej filozoficznie i socjologicznie. Zawsze jest tak, że jeżeli coś zaczniesz uważniej traktować, natychmiast stajesz się, w pewnym sensie, buntownikiem, ciągle napotykasz jakieś kłopoty, że tak się nie buduje, że jest tylko taki wymiar płyty betonowej, że to jest nieekonomiczne, kto za to zapłaci itp. Sama architektura jest fizycznie i wymiarowo największą działalnością człowieka, dotyczy wszystkiego. Budujesz kościoły i więzienia, jesteś na zewnątrz i we wnętrzu budynków, musisz więc przewidzieć na przykład samotne miejsce kaźni – ściany powinny być grube – i wspólną przestrzeń, jak w kościele, dla odbywania grupowych wzruszeń. W którymś momencie zorientowałem się, że architektura tak rozumiana, jak wtedy w Polsce (lata siedemdziesiąte), to bardziej działalność administracyjna niźli twórcza przygoda.


–Rozstałeś się z architekturą?

–W sensie uprawiania zawodu, tak. W tym czasie zacząłem wysyłać swoje rysunki na różne konkursy, wygrałem ze 20 nagród krajowych i międzynarodowych, zacząłem współpracowaó z wieloma czasopismami.


–Co to były za prace?

–Różne rzeczy - rysunki, plakaty, karykatury, scenografie. Wygrałem dla przykładu Grand Prix w Antwerpii z okazji 100-lecia tamtejszego sądu. Zaprosili mnie na otwarcie wystawy i tak zaczęło się moje podróżowanie. Dostałem się do Związku Artystów Plastyków, gdzie moimi sponsorami byli Waldemar Świerzy i Franciszek Maśluszczyk. Jonasz Kofta bardzo mi dużo wtedy pomagał. Pamiętam, była cała afera w „Szpilkach”, kiedy poznałem Koftę.


–Mógłbyś opowiedzieć?

–Wiedziałem, że muszę poznać Jonasza. Skończył on, to samo co ja, Liceum Sztuk Plastycznych w Poznaniu. Wykładał tam projektowanie prof. Olejniczak, którego bardzo ceniłem. Przywiązywał większą wagę do twórczego myślenia, niż do samego wykonawstwa. Stawiał dwóję, jeżeli zrobiłeś coś za dokładnie, a nie było w tym pomysłu. Na ostatnim spotkaniu, już po maturze, miał zwyczaj i swoją prywatną przyjemność typowania ludzi, którym jego zdaniem powiedzie się w życiu. Pamiętam, wybrał wtedy trzy osoby, a wśród nich wymienił moje nazwisko. Bardzo się speszyłem słuchając tego przed całą klasą. I wtedy powiedział, że podobnie wiele lat wcześniej, zareagował Kofta. Kiedy znalazłem się już w Warszawie, cały czas czułem, że Jonasz to moje przeznaczenie •i kiedyś opowiem mu tę historię. W 1975 roku pismo „Hara-kiri” opublikowało dwie strony moich rysunków, o czym dowiedziałem się w Polsce, gdy zobaczyłem swój przedrukowany rysunek w „Forum”. To dodało mi tyle aminuszu, że poszedłem do „Szpilek”, gdzie do tej pory ukazały się tylko moje dwa małe rysunki.


–Wówczas „Szpilki” to było coś...

–Odszedł właśnie Toeplitz, a na jego miejsce nastał Witold Filler. Kiedy pojawiłem się w redakcji, Jan Pietrzak zapytał: – A kolega do kogo?

– Chciałem się widzieć z redaktorem naczelnym – odpowiedziałem.

–W jakiej sprawie?

–Przyniosłem rysunki, które chciałem pokazać.

–A może wystarczy, że ja je zobaczę – powiedział Pietrzak.

–Właśnie wróciłem z Francji, gdzie nauczyłem się rozmawiać tylko z najważniejszymi osobami, od których coś zależy.

– Tak go to rozśmieszyło, że dopuścił mnie do naczelnego. Po dwóch tygodniach ukazały się 4 moje rysunki na rozkładówce. Mniej więcej w tym czasie przyznawano „Złotą Szpilkę”, okazało się, że dostał ją o 2 lata starszy ode mnie kolega z Liceum Plastycznego w Poznaniu. Chciałem się z nim zobaczyć. Wiedziałem, kiedy będzie wręczanie nagród i poszedłem. Okazało się, że to było 40-lecie „Szpilek”. Pełno sławnych, elegancko na tę okazję wystrojonych ludzi. Nie chcieli mnie wpuścić, przy drzwiach zapytali o zaproszenie. Przechodził akurat Filler, poznał mnie i pozwolił wejść do środka. Oddałem swój skromny płaszczyk i stanąłem nieśmiało z boku. Kolega, który mnie zobaczył zaprosił do wypicia wódki. Wypiłem kilka kieliszków i poczułem się znacznie lepiej. W którymś momencie wskoczyłem na stół z jedzeniem, był kawałek wolnego miejsca i krzyknąłem: – Czy jest ktoś na sali, kto ze mną zatańczy? Jakaś starsza pani krzyknęła: – Ja. Zaczęliśmy więc tańczyć. Wszystkim się bardzo spodobało i żeby nam zrobić więcej miejsca zaczęli zdejmować półmiski. Moja partnerka nadepnęła na sąsiedni stół, który okazał się składany. Podnieśliśmy się i zaczęliśmy tańczyć dalej. Później Daniel Passent w swoim felietonie w „Polityce” napisał, że było nudno, aż tu nagle jakiś młody współpracownik „Szpilek” wskoczył na stół i zaczął tańczyć. Felieton zakończył stwierdzeniem, że „prawdziwa redakcja upadków się nie boi”.


–A jaki to ma związek z Koftą?

–Właśnie wtedy, po odbytym tańcu, zobaczyłem Koftę. Zaczęliśmy rozmawiać. Opowiedziałem mu o sobie, o szkole, o życiu, o działaniach. Rozmawialiśmy długo i umówiliśmy się na następny dzień, kiedy miałem mu pokazać swoje prace.


–Jak cię przyjął?

–Bardzo serdecznie. To jedno z najważniejszych spotkań w moim życiu. Przejrzał moje rysunki, szczególnie spodobała mu się seria 60 lejków. Zaprosił mnie wtedy na próby kabaretu „Pod Egidą”. Od tego czasu przyjaźniłem się z Jonaszem. Często go odwiedzałem.


–Dużo podróżowałeś po świecie, co ci to dawało?

–Sądzę, że wiedzę i odrobinę szersze widzenie siebie, kraju. Podróże uczą szacunku dla innych i pozwalają głębiej zobaczyć i ocenić siebie. Ktoś, kto nie wystawia się na pośmiewisko, nawet nie będzie wiedział, że jest śmieszny. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz wróciłem z podróży zagranicznej, Polska wydała mi się krajem remisu, co nie znaczy średniości, znaczy, że jeśli ktoś w Polsce coś zrobi to zaraz się znajdzie równie inteligentny, który powie, że on nie miał racji. Istniejemy w reakcji na siebie, natomiast nie w dodawaniu. Brak hierarchii. Polacy mają znakomite mniemanie o sobie, szczególnie przy wódce. To pozwala rzeczywiście wskoczyć na stół i spytać – czy jest ktoś kto zatańczy? Wiadomo, co to jest alkohol i dlatego się go pije. Właśnie z niespełnienia, z braku poczucia związku z realnością. Przy po ważnym traktowaniu czegoś nie da się pić, wódka przeszkadza. Sądzę, że Polacy są narodem niespełnionym. Przy całej inteligencji, pracowitości, dowcipie nigdy jako naród nie dodaliśmy do współpracy świata satysfakcjonujących naszą ambicję wartości. Siebie nie ukochaliśmy i w siebie nie wierzymy. Lub na odwrót. Papieże i Wałęsy wiosny nie czynią.


–Skończyłeś studia architektoniczne i co dalej?

–Zawsze starałem się mieć dużo wolnego czasu. Moim sukcesem jest to, że potrafię go sobie zabezpieczyć. Lubię czytać książki, bo jest to najłatwiejszy sposób dotarcia do najmądrzejszych ludzi. Po architekturze miałem dużo zabezpieczonego wolnego czasu i poszedłem na historię filozofii na Akademię Teologii Katolickiej. Z tego wyniknęło parę rzeczy.


–Jakich?

–Dla mnie żadna odpowiedź nie była ewidentna. Jak w dzieciństwie, dalej czytałem tych którzy mówili, że Bóg jest i tych, którzy twierdzili, że go nie ma. Chciałem coraz więcej wiedzieć. Przeżyłem wtedy moje „drugie narodziny”. Zdałem sobie sprawę z powagi wyobraźni. Tak jak pamięć jest odpowiedzialna za przeszłość, wyobraźnia jest odpowiedzialna za przyszłość i tylko ona jest w stanie stworzyć coś, czego nie było. Einstein mówił, że wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy. Zawsze mnie fascynowało, że np. „Żyjemy sobie” i nagle przychodzi taki Newton i mówi: jest grawitacja. Albo Kopernik. Wyobraź sobie najmądrzejszego człowieka na Ziemi przed Kopernikiem, który wszystko w głowie ma poukładane na płasko. Nie chciałbym być w ten sposób mądry. Zacząłem ćwiczyć. Sportowcy biegają, robią pompki – ja ćwiczyłem wyobraźnię. Chciałem być tak sprawny, aby kiedyś samemu wymyśleć bajkę o tym czym jest świat.


–Pomagał ci w tym rysunek?

–Bardzo, gdyż umożliwiał wyrażanie, a przez to oglądanie myśli. Nigdy nie wiemy kim jesteśmy, dopóki nie ujawnimy się w działaniu. Stąd mądry jest dla mnie ten, kto nie tylko myśli, jeżeli w ogóle myśli. Jest mądry ten, kto działa, a czyny jego świadczą o mądrości. Starałem się więc dużo myśleć i dużo rysować. Przyglądać się swoim błędom, ograniczeniom, zobaczyć swoją słabą stronę. Jeżeli ją uczciwie odnajdziesz, wiesz, co zostaje po drugiej. Przykładem ćwiczeń na poszerzenie skali mojej wyobraźni może być wystawa w galerii „Stodoła”, która się nazywała „Podziały punktu”. Przygotowywałem ją przez pół roku. Były to kwadratowe kartki papieru, na środku których była kropka, a na dole podpisywałem czym ta kropka jest.


–Na przykład?

–Na przykład można powiedzieć, że kropka jest punktem, oznacza zakończenie zdania, może przedłużyć wartość rytmiczną nuty o połowę, może to być wielkość Ziemi widzianej z pewnej odległości Wszechświata, może to być wielkość Wszechświata widziana z pewnej odległości – czego.


–Dlaczego wybrałeś właśnie punkt?

–Ponieważ punkt jest najmniejszym miejscem, które ma pozycję, a nie ma wymiarów, jak gdyby istnieje, jest jak wrota do świata, który przeczuwamy, ale którego już nie rozumiemy. Wymyśliłem ponad 400 punktów. Wyścig polegał na tym, żeby wymyślić jak najwięcej, aby nikt nie mógł dodać już więcej, taki myślowy Mendelejew. Pierwszych 10, 100, 200 jest stosunkowo łatwo wynaleźć, ale im dalej tym trudniej. Te ćwiczenia pomogły mi w Ameryce współpracować z „New York Timesem”, gdzie w ciągu 2 godzin od otrzymanego tekstu musiałem wymyślió i wykonać rysunek na stronę Op-ed. Często buńczucznie mówię, że im mniej mam czasu, tym łatwiej mi udowodnić, że jestem lepszy.


–Jak znalazłeś się w Ameryce?

–Dzięki Andrzejowi Pastuszkowi, któremu w Polsce zrobiłem plakat, scenografię do jego spektaklu w Starej Prochowni, okładkę i ilustracje do książki. „Kiedy umiera poeta”. Pastuszek wyjeżdżając do Nowego Jorku powiedział, że jak się rozejrzy to mnie zaprosi i będę mu ilustrował książki. Nie traktowałem oczywiście tego poważnie. Ale Pastuszek za kilka miesięcy zadzwonił i powiedział: Przyjeżdżaj. W październiku 1981 r. przyjechałem na trzy miesiące, chciałem zobaczyć czym jest Ameryka i wrócić.


–Miałeś jakieś kontakty poza Pastuszkiem, którego również poznałem i który był raczej fantastą?

–Od Jonasza Kofty miałem specjalny list polecający do Andrzeja Dudzińskiego, który zaprowadził mnie do „The New York Timesa”, tak, że już w pierwszym miesiącu pobytu miałem opublikowane trzy rysunki. Pomagało mi wiele osób, Joanna i Bogdan Pestka, u których się na początku zatrzymałem. Pomagali mi też Jan Sawka i Rafał Olbiński. Szczególną pomoc okazali mi państwo Barbara Nagorska i Bolesław Wierzbiański. W dwa miesiące po moim przyjeździe do Nowego Jorku wprowadzono w Polsce stan wojenny. Zostałem tutaj i wiedziałem już, że pomimo pomocy innych ja sam muszę sobie dopomóc. Wymyśliłem wtedy 8 stopniową skalę.


–Na czym ona polegała?

–Był to rodzaj drabiny z ośmioma szczeblami, po której miałem się wspinać. Dowcip tylko polegał na tym, że poszczególne szczeble musiałbym wykonać ja sam w trakcie wspinania. Pierwszy szczebel nazwałem „przetrwać”, czyli podjąć każdą pracę, aby zarobić na życie. Miałem to szczęście, że zawsze utrzymywałem się z rysowania i malowania.


–A drugi szczebel?

–Drugi szczebel nazwałem „dać znać”. W moim pomyśle jego realizacją było powstanie książki „Almost Everybody”. Miała powiedzieć, że ktoś taki jak ja, jest.


–Jak wpadłeś na pomysł książki?

–­Nie mówiłem po angielsku, w związku z tym miałem mniej zamówień, ale więcej niż inni ludzie wolnego czasu. Stwierdziłem, że to jest wartość, której oni nie mają i wymyśliłem książkę, chociaż nikt jej u mnie nie zamawiał. Kiedy była prawie gotowa, przez znajomych dotarłem do agenta, który przedstawił ją wydawnictwu William Morrow & Co. Pomimo, że byłem nieznany na rynku, spodobał im się pomysł i postanowili ją wydać.


–Wracając do twojej drabiny, jaki jest trzeci szczebel?

–Nazwałem go „zadziwić”. I właśnie szukając czym można było „zadziwić”, wydarzył mi się K-DRON. Ciągle jestem na trzecim szczeblu i ciągle jeszcze nie osiągam tego stanu, żeby powiedzieć — no to czas na czwarty.


–Kiedy, myślisz, że to nastąpi?

–Nie wiem. K-DRON, czyli trzeci szczebel ciągle się jeszcze zdarza.


–Z artysty stałeś się wynalazcą.

–Sztuka jest obszarem rozszerzania wyobraźni, podobnie jak odkrywanie czegoś nowego. Traktuję sztukę jako doświadczenie. Dla mnie sztuka jest bardziej formą uczenia się, niż wyrażania znanego. Wynalazczość może być więc częścią artystycznego działania. Póki co, jestem artystą szkicu i notatki. Mam więcej myśli niźli czasu. Odwrotnie niż malarze.


–Kiedy i w jakich okolicznościach wpadłeś na K-Dron?

–Do Nowego Jorku przyjechał Andrzej Czeczot, którego bardzo ceniłem. Czeczot myślał, że Ameryka jest prostym krajem, a różnica jest taka, że zarabia się więcej i w dolarach. W Polsce Czeczot był bardzo znany, w Nowym Jorku było odwrotnie i ja znałem więcej osób. Czułem się więc zobowiązany, żeby mu pomóc. Mieszkaliśmy w tym samym domu i założyliśmy firmę reklamową „Visual Thanking”. W 1985 roku powstała możliwośó zrobienia wspólnej wystawy. Kiedy zaczęliśmy przygotowywać folder, Andrzej pokazał swoje ilustracje z „New York Timesa”. Jakby na przekór, aby się nie powtarzać pokazałem prace, które nigdy nie były jeszcze publikowane. Między innymi zamieściłem tam rysunki na temat plus-minus nieskończoności, które narysowałem w czasie studiów na ATK. Dzięki dziwnym okolicznościom dostałem od drukarza 1000 źle zrobionych odbitek. Przyniosłem je do domu i wtedy zauważyłem, że wycięte rysunki z „nieskończonością” stwarzają zdumiewającą liczbę kombinacji i układów. Dwa tygodnie później zadzwonił kolega architekt, że jest ogłoszony konkurs na płytę z terakoty. Wróciłem do moich powycinanych rysunków i zauważyłem, że można je przetworzyć w trójwymiarowe bryły. Pracowałem całą noc robiąc modele. Rano, nie wiem, o 4 czy 5 dwie bryły przypadkowo nałożyły się na siebie i nagle zniknęły. Jedna pasowała w drugą, plus weszło w minus i dwa K-Drony skryły się. Wtedy poczułem, że wydarzyła się ważna rzecz. Jako architekt wiedziałem, że kształt, który daje tyle możliwości przekształceń, a jednocześnie jest łatwy w transporcie jest czymś unikatowym. Poczułem, że znalazłem mój trzeci szczebel, a ponieważ sam się nim zadziwiłem wiedziałem, że będę w stanie zadziwić nim innych. Nie wiedziałem tylko, że zadziwienie ludzi będzie wymagało tyle czasu.


–Co wydarzyło się dalej?

–Postanowiłem opatentować ten kształt w USA. Przeprowadzenie tej procedury zajęło mi dwa lata. Aby zabezpieczyć patent na świecie potrzebowałem około 45 tysięcy dol. Postanowiłem założyć korporację. Ustaliliśmy cenę akcji po 5 tys. dol. Sprzedaliśmy 22 akcje zbierając 110 tys. dol. Taki był budżet przedsięwzięcia, w który wchodziły opłaty prawnicze, wykonanie prototypów, przygotowanie materiałów informacyjnych jak wideo, broszury itd. Tak zaczęła się przygoda K-DRON Inc. Do dziś podpisaliśmy 5 kontraktów, pertraktujemy następne. Jest już uruchomiona produkcja materiałów budowlanych (ostatnio powstał pierwszy budynek studia w Hollywood), rozpoczęto prace nad wprowadzeniem szeregu zabawek w oparciu o K-Dron.


–Skąd nazwa K-Dron?

–„Hedron” z greckiego oznacza ścianę, język angielski używa tego słowa dla wielościanów np. „octohedron” znaczy dosłownie osiem ścian. Ponieważ K-DRON ma 1 1 ścian, a jedenastą literą alfabetu jest K, zamiast K-hedron nazwaliśmy go krócej K-DRON. Poza tym, w jednej z elewacji, bryła ma formę litery „K” i ku uciesze spostrzegawczych, moje nazwisko zaczyna się również na „K”.


–Jakie widzisz zastosowanie K-Drona?

–Ja sam widzę nieograniczone. Najbardziej zaawansowane są nasze prace w architekturze i w zabawkach, ale lista projektów coraz bardziej się wydłuża i obejmuje takie dziedziny, jak meble, opakowania, głośniki, jubilerstwo, zegarki, lampy i inne.


–Czym jest dla ciebie ten wynalazek?

–Sprawdzianem mojego myślenia i stosunku tego myślenia do świata. Jeżeli ten sprawdzian się powiedzie, to będę konsekwentnie mądrym człowiekiem.


–Czym jest dla ciebie słowo kariera?

–Jeżeli jesteś w wojsku to wiadomo, co to jest kariera. Masz rangęmarszałka, generała. Jesteś lepszy od kogoś i od kogoś gorszy. Kariera jest zawsze związana z pewnym wyścigiem, konkurencją, z możliwością pomiaru osiągnięć. Niby gorzej ją mierzyć w sztuce, ale tutaj są na to sposoby. Są one związane z miejscem, w którym wystawiasz lub drukujesz, kto o tobie pisze i gdzie. Ale kariera w tak abstrakcyjnym i najszerszym pojęciu, o który domyślam się pytasz, związana jest raczej z pieniędzmi i sławą, niż z dziedziną, którą się uprawia.


–Czy według tego zrobiłeś karierę?

–Zależy od miary. Urodziłem się na wsi Zalesie, gdzie było 100 osób. Kiedy miałem 6 lat rodzice przeprowadzili się do innego miasteczka, Dębia nad Nerem, które miało 1500 ludzi, gdzie skończyłem szkołę podstawową. Potem skończyłem Liceum Sztuk Plastycznych w Poznaniu, który liczył 400 tysięcy mieszkańców, a następnie studia w Warszawie, która miała ponad milion mieszkańców. Teraz jestem w Nowym Jorku, który ma obojętnie jakby liczyć 9 czy 17 milionów mieszkańców.

W tej chwili już nie mam, gdzie jechać, chyba, że do nieba, albo z powrotem na wieś. Można by powiedzieć, że skoro już nie mam, gdzie jechać, na pewno zrobiłem „przesiedleńczą karierę”. Zawodowo miałem parę sukcesów. Moje prace były publikowane w najważniejszych profesjonalnych pismach świata: „Graphis”, „Print”, „Idea”, „The New York Times” itp. Ale gdyby mierzyć karierę pieniędzmi — jeszcze jej nie zrobiłem chociaż wartość moich akcji w K-DRON Inc., jest w tym względzie obiecująca.

„…Słowa są obojętne. Wartości nabierają w zdaniu. Mądrość – wielu zdaniach…” – Janusz Kapusta.



PORTRAIT with HISTORY

­­­


"... If there are too many things to do, it's best to start with the first ..." - Janusz Kapusta - "... I have always believed in my life that people are the most important ...".


Janusz Kapusta (born October 15, 1951 in Zalesie, Dąbie commune in the Koło poviat) - draftsman, painter and set designer.

A graduate of the Secondary School of Art. Piotr Potworowski in Poznań (1970). He studied at the Academy of Fine Arts in Poznań, and then at the Faculty of Architecture of the Warsaw University of Technology. He also studied philosophy at the Academy of Catholic Theology in Warsaw.

In 1981, Janusz Kapusta moved to New York. Since then, his works have appeared, among others. in "The New York Times", "The Wall Street Journal", "The Washington Post", "Graphis", "Print", "Nature", "The Boston Globe", "Print" and "Rzeczpospolita".

In the years 1982-1985, Janusz Kapusta designed two magazines: "Le’ An Ha’Errev "and“ Blue Star ”and was their artistic director. At the same time, with Andrzej Czeczot, he founded and ran the advertising company "Visual Thinking".

In 1983 he was the artistic director of the largest presentation of Polish songs at Studio 54th, "New York '-Polish Extravaganza".

In "Lot of Świerkowa Gęsi", a film produced by Michael Hausman and directed by Lech Majewski (1984), he was an artistic advisor and designer of the credits.

In 1985, he discovered a new geometric figure - an eleven-sided solid, which he gave the name K-dron. Two years later, he was granted an American patent for it, and then in several countries around the world.

In 1991-92, Kapusta was a co-founder and artistic director of the monthly "OKay America". He also designed the psychological magazine Charaktery.

In 1995, invited by the director Lech Majewski, he designed in Heilbronn (Germany) the set and costumes for Robert Wilson's opera "The Black Rider", and in Warsaw, at the Grand Theater, the scenery for Georg Bizet's "Carmen".

In 1998, also in Heilbronn, he designed the sets for Shakespeare's Midsummer Night's Dream.


Janusz Kapusta published 3 books: "Almost Evrybody" - (1984) published by Wiliam Morrow in New York, "Kapusta in the New York Times" by Wydawnictwo Artystyczne i Filmowe and Ars Polona and "K-dron, patented infinity" by Wydawnictwa Szkolne and Pedagogical (1995). He illustrated Czesław Miłosz's book "Captive Mind", for the extremely prestigious "The Limited Edition Club", with which the greatest names of this measure are associated: Rosenquist, Motherwell, Sol LeWitt Rivers, and formerly Picasso, Matisse.

In 1998, Janusz Kapusta received the prestigious Alfred Jurzykowski in the field of fine arts. In 1999, the Museum of Art in Łódź hosted an exhibition entirely devoted to K-drone. At the same time, the premiere of the play for children "Planet K-dron, or the mystery of an interrupted journey," which Kapusta was the author, set designer and director, took place at the Ateneum Actor and Puppet Theater in Katowice.

In 2000, the artist discovered new, previously unknown principles of the golden ratio and presented them at mathematical conferences at American and Polish universities. His articles have appeared in mathematical journals of the United States and Japan.

In 2001, at the Academy of Fine Arts in Poznań, a master's thesis on the work of Janusz Kapusta was defended, entitled "From drawing to pure art".

In February 2002, Janusz Kapusta created the sets for "Carmen" at the Vilnius National Opera in Lithuania. In the same year, Kapusta, as one of 22 artists from around the world, was invited to participate in the international exhibition in Zagreb (Croatia) in order to recreate the collection of the Vukovar Art Museum, which was destroyed during the Balkan War.

In May 2004, Kapusta won the Grand Prix at the international competition in Ankara to commemorate the 80th anniversary of the Turkish Republic.

In 2004, he published his discovery in which, for the first time in history, he managed to combine the golden and silver ratios in one geometric structure.

In 2005 in Sintra (Portugal), for a drawing published in Rzeczpospolita, Kapusta won the first prize for the best press drawing published in the world in the previous year and also the first prize at the international press drawing biennial in Tehran (Iran).

In the years 2004-2007, Kapusta worked as a Visiting Professor with the College of Visual Arts and New Media in Warsaw.


In January 2007, Janusz Kapusta was selected by the London-based journal "Nature" to illustrate a series of 14 articles about the most important scientific discoveries in the world.

In 2007, in connection with Wrocław's efforts to grant it EXPO 2012, the Ministry of Culture and Art ordered from Cabbage a new bronze mapping of the Earth and Sky on the K-Dron as a special gift for representatives of 98 countries making the decision to choose the city.

On May 30, 2009, a monument to the K-drone block discovered by Janusz Kapusta was unveiled in Koło, and on September 30, 2013 it was done in Wolsztyn. In 2012, the K-drone sculpture was put up in Elbląg in the courtyard of Galeria El.

From 2009 he was an honorary citizen of the city of Koło, where his "K-dron Monument" is located.

In November 2010, at the Academy of Fine Arts in Warsaw, Janusz Kapusta obtained his doctoral degree.

In 2011, the "Vesica" vodka, whose name Kapusta came up with the name, designed 3 bottles and the artistic setting was recognized as the best-selling new vodka in the United States. In the same year, in New York, Kapusta won the "Outstanding Pole" competition in the Culture category. To celebrate the 65th anniversary of the Secondary School of Fine Arts in Poznań, a 20-meter-high k-drone bas-relief was installed in the building of the school building.

The artist's works are in the collections of many museums and galleries around the world, including Museum of Modern Art in New York, Museum of Modern Art in San Francisco, IBM Collection, Muzeum Sztuki in Łódź. Janusz Kapusta has had many individual exhibitions and participated in many group exhibitions. He is the author of the bibliophile edition of Czeslaw Milosz's "Captive Mind" (The Limited Edition Club, New York 1983).



On May 2, 2019, 500 years have passed since the death of Leonardo da Vinci. The National Museum in Warsaw celebrated this anniversary with the installation of K-Leonardo, placed in the main courtyard, by Janusz Kapusta. This is one of Janusz's last events in which I participated, and before that I had several individual exhibitions at the National Museum in Warsaw, and Janusz, after almost forty years in America, returned to Poland for good.


Coming back to our history, Janusz and I met and became friends in New York, where we met from the beginning of the 1980s. I made his first portrait in February 1982 in New York. Undoubtedly, we were brought together by an extraordinary writer and man, Andrzej Pastuszek, then Andrzej Czeczot ... and many Polish artists who were then in New York.

In the September / October 1994 issue of New York-based KARIERA magazine, it was published in the so-called cover story my conversation with Janusz Kapusta:


–When did you become interested in visual arts?

–As soon as I remember, I was drawing something. My family was not the richest, we were two brothers and two sisters. My father worked hard physically. The mother was a seamstress. It was not easy in the 1950s to support four children in Poland. I remember as a little boy I used to take my father's food to work. He often took overtime on the railroad, shifting coal from carriages to cars. I felt sorry for him to see him exhausted. All I could do was try to keep my parents happy with me, and the only way at that time was to get good grades. So I was the best student in school. In this poverty they had a son who studied the best and read books the most. I joke sometimes that I had fives and that there is God and that he is not. Those were the times. The teacher said there was no God, and the priest said there was. I began to suspect that the world I live in was somehow strange.

After primary school, I wanted to be either a clergyman or a painter. So I kind of knew what to do. I went to art school. Anyway, the teacher contributed to it, who regretted that I could become "only" a priest.


- The premise of an art school is to prepare to be an artist?

-Yes. And in a sense, it is associated with a certain poverty, because some subjects (e.g. maths, physics, chemistry) finish in the second or third grade (high school lasts 5 years), you are as if doomed to be an artist. If you then try to pass to study in any other field, you must take the exam in subjects that understandably play a minor role in this high school. I myself tried to be good at science, and at the same time to draw and paint well. Therefore, it was almost a challenge to get into architecture, where I take exams not only in drawing, but also in mathematics and physics.

-You had no problems getting to the architecture?

-I had. I got through various troubles. I got the best mark in drawing, two in math, five in French, and two again in physics. I was admitted to the second math exam, which was more difficult, but surprisingly I wrote one of the first and got a high five. I also improved the physics and that's how I got in. I started to study architecture, I had excellent colleagues with whom I won an individual study program. We tried to find out what architecture is, more philosophically and sociologically. It is always so that if you start to treat something more carefully, you immediately become, in a sense, a rebel, you constantly face some problems that you don't build so much, that there is only such a size of a concrete slab that it is uneconomical who will pay for it, etc. Architecture itself is physically and dimensionally the greatest human activity, it concerns everything. You build churches and prisons, you are outside and inside buildings, so you have to plan, for example, a lonely place of execution - the walls should be thick - and a common space, like in a church, for group emotions. At some point I realized that architecture, as understood at the time in Poland (the seventies), was more of an administrative activity than a creative adventure.


-Did you part with architecture?

- In terms of practicing a profession, yes. During this time, I started sending my drawings to various competitions, won 20 national and international awards, and started collaborating with many magazines.


-What were these works?

- Various things - drawings, posters, caricatures, scenery. For example, I won the Grand Prix in Antwerp on the occasion of the 100th anniversary of the local court. They invited me to the opening of the exhibition and this is how my journey began. I joined the Association of Artists and Designers, where my sponsors were Waldemar Świerzy and Franciszek Maśluszczyk. Jonasz Kofta helped me a lot then. I remember there was a whole scandal in Szpilki when I met Kofta.

-Could you tell?

–I knew I had to meet Jonah. He graduated from the Secondary School of Fine Arts in Poznań, the same as I did. There he lectured on design by prof. Olejniczak, which I appreciated very much. He attached more importance to creative thinking than to the performance itself. He would bet two if you did something too thoroughly and there was no idea in it. At the last meeting, after graduating from high school, he had the habit and his private pleasure to select people who, in his opinion, will succeed in life. I remember, he chose three people then, and among them he mentioned my name. I was very embarrassed listening to this in front of the whole class. And then he said that many years earlier, Kofta reacted. When I found myself in Warsaw, I still felt that Jonah was my destiny and one day I will tell him this story. In 1975, the Hara-kiri magazine published two pages of my drawings, which I learned about in Poland when I saw my reprinted drawing in the Forum. It gave me so much amusement that I went to Szpilki, where only my two little drawings have appeared so far.


- Back then, Szpilki was something ...

–Toeplitz has just passed away and is replaced by Witold Filler. When I appeared in the editorial office, Jan Pietrzak asked: - And who is your friend to?


"I wanted to see the editor-in-chief," I replied.

-What case?

–I brought the drawings that I wanted to show.

"Perhaps it is enough for me to see them," said Pietrzak.

- I just came back from France, where I learned to talk only to the most important people, on whom something depends.

"It made him so laugh that he let me see the editor." After two weeks, 4 of my drawings appeared on the spread. More or less at this time, the "Golden Pin" was awarded, it turned out that a friend from the Secondary Art School in Poznań, who was 2 years older than me, got it. I wanted to see him. I knew when the awards were going to be, and I went. It turned out that it was the 40th anniversary of Szpilki. Lots of famous people, elegantly dressed for this occasion. They refused to let me in, asked for an invitation at the door. Filler was just passing by, he recognized me and let me in. I gave up my modest coat and stood shyly to the side. A friend who saw me invited me to drink vodka. I drank a few glasses and felt much better. At some point I jumped on the table with food, there was a piece of free space and I shouted: - Is there anyone in the room who will dance with me? An old lady shouted, "Me." So we started dancing. Everyone liked it very much and to make more space for us, they started taking off the platters. My partner stepped on the next table, which turned out to be foldable. We got up and continued to dance. Later, Daniel Passent in his column in Polityka wrote that it was boring, and then suddenly a young associate of Szpilek jumped on the table and began to dance. The column ended by saying that "real editors are not afraid of falls."


-And what does this have to do with Kofta?

–It was then that, after dancing, I saw Kofta. We started talking. I told him about myself, about school, about life, about my activities. We talked for a long time and made an appointment for the next day when I was to show him my work.

-How did he take you?

–Very cordial. This is one of the most important meetings in my life. He looked at my drawings, he especially liked the series of 60 funnels. Then he invited me to rehearsals for the "Pod Egidą" cabaret. From then on, I was friends with Jonah. I visited him often.


-You traveled a lot around the world, what did it give you?

–I think the knowledge and a slightly wider view of oneself and the country. Traveling teaches respect for others and allows you to see and evaluate yourself more deeply. Someone who doesn't make a laughingstock won't even know they're funny. I remember that when I came back from a foreign trip for the first time, Poland seemed to me to be a country of a tie, which does not mean average, it means that if someone in Poland does something, they will soon find an equally intelligent one who will say that he was wrong. We exist in reaction to ourselves, not in addition. No hierarchy. Poles have an excellent opinion of themselves, especially over vodka. This allows you to actually jump on the table and ask - is there anyone who will dance? You know what alcohol is and that's why you drink it. Precisely because of non-fulfillment, because of a lack of a sense of connection with reality. After treating something importantly, it is impossible to drink, vodka gets in the way. I believe that Poles are an unfulfilled nation. With all our intelligence, diligence and wit, we, as a nation, have never added to our cooperation a world of values ​​that would satisfy our ambition. We did not love each other and we do not believe in ourselves. Or vice versa. Popes and Wałęsa do not make spring.


-You have graduated from architectural studies and what next?

–I always tried to have a lot of free time. My success is that I can keep it safe. I like reading books because it's the easiest way to reach the smartest people. After architecture, I had a lot of secured free time and went to the history of philosophy at the Academy of Catholic Theology. Several things came out of this.

-What?

- For me, no answer was obvious. As in childhood, I continued to read those who said that God is and those who said He did not exist. I wanted to know more and more. It was then that I experienced my "second birth". I realized the seriousness of my imagination. Just as memory is responsible for the past, imagination is responsible for the future, and only it is capable of creating something that was not there. Einstein said that imagination is more important than knowledge. I have always been fascinated by the fact that, for example, "We live each other" and suddenly this Newton comes and says: there is gravity. Or Copernicus. Imagine the smartest man on Earth before Copernicus, with everything in his head flat. I would not like to be wise that way. I started practicing. Athletes run, do push-ups - I was exercising my imagination. I wanted to be so agile that one day I would come up with a fairy tale about what the world is.


-Drawing helped you in this?

–Very much, because it made it possible to express, and thus see, thoughts. We never know who we are until we show ourselves in action. Hence, wise to me is he who not only thinks, if he thinks at all. The one who acts is wise, and his actions are wise. So I tried to think a lot and draw a lot. Look at your mistakes, limitations, see your weakness. If you find it honestly, you know what's left behind. An example of exercises to broaden the scale of my imagination can be the exhibition in the "Stodola" gallery, called "Point Divisions". I prepared it for half a year. They were square sheets of paper with a dot in the center and what the dot was at the bottom.

-For example?

–For example, you can say that a dot is a point, it means the end of a sentence, it can extend the rhythmic value of a note by half, it can be the size of the Earth as seen from a certain distance of the Universe, it can be the size of the Universe seen from a certain distance - what.


–Why did you choose the point?

–Because a point is the smallest place that has a position, and has no dimensions, as if it exists, it is like a gateway to a world that we sense but no longer understand. I came up with over 400 points. The race was to come up with as many as possible so that no one could add more, such a mental Mendeleev. The first 10, 100, 200 are relatively easy to invent, but the further away the more difficult. These exercises helped me collaborate in America with the New York Times, where within 2 hours of receiving the text, I had to come up with and make a drawing for the Op-ed site. I often defiantly say that the less time I have, the easier it is for me to prove that I am better.


-How did you come to America?

–Thanks to Andrzej Pastuszek, for whom I made a poster in Poland, the scenery for his performance in Stara Prochownia, the cover and illustrations for the book. When a Poet Dies. The shepherd boy leaving for New York said that when he looked around, he would invite me and I would illustrate the books for him. Of course, I wasn't taking it seriously. But the Shepherd called in a few months and said: Come. In October 1981 I came for three months, I wanted to see what America is and come back.


- Did you have any contacts apart from the Shepherd boy, whom I also met and who was rather a fantastic?

- I had a special letter of recommendation from Jonasz Kofta to Andrzej Dudziński, which led me to The New York Times, so that in the first month of my stay I had three drawings published. Many people helped me, Joanna and Bogdan Pestka, with whom I stayed at the beginning. Jan Sawka and Rafał Olbiński also helped me. Barbara Nagorska and Bolesław Wierzbiański gave me special help. Two months after my arrival in New York, martial law was imposed in Poland. I stayed here and I already knew that despite the help of others, I had to help myself. Then I came up with an 8-point scale.


-What was it about?

“It was a kind of eight-rung ladder that I had to climb. The only joke was that I would have to do the individual rungs myself while climbing. I called the first rung "survive", that is, take up any job to earn a living. I was lucky to always make a living drawing and painting.



–And the second rung?

- I called the second rung "let me know". In my idea, its realization was the creation of the book "Almost Everybody". She was going to say that someone like me is.


-How did you come up with the idea for the book?

–¬ I didn't speak English, therefore I had fewer orders, but more than other people in my spare time. I decided that this was a value that they did not have and invented the book, although no one ordered it from me. When it was almost ready, I reached an agent through my friends and introduced it to William Morrow & Co. Even though I was unknown on the market, they liked the idea and decided to release it.


–Back to your ladder, what is the third rung?

- I called him "amaze". And just looking for what to "amaze", K-DRON happened to me. I am still on the third rung and I am still not reaching that state to say - well, it's time for the fourth.


-When, do you think it will happen?

-I do not know. K-DRON, the third tier is still happening.

–From an artist you turned into an inventor.

- Art is an area of ​​expanding the imagination, just like discovering something new. I treat art as an experience. For me, art is more a form of learning than known expression. Invention can therefore be part of an artistic activity. Until then, I am a sketch and note artist. I have more thoughts than time. Unlike painters.


-When and under what circumstances did you bump into a K-Dron?

- Andrzej Czeczot, whom I appreciated very much, came to New York. Czeczot thought that America is a simple country, and the difference is that you earn more and in dollars. In Poland, Czeczot was very famous, in New York it was the other way around and I knew more people. So I felt obliged to help him. We lived in the same house and set up an advertising company called "Visual Thanking". In 1985, it was possible to organize a joint exhibition. When we started to prepare the folder, Andrzej showed his illustrations from the New York Times. As if in spite of not being repeated, I showed works that have never been published yet. Among other things, I posted there drawings on the subject of plus-minus infinity, which I drew during my studies at ATK. Due to strange circumstances, the printer gave me 1000 badly made prints. I brought them home and then noticed that the cut-out 'infinity' drawings made for an astonishing number of combinations and layouts. Two weeks later, a colleague of the architect called to announce a competition for a terracotta tile. I went back to my cut-out drawings and found that they can be transformed into three-dimensional solids. I was working all night making models. In the morning, I don't know, at 4 or 5, the two lumps accidentally overlapped each other and suddenly disappeared. One matched the other, plus went minus, and two K-Drones took cover. Then I felt that an important thing had happened. As an architect, I knew that a shape that offers so many possibilities for transformation and at the same time is easy to transport is something unique. I felt that I had found my third rung, and because I was amazed by it myself, I knew that I would be able to amaze others with it. What I didn't know was that it would take so long to amaze people.



–What happened next?

-I decided to patent this shape in the USA. It took me two years to complete this procedure. To secure a patent in the world, I needed about $ 45,000. I decided to start a corporation. We set a share price of 5,000. hole. We sold 22 shares, collecting 110 thousand. hole. This was the budget of the project, which included legal fees, prototyping, preparation of information materials such as videos, brochures, etc. This is how the adventure of K-DRON Inc. began. To date, we have signed 5 contracts, and we are negotiating new ones. The production of building materials is already launched (the first studio building in Hollywood has recently been built), work has begun on the introduction of a number of toys based on the K-Dron.


- Where does the name K-Dron come from?

- "Hedron" in Greek means a wall, English uses this word for polyhedrons, eg "octohedron" literally means eight walls. Since K-DRON has 11 faces and the eleventh letter of the alphabet is K, we called it K-DRON for short instead of K-hedron. Besides, in one of the elevations, the shape of the letter "K" and to the delight of observers, my name also begins with "K".


–What do you see the use of K-Dron?

–I myself see the limitless. Our work in architecture and toys is our most advanced, but the list of projects continues to grow and includes areas such as furniture, packaging, loudspeakers, jewelry, watches, lamps and more.


-What is this invention for you?

–A test of my thinking and the relation of this thinking to the world. If this test is successful, I will be a consistently wise person.


-What is the word career for you?

-If you are in the army, you know what a career is. You have the rank of marshal, general. You are better than someone and worse than someone. A career is always associated with a certain race, competition, with the ability to measure achievement. It is worse to measure it in art, but here are ways to do it. They are related to the place where you exhibit or print, who writes about you and where. But a career in such an abstract and broadest sense that I'm guessing you're asking about is tied to money and fame rather than the field you practice.


-Did you make your career according to that?

- Depends on the measure. I was born in the village of Zalesie, where there were 100 people. When I was 6 my parents moved to another town, Dębia nad Nerem, which had 1,500 people, where I finished primary school. Then I graduated from the Secondary School of Fine Arts in Poznań, which had 400,000 inhabitants, and then I studied in Warsaw, which had over a million inhabitants. Now I'm in New York, which is supposed to have 9 or 17 million inhabitants.

At the moment I have nowhere to go, except to heaven or back to the countryside. You could say that since I have nowhere to go, I must have made a "displacement career". Professionally, I had a few successes. My works have been published in the most important professional magazines in the world: "Graphis", "Print", "Idea", "The New York Times" etc. But if you were to measure your career with money - I haven't done it yet, at least the value of my shares in K-DRON Inc. is promising in this regard.


“… Words are indifferent. The values ​​take on in the sentence. Wisdom - in many sentences ... ”- Janusz Kapusta.


Ostatnie posty

Zobacz wszystkie