Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Jacek Gulla


Jacek Gulla (ur. w 1948 w Krakowie) – artysta malarz, filozof, poeta.

Urodzony i wychowany w Krakowie, gdzie uczęszczał do Liceum Plastycznego, uczestniczył w ruchu hipisów w latach 60-tych, opisany w książce Kamila Sipowicza "Hipisi w PRL-u", przyjaźnił się z Tadeuszem Kantorem. "Malarzem uczyniły mnie arrasy jagiellońskie - wspomina Gulla – gdy je ujrzałem na Wawelu po ich powrocie z Kanady, z odległości kilkunastu kroków Bóg był Bogiem, Noe Noem, pantera panterą. Wystarczało jednak podejść bliżej, żeby i Raj i Wieża Babel i Potop okazały się być strumieniami różnobarwnych nitek, takich samych jakimi moja Babcia cerowała me skarpetki".

Pierwsze publikacje Gulli w Polsce m.in. w popularnym w latach 70-tych miesięczniku literackim „Nowy Wyraz”, zapowiadały wielki talent. Związany był z artystyczną awangardową bohemą krakowską i warszawską oraz środowiskiem hippies, o czym pisze w książce i wywiadach Sipowicz.

W 1972 r. wyjechał do Nowego Jorku, gdzie mieszka do dziś, należąc do artystycznej bohemy, nakręcono o nim film pt. "Jacka Gulli żywot w NYC-OŚCI".

W poemacie „Z dziejów pędzla” Gulla pisał: „…Przed wyjazdem do NYC byłem w Krakowie członkiem ZPAPu

Wprowadzał mnie J Bereś i H Stażewski

A o Tadeuszu Kantorze myślę i piszę z głęboką wdzięcznością

Jako że w furiach unosił się przed Cricotem jak ojciec mój nade mną

Gdy po ścianach po obrazach cienie miotał szarpiąc pod szyją krawat...”.

Muszę powiedzieć, że na przestrzeni moich 40 lat w Nowym Jorku, przecinaliśmy się z Jackiem Gullą kilka razy i właśnie wówczas, powstało kilka portretów, które po latach nabrały wartości z różnych względów.

Pierwszy portret, który mu zrobiłem w maju 1982 r. na szerokiej, reprezentacyjnej Park Avenue w Nowym Jorku, w tle samochody, które już dziś należą do zabytków, a Gulla młodzieniec. Niebywałe, w tym samym czasie, spotkanie z Elżbietą Czyżewska w centrum kilkumilionowego miasta. Nic dziwnego, że powitanie było wylewne…

Kiedy z Chicago do Nowego Jorku przyjechał wybitny poeta, prozaik, dramaturg, tłumacz; czołowy twórca poezji lingwistycznej, uznawany za ostatniego wielkiego modernistę Tymoteusz Karpowicz w październiku 1983 w Nowym Jorku, zrobiłem mu zdjęcie razem z Jackiem Gullą. To również rarytas.

Ale bezwzględnym hitem jest portret Tadeusza Kantor i Jacka Gulli z październik 1985 r. Kantor przyjechał ze spektaklem „Niech szczezną artyści” do nowojorskiego Teatru La MaMa, gdzie go fotografowałem na próbach. Pojawił potem w Polskim Instytucie Naukowym, gdzie po latach spotkał się z Jackiem Gullą i powstał portret – zderzenie dwóch osobowości.

W sumię wcześniej czy później miałem zamiar to opisać i pokazać KANTORA/GULLĘ. Kiedy kilka dni temu na FB, gdzie pokazuję swoje PORTRET z HISTORIĄ. przy okazji Andy Warhola i wystawy POP ARTw Museum im Schafstall Neuenstadt w Niemczech, gdzie również były moje portrety Warhola, Gulla zaczął pisać abym pokazał zdjęcie KANTOR-GULLA: Piękne zdjęcie Puść że A przynajmniej przeslij mi to zdjęcie to my Facebook files Please.

Jacek Gulla publikował w amerykańskich i polskojęzycznych periodykach literackich, m.in. w prestiżowej „Oficynie Poetów i Malarzy”. Jako poeta pisze zarówno po polsku jak i angielsku. Niektóre jego teksty jak np. „Ginsberg/Gulla Story” mają dzisiaj nieocenioną wartość dla historii literatury.

Jacek Gulla otrzymał i przyjął nagrodę czasopisma „Poetry & Paratheatre” (2013) w Dziedzinie Sztuki, w kategorii ‘Poezja’. Należy podkreślić, że projektodawca Nagrody „P&P” nigdy nie widział Jacka Gulli i nie znał go osobiście, a sama nagroda jest nie-komercyjna i dotyczy wyłącznie sztuki. Została przyznana poecie na podstawie analizy samych tekstów literackich. Jacek Gulla zaliczany jest do współczesnej awangardy.

Niezwykła postać Irwina Allena Ginsberga (1926 –1997) amerykańskiego poety i pisarza, który w latach 50. był częścią ruchu poetów „Beat Generation”. Był przyjacielem pisarzy Jacka Kerouaca i Williama S. Burroughsa, a później zaprzyjaźnił się z muzykami Bobem Dylanem, Donovanem, Johnem Lennonem i Yoko Ono oraz wieloma innymi celebrytami, którego spotkałem i fotografowałem w PEN Clubie w Nowym Jorku przychodząc tam z Jerzym Kosińskim. Ale o wizycie Allena Ginsberga w Krakowie dowiedziałem się z opowieści Jacka Gulli: „…Historia z autografem Allena Ginsberga na ścianie w legendarnej kuchni Niemczyków. Krzysio sam go sobie tam wyskrobał kilka lat po wizycie amerykańskiego poety, kiedy w Polsce pojawili się hippiesi, żeby ich podporządkować sobie, żeby ich uwodzić ważnością swej osoby. A to przecież nie kto inny, ale właśnie ja sprawiłem, że Allen spędził na Siemieńskiego swą, jak się miało okazać, niezapomnianą noc. O hippiesach made in USA nikt jeszcze wtedy w PRL-u nie słyszał. „Polityka” zaczęła się o nich rozpisywać, w najpozytywniejszych terminach marksowskiej krytyki kapitalizmu, dopiero przy okazji antywojennej burzy w Chicago w ’68, więc datę, łatwo sprawdzalną w annałach MSW, kiedy bard beatników i autor wstrząsającego „Skowytu” odwiedził Kraków, należy cofnąć do wiosny ’65 albo ’66 roku.       

Zupełnie ślepy traf sprawił, że swego przyszłego przyjaciela nowojorskiego poznałem, dzięki Alberto Brandt Pimentell’owi, na ulicy Floriańskiej, pewnego wiosennego popołudnia, w proletariackim tłoku. W pierwszej chwili pomyślałem, że to zły sen, że stanąłem oto przed duchem brodatego Karola Marksa i że lada moment Kraków rzuci się na niego w porywie mściwego szału, wściekły na osiągnięcia PRLowskiego socjalizmu realnego. Trzeba było faceta ratować. Prowadził Alberto, do złudzenia przypominający von Aschenbacha z „Śmierci w Wenecji” Viscontiego i dobrze już obeznany ze Starym Miastem. Na nic jednak zdał się jakże rzadki w tamtym okresie egzotyczny wygląd cudzoziemców i ich paradny angielski. Odźwierny przed „Kaprysem”, gdzie chcieliśmy zjeść obiad, obrzucił nas krytycznym spojrzeniem i zażądał, że jeśli chcemy, żeby nam otworzył szklane wrota, obwieś nie wiadomo skąd musiałby się najpierw wykąpać, ogolić i wdziać krawat. Tłumaczenie tego warunku z polskiego na angielski nie przeszłoby mi przez usta. Ruszyliśmy dalej. W Hotelu Polskim jednak, gdzie Allen miał zarezerwowany pokój, spotkało nas równie obraźliwe żądanie. 

Wstrząśnięty, a raczej do szpiku kości zawstydzony reakcjami mych rodaków, wcisnąłem w dłoń szczerze dobremu i uczynnemu Wenezuelczykowi klucz do mieszkania Niemczyków, gdzie miałem wówczas pracownię malarską, tłumacząc, że ja sam tej nocy wrócę spać w domu mego ojca. Któż mógłby przewidzieć coś takiego! Jak z biegiem lat „ołtarzowa” kostka margaryny z zapałkami płonącymi w niej jak knoty świec, czyli pseudo-tybetańskie dzieło Allena w kuchni Niemczyków, przyćmi blaskiem, w kultowych wymiarach, perłę krakowskiego wczesnego Renesansu, ołtarz Vita Stwosza.

Z chlebaka przewieszonego przez ramię, bard beat’ów wyciągnął sznur buddyjskich dzwonków i przy ich rytmicznym wtórze zaintonował dźwięcznym barytonem Hare Krishna, Hare Krishna.  W uszach chorej pani Niemczyk zabrzmiało to jak Harem Krzysia, Harem Krzysia, więc jak mogła najgłośniej zawołała o ciszę ze swego łoża boleści. Zawołała po francusku, raz, drugi, trzeci, a że amerykański poeta nie znał francuskiego, więc ignorował prośby i skargi umierającej kobiety z miną świętego, któremu doczesna rzeczywistość jest li tylko przeszkodą w pełnej samorealizacji. Pamiętam, ale się nie ucieszył, kiedy go zapytałem o tamtą noc, wiele lat później, już tu, przy okazji pierwszego spotkania w drukarence poetów z Poetry Project. Znałem tamtą noc w najdrobniejszych szczegółach, z plotek i mitów Krakowa, lecz głównie z narzekań schorowanej kobiety, żeby nigdy więcej podobnych „typów z pod ciemnej gwiazdy” do niej nie przysyłać.  

To przy tejże właśnie okazji Allen dotknął mnie jeden jedyny raz w swym życiu, kładąc mi palec na usta, abym się uciszył i nie wspominał tamtej nocy już więcej…”.

PORTRAIT with HISTORY Jacek Gulla

Jacek Gulla (born in 1948 in Kraków) - artist, painter, philosopher, poet.

Born and raised in Krakow, where he attended the Art High School, he participated in the hippies movement in the 1960s, described in Kamil Sipowicz's book "Hippies in the People's Republic of Poland", was friends with Tadeusz Kantor.

"Jagiellonian tapestries made me a painter," recalls Gulla, "when I saw them on Wawel after their return from Canada, God was God from a distance of a dozen steps, Noah, a panther. However, it was enough to get closer to Raj and the Tower of Babel and the Deluge be streams of colorful threads, the same ones my grandmother darn on my socks. "

The first Gulla publications in Poland include in the literary monthly Nowy Wyraz, popular in the 70s, they promised great talent. He was associated with the artistic avant-garde bohemian Cracow and Warsaw and the hippies community, as Sipowicz writes about in the book and interviews.

In 1972 he went to New York, where he lives until today, belonging to an artistic bohemia, a film about him was filmed. "Jacek Gulla's life in NYC-OSCES".

In the poem "From the History of the Brush" Gull wrote: "... Before leaving for NYC I was a member of ZPAP in Krakow

J Bereś and H Stażewski introduced me

And I think and write about Tadeusz Kantor with deep gratitude

For he floated in fury before Cricot like my father above me

When he throws shadows across the walls, pulling the tie under his neck ... ".

I have to say that over my 40 years in New York, we crossed Jacek Gulla several times and just then, several portraits were created, which after years gained value for various reasons. The first portrait I made him in May 1982 on a wide, representative Park Avenue in New York, in the background cars that already belong to the monuments, and Gulla the young man. At the same time, an incredible meeting with Elżbieta Czyżewska in the center of the city of several million. No wonder the greeting was effusive ... When an eminent poet, prose writer, playwright, translator came to New York from Chicago; a leading creator of linguistic poetry, considered the last great modernist Tymoteusz Karpowicz in October 1983 in New York, I took a photo of him with Jacek Gulla. It's also a rarity. But an absolute hit is the portrait of Tadeusz Kantor and Jacek Gulla from October 1985. Kantor came with the spectacle "Let Szczez Artists Artists" to the New York La MaMa Theater, where I photographed him at rehearsals. Then he appeared at the Polish Institute of Science, where after years he met with Jacek Gulla and a portrait was created - a clash of two personalities. In sum, sooner or later I was going to describe it and show KANTOR / GULLA. When a few days ago on FB, where I show my PORTRAIT with HISTORY. on the occasion of Andy Warhol and the POP ART exhibition at the Museum im Schafstall Neuenstadt in Germany, where also my portraits of Warhol were, Gulla began to write to show me a photo of KANTOR-GULL: A beautiful photo - Release that - At least send me this photo to my Facebook files - Please . Jacek Gulla published in American and Polish-language literary periodicals, incl. in the prestigious "Outbuilding of Poets and Painters". As a poet, he writes in both Polish and English.

Some of his texts, such as "Ginsberg / Gulla Story", are of invaluable value for the history of literature today.


Jacek Gulla received and accepted the prize of the magazine "Poetry & Paratheatre" (2013) in the Field of Art, in the category "Poetry". It should be emphasized that the designer of the "P&P" Award has never seen Jacek Gulla and did not know him personally, and the prize itself is non-commercial and concerns only art. It was awarded to the poet based on an analysis of literary texts themselves. Jacek Gulla is one of the modern avant-garde.

The unusual character of Irwin Allen Ginsberg (1926–1997) of the American poet and writer, who in the 1950s was part of the poet movement "Beat Generation". He was a friend of writers Jacek Kerouac and William S. Burroughs, and later he made friends with musicians Bob Dylan, Donovan, John Lennon and Yoko Ono, as well as many other celebrities whom I met and photographed at the PEN Club in New York by coming with Jerzy Kosiński. But I learned about Allen Ginsberg's visit to Krakow from the story of Jacek Gulla: "... History with Allen Ginsberg's autograph on the wall in the legendary German kitchen. Krzysio scraped him out there himself a few years after the American poet's visit, when hippies appeared in Poland to subordinate them to seduce them with the importance of his person. And this is no one else, but I made Allen spend his unforgettable night on Siemieński. Nobody heard about hippies made in the USA at that time. "Politics" began to write about them, in the most positive terms of the Marxist critique of capitalism, only on the occasion of the anti-war storm in Chicago in '68, so the date, easily verifiable in the annals of the Ministry of the Interior, when the beatnik bard and the author of the shocking "whine" visited Krakow, until spring '65 or '66.

Completely blind luck made me meet my future New York friend thanks to Alberto Brandt Pimentell, on Florianska Street, one spring afternoon, in proletarian crowds. At first I thought it was a bad dream, that I was here before the spirit of bearded Karl Marx and that Krakow was about to throw himself on him in a vengeful frenzy, furious at the achievements of PRL real socialism. You had to save the guy. Alberto led, reminiscent of von Aschenbach from Visconti's "Death in Venice" and already familiar with the Old Town. However, the exotic appearance of foreigners and their ceremonial English seemed very rare at that time. The doorman in front of the "Caprice," where we wanted to eat dinner, gave us a critical look and demanded that if we want him to open the glass door, let us know where he would have to bathe, shave and tie his tie first. A translation of this condition from Polish into English would not cross my mouth. We moved on. In the Polish Hotel, however, where Allen had a room reserved, we were met with an equally offensive demand.


Shaken, or rather to the bone, embarrassed by the reactions of my countrymen, I pressed the key to the apartment of the Germans, where I had a painting studio, honestly good and helpful Venezuelan, explaining that I would go back to sleep at my father's house that night. Who could foresee such a thing! As over the years, an "altar" cube of margarine with matches burning in it like wicks of candles, i.e. Allen's pseudo-Tibetan work in German cuisine, outshine the splendor, in iconic dimensions, the pearl of Krakow's early Renaissance, the altar of Vita Stoss. From a haversack slung over his shoulder, a bard of beats pulled out a string of Buddhist bells and with their rhythmic rhythm he chanted the sonorous Hare Krishna baritone, Hare Krishna. In the ears of the sick Mrs. Niemczyk it sounded like Harem Krzysia, Harem Krzysia, so as she could, she cried out for silence from her bed of pain. She called out in French, once, twice, three times, and that the American poet did not know French, so he ignored the prayers and complaints of a dying woman with the expression of a saint, whose world reality is only an obstacle to full self-realization. I remember, but he was not happy when I asked him about that night, many years later, already here, during the first meeting at the Poetry Project poets' printer. I knew that night in the smallest details, from the rumors and myths of Krakow, but mainly from the complaints of the ailing woman, that he would never send her similar "types from under the dark star" to her again. It was on this occasion that Allen touched me once in his life, putting my finger on my lips so that I would be silent and not remember that night anymore ... ".


  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon