Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Ernest Bryll


„…Żyjemy w rzeczywistości, w której polityka odgrywa decydującą rolę. Mnie zależy na tym, byśmy się opamiętali i zrozumieli, że ona nie jest najważniejsza. Zajmowanie się pierdołami z życia koalicji i opozycji jest po prostu zgubne. (...) Ja zachowałem zdrowy rozsądek, nie wpadłem w polityczny wir. Mnie bardziej interesują zwykli ludzie niż decydowanie o losach świata…” – Ernest Bryll.

Ernest Bryll ur. 1 marca 1935 w Warszawie, dzieciństwo spędził w Komorowie Starym koło Ostrowi Mazowieckiej oraz w Gdyni. W 1956 ukończył wydział Filologii Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego – poeta, dramatopisarz, prozaik, autor tekstów piosenek, dziennikarz, tłumacz i krytyk filmowy, dyplomata. Od 1960 roku członek redakcji „Współczesności”, od 1968 r. kierownik literacki zespołu filmowego „Kamera”, od 1978 – „Silesia”, w latach 1971-74 w Teatrze Polskim, w latach 1975-78 dyrektor Instytutu Kultury Polskiej w Londynie, a w latach 1991-1995 ambasadorem RP w Irlandii. Laureat wielu nagród, m.in. dwukrotnie im. S. Piętaka (1965, 1968). Autor zbiorów wierszy, z których pierwszy ukazał się w 1958 m.in.: „Twarz nie odsłonięta”, „Sztuka stosowana”, „Mazowsze”, „Muszla”, „Piołunie piołunowy”, dramatów: „Rzecz listopadowa”, „Kurdesz”, „Kto ty jesteś”, „Na szkle malowane”, prozy: „Studium”, „Ciotka”, „Ojciec”, „Jałowiec”, „Gorzko, gorzko”, „Drugi niedzielny autobus”, „Kubek tajemnicy”, „Jezioro”, „Chrabąszcze”, „Pod wieżą zakochanych”, „Ciągle za mało stary”. Autor licznych sztuk scenicznych, oratoriów, musicali i programów telewizyjnych. Tłumacz z języka irlandzkiego, czeskiego, yiddish.

Przez wiele lat był krytykiem filmowym, pracował jako kierownik literacki teatru TV, oraz jako szef lub kierownik literacki kilku zespołów filmowych, autor audycji telewizyjnych dotyczących kultury.

Mijam rezydencję ambasadora Stanów Zjednoczonych i skręcam w ulicę Obserwatorów, w willowej części Mokotowa. Pomyślałem sobie, że jak coś by się w Polsce złego działo – jest styczeń 1989, jeszcze przed „Okrągłym Stołem” – to mógłbym się tam schronić, mając paszport amerykański. Pamiętam jak w połowie lat 80-tych spotykałem się z Ryszardem Kapuścińskim w Warszawie, zaproponował restaurację Ambasador w Al. Ujazdowskich, naprzeciw Ambasady Amerykańskiej. Przy kawie, Ryszard rozglądając się dookoła, powiedział mi konfidencjonalnie, to jest dobre miejsce na spotkanie dla ciebie, bo jak by się coś działo, to przeskoczysz ulicę i jesteś w Ameryce. Ja się dobrodusznie uśmiechałem, ale Ryszard przeżył kilka przewrotów a Afryce, podczas swoich podróży i wiedział co mówi. Na szczęście nic takiego mi się nie przydarzyło.

Na bramie niewielkiej willi ostrzeżenie: „Dobry pies”. Ernest Bryll wita mnie podaniem ręki, za to olbrzymi ciemny pies rzuca mi się na szyję. To jednak prawdziwy, dobry pies…Dalej, rozmowa przy kominku, pies Szuwar zachowuje się godnie. Robię pierwsze zdjęci Bryla, chociaż nie, pierwsze zdjęcie Bryla zrobiłem 18 września 1988 r. w Pałacu Kultury w Warszawie, na reaktywacji PEN Klubu. To też niezwykłe wydarzenie, jako jedyny dzięki Arturowi Międzyrzeckiemu mogłem robić tam zdjęcia. Odwiedziłem pierwszy raz Ernesta Brylla w styczniu 1989 r. i przeprowadziłem z nim rozmowę, która ukazała się w Nowym Jorku na początku 1989 r.

—Jak pan widzi rolę i znaczenie artysty w Stanach Zjednoczonych, a jak w Polsce?

W Stanach Zjednoczonych, gdzie byłem na kilkumiesięcznym stypendium, widziałem, że artysta jest potrzebny społeczeństwu w bardzo pośredni sposób. Szczególnie, jeśli mówimy o poezji. Głównym jego odbiorcą jest elita: tu zaczyna się dramat, ponieważ jest on oderwany od społeczeństwa, a po cichu nawet nim gardzi. Intelektualiści w Stanach Zjednoczonych uważają zwyczajnych ludzi za tępych lub wręcz głupich, a ci z kolei tamtych za jajogłowych. Intelektualiści, skupiając się wokół uczelni, prowadzą życie trochę urojone. Ważne jest dla nich tylko to co o nich pomyśli jakiś profesor literatury, albo inny poeta. Oczywiście bardzo wybitni poeci przebijają się przez to.

W Polsce sytuacja jest inna. Jeśli ktoś chce grać dla wąskiej grupy kawiarni, po prostu nie daje mu to porządnego efektu, gdyż taka grupa nie może mu zapewnić popularności. I dlatego ci, którzy czują potrzebę przemawiania do ludzi, stają przed zagadnieniem komunikowania się z odbiorcą spoza kawiarni, gdyż w Polsce poezja dla ludzi jest rzeczą ważną, o wiele ważniejszą niż w Stanach Zjednoczonych. Dlatego w Polce uważa się, że należy robić uwagi tym, którzy piszą wiersze, dyskutować z nimi.

—Czym jest to spowodowane?

Poezja jest silnie związana z życiem kraju, zwariowanego na kilku punktach. W dowcipie mówi się, że jeśli Żydzi się spotkają, to mówią o antysemityzmie, a Polacy o wolności. Polacy uważają, że poszerzenie wolności da im lepsze życie. Ponieważ w Polsce nie istnieje dobra publicystyka oraz parlament, wiele problemów znajduje odbicie w poezji; ludzie czytają ją, ponieważ chcą coś przeżyć. Polacy czują, że są jakby prowincją świata, pozostają w tyle, żyją w przegranym kraju w środku Europy. I my zachowujemy się trochę tak, jak Żydzi wobec Rzymian w czasach chrystusowych. Ówczesna Judea była krajem podzielonym, o skomplikowanych założeniach, półwolnym lub całkowicie podległym Rzymowi, wyśmiewaną prowincją. A jednak miała poczucie, że jest pępkiem świata. I to jest widoczne w Polsce, gdzie czuje się, że coś ważnego się dzieje. Uważamy po cichy, choć nie wszyscy mają odwagę przyznać się do tego, że historia ma swój plan moralny. Dla większości Polaków powiedzenie typowe na Zachodzie, że historia jest amoralna, że ostatecznie o znaczeniu w historii decyduje sukces, a nie słuszność moralna, jest psychicznie nie do przyjęcia, nawet jeśli intelektualnie są w stanie je zaakceptować. My uważamy, że historia ma swój plan moralny, czyli narody uciśnione, podbite, walczące, biedne, są takie nie tylko dlatego, że przegrały, bo inne były mocniejsze. Żydzi nie akceptowali Rzymian wraz z ich zwycięstwami cywilizacyjnymi i wojskowymi. W związku z tym Polacy chcą wiedzieć, dlaczego w Polsce jest źle. Polacy chcą, aby ich zwyczajne życie było usakralizowane, żeby nie było tylko staniem w kolejce. Chcą czuć, że chodzi o coś więcej.

— Co ma pan na myśli mówiąc „coś więcej"?

My wierzymy, nie bez powodu, że Chrystus urodził się w kraju zabitym deskami, jakby wbrew założeniom propagandy. Bo zgodnie z propagandą powinien urodzić się w Rzymie, mówić po łacinie albo po grecku, w języku powszechnie wówczas znanym, a nie po aramejsku, którym mówił. Nie powinien być cieślą i chodzić z głupimi, zdaniem innych, chłopami i rybakami. My jednak wiemy, że ta grupa zwyciężyła, to jest w Polsce bardzo silne przekonanie. Oczywiście, jest to w wielu przypadkach wariactwo, które ja próbuję relacjonować. Ludzie chcą, aby poezja mówiła o cierpieniu, o ich ciężkim życiu, ale aby to życie zarazem sakralizowała.

W swojej sztuce „Wieczernik", której nie pozwolono wystawić w teatrze oficjalnym, a którą wyreżyserował Wajda w kościele na żytniej, grali wybitni aktorzy, przychodziły tłumy, napisałem, że zmartwychwstanie jest tam, gdzie jest ciemno, gdzie jest świat zabity deskami. Dla Polski jest to kluczowa sprawa, ponieważ młode pokolenie i w ogóle Polacy stają przed zagadnieniem - po co męczyć się w tym kraju. Może lepiej wyjechać, bo nawet jeśli się nie zrobi kariery, to żyje się dostatniej niż w Polsce. Po co ta cała męka, ciągła walka, ciągły opór, jeśli nie przynosi to żadnych efektów. Pisarze polscy stają też przed zagadnieniem: chcesz dotrzeć do świata, pisz w innym języku.

Sakralizacja, połączenie poezji ze społeczeństwem, objawiające się przychodzeniem tłumnym na spotkania, przepisywaniem niedostępnych tomików, w czasie stanu wojennego narażanie za to własnej skóry, może natychmiast się skończyć, gdy Polska wróci do normalnej sytuacji i przestanie uważać się za pępek świata.

—Wszystko, o czym pan dotychczas wspominał to plusy poety i poezji w Polsce. A jakie są minusy, bo chyba takie też być muszą?

Głównym jest chyba ten, że jest to poezja w większości nieprzekładalna na inne języki. A jeśli nawet, to jest niedostatecznie zajmująca dla Zachodu, Na Zachodzie poczucie zagrożenia, ucisku, prowincjonalizmu, a jednocześnie poczucie, że ma się moralną rację, w tak ostrym stanie nie występuje. Bo to, co dla nas jest sprawą niebywale ważną, za którą płacimy życiem, na Zachodzie jest banałem. My zaczynamy obecnie walkę o normalne wybory w parlamencie, za to będzie trzeba drogo zapłacić. Na Zachodzie jest to sprawa normalna i tak nudna, że nie ma znaczenia. Tam istnieją innego rodzaju presje, a społeczeństwo również ukształtowane jest w inny sposób. Może trochę rozumieją nas Irlandczycy oraz biedne kraje w czasie rewolucyjnych rozruchów. Natomiast doskonale rozumiemy się z ludźmi ze Wschodu. Mimo całej niechęci do Rosjan łatwiej możemy się z nimi porozumieć, chociaż nie lubimy tego przyznawać. Świat jest podzielony, na to nie ma rady i stąd wynika zupełnie inna rola poezji. Wystąpienie poety, który napisze wiersz w Polsce, jest wybuchem społecznym, w Stanach Zjednoczonych, w najlepszym układzie, wydarzeniem literackim. Czy to dobrze, czy źle? Nie wiem. Może literatura powinna być tylko literaturą.

— Czy wobec tego możliwe jest zrozumienie nie tylko poezji, ale sytuacji w Polsce przez Zachód?

Tak, ale trzeba zrozumieć jak złożone są reakcje, a przede wszystkim z czego wynikają. Miałem zaraz po stanie wojennym ciekawe doświadczenie. By i u mnie Amerykanie i pytali, dlaczego nie chcemy pogodzić się z rzeczywistością. Mówili: przecież wiecie, że w tym układzie pełnej wolności, tak jak w Stanach Zjednoczonych, nie będzie. Ale jednocześnie, ulegając w wielu rzeczach, możecie wywalczyć sobie dużą enklawę wolności. Zadali mi w końcu pytanie: dlaczego upieracie się przy pryncypiach? Zastanawiałem się jak przemówić do nich. Przypomniałem im, że kiedyś istniały kolonie amerykańskie, które były związane ze wspaniałym Królestwem Brytyjskim. Królestwo to reprezentowało wysoki poziom cywilizacyjny, miało wielkie znaczenie w świecie, akceptowaną królową, silne wojsko. Kolonie były wówczas marginesem. I nagle zaczęła się obłąkana wojna o jakieś drobne cło na herbatę. Swój wywód zakończyłem pytaniem: dlaczego Amerykanie zachowali się w sposób tak idiotyczny odrzucając cywilizacyjne znaczenie związane z koroną, przebrali się za Indian i wyrzucili herbatę ze statku? Na co słuchający mnie Amerykanie odpowiedzieli jednogłośnie: przecież chodziło o honor! Dokładnie o to samo w Polsce chodzi i dlatego wiele reakcji nie wynika z racjonalnych pobudek.

—Oprócz poezji był i jest pan związany z teatrem i filmem, jak w tych dziedzinach widzi Pan obecnie sytuację w Polsce?

Słusznie powiedział Wajda, że widz kinowy przed stanem wojennym był przyzwyczajony do tego, że należało niejako do obowiązków, jeśli chciało się towarzysko liczyć w Polsce, co jest szalenie ważne, chodzić na filmy mające znaczenie. A od reżyserów wymagano poruszania ważnych spraw. Stan wojenny spowodował wycięcie z ekranu i z realizacji, dotyczyło to szczególnie młodych reżyserów, ambitniejszych problemów, które w Polsce są zawsze polityczne, bo taki jest układ sił w kraju. Spowodowało to, że młodzi reżyserzy, wyrastający w tym, zaczęli się uczyć realizowania gładkich filmów komercyjnych. Przedtem, istotą polskiej kinematografii była jej odrębność, wprowadzanie czegoś nowego; myśmy się dużo uczyli, ale i inni uczyli się od nas.

To samo po części odnosi się do teatru, gdzie też zaczyna działać komercjalizacja. Zasada jest taka, aby robić 2-3—osobowe sztuki, raczej zachodni repertuar, bo w polskiej literaturze ten typ sztuk nie jest istotny.

—Dlaczego tylko 2-3 osobowe?

To bardzo proste. Tak jest taniej. Każdy zespół i każdy reżyser chcieliby być zaproszeni za granicę. Nie mam nic przeciwko wyjazdom za granicę, ale jeśli cała działalność w Polsce zmierza w tym kierunku, to ta komercjalizacja jest zabójcza. Poza tym znam wielu reżyserów, którzy mówią, że jadą na kilka miesięcy do Włoch, gdzie prowadzą zespół amatorski i to im daje pieniądze, które pozwolą przez resztę roku żyć w Polsce i zrobić kilka ambitniejszych sztuk.

—Nie ma chyba w tym nic złego?

Pozornie nie. Ale trzeba pamiętać, że oni prowadzą tam zespoły amatorskie, nie tak ambitne jak te, z którymi mogliby pracować w Polsce. A dalej, otrzymując więcej propozycji zastanawiają się jak wpasować się w rynek europejski.

Jedynym teatrem, który można robić w Polsce licząc na zaproszenia z Zachodu – to teatr eksperymentalny. Jest wiele festiwali awangardowych na całym świecie, a dla Polaków nawet niewielkie pieniądze, zarobione na Zachodzie, znaczą wiele. Trzeba także zdać sobie sprawę, że teatr eksperymentalny dla społeczeństwa polskiego jest tylko eksperymentalnym, nie wywołuje wielkiego ruchu umysłowego, to nie „Dziady”, to nie Wyspiański. I w tym momencie jest to bezpieczne dla władz, bo to jest tworzenie teatru w teatrze, a nie rozwijanie społeczeństwa, ponieważ robi się to, co chce widzieć Zachód.

— Jaki jest pana stosunek do masowej emigracji z Polski?

Dla mnie nie jest to rzecz obojętna. Istnieje obawa, że kraj przestanie mieć znaczenie, że jest to proces groźny dla życia narodowego. Jeśli intelektualiści jadą w świat – dobrze, ale jeśli moi koledzy jadą do Stanów Zjednoczonych i pracują w niebywale podłych warunkach po to, aby przywieźć trochę pieniędzy, co w Polsce daje 2—3 lata spokojnego życia, to nie zapewnia im taki wyjazd wielkiego rozwoju. Niedawno wrócił ze Stanów Zjednoczonych mój kolega, dobry dziennikarz i mówił, że pracował jako najnędzniejszy wyrobnik dziennikarski, opłacany dużo gorzej niż inni, zatrudnieni w pismach amerykańskich. Ale to mu dziś w Polsce na jakiś czas daje luz finansowy. Gdy ludzie jadą za granicę, aby wykonywać rolę podrzędnego robotnika, a ich wiedza i możliwości nie są wykorzystane, to nie przywożą nic do Polski, poza pieniędzmi. A ich doświadczenia są doświadczeniami ludzi o niskiej pozycji społecznej.

Tak samo jest z artystami; Fedorowicz napisał mi, abym przyjechał do USA zarobić pieniądze, jeżdząc po małych, polonijnych salkach. Myślę, że trzeba jeździć do Polonii, wiele się wtedy poznaje, ale nie poznaje się prawdziwej Ameryki, bo na to nie ma czasu i pieniędzy. Jeździ się jak student, a jest się już w poważniejszym wieku i potrzebne są inne doświadczenia. Ja tych ludzi nie oskarżam, broń Boże, tylko w Polsce robi się straszna sytuacja, coś w rodzaju Irlandii z wielkiego kryzysu. Nawet jeśli wielu Polaków przebija się za granice, to jest to coś warte tam, nie tu. Nam to niewiele daje. Oni już odchodzą do innego świata, nawet jeśli pomagają.

Trzeba sobie otwarcie powiedzieć – Polska jest wyjałowiona z inteligencji – najpierw wymordowali ją Niemcy, później staliniści, a jeszcze później wyniszczano inteligencję w okresie gomułkowskim.

Od tamtych pierwszych portretów i rozmowy 22 stycznia 1989 r., spotykaliśmy się wielokrotnie, między innymi w Łazienkach Królewskich w Warszawie, przy różnych okazjach. Po powrocie Brylla z Irlandii, gdzie był Ambasadorem RP, zadałem mu trzy pytania, które zadawałem również innym pisarzom i poetom, w jego gabinecie, pokazując biurko, miejsce pracy. To ciekawe, każdy ma to inaczej urządzone i zagospodarowane, jeśli tak można powiedzieć – warsztat pracy.

—Pierwsze zapamiętane wspomnienie?

Chyba dwa. Jedno to: Zbieram się, aby towarzyszyć ojcu do kościoła. Ojciec ma prowadzić kompanię podchorążych, więc przypasuje paradna szablę. Ja miałem swoją małą, moim zdaniem, bardzo podobną. Więc ją biorę.

A drugie to: Opuszczona szkoła, gdzieś chyba pod Bielskiem Podlaskim. MY uciekamy znów na zachód, bo była inwazja wojsk rosyjskich. W szkole dzień przed tym kwaterowało wojsko niemieckie. I dziwne ustniki złote u niedopałków.

A może to było jeszcze dalej na zachód – już w Jasienicy koło Ostrowi Mazowieckiej?

—Niespełniona miłość?

Głupia sprawa. Byłem na Ogólnopolskim Zjeździe Młodych Polonistów. Miałem lat szesnaście. Pracowałem w elektrowni w porcie Gdynia. Pisałem pierwsze wiersze i dlatego posłano mnie na ten kurs. Zalecam się do ciemnowłosej, spacerujemy po szosie na samym szczycie oblodzonego pagórka. Nagle potykam się i lecę ślizgiem w dół...

—Czym jest przemijanie?

Lepiej nie pytać. Bo jestem już w latach, kiedy przestaje to być tematem wytwornych zwierzeń literackich a zaczyna być stanem ciała i duszy. Napisałem nawet wiersz, gdzie mówię jak to rano, ciężko wstając, poszukujemy jakby zagubionych własnych nóg i rąk. Wzroku. Słuchu. Może też jeszcze przesadzam i poetyzuję na ten temat. Ale, ale kiedyś dobiegniemy do tej mety, gdzie napisane jest „już po”. A co „przed”?


PORTRAIT with HISTORY Ernest Bryll

"... We live in a reality where politics play a decisive role. It is important for me to come to our senses and understand that she is not the most important thing. Dealing with bullshit from the life of the coalition and the opposition is simply fatal. (...) I used common sense and did not fall into political vortex. I'm more interested in ordinary people than deciding the fate of the world ... "- Ernest Bryll.

Ernest Bryll born On March 1, 1935 in Warsaw, he spent his childhood in Komorów Stary near Ostrów Mazowiecka and in Gdynia. In 1956 he graduated from the Faculty of Polish Philology at the University of Warsaw - poet, playwright, prose writer, songwriter, journalist, translator and film critic, diplomat. From 1960, a member of the editorial team of "Współczesność", from 1968 a literary director of the film group "Kamera", from 1978 - "Silesia", in 1971-74 at the Polish Theater, in 1975-78 director of the Institute of Polish Culture in London, and in in the years 1991–1995 the Polish ambassador in Ireland. Winner of many awards, including twice S. Piętaka (1965, 1968). Author of collections of poems, the first of which appeared in 1958, among others: "Face not exposed", "Applied art", "Mazowsze", "Shell", "Wormwood", dramas: "Thing November", "Kurdesz" , "Who are you", "On painted glass", prose: "Study", "Aunt", "Father", "Jałowiec", "Bitter, bitter", "Second Sunday bus", "Mug of mystery", "Lake "," Chrabąszcze "," Under the tower of lovers "," Still not enough old ". Author of numerous stage plays, oratorios, musicals and television programs. Translator from Irish, Czech, Yiddish.

For many years he was a film critic, he worked as a literary director of TV theater, and as the head or literary director of several film groups, author of television programs on culture.

I pass the US ambassador's residence and turn into Followers Street in the residential part of Mokotów. I thought that if something bad happened in Poland - it is January 1989, even before the "Round Table" - I could take refuge there with an American passport. I remember when in the mid-1980s I met with Ryszard Kapuściński in Warsaw, he proposed the Ambassador restaurant at Al. Ujazdowskie, opposite the American Embassy. Over coffee, Ryszard looking around confidentially told me this is a good place to meet for you, because if something happens, you will jump the street and you are in America. I smiled kindly, but Ryszard survived several upheavals in Africa during his travels and knew what he was saying. Fortunately, nothing like that happened to me.

At the gate of a small villa, a warning: 'Good dog'. Ernest Bryll greets me with a shake of the hand, but a giant dark dog lays on my neck. However, he is a real, good dog ... Come on, talk by the fireplace, the dog Szuwar behaves with dignity. I'm taking the first photos of Bryl, although not, the first photo of Bryl was taken on September 18, 1988 at the Palace of Culture in Warsaw, on reactivation of the PEN Club. It is also an unusual event, as the only one thanks to Artur Międzyrzecki I was able to take pictures there. I visited Ernest Bryll for the first time in January 1989 and had a conversation with him, which appeared in New York in early 1989.

—How do you see the role and importance of the artist in the United States, and how in Poland?

In the United States, where I was on a scholarship for several months, I saw that the artist needs society in a very indirect way. Especially if we are talking about poetry. Its main recipient is the elite: here the drama begins, because it is detached from society and quietly despises it. Intellectuals in the United States consider ordinary people to be dull or even stupid, and those in turn are eggheads. Intellectuals, gathering around the university, lead a little imaginary life. What matters to them is only what a literature professor or other poet will think about them. Of course, very prominent poets break through this.

In Poland the situation is different. If someone wants to play for a narrow group of cafes, it simply does not give him a decent effect, because such a group can not ensure his popularity. And that is why those who feel the need to speak to people face the issue of communicating with the recipient from outside the cafe, because in Poland poetry for people is important, much more important than in the United States. That is why in Poland it is believed that one should make comments to those who write poems and discuss with them.

—Why is this caused?

Poetry is strongly associated with the life of the country, crazy on several points. The joke says that if Jews meet, they talk about anti-Semitism, and Poles about freedom. Poles believe that extending freedom will give them a better life. Because there is no good journalism and parliament in Poland, many problems are reflected in poetry; people read it because they want to experience something. Poles feel that they are like a province of the world, lagging behind, they live in a lost country in the middle of Europe. And we behave a bit like Jews towards the Romans in Christ's day. At that time, Judea was a divided country with complex assumptions, semi-free or totally subordinate to Rome, a ridiculed province. And yet she felt she was the navel of the world. And this is visible in Poland, where one feels that something important is going on. We think quietly, although not everyone has the courage to admit that history has its moral plan. For most Poles, a saying typical in the West that history is amoral, that ultimately success is important, not moral right, is mentally unacceptable, even if they are intellectually able to accept it. We believe that history has its moral plan, i.e. oppressed, conquered, fighting, poor nations are not only because they lost because others were stronger. Jews did not accept the Romans along with their civilization and military victories. Therefore, Poles want to know why it is bad in Poland. Poles want their ordinary lives to be crystallized, so that they are not just standing in a queue. They want to feel that it is about something more.

—What do you mean by "something more"?

We believe, for a reason, that Christ was born in a country boarded up, as if contrary to propaganda. Because, according to propaganda, he should be born in Rome, speak Latin or Greek, in a language widely known at that time, not in Aramaic he spoke. He should not be a carpenter and walk with stupid, according to others, peasants and fishermen. However, we know that this group has won, this is a very strong belief in Poland. Of course, in many cases this is crazy, which I try to report. People want poetry to talk about suffering, their hard life, but to sacrifice this life. In his play "Wieczernik", which was not allowed to be staged in the official theater, which was directed by Wajda in the church on Rye, eminent actors played, crowds came, I wrote that the resurrection is where it is dark, where the world is boarded up. For Poland this is a key issue, because the young generation and Poles in general are faced with the issue - why bother in this country. Maybe it is better to leave, because even if you don't make a career, you live well-off than in Poland. struggle, constant resistance, if it brings no results. Polish writers also face the problem: you want to reach the world, write in another language. Sacralization, a combination of poetry and society, manifested in coming crowds to meetings, rewriting inaccessible volumes, exposing one's own skin during martial law, may end immediately when Poland returns to its normal situation and ceases to consider itself as the navel of the world.

—All you have mentioned so far are the pros of the poet and poetry in Poland. And what are the disadvantages, because they probably also have to be? The main one is probably that it is poetry mostly not translatable to other languages. And even if it is not sufficiently interesting for the West, in the West a sense of danger, oppression, provincialism, and at the same time a sense that one is moral right, in such an acute state it does not occur. Because what is extremely important to us, for which we pay with life, in the West is a banality. We are currently starting the struggle for normal parliamentary elections, for which we will have to pay dearly. In the West, this is normal and so boring that it doesn't matter. There are other pressures there, and society is also shaped in a different way. Maybe the Irish and poor countries understand us a little during the revolutionary riots. However, we perfectly understand people from the East. Despite all reluctance to the Russians, we can more easily communicate with them, although we do not like to admit it. The world is divided, it cannot be helped and hence the completely different role of poetry. The speech of the poet who writes a poem in Poland is a social explosion, in the United States, in the best arrangement, a literary event. Is that good or bad? I do not know. Maybe literature should only be literature. - Is it then possible to understand not only poetry but the situation in Poland by the West?

Yes, but you need to understand how complex the reactions are, and above all what they result from. I had an interesting experience right after the martial law. Let Americans ask me why we don't want to come to terms with reality. They said: you know that in this arrangement full freedom, as in the United States, will not. But at the same time, by giving in to many things, you can win a large enclave of freedom. They finally asked me the question: why do you insist on the principles? I was wondering how to speak to them. I reminded them that once there were American colonies that were associated with the magnificent British Kingdom. This kingdom represented a high level of civilization, was of great importance in the world, an accepted queen, a strong army. The colonies were a margin at the time. And suddenly the insane war began for some fine tea duty. I ended my argument with a question: why did Americans behave in such an idiotic manner, rejecting the civilization significance associated with the crown, dressed as Indians and threw tea from the ship? To what the Americans listening to me answered unanimously: it was all about honor! It is exactly the same thing in Poland and therefore many reactions do not result from rational reasons.

—In addition to poetry, you have and are associated with theater and film, how do you see the situation in Poland in these areas now? Wajda rightly said that before the martial law the cinema viewer was accustomed to the fact that it was a kind of duty, if one wanted to socialize in Poland, which is extremely important, to go to movies that matter. And directors were required to raise important issues. Martial law caused a cut out of the screen and from implementation, this particularly concerned young directors, more ambitious problems that are always political in Poland, because this is the balance of power in the country. As a result, young directors, growing up in it, began to learn to make smooth commercial films. Before, the essence of Polish cinema was its separateness, the introduction of something new; we learned a lot but others learned from us. The same goes for the theater, where commercialization begins. The rule is to do 2-3-person plays, rather western repertoire, because in Polish literature this type of play is not important. —Why only 2-3 people? It is very easy. It's cheaper like that. Each band and director would like to be invited abroad. I have nothing against traveling abroad, but if all activity in Poland is moving in this direction, then this commercialization is deadly. In addition, I know many directors who say that they are going to Italy for several months, where they lead an amateur team and this gives them money that will allow them to live in Poland for the rest of the year and make some more ambitious plays. "Is there nothing wrong with that?"

Seemingly not. But you have to remember that they lead amateur bands there, not as ambitious as those with which they could work in Poland. And then, receiving more proposals, they wonder how to fit into the European market.

The only theater that can be done in Poland, counting on invitations from the West - is experimental theater. There are many avant-garde festivals around the world, and for Poles, even the little money earned in the West means a lot. One should also realize that experimental theater for Polish society is only experimental, it does not cause a great mental movement, it is not "Dziady", it is not Wyspiański. And at this point it is safe for the authorities, because it is creating theater in the theater, not developing society, because what the West wants to do is being done.

- What is your attitude towards mass emigration from Poland?

For me it is not indifferent. There is a fear that the country will cease to matter, that it is a dangerous process for national life. If intellectuals go to the world - good, but if my colleagues go to the United States and work in extremely mean conditions in order to bring some money, which in Poland gives 2-3 years of peaceful life, it does not provide them with such a trip of great development. Recently, my colleague, a good journalist, returned from the United States and said that he worked as the most boring journalistic journalist, paid much worse than others employed in American magazines. But it gives him financial slack today in Poland for some time. When people go abroad to perform the role of a subordinate worker and their knowledge and capabilities are not used, they bring nothing to Poland except money. And their experiences are the experiences of people with a low social position. It's the same with artists; Fedorowicz wrote to let me come to the USA to earn money by traveling around small Polish communities. I think you have to go to Polonia, you get to know a lot then, but you don't get to know real America because there is no time and money for it. You ride like a student and you are already in a more serious age and you need different experiences. I do not accuse these people, God forbid, only Poland is getting a terrible situation, something like Ireland from a great crisis. Even if many Poles break through abroad, it is worth something there, not here. It doesn't give us much. They are already leaving for another world, even if they help. It must be said openly - Poland is sterilized by intelligence - first Germans murdered her, later Stalinists, and later intelligence was destroyed in the Gomułka period. Since those first portraits and conversations on January 22, 1989, we have met many times, including at the Royal Łazienki in Warsaw, on various occasions. After Brylla's return from Ireland, where he was the Polish Ambassador, I asked him three questions, which I also asked other writers and poets in his study, showing his desk and workplace. It's interesting, everyone has it differently decorated and managed, if you can say it - a workshop. —First memory remembered? I think two. One is: I'm gathering to accompany my father to church. The father is supposed to lead a company of cadets, so he will wear a ceremonial saber. I had my little, in my opinion, very similar. So I take her. And the second one is: Abandoned school, somewhere near Bielsko Podlasie. WE flee west again because of the invasion of Russian troops. The German army quartered at school the day before. And strange gold mouthpieces in cigarette butts. Or maybe it was even further west - in Jasienica near Ostrów Mazowiecka? -Unrequited love? Stupid thing. I was at the Polish Congress of Young Polish Studies. I was sixteen. I worked at the power plant in the port of Gdynia. I wrote the first poems and that's why I was sent to this course. I recommend to the dark-haired girl, we walk on the road at the very top of the icy hill. Suddenly I stumble and I slide down ... —What is transience? It is better not to ask. Because I am already in the years when it ceases to be the subject of sophisticated literary confidences and begins to be the state of body and soul. I even wrote a poem, where I talk like this morning, getting up hard, we are looking for our lost legs and arms. Sight. Hearing. Maybe I'm still exaggerating and poetry on this topic. But, but one day we will reach the finish line, where it is written "after". What about "before"?


  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon