Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Elżbieta Czyżewska



W czasach jej świetności nazywano ją „polską Marilyn Monroe”, uwielbianą przez mężczyzn. Była najpopularniejszą aktorką filmową w PRL z olbrzymią charyzmą.

„Gram zawsze tak, jak gdybym sama znalazła się w takiej czy innej sytuacji. Nigdy nie jest to chłodne i wykalkulowane. Odtwarzana postać to jak gdyby maska, która pozwala mi robić to, czego bym normalnie nie zrobiła, czego bym się może wstydziła, na co by mnie nie było czasami stać. Dlatego lubię grać najróżniejsze role, najchętniej charakterystyczne. Nie lubię grać tylko jednej roli – ładnej blondynki, pięknej pani w kolorze. Chcę odpowiadać za to, co gram, a nie za to, jak wyglądam” – mówiła dla magazynu „Kino” (1966).

Urodziła się w Warszawie 14 maja 1939 roku. W 1960 roku ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Warszawie. O jej niezwykłym talencie, często mówił pisarz Janusz Głowacki, który był z nią na roku, a po latach spotkali się w Nowym Jorku. Pierwszą rolą filmową Czyżewskiej była postać Renaty u Stanisława Barei „Mąż swojej żony” (1960) u którego potem jeszcze grała w komediach „Żona dla Australijczyka” i „Małżeństwo z rozsądku”.

Zagrała w filmie „Rysopis”(1964) swojego pierwszego męża Jerzego Skolimowskiego, po czym małżeństwo rozpadło się.


W 1964 roku Czyżewska wraz z Lucjanem Kydryńskim prowadziła 4. Międzynarodowy Festiwal Piosenki w Sopocie.

Jedną z największych ról o wielkiej miłości stworzyła w „Niekochanej”(1965) Nasfetera. Grała również przez pięć lat 1961-1966 w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Ludwik Rene wyreżyserował wówczas sztukę Arthura Millera „Po upadku”, gdzie grała Maggie, postać pastiszową Marilyn Monroe. Na premierze w Warszawie pojawił się sam Arthur Miller, by ją obejrzeć. To wówczas nazwano ją „polską Marilyn Monroe” a Miller gratulował roli Czyżewskiej.

Na premierze poznała korespondenta dziennika „The New York Times” Davida Halberstama z którym niebawem się pobrała i 22 kwietnia 1968 wyjechała do Nowego Jorku. W 1977 roku małżeństwo z Halberstamem rozpadło się.

Czyżewska powróciła na krótko do Polski 16 grudnia 1968 roku, na zaproszenie Andrzeja Wajdy, aby zagrać w filmie „Wszystko na sprzedaż”.

W Nowym Jorku grała na tzw. Off-Broadwayu zdobywając prestiżową OBIE Award za rolę w „Crowbar”, grała w „Polowaniu na karaluchy” i „Antygonie w Nowym Jorku” Janusza Głowackiego. Wystąpiła Yale Repertory Theatre w „Biesach” Dostojewskiego w reżyserii Wajdy, gdzie zobaczyła ją Meryl Streep i współpracowały w „Wyborze Zoffi” gdzie Streep grała Polkę.



Po tzw. „odwilży” w sierpniu 1980 r. zaczęła odwiedzać Polskę i wystąpiła m.in. w „Debiutance” Barbary Sass, „Limuzynie Daimler-Benz” Filipa Bajona u boku Gustawa Holoubka.

Coraz częściej zaczęła przyjeżdżać do Europy grając w „Stracone lata” Lumeta, „Niewłaściwe miejsce” Yansena, „Pozytywce” Costy-Govrasa z Jassica Lange w głównej roli, wystąpiła w kultowym serialu „Seks w wielkim mieście” oraz z Glenn Close „Układy”.

Zmarła 17 czerwca 2010 roku w Nowym Jorku. Dziennik „The New York Times” pisząc o niewykorzystanym przez kino amerykańskie jej talencie, nazwał ją „królową bez kraju”, a słynne Actors Studio pożegnało Czyżewską.

Prochy Czyżewskiej wróciły do Polski i pochowana została w Alei Zasłużonych na Powązkach, niedaleko grobu Tadeusza Łomnickiego.

Pierwszy raz odwiedziłem Elżbietę Czyżewską w lutym 1981 r., mieszkała na East Side w eleganckim browstonie, który z tyłu miał patio, na którym zrobiłem jej pierwsze zdjęcia. Mam jeszcze zapisany jej numer telefonu Czyżewskiej 212-674-7305.

Idąc na drugie czy trzecie piętro, nie pamiętam już dokładnie, zastanawiałem się, jak dziś wygląda, bądź co bądź, gwiazda polskiego kina, czy się zmieniła? Właśnie w tym momencie, dobiegł mnie z góry jej charakterystyczny głos. Kiedy zadzwoniłem, po chwili otworzyła mi młoda osoba, która przedstawiła się jako Marysia Konwicka (córka pisarza Tadeusza Konwickiego) i zaprosiła do środka. Elżbieta Czyżewska rozmawiała wówczas w drugim pokoju przez telefon, gdyż dolatywały mnie strzępy rozmowy. Mając chwilę czasu rozejrzałem się, w mieszkaniu panował półmrok. Z drugiego pokoju przebijało się światło, które wpadało przez otwarte drzwi na taras. Po dłuższej chwili weszła Czyżewska, pytając od progu:


– W co mam się ubrać?

– Myślę, że jest pani profesjonalistką w tej dziedzinie i nie mogę nic sugerować – odpowiedziałem.

– Jak zwykle – machając ze zrezygnowaniem ręką powiedziała Czyżewska – nie mogę na nikogo liczyć. Proszę więc chwilę poczekać, a ja się przygotuję. W tym czasie Marysia może panu zrobić drinka.

Po tych słowach Czyżewska zniknęła na kilka minut, a ja popijając sok pomarańczowy oglądałem mieszkanie i zastanawiałem się nad zdjęciem jakie miałem wykonać.

– Jestem do pan dyspozycji – wyrwała mnie z zamyślenia Czyżewska – gdzie pan chce zrobić portret?

– Rozejrzałem się dookoła – jest tu bardzo przytulnie, ale troche za ciemno, a nie chciałbym używać lampy błyskowej – rozpocząłem. Ciekaw jestem skąd dochodzi to dzienne światło? – zapytałem, wskazując na pokój skąd wyszła Czyżewska.

– To z tarasu.

– Czy mógłbym rzucić na to okiem?

– Tak. Tylko przechodząc przez sypialnię musi pan zamknąć oczy, gdyż jest tam troche bałaganu – uśmiechając się zaprosiła mnie Czyżewska.

Ocieniony drzewami, duży taras, sprawiał wrażenie parku, okazał się znakomitym miejscem do zdjęć i oprócz portretu Czyżewskiej zrobiłem tam później również zdjęcia malarki, Hanny Bakuły i Jacka Nieżychowskiego. Szkoda, że Czyżewska przeniosła się na East Village.

W czasie zdjęć Czyżewska zachowywała się bardzo naturalnie i bezpretensjonalnie, tak zresztą jak później, kiedy przyszła na otwarcie mojej wystawy do Polish Institute of Arts and Science w Nowym Jorku.


Kiedy się zaprzyjaźniliśmy, po 2-3 latach dzwoni Czyżewska i mówi, że ma pomysł na którym można dużo zarobić. Powie mi jak go zrobić, ale pieniędzmi musimy się podzielić.

Jeśli tylko będzie czym się dzielić, to zgoda, powiedz o co chodzi.

Największym wówczas paparazzi był legendarny Ron Galella, nazywany „King of the Paparazzi”. Galella zawziął się na Jackie Onassis. Była Pierwsza Dama stała się obsesją dla fotografa, wszędzie ją śledził i fotografował. Jackie O. w końcu poszła do sądu, który nakazał nie zbliżać mu się na mniej niż 150 ft. (46 m), choć ten nakaz łamał wielokrotnie. Gdy Ron Galella zaczął zbliżać się do Marlona Brando ten uderzył go w szczękę, nie tylko łamiąc ją, lecz także wybijając pięć zębów. Gallela oprócz fotografii był bardzo znany w latach 70-tych i 80-tych.

Wiem gdzie on mieszka w Hoboken – zaczęła Czyżewska – pojedziesz tam i jemu zrobisz zdjęcia, jak idzie do sklepu na zakupy…Weźmiemy za to fortune. Zawiesiła głos.

– Czyli teraz ja będę paparazzi ? – Tak – powiedziała z dumą w głosie Czyżewska.

Pamiętam jak dziś, powiedziałem, że nie robię takich zdjęć. Była nie pocieszona. Ale się przyjaźniliśmy przez lata.

Co ciekawe, kilka razy spotkałem w NY Ron Gallele, kiedy w muszce i eleganckim garniturze czatował na swoje ofiary. Zapytałem się, czy mogę mu zrobić zdjęcie nie protestował.

Zdjęcie, które jej wtedy zrobiłem było i jest najlepsze ze wszystkich.

Spotykaliśmy się na rożnych imprezach w NY, a to z Janem Kottem, a to Miloszem… Ostatnie spotkanie w 2006 r. w restauracji Russian Samovar (256 W 52nd St, New York), ktora była ulubioną restauracją Brodskiego i Barysznikova. Był wówczas z nami Vitek Markowicz z żoną, którzy przyjaźnili się z Czyżewską, pomagając jej w końcowej fazie, kiedy nie radziła sobie z życiem w Nowym Jorku.

Słynne są historie na temat przyjaźni-miłości Elżbiety Czyżewskiej, a jednak żadna z jej miłości nie okazała się miłością spełnioną. Przez większość życia była samotna. Była nałogową palaczką, ale robiła to z wielkim wdziękiem, jeśli tak można powiedzieć, na palcu miała małą popielniczkę do której strząsała popiół z papierosów. W tamtym czasie większość ludzi paliło publicznie, jak chociażby Josef Brodski, Krzysztof Kieślowski…ale nikt nie robił z taką gracją jak ona. Co nie przeszkodziło, że przegrała walkę z rakiem przełyku.


  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon