Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Bogusław Lustyk



Bogusław Lustyk (1940)

"...Czyste płótno jest dla mnie czymś w rodzaju pola walki, gdzie potykam sie z przeciwnikiem, którym jestem ja sam, z moimi ograniczeniami, kompleksami i niewiarą w sztukę. Czasami wygrywam, ale częściej zostaję pokonany. Nie poddaję się, bo wierzę, że te najważniejsze obrazy jeszcze przedemną. Chciałbym aby moje obrazy mówiły o moich fascynacjach, rozterkach, euforiach i zwątpirniach, mojej wierze i nadziei, mojej sile i słabości. Łącząc dwa tak odległe tematy, jak abstrakcyjna muzyka i ekspresyjne konie, próbuję pokazać to co je łączy a nie co dzieli..." – powiedział Bogusław Lustyk.

Urodził się w 1940 roku w Warszawie. Absolwent Liceum Technik Plastycznych w Bielsku-Białej (rzeźba). Ukończył z wyróżnieniem Wydział Grafiki i Malarstwa warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych w 1965 roku. Dyplom w pracowni prof. Józefa Mroszczaka Po studiach uprawiał ilustrację i grafikę książkową. Zdobył około dwudziestu nagród i wyróżnień w ogólnopolskich konkursach na plakat. Brał udział w ponad 80 indywidualnych i grupowych wystawach plakatu i malarstwa m. in. we Francji, Belgii, USA i Australii. Jego międzynarodową karierę rozpoczęła wspólna wystawa w Hanowerze, gdzie prezentował swą twórczość wraz ze znanym rzeźbiarzem niemieckim Johenem Ilem.

Studia w Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie. Dyplom z wyróżnieniem na wydziale malarstwa i grafiki w 1965 roku. Uprawia malarstwo, rzeźbę i grafikę użytkową.

Miał kikadziesiąt wystaw indywidualnych w kraju i za granicą, między innymi w: Stanach Zjednoczonych (Nowy Jork, Waszyngton, Atlanta, Chicago, Filadelfia), Niemczech, Szwecji, Finlandii, Francji i Australii.


Z Bogusławem Lustykiem wybitbym artystą, który ciągle poszukuje, spotkałem i zaprzyjaźniłem w Nowym Jorku, ponad dwardzieścia lat temu. Myślę, że pierwsze nasze spotkanie było17 XII 1998 r., tak przynajmniej mówi zdjęcie.

Po olbrzymim sukcesie w wyścigach konnych 124 Kentucky Derby w Louisville, Lustyk przeniósł się i otworzył autorską galerię w Saratoga Springs, na północy stanu Nowy Jork, gdzie odbywają się również wyścigi konne i gdzie odwiedzałem go, patrząc jak radzi sobie w nowym świecie.

Trzeba zdać sobie sprawę czym są Kentucky Derby, które po raz pierwszy miały miejsce w 1875 roku, gonitwa rozgrywana jest w pierwszą sobotę maja, obecnie na dystansie 2 kilometrów i trwa około 2 minut. Z tego powodu w Stanach Zjednoczonych potocznie określa się ją mianem „najbardziej emocjonujących dwóch minut w sporcie”. Gonitwa gromadzi na trybunach przeciętnie około 155 tysięcy widzów. Zaistnieć z tematem końskim, na tego typu imprzie, jest szczytem marzeń. Ciągle mam wrażenie, że Bogdan, nie bardzo zdaje sobie sprawę, co osiągnął?


—Czesław Czapliński: W Ameryce, gdzie oboje spędzamy wiele czasu, mówi się, że artystą może być każdy?

—Bogusław Lustyk: Nie ma jednej drogi do bycia artystą. Najważniejsza jest pasja i na pasji trzeba budować rusztowanie dla twórczości. Jednymi z elementów tego rusztowania jest edukacja artystyczna i doświadczenie, które można zdobywać na wiele sposobów.

Bycie artysta to jest samoświadomość, że się uczestniczy w procesie twórczym, że robi się coś wyjątkowego, a nie zdobywanie dóbr materialnych wynikajacych z wykonywania zawodu.

—Cz.Cz.:Czy w szkole artystycznej można się nauczyć wszystkiego?

—B.L.: Skończyłem Liceum Plastyczne w Bielsku Białej. Było to bardzo dobre liceum, bo w czasach kiedy była moda na naturszczyków ze wschodnich rubieży, wiekszość absolwentów naszego liceum dostawało się na studia. Teraz z perspektywy myślę, że to były jedyne niezmarnowane lata mojej edukacji artystycznej. Cały fundament na którym buduję moją sztukę mam z liceum. To jest umiejetność obserwacji, perfekcję rysowania, a przede wszystkim zaszczepiona mi przez wspaniałego profesora Józefa Klimka wiara w nigdy nie kończący się proces twórczy, z jego bogactwem emocji, uniesień i zwątpień, w desperacką potrzebę obrony własnej wolności - jak koń który raczej zginie niż da się okiełznać.


—Cz.Cz.: Poszedłeś potem na warszawskie ASP, czego się tam nauczyłeś?

—B.L.: Tego poczucia z liceum, nie zdołała zabić Akademia Warszawska, w której spedziłem następnie sześć długich lat. Może by jej się to nawet udało, gdyby nie ostatni semestr i dyplom w pracowni prof. Józefa Mroszczaka, który pozostawił mi zupełną swobodę, akceptował moje pomysły i nie przeszkadzał, ukończyć studia z wyróżnieniem.

Dało mi to przepustkę do projektowania plakatów, których zrobiłem około stu, a z których dwadzieścia otrzymało nagrody na konkursach i wystawach. Najważniejsze to te pierwsze, kiedy jeszcze nie myślałem o wygraniu. "Polska zaprasza" i "Do Polski przez cały rok".

—Cz.Cz.: Wystawiałeś plakaty?

—B.L.: Tak. Na wystawach w Polsce na Biennale Plakatu i poza granicą w Belgii, Francji, Włoszech, Rosji, Australii. Najważniejsza wystawa plakatu była w 1972 r., którą nazywam "pośmiertną", a która zamka mój okres plakatowy. Ta decyzja otwiera trwajacy do dzis okres malarstwa w mojej twórczości.

—Cz.Cz.: Skąd konie w twojej twórczości?

—B.L.: To chyba mam w genach. Odkąd sięgam pamięcią moje emocje, moje marzenia zwiazame były z końmi. Konie miały dla mnie jakąś magiczną moc i tragizm. Pierwsze konie jakie widzialem w życiu, to były konie zabite i ranne w czasie wojny. Widok tych bezradnych cierpiących istot, wrył mi się na zawsze w pamięć. Ciagle powracał w moich rysunkach i jak magnes ciągnął mnie do tych zwierząt, położył się piętnem na moim życiu i twórczości.

—Cz.Cz.: Jaki moment uważasz za najważniejszy?

—B.L.: Było kilka ważnych momentów. Na pewno wystawa w Hanowerze wspólnie ze znanym rzeźbiarzem niemieckim Johenem Ihle. To była przepustka do "equestrian art " na poziomie europejskim. Kontynuacją tej drogi były wystawy w Szwecji w1989 i 2000. Odbiór moich prac utwierdził mnie w słuszności ukazywania konia, w całym bogactwie ekspresji, bez typowego sentymentalizmu. Konsekwencją tej postawy była w 1994r. propozycja retrospektywnej wystawy w Muzeum Kentucky Horse Park w Lexington, Kentucky w Stanach Zjednoczonych, największym centrum na świecie. Była to pierwsza tak duża wystawa indywidualna w tym Muzeum i wynikała z chęci pokazania konia w sztuce, w innym niekomercyjnym wymiarze.

Sukces wystawy zaowocował zaproszeniem do otwarcia własnego studia - galerii na terenie Kentucky Horse Park i tytuł Oficjalnego Artysty.


W 1998 moje obrazy zostaly wybrane jako logo 124 Kentucky Derby najsławnieszego wyścigu na świecie, a ja otrzymałem tytuł "Oficjalnego Artysty" tej imprezy (drugi w historii - po sławnym LeRoy Neimanie, a przed równie sławnym Peterem Max). Towarzyszyła temu wydarzeniu wystawa moich prac w Muzeum Kentucky Derby. Prawie wszystkie obrazy z tej wystawy zostaly sprzedane, w cenach od 7 000 do 30 000 dolarów. Największy i najdroższy zakupił do swojej kolekcji Mr. Mike Pegreem, właściciel zwycięskiego konia.

—Cz.Cz.: To ciekawe, że tak gigantyczny sukces w Ameryce, nie został zauważony w Polsce. Potem przeniosłeś się do Saratoga Spring. Gdybyś miał określić swój styl malarstwa?

B.L.: Styl w jakim tworzę, to poetycka ekspresja z dużą dozą abstrakcji. Moja penetracja tematu "koń" idzie dwoma torami: "mistyka" i "ruch". W tych ramach zawiera sie cały mój emocjonalny stosunek do przedmiotu. Staram się respektować jedynie reguły malarstwa bez schlebiania tanim sentymentom. Moje zaangazowanie w ten temat traktuje jako posłannictwo, jako walkę ze sprowadzaniem konia do roli sympatycznego gadżetu.

O słuszności mojej drogi utwierdza mnie świadomość, że w USA, tym maksymalnie skomercjalizowanym kraju, jako jeden z niewielu artystów, żyje wyłacznie ze sztuki, nie malując komercji. Odbiorcami mojej twórczości są w większości lekarze, prawnicy i ludzie biznesu, którzy do nowoczesnych domów, szukają nowoczesnych obrazów, a nie tylko jakiegoś obrazu z koniem.

Mam swoją "Biblię" do której wracam jak do oczyszczajacego źródła inspiracji. To moja książka "O ty, piękno konia". Jest to wybór poezji z moimi grafikam, ukazujący bogactwo wzajemnych relacji konia i człowieka.

—Cz.Cz.: Jaki jest twój stosunek do konia?

—B.L.: Ma podłoże mistyczne. Pierwszymi zapamiętanymi obrazami nie były piękne konie ale konie ranne, stojące na trzech nogach w kałuży krwi. I jakkolwiek potem pszyszło do mnie, i piekno, i siła, i szybkość konii to na te wszystkte piękne konie, cieniem nakłada się wspomnienie tych bezbronnych, cierpiacych i ginących z winy człowieka. Ta świadomość powoduje że nie potrafię widzieć konia w jednym tylko wymiarze i że wszystko się we mnie buntuje przeciwko takiemu malowaniu.


—Cz.Cz.: Kiedy i gdzie widziałeś takie konie?

To bylo podczas wojny w Żarnowie, małym miasteczku gdzie zostaliśmy wysiedleni z Warszawy po powstaniu.

—Cz.Cz.: A twoja fascynacja tańcem?

—B.L.: Moja fascynacja sztuką tańca zaczęła się w Ameryce od spotkania z Alvin Ailey American Dance Theatre i New York City Balet. Zaowocowało to współpracą z National Museum of Dance w Saratoga Springs, a następnie z Teatrem Wielkim ‒ Operą Narodową, gdzie w 2002 roku pokazałem kilkuletnie efekty.

Tutaj swoją twórczość opieram jedynie na intuicji, na budowaniu własnego świata teatru, bez znajomości reguł i detali. Daje to olbrzymią swobodę. To jest jak fala, która zatapia, unosi, wiruje, prawdziwy nieprzewidywalny żywioł.

Bogusław Lustyk niestrudzenie tworzy nowe projekty, ostatnio nawet trójwymiarowe, na pewno nie można sie z nim nudzić. Jak przylatuję do Warszawy, nie wiem co będzie robił nowego.

Uzyskał 25 nagród za twórczość w dziedzinie plakatu i malarstwa, w tym 8 w konkursach organizowanych przez Polski Komitet Olimpijski.

Twórczość Bogusława Lustyka była eksponowana na Olimpiadach w Barcelonie, Atlancie i Londynie.


W 2012 roku realizował w Londynie unikatowy projekt „Malowana Kronika Olimpiady” pod honorowym patronatem Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Z okazji jubileuszu 150 rocznicy urodzin Fryderyka Chopina przygotował cykl obrazów p.t. „Malowanie Muzyki”, który był eksponowany w Galerii Kordegarda i na Międzynarodowym Festiwalu w Międzyzdrojach (w trakie tych ekspozycji obrazy były interpretowane muzycznie przez Waldemara Malickiego), a także na wystawach w Chicago i Saratoga Springs (w trakcie tych wystaw obrazy były inspiracją do muzycznych improwizacji dla amerykańskich muzyków jazzowych).

W ramach współpracy z Teatrem Wielkim zaprojektował oprawę promocyjną 8. Międzynarodowego Konkursu Wokalnego im. Tadeusza Moniuszki.

W 2014 i 2015 roku dla uczczenia Powstania Warszawskiego wykonał 150 grafik o tematyce powstańczej, które wykorzystał do zrealizowania na Krakowskim Przedmieściu instalacji w formie barykad „Dziś idę walczyć, Mamo” i „Powstańcze Szańce”. Instalacje te spotkały się z ogromnym oddźwiękiem społecznym.

W 2015 roku Bogusław Lustyk obchodził 50-lecie pracy twórczej. Przeglądem dorobku artysty była retrospektywna wystawa w Domu Artysty Plastyka w Warszawie.

Bogusław Lustyk, według mnie, nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, obserwujcie go.


  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon