Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Andrzej Seweryn


“…Tego zawodu [aktora] nie da się zdefiniować. Nie intelekt jest gwarancją powodzenia w aktorstwie. Często, przeciwnie, on przeszkadza. To zawód pełen sprzeczności. Czyż nie jest to rzecz tajemnicza, że publiczność na widok jednego aktora milknie, a nie zauważa wejścia innego. Moim ABC aktorstwa jest tekst Hamleta: 'Zastosuj akcję słów, a słowa do akcji, mając przede wszystkim to na względzie, abyś nie przekroczył granic natury, wszystko bowiem, co przesadzone, przeciwne jest zamiarowi teatru, którego przeznaczeniem jest – jak było dawniej – służyć niejako za zwierciadło naturze'. Praca wykonywana z myślą o innych jest warunkiem dobrego wykonywania zawodu. Toteż ona jest moją, swego rodzaju, religią…” – Andrzej Seweryn.


Andrzej Teodor Seweryn (ur. 25 kwietnia 1946 w Heilbronn) – aktor teatralny i filmowy, reżyser, dyrektor Teatru Polskiego im.Arnolda Szyfmana w Warszawie.

Absolwent PWST w Warszawie (1968). W 1968 Andrzej Seweryn został aresztowany za kolportaż ulotek skierowanych przeciwko interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji.

15 sierpnia 1968 zadebiutował jako aktor teatralny. W latach 1968-1980 był członkiem zespołu aktorskiego Teatru Ateneum w Warszawie. Grywał w Teatrze Telewizji oraz filmach m.in.:Album polskim Jana Rybkowskiego, grał w wielu filmach Andrzeja Wajdy (Ziemia obiecana, Dyrygent, Pan Tadeusz, Zemsta), grał także m.in. u Agnieszki Holland, Stevena Spielberga, Jerzego Hoffmana.

W 1980 wyjechał do Francji, gdzie pozostał w związku z wprowadzeniem w Polsce stanu wojennego. Zaangażowany do jednego z najbardziej prestiżowych teatrów na świecie Comedie-Francaise (1993). W 2006 zadebiutował jako reżyser filmowy swoim filmem Kto nigdy nie żył z Michałem Żebrowskim w roli głównej.

Na stałe do Polski powrócił w 2010 i zamieszkał w Warszawie. 1 stycznia 2011 objął stanowisko dyrektora Teatru Polskiego.

Andrzej Seweryn był mężem Bogusławy Blajfer (1970–1973), następnie Krystyny Jandy (1974–1979), z którą ma córkę Martę, trzecią żoną była Laurence Bourdil (1982–1987), z którą ma syna Yanna, a czwartą Mireille Maalouf, z którą ma syna Maximiliena, obecną żoną jest aktora Katarzyna Kubacka.

Za swoją działalność wielokrotnie odznaczany: Srebrny Niedźwiedź za rolę w Dyrygencie na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie (1980), Order Sztuki i Literatury (1994, Francja), Złoty Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2006), Legia Honorowa (2006, Francja), Nagroda za pierwszoplanową rolę męską (Zdzisława Beksińskiego w filmie Ostatnia rodzina) na 41. Festiwalu Filmowym w Gdyni (2016).

Ma na swoim kącie dziesiątki ról, wiele tytułowych, w sztukach i filmach: „Biesy”, „Szewcy”, „Don Carlos”, „Hyde-Park”, „Fantazy”, "Mewa”, „Żeglarz”, „Ameryka", „Śluby panieńskie”; filmach: „Ziemia obiecana”, „Na srebrnym globie”, „Bez znieczulenia”, „Człowiek z żelaza”, „Dyrygent”, „Danton”; w telewizji: „Polskie drogi”, „Henryk IV”. Nagrał ponad 100 audycji radiowych.

Pierwsze zdjęcia Andrzejowi Sewerynowi robiłem 7 pażdziernika 1987 r. w Nowym Jorku, potem 5 września 1988 w Warszawie i na planie filmowym w Bełdowie koło Łodzi w 1993, gdzie przeprowadziłem z nim długą rozmowę, która ukazała się w nowojorskiej „Karierze” w marcu 1994 pt.: „Andrzej Seweryn – wszyscy jesteśmy aktorami”. Jeśli chce się dotrzeć do duszy aktora, robiąc mu portrety, trzeba się mocno wysilić, gdyż często przed aparatem grają pewne role, które na zdjęciach dobrze wyglądają, ale nie są prawdziwe. Pamiętam jak 5 IX 1988 w Warszawie zrobiłem mu serię zdjęć z zakrytymi oczami rękami. Zanim to zrobił, kiwnął do mnie głową, a potem zakrył oczy rękami, przez dość długą chwilę. Bardzo lubię to zdjęcie, mimo tego, że większość twarzy jest zakryta, jest rozpoznawalny…


Z głównej drogi pod Łodzią, w kierunku Aleksandrowa, skręcam w boczną. Słabo utwardzona nawierzchnia, samochód silnie podskakuje na wybojach. Brak jakichkolwiek znaków wprowadza mnie w niepokój. Czy aby jadę w dobrym kierunku? W małym wiejskim sklepiku pytam o ekipę filmową, potwierdzają kierunek. Po kilkunastu minutach jazdy zupełnym odludziem, szumiące. generatory elektryczności, duże samochody i ludzie kręcący się koło bardzo zniszczonego dworku wskazują, że jestem u celu podróży.

Przypomina mi się spotkanie z Sewerynem w Nowym Jorku w 1987 r. przed premierą w Majestic Theatre, odnowionym specjalnie za sumę 5 mln dolarów, gdzie grał w „Mahabharacie” reżyserowanej przez Petera Brooka. Wówczas do rozmowy z Sewerynem przygotowywałem się dość długo. „Mahabharata”, nazywana również „wielką historią ludzkości”, jest niezwykle egzotyczną, indyjską epopeją. Należy do najstarszych (4000 lat) i najdłuższych (100 tysięcy dwuwierszy), dla wyobrażenia 15 razy większa od Biblii, pisana sanskrytem. Seweryn grał po francusku jedną z najważniejszych ról Duryodhana, a po angielsku Yudishthira w 9,5-godzinnym przedstawieniu, będąc jednym z 24 aktorów z 18 państw. W sumie w ciągu 41 miesięcy, jakie spędził z Brookiem, odwiedził poza wspomnianym już Nowym Jorkiem, nieomal cały świat Los Angeles, Ateny, Paryż, Barcelonę, Madryt, Florencję, Zurich, Tokio, Londyn, Adelajdę, Berlin... Epicki wątek „Mahabharaty”, to opowieść o walce o tron braci Pandawów z Kaurawami. Kończy ją osiemnastodniowa bitwa, w której giną wszyscy przywódcy oprócz Pandawów oraz ich sprzymierzeńca Kriszny (w hinduizmie bóg pasterzy). Utkwiło mi z tego spotkania stwierdzenie Seweryna na temat Brooka: ..Trzeba mieć ogromną odwagę, aby zrobić «Mahabharatę». Wyobraźmy sobie dla przykładu «Dziady», które trudno porównać z «Mahabharatą», robione przez Japończyka...”. Oczywiście, nie zrobiłby tego Brook bez znakomitych aktorów i całego zespołu współpracowników, jak choćby pisarza Jean-Claude Cerriere, znanego ze współpracy z reżyserem Luisem Bunuelem; Chloe Obolensky, która zaprojektowała kostiumy zgodnie z hinduskim wzorem, pracująca wcześniej dla Gian Carlo Menottiego i Franco Zeffirelliego. Nie sposób nie wspomnieć o producentce Michelina Rozan, która reprezentowała laureata Literackiej Nagrody Nobla Alberta Camusa, aktora Jean-Paula Belmondo, robiła francuskie adaptacje Arthura Millera, Tennessea Williamsa...

—Stefan zadzwonił do mnie kiedy byłem w Avignon, na początku lipca, z „Don Juanem”, tuż przed premierą i zaproponował mi rolę. Podał daty, które mi bardzo odpowiadały, ale coś było w sposobie jego mówienia, głosie, co mnie uderzyło i nie skończyła się na tym nasza rozmowa. Uznaliśmy, że należy przeanalizować terminy. W tym czasie otrzymałem tekst scenariusza, który potwierdził moje przeczucia, że Stefan jest bardzo interesującą postacią. Czekałem tylko na zmianę terminów, po czym rozwiązaliśmy ostatecznie kwestie finansowe. W związku z czym, zerwałem umowę, podpisaną we Francji na coś innego i przyjechałem do Polski bardzo szczęśliwy. Tym bardziej, wiedząc, że na planie filmowym spotkam Inokientija Smoktunowskiego, który dla nas był wielkością niezwykłą. Nie widziałem jeszcze nakręconych materiałów filmowych, ale jestem przekonany, że robimy piękny film. Jestem tutaj tylko do czwartku, w piątek mam pierwszą próbę w Comedie-Francaise w Paryżu.

—Gra pan w filmach, ale najsilniej związany jest pan z teatrem?

— Na początku mego pobytu na Zachodzie, problem był następujący: aby przeżyć, musiałem stale grać. Po to, aby stale grać, a nie czekać aż mi ktoś coś zaproponuje w kinematografii, należało się trzymać teatru. Od kilku lat jest inaczej. Niestety albo na szczęście otrzymuję bardzo poważne, interesujące propozycje teatralne i rzadko mam ochotę odmawiać. Natomiast faktem jest, że w kinematografii też zaczyna się coś poważnie ruszać. Ostatnio zrobiłem film „Amok”, według noweli Zweiga, gram tam główną rolę, na 38 dni zdjęciowych mam 38. Bardzo liczę, że to będzie kontynuowane.

—Słyszałem, że miał pan poważną propozycję od Spilberga?

—Z tym wiąże się dość długa anegdota, którą już opowiadałem dla „Kina”. Pewnego dnia przeczytałem w „Liberation”, że Spilberg przyjechał do Krakowa i że ma robić „Listę Schindlera”. Pewnie odezwała się moja specialite de la maison, bo pomyślałem sobie „cholera, jakby to było dobrze”. Na początku zeszłego roku (1992) przyjechałem do Polski na swoją „Godzinę szczerości”, na którą zaprosiłem też Andrzeja Wajdę. Wkrótce potem dzwoni do mnie Andrzej z propozycją wspaniałej roli w „Pierścionku z orłem w koronie” jakiegoś diabła nie-diabła, manipulanta policyjno-partyjnego. Nie miałem pojęcia, co robić, bo finalizowałem umowę na „Amok” Joela Farge’a. Wiedziałem co to znaczy zagrać u Andrzeja, ale wiedziałem też, co znaczy zagrać wreszcie główną rolę we francuskim filmie, według noweli Zweiga, z Fanny Ardant. Po dwóch tygodniach strasznych wahań dzwonię do Andrzeja z odmową, a on mówi: –No, przecież rozumię… Ale słuchaj, jest inna rzecz! Pokazaliśmy Spilbergowi „Ziemię Obiecaną”, tłumacząc mu, że ty się nadajesz do tej roli. Masz przysłać Rywinowi swoje dossier. Dzwonię do Rywina, on wszystko potwierdza – Rzeczywiście, panie Andrzeju, 35 lat, lekko przytyły, kocha dzieci… Wkrótce pan Lew osobiście odbiera ode mnie w Paryżu całe dossier, sugerując, że jestem poważnym kandydatem. W tym czasie robię „Amok”, rozpoczynam próby „Wiśniowego sadu”, pracuję nad Szekspirem. Ale też zaczynam odrzucać propozycję na okres od stycznia do czerwca 1993… Nagle w sierpniu przychodzi wiadomość z Los Angeles: proszą mnie o nagranie na kasecie profesjonalnej monologu Schindlera. Robię więc tę kasetę przy pomocy moich przyjaciół z „Indochin”, operatora, charakteryzatora i fryzjerki, wysyłam, czekam. Napięcie wzrasta. Z początkiem listopada moja agentka dowiaduje się, że Kevin Costner zapoznał się ze scenariuszem i że życzy sobie to grać. Roześmiałem się i zaczęłem kombinować, co będę robił między styczniem a czerwcem. 3 grudnia wieczorem moja żona Mirelle mówi — ale to przysięgam — Nie bój się, jeszcze cię wezwą, na lotnisku będzie czekała limuzyna, a Spielberg będzie cię przepraszał, że tak długo zwlekał. Następny dzień spędzam z moim synem, po południu wracam do domu, a Mireille mówi: Pomyliłam się o parę godzin, posłuchaj, co jest na repondeurze. Jest piątek, Spielberg żąda, żebym we wtorek odbył z nim próbne zdjęcia w Universal Studio w Hollywood. Za chwilę już lawina: telefonuje agentka, przesyłają mi 6 stron tekstu do nauczenia na pamięć, dzwoni Branko Lustig — trzeci producent filmu:

— Andrzej, bardzo bym chciał, żebyś to zagrał. You will win.

— Pan sobie zdaje sprawę, w jakim jestem stanie? Nie wiem nawet czy trzeba mieć wizę do USA. Okazuje się, że nie trzeba. Spotykam się z jakimiś Niemcami, żeby mi nagrali akcent „sudetendeutsch”, bo podkreślano, że to ważne. Lecę, ląduję...

Po wylądowaniu kwaterują mnie w hotelu naprzeciwko Universal Studio i mam dwa dni wolne. Czuję przestawienie czasu po podróży, nie mogę spać, do nikogo nie dzwonię, gapię się przez okno na to Universal Studio, trochę oglądam telewizję, robię ćwiczenia. I powtarzam tekst: pięćdziesiąt razy, sto razy, dwieście razy...

We wtorek o ósmej podjeżdża samochód. Charakteryzacja, kostium. Poznaję Janusza Kamińskiego, który jest operatorem filmu. Proszą mnie. Jak się wchodzi do hali, to jest ciemno. I z tych ciemności wyłania się niski mężczyzna, z brodą, w okularach i baseballowej czapeczce. — Hej, hej! — I zaczyna się usprawiedliwiać, że mnie wezwał, ale we wtorek była jedyna okazja, bo akurat dokręcali jakieś drobiazgi do filmu o dinozaurach.

Rozmawiamy, Spielberg przechodzi do sprawy filmu, postaci; mówię, że nie rozumiem do końca Schindlera. Zaczynamy powoli zdjęcia. Pierwszy dubel zagrałem źle, zanadto przycisnąłem; w drugim się uspokoiło. Potem mówię ten wyuczony monolog, raz jeden mylę się w tekście. Kończymy, zwykle reżyser dziękuje grzecznie i już. Ale tu Spielberg mówi do mnie, co sądzi o tych moich zdjęciach; mówi to przy świadkach. Nigdy nikt mi nie mówił takich rzeczy. Przerywam mu:

Słuchaj, czy ty zdajesz sobie sprawę, co to znaczy dla aktora słyszeć coś takiego od Spielberga? Na co jego asystent się wtrąca: - OK, Steve, shut up, ja mu powiem resztę.

Wie pan, gdybym miał 20 lat mniej, to bym się podniecał tym wszystkim od początku jak dziecko. Ale ja już mam pewne doświadczenie i wewnętrzne hamulce, które mi się nie pozwalały tak łatwo ekscytować. Aż do tamtej chwili. Bo w pewnym momencie uwierzyłem. A kiedy zaczynasz wierzyć, nie jesteś już w stanie opanować swojej wyobraźni. Przez dwa dni pozostałe do odlotu dużo się działo, spotkałem się z Antczakiem, Janusz Kamiński pokazał mi trochę Kalifornii, ale moja dziecięca wyobraźnia cały czas pracowała. Przeżyłem więc już całą tę realizację, przeżyłem granie Schindlera.

Kilka dni po moim powrocie zadzwonił Branko, prosząc mnie o dokładne curriculum vitae i o propozycję finansową. 8 stycznia do George'a Corraface'a, z którym się przyjaźnię, dzwonią z Los Angeles jego agenci, żeby im podał numer telefonu Andrzeja Seweryna; chcą zostać moimi agentami, bo właśnie podjęta została decyzja, że gram Schindlera. Utwierdzam się w swojej wierze, po raz pierwszy tylko czuję odpowiedzialność. Grać człowieka, który uratował 140 Žydów! Może mnie to przerasta?

14 stycznia rano dzwoni Lew — Słucha], podpisali z Liamem Neesonem. Wie pan, najpierw był szok, potem oklapnięcie, a później tak straszna rozpacz. Nie wytrzymałem i wysłałem faks do Spielberga, bardzo zresztą elegancki. A po dwóch tygodniach męki przyszła nagle ta propozycja z Comedie-Francaise. Wyobraża pan sobie, jaka huśtawka? A jakiś czas później, znowu zadzwonił Branko: — Steven ma nadzieję, że się nie obrazisz, jeśli zaproponuje ci mniejszą rolę, Scherera... Oczywiścîe! Specialite de la maison. Generał, który ratuje Schindlera w paru sytuacjach.

— Czy ma pan jakiś dalszy kontakt ze Spielbergiem?

—Tak.

—W 1980 r. wyjeżdża pan z Polski i pozostaje w Paryżu, co było tego przyczyną?

— Nie było żadnej konkretnej przyczyny. Decyzja o tak zwanym pozostaniu we Francji była wynikiem sytu- acji. To nie było tak, że powiedziałem sobie któregoś dnia, że zostaję. Po 6 miesiącach pracy z Wajdą w Paryżu, przy „Onych” Witkacego, zastanowiłem się czy jest możliwe przedłużenie tego pobytu na jakiś czas i podpisałem umowy z Claude Regy. Pod koniec 1981 r. wybuchł stan wojenny w Polsce, uznałem, że należy coś robić dla moich przyjaciół, Ojczyzny. Robiłem akcje publiczne, byłem jednym z pięciu założycieli Komitetu Koordynacyjnego „Solidarności” we Francji. Przez dwa miesiące pracowałem dla Ojczyzny, a później musiałem pracować dla rodziny. Zresztą nigdy z Polski na Zachodzie nie żyłem, to już inny wątek. A więc, o mojej decyzji pozostania zdecydowało życie. Zresztą uważam, że człowiek nie decyduje o swoim losie.

— Dlaczego wyjechał pan z Polski?

— Zgodziłem się na propozycję Andrzeja Wajdy, aby zagrać w jego przedstawieniu w Paryżu. Faktem jest, że w końcu lat 70. miałem przykre przeżycia osobiste i faktem jest, że chciałem oderwać się od Warszawy. Z drugiej strony, zawodowo, w teatrze, był to okres dla mnie niezwykle płodny.

— Grał pan bardzo dużo.

— Tak, a jednocześnie miałem wrażenie, że skorupa na mnie wchodzi. Czułem się jak statek, do którego dna coraz więcej roślin się przyczepia i utrudnia poruszanie się. Krótko mówiąc, wyjazd do Francji był próbą zerwania z rutyną, a pozostanie we Francji było z jednej strony spowodowane stanem wojennym w Polsce, moim życiem osobistym i pewną nieświadomą próbą udowodnienia, że mogę też gdzie indziej pracować.

— Jakie były początki, na ile znał pan język francuski, który w przypadku aktora jest podstawą?

—Słabo, natomiast zaraz po przyjeździe do Francji żyłem z Francuzami, precyzyjnie — z Francuzkami i jak mówił Wojtek Pszoniak, ja mówiłem Bonjour gdy się budziłem, a Wojtek mówił dzień dobry do swojej małżonki Basi. Na tym polegała różnica między nami i to na pewno mi pomogło w opanowaniu jęZyka. Pierwszy okres był trudny, aczkolwiek o wiele łatwiejszy niż każdego młodego aktora polskiego, który jedzie na Zachód.

—Dlaczego?

—Nie byłem tam postacią anonimową, po filmach Wajdy „Ziemia obiecana” , „ Dyrygent”, „Bez znieczulenia”. Te filmy były znane, chociaż wąskiej publiczności. W pierwszym przedstawieniu grałem wielką rolę z Wojtkiem Pszoniakiem. Później zaczęły się epizody i trwało tak ze 2-3 lata.

— Nie miał pan w tym czasie momentów załamania?

—Nie. W 1982, 1983 r. wiedziałem, że nie mogę wracaó do kraju. Pamiętam jak Jackowi Kaczmarskiemu pod ambasadą 13 grudnia powiedziałem, że teraz przez 5 lat nie wrócimy do kraju. Nie wiedziałem, że to będzie prawdziwe, bo w 1986 r. przyjechałem po raz pierwszy do Polski.

Nie było łatwo, ale jak czytam prasę i słyszę o Kłopotach ludzi, tragediach, to wszystko to, co przeżyłem, to nic. Na razie Pan Bóg mi oszczędził dramatów, ze zdrowiem, odpukać, jest dobrze.

—Często pan podkreśla, że duży wpływ na pana wywarł Peter Brook, zresztą poznaliśmy się w Nowym Jorku, kiedy grał pan w jego przedstawieniu. Jak doszło do spotkania z nim?

— To dość długa historia, ale upraszczając — zagrałem główną rolę w „Mistrzu i Małgorzacie” Bułhakowa (1983) w Theatre de la Ville. Sztukę reżyserował Andrei Serban asystent, :czeń, przyjaciel Brooka. To spowoowało, że Brook przyszedł na przedstawienie. Później przyszedł, gdy grałem główną rolę Gregora w „Par les Villages” w Theatre de Chaillot w reżyserii Claude Regy — najdłuższą rolę mojego życia, 482 wersety. Prawdopodobnie widział mnie w filmach Wajdy. Również międzynarodowy charakter grupy i to, że moja pozycja w teatrze francuskim nie była anonimowa, spowodowało, że zaprosił mnie na rodzaj zbiorowego przesłuchania. Czytaliśmy teksty, biegaliśmy, improwizowaliśmy. Tam poznałem Ryśka Cieślaka z byłego Teatru Laboratorium Grotowskiego. 1 sierpnia 1984 r. rozpoczęliśmy próby, bardzo ciężkie fizycznie: rytmika, taniec, praca nad głosem, śpiew, muzyka.

— Jak ocenia pan Petera Brooka?

—Peter to najmądrzejszy człowiek, jakiego poznałem, rodzaj czarodzieja, świetnie wykształcony w Oxfordzie, zna wiele języków, widział cały świat, ze wszystkimi formami teatralnymi jakie są dziś na ziemi.

On nie tylko wie dokąd dąży, ale wie pewnie jaki będzie rezultat. Przesadzam, ale gdzieś w najgłębszym odczuciu tak myślę. Peter mówi; że jak wchodzi na pustą scenę, to forma już jest, tylko trzeba nie przeszkodzić jej aby się ujawniła.

— W jaki sposób?

— Przez pracę, ciągłą, straszliwą, codzienną pracę. Przez wypróbowywanie wszystkiego, sprawdzanie wszystkich możliwości. Peter jest reżyserem, który szczególnie w przypadku „Mahabharaty” stworzył teatr, który jest teatrem uniwersalnym pod wszystkimi szerokościami geograficznymi. Graliśmy w wielu miejscach i wszędzie byliśmy zrozumiani. Sama forma teatralna była również do przyjęcia, przez ludzi wielu kultur i religii.

— Jaki wpływ wywarło to na pana życie?

— Nauczył mnie pokory i otwartości, rozluźniłem się przy nim, zwrócił mi uwagę na znaczenie mojego ciała. To bardzo konkretnie, ale to brzmi strasznie „po szkolnemu”. Gdyby mnie pan spytał czego nauczył mnie Wajda, Žuławski, dr. Warmiński w Ateneum, profesorowie w szkole teatralnej: Ola Śląska, Zosia Mrozowska, Halina Mikołajska, Janek Świderski, Gustaw Holoubek, Tadek Łomnicki, to nie mógłbym powiedzieć konkretnie, że dla przykładu oni nauczyli poruszać mnie ręką, w taki albo inny sposób. Uważam, że jest niezwykle ważne, być stale w dobrym towarzystwie. Pan Bóg mi to dał, że 80% czasu w mojej pracy, spędziłem w dobrym towarzystwie. Często robiąc nawet złe rzeczy, ale w otoczeniu ciekawych ludzi i tekstów. Być w dobrym sosie jest bardzo ważne. Dlatego myślę, że gdybym dziś miał udzielać rady młodemu aktorowi, to raczej bym mu radził zostać w dobrym towarzystwie, a nie jechać gdzieś grać duże role. We Francji było dla mnie bardzo ważne, że cały czas pracowałem w teatrze, a nie w kinematografii. Chociaż film, w którym grałem, „Indochiny”, zdobył Złoty Glob i Oscara. Ale to, co jest dla mnie istotne, że na początku byłem w teatrze i mogłem opanować francuski, mówiono do mnie w sposób prawidłowy. W kinematografii na pewno by tak nie było. Miałem też więcej czasu. Wszystko się kończy w Comedie-Francaise, gdzie obecnie robię „Don Juana”. To jest autoreklama, ale to najważniejszy teatr francuski, prestižowy i zagranie największej roli repertuaru francuskiego, w najważniejszym teatrze, który ma ponad 300 lat, jest przynajmniej uznaniem dla teatru polskiego.

— Nie myślę, że we Francji jest pan postrzegany jako Polak?

— Może pośrednio.

—Dostać się do Comedie-Francaise nie jest łatwo?

—To prawda. W 1989 r. Antoine Vitez, który był dyrektorem zaproponował mi wstąpienie do teatru i zagranie roli hrabiego Almaviv w „Weselu Figara”, ale w tym momencie już podpisałem umowę z filmem „Rewolucja francuska”, gdzie grałem rolę Robespierra i producent się nie zgodził na pewne warunki Viteza. Dwa lata później, w pewną sobotę, Antoine przyszedł do mnie i powiedział, że musimy wrócić do tematu mojego przyjścia do Comedie-Francaise, a następnego dnia umarł. Kiedy Spielberg obsadził Neesona w roli Schindlera, miałem wielki kryzys psychiczny. Dziesięć dni później otrzymałem telefon od Comedie-Francaise i podpisaliśmy umowę na stałą współpracę. Jest to zresztą jedyny teatr we Francji, który ma stałe pensje.

—‑Szczęście w nieszczęściu. Comedie-Francaise jest pewnego rodzaju szczytem we Francji?

— Tak, w teatrze. Prestiżowo już nic więcej w życiu nie będę mógł zrobić, mam nadzieję, że artystycznie zrobię jeszcze wiele ciekawych rzeczy. Avignon jest największym festiwalem teatralnym na świecie, myśmy zagrali tam na otwarcie festiwalu, na dziedzińcu Pałacu Papieskiego, wiele telewizji to filmowało, ja w głównej roli w „Don Juanie” francuskiego Moliera z Comedie-Francaise. Nic więcej mnie nie może spotkać.

— A jakie ma pan marzenia?

— Zagranie tego „Don Juana” z Comedie-Francaise w Warszawie.

— Jak wyglądają zarobki w Comedie-Francaise?

—Zmniejszyły się trzy razy w stosunku do tego, co miałem przedtem. Z powodu gry „Don Juana”, straciłem trzy duże filmy, w przyszłości trzeba się będzie nad tym zastanowić poważnie.

— Jaki jest pana stosunek do filmu, spotykamy się na planie filmowym. Większość aktorów uważa, że teatr jest najważniejszy?

—Trzeba by precyzyjnie zadać pytanie, co jest dla kogoś ważniejsze, praca w filmie czy w teatrze? Dla mnie jest to pytanie, na które nie mogę odpowiedzieć, bo sugeruje, że jest coś ważniejszego. Dla mnie ważna jest rola, scenariusze, albo sztuka i reżyser, to jest podstawowe kryterium. A nie, czy to jest kino czy teatr. Oczywiście, rzecz jest bardziej skomplikowana — jeżeli dla przykładu zaproponowaliby mi Hamleta w małym teatrze we Francji i wielki film z Chazbijewiczem, to wolałbym pracować z Chazbijewiczem.

—Czy zastanawia się pan nad odbiorcą?

— Oczywiście, dlatego w 1989 r. zagrałem Ryszarda III w telewizji, aby obejrzało mnie 6-10 mln Polaków, a nie w teatrze, który ma znacznie mniejszy zasięg. Teatr w Polsce bardzo mnie interesuje, ale chcę robić filmy.

— Dlaczego?

—Robi się je szybko, nie poświęcam zbyt wiele czasu. A z drugiej strony jestem znany, bo mam dużą widownię i są znacznie lepsze pieniądze niż w teatrze. To jest ważne, aczkolwiek dotąd pieniądze nie decydowały o mojej pracy. Teraz zaczną mieć większe znaczenie z powodu niskich zarobków w Comedie-Francaise. Bawi mnie fakt, że udzielam wywiadu dla pisma, które nazywa się KARIERA. To słowo, które odrzuca mnie z siłą wybuchu bomby atomowej. Dla mnie, słowo kariera, ma pejoratywne znaczenie, gdyż w moim pojęciu w słowie kariera są pieniądze, a dla mnie nie są ważne. Można zrobić karierę naukową, bez osiągnięcia ogromnych korzyści. To jest dla mnie ważne. Natomiast można osiągnąć niezwykłe pieniądze i to nie jest dla mnie żadna kariera. Chciałbym interpretować słowo kariera w sposób szlachetny.

—Wracając jeszcze do różnicy między filmem a teatrem, to sama metoda pracy jest różna. W filmie montuje się wszystko z kawałków, można najpierw nagrywać koniec potem początek, powtarzać, etc. W teatrze gra się przed otwartą kurtyną.

—To jest zabawne odczucie, że będący na scenie aktorzy mają wrażenie obcowania z czymś sztucznym, natomiast w kinie, że to jest prawdziwsze. W teatrze nie dzieli nas od ludzi żaden ekran, nie wiem jak to wytłumaczyć.

—Wyjście od teatru do filmu jest naturalną rzeczą, chociaż wielu aktorów filmowych nie grało nigdy w teatrze.

—Mogę powiedzieć tylko tak, że gdybym miał poradzić swojej córce, czy ma pójść do teatru czy filmu, to byŕn nie wiedział co jej poradzić. Chociaż konkretne sytuacje pomagają w decyzji, kto, jaka rola, gdzie...

—Często aktorzy mają problem kiedy grają postacie, które w historii źle się zapisały, np. Hitlera.

—Te problemy mają przede wszystkim gwiazdy.

— Pan chyba jest gwiazdą?

—Nie. Zjawisko gwiazdy nie ma nic wspólnego jak mówił Orson Wells z aktorstwem, rządzi się innymi prawami. Humphry Bogard, żałował, że nie mógł grać tego co chciał, bo producenci zmuszali go do „Casablanki”. Nigdy sobie takiego pytania nie stawiałem, dla mnie ważne jest, czy to jest interesujące.

— Nie ma dla pana znaczenia przeszłość osoby, w którą się pan wciela?

—Nie. Gdyby mi zaproponowano zagranie Piotrowskiego, mordercy ks.Popiełuszki, gdybym uznał, że to jest w dobrym celu, to nie ma problemu i to, żę jakaś grupa ludzi będzie mnie z tym kojarzyła nie ma znaczenia.

Kiedy zainteresował się pan graniem?

—Myślę, że wszyscy gramy i wszyscy jesteśmy aktorami. Zawodowcy potrafią to robić na zawołanie i staje się to formą artystyczną. Do tego potrzebne są oczywiście określone warunki fizyczne, tzw. predyspozycje aktorskie. Byłem w harcerstwie, zresztą u Jacka Kuronia w drużynach walterowskich, tam zawsze na wakacjach robiliśmy różne imprezy, to trwało przez lata szkolne. Później zapisałem się do Teatru Młodzieży przy Pałacu Kultury i pracowałem pod kierunkiem chyba już nieżyjącego Jerzego Kalińskiego. Tam spotkałem zresztą Staszkę Cywińską, Joasię Sobieską, Anię Nehrebecką.

— Później szkoła teatralna?

—Tak. Po skończeniu szkoły zaangażowany zostałem do Teatru Ateneum, którego nie zmieniałem przez cały czas. Jestem w ogóle normalnym produktem poprzedniego systemu. W karierze rzadkością jest powiedzieć, że jest się produktem poprzedniego systemu.

—Bez Polski Ludowej bym tego co mam nie osiągnął, taka jest prawda. W poprzednim systemie mogłem

studiować. žyliśmy zresztą w bardzo ciężkich warunkach z matką i siostrą, w maleńkim pokoiku. Studia były bezpłatne. W Paryżu jest tylko jedna szkoła bezpłatna, druga w Strasburgu, trwa tylko trzy lata, a po to aby żyć we Francji trzeba mieć pieniądze, nawet jak ma się szkołę za darmo. W Warszawie miałem studia za darmo i otrzymywałem stypendium, które skrzętnie oddawałem mojej mamie.

—Jak ocenia pan PWST w Warszawie?

—Model szkoły teatralnej w Warszawie był wynikiem pewnych wpływów szkoły rosyjskiej i dzięki Bogu. Szkolnictwo teatralne dzisiaj we Francji, jest słabe. Czyli będąc we Francji miałbym nie tylko kłopoty finansowe, ale samo szkolnictwo jest mniej interesujące w porównaniu z polskim. W gruncie rzeczy, poprzednia władza (mówić komuniści, to jest głupio I nieprecyzyjnie), finansowała dużą część sztuki, która była w otwartym oporze do totalitaryzmu. To znaczy, że finansowali coś, co występowało przeciwko nim, to warto podkreślić. Film, który robimy ze Stefanem, musiałby we Francji mieć bardzo szczególne warunki, aby go zrealizować. Nie mówię, że byłoby to niemożliwe, ale miałby tysiąckrotnie więcej problemów niż tutaj.

—Gdyby miał pan podać najważniejsze stopnie, które doprowadziły pana do obecnej pozycji na świecie?

— PWST w Warszawie przygotowała mnie do zawodu, potem Teatr Atene um. Bywały takie lata, że grałem 280 przedstawień rocznie, kontakt z kinematografią i telewizją, gdzie grałem wiele ważnych ról, to niewątpliwie nauka zawodu. Jeszcze chciałbym podkreślić: jak Teatr Ateneum, to mówię o opiece dyr. Warmińskiego. Później decyzja o wyjeździe, nagła zmiana, spotkanie z Brookiem, zagranie roli Robespierra w „Rewolucji francuskiej” i teraz Comedie-Francaise.

—Co według pana jest najważniejsze dla kogoś, kto wyjedzie na Zachód, jakie cechy liczą się najbardziej?

—Wytrwałość, stała, ciągła praca, mimo, że rezultaty nie pokazują się od razu. Zawsze to gdzieś się przyda. Niech tylko Pan Bóg mi pomoże, ale pomóż Panu Bogu sobie pomóż.

—Jak odbija się to na życiu prywatnym, że właściwie bez przerwy gra pan albo w filmie, albo w teatrze?

— Źle. Nie mówię o mojej polskiej przeszłości — byłem kilkakrotnie rozwiedziony. W tej chwili też nie mam wystarczająco czasu dla mojej żony i dzieci.

—Mam tu bardziej na myśli intensywność przeżyć w teatrze czy filmie, jak to wpływa na relacje w życiu?

— Jeszcze dziesięć lat temu twierdziłem, że po zagraniu, powiedzmy Hamleta, wracam do domu i nie ma to żadnego wpływu na moje życie. Teraz czuję, że to jest połowa prawdy. Oczywiście, dziś jestem na innym poziomie refleksji niż kiedyś, ale to nie jest tak. Najprościej, przecież myśli się o tym stale, szczególnie w okresie tworzenia. Jeden z odtwórców „Don Juana” we Francji mówił, że po roli inaczej patrzy na kobiety. To jest prawda. Oczywiście trzeba uczynić wszystko, aby zawód nie wpływał na życie, aby nie być kabotynem, wychodząc z teatru grać dalej Ryszarda III poza sceną. Ale jak człowiek stara się dobrze wykonywać zawód, to bardzo dużo myśli. Problem „Don Juana”, stosunku do kobiet, świata, pobudza do myślenia. Dlaczego kobiety ulegały mu? Najprościej — nabywana wiedza wpływa na życie.

— Wykorzystuje pan sztuczki z teatru w życiu?

— Nie aż tak, ale nie można abstrahować od wiedzy nabytej w teatrze. W związku z czym nasze kryteria moralne stają się coraz ważniejsze. Jeżeli gram potwora, powiedzmy Ryszarda III, to moje zasady moralne przeciwstawiają się temu, abym nie stawał się Ryszardem III w życiu.

— Z drugiej strony zastanawia się pan, dlaczego nie spróbować?

— Naturalnie. Ale mam nadzieję, że moje przemyślenia na temat świata są silniejsze niż zostanie Ryszardem III w życiu. W każdym razie, to jest poważniejszy problem, niż powiedzenie sobie, że ten pan tylko udaje i stwier dzenie, że wychodząc z teatru, wszystko się kończy.

—Ale już praktycznie, czy dzięki temu nie jest panu powiedzmy łatwiej nawiązywać kontaktów z ludźmi?

— Absolutnie tak. Myślę również, że łatwiej dostrzegam kłamstwo, niż ten kto nie jest aktorem, bo muszę grać tych ludzi, którzy kłamią. Gram kłamstwo, które musi być przekonywającą prawdą. Postawiłbym problem tak, że pewna broń — umiejętność udawania — która nie jest zbrodnicza, w rękach niektórych ludzi, może stać się groźna.

—Gdyby pan był nieuczciwym człowiekiem, to ma pan dobre przygotowanie?

— Tak. Umiejętność oszukiwania na scenie można wykorzystać w życiu.

— Czy nie ma pan takich momentów, że budzi się pan rano i pyta — kim jestem?

—Nie, do tego stopnia nie — śmieje się Seweryn. Bergman nazywa aktorstwo najbardziej erotycznym zawodem na świecie, gdyż odkrywamy swoje niedoskonałości, przekonania, reakcje, chcemy być najprawdziwsi. Simone Signoret pisała, że nie można się dziwić Yves Montandowi, że trzymając w ramionach Marylin Monroe, został jej kochankiem.

— Są to tak bliskie związki, że można się w kimś zakochać?

— Tak. Podobnie jest z reżyserem. Mam obecnie ze Stefanem bardzo bliski stosunek, nie jestem homoseksualistą, ale mówimy sobie bardzo wiele rzeczy. Poza tym, wszystko w moim zawodzie jest ulotne i myślę, że podświadomie traktowałem w ten sposób pewne etapy mojego życia. Dziś stwierdzam, że wpływ mojego zawodu na życie jest ogromny.

— Pozytywny?

—Tak.

— A dla otoczenia?

—Na pewno trudny. Nie zmniejszyło to miłości do moich dzieci i żony. Niewątpliwie ogranicza możliwości realizacji.

—Kim jest pana aktualna żona?

—Mireille Maalout jest aktorką, gwiazdą teatru i filmu, poznaliśmy się u Petera Brooka.

— Czy to jest dobre połączenie, że jesteście aktorami?

—Chyba tak. Chciałbym jeszcze wrócić do słowa kariera, ale już pozytywnie. Kariera jako zwieńczenie drogi twórczej.

—Czy jest pan szczęśliwym człowiekiem?

— Myślę, że tak.

— Czym jest dla pana szczęście?

—Zrozumiałem wszystkie błędy jakie popełniłem w swoim życiu i staram się je obecnie wyeliminować. Czyli szczęście to świadomość.

—Niektórzy mówią zupełnie odwrotnie, że być świadomym to nieszczęście.

—Kazimierz Brandys, mówił, że o szczęściu może mówić tylko idiota i ja to rozumiem. Jak można być szczęśliwym kiedy w Bośni zabijają ludzi?

—Wszystko to rozumiem, ale przyznaję się do tej słabości, że jestem szczęśliwym człowiekiem. Jest w porządku, normalnie, konsekwentnie, szczęście to też jakaś droga, na której człowiek się znajduje, wytrwałość, praca, zdrowie. Zaczynam głupio gadać. Na pewno byłoby mi lepiej, gdyby w Bośni nie mordowali ludzi, ale powiem rzecz straszną, że świat nie istnieje bez morderstw, zbrodni, zła. Należy to zmniejszać. Gdyby nie Bośnia, to byłoby coś innego, powiedzmy na Cejlonie. W związku z tym, abstrahuję pojęcie szczęścia osobistego, od sytuacji świata, bo w tej sytuacji prawdopodobnie nigdy nie byłby szczęśliwy, ponieważ jedną z cech ludzkości jest to, że jedni zabijają drugich. Tak było przez ostatnie tysiąclecia. Wiara daje też poczucie szczęścia.

— Wiara w coś?

— W Boga.

—Obojętnie jakiego?

—Nie mogę mówić o doświadczeniach innych, mam jednego Boga Poza tym jest dobrze jak ma się paru przyjaciół. Mieć paru przyjaciół w Warszawie, do której można zawsze wrócić, pogadać. Gdy wracam z planu zmęczony i zaczynam się rozgadywać w samochodzie, to wiem dlaczego tak gadam, bo jestem szczęśliwy. Skończył się dzień zdjęciowy i jest fantastycznie, drzewa, życie. Oczywiście, że taki pogląd można krytykować, ale deszcz, liście, zapach polskiego błota daje mi poczucie szczęścia, równego jak zapach spalin w Paryżu. To nie jest poetyzowanie, sentymentalizowanie. Zawsze może sobie człowiek powiedzieć, jestem w stanie robić więcej, ale ma się też poczucie, że coś się zrobiło dla kogoś. Uważam, że nasza praca w teatrze, czy filmie nie jest pracą dla nas samych, mimo że muszę robić dla siebie, zarobić, etc. Z drugiej strony, czasami nie zdajemy sobie sprawy, albo świadomie jej nie uznajemy, że to się robi dla ludzi. Jeśli film będzie mądry, głęboki, to z kimś może nawiążę dialog, pomożemy komuś w refleksji, zastanowieniu, może uczynieniu małego kroku naprzód.

PORTRAIT with HISTORY Andrzej Seweryn (1946)

"... This profession [of the actor] cannot be defined. No intellect is a guarantee of success in acting. Often, on the contrary, he disturbs. It is a profession full of contradictions. Is it not mysterious that the audience at the sight of one actor stops, and does not notice the entrance of another. My ABC of acting is the text of Hamlet: 'Apply the action of words and words to action, with this in mind above all so that you do not cross the borders of nature, because everything that is exaggerated is contrary to the intention of the theater, which was - as it used to be - to serve kind of a mirror of nature '. Work done for the benefit of others is a condition for good practice. Therefore, she is my, a kind of religion ... "- Andrzej Seweryn.

PORTRAIT with HISTORY Andrzej Seweryn

Andrzej Teodor Seweryn (born April 25, 1946 in Heilbronn) - theater and film actor, director, director of the Arnold Szyfman Polish Theater in Warsaw.

A graduate of the PWST in Warsaw (1968). In 1968 Andrzej Seweryn was arrested for distributing leaflets directed against the intervention of the Warsaw Pact forces in Czechoslovakia.

August 15, 1968 made his debut as a theater actor. In 1968-1980 he was a member of the acting team of the Ateneum Theater in Warsaw. He played in the Television Theater and films, among others: the Polish album of Jan Rybkowski, played in many films of Andrzej Wajda (Promised Land, Conductor, Pan Tadeusz, Zemsta), also played, among others with Agnieszka Holland, Steven Spielberg and Jerzy Hoffman.

In 1980 he went to France, where he remained in connection with the imposition of martial law in Poland. Involved in one of the most prestigious theaters in the world, Comedie-Francaise (1993). In 2006 he made his debut as a film director with his film Who Never Lived ... with Michał Żebrowski in the lead role. He returned to Poland permanently in 2010 and settled in Warsaw. On January 1, 2011 he became the director of the Polish Theater. Andrzej Seweryn was the husband of Bogusława Blajfer (1970–1973), then Krystyna Janda (1974–1979), with whom he has a daughter Marta, the third wife was Laurence Bourdil (1982–1987), with whom she has a son Yanna, and the fourth is Mireille Maalouf, with whose son is Maximilien, the current wife is actor Katarzyna Kubacka. Awarded many times for his activity: Silver Bear for his role in the Conductor at the Berlin International Film Festival (1980), Order of Arts and Literature (1994, France), Gold Medal for Merit to Culture Gloria Artis (2006), Legion of Honor (2006, France ), Award for a leading male role (Zdzisław Beksiński in the film The Last Family) at the 41st Gdynia Film Festival (2016). He has dozens of roles in his corner, many of the title, in the plays and films: "Biesy", "Shoemakers", "Don Carlos", "Hyde-Park", "Fantazy", "Seagull", "Sailor", "America", "Maiden Vows"; films: "Promised Land", "On the Silver Globe", "Without Anesthesia", "Man of Iron", "Conductor", "Danton"; on television: "Polish roads", "Henry IV". He has recorded over 100 radio broadcasts.

I took the first photos of Andrzej Seweryn on October 7, 1987 in New York, then on September 5, 1988 in Warsaw and on the film set in Bełdów near Łódź in 1993, where I had a long conversation with him, which appeared in the New York "Career" in March 1994 titled .: "Andrzej Seweryn - we are all actors." If you want to reach the soul of the actor, taking portraits of him, you have to make a lot of effort, because often in front of the camera they play some roles that look good in the pictures, but are not real. I remember when on September 5, 1988 in Warsaw, I took a series of photos with my hands covered. Before he did that, he nodded at me and then covered his eyes with his hands for quite some time. I really like this picture, even though most faces are covered, it is recognizable ... From the main road near Łódź, towards Aleksandrów, I turn into side. Poorly paved surface, the car bounces strongly on bumps. The lack of any signs makes me uneasy. Am I going in the right direction? In a small village shop I ask about the film crew, they confirm the direction. After a dozen or so minutes of driving away, completely humming. electricity generators, large cars and people hanging around the very damaged manor house indicate that I am at my destination.

I am reminded of a meeting with Seweryn in New York in 1987 before the premiere at the Majestic Theater, renovated especially for 5 million dollars, where he played in the "Mahabharata" directed by Peter Brook. At that time, I prepared myself for a long time to talk to Seweryn. "Mahabharata," also called "the great history of humanity," is an extremely exotic, Indian epic. It belongs to the oldest (4000 years) and the longest (100 thousand couplets), 15x larger than the Bible, written in Sanskrit. Seweryn played one of Duryodhan's most important roles in French, and Yudishthira in English in a 9.5-hour performance, being one of 24 actors from 18 countries. In total, during the 41 months he spent with Brook, he visited outside of the already mentioned New York, almost the whole world of Los Angeles, Athens, Paris, Barcelona, ​​Madrid, Florence, Zurich, Tokyo, London, Adelaide, Berlin ... Epic thread " Mahabharata "is a story about the fight for the throne of the Pandavas brothers with the Kauravas. It ends with an eighteen-day battle in which all the leaders except the Pandavas and their ally Krishna (the Hindu god of shepherds) die. Seweryn's statement about Brook got stuck with me from this meeting: ... You have to have great courage to make "Mahabharata." Let's imagine, for example, "Dziady", which is difficult to compare with "Mahabharata", made by a Japanese ... ". Of course, Brook would not have done it without great actors and a whole team of collaborators, such as writer Jean-Claude Cerriere, known for working with director Luis Bunuel; Chloe Obolensky, who designed the costumes according to the Hindu pattern, previously working for Gian Carlo Menotti and Franco Zeffirelli. It is impossible not to mention the producer Michel Rozan, who represented the Nobel Prize winner Albert Camus, actor Jean-Paul Belmondo, made French adaptations of Arthur Miller, Tennessea Williams ...

I took the first photos of Andrzej Seweryn on October 7, 1987 in New York, then on September 5, 1988 in Warsaw and on the film set in Bełdów near Łódź in 1993, where I had a long conversation with him, which appeared in the New York "Career" in March 1994 titled .: "Andrzej Seweryn - we are all actors." If you want to reach the soul of the actor, taking portraits of him, you have to make a lot of effort, because often in front of the camera they play some roles that look good in the pictures, but are not real. I remember when on September 5, 1988 in Warsaw, I took a series of photos with my hands covered. Before he did that, he nodded at me and then covered his eyes with his hands for quite some time. I really like this picture, even though most faces are covered, it is recognizable ... From the main road near Łódź, towards Aleksandrów, I turn into side. Poorly paved surface, the car bounces strongly on bumps. The lack of any signs makes me uneasy. Am I going in the right direction? In a small village shop I ask about the film crew, they confirm the direction. After a dozen or so minutes of driving away, completely humming. electricity generators, large cars and people hanging around the very damaged manor house indicate that I am at my destination.

I am reminded of a meeting with Seweryn in New York in 1987 before the premiere at the Majestic Theater, renovated especially for 5 million dollars, where he played in the "Mahabharata" directed by Peter Brook. At that time, I prepared myself for a long time to talk to Seweryn. "Mahabharata," also called "the great history of humanity," is an extremely exotic, Indian epic. It belongs to the oldest (4000 years) and the longest (100 thousand couplets), 15x larger than the Bible, written in Sanskrit. Seweryn played one of Duryodhan's most important roles in French, and Yudishthira in English in a 9.5-hour performance, being one of 24 actors from 18 countries. In total, during the 41 months he spent with Brook, he visited outside of the already mentioned New York, almost the whole world of Los Angeles, Athens, Paris, Barcelona, ​​Madrid, Florence, Zurich, Tokyo, London, Adelaide, Berlin ... Epic thread " Mahabharata "is a story about the fight for the throne of the Pandavas brothers with the Kauravas. It ends with an eighteen-day battle in which all the leaders except the Pandavas and their ally Krishna (the Hindu god of shepherds) die. Seweryn's statement about Brook got stuck with me from this meeting: ... You have to have great courage to make "Mahabharata." Let's imagine, for example, "Dziady", which is difficult to compare with "Mahabharata", made by a Japanese ... ". Of course, Brook would not have done it without great actors and a whole team of collaborators, such as writer Jean-Claude Cerriere, known for working with director Luis Bunuel; Chloe Obolensky, who designed the costumes according to the Hindu pattern, previously working for Gian Carlo Menotti and Franco Zeffirelli. It is impossible not to mention the producer Michel Rozan, who represented the Nobel Prize winner Albert Camus, actor Jean-Paul Belmondo, made French adaptations of Arthur Miller, Tennessea Williams ...

- Stefan called me when I was in Avignon, in early July, with "Don Juan" just before the premiere and offered me a role. He gave dates that suited me, but there was something in the way he spoke, a voice that struck me, and our conversation didn't end there. We decided that we should analyze the dates. At that time, I received a script text that confirmed my feeling that Stefan was a very interesting character. I just waited for the dates to be changed, after which we finally resolved the financial issues. Therefore, I broke the contract, signed in France for something else, and came to Poland very happy. All the more knowing that on the film set I will meet Inokienti Smoktunowski, who was an extraordinary size for us. I haven't seen the filmed material yet, but I am convinced that we are making a beautiful film. I'm only here until Thursday, on Friday I have my first rehearsal at Comedie-Francaise in Paris.

—You play in movies, but you have the strongest connection with the theater?

- At the beginning of my stay in the West, the problem was: to survive, I had to play constantly. In order to constantly play and not wait for someone to suggest something in cinematography, one had to stick to the theater. It's been different for several years. Unfortunately, or fortunately, I get very serious, interesting theatrical propositions and I rarely want to say no. However, the fact is that in cinematography something is also starting to move seriously. Recently, I made the movie "Amok", according to Zweig's novel, I play the main role there, I have 38 for 38 shooting days. I hope that it will continue.

—I heard you had a serious proposition from Spilberg?

—This is quite a long anecdote that I have already told for Cinema. One day I read in Liberation that Spilberg came to Krakow and that he was to make Schindler's List. I must have said my special de la maison because I thought, "damn, if it was good." At the beginning of last year (1992) I came to Poland for my "Hour of sincerity", to which I also invited Andrzej Wajda. Shortly afterwards, Andrzej calls me with a great role in the "Crown with an Eagle in a Crown" of a non-devil, a police and party manipulator. I had no idea what to do because I was finalizing the contract for "Amok" by Joel Farge. I knew what it meant to play in Andrzej, but I also knew what it meant to finally play the main role in the French film, according to Zweig's novel by Fanny Ardant. After two weeks of terrible hesitations, I call Andrzej refused, and he says: - Well, I understand ... But listen, there is another thing! We showed Spilberg "The Promised Land", explaining that you were suitable for this role. You have to send Rywin your dossier. I call Rywin, he confirms everything - Indeed, Mr. Andrzej, 35 years old, slightly obese, loves children ... Soon Mr. Lew personally receives the entire dossier from me in Paris, suggesting that I am a serious candidate. At this time I am making "Amok", I am starting rehearsals "Cherry Orchard", I'm working on Shakespeare. But I am also beginning to reject the offer for the period from January to June 1993 ... Suddenly a message from Los Angeles comes in August: they are asking me to record on the tape of Schindler's professional monologue. So I make this tape with the help of my friends from "Indochina", the operator, makeup artist and hairdresser, I send, I wait. The voltage increases. At the beginning of November my agent learns that Kevin Costner has read the script and that he wishes to play it. I laughed and started thinking about what I would be doing between January and June. On December 3 in the evening my wife Mirelle says - but I swear it - Don't be afraid, they'll call you again, a limousine will be waiting at the airport and Spielberg will apologize to you that he delayed so long. I spend the next day with my son, in the afternoon I go back home, and Mireille says: I was wrong for a few hours, listen to what's on repondeur. It's Friday, Spielberg demands that I take a test photo with him at Universal Studios in Hollywood on Tuesday. In a moment, an avalanche: the agent is calling, sending me 6 pages of text to learn by heart, calling Branko Lustig - the third producer of the film: - Andrzej, I would love you to play it. You will win. - Do you know my condition? I don't even know if you need a US visa. It turns out you don't have to. I meet with some Germans to record the "sudetendeutsch" accent because it was emphasized that it was important. I fly, I land ... After landing, they put me in a hotel opposite Universal Studio and I have two days off. I feel the time change after the trip, I can't sleep, I don't call anyone, I stare out the window at this Universal Studio, I watch TV a little, I do exercises. And I repeat the text: fifty times, one hundred times, two hundred times ... A car pulls up at eight on Tuesday. Make-up, costume. I meet Janusz Kamiński, who is the operator of the film. They are asking me. When you enter the hall, it is dark. And from this darkness emerges a short man, with a beard, in glasses and a baseball cap. - Hey, hey! - And it starts to justify that he called me, but on Tuesday was the only opportunity, because they were just tightening up some trifles for the movie about dinosaurs. We talk, Spielberg goes to the matter of film, character; I say I don't completely understand Schindler. We start taking photos slowly. I played the first double badly, I pressed it too much; in the second it calmed down. Then I say this learned monologue, once I am wrong in the text. We finish, usually the director thanks politely and that's it. But here Spielberg tells me what he thinks about my photos; he says this with witnesses. No one has ever said that to me. I interrupt him: Listen, do you realize what it means for an actor to hear something like this from Spielberg? What his assistant interferes with: - OK, Steve, shut up, I'll tell him the rest.

You know, if I was 20 years old, I would get excited from the beginning like a child. But I already have some experience and internal brakes that didn't let me get so excited. Until then. Because at some point I believed. And when you start to believe, you can no longer master your imagination. For the two days left to take off a lot was going on, I met with Antczak, Janusz Kamiński showed me some California, but my children's imagination worked all the time. So I have experienced all this implementation, I experienced playing Schindler. A few days after my return, Branko called, asking for an exact curriculum vitae and a financial offer. On January 8, George Corraface, whom I am friends with, is called by his agents from Los Angeles to give them the telephone number of Andrzej Seweryn; they want to be my agents because the decision was made to play Schindler. I confirm my faith, for the first time I feel responsibility. Play the man who saved 140 Jews! Maybe it overwhelms me? On January 14, in the morning, Lion calls - Listens], they signed with Liam Neeson. You know, first there was a shock, then a drop, and then such terrible despair. I couldn't stand it and I sent a fax to Spielberg, very elegant anyway. And after two weeks of torment, this proposal from Comedie-Francaise suddenly came. Can you imagine the swing? And some time later, Branko called again: "Steven hopes you don't take offense if he offers you a smaller role, Scherera ... Of course!" Specialite de la maison. A general who saves Schindler in a few situations. - Do you have any further contact with Spielberg? -Yes.

—You leave Poland in 1980 and stay in Paris, what was the reason?

- There was no specific reason. The decision to stay in France was the result of the situation. It wasn't like I told myself one day that I was staying. After 6 months of work with Wajda in Paris, on "Onych" Witkacy, I wondered if it is possible to extend this stay for some time and I signed contracts with Claude Regy. At the end of 1981, martial law broke out in Poland, I thought that something should be done for my friends, Homeland. I did public actions, I was one of the five founders of the Solidarity Coordinating Committee in France. I worked for my country for two months and then I had to work for my family. Anyway, I've never lived from Poland in the West, that's another thread. Well, life decided about my decision to stay. Anyway, I think that man does not decide his fate.

- Why did you leave Poland?

- I agreed to Andrzej Wajda's proposal to play in his performance in Paris. The fact is that at the end of the 70s I had a bad personal experience and the fact is that I wanted to break away from Warsaw. On the other hand, professionally, in the theater, it was an extremely fertile period for me.

- You played a lot.

- Yes, and at the same time it felt like a crust was coming on me. I felt like a ship, to the bottom of which more and more plants attach and make it difficult to move. In short, a trip to France was an attempt to break with routine, and staying in France was on the one hand caused by the martial law in Poland, my personal life and some unconscious attempt to prove that I could work elsewhere.

- What were the beginnings, how much did you know French, which in the case of an actor is the basis?



- Poor, but right after coming to France I lived with the French, precisely - with the French and as Wojtek Pszoniak said, I was saying Bonjour when I woke up, and Wojtek was saying good morning to his wife Basia. That was the difference between us and it certainly helped me master the language. The first period was difficult, although much easier than any young Polish actor who goes to the West. -Why? —I wasn't an anonymous figure there, after Wajda's films 'Promised Land', 'Conductor', 'Without Anesthesia'. These films were known to a narrow audience. In the first performance I played a great role with Wojtek Pszoniak. Later, episodes began and lasted for 2-3 years. - Didn't you have any breakdowns at that time? -No. In 1982, 1983 I knew that I could not return to my country. I remember Jacek Kaczmarski at the embassy on December 13 that now we will not return to the country for five years. I didn't know it would be real, because in 1986 I came to Poland for the first time. It was not easy, but when I read the press and hear about people's troubles, tragedies, all that I experienced is nothing. For now, God spared me dramas, with health, knock on it, it's good. —You often emphasize that you were greatly influenced by Peter Brook, and we met in New York when you played his performance. How did you meet him?

- It's quite a long story, but to put it simply - I played the main role in Bulgakov's "Master and Margarita" (1983) at the Theater de la Ville. The play was directed by Andrea Serban, assistant, honor, Brook's friend. That made Brook come to the show. Later came when I played the main role of Gregor in "Par les Villages" at the Theater de Chaillot directed by Claude Regy - the longest role of my life, 482 verses. He probably saw me in Wajda's films. Also the international nature of the group and the fact that my position in the French theater was not anonymous meant that he invited me to a kind of collective audition. We read texts, ran, improvised. There I met Rysiek Cieślak from the former Grotowski Laboratorium Theater. On August 1, 1984, we began rehearsals, very physically heavy: rhythm, dance, voice work, singing, and music.

- How do you rate Peter Brook?

—Peter is the smartest man I have met, a wizard, well educated in Oxford, knows many languages, has seen the whole world, with all theatrical forms on earth today.

He not only knows where he is going, but he probably knows the result. I exaggerate, but somewhere in the deepest sense I think so. Peter says; that when he enters an empty stage, the form is already there, but you have to keep it from appearing.

- How?

- Through work, continuous, terrible, everyday work. By trying everything, checking all possibilities. Peter is a director who, especially in the case of Mahabharata, created a theater that is a universal theater in all latitudes. We played in many places and we were understood everywhere. The theatrical form itself was also acceptable to people of many cultures and religions. - What impact did this have on your life? - He taught me humbleness and openness, I relaxed with him, drew my attention to the importance of my body. It's very specific, but it sounds terribly "after school". If you had asked me what had taught me Wajda, Žuławski, dr. Warmiński at the Ateneum, professors at the theater school: Ola Śląska, Zosia Mrozowska, Halina Mikołajska, Janek Świderski, Gustaw Holoubek, Tadek Łomnicki, I could not say specifically that, for example, they taught me to move my hand in one way or another. I think it is extremely important to always be in good company. God gave me that I spent 80% of my time in good company. Often doing even bad things, but surrounded by interesting people and texts. Being in a good sauce is very important. That is why I think that if I were to give advice to a young actor today, I would rather advise him to stay in good company rather than go somewhere to play big roles. In France, it was very important to me that I worked in the theater all the time, not in cinematography. Although the movie in which I played, "Indochina", won the Golden Globe and Oscar. But what is important to me, that at the beginning I was in the theater and could master French, was spoken to me correctly. In cinematography it certainly wouldn't be like that. I also had more time. Everything ends in Comedie-Francaise, where I'm currently doing "Don Juan". This is a house advert, but it is the most important French theater, prestigious and playing the greatest role of the French repertoire, in the most important theater, which is over 300 years old, is at least a recognition for Polish theater.

- I don't think you are seen as a Pole in France? - Maybe indirectly. —Go easy to get to Comedie-Francaise? -It is true. In 1989, Antoine Vitez, who was the director, offered me to enter the theater and play the role of Count Almaviv in "The Marriage of Figaro," but at this point I already signed the contract with the film "French Revolution", where I played the role of Robespierra and the producer did not agree certain Vitez conditions. Two years later, one Saturday, Antoine came to me and said that we had to go back to the topic of my coming to Comedie-Francaise, and he died the next day. When Spielberg cast Neeson as Schindler, I had a great mental crisis. Ten days later I received a call from Comedie-Francaise and we signed a contract for permanent cooperation. It is also the only theater in France with fixed salaries. - A blessing in disguise. Comedie-Francaise is some kind of summit in France? - Yes, in the theater. I won't be able to do anything more prestigiously in my life, I hope that I will do many interesting things artistically. Avignon is the largest theater festival in the world, we played there at the opening of the festival, in the courtyard of the Papal Palace, a lot of television was filming it, I played the main role in "Don Juan" by French Molier from Comedie-Francaise. Nothing else can happen to me.

- What are your dreams?

- Playing this "Don Juan" with Comedie-Francaise in Warsaw.

- What are the earnings at Comedie-Francaise?

—Red down three times compared to what I had before. Because of the game "Don Juan", I lost three big movies, in the future you will have to think about it seriously. - What is your attitude towards the film, we meet on the film set. Most actors think theater is the most important thing?

—You should ask the question precisely, what is more important to someone, work in a movie or in the theater? For me it is a question that I cannot answer because it suggests that there is something more important. For me, the role is important, the scripts, or art and director, this is the basic criterion. And not if it is a cinema or a theater. Of course, the thing is more complicated - if, for example, they offered me Hamlet in a small theater in France and a great movie with Chazbijewicz, I would prefer to work with Chazbijewicz. —Do you wonder about the recipient? - Of course, that's why in 1989 I played Richard III on TV so that 6-10 million Poles would watch me, not in a theater that has a much smaller range. I am very interested in theater in Poland, but I want to make films. - why?

—They are done quickly, I don't spend too much time. On the other hand, I am known because I have a large audience and there is much better money than in the theater. This is important, although so far money has not decided about my work. Now they will become more important due to low earnings in Comedie-Francaise. I'm amused by the fact that I give an interview for a magazine called CAREER. It's a word that rejects me with the power of an atomic bomb. For me, the word career has a pejorative meaning, because in my understanding career is money and for me it is not important. You can make a scientific career without achieving huge benefits. It is important for me. However, you can achieve amazing money and this is not a career for me. I would like to interpret the word career in a noble way.

—Back to the difference between film and theater, the method of work is different. The film assembles everything from pieces, you can first record the end then the beginning, repeat, etc. In the theater, you play in front of the open curtain.

—It is a funny feeling that the actors on stage have the impression of communing with something artificial, while in the cinema that it is more real. There is no screen separating us from the theater in the theater, I do not know how to explain it.

- Going from the theater to the movie is a natural thing, although many movie actors have never played in the theater.

—I can only say that if I were to advise my daughter if she was to go to the theater or a movie, he would not know what to do. Although specific situations help in deciding who, what role, where ... - Often, actors have a problem when they play characters that have gone down in history, such as Hitler. —Stars have these problems above all. - You are probably a star? -No. The star phenomenon has nothing to do with acting, as Orson Wells says, is governed by other laws. Humphry Bogard, regretted that he could not play what he wanted, because the producers forced him to "Casablanca." I have never asked myself this question, it is important to me whether it is interesting. - Does it matter to you the past of the person you play as? -No. If I was offered to play Piotrowski, the murderer of Father Popiełuszko, if I thought that it was for a good purpose, then there is no problem and that a group of people will associate me with it does not matter. When did you become interested in playing? —I think we all play and we are all actors. Professionals can do it on demand and it becomes an artistic form. Of course, you need certain physical conditions, i.e. acting predisposition. I was in scouting, moreover in Jacek Kuroń's teams in Walter's, we always did various events on holidays, it lasted for school years. Later I signed up for the Youth Theater at the Palace of Culture and worked under the direction of probably the late Jerzy Kaliński. I met Staszka Cywińska, Joasia Sobieska and Ania Nehrebecka there. - A theater school later?

-Yes. After graduating, I was involved in the Ateneum Theater, which I did not change all the time. I am a normal product of the previous system at all. In the career it is rare to say that you are a product of the previous system.

—Without Poland, I would not achieve what I have achieved, that is the truth. In the previous system I could

study. Anyway, we lived in very difficult conditions with my mother and sister, in a tiny room. The studies were free. There is only one free school in Paris, the other in Strasbourg, it only lasts three years, and to live in France you have to have money, even if you have a school for free. In Warsaw I had my studies for free and I received a scholarship which I carefully gave to my mother.

—How do you assess PWST in Warsaw?

—The model of the theater school in Warsaw was the result of some influence of the Russian school and thank God. Theater education in France today is poor. So being in France I would not only have financial problems, but education itself is less interesting compared to Polish. In fact, the previous government (to say communists, that's stupid and imprecise) financed a large part of the art that was openly resisted totalitarianism. This means that they financed something that stood against them, it is worth emphasizing. The film we are making with Stefan would have to have very special conditions in France to make it. I'm not saying it would be impossible, but it would have a thousand times more problems than here.

—Would you give the most important grades that led you to your current position in the world? - PWST in Warsaw prepared me for the profession, then Teatr Atene um. There were such years that I played 280 performances a year, contact with cinematography and television, where I played many important roles, it is undoubtedly learning a profession. I would like to emphasize: like the Ateneum Theater, I am talking about the care of director. Warmia. Later, the decision to leave, a sudden change, meeting with Brook, playing the role of Robespierra in the "French Revolution" and now Comedie-Francaise. —What do you think is most important for someone who goes to the West, what qualities matter most? - Persistence, constant, continuous work, despite the fact that the results do not show up immediately. It will always be useful somewhere. Let God help me, but help God help me. —How does it affect your private life that you actually play constantly in film or theater? - Wrong. I am not talking about my Polish past - I have been divorced several times. I don't have enough time for my wife and children at the moment. —I mean more about the intensity of experience in theater or film, how does this affect relationships in life? - Ten years ago, I claimed that after playing, say, Hamlet, I am coming home and it has no impact on my life. Now I feel this is half the truth. Of course, today I am on a different level of reflection than I used to be, but it is not like that. The easiest way to think about it constantly, especially during the creation period. One of the performers of "Don Juan" in France said that after the role he looks at women differently. This is true. Of course, you need to do everything so that the profession does not affect life, not to be a cabotine, leaving the theater to play Richard III off the stage. But if a person tries to do a good job, he thinks a lot. The problem of "Don Juan", attitude towards women, the world, stimulates thinking. Why did women give in to him? The easiest way - acquired knowledge affects life.

- Do you use theater tricks in your life?

- Not so, but one cannot abstract from the knowledge acquired in the theater. Therefore, our moral criteria are becoming more and more important. If I play a monster, say Richard III, then my moral principles oppose me not becoming Richard III in my life.

- On the other hand, you wonder why not give it a try?

- Naturally. But I hope that my thoughts about the world are stronger than becoming Richard III in my life. In any case, this is a more serious problem than telling yourself that this man is only pretending and saying that leaving the theater, everything ends.

—But practically, isn't it thanks to you, let's say, easier to get in touch with people?

- Absolutely yes. I also think I can see a lie more easily than the one who is not an actor, because I have to play those people who lie. I play a lie, which must be a convincing truth. I would pose a problem so that a certain weapon - the ability to pretend - that is not criminal in the hands of some people can become dangerous.

—If you were a dishonest man, are you well prepared?

- Yes. The ability to cheat on stage can be used in life.

- Don't you have such moments that you wake up in the morning and ask - who am I?

"No, not so much," Seweryn laughs. Bergman calls acting the most erotic profession in the world, because we discover our imperfections, beliefs, reactions, we want to be the truest. Simone Signoret wrote that it is not surprising to Yves Montand that holding Marylin Monroe in his arms, he became her lover.

- Are these relationships so close that you can fall in love with someone? - Yes. It's similar with the director. I have a very close relationship with Stefan, I'm not homosexual, but we say a lot of things to each other. Also, everything in my profession is fleeting and I think I have subconsciously treated certain stages of my life in this way. Today I find that the impact of my profession on life is huge. - Positive? -Yes. - And for the environment? —Certainly difficult. This did not reduce the love for my children and wife. Undoubtedly, it limits implementation options.

—Who is your current wife?

—Mireille Maalout is an actress, theater and film star, we met at Peter Brook's. - Is it a good mix that you are actors? -I think so. I would like to return to the word career, but positively. Career as the culmination of a creative path.

—Are you a happy person? - I think so. - What is happiness for you?

—I understood all the mistakes I made in my life and am currently trying to eliminate them. So happiness is awareness.

—Some say quite the opposite, to be aware is a misfortune.

—Kazimierz Brandys said that only idiot can speak about happiness and I understand it. How can you be happy when they kill people in Bosnia?

—I understand everything, but I admit that I am a happy person. It's okay, normally, consistently, happiness is also a way in which a person finds himself, perseverance, work, health. I'm starting to talk stupidly. Surely it would be better for me if they didn't kill people in Bosnia, but I would say a terrible thing that the world does not exist without murders, crimes or evil. This should be reduced. If it wasn't for Bosnia, it would be something else, say in Ceylon. In this regard, I abstract the notion of personal happiness from the situation of the world, because in this situation he would probably never be happy, because one of the features of humanity is that one kills others. It has been like this for the last millennia. Faith also gives you a sense of happiness.

- Belief in something?

- God.

- Whatever?

—I can't talk about the experiences of others, I have one God. And it's good to have some friends. Have some friends in Warsaw, where you can always go back and talk. When I come back from the plan tired and begin to talk in the car, I know why I talk so because I'm happy. The shooting day is over and it's fantastic, trees, life. Of course, this view can be criticized, but rain, leaves, and the smell of Polish mud give me a sense of happiness, equal to the smell of exhaust fumes in Paris. This is not poetry, sentimentalization. You can always tell yourself, I can do more, but you also feel that something has been done for someone. I believe that our work in the theater or film is not a job for ourselves, despite the fact that I have to do for myself, earn, etc. On the other hand, sometimes we don't realize it, or we don't knowingly recognize it as being done for people. If the film is wise, deep, then maybe I will enter into a dialogue with someone, we will help someone to reflect, think, maybe take a small step forward.


  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon