Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Françoise Gilot


Françoise Gilot ur. 26 listopada 1921 r. we Francji, malarka, krytyk sztuki oraz bestsellerowa pisarka. Kobieta, o której pisano, że jako jedyna sama odeszła od Pabla Picassa, nie postradawszy wcześniej zmysłów. Rzuciła studia prawnicze, by poświęcić się sztuce i ukochanemu mężczyźnie, z którym przez niemal 10 lat (1943-1953) dzieliła szaleńcze pasje i codzienne życie na Lazurowym Wybrzeżu. Gilot kiedy spotkała Picassa miała 21, on 61 lat. Owocem tego związku było dwoje dzieci – Claude i Paloma. Uwieczniana przez Picassa w serii promiennych szkiców i rysunków nie wytrzymała jednak życia z nim – po latach napisała bestselerową powieść Żyć z Picassem, opisującą blaski i cienie tych dziesięciu wspólnych lat. W 1970 r. pobrała się z Jonas Salk naukowcem, lekarzem, który odkrył szczepionkę na polio.

Idąc dalej tropem osób związanych z Picassem, który był dla mnie nizwykłym artystą, bo jak już kiedyś wspominałem, Picasso umarł w 1973 r., kiedy dopiero zaczynałem w Łodzi zajmować się fotografią, szukałem wszystkich ważnych ludzi związanych z Picasso, nie mogą zrobić już jego samego.

Kiedy w 1979 r. przyleciałem do Nowego Jorku i w Muzeum of Modern Art MOMA zobaczyłem wielką retrospektywę Picasso, rozesłałem wici, jeśli tak można powiedzieć, wśród moich znajomych i ten wielokrotnie sprawdzony system znowu zadziałał. Odezwało się kilka osób, w tym Eva J. Pape, która organizował jedną z wystaw Francoise Gilot.

– Słuchaj, Czesław, słyszałam, że chcesz sfotografować Françoise Gilot – usłyszałem w słuchawce głos Evy.

– Zgadza się. Znasz ją?

– Organizowałem jedną z jej wystaw. Opowiedziałem jej o tobie. Powiedziała, żebyś wpadł jutro rano.

Byłem zachwycony. Niestety, krótki czas, który pozostał do sesji, nie pozwolił mi dokładnie się do niej przygotować. Zawsze staram się wiedzieć jak najwięcej o osobach, które będę fotografował... Czasu było jednak niewiele, a nie była to epoka, w której wystarczyło wpisać imię i nazwisko do internetowej przeglądarki, aby się wszystkiego dowiedzieć. O Françoise Gilot wiedziałem niewiele. Jak się okazało, nie wiedziałem najważniejszego...

Następnego dnia pojechałem do pracowni Gilot, na Fifth Ave. w Nowym Jorku. Przyjęła mnie bardzo elegancka pani. Zaczęliśmy sesję. Sukces w portretowaniu polega na nawiązaniu z fotografowaną osobą dobrego, niemal intymnego kontaktu. Bardzo często odbywa się to na drodze rozmowy. Żeby zatem nawiązać kontakt z Françoise Gilot, postanowiłem opowiedzieć jej o mojej wieloletniej fascynacji Pablem Picassem. Fotografowałem ją i opowiadałem o malarzu. O tym, ile dla mnie znaczy, jak uwielbiam jego twórczość, o jego geniuszu, o albumie, który stanowi dla mnie jedną z najcenniejszych pamiątek... Podświadomie wyczuwałem, że nie jest tak, jak być powinno – coś nie pozwalało mi przestać. A pani Gilot, z każdym słowem stawała się nie coraz bardziej otwarta i przyjaźnie usposobiona, lecz odwrotnie. W pewnym momencie usiłowała nawet przerwać sesję – na szczęście udało mi się ją udobruchać i zrobić jeszcze kilkanaście ujęć.

Po powrocie do domu wywołałem zdjęcia i zastanowił mnie wyraz jej twarzy – jakiś taki poważny, ciut naburmuszony. Zadzwoniłem do Evy i dałem upust mojemu zdziwieniu i lekkiemu niezadowoleniu – że najpierw się zgodziła na te zdjęcia, a potem tak się boczyła, niemal mnie na końcu wyprosiła. Eva zaczął się dopytywać, o czym rozmawialiśmy.

– No jak to o czym – odpowiedziałem. – O Picassie.

Złapał się za głowę i uświadomił mnie, że jest to temat całkowicie zakazany w obecności Françoise Gilot. Że jej związek z Picassem był toksyczny, że napisała o nim książkę, skądinąd światowy bestseller, o tym, jak była przez Picassa poniżana i wykorzystywana – jako kobieta i jako artystka.

Pomyślałem, że to koniec. Dałem plamę i Françoise Gilot nigdy mi tych zdjęć nie autoryzuje. Ale w sumie co miałem do stracenia, naharowałem się, więc postanowiłem wysłać jej odbitki 18x24 cm.

O dziwo, po kilku dniach dostałem odręcznie napisany list od pani Gilot, w którym wręcz rozpływała się w zachwytach nad zdjęciami.

Napisała, że po raz pierwszy ktoś sfotografował ją jako poważną artystkę z jej dziełami. Dodała, że wszyscy jej przyjaciele są zachwyceni tymi zdjęciami i że zamierza ich używać podczas wystaw. Przysłała również nie oczekiwane w tym przypadku wynagrodzenie za zdjęcia. Co jakiś czas otrzymywałem publikację Gilot, gdzie były moje zdjęcia.

Okazało się, że tym razem moje nieprzygotowanie do sesji pomogło. Ale takiego sposobu pracy nie polecam nikomu. Realne życie, jest bardziej skomplikowane, niż nam się wydaje, a często przypadek ogrywa ogromną rolę.



  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon