PORTRET z HISTORIĄ Waldemar Lipka-Chudzik
- Czesław Czapliński

- 2 dni temu
- 18 minut(y) czytania

Waldemar Lipka-Chudzik (ur. 22 lutego 1938 w Stoczku) – polski prawnik i dyplomata; konsul generalny w Nowym Jorku oraz Wilnie.
Uczęszczał do liceum w Pasłęku. Ukończył prawo. Następnie zdał egzamin sędziowski i uzyskał uprawnienia radcy prawnego.
Karierę zawodową rozpoczął w sądzie wojewódzkim. Następnie pracował w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych jako radca prawny. Później pracował w Misji Wojskowej w Berlinie. Od 1981 do 1985 był Konsulem Generalnym PRL w Nowym Jorku. W latach 1986–1989 wicedyrektor Departamentu Konsularnego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. W 1994 został doradcą ministra Mirosława Pietrewicza w zakresie koordynacji w skali kraju spraw polonijnych, zajmował się problematyką działania resortu na Wschodzie. Od 1996 do 1998 Konsul Generalny RP w Wilnie.
Zna angielski i niemiecki.
W 2016 nakładem wydawnictwa CB ukazała się jego powieść „Między pokusą a kuszeniem. Dylematy oficera wywiadu”.

Mag. KARIERA styczeń 1990 New York, Czesław Czapliński „Konsulat od środka”:
–„Przegląd Tygodniowy” w swej rubryce „Personalia ” zamieścił o panu informację: „Waldemar LIPKA-CHUDZIK (l. 51) żonaty (żona Anna, lekarz), córka Dagmara (l.25), syn Michał (l.21) — obydwoje są studentami prawa; absolwent UW (wydz. Prawa); długoletni pracownik MSZ; w latach 1971-75 w Polskiej Misji Wojskowej w Berlinie Zachodnim pełnił funkcję atłachó prasowego, w latach 1982-86 był konsulem do spraw polonijnych w Nołwm Jorku, później zastępcą dyrektora Departamentu Konsularnego MSZ — objął stanowisko konsula generalnego w Nowym Jorku, z przekonaniem, że wśród Polonii jest wielu ludzi pragnących rzeczywistego rozwoju Polski. Hobby: komputeryzacja swego urzędu i wciąż fascynacja historią własnego kraju”. Jest więc pan zawodowym dyplomatą?
–Jestem prawnikiem, ukończyłem aplikację sądową, a później aplikację radców prawnych. Ponieważ w Departamencie Konsularnym Ministerstwa Spraw Zagranicznych problematyka prawna odgrywa ważną rolę, stąd też moje przejście na stałe do służby konsularnej w 1968 roku.
–Jest pan konsulem generalnym w Nowym Jorku od niedawna?
–Od sierpnia ubiegłego roku. Bezpośrednio ze stanowiska v-ce dyrektora Departamentu Konsularnego MSZ przyszedłem tutaj.
–Czym zajmował się pan w MSZ?
–Sprawami prawnymi dotyczącymi Polonii na całym świecie, między innymi w Związku Radzieckim. Prowadziłem ciężkie rozmowy w sprawie otwarcia konsulatu we Lwowie.
–Uwieńczone sukcesem?
–Tak, w lipcu 1987 r. byłem na otwarciu pierwszej od 1939 r. placówki konsularnej na dawnych terenach Rzeczypospolitej — we Lwowie. Prowadziłem też rozmowy w sprawie otwarcia drugiego polskiego konsulatu w Wilnie. Sprawa nie jest jeszcze zakończona, jakkolwiek polski konsul już jest w Wilnie.
–To ciekawe, gdyż do niedawna nawet Towarzystwo Polonia, Polonię widziało tylko na Zachodzie.
–W MSZ nigdy nie zapomnieliśmy o Polakach w ZSRR. Nie mogliśmy dawniej zajmować się tym problemem w sposób oficjalny, ale mosty budowaliśmy od dawna. Nasuwa się tu porównanie: jeśli rozpala się ognisko w czasie burzy i deszczu, to się nie zapali. Przez lata zabiegaliśmy o konsulaty we Lwowie i Wilnie. Bardzo chciałem pracować w jednej z tych placówek.

–Ma pan jakiś sentyment do tych terenów?
-Pochodzę z małego zaścianka szlacheckiego - Lipki, niedaleko Węgrowa, na Podlasiu. Z kronik wynika, że jego historia sięga roku 1368. Sprawa była opisana w Zeszytach Historycznych UW. Miłe wspomina Lipki Maria Dąbrowska w swoich „Dziennikach” i opowiadaniu „Lipczańskie jałowce”. Jest to niezwykle urocze miejsce wśród lasów. Ludzie do dziś pielęgnują tam historyczne tradycje, pamiętają o swoim rodowodzie. Dąbrowska wspomina w „Dziennikach”, że moi – przodkowie brali udział w powstaniach narodowych, m.in. w oddziałach ks. Brzóski w 1863 r. Staram się te tradycje podtrzymywać, jak również przekazuję je memu synowi. Moim dodatkowym hobby jest historia Polski, chciałem nawet studiować historię, ale ostatecznie poszedłem na prawo. Moja żona pochodzi spod Stołpców nad samą przedwojenną granicą Polski. Staramy się utrzymywać z tymi terenami kontakt, odnowiliśmy niedawno groby naszych rodziców, chciałoby się te tereny swobodnie odwiedzać.
-Nie można chyba tego wykluczyć?
-Oczywiście. Trzeba zrobić jeszcze więcej, aby granica między ZSRR a Polską była bardziej przepustowa. Tam żyje około miliona Polaków według oficjalnego spisu z 1979 r.
– Czytałem nedawno o kulisach tego spisu, gdzie na wielu wymuszano negatywną odpowiedź w sprawie polskiego pochodzenia?
–Znamy te przykre fakty i oceniamy, że Polaków lub ludzi polskiego pochodzenia na tych terenach jest ponad 2 miliony, co potwierdził ostatni spis na Litwie. Nie znam jeszcze dokładnych danych, ale około 10% ludzi więcej zadeklarowało swoje polskie pochodzenie.
–Wróćmy jednak z kresów Rzeczypospolitej do Nowego Jorku. Jesteśmy w niezwykle efektownym budynku konsulatu, należącym do Polski. Słyszałem, że był on jedną z najlepszych inwestycji poprzedniego rządu?
– W 1973 r. Polska kupiła od partii demokratycznej za 800 tys. dolarów ten budynek w opłakanym stanie. Polscy konserwatorzy i budowniczowie poddali go dokładnej renowacji. Dzisiejszy wygląd budynku zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz jest ich zasługą. Ciągle dostajemy propozycje kupna; ostatnia opiewała na sumę 20 milionów dolarów.
-Jaka jest jego historia sprzed roku 1973?
–Został zbudowany między 1902-1905 rokiem w stylu francuskim przez architekta Hilberta, na zamówienie holenderskiego kapitana marynarki Delamara, jako prezent dla żony. W 1923 r. przeszedł w ręce Narodowego Klubu Demokratycznego, a pięćdziesiąt lat później my go kupiliśmy.

–Pamiętam, kiedy oblegały go tłumy protestujących Polaków, a nowojorscy policjanci na koniach za barykadami bronili do niego dostępu. Jak to wyglądało z drugiej strony?
–Sceny, o których pan mówi, zapadły mi głęboko w pamięć. Świadczyby o rozłamie narodu. Dla pracowników konsulatu to były ciężkie czasy, bo staraliśmy się wypełniać swoje zadanie zbliżania Polaków do siebie, a przeszkody były nie do usunięcia. –Czy jest to już sprawa przeszłości?
-Tak myślę, jestem optymistą, jeśli chodzi o dalszy rozwój Polski.
–Wejście do konsulatu w przeszłości było, aby nie powiedzieć mocniej, źle widziane. Konsulat otoczony był niewidzialnym murem niechęci przeciwko byłemu rządowi. Przełomowym momentem byô.' chyba vwbory, kiedy tysiące Polaków przyszło do konsulatu jak do swojej placówki?
–Patrząc w przeszłość uważam, że muru nie było, był opór ludzi i ja to rozumiem. Byli ludzie, którzy wiedzieli, że Polska to coś więcej niż tylko sprawa stanu wojennego i wydarzeń, które wówczas młahy miejsce. A całkowite zerwanie stosunków może tylko szkodzió hasłu „Polska”, które znaczy coś więcej niż tylko waśnie i różnice poglądów. Wiele nauczyłem się będąc attachó prasowym w Niemczech, obserwowałem różne niemieckie ośrodki polityczne, które się wzajemnie zwalczaty. Ale hasło „Niemcy” było dla nich nadrzędne. I chciałoby się, niezależnie od dalszego rozwoju naszej historii, aby istniał dialog, który chronić będzie to, co nadrzędne: interes Polski.

–Czym wobec tego dziś może i powinien być konsulat?
– Konsulat jest jakby soczewką adminstracji polskiej, dlatego że tutaj załatwia się wszystko, co łączy się z życiem człowieka od urodzenia aż do śmierci. Konsulaty nie są instytucjami politycznymi, a administracyjnymi. Od wielkiej polityki są ambasady, my załatwiamy sprawy ludzkie. W nowej sytuacji, jaka powstała w Polsce, stworzono lepsze warunki dla realizacji tych ludzkich spraw.
Mówię o tym dlatego, że bardzo często myli się pojęcie służby konsularnej ze Służbą Bezpieczeństwa. Przypominam sobie sceny z lat 80. kiedy ludzie bali się wejść, sądząc, że tutaj nie wiadomo co się dzieje. Obojętne, kto będzie tu pracował, musi takie same sprawy załatwiać. Konsulat jest po to, aby obywatelom polskim za granicą pomagać, nie tylko w prawach paszportowych.
- Ale właśnie paszporty, w tym konsularne, bardzo interesuja Polaków mieszkających w Stanach Zjednoczonych. Kto może dostać dziś paszport konsularny?
- Praktycznie każdy, kto ma pobyt stały. Jesteśmy jednym z najbardziej liberalnych państw wtej materii, w procesie tworzenia czego również współuczestniczyłem przed przyjazdem do Nowego Jorku. W świadomości miałem zawsze ludzi, którzy np. w czasie wolny walczyli o Polskę, do której po wojnie z takich czy innych względów nie mogli wrócić. Chciałem, aby droga do Polski była dla tych ludzi otwarta. Cały proces nie jest jeszcze zakończony, starać się będziemy o prawne uznanie podwójnego obywatelstwa.
–W tej chwili, o ile wiem, jest to tolerowane?
–Praktycznie jest to przyjmowane jako stan istniejący i nikt z tego tytułu nie ma kłopotu z przyjazdem do Polski. Dajemy bez ograniczeń wizy do paszportów amerykańskich i posiadaczom paszportów konsularnych. Ale chcemy uregulować prawnie to, tak samo jak wiele innych spraw. Dla przykładu: do niedawna w polskich paszportach pisano Związek Radziecki, jeśli ktoś się urodził w Wilnie. Teraz piszemy po prostu Wilno. Wszystkim tym, którzy mają jeszcze takie wpisy wymieniamy paszporty za darmo. To były nonsensy.
–Wspominał pan, że wielu Polaków po wojnie nie mogło wrócić do Polski, gdyż wszystko się zmieniło. Do niedawna wielu przyjeżdżających tu Polaków brało azyl polityczny, co według władzy komunistycznej było zdrada państwa. Jakijest stosunek do tego dziś?
–Dokładna analiza prawa wykazała, że w Polsce nie ma przepisu karnego, który by traktował branie azylu politycznego jako przestępstwo, czyli nie dokończenie ze strony 17 ma czynu karalnego. Jest to sprawa moralności człowieka i jego stosunku polltycznegc dorzeczywimieści się w kategoriach prawnych. A w związku z tym, jest to prywatna sprawa i ludzie mogą wracać do Polski kiedy chcą, są nadal obywatelami polskimi, jeśli się tego obywatelstwa nie zrzekli.
–Ze zrzeczeniem się obywatelstwa woąże się druga nieprzyjemna sprawa. A mianowicie, kiedyś wolno było do Polski pojechać polskiemu obywatelowi z paszportem amerykańskim, po uprzenim zrzeczeniu się obywatelstrwa polskiego. Był to pewnego rodzaju przymus. Co z tymi ludźmi?
¬ Z przykrością muszę to potwierdziś. Wynikało to ze złej interpretacji prawa. Uznawano, że jeśli ktoś jest polskim obywatelem, to do Polski powinien wjeżdżać z polskim paszportem. Co ciekawe, z przepisów prawnych wcale tak nie wynika. Przepisy prawne w Polsce pozwalają na tolerowanie drugiego obywatelstwa. W MSZ spowodowaliśmy specjalną interpretację tych przepisów przez Radę Państwa, która pozwoliła odstąpić od tamtych praktyk. W tej chwili polski obywatel, posiadający obywatelstwo innego kraju ma do wyboru, z jakim dokumentem chce do Polski przyjechać. Może to być polski paszport konsularny. Jeśli go nie ma, to uzyskanie jest bardzo poste. Może również z paszportem amerykańskim — damy mu wówczas wizę. Co więcej, szanując jego polskie pochodzenie, dajemy mu przy obowiązującej jeszcze wymianie dewiz zniżkę 50%. Na paszport konsularny nic się nie wymienia i nie trzeba wizy. Czyli, reasumując, jest to sprawa wyboru.
–Konsulat ma znakomite położenie w centrum Manhattanu, można by udostępnić go dla działalności arystycznej, jak choćby dla zrobienia wystawy polskiego malarstwa? - Już w przeszłości organizowaliśmy koncerty polskich artystów lub amerykańskich polskiego pochodzenia. Może tego było za mało, może Polonia z wyżej wymienionych względów w tym nie uczestniczyła? Ale wracając do chwili obecnej, salony są piękne i stoję na stanowisku, aby udostępniać je na różne cele bezpłatnie. Myślę również o wystawach. Generalnie biorąc chcę, aby konsulat był otwarty. Oczywiście fakt, że jest to urząd, a nie jak to mają inne państwa, osobne centrum kultury, narzuca ograniczenie, że nie można tu wejść wprost z ulicy. Świat jest taki jaki jest, a placówki dyplomatyczne, nie tylko polskie, są narażone na terrorystyczne napady i muszą być zachowane godkii aby polskie salony w Nowym Jorku żyły polskim życiem lepiej niż dotychczas. Jednak instytutu kultury konsulat nie może zastąpić, choćby ze względu na brak miejsca. Jest porozumienie między rządami Stanów Zjednoczonych i Polski, dotyczące instytutu kultury. Rząd amerykański taki instytut będzie organizował, rząd polski też z chęcią by to zrobił, na przeszkodzie stoją tylko sprawy finansowe.

–A gdyby znalazły się pieniądze, w czym mogłaby partycypować Polonia?
–Myślę, że wówczas wspólnymi siłami można by stworzyć centrum kultury. Uważam nawet, że obecny budynek konsulatu znakomicie się nadaje na sale klubowe, wystawowe, bibliotekę, a my moglibyśmy się przenieść do współczesnych pomieszczeń biurowych.
Widzę, że istniejącym już polonijnym instytutom, czy instytucjom będziemy mogli pomóc. Bo jeśli w przeszłości ich władze szykanowano za wejście do konsulatu, to trudno było współpracować. W Polsce są specjaliści z różnych dziedzin. Można by dla przykładu sprowadzić bibliotekarzy, którzy mogliby fachowo skatalogować księgozbiory. Nie musiałoby to tak wiele kosztować, myślę, że jak byśmy zaczęli rozmawiać, to strona polska mogłaby wziąć pewne wysiłki na siebie. Powstałby wówczas prawdziwy, uporządkowany księgozbiór.
W Nowym Jorku powinna funkcjonować dobra polska szkoła. Ambasada amerykańska ma taką szkołę w Warszawie. My o tym też myślimy, mamy małą sobotnią szkołę na wysokim poziomie dla dzieci pracowników z Polski. Do tej szkoły chodzą również dzieci obywateli amerykańskich polskiego pochodzenia. Ze względu na ograniczone możliwości lokalowe nie może ona się rozwijać.
Marzy mi się, by zorganizować porządną szkołę z nauczycielami z Polski. Nie będzie już problemów podręczników, szczególnie historii, bo są szybko przerabiane, mają być to podręczniki mówiące prawdę o historii i rzeczywistości. Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Koj w rozmowie ze mną zobowiązał się patronować szkole. Może w którejś ze szkół parafialnych można by zrobić taką szkołę?
Te i inne projekty, nawet najbardziej niewiarygodne można zrealizować tylko wspólnym wysiłkiem Polaków mieszkających tu i nad Wisłą.
PORTRAIT with HISTORY Waldemar Lipka-Chudzik

Waldemar Lipka-Chudzik (born 22 February 1938 in Stoczek) is a Polish lawyer and diplomat who served as Consul General of Poland in New York and Vilnius.
He attended secondary school in Pasłęk and graduated with a law degree. He subsequently completed judicial training, passed the judicial examination, and qualified as a legal adviser.
He began his professional career at a provincial court. He later worked as a legal adviser at the Ministry of Internal Affairs before joining the Polish Military Mission in Berlin. From 1981 to 1985, he served as Consul General of the Polish People's Republic in New York. Between 1986 and 1989, he was Deputy Director of the Consular Department at the Ministry of Foreign Affairs. In 1994, he became an adviser to Deputy Prime Minister Mirosław Pietrewicz, coordinating nationwide affairs concerning the Polish diaspora and dealing with the Ministry's activities in Eastern Europe. From 1996 to 1998, he served as Consul General of the Republic of Poland in Vilnius.
He is fluent in English and German.
In 2016, CB Publishing House released his novel Between Temptation and Seduction: The Dilemmas of an Intelligence Officer.

MAG. KARIERA, January 1990, New York Czesław Czapliński – "Inside the Consulate":
– Przegląd Tygodniowy, in its "Personalia" column, published the following note about you:
"Waldemar LIPKA-CHUDZIK (51), married (wife Anna, a physician), daughter Dagmara (25) and son Michał (21)—both law students; graduate of the University of Warsaw, Faculty of Law; long-time employee of the Ministry of Foreign Affairs; from 1971 to 1975 served as press attaché at the Polish Military Mission in West Berlin; from 1982 to 1986 was Consul for Polish Diaspora Affairs in New York, later Deputy Director of the Consular Department of the Ministry of Foreign Affairs; has assumed the position of Consul General in New York with the conviction that many members of the Polish-American community genuinely wish to contribute to Poland's development. Hobbies: computerizing his office and a continuing fascination with the history of his homeland."
–So, are you a career diplomat?
–I am a lawyer by profession. I completed judicial training and later qualified as a legal adviser. Since legal issues play a major role in the Consular Department of the Ministry of Foreign Affairs, I transferred permanently to the consular service in 1968. –Have you been serving as Consul General in New York for long?
– Since August of last year. I came here directly from my position as Deputy Director of the Consular Department at the Ministry of Foreign Affairs.
– What were your responsibilities at the Ministry?
–I dealt with legal matters concerning Polish communities throughout the world, including those in the Soviet Union. I conducted difficult negotiations concerning the opening of a Polish consulate in Lviv.

– Were those efforts successful?
– Yes. In July 1987, I attended the opening of the first Polish consular post established since 1939 in the former territories of the Republic of Poland—in Lviv. I also conducted negotiations regarding the opening of a second Polish consulate in Vilnius. The matter has not yet been fully concluded, although a Polish consul is already stationed in Vilnius.
–That's interesting, because until quite recently even the Polonia Society regarded the Polish diaspora as existing only in the West.
–At the Ministry of Foreign Affairs, we never forgot about the Poles living in the Soviet Union. In the past, we could not deal with this issue officially, but we had been building bridges for many years. A comparison comes to mind: if you try to light a campfire during a storm and heavy rain, it simply will not ignite. For years we worked to establish consulates in Lviv and Vilnius. I very much wanted to serve at one of those missions.
–Do you have a personal attachment to those regions?
–I come from a small noble settlement called Lipki, near Węgrów in the Podlasie region. Historical records show that its history dates back to 1368. The story of the village was described in the Historical Notebooks of the University of Warsaw. Maria Dąbrowska recalls Lipki with affection in her Diaries and in her short story The Junipers of Lipki. It is an exceptionally charming place surrounded by forests. To this day, its inhabitants preserve their historical traditions and remain proud of their ancestry. In her Diaries, Dąbrowska mentions that my ancestors took part in Poland's national uprisings, including serving in the units of Father Stanisław Brzóska during the January Uprising of 1863. I try to keep these traditions alive and pass them on to my son.
Another of my passions is Polish history. I even considered studying history, but ultimately chose law instead. My wife comes from the area near Stołpce, right on the pre-war eastern border of Poland. We try to maintain our ties with those lands; recently we restored our parents' graves there. We would very much like to be able to visit those places freely.

–That possibility cannot be ruled out, can it?
–Certainly not. Much more still needs to be done to make the border between the Soviet Union and Poland more open and accessible. According to the official 1979 census, about one million Poles live there.
–I recently read about the circumstances surrounding that census, where many people were pressured into denying their Polish origin.
–We are familiar with those unfortunate facts. Our assessment is that there are more than two million Poles or people of Polish descent living in those territories. This has been confirmed by the latest census in Lithuania. I do not yet know the exact figures, but approximately ten percent more people declared their Polish nationality than had done so previously.

–But let us return from the eastern borderlands of the Republic to New York. We are sitting in the remarkably impressive building of the Polish Consulate, a property owned by Poland. I have heard that it was one of the best investments made by the previous government?
– In 1973, Poland purchased this building from the Democratic Party for $800,000. At the time, it was in a deplorable condition. Polish conservators and builders carried out a comprehensive restoration. The building's present appearance, both inside and out, is entirely due to their work. We continue to receive offers to buy it; the most recent one amounted to $20 million.
–What is its history prior to 1973?
– It was built between 1902 and 1905 in the French style by the architect Hilbert, commissioned by the Dutch naval captain Delamar as a gift for his wife. In 1923, it became the property of the National Democratic Club, and fifty years later Poland acquired it.
–I remember when crowds of protesting Poles surrounded it, while New York police officers on horseback stood behind barricades guarding access to the building. What did it look like from the other side?
– The scenes you are referring to have remained deeply etched in my memory. They reflected the divisions within our nation. For the Consulate staff, those were difficult times, because we were trying to fulfill our mission of bringing Poles closer together, yet the obstacles seemed impossible to overcome.

–Do you consider that chapter closed?
– I believe so. I am an optimist when it comes to Poland's future development.
–In the past, entering the Consulate was, to put it mildly, frowned upon. The Consulate was surrounded by an invisible wall of hostility toward the former government. The turning point, I suppose, came with the elections, when thousands of Poles came to the Consulate as if it were truly their own institution?
– Looking back, I would not say there was a wall. There was resistance on the part of many people, and I understand that. There were also those who realized that Poland was something greater than martial law and the events that took place at the time. Completely severing relations could only harm the very idea of "Poland," which represents something far more important than political quarrels and differences of opinion. I learned a great deal while serving as Press Attaché in Germany. I observed various German political circles that fiercely opposed one another. Yet the idea of "Germany" always remained paramount for them. Regardless of how our own history continues to unfold, I would like to see an ongoing dialogue that safeguards what is most important above all else: the interests of Poland.

–What, then, can and should a consulate be today?
– A consulate is, in a sense, the focal point of the Polish administration abroad, because it is here that all matters connected with a person's life—from birth to death—are handled. Consulates are not political institutions; they are administrative ones. Embassies deal with high politics; we deal with people's everyday affairs. The new situation that has emerged in Poland has created better conditions for addressing those human concerns.
I say this because people have often confused the consular service with the Security Service. I remember scenes from the 1980s when people were afraid to enter the Consulate, imagining all sorts of things went on inside. Regardless of who works here, the same matters must be handled. The Consulate exists to assist Polish citizens living abroad, not only in passport-related matters.
–Passports, especially consular passports, are of great interest to Poles living in the United States. Who is eligible to receive a consular passport today?
– Practically anyone who has permanent residence abroad. We are one of the most liberal countries in this respect, and before coming to New York I had the opportunity to participate in shaping this policy. I always had in mind those people who, for example, had fought for Poland in one way or another but, after the war, were unable to return for various reasons. I wanted to ensure that the road back to Poland remained open for them. The process is not yet complete, however, and we will continue working toward the legal recognition of dual citizenship.

–As I understand it, dual citizenship is currently tolerated?
– In practice, it is accepted as an existing reality, and no one encounters difficulties entering Poland because of it. We issue visas without restriction to holders of American passports as well as consular passports. However, we want to regulate this and many other matters by law.
For example, until recently, Polish passports listed the Soviet Union as the place of birth for someone born in Vilnius. Now we simply write "Vilnius." Anyone whose passport still contains the old designation may have it replaced free of charge. Those were absurdities.
–You mentioned that many Poles were unable to return to Poland after the war because everything had changed. Until recently, many Poles arriving in the United States applied for political asylum, which the communist authorities regarded as an act of treason. How is this viewed today?
– A careful analysis of Polish law has shown that there is no criminal statute in Poland that treats applying for political asylum as a crime. In other words, no criminal offense has been committed. It is a matter of an individual's conscience and political convictions rather than a legal issue. Therefore, it is a private matter. People are free to return to Poland whenever they wish. They remain Polish citizens unless they have formally renounced their citizenship.

–Renouncing citizenship is connected with another unpleasant issue. At one time, a Polish citizen holding an American passport could travel to Poland only after first renouncing Polish citizenship. It was, in effect, a form of coercion. What about those people?
– I regret to say that this is true. It resulted from an incorrect interpretation of the law. It was assumed that if someone was a Polish citizen, they should enter Poland using a Polish passport. Interestingly, the law itself never actually required this. Polish law has always allowed for the practical acceptance of dual citizenship. At the Ministry of Foreign Affairs, we obtained a special interpretation of these regulations by the Council of State, which made it possible to abandon those previous practices.
Today, a Polish citizen who also holds the citizenship of another country may choose which document to use when entering Poland. They may use a Polish consular passport, and if they do not have one, obtaining it is very simple. They may also travel on an American passport, in which case we issue them a visa. Moreover, in recognition of their Polish heritage, while the foreign currency exchange requirement remains in force, they receive a 50 percent reduction. Holders of consular passports are exempt from both the currency exchange requirement and the visa requirement. In short, it is entirely a matter of personal choice.
–The Consulate occupies an excellent location in the heart of Manhattan. Could it also be made available for artistic activities, such as exhibitions of Polish painting?
– We have already organized concerts featuring Polish artists and American artists of Polish descent. Perhaps there were too few such events, or perhaps, for the reasons we have discussed, the Polish community did not participate as much as it might have.
As for the present, the reception rooms are beautiful, and I believe they should be made available free of charge for a variety of purposes. I am also thinking about art exhibitions. In general, I want the Consulate to be open to the public. Naturally, because this is a government office rather than a separate cultural center, as some other countries maintain, there are certain limitations. One cannot simply walk in from the street. The world is what it is, and diplomatic missions—not only Polish ones—are exposed to the threat of terrorism and therefore require appropriate security.
Nevertheless, I would like these Polish salons in New York to become more vibrant centers of Polish cultural life than they have been in the past. Of course, the Consulate cannot replace a cultural institute, if only because of the lack of space. There is already an agreement between the governments of the United States and Poland concerning the establishment of such an institute. The American government intends to establish one, and the Polish government would gladly do the same. At present, only financial considerations stand in the way.

–If the necessary funds were found, how could the Polish-American community contribute?
– I believe that together we could create a genuine Polish cultural center. In fact, I think the current Consulate building would be ideally suited for club rooms, exhibition galleries, and a library, while we could relocate our offices to more modern administrative premises.
I also see opportunities to support the Polish-American institutes and organizations that already exist. In the past, when their leaders were harassed simply for entering the Consulate, meaningful cooperation was virtually impossible. Poland has experts in many different fields. For example, we could bring over professional librarians who could properly catalogue library collections. It would not have to be particularly expensive. If we simply began talking and cooperating, I believe the Polish side could assume part of the effort. The result would be a well-organized and truly valuable library.
New York should also have an excellent Polish school. The American Embassy operates such a school in Warsaw. We are thinking along the same lines. At present, we have a small Saturday school of a very high standard for the children of employees from Poland. Children of American citizens of Polish descent also attend it. Unfortunately, because of limited space, it cannot expand.
It is my dream to establish a first-rate Polish school staffed by teachers from Poland. There will no longer be problems with textbooks, especially history textbooks, because they are now being rapidly revised. They are intended to present the truth about our history and contemporary reality. During a conversation with me, Professor Koj, Rector of the Jagiellonian University, pledged his patronage to such a school. Perhaps one of the parish schools could accommodate it.
These and many other projects—even those that may seem the most ambitious—can only be realized through the joint efforts of Poles living here and those living on the banks of the Vistula.




Komentarze