top of page
Szukaj

PORTRET z HISTORIĄ Piotr Büchner

  • Zdjęcie autora: Czesław Czapliński
    Czesław Czapliński
  • 2 godziny temu
  • 41 minut(y) czytania

Piotr Büchner w 1991 r. zajmował na liście „Wprost” trzecie miejsce. Kiedy później Centrum Leasingu i Finansów (CLiF) ogłosiło upadłość, Büchner, który był także właścicielem Metalexportu, wylądował na 55. miejscu.

 Lista 100 najbogatszych Polaków tygodnika "Wprost", jest publikowana co roku, począwszy od 1990 r.


1991

1 Barbara Piasecka-Johnson

2 Wojciech Fibak

3 Piotr Józef Büchner

4 Zbigniew Niemczycki

5 Janusz Leksztoń

6 Aleksander Gawronik

7 Sobiesław Zasada

8 Bogusław Bagsik

9 Marek Profus

10 Janusz Stajszczak

 

2023

1 Tomasz Biernacki 24 mld zł

2 Michał Sołowow 13 mld zł

3 Jerzy Starak 9,5 mld zł

4 Dominika Kulczyk 8,8 mld zł

5 Marchewka 8,6 mld zł

6 Zygmunt Solorz-Żak 8,5 mld zł

7 Sebastian Kulczyk 7,4 mld zł

8 Zbigniew Juroszek i Mateusz Juroszek 6,5 mld zł

9 Łukasz Nosek 6,1 mld zł

10 Arkadiusz Muś 4,9 mld zł

 

       Znałem, spotykałem, pisałem o nim i fotografowałem go, od samego początku, niezależnie od pieniędzy. Dla mnie, przyjeżdżającego z Nowego Jorku – Büchner był człowiekiem zachodu, w tym co myślał i co robił.

 

      Czesław Czapliński “Iwona i Piotr Büchnerowie – lepiej dać niż brać” magazyn nowojorski KARIERA nr 54 październik 1993:

 

Piotr Büchner urodził się 20 czerwca 1943 r. w Józefowie k.Warszawy. W wieku 21 lat wyjechał do Szwajcarii. Studiował chemię na uniwersytecie w Bazylei i we Fryburgu, gdzie uzyskał doktorat z ekonomiki procesów chemicznych.

U progu lat 80. przyjechał do Polski z mandatem doradczym koncernu Hopf Holding, by zbadać możliwości rozwoju współpracy z Polską. Już wówczas był znanym, zamożnym i niezwykle dynamicznym biznesmenem.

Jest właścicielem, lub współwłaścicielem kilkunastu firm m.in.. „Swiss Pharmacy” – apteka, „Split” – wydawnictwa książkowe i prasowe, „Max”– ochrona mienia i osób, „Ivaco” – usługi przedstawicielskie, „Polswiss Art” – handel dziełami sztuki, „Clif”—leasing i doradztwo finansowe, „Swiss Trading”— obrót hurtowy środkami ochrony zdrowia w Polsce, Szwajcarii, Anglii, Panamie. Posiada także udziały w wielu firmach zagranicznych.

Od 1980 roku kieruje polską filią firmy „Solco Basel", która za 50 mln dolarów wybudowała jedną z najnowocześniejszych na świecie fabryk farmaceutycznych i m.in. produkuje rewelacyjny lek — solcoseryl. W 1989 roku założył Fundację Bijchnera prowadzącą działalność charytatywną i szkoleniową. W ramach fundacji powstał „Dom Aukcyjny”,' „Pol-Swiss Art”, którym kieruje jego żona — Iwona Büchner. „Pol-Swiss Art” jest głównym pomysłodawcą i realizatorem idei „Büchner Center”, powstającego w Muzeum Narodowym w Warszawie. Tylko w latach 1991-1992 fundacja sponsorowała w całości lub w części 82 różnorodne przedsięwzięcia naukowe, artystyczne, kulturalne, sportowe, społeczne i charytatywne. W 1992 roku fundacja przyznała po raz pierwszy nagrody dla obcokrajowców szczególnie zasłużonych w promocji polskiej nauki i kultury na świecie wnoszących istotny wkład w zbliżenie Polski i Europy. Otrzymali je: Jack Lang - minister kultury i oświaty Francji, prof. John Bailey brytyjski kardiochirurg oraz prof. K.H. Sontag z Instytutu im. Maxa Plancka w Getyndze.

  Piotr Büchner jest założycielem Fundacji Piłkarskiej Reprezentacji Polski, członkiem Rady Kultury przy Prezydencie Rzeczpospolitej i Polskiej Rady Biznesu oraz wielu innych stowarzyszeń i organizacji.

Na stałe mieszka w Polsce, ale posiada domy w Anglii, Szwajcarii, Francji, USA i Kanadzie.

Elegancki, mocno siwiejący mężczyzna, co w żadnym przypadku nie jest wywołane wiekiem, zaprasza do obszernego gabinetu w alei Róż w Warszawie. Na ścianach nie tylko gabinetu, ale w recepcji i innych pokojach „Fundacji Bochnera” obrazy, stylowe meble i artystyczne drobiazgi. Niezwykle ciepły w osobistych kontaktach, bezpośredni, a zarazem precyzyjny w wypowiedziach, które nie są sztywnymi formułkami, ale głęboko przemyślanymi uogólnieniami, prosi sekretarkę o niełączenie z nikim, co najmniej przez godzinę.

 —Jest pan młodym człowiekiem (50 lat) i odniósł ogromny sukces, zwracam się do siedzącego naprzeciwko mnie i uśmiechającego przyjaźnie Piotra Büchnera?

— Myślę, że to dziś nie jest niczym nadzwyczajnym. Znam ludzi, którzy mają ponad trzydzieści lat i ogromne majątki. Ale obserwując moich kolegów, którzy zgadzają się na pisanie o nich książek jestem szalenie rozbawiony.

 

— Dlaczego?

—Ponieważ nie widzę u nas postaci, która byłaby na tyle interesująca, aby pisać o niej książkę. Artykuł, rozdział w książce, to jeszcze, ale 200 stron? Miałem wiele propozycji, aby pisać o mnie książkę i naprawdę nie przez jakąś fałszywą skromność odmawiałem. Nie uważam, abym dziś w wieku 50 lat, był materiałem na książkę. Być może za 10-20 lat jeśli dożyję, to może tak. Ale dziś nie. Bo w gruncie rzeczy mój życiorys jest nadzwyczaj prosty — szkoła w Polsce, studia za granicą.

W wieku dwudziestu lat, na początku lat 60. Wyjechał pan z Polski. Jak to się stało, to był okres, kiedy niewielu ludzi wyjeżdżało?

— Wyjechałem z rodzicami do Szwajcarii, mój ojciec był profesorem na uniwersytecie. Kontrakt był na rok, chcieliśmy przedłużyć, konsul mi powiedział, że przedłuży paszport, jak wrócę do Polski. Wiedziałem, że nie dostałbym go przez kilka lat. Zostaliśmy, stając się emigrantami. Kiedy miałem już obywatelstwo szwajcarskie i poszedłem do konsulatu po wizę do Polski — to powiedziano mi, że dostanę wizę jak zrzeknę się obywatelstwa polskiego. To się właściwie nie nazywało zrzeknięcie, a raczej zgoda na zmianę. O co wystąpiłem i mogłem zacząć jeździć do Polski, a był to koniec lat 70. Widziałem, że w Polsce się coś nowego dzieje i pomyślałem, że muszę być w środku.

Naturalny pęd do swojego kraju? Ale może powie pan więcej o okresie szwajcarskim?

— Okres nadzwyczajnej pracy. Najpierw studia, do których Szwajcarzy podchodzą poważnie. Nie mogę powiedzieć, aby podczas studiów, jakoś wspaniale mi się powodziło. Pracowałem i mogłem sobie w gruncie rzeczy pozwolić na wszystko, na co może pozwolić sobie student. Jeździłem dużo po świecie, zwiedzałem najróżniejsze kraje, już wówczas byłem w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Azji. Oczywiście, na zasadach studenckich hoteli, latałem charterami, które kosztowały grosze.

Jeśli chodzi o pewne podejście do życia, to wydaje mi się, że bardzo pozytywnie przygotował mnie i moich braci, nasz ojciec. Wszyscy do czegoś doszliśmy, mój średni jest profesorem medycyny w Szwajcarii, a najmłodszy doktorem farmacji i prowadzi interesy w Polsce i Szwajcarii. Nasz ojciec zaszczepił nam jedną podstawową rzecz, ponieważ byliśmy rodziną, sięgając do dziadków zamożną i wszystko straciliśmy, mówił — jedyną rzeczą, która pozwoli wam dźwignąć się jest wiedza. Dziś ja tak samo uważam. Zrobienie czego kolwiek bez wiedzy, jest tylko przypadkiem, z wiedzą zawsze się uda.

 

Co pan robił po studiach?

— Najpierw praca w przemyśle, ale już wtedy zastanawianie się co robić, aby wyskoczyć ponad przeciętność — usamodzielnić się i pracować dla siebie. Początek lat siedemdziesiątych, pierwsze próby, pierwsza firma, która dobrze się rozwijała, przyszedł okres polski i zacząłem dzielić czas na Polskę i Szwajcarię. Zdolni dziennikarze potrafią napisać o moich losach dużo, niestety ja jestem zbyt chłodny.

 — A może bardziej krytyczny?

— Tak. Podchodzę do siebie nadzwyczaj krytycznie, uważając, że niczego specjalnego, jak na możliwości, które miałem, nie osiągnąłem. Dla mnie nadzwyczaj cenne są w pewnym sensie cele, które chcę realizować.

 

Jakie one są?

— Bardzo wcześnie moim celem, nie był tylko biznes, ale zawsze zastanawiałem się co z tego może wyniknąć dla ludzi, społeczeństwa. Nie dlatego, aby tu być doktorem Judymem, czy też dzikim filantropem. Nie. Raczej myślałem, że w końcu, jeśli chcemy żyć w kraju, który się zmienia i tworzy warunki do lepszego życia dla siebie i swoich dzieci, to musimy coś w tym kierunku robić. Musimy dbać o naszą identyfikację. Moja ocena jest taka, że drzemie w nas wielka potęga, myślę o Polakach, drzemie w nas olbrzymi dynamizm i entuzjazm podejścia do życia. Jak się dziś przyjrzeć, to trzeba bezstronnie stwierdzić, że mniejszymi pieniędzmi osiągamy więcej niż kraje ościenne. Jak popatrzymy, ile na jedną głowę zainwestowano w byłej NRD czy Czechosłowacji, a jaki jest efekt u nas, to musimy powiedzieć, że jesteśmy superkreatywnym narodem.

Moimi celami, poza zarabianiem pieniędzy w takim wymiarze, aby mi to pozwalało na wygodne, komfortowe życie, to jest przede wszystkim pomóc Polsce, pomóc sobie i każdemu obywatelowi, aby jak najszybciej ulec transformacji. Jeśli chcemy wszystko urynkowić, to my się też musimy urynkowić. To jest mój podstawowy cel. Po to zresztą, jak pan widzi głównie działam, prowadząc kilka przedsiębiorstw, zatrudniając pracowników.

 

Jak pan podchodzi do pracowników?

— U mnie jest bardzo mała rotacja ludzi, znacznie mniejsza niż 5%. Czasami ludzie odchodzą, ale potem wracają. Bardzo się cieszę, że dziewczyna, którą pan widział jak wychodziła ode mnie z gabinetu, z recepcjonistki u mnie przeszła do LOT. Uważam, że jest to nowe dla niej doświadczenie i dzięki językowi, korzystając z naszych obowiązkowych lekcji, awansowała. Dla mnie jest przyjemnie, że ludzie, którzy u mnie zaczynali są wszędzie dobrze notowani i dają sobie radę. Daje mi to duże zadowolenie, że to co stworzyliśmy w ramach infrastruktury sprawdza się.

 — Często podkreśla pan dużą rolę języków w życiu, czytałem że swojego syna chce pan uczyć trzech języków?

—Uważam, że jesteśmy w Europie i chcemy być w Europie. Trudno powiedzieć, że wszystko załatwi esperanto. Moje zdanie jest takie, że języki, a szczególnie europejskie, takie jak angielski, francuski, niemiecki, rosyjski są językami potrzebnymi.

W tej chwili jestem bardzo aktywny w Rosji, kiedyś mówiłem dobrze po rosyjsku, a dziś mi jest tego brak i będę się uczył. To jest piękny język. Nie ma już dziś obowiązku, że każą nam się go uczyć. Z wielką przyjemnością słucham tego języka w pięknym wydaniu.

 

Wróćmy do pana fundacji, jaka jest jej rola?

—Coraz większa, wraz ze wzrostem przedsiębiorstwa, rośnie fundacja.

 

Czy ma pan, jeśli chodzi o fundację jakieś wzory postępowania?

— Pełno wokoło. Trzeba, tak jak Francuzi zająć się intensywnie kulturą, sięgnąć do naszych tradycji, które mamy nie gorsze od nich, aby pomóc w identyfikacji naszego narodu i wszystkiego co się wiąże z walką o polską niepodległość i suwerenność. Tutaj mamy pełne pole do popisu i tu biznes może wiele zrobić, w końcu nie na darmo jestem członkiem Rady Kultury przy prezydencie. Po prostu kultura mnie bardzo interesuje i leży na sercu.

Jestem również członkiem Rady Wychowania Fizycznego i Sportowego Społeczeństwa, bo uważam, że jest to też niezbędne. W tej chwili państwo przestało dotować sport, tak jak to robiło kiedyś z urzędu, a tzw. amatorzy, byli kiedyś zawodowcami. Musimy przejść na normalny sport, nie zawodowy, prawdziwy amatorski, to są wszystko transformacje, którym ulegamy.

Również musimy sobie powiedzieć, że bardzo dużo cudzoziemców pomogło Polsce w nadzwyczajny sposób. Dlatego moja fundacja przyznała pierwszej trójce nagrody: prof. Bailey, karidochirurg z Anglii, który zatrudnia i uczy od 1977 r. lekarzy z Polski, prof. Sontag z Instytutu im. Maxa Plancka w Getyndze, wsółpracuje od 16 lat z polskimi naukowcami i Jack Lang do niedawna minister kultury Francji, który od lat zapraszał polskich artystów do Francji, teatry „Cricot 2", „Piwnicę pod Baranami”, „Teatr Stu", filmowców, pisarzy.

 

Piękny gest.

— Trzeba to robić, aby powiedzieć, że ich potrzebujemy, a przecież chcemy iść do Europy nie tylko na papierze. Chcemy się w tej Europie faktycznie znaleźć i w pełni się z nimi zintegrować. Uważam, że ta integracja wyjdzie nam na korzyść, ale z drugiej strony trzeba pamiętać, że my byliśmy Europejczykami w Europie. Musimy zadbać, żeby wszyscy uważali, że tak zawsze było.

 

— Co zdecydowało, że żyje pan w Polsce, a nie w Szwajcarii, której pan jest obywatelem?

— Mam szwajcarski paszport oraz wszędzie na świecie czuję się jak w domu. Polska jest jednak moim krajem. A poza tym uważam, że dziś jest bardziej ciekawa niż inne kraje.

 

— Czy mógłby pan rozwinąć, dlaczego Polska jest ciekawsza niż inne kraje?

— Oczywiście, nie ęhcę porównywać Tatr z Alpami, ani Morza Sródziemnego z Bałtykiem. Patrzę na ludzi i możliwości rozwoju. Uważam, że nie ma dziś kraju lepszego od Polski, aby samemu sobie udowodnić, że coś się potrafi.

Bo jeśli mnie się udaje, po wielkich wysiłkach wybudować nowoczesną fabrykę farmaceutyczną, to w USA nie będzie to nikomu imponowało. Tam jest normalny system finansowania, zaplanowanie określonych obrotów. Tam to nawet nie będzie wydarzeniem. Natomiast tutaj jest to dla mnie wydarzenie, bo walczyłem ze znacznie większymi trudnościami niż wszędzie na świecie. Ale również ten sukces jest znacznie bardziej oszałamiający.

Jeszcze raz powtarzam, nie sądzę, aby było wiele miejsc na świecie, w których są tak jak w Polsce interesujące warunki do własnego rozwoju i uważam, że jest to zapewnione na jedno, jeśli nie dwa pokolenia.

Polska za dziesięć lat będzie zupełnie innym krajem. Nie chcę tu być megalomanem, ale uważam, że my Polacy jesteśmy faktycznie skazani na sukces. A teraz jak wielki będzie ten sukces, to już od nas samych zależy.

 — Co rozumie pan pod słowem kariera?

 — Karierę można robić dla przykładu w muzyce, będąc wybitnym artystą, opierając się na zdolnościach. Trudno jest wystąpić w Konkursie Chopinowskim nie mając wybitnych uzdolnień. Natomiast w zarabianiu pieniędzy, nie zawsze odgrywają rolę uzdolnienia. Czytając gazety, lepiej czytać o tych, którym się udało, którzy są szczęśliwi, kolorowi, ładni. Bo to jest normalna sprawa. Natomiast ja myślę, że musimy spojrzeć na tych, którzy powinni tworzyć zdrową klasę średnią. Naszym celem jest, aby sobie zadać pytanie — kiedy będziemy mieli mocną klasę średnią?

 

— No właśnie, kiedy?

— Chciałbym dożyć takiego okresu, że będę mógł powiedzieć, iż Polska ma już taką klasę średnią jak powiedzmy, Włochy. Uważam, że nas na to stać, iż jesteśmy wystarczająco kreatywni i to jest mój cel. Myśląc o karierze, najpierw będzie sobie ktoś myślał, czy może pozwolić sobie na mieszkanie, domek, czy rezydencję, na mały samochód czy rolls-royce'a. W systemie konsumpcyjnym, który nam się podoba nie ma nic zdrożnego, bo napędza w końcu całą gospodarkę. Tylko nie powinno być to wyłączną treścią życia, a raczej deserem.

 

— Aby pana fundacja mogła istnieć i działać, w ubiegłym roku na działalność przeznaczyła 1,5 mld zł, musi mieć pan pieniądze, skąd one pochodzą?

— Kontroluję kilkanaście przedsiębiorstw w kraju i za granicą, również dysponuję dużym potencjałem nieruchomości, który posiadam głównie za granicą. Nie chcę powiedzieć, że je kolekcjonowałem, ale uznałem za element zabezpieczenia na przyszłość.

 

— Od czego pan zaczął?

— Zacząłem od przemysłu tekstylnego, konkretnie odzieżowego. Powstało przedsiębiorswo zatrudniające 400-500 osób. Kontroluję przedsiębiorstwo, które zajmuje się opakowaniami i drukiem fleksograficznym, mam przedsiębiorstwo zajmujące się działalnością ochroniarską czysta usługa, mam przedsiębiorstwo, które dystrybuje wszystkie środki pielęgnacji skóry i stóp, mam przedsiębiorstwo — generalny importer znanych kosmetyków i środków farmaceutycznych, kontroluję przedsiębiorstwo produkujące środki farmaceutyczne wg. najnowszych reguł, mam przedsiębiorstwo zajmujące się leasingiem i skupem wierzytelności.

 

— Co znaczą słowa — mam przedsiębiorstwo?

— Nie zawsze znaczy, że w 100-proc. jestem jego posiadaczem, ale mam wystarczająco dużo aby kontrolować jego losy. Oprócz tego mam przedsiębiorstwo, którym kieruje moja żona, które zajmuje się handlem dziełami sztuki, mam przedsiębiorstwo, które na zasadzie generalnego importera sprowadza samochody, mamy wydawnictwo, które wydaje książki, zgodnie z naszym profilem.

 

— Niebywała różnorodność; jak pan sobie z tym daje radę?

—W gabinecie, w którym siedzimy, za godzinę będą siedzieli eksperci od problematyki farmaceutycznej, potem od handlu kosmetykami, a jeszcze później z wydawnictwa, to zdaje pan sobie sprawę, że nie mam monotonii. Co chwila jestem uaktywniany do nowej pracy i działalności.

 

— Nie jest możliwe, aby się pan na wszystkim znał, zresztą kierowanie polega na zarządzaniu pieniędzmi?

— Dziś tak, ale kiedyś musiałem to poznać od podstaw, musiałem być tzw. Zosią Samosią i robić wszystko jak najlepiej wg. moich kryteriów oceny. Aby do tego, co już mówiłem dodać, niedługo zacznę budować wieżowiec w centrum Warszawy, uruchomię trzy przedsiębiorstwa w krajach byłego Związku Radzieckiego.

 

— Jaki był największy problem w pana życiu?

— W specyfice polskiej była realizacja zakładu farmaceutycznego. Nie dlatego, że były z tym związane jakieś techniczne problemy, ale problemy natury politycznej. Niechcący wpadłem w konflikt z kimś i nagle zacząłem mieć problemy, które kosztowały mnie trzy lata bardzo intensywnej walki. Ale z drugiej strony ten co drzewo piłuje powinien wiedzieć, że lecą wióry. Ja też wiedziałem, co mnie w końcu może czekać, w kraju, który powoli przygotowywał się do gwałtownych przemian.

Dziś fabryka farmaceutyczna „Solco”, pod Warszawą, na Bródnie jest supernowoczesnym zakładem.

 

— Wiem, że spora część produkcji szła do dawnego Związku Radzieckiego, teraz to się zmieniło?

— Nie tylko dla nas, ale dla wszystkich ten rynek się załamał pod koniec lat 80. Z gigantyczych obrotów spadliśmy do dość przyziemnych. Pomału jednak wracamy do poprzedniego stanu. Powtarzają się stare prawdy, że Polska jest znakomitym pomostem, między Zachodem a Wschodem. W tej chwili realizujemy kontrakt do Rosji na ponad 10 mln dolarów, co najciekawsze, płaci za to Wspólnota Europejska. Jest to doskonały przykład dla „Polfy/', że warto zainwestować w standardy produkcyjne. To już jest mój drugi z nowej generacji kontrakt z Rosją, o którą w tej chwili zabiegają wszyscy.

— Jak zwraca się pana fabryka, w której zainwestowano ponad 35 mln dolarów?

— Lada moment wprowadzamy drugą i pewnie trzecią zmianę, co jest przy wydajności farmaceutycznej niemałym ewenementem. Gdyby zakład przez rok pracował na dwie zmiany, to w rok by się spłacił.

 

— To niewątpliwie przykład dla świata, że warto w Polsce inwestować?

— Tak. Jest to kierunek, który jest przyszłością naszego kraju. Dlatego, że my sprzedajemy produkt nadzwyczaj przerobiony.

 

— Jakie ma pan plany?

—Będę chciał konsolidować moje wysiłki, nie rezygnować ze znacznej dywersyfikacji, ale bardziej zdecydować się na określone trendy. U mnie trendem będzie jednak farmacja, wszystko to, co się wiąże z medycyną i kulturą jako taką. Farmacja i to co się wiąże z medycyną będzie przynosiło pieniądze, a kultura będzie pieniądze kosztowała.

Bardziej szczegółowo, nasza ekspansja przez następnych 10-15 lat będzie musiała głównie iść na Wschód, gdyż nie jesteśmy konkurencyjni dla Zachodu. I dzięki temu zbierać środki, aby przymierzyć się do prawdziwej konkurencji z Zachodem, a to jest trudne, bo mamy do czynienia z multinacjonalnymi organizacjami.

 

— Myśli pan, że Polski nie stać na to, aby na zachodni rynek wprowadzić jakiś medykament?

—Na dziś jest to dla mało kogo możliwe. Po prostu to nie ten rozmiar. Jeżeli weźmie się pod uwagę, że dobry preparat farmaceutyczny na świecie może robić obroty 3 mld dolarów, to zdaje pan sobie sprawę o jakie pieniądze chodzi. Zyski w przemyśle farmaceutycznym są wysokie, 300-400% brutto, nie jest niczym szokującym. Oczywiście duża część przeznaczana jest na rozwój.

 

— A czym zamierza pan się zajmować w przyszłości, w medycynie?

— Głównie profilaktyką, zapobieganiem, bo to jest najtańsze. Chcę ustalić nagrody dla ludzi, którzy pracują na lekach, na bazie naturalnej, roślinnej w szczególności. To jest już u nas tradycją rodzinną. Uważam, że w preparatach roślinnych Polska ma szanse, aby się mierzyć ze światem, w syntezie będzie nam trudniej.

Będę się starał stworzyć szkołę w fundacji, współpracującą z innymi fundacjami na świecie. Czyli grupę ludzi, którzy będą mogli powiedzieć, że myśmy się wykształcili dzięki Fundacji Buchnera. To ma być pewne kryterium i wyznacznik umiejętności. Bo o co nam właściwie chodzi? Chcemy być bardzo profesjonalni, aby nikt nigdy w Polsce i na świecie nie powiedział, że jesteśmy amatorami. To jest moim celem.

 — Z tego co się w Polsce pisze w prasie, wydawać by się mogło, że fundacje w Polsce, które powstały jak przysłowiowe grzyby po deszczu, są przykowką dla działalności gospodarczej?

— Raport NIK na ten temat był co najmniej żałosny. Oczywiście, są marginalne, nawet skrajne przypadki, ale gdzie ich nie ma. To jest przysłowiowy promil. Co chwila pisze się o jakichś aferach, ale ile z nich naprawdę okazało się aferami? Mamy tendencję, aby doszukiwać się afer, dlatego, że system nie jest zupełnie szczelny.

Dwa tygodnie później. Wydzielona część plaży w Zatoce Helskiej, nieopodal Cetniewa, obstawiona zagranicznymi samochodami najlepszych marek. Dzieci i młodzież w barwnych kombinezonach, przygotowuje różnokolorowe żagle desek windsurfingowych. Grupki rodziców wyglądających na nową elitę finansową Polski, z automatycznymi aparatami i kamerami wideo, wyczekują z niecierpliwością rozpoczęcia wyścigu. W regatach bierze udział starszy syn Iwony Bóchner — Mikołaj, która razem z mężem Piotrem i ich młodszym synem Aleksandrem, ogląda go z brzegu. Po pasjonującym wyścigu, mimo różnicy wieku zawodników, gdzie poczułem się przez chwilę jak w Kalifornii, spotkałem się z państwem Bijchnerami, w niezwykle ekskluzywnym hotelu w Cetniewie, gdzie spędzają wolne chwile. Na pełnym luzie, w dżinsach i sportowych koszulkach, po smacznym obiedzie, który pani Iwona przygotowała w rekordowo krótkim czasie, przy lampce czerwonego wina, zaczęliśmy dalszą część rozmowy.

 

— Czym pani zajmuje się w fundacji swojego męża?

— Od momentu kiedy fundacja powstała, w sposób naturalny zrobiliśmy podział między siebie. Z wykształcenia jestem prawnikiem, ale zawsze się interesowałam sztuką. W momencie, kiedy powstała fundacja, Piotr pewne rzeczy przekazał mnie.

Na samym początku zajęłam się sprawami charytatywnymi i wszelką pomocą Fundacji na zewnątrz, ludziom potrzebującym. Zajęłam się organizacjami, które pomagają dzieCiom niepełnosprawnym, powstały szkoły dla dzieci specjalnej troski. Angażowaliśmy się w to bardzo.

 

— A jak zaczęło się zainteresowanie pani fundacji, sztuką?

— Wpadłam na pomysł stworzenia domu aukcyjnego, który sprzedawałby starą sztukę, po to, aby zarabiać na promocję sztuki współczesnej, szeroko pojętej. Od samego początku włączyliśmy się w akcję organizacji wystaw młodym ludziom, sponsorowanie spektakli teatralnych czy filmów.

 

— Kiedy powstał wasz dom aukcyjny?

— Trzy lata temu, byliśmy chyba drugim w Warszawie domem aukcyjnym, zdobywając sobie szybko czołową pozycję. Otoczyłam się specjalistami, co miesiąc robiliśmy aukcje normalne, a dwa razy do roku duże aukcje z bardzo wyselekcjonowanymi rzeczami.

 

— Kto w okresie rodzącego się kapitalizmu w Polsce był pani klientem?

—Ludzie z naszego środowiska, zamożni. Wydaje mi się, że przez trzy lata, udało nam się stworzyć własnych klientów i trochę ich wyedukować, ukierunkować, podpowiedzieć, co dobre, co złe, czego się powinni pozbyć, co jest u danego malarza najlepszym okresem.

 

— Ostatnio nie słyszałem o pani aukcjach?

— Od ponad roku nie robiłam aukcji, ponieważ uznałam, że to nie pora i czas. W Polsce się zaczęło bardzo dużo zmieniać. Nastał trudny czas dla polskiego biznesu i ludzi, którzy kilka lat temu zaczęli zarabiać pieniądze. Ludzie zeszli trochę do podziemia i niezbyt chętnie ujawniają się i pokazują ze swymi pieniędzmi. Rozpoczęłam półprywatne i kameralne aukcje, oraz działalność na zlecenie, urządzam obiekty.

 

— Na czym to polega?

— Zjawia się ktoś i mówi, że wybudował dom i chciałby mieć w takim, a takim stylu. Rozmawiam z tą osobą, poznaję, dowiaduję się co chcieliby mieć, do pewnych rzeczy ich przekonuję.

Uwielbiam to robić i sama lubię nasze domy tworzyć, kolejny już, i myślę, że nie ostatni.

 

— Ile trzeba mieć pieniędzy, aby się do pani zgłosić?

— Niestety dużo, bo jestem bardzo wymagająca, nie lubię złych rzeczy, a dobre rzeczy wszędzie na świecie kosztują. Uważam, że lepiej mieć jedną dobrą rzecz, niż kilka złych. To usiłuję tłumaczyć moim klientom i myślę, że coraz więcej osób to rozumie. Przykładowo, nie piętnaście kompletów srebrnych sztućców, tylko jeden bardzo dobry. Przez swoje kontakty w antykwariatach i z ludźmi, z którymi współpracuję, znajduję odpowiednie meble, obrazy, rzeźby, srebra, itd.

Ta działalność, dająca pieniądze, pozwala mi inwestować w produkcję nowej sztuki teatralnej, pokazu współczesnego malarstwa.

Z uwagi na to, że jestem kobietą i mam dzieci, bardzo dużo pomagam dzieciom. A czasy zrobiły się trudne, i z Piotrem uważamy, iż jest to nasz obowiązek. Zresztą zawsze miał taką filozofię życia i myślę, że dzięki temu nasze drogi się połączyły. Zawsze uważaliśmy, że znacznie przyjemniej jest dawać niż brać.

 

— Jakie macie najbliższe plany związane z fundacją?

— Ciągle walczymy o centrum kulturalne jakie ma powstać w Muzeum Narodowym w Warszawie. To było moje marzenie, aby ożywić Muzeum Narodowe, aby oprócz tego, że możemy obejrzeć wspaniałe wystawy, możemy pójść do doskonałego kina z bardzo wysublimowanym i wysmakowanym programem, żeby była mała galeria, doskonała i niedroga restauracja, aby w ciągu dnia i wieczorem można było coś zjeść, wypić lampkę wina, posłuchać muzyki na żywo. Ten pomysł właśnie od dosyć dawna realizujemy, mamy plany architektoniczne zaakceptowane przez dyrekcję Muzeum, mamy podpisaną umowę z Fundacją Sztuki Filmowej, która będzie nam organizowała kino na zasadzie działalności studyjnej. Chcemy zrobić tam księgarnię artystyczną, gdzie byłyby wszystkie rzeczy wydawane na świecie o sztuce, albo można byłoby je zamówić.

Inny pomysł, to mamy zamiar przenieść dom aukcyjny do jednego z najlepszych hoteli w Warszawie i rozpocząć następny sezon aukcyjny.

We wrześniu robimy produkcję sztuki „Beketomania", fantastyczna sztuka Beketa, która została zrobiona przez dwóch braci Janickich, czołowych aktorów od Kantora. Została wyprodukowana przez producenta włoskiego i na rynku włoskim odniosła olbrzymi sukces, od września rozpocznie się 12 spektakli w Polsce w pełni finansowanych przez fundację.

W każdym razie plany są duże i rozległe, walczymy o fundusze, rozwijamy firmy, które przynoszą dochód, po to, aby coraz więcej finansować.

— Kiedy poznaliście się z mężem?

— Ponad dziesięć lat temu, Piotr był znajomym moich przyjaciół, znał moich rodziców i byliśmy w tej samej grupie towarzyskiej. On był wówczas z inną panią, ja z innym mężem. Pewnego dnia ja się rozstałam ze swoim mężem, on ze swoją żoną. Przypadkowo spędziliśmy dwa dni w Londynie, potem okazało się, że w tym samym czasie lecimy do Nowego Jorku. Pobraliśmy się sześć lat temu, zresztą w przeciągu tygodnia. Znaliśmy się na tyle dobrze, że decyzje nasze były przemyślane. Dużo wcześniej, jeździliśmy na wspólne wakacje, w zupełnie innych konfiguracjach. Dużo o Piotrze wiedziałam, obserwowałam jego życie.

 

— Co pani się w nim podobało?

— Piotr jest człowiekiem czynu, ja też lubię coś robić i nawzajem się nakręcamy. Jestem osobą, która potrzebowała mieć takiego mężczyznę, który by mi imponował swoją działalnością, gdyż sama jestem dosyć niespokojnym duchem i leżeć, i pachnąć, nigdy nie było moją dewizą życiową. Choć zdaję sobie sprawę, że w moim środowisku jest to dosyć popularne. Myślę, że udało mi się trochę zmienić inne panie ze środowiska i też zaczęły coś robić. Oczywiście, na początku byłam tą niepokorną, niezależną, nieznośną i tą, która zawsze na swoim chciała postawić. Ale myślę, że Piotrowi takie kobiety się podobały. Jego pierwsza żona, bardzo zorganizowana kobieta, wspaniała postać, wiele zdziałała w świecie.

 

— Jak godzicie swoje działalności?

— Budzi to oczywiście rozliczne konflikty, gdyż ja mam swoje, on ma swoje i jesteśmy potwornie zajęci. A przecież gdzieś tam jestem odpowiedzialna za to ciepło rodzinne, dom, dzieci i jeszcze zrobić tak, aby jego ściągnąć do tego domu. Co nie jest łatwe. A potem jak się okazało, że mi się to udało, to ja zaczęłam mieć swoje sprawy. Gdy wracał do domu 0 23 czy 24, to nadal dzwonił telefon, jak w biurze. Któregoś dnia okazało się, że siedzimy spokojnie i jest nareszcie cudowny wspólny wieczór we dwoje. Jest 23.30, dzwoni telefon, jeden do mnie, drugi do niego. I okazuje się, że następnego dnia jest sobota, a ja mówię, że strasznie was przepraszam, ale jestem umówiona na lunch, bo nowa wystawa i ktoś przyjechał z zagranicy. Dopiero wtedy zaczęłam go rozumieć, jak to naprawdę wygląda. Myślę, że to jest dobre, iż sama poznałam to wszystko, ponieważ przestało to rodzić domowe konflikty między nami, bo było mi okropnie źle i przykro. Chciałam być jak najwięcej z nim. W momencie, kiedy się urodził Aleksander, w ogóle już nie rozumiałam, dlaczego go nie ma w domu. Tym bardziej, że kocha swojego syna.

Dziś wiem, że takie jest życie, jeśli ktoś chce coś zrobić, to bez przerwy pracuje. Mamy znajomych i przyjaciół na całym świecie, jesteśmy dużo czasu za granicą i wszyscy, którzy do czegokolwiek dochodzą, są powyżej średniej i mają to z własnej pracy.

Jestem bardzo dumna z fundacji, z tego co Piotr robi i dlatego to wspieram i pomagam, bo jest tym, o czym marzyłam, co sama chciałam robić, a nie leżeć i pachnąć.

 

— Nawiasem mówiąc, jakich perfum pani używa?

— Najnowsze perfumy George Armani „Geo". Przedtem używałam Kelvin Kleina „Escape", przez długi okres. Ale kiedy okazało się, że wszystkie panie, tak zaczęły pachnąć, zmieniłam.

 

— Jak wpływają trudności gospodarcze w Polsce na to co robicie?

—Czasowo zaprzestałam aukcji dzieł sztuki takich jak kiedyś. A pieniędzy właśnie w tym trudnym okresie potrzeba coraz więcej. Można by zrobić całą masę wspaniałych promocji sztuki, bo na kulturę i sztukę nie ma żadnych pieniędzy w Polsce. Ciągle stajemy przed dylematem wyboru, co ważniejsze, co potrzebniejsze, co ciekawsze, co bliższe nam.

Czytam właściwie większość listów z prośbą o pomoc i prawie każdy z nich mówi o tragedii i potrzebie pomocy. Piszą kobiety, którym umierają dzieci i nie mają na operacje. Staramy się w miarę naszych możliwości pomóc, ale nie jesteśmy w stanie opłacić wszystkich operacji i pomóc wszystkim kobietom, które mężowie zostawili, albo mają mężów alkoholików i zostawili im czwórkę-piątkę dzieci a są na rentach lub zapomo- gach, dostając 800 czy 900 tysięcy złotych miesięcznie.

Ale tak się składa, że również inni ludzie z naszego środowiska zaczęli pomagać, więc razem można zrobić więcej.

 

— Jak pani widzi w Polsce klasę ludzi bogatych do której państwo należą?

— Z tego co obserwuję w ciągu 10-15 lat, nasze środowisko bardzo się zmienia na korzyść. Mam tu na myśli ludzi, którzy doszli do dużych pieniędzy w pierwszym pokoleniu. Nasze otwarcie na świat, dochodzenie do Europy, jest zjawiskiem bardzo pozytywnym. Abstrahując od tego, z jakiego poziomu ktoś startował i od czego zaczynał, jakie miał korzenie, z jakiego domu się wywodził.

Podróże i bywanie w świecie, połączone z kontaktami powodują to, że ci ludzie bardzo się zmieniają, idą do przodu. Wychowują porządnie swoje dzieci, dbają o wykształcenie, znajomość języków obcych dzieci, sami też o to się starają i szeroko pojęta kultura nie jest im obca.

Zaczynając swoją działalność w sztuce, widzę zmiany, gdyż wówczas kupowali swój pierwszy obraz i nagle widzę jak wiele się przez ten pierwszy okres nauczyli. Zaczęli uprawiać sporty, zdrowo jeść, to wspaniałe zmiany. Abstrahując od tego, co ogół na ten temat mówi, czy to jest śmieszne, nowobogackie,uważam, że każda pasja jest wspaniała. Jeszcze kilka lat temu był model telewizor, butelka whisky, od rana do wieczora goście, brak sportu.

 

—Czy ta elitarna grupa spotyka się ze sobą i robi coś wspólnie?

— Spotykają się w Business Center Club, Klubie Kapitału i temu podobnych organizacjach. Nie wiem, czy coś im wychodzi ze spotkań, aby wspólnie działać, gdyż jest to środowisko dosyć skłócone ze sobą, zazdrosne jedni o drugich. Ale to, że istnieją takie miejsca, gdzie się mogą spotkać, to dobrze.

Najbardziej pozytywne jest to, że niektórzy przestali żyć tylko dla siebie, myślą aby pomóc innym. Być może, że stało się to modne w tej chwili. Taka moda jest bardzo pozytywna i oby jak najwięcej ludzi chciało być w modzie. To są bardzo pozytywne zjawiska dla kraju. Czasem może robią to, wysuwając się za bardzo do przodu, ale jest to uzależnione od indywidualnych spraw, są ludzie, którzy nie wytrzymują pewnego rodzaju ciśnienia.

 

— Co rozumie pani pod słowem kariera i czy zrobiła ją pani?

— Na pewno osiągnęłam sukces. Nie wiem, czy to jest kariera. Dla mnie sukcesem jest robienie tego co kocham, o czym marzyłam. Jeśli komuś się to udaje, to znaczy, że w życiu osiągnął sukces. Uważam, że osiągnęłam sukces, bo jestem szczęśliwa i zadowolona, zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym.

 

— Szczęście?

— Dzięki Piotrowi mam większe szanse dawać niż brać, cudowny dom, wspaniałych chłopców, męża, który mi imponuje i z którego jestem dumna — to chyba szczęście.

Do przysłuchującego się z zaciekawieniem naszej rozmowie, Piotra Büchner, zwróciłem się z ostatnim pytaniem — Jak by pan chciał być zapamiętany przez ludzi?

— Chciałbym, aby o mnie ludzie powiedzieli, że jest to kreatywny, dalekowzrocznie myślący człowiek, który jeśli coś zaczyna, to zawsze kończy. A to jest istotne, bo mamy taką narodową cechę, że lubimy wiele rzeczy zacząć, ale nie zawsze wszystkie kończymy. Nie sądzę, aby tu ważne były miliony, którymi się wszyscy podniecają.

rozmawiał Czesław Czapliński.

 

PORTRAIT with HISTORY Piotr Büchner

 In 1991, Piotr Büchner was ranked third on the "Wprost" list. When Centrum Leasingu i Finansów (CLiF) later declared bankruptcy, Büchner, which was also the owner of Metalexport, ended up in 55th place.

The list of the 100 richest Poles of the "Wprost" weekly has been published every year since 1990.

 

1991

1 Barbara Piasecka-Johnson

2 Wojciech Fibak

3 Piotr Józef Büchner

4 Zbigniew Niemczycki

5 Janusz Leksztoń

6 Aleksander Gawronik

7 Sobiesław Zasada

8 Bogusław Bagsik

9 Marek Profus

10 Janusz Stajszczak

 

2023

1 Tomasz Biernacki 24 mld zł

2 Michał Sołowow 13 mld zł

3 Jerzy Starak 9,5 mld zł

4 Dominika Kulczyk 8,8 mld zł

5 Marchewka 8,6 mld zł

6 Zygmunt Solorz-Żak 8,5 mld zł

7 Sebastian Kulczyk 7,4 mld zł

8 Zbigniew Juroszek i Mateusz Juroszek 6,5 mld zł

9 Łukasz Nosek 6,1 mld zł

10 Arkadiusz Muś 4,9 mld zł

 

I knew him, met him, wrote about him and photographed him, from the very beginning, regardless of money. For me, coming from New York, Büechner was a westerner in what he thought and what he did.

 

Czesław Czapliński "Iwona and Piotr Büchner - it's better to give than to take" New York magazine CAREER No. 54 October 1993:

 

Piotr Büchner was born on June 20, 1943 in Józefów near Warsaw. At the age of 21 he left for Switzerland. He studied chemistry at the universities of Basel and Freiburg, where he obtained a doctorate in the economics of chemical processes.

At the beginning of the 1980s, he came to Poland with an advisory mandate to the Hopf Holding concern to explore the possibilities of developing cooperation with Poland. Even then, he was a well-known, wealthy and extremely dynamic businessman.

He is the owner or co-owner of several companies, including "Swiss Pharmacy" - pharmacy, "Split" - book and press publishing, "Max" - protection of property and people, "Ivaco" - representative services, "Polswiss Art" - trade works of art, "Clif" - leasing and financial advice, "Swiss Trading" - wholesale trade in health care products in Poland, Switzerland, England, Panama. He also holds shares in many foreign companies.

Since 1980, he has been managing the Polish branch of the "Solco Basel" company, which built one of the most modern pharmaceutical factories in the world for USD 50 million and, among others, produces a sensational drug - solcoseryl. In 1989, he founded the Bijchner Foundation, which conducts charity and training activities. "Auction House" was established under the foundation, "Pol-Swiss Art", which is managed by his wife - Iwona Büchner. "Pol-Swiss Art" is the main originator and implementer of the idea of ​​"Büchner Center", which is being built at the National Museum in Warsaw. 1991-1992 the foundation sponsored, in whole or in part, 82 various scientific, artistic, cultural, sports, social and charitable undertakings. bringing Poland and Europe closer together. K.H. Sontag from the Institute of Max Planck in Göttingen. 

Piotr Büchner is the founder of the Football Foundation of the Polish National Team, a member of the Culture Council at the President of the Republic of Poland and the Polish Business Council and many other associations and organizations.

He permanently lives in Poland, but has houses in England, Switzerland, France, the USA and Canada.

An elegant, heavily graying man, which in no way is caused by age, invites you to a spacious office in Aleja Róż in Warsaw. On the walls not only of the study, but also in the reception and other rooms of the "Bochner Foundation" there are paintings, stylish furniture and artistic trinkets. Extremely warm in personal contacts, direct and at the same time precise in statements that are not rigid formulas, but deeply thought-out generalizations, he asks his secretary not to connect with anyone for at least an hour.

 

—You are a young man (50 years old) and you have achieved great success, I turn to Piotr Büchner sitting opposite me and smiling friendly?

—"I don't think it's unusual today. I know people who are over thirty and have huge fortunes. But watching my colleagues agree to write books about them makes me wildly amused.

 

—Why?

—Because I don't see a character that would be interesting enough to write a book about. An article, a chapter in a book, that's it, but 200 pages? I had many offers to write a book about me, and it wasn't really out of false modesty that I refused. I don't think I'm 50 years old now, I'm material for a book. Maybe in 10-20 years if I'm alive, maybe yes. But not today. Because, in fact, my biography is extremely simple - school in Poland, studies abroad.

 

— At the age of twenty, in the early 1960s, you left Poland. How did it happen, it was a period when few people left?

— I went with my parents to Switzerland, my father was a professor at the university. The contract was for a year, we wanted to extend it, the consul told me that he would extend the passport when I returned to Poland. I knew I wouldn't get it for several years. We stayed by becoming immigrants. When I already had Swiss citizenship and went to the consulate for a visa to Poland, I was told that I would get a visa if I renounced my Polish citizenship. It wasn't really called a waiver, but rather an agreement to change. What I applied for and I was able to start going to Poland, and it was the end of the 70s. I saw that something new was happening in Poland and I thought I had to be inside.

 

—"A natural drive to your country?" But can you tell me more about the Swiss period?

- Period of extraordinary work. First, studies, which the Swiss take seriously. I can't say that I did well during my studies. I was working and could basically afford everything a student could afford. I traveled a lot around the world, visited various countries, I was already in the United States, Canada, Asia. Of course, on the rules of student hotels, I flew charters that cost pennies.

When it comes to a certain approach to life, it seems to me that our father prepared me and my brothers very positively. We all came to something, my middle one is a professor of medicine in Switzerland, and the youngest is a doctor of pharmacy and does business in Poland and Switzerland. Our father instilled one basic thing in us, because we were a family, reaching back to our grandparents, wealthy and we lost everything, he said - the only thing that will get you up is knowledge. Today I think the same. Doing anything without knowledge is just an accident, with knowledge you will always succeed.

 —"What did you do after college?"

— First, working in the industry, but then wondering what to do to jump out of the ordinary - to become independent and work for yourself. The beginning of the seventies, the first attempts, the first company that developed well, the Polish period came and I began to divide my time between Poland and Switzerland. Talented journalists can write a lot about my fate, unfortunately I am too cold.

Or perhaps more critical?

- Yes. I am extremely critical of myself, thinking that I have not achieved anything special considering the possibilities I had. For me, the goals that I want to achieve are extremely valuable in a way.

 

- How are they?

“Very early on, my goal wasn't just business, but I always wondered what it could mean for people, for society. Not to be Dr. Judy or a wild philanthropist here. NO. I rather thought that in the end, if we want to live in a country that is changing and creating conditions for a better life for ourselves and our children, we must do something in this direction. We have to take care of our identity. My assessment is that we have great power, I am thinking of Poles, we have great dynamism and enthusiasm in our approach to life. If you look at it today, you have to say impartially that we achieve more with less money than neighboring countries. If we look at how much per head was invested in the former GDR or Czechoslovakia, and what is the effect here, we have to say that we are a super-creative nation.

My goals, apart from earning money in such an amount that it would allow me to live comfortably, is primarily to help Poland, help myself and every citizen in order to be transformed as soon as possible. If we want to market everything, we must also market ourselves. This is my primary goal. After all, as you can see, I mainly operate by running several enterprises and employing employees.

 

—How do you approach employees?

— I have a very low turnover of people, much less than 5%. Sometimes people leave, but then they come back. I'm very glad that the girl you saw leaving my office left my receptionist and went to LOT. I believe that this is a new experience for her and thanks to the language, taking advantage of our mandatory lessons, she advanced. For me, it's nice that people who started with me are well-recorded everywhere and are doing well. It gives me great satisfaction that what we have created as part of the infrastructure works.

 

— You often emphasize the important role of languages ​​in life, I read that you want to teach your son three languages?

—I believe that we are in Europe and we want to be in Europe. It's hard to say that Esperanto will solve everything. My opinion is that languages, especially European ones, such as English, French, German and Russian are needed languages.

At the moment I am very active in Russia, I used to speak good Russian, but today I miss it and I will learn. It's a beautiful language. There is no obligation today that they make us learn it. It is with great pleasure that I listen to this beautiful language.

 — Let's go back to your foundation, what is its role?

—Growing bigger, as the company grows, so does the foundation.

 

- Do you have any patterns of conduct regarding the foundation?

- It's full around. It is necessary, like the French, to intensively deal with culture, to reach for our traditions, which we have no worse than them, to help identify our nation and everything related to the fight for Polish independence and sovereignty. Here we have a full field to show off and business can do a lot here, after all, it is not for nothing that I am a member of the Council of Culture under the president. It's just that I'm very interested in culture and it's close to my heart.

I am also a member of the Council of Physical Education and Sports Society, because I believe that it is also necessary. At the moment, the state has stopped subsidizing sport, as it used to do ex officio, and the so-called amateurs were once professionals. We have to switch to a normal sport, not a professional one, a real amateur one, these are all transformations we undergo.

We also have to say to ourselves that a lot of foreigners helped Poland in an extraordinary way. That is why my foundation awarded the first three prizes: prof. Bailey, a cardiac surgeon from England, who has been employing and teaching doctors from Poland since 1977, prof. Sontag from the Institute of Max Planck in Göttingen, has been cooperating with Polish scientists for 16 years, and until recently, Jack Lang, the French Minister of Culture, who for years invited Polish artists to France, theaters "Cricot 2", "Piwnica pod Baranami", "Teatr Stu", filmmakers, writers.

 

- A lovely gesture.

— You have to do it to say that we need them, and we want to go to Europe not only on paper. We really want to find ourselves in this Europe and fully integrate with them. I believe that this integration will be to our advantage, but on the other hand, we must remember that we were Europeans in Europe. We have to make sure everyone thinks that's how it's always been.

 — What made you live in Poland and not in Switzerland, of which you are a citizen?

“I have a Swiss passport and feel at home anywhere in the world. But Poland is my country. And besides, I think that today it is more interesting than other countries.

 

— Could you elaborate on why Poland is more interesting than other countries?

- Of course, I do not want to compare the Tatras with the Alps, or the Mediterranean with the Baltic. I look at people and development opportunities. I believe that today there is no country better than Poland to prove to yourself that you can do something.

Because if I manage to build a modern pharmaceutical factory after great efforts, nobody in the USA will be impressed. There is a normal financing system, planning specific turnover. It won't even be an event there. But here it is an event for me, because I have struggled with much greater difficulties than anywhere else in the world. But also this success is much more stunning.

Once again, I don't think there are many places in the world where there are interesting conditions for personal development as in Poland, and I believe that it is guaranteed for one, if not two generations.

Poland in ten years will be a completely different country. I don't want to be a megalomaniac here, but I believe that we Poles are indeed doomed to success. And now how big this success will be depends on us.

 

—What do you mean by career?

 - You can make a career, for example, in music, being an outstanding artist, based on talent. It is difficult to perform in the Chopin Competition without outstanding talents. However, in making money, talents do not always play a role. When reading newspapers, it is better to read about those who have succeeded, who are happy, colorful, pretty. Because it's a normal thing. But I think we need to look at those who should form a healthy middle class. Our goal is to ask ourselves - when will we have a strong middle class?

 

"Exactly when?"

— I would like to live to a time when I can say that Poland already has a middle class like, say, Italy. I think we can afford it, we're creative enough, and that's my goal. Thinking about a career, one will first think whether he can afford an apartment, a cottage or a mansion, a small car or a Rolls-Royce. There is nothing wrong with the consumption system that we like, because it ultimately drives the entire economy. Only it should not be the sole content of life, but rather a dessert.

 

— In order for your foundation to exist and operate, it spent PLN 1.5 billion on its activities last year. You must have money, where does it come from?

— I control over a dozen enterprises in the country and abroad, I also have a large real estate potential, which I have mainly abroad. I do not want to say that I collected them, but I considered them as an element of security for the future. 

"What did you start with?"

— I started with the textile industry, specifically the clothing industry. A company employing 400-500 people was established. I control a company that deals with packaging and flexographic printing, I have a company that deals with security activities clean service, I have a company that distributes all skin and foot care products, I have a company that is a general importer of well-known cosmetics and pharmaceuticals, I control a company that produces pharmaceuticals by. the latest rules, I have a company that deals with leasing and buying receivables.

 

What do the words "I have a business" mean?

"It doesn't always mean 100 percent." I own it, but I have enough to control its fate. In addition, I have a company run by my wife that deals in art trade, I have a company that imports cars as a general importer, we have a publishing house that publishes books according to our profile.

 

- Incredible variety; how do you deal with it?

— In the office where we are sitting, in an hour there will be experts in pharmaceutical issues, then in the cosmetics trade, and then in the publishing house, then you realize that I am not monotonous. Every now and then I am activated for a new job and activity.

 

—"It's impossible for you to know everything, and management is money management anyway?"

- Today yes, but once I had to learn it from scratch, I had to be the so-called. Zosia Samosia and do everything the best according to. my evaluation criteria. To add to what I have already said, I will soon start building a skyscraper in the center of Warsaw, I will start three companies in the countries of the former Soviet Union.

- What was the biggest problem in your life?

- The construction of a pharmaceutical plant was specific to Poland. Not because there were any technical problems associated with it, but political problems. I accidentally got into a conflict with someone and suddenly I started having problems that cost me three years of very intense fighting. But on the other hand, the one who saws the tree should know that chips fly. I also knew what could finally await me in a country that was slowly preparing for rapid changes.

Today, the pharmaceutical factory "Solco", near Warsaw, in Bródno, is a state-of-the-art facility.

 

— I know that a lot of production went to the former Soviet Union, now that has changed?

- Not only for us, but for everyone, this market collapsed in the late 1980s. We went from gigantic turnover to quite mundane. However, we are slowly returning to the previous state. The old truths are repeated that Poland is an excellent bridge between the West and the East. At the moment, we are executing a contract to Russia for over 10 million dollars, what is most interesting, it is paid for by the European Community. This is a perfect example for 'Polfa/' that it is worth investing in production standards. This is my second new generation contract with Russia, which is currently being sought by everyone.

 

— How is your factory, in which more than 35 million dollars have been invested, returning?

- We are about to introduce the second and probably the third change, which is quite a sensation in terms of pharmaceutical efficiency. If the plant worked in two shifts for a year, it would pay off in a year.

 

- This is undoubtedly an example for the world that it is worth investing in Poland?

- Yes. This is the direction that is the future of our country. Because we are selling a product that has been extremely modified.

 

—"What are your plans?"

—I will want to consolidate my efforts, not to give up significant diversification, but rather to opt for specific trends. For me, however, the trend will be pharmacy, everything related to medicine and culture as such. Pharmacy and everything related to medicine will bring money, and culture will cost money.

More specifically, our expansion over the next 10-15 years will mainly have to go east as we are not competitive with the west. And thanks to this, to collect funds to try to compete with the West, which is difficult, because we are dealing with multinational organizations. 

— Do you think that Poland cannot afford to introduce a medicine to the Western market?

—“Today, this is not possible for anyone. It's just not that size. If you consider that a good pharmaceutical preparation in the world can make a turnover of 3 billion dollars, then you realize what kind of money is involved. Profits in the pharmaceutical industry are high, 300-400% gross, nothing shocking. Of course, a large part is spent on development.

 

- And what do you intend to do in the future, in medicine?

— Mainly prophylaxis, prevention, because it is the cheapest. I want to establish rewards for people who work with drugs, natural, plant-based in particular. This is already a family tradition for us. I believe that Poland has a chance to compete with the world in plant preparations, it will be more difficult for us in synthesis.

I will try to create a school in the foundation, cooperating with other foundations in the world. That is, a group of people who will be able to say that we have been educated thanks to the Buchner Foundation. This is supposed to be a certain criterion and determinant of skills. Because what are we really about? We want to be very professional, so that no one in Poland and in the world will ever say that we are amateurs. This is my goal.

 

— From what is written in the press in Poland, it would seem that foundations in Poland, which have sprung up like the proverbial mushrooms after the rain, are a nickname for economic activity?

- The NIK report on this subject was, to say the least, pathetic. Of course, there are marginal, even extreme cases, but where are they not. This is the proverbial per mille. Every now and then some scandals are written about, but how many of them really turned out to be scandals? We tend to look for scandals because the system is not completely tight.

Two weeks later. A separate part of the beach in the Hel Bay, near Cetniewo, surrounded by foreign cars of the best brands. Children and teenagers in colorful overalls prepare colorful sails of windsurfing boards. Groups of parents looking like Poland's new financial elite, with automatic cameras and video cameras, eagerly await the start of the race. Iwona Bóchner's elder son, Mikołaj, takes part in the regatta, who, together with her husband Piotr and their younger son Aleksander, watches it from the shore. After the exciting race, despite the age difference of the competitors, where I felt for a moment like in California, I met the Bijchners in an extremely exclusive hotel in Cetniewo, where they spend their free time. At ease, in jeans and T-shirts, after a tasty dinner prepared by Mrs. Iwona in record time, with a glass of red wine, we started the rest of the conversation.

 

—"What do you do at your husband's foundation?"

- From the moment the foundation was established, we naturally divided it up between us. I am a lawyer by profession, but I have always been interested in art. When the foundation was established, Piotr passed on some things to me.

At the very beginning, I dealt with charitable matters and all the Foundation's help outside, to people in need. I took care of organizations that help disabled children, schools for children with special needs were established. We were very involved in it.

 — And how did your foundation's interest in art begin?

— I came up with the idea of ​​creating an auction house that would sell old art in order to earn money for the promotion of contemporary art in the broad sense. From the very beginning, we joined the campaign of organizing exhibitions for young people, sponsoring theater performances and films.

 

—"When was your auction house founded?"

— Three years ago, we were probably the second auction house in Warsaw, quickly gaining a leading position. I surrounded myself with specialists, we held normal auctions every month, and large auctions with very selected items twice a year.

 

— Who was your client during the period of emerging capitalism in Poland?

—People from our environment, wealthy. It seems to me that for three years, we managed to create our own clients and educate them a bit, direct them, suggest what is good, what is bad, what they should get rid of, what is the best period for a given painter.

 

—"Haven't heard about your auctions lately?"

“I haven't done an auction in over a year because I decided it wasn't the time and the time. A lot has changed in Poland. It's been a difficult time for Polish business and people who started earning money a few years ago. People have gone a little underground and are not very willing to come out and show off with their money. I started semi-private and intimate auctions, and commissioned activities, I arrange objects.

 —"What's it all about?"

—“Someone comes along and says they've built a house and want it in such and such a style. I talk to this person, I get to know them, I find out what they would like to have, I convince them to certain things.

I love doing it and I like to create our houses myself, the next one, and I think not the last one.

 

—"How much money do I need to apply to you?"

—"Unfortunately, a lot, because I'm very demanding, I don't like bad things, and good things cost money everywhere in the world. I think it's better to have one good thing than several bad ones. This is what I try to explain to my clients and I think more and more people understand it. For example, not fifteen sets of silver cutlery, just one very good one. Through my contacts in antique shops and with the people I work with, I find the right furniture, paintings, sculptures, silverware, etc.

This money-giving activity allows me to invest in the production of a new theatrical play, a contemporary painting show.

Due to the fact that I am a woman and I have children, I help children a lot. And times have become difficult, and with Piotr, we believe that it is our duty. Anyway, he always had this philosophy of life and I think that's how our paths crossed. We have always found it much more pleasant to give than to receive. 

- What are your future plans for the foundation?

— We are still fighting for the cultural center to be built in the National Museum in Warsaw. It was my dream to revive the National Museum, so that apart from the fact that we can see wonderful exhibitions, we can go to an excellent cinema with a very sublime and tasteful program, so that there is a small gallery, an excellent and inexpensive restaurant, so that during the day and in the evening you can eat something, drink a glass of wine, listen to live music. We have been implementing this idea for quite a long time, we have architectural plans approved by the management of the Museum, we have signed an agreement with the Film Art Foundation, which will organize a cinema for us on the basis of studio activity. We want to make an art bookstore there, where all the things published in the world about art would be available, or you could order them.

Another idea is that we are going to move the auction house to one of the best hotels in Warsaw and start the next auction season.

In September, we are producing the play "Beketomania", a fantastic play by Beket, which was made by two Janicki brothers, leading actors from Kantor. It was produced by an Italian producer and was a huge success on the Italian market, from September 12 performances will start in Poland, fully financed by the foundation.

In any case, the plans are big and extensive, we fight for funds, we develop companies that bring income in order to finance more and more.

 

—"When did you and your husband meet?"

— More than ten years ago, Piotr was a friend of my friends, he knew my parents and we were in the same social group. He was with another lady then, I was with another husband. One day I parted with my husband, he with his wife. We accidentally spent two days in London, then it turned out that we were flying to New York at the same time. We got married six years ago, within a week. We knew each other well enough that our decisions were well thought out. Much earlier, we went on holidays together, in completely different configurations. I knew a lot about Piotr, I watched his life.

 —"What did you like about it?"

- Piotr is a man of action, I also like to do something and we turn each other on. I am a person who needed a man who would impress me with his activities, because I am quite a restless spirit myself and lying down and smelling has never been my life motto. Although I realize that in my environment it is quite popular. I think I managed to change the other ladies in the environment a bit and they also started doing something. Of course, at the beginning I was the rebellious, independent, unbearable one who always wanted to get her own way. But I think Piotr liked such women. His first wife, a very organized woman, a great figure, has done a lot in the world.

 

— How do you balance your activities?

—“Of course, it causes a lot of conflict, because I have mine, he has his, and we're terribly busy. And yet, somewhere out there, I am responsible for this family warmth, home, children and I have to do something to bring him to this house. Which is not easy. And then when it turned out that I succeeded, I started to have my own affairs. When he came home at 23 or 24, the phone was still ringing, just like in the office. One day it turned out that we were sitting quietly and it was finally a wonderful evening together for two. It's 11:30 p.m. The phone rings, one for me, one for him. And it turns out that the next day is Saturday, and I say that I'm terribly sorry, but I have a lunch appointment because there is a new exhibition and someone has come from abroad. Only then did I begin to understand what it really looked like. I think it's good that I got to know all this myself, because it stopped creating domestic conflicts between us, because I was terribly bad and sorry. I wanted to be with him as much as possible. The moment Aleksander was born, I no longer understood why he was not at home. Especially since she loves her son.

Today I know that this is life, if someone wants to do something, they work all the time. We have friends and acquaintances all over the world, we spend a lot of time abroad and everyone who gets anywhere is above average and has it from their own work.

I am very proud of the foundation, of what Piotr does, and that is why I support and help it, because it is what I dreamed of, what I wanted to do myself, not just lie there and smell.

 

—"By the way, what perfume do you use?"

— George Armani's newest perfume, Geo. Before that, I used Kelvin Klein's Escape for a long time. But when it turned out that all the ladies began to smell like that, I changed.

 

— How do economic difficulties in Poland affect what you do?

—“I have temporarily stopped auctioning art like I used to. And more and more money is needed in this difficult period. A whole lot of great art promotions could be done, because there is no money for culture and art in Poland. We are constantly faced with the dilemma of choosing what is more important, what is needed, what is more interesting, what is closer to us.

I actually read most of the letters asking for help, and almost all of them talk about tragedy and the need for help. They are written by women whose children are dying and they do not have the money for operations. We try to help as much as we can, but we are not able to pay for all surgeries and help all women whose husbands have left them or have alcoholic husbands and left them four or five children and are on pensions or benefits, receiving 800 or 900 thousand zlotys zlotys per month.

But it so happens that other people from our environment also started to help, so together we can do more.

 

— How do you see the class of rich people in Poland to which you belong?

“From what I see in 10-15 years, our environment is changing a lot for the better. I mean people who got big money in the first generation. Our opening to the world, reaching Europe, is a very positive phenomenon. Apart from what level someone started from and what they started from, what their roots were, what house they came from.

Traveling and being in the world, combined with contacts, make these people change a lot, they move forward. They bring up their children properly, take care of their children's education, knowledge of foreign languages, they also try to do it themselves and the broadly understood culture is not alien to them.

Starting their activity in art, I see changes, because then they bought their first painting, and suddenly I see how much they learned during this first period. They started doing sports, eating healthy, it's great changes. Apart from what people generally say about it, whether it's funny, nouveau riche, I think that every passion is great. Just a few years ago there was a model TV, a bottle of whiskey, guests from morning to evening, no sport.

 

—Does this elite group get together and do something together?

—“They meet at the Business Center Club, the Capital Club, and similar organizations. I don't know if they get anything out of their meetings to act together, because it is an environment that is quite at odds with each other, jealous of one another. But the fact that there are places where they can meet is good.

The most positive thing is that some people stopped living only for themselves, they think to help others. Perhaps it has become fashionable at the moment. Such fashion is very positive and I wish as many people as possible would like to be in fashion. These are very positive developments for the country. Sometimes maybe they do it by getting too far ahead, but it depends on individual things, there are people who can't handle a certain kind of pressure.

 

—"What do you mean by career, and have you made one?"

—"I'm definitely successful. I don't know if it's a career. For me, success is doing what I love, what I dreamed of. If someone succeeds in this, it means that he has achieved success in life. I believe that I have achieved success because I am happy and satisfied, both in my personal and professional life.

 - Luck?

- Thanks to Piotr, I have a better chance of giving than taking, a wonderful home, wonderful boys, a husband who impresses me and of whom I am proud - it's probably happiness.

 

—I asked Piotr Büchner, who was listening to our conversation with interest, with the last question: How would you like to be remembered by people?

– I would like people to say about me that he is a creative, far-sighted person who, if he starts something, always finishes it. And this is important, because we have such a national feature that we like to start many things, but we don't always finish them all. I don't think the millions everyone is getting excited about are important here.

Interviewed by Czeslaw Czapliński.

 
 
 

Komentarze


  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon
bottom of page