Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Krzysztof Kieślowski

Aktualizacja: 11 sie 2019


Krzysztof Kieślowski (1941-1996) reżyser filmów dokumentalnych i fabularnych, scenarzysta. Jeden z najwybitniejszych twórców w historii polskiego kina - urodził się 27 czerwca 1941 r. w Warszawie. Do łódzkiej szkoły filmowej dostał się dopiero za trzecim razem, w 1964 r. "Zdawałem rok w rok. I właściwie potem już zdawałem wyłącznie z ambicji. (...) W ogóle nie chciałem być reżyserem. Natomiast zamierzałem pokazać, że choć nie chcą mnie przyjąć do szkoły, ja się tam dostanę. (...) Ale byłem szczęśliwy, jak się dostałem". Do jego najsłynniejszych filmów, obok cyklów "Dekalog" i "Trzy kolory", należą "Amator", "Przypadek", "Podwójne życie Weroniki" oraz liczne dokumenty m.in. "Z punktu widzenia nocnego portiera" i "Siedem kobiet w różnym wieku". Za swoje filmy zdobywał prestiżowe nagrody. Za film "Niebieski" otrzymał Złotego Lwa na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji, za film "Biały" - Srebrnego Niedźwiedzia w Berlinie, a za obraz "Czerwony" - nominację do Oscara, francuskiego Cezara i Nagrody Brytyjskiej Akademii Sztuki Filmowej BAFTA. "Krótki film o zabijaniu" uhonorowano Nagrodą Jury w Cannes, a "Krótki film o miłości" - Nagrodą Specjalną Jury w San Sebastian. Był niezwykle skromnym człowiekiem mówił: "... Nie mam wielkiego talentu filmowego. Miał go na przykład Orson Welles (…). Tak się zdarza geniuszom, że od razu znajdują właściwe miejsce dla siebie. Ja do tego miejsca muszę dochodzić całe życie. Wiem o tym, ale idą. (…) Dla mnie są to następne kroki i według mojej prywatnej skali wartości są to malutkie kroczki, które mnie zbliżają do celu. Nigdy go nie osiągnę tak czy owak. Nie mam dość talentu. (…) bo ja wiem, czy jest znowu taka głęboka zawartość intelektualna? Ja myślę, że ja opowiadam historyjki, a państwo czasem w nich znajdujecie więcej, nawet często więcej niż ja chcę...". Kilka razy byłem na planach filmowych Krzysztofa Kieślowskiego, ale ciągle nie miałem portretu, który by mnie przekonywał, że mam coś nadzwyczajnego. Rozgardiasz jaki panuje w czasie robienia filmu, nie sprzyja, aby wniknąć w osobowość człowieka. Chociaż Jerzemu Hoffmanowi zrobiłem genialne zdjęcia na planie filmowy. Po premierze filmu "Trzy kolory. Biały", kiedy udało mi się z nim porozmawiać, postanowiłem poprosić Kieślowskiego o prywatne spotkanie na zrobienie portretu. O dziwo Kieślowski zgodził się prawie od razu i 30 września 1994, przyszedłem do Zespołów Filmowych na ul.Pulawskiej 61 w Warszawie. Kieślowski siedział w małym, ciasnym gabinecie i kręcił się nerwowo na krześle. Już przez telefon mówił mi, że ma mało czasu. Ale w tym miejscu mu nie zrobię portretu, pomyślałem, rozglądając się dookoła. Muszę go z tąd wyciągnąć. Przed wejściem widziałem, że jest mały skwerek z boku budynku, trochę zieleni, to zupełnie by wystarczyło, abyśmy tam mogli się znaleść. Widziałem, że kręcił w palcach papierosa, którego na pewno chciał zapalić. Powiedziałem – może byśmy zjechali na dół, pan zapali papierosa, a ja zrobie zdjęcia i wróci Pan do siebie. Kiwnął głową i za chwilę byliśmy na ławce wśród zieleni. Zapalił papierosa, zaciągnął się głęboko, zobaczyłem odprężenie w jego oczach. Zaczeliśmy rozmawiać o jego przyjeździe do Ameryki z filmem. —Jestem zmęczony, bardzo zmęczony - zaczął Kieślowski. Na planie jestem pierwszy, bardzo rano, schodzę ostatni. We Francji w czasie kiedy film wchodzi na ekrany, producent chce abym był i razem z nimi obserwował ile widzów przychodzi do kin. Nie mam na to siły, do Ameryki pewnie też nie pojadę. W tym czasie ja zrobiłem dużą serię zdjęć. Pożegnaliśmy się, powiedziałem, że za kilka dni wpadnę ze zdjęciami. Pamiętam jak dziś, przyniosłem kilkanaście zdjęć, Kieślowski wolno zaczął je oglądać, po każdym następnym rzucał na mnie spojrzenie wyraźnie zadowolony. Zbliżył się pan do mnie najbardziej – powiedział Kieślowski – tylko moja córka jest bliżej. To było nasze ostatnie spotkanie, zmarł nagle 13 marca 1996 roku w Warszawie w wieku pięćdziesięciu czterech lat, wszyscy, którzy go znali przeżyli szok. Nagłą śmierć poprzedziła choroba serca. Choć wcześniej wielu przyjaciół namawiało go, by zrezygnował z poddania się w Polsce koniecznej operacji bypassów, reżyser odrzucił propozycje Paryża i Nowego Jorku. Twierdził, że jest zwyczajnym Polakiem i ma zaufanie do swoich lekarzy. Poszedł więc do szpitala w Warszawie, zarejestrował się, po czym poddał operacji, z której już się nigdy nie obudził. Orócz zdjęć, pozostanie mi jeszcze jego wypowiedź "...nie ważne, gdzie się stawia kamerę, ważne – po co...". To do dziś przyświeca mi przy robieniu filmów dokumentalnych.

  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon