top of page
Szukaj
  • Zdjęcie autoraCzesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ J.Gliński, T.Leszczyński, P.Szymkowiak



Od samego początku mego pobytu w Nowym Jorku (1979), interesowałem się artystami, zarówno polskimi jak i największymi amerykańskimi i światowymi, jacy przyjeżdżali do artystycznej stolicy świata. Ciekawą niespodziankę sprawił mi artykuł, jaki dla nowojorskiego Nowego Dziennika napisałem 40 lat temu, a który znalazłem w archiwum oraz zdjęcia jakie wówczas robiłem.

 

Czesław Czapliński – POLSCY ARTYŚCI w STANACH ZJEDNOCZONYCH – nowojorski Nowy Dziennik /Przegląd Polski 22 sierpnia 1985: Zapoczątkowany kilka miesięcy temu artykułem o malarzu Włodzimierzu Książku cykl pt. „Polscy artyści w Stanach Zjednoczonych spotkał się z dużym oddźwiękiem czytelników, a szczególnie samych zainteresowanych – artystów. Z listów jakie napłynęły, wynika, że wielu z nich nie może utrzymać się z działań artystycznych, które z reguły w początkowym okresie nie przynoszą dochodu, w wręcz przeciwnie – wymagają nie tylko czasu, a wiele nakładów pieniężnych.

„Rynek sztuki” w Stanach Zjednoczonych rządzi się zupełnie innymi prawami niż w Polsce; trzeba się ich uczyć tak samo jak języka – w szkole, albo przez zdobywanie doświadczeń na własnych lub cudzych błędach. Dlatego też przekazanie doświadczeń twórców, którzy poznali amerykańskie realia, może być pomocne dla nowicjuszy.



Trójka artystów: Przemysława Szymkowiaka (1952), Jana Glińskiego (1956) i Tomasza Leszczyńskiego (1957), łączy nie tylko młody wiek i to, że niedawno przyjechali do Stanów Zjednoczonych. Wszyscy oni starają się znaleźć jak najlepsze rozwiązanie problemów, na jakie natrafiają, chcąc połączyć realia życia z możliwością uprawiania sztuki.

„Do Stanów Zjednoczonych przyjechałem na wakacje w 1979 r. i pozostałem do dziś – mówi Przemysław Szymkowiak. – Nie mogłem na początku zupełnie zanrać się do malowania, gdyż potrzebowałem pieniędzy na życie. Starałem się przez kilka miesięcy robić ilustracje, ale dochody z obrazów, gdzie maluje się 6 obrazów dziennie. Przez kilka miesięcy robić ilustracje, ale dochody z nich były bardzo nietegularne, a syn musiał jeść regularnie. Zaczęłem więc pracować w tzw. fabryce obrazów, gdzie maluje się 6 obrazów dziennie. Po kilku miesiącach dostałem propozycję z firmy reklamowej, gdzie pracuję do dziś.



Bardzo trudno było mi się zabrać za malarstwo; w pierwszym roku pobytu nie malowałem żadnego obrazu, w drugim – jeden, potem już coraz więcej i więcej. W dzielnicy, w której mieszkałem East Village otwierają się ciągle nowe galerie, więc nie ma problemu z wystawianiem.

W przyszłości chciałem żyć tylko z malarstwa. Pamiętam, że w Polsce właściwie nie myślało się o sprzedawaniu obrazów, tu znowu przesadnie wartość malarza mierzy się tym, ile zarobili. Prawda jak zwykle, jest gdzieś pośrodku”.

Bardzo podobne początki miał Jan Gliński, który tak mówi: „Przyjechałem do Nowego Jorku przed samym stanem wojennym (1981) na wakacje. Zastało mnie tutaj ogłoszenie stanu wojennego w Polsce – i pozostałem.



Przedtem prowadziłem w Poznaniu galerię sztuki. Ponieważ urodziło mi się pierwsze, potem drugie dziecko, a nie miałem ze sobą żadnych swoich prac – zaczęłem pracować jako drukarz. Przez dwa lata skompletowałem portfolio z ilustracji, gdyż zamierzam pracować w tym zawodzie. Opracowałem nową technikę graficzną, która zainteresowała dyrektorów artystycznych wielu pism. Zaczęto publikować moje prace. Najgorzej było z pierwszymi ilustracjami, potem już idzie. Niedawno mój rysunek zamieścił „The New York Times”.

Ostatnio przymierzam się nawet do wystawy, gdzie będę chciał pokazać rzeczy, które zrobiłem nie na konkretne zamówienie. Prace, które pozostawiłem w kraju, były wystawiane w podziemiu. W Polsce jest silny ruch ludzi bojkotujących oficjalne życie kulturalne. Galeria, którą prowadziłem, przeszła do podziemia, funkcjonuje w mieszkaniach prywatnych, wydaje nawet katalogi”.



We wrześniu 1984 r. w John Christian Gallery w Soho spotkałem niedawno przybyłego z Polski Tomasza Leszczyńskiego, który miał tu indywidualną wystawę.

„Byłem już 3 lata temu w Stanach Zjednoczonych, a w maju 1984 r. przyjechałem na stałe – mówi T.Leszczyński. -Zamierzam malować, prawdopodobnie będę miał wystawę w Washingtonie.Prowadzę pertraktacje z Christianem [właściciel galerii] na temat wydania serii litografii; mam już wszystko… oprócz pieniędzy, ale wierze, że przy odrobinie szczęścia się znajdą.

 

Właściwie na nic nas nie stać, gdyż niedawno przecież przyjechałem wraz z żoną. Aby przeżyć, pracuję w firmie komputerowej, gdyż mam również wykształcenie matematyczne”.

Zdaję sobie sprawę, że generalizowanie na podstawie pojedynczych przykładów prowadzi często do błędnych wniosków. Nasuwa się jednak stwierdzenie, że by próbować swych sił w konkurencji ze znającymi realia rynku sztuki Amerykanami – najpierw trzeba uzyskać finansową niezależność.

Najdłużej, bo już od 1979 r. będący w Stanach Zjednoczonych Przemysław Szymkowiak, tak mówi o sytuacji polskich artystów:

„Obserwuję siebie i swoich kolegów, którzy przyjechali do Ameryki kilka lat temu. Myślę, że nasze główne problemy wynikają z tych, iż bardzo nieśmiało podchodzimy do wszystkiego.Mam wielu amerykańskich kolegów, którzy zaczęli od rysunków na ulicach, a teraz sprzedają swoje obrazy po kilka tysięcy dolarów. Oni tu się urodzili, tu skończyli szkoły, wiedzą jak się poruszać – to chyba klucz do wszystkiego.

Można się zgodzić lub nie zgodzić z powyższymi wypowiedziami. Wynikają one przecież z subiektywnych odczuć i przeżyć, ale to, co je łączy, to autentyczne chęć tworzenia, mimo zmiany.

Trudno dziś ocenić i wyrokować, jak w przyszłości potoczą się losy każdego z przedstawionych malarzy, na ile spełnią się ich marzenia o nieskrępowanej twórczości. Znane są w historii sztuki przykłady luszi, którzy zaczynali świetnie a kończyli marnie. I odwrotnie – czas jest najlepszym sędzią.


TOMASZ LESZCZYŃSKI – ur. 1957 w Warszawie. "Byłem zafascynowany matematyką - mówi Leszczyński - uczestniczyłem w olimpiadach matematycznych i dostałem się bez egzaminu na Uniwersytet Warszawski (1975). Na II roku zainteresowałem się malarstwem, wyjechałem do Francji w 1978 i w Ecole des Beaux-Arts program dwóch lat studiów zaliczyłem w ciągu jednego roku. Malarstwo, podobnie jak matematyka, jest dla mnie stawianiem sobie jakiegoś zadania i rozwiązywaniem go. Bardzo dużo przemalowuję, na jednym płótnie bywa czasami 10 obrazów. Dochodzenie do nowego polega na negowaniu wcześniejszej kompozycji; zostawiam z niej tylko tzw. "słupy milowe”.

W 1983 r. Leszczyński kończy ASP w Warszawie, a w rok później przyjeżdża do Nowego Jorku, gdzie wystawiał j swe prace w John Christian Gallery. 



PRZEMYSŁAW SZYMKOWIAK ur. 1952 r. w Poznaniu. W latach 1973-1978 studiował na wydziale malarstwa, grafiki i rzeźby Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Poznaniu pod kierunkiem prof. Brzozowskiego i Tesera.

"…Byłem wychowany na pop-arcie, z którym jakby rosłem mając do czynienia z tego typu twórczością [Rauschenberg, Warhol, Jasper Johns], ale tak naprawdę nigdy nie zajmowałem się tym rodzajem sztuki. Odciągały mnie od tego studia, na których duży nacisk kładziono na studiowanie ciała człowieka. Moje malarstwo zawsze będzie figuratywne; swoją pracę dyplomową w 1979 r. pisałem na temat zachowań przestrzennych człowieka…”

Jeszcze w czasie studiów Szymkowiak prezentował swoje prace na indywidualnych i zbiorowych wystawach w galeriach: Cicibor (Poznań, 1976), Kalambur (Wrocław, 1979), Zachęta (Warszawa, 1978), BWA (Poznań, 1979). Zdobył m.in. Grand Prix na Festiwalu Fama w Świnoujściu (1977). 

JAN GLIŃSKI - ur. 1956 r. w Poznaniu. W latach 1975-1981 studiował w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu, dyplom z ilustracji w pracowni Waldemara Świeżego, z rysunku w pracowni Izy Gustowskiej.

W latach 1979-81 prowadził galerię "Wielka 19” w Poznaniu, współpracował z Teatrem Ósmego Dnia, klubem dyskusyjnym "Obok”, grupą "Odnowa” [m.in. oprawa plastyczna odsłonięcia pomnika ofiar czerwca 1956], z zarządem regionu Solidarności.

W Polsce robił plakaty do imprez kulturalnych środowiska studenckiego, przygotowywał scenografie do koncertów jazzowych, festiwalu kiczu, koncertu "Cztery pory roku”, spektaklu poezji Czesława Miłosza.

Od 1981 r. mieszka w Nowym Jorku, o którym mówi: "…Wybrałem Nowy Jork dlatego, że jest jedynym miastem na świecie, które naprawdę inspiruje do pracy. Co prawda płaci się za to wysoką cenę, ale warto podjąć ryzyko. Przyjeżdżając tutaj nie spodziewałem się jednak, że sztuka jest tak bardzo komercyjna, nie lubię tego…”



Swoje prace Gliński wystawia od 1978 r. m.in. w galeriach: "Dno” (Poznań, 1978), "Wielka 19” (Poznań, 1980-81), Glen Cove (Long Island, 1984). Jego ilustracje zamieszczały takie pisma, jak: "The New York Times”, ”GEO”, "Bio-Medical Information.”

 

PORTRAIT with HISTORY J.Gliński, T.Leszczyński, P.Szymkowiak


         From the very beginning of my stay in New York (1979), I was interested in artists, both Polish and the greatest American and world ones, who came to the artistic capital of the world. An interesting surprise came from an article I wrote for New York's Nowy Dziennik 40 years ago, which I found in the archives, as well as the photos I took at the time.


  Czesław Czapliński – POLISH ARTISTS IN THE UNITED STATES – Nowy Dziennik / Przegląd Polski, August 22, 1985: The series started a few months ago with an article about the painter Włodzimierz Książek entitled “Polish artists in the United States met with great response from readers, especially the interested artists themselves. The letters we received show that many of them cannot make a living from artistic activities, which usually do not bring any income in the initial period, on the contrary - they require not only time, but also a lot of money.

The "art market" in the United States is governed by completely different laws than in Poland; they need to be learned in the same way as a language - at school, or by gaining experience from your own or other people's mistakes. Therefore, sharing the experiences of creators who have learned about American realities may be helpful for novices.

Three artists: Przemysław Szymkowiak (1952), Jan Gliński (1956) and Tomasz Leszczyński (1957), have in common not only their young age and the fact that they recently came to the United States. They all try to find the best possible solutions to the problems they encounter, wanting to combine the realities of life with the opportunity to practice art.

"I came to the United States for vacation in 1979 and have stayed to this day," says Przemysław Szymkowiak. – At the beginning, I couldn't really get into painting because I needed money to live. I tried to make illustrations for several months, but the income comes from paintings, where you paint 6 paintings a day. I made illustrations for several months, but the income from them was very irregular and my son had to eat regularly. So I started working in the so-called a picture factory where 6 pictures are painted a day. After a few months, I got an offer from an advertising company, where I still work today.

It was very difficult for me to take up painting; in the first year of my stay I didn't paint any pictures, in the second year - one, then more and more. In the neighborhood where I lived, East Village, new galleries were opening all the time, so there was no problem with exhibiting.

In the future, I wanted to live only from painting. I remember that in Poland people didn't really think about selling paintings, here again the value of a painter is exaggeratedly measured by how much they earned. The truth, as always, is somewhere in the middle.

Jan Gliński had very similar beginnings and says: 'I came to New York just before martial law (1981) for a vacation. I was here when martial law was announced in Poland - and I stayed.

Before that, I ran an art gallery in Poznań. Because I had my first child, then my second child, and I didn't have any of my works with me, I started working as a printer. It took me two years to complete an illustration portfolio because I intend to work in this profession. I developed a new graphic technique that interested the artistic directors of many magazines. My works have started to be published. The first illustrations were the worst, but after that it went away. Recently, my drawing was published in The New York Times.

Recently, I am even planning an exhibition where I would like to show things that I have made not to a specific order. The works I left in the country were exhibited underground. There is a strong movement of people in Poland boycotting official cultural life. The gallery I ran went underground, it operates in private apartments, it even publishes catalogues.


In September 1984, at the John Christian Gallery in Soho, I met Tomasz Leszczyński, recently arrived from Poland, who had a solo exhibition there.

"I was already in the United States three years ago, and in May 1984 I came permanently" – says T.Leszczyński. -I'm going to paint, I'll probably have an exhibition in Washington. I'm negotiating with Christian [the gallery owner] about publishing a series of lithographs; I already have everything... except money, but I believe that with a bit of luck I will find them.

We can't really afford anything, as I recently arrived with my wife. To survive, I work in a computer company because I also have a background in mathematics.”

I realize that generalizations based on individual examples often lead to wrong conclusions. However, it comes to mind that in order to compete with Americans who know the realities of the art market, you must first gain financial independence.


Przemysław Szymkowiak, who has been in the United States for the longest time, since 1979, talks about the situation of Polish artists as follows:

“I observe myself and my colleagues who came to America a few years ago. I think our main problems result from the fact that we approach everything very shyly. I have many American friends who started with drawings on the streets, and now they sell their paintings for several thousand dollars. They were born here, they graduated from school here, they know how to get around - this is probably the key to everything.

You can agree or disagree with the above statements. After all, they result from subjective feelings and experiences, but what they have in common is an authentic desire to create, despite change.

Today, it is difficult to assess and judge what the fate of each of the painters presented will be in the future, and to what extent their dreams of unrestrained creativity will come true. There are examples in the history of art of people who started great and ended badly. Conversely, time is the best judge.

TOMASZ LESZCZYŃSKI – born 1957 in Warsaw. "I was fascinated by mathematics- says Leszczyński - I participated in mathematics olympiads and got into the University of Warsaw (1975) without taking an exam. In the second year I became interested in painting, I went to France in 1978 and at the Ecole des Beaux-Arts I completed two years of studies in one year. For me, painting, like mathematics, is about setting a task and solving it. I repaint a lot, sometimes there are 10 paintings on one canvas. Coming to a new one means negating the previous composition; I leave only the so-called "mileposts" of it…”.

In 1983, Leszczyński graduated from the Academy of Fine Arts in Warsaw, and a year later he came to New York, where he exhibited his works at the John Christian Gallery.


PRZEMYSŁAW SZYMKOWIAK born 1952 in Poznań. In the years 1973-1978 he studied at the Faculty of Painting, Graphics and Sculpture of the State Higher School of Fine Arts in Poznań under the supervision of prof. Brzozowski and Teser.

"...I was brought up on pop art, which I kind of grew up with, being exposed to this type of work [Rauschenberg, Warhol, Jasper Johns], but I never really dealt with this type of art. I was distracted from it by studies, which had a lot of emphasis on the emphasis was on studying the human body. My painting will always be figurative; I wrote my diploma thesis in 1979 on the subject of human spatial behavior..."

While still a student, Szymkowiak presented his works at individual and collective exhibitions in the following galleries: Cicibor (Poznań, 1976), Kalambur (Wrocław, 1979), Zachęta (Warsaw, 1978), BWA (Poznań, 1979). He won, among others: Grand Prix at the Fama Festival in Świnoujście (1977).

JAN GLIŃSKI - born 1956 in Poznań. In the years 1975-1981 he studied at the State Higher School of Fine Arts in Poznań, obtaining a diploma in illustration from the studio of Waldemar Świeży, and in drawing from the studio of Iza Gustowska.


In the years 1979-81 he ran the "Wielka 19" gallery in Poznań, cooperated with the Teatr Ósmego Dnia, the "Obok" discussion club, the "Odnowa" group [including the visual setting for the unveiling of the monument to the victims of June 1956], and with the Solidarity region's management.

In Poland, he made posters for cultural events of the student community, prepared sets for jazz concerts, a kitsch festival, the "Four Seasons" concert, and a performance of Czesław Miłosz's poetry.

He has lived in New York since 1981, about which he says: "...I chose New York because it is the only city in the world that truly inspires you to work. It is true that you pay a high price for it, but it is worth taking the risk. Coming here is not However, I expected that art would be so commercial, I don't like it..."

Gliński has been exhibiting his works since 1978, among others. in galleries: "Dno" (Poznań, 1978), "Wielka 19" (Poznań, 1980-81), Glen Cove (Long Island, 1984). His illustrations were published in such magazines as: "The New York Times", "GEO", "Bio-Medical Information."


Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comments


bottom of page