Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Hrabina Kazimiera Adrian-Adrianowska


Katastrofa lotnicza w Lesie Kabackim – wypadek lotniczy samolotu pasażerskiego IŁ-62M SP-LBG „Tadeusz Kościuszko” LOT, która wydarzyła się 9 maja 1987 o godzinie 11:12:13 podczas lotu nr LO 5055 na trasie Warszawa–Nowy Jork, w trakcie podchodzenia do lądowania awaryjnego, po awarii silników.

Komisja badająca przyczyny katastrofy ustaliła, że w końcowej fazie podchodzenia do lądowania awaryjnego, w wyniku rozszerzających się uszkodzeń powstałych w układach samolotu i pożaru na jego pokładzie, załoga utraciła możliwość efektywnego nim sterowania, czego następstwem było zderzenie samolotu z ziemią. Katastrofa wydarzyła się w Warszawie, na południowym skraju Lasu Kabackiego, 5700 metrów od progu drogi startowej na kierunku 33 lotniska Warszawa-Okęcie.

W wyniku katastrofy śmierć na miejscu poniosły 183 osoby – wszystkie znajdujące się na pokładzie samolotu – a sam samolot został zniszczony. Zniszczone zostały również drzewa w Lesie Kabackim na obszarze prostokąta o wymiarach około 370×50 metrów.

Pod względem liczby ofiar jest to największa katastrofa lotnicza w historii polskiego lotnictwa.

"Dobranoc, do widzenia! Cześć, giniemy!" - to ostatnie słowa zarejestrowane z pokładu samolotu pasażerskiego "Tadeusz Kościuszko" Polskich Linii Lotniczych LOT.

W samolocie znajdowało się 11 członków załogi i 172 pasażerów. Wśród zabitych było 17 obywateli Stanów Zjednoczonych i 21 Polaków mieszkających stale za granicą. Najstarszą pasażerką była 95-letnia Kazimiera Hanson-Adrian-Adrianowska, Amerykanka polskiego pochodzenia, najmłodszą zaś półtoraroczna Yvette Victoria Trubisz podróżująca wraz z rodzicami.

Często latałem na trasie NY-Warszawa-NY i ta katastrofa zmroziła mnie strasznie. A jeśli do tego dodamy, że Kazimiera Adrian-Adrianowska nie była mi obcą osobą. Poznaliśmy się w październiku 1980 r., kiedy odwiedziłem ją w pełnym pamiątek z całego świata mieszkaniu w Nowym Jorku, fotografując wybitnych Polaków z Nowego Jorku na wystawe „PORTRAITS American of Polish Origin”, która była w maju 1981 r. w Nowym Jorku.

W czasie tego spotkania i sesji zdjęciowej, pokazała mi książkę „Wspomnienia”, nad którą pracowała i w której znalazł się jej portret, który wówczas zrobiłem.

W rozdziale – Matka i dzieciństwo – Adrianowska pisze: „…Mijanie czasu jest, z czego poważnie nie zdajemy sobie sprawy, rzeczą okrutną. Każda odpływająca chwila, mierzona w sekundach, minutach, godzinach i dniach, przybliża nas bowiem do nieuchronnego końca. Zostaje potem cisza i milczenie. I pamięć, czy raczej strzępy pamięci. We wspomnieniach bliskich, przyjaciół i znajomych, w żółknących listach i fotografiach, w coraz niewyraźniejszych notatkach. Te ostatnie są niechybnie najlepszym sposobem pozostawienia po sobie i swoim życiu jakiegoś śladu, ale cóż, zapewne jeden człowiek na tysiąc chwyta za pióro, aby napisać pamiętnik, a jeszcze mniej decyduje się własne wspomnienia opublikować. Często niesłusznie, ze stratą dla potomnych. Bo pamiętniki nawet ludzi prostych, napisane językiem nie literackim, zwyczajnym, zawsze zasługują na uwagę. Chociażby jako dokument czasu. A tych polskich dokumentów, związanych życiem na wychodźtwie mało, zastanawiająco mało…

Moje wspomnienia spisałam nie tylko dla zaspokojenia ciekawości ludzi, którzy zawodowo, jako historycy, pisarze i dziennikarze interesują się tym co zaszło na świecie w naszym eksplodującym wydarzeniami wieku XX, ale także z wewnętrznej potrzeby, silniejszej od mojej woli…”.

W rozdziale – Pamiętnik – pisze: „…Wertuję pożółkłe karty ukochanego pamiętnika i niczym mozaiki z kalejdoskopu przesuwają się przed moimi oczami ludzie oblicza, wyrazy twarzy, miny i gesty poszczególnych osób, ich słowa, czyny, zachowanie. Wspomnienia z dzieciństwa, młodości i wieku dojrzałego, nostalgie, smutki i chwile dobre, radości i momenty rozpaczy, jak w życiu, jak w życiu…”. No właśnie pisanie pamiętnika, to niewątpliwie sposób na to, aby zapamiętać detale z przeszłości. Mnie bardzo pomagają zdjęcia, które robiłem i często pisałem o wybitnych postaciach, nie mówiąc już o korespondencji, jaką z nimi wymieniałem.

A – Słowo wstępne – do książki Adrianowskiej „Wspomnienia” napisał Albert Juszczak prezes Fundacji Kościuszkowskiej (1980-1986) w Nowym Jorku: „…Nie wiele znam interesujących osób, których autobiografie przeczytałbym z zaciekawieniem. Każdy, oczywiście, potrafi w sposób mniej lub więcej udany opisać swoje losy i dla każdego własne życie stanowi najważniejszą sprawę, ale mało kto wyciąga – tym bardziej publicznie – jakieś głębsze wnioski z przebiegu minionego życia. W jeszcze węższym zakresie mało kto potrafi przekazać naukę płynącą z owych dywagacji bliźnim, dla ich ulepszenia i poprawy. W tym jednak wypadku odstępuję od zasad i stwierdzeń, że treść wspomnień Kazimiery Adrian-Adrianowskiej nie tylko przynosi ciekawą naukę o życiu i ludziach, ale tchnie także mądrością i miłością do człowieka. Pamiętnik jest przy tym nader zajmującą lekturą.

Dużo się pisze na tematy rozmaitych postaci z innych grup etnicznych. Jeżeli zaś chodzi o nas, o Palaków czy Amerykanów polskiego pochodzenia, to raczej stronimy od publicznych wynurzeń. Dlatego to między innymi nieznani jesteśmy na szerszą skalę i tu, w Stanach Zjednoczonych, i w innych krajach Zachodu. I chociażby tylko z omawianego względu książka Kazimiery Adrian-Adrianowskiej jest potrzebna, nadto dzięki podobnym pracom Polonia pozostawia trwałe ślady swojego istnienia w społeczeństwie amerykańskim i na tym kontynencie.

Autorka niniejszej książki jest dla mnie symbolem człowieka i działaczki dodanej Polonii i sprawie polskiej bez reszty, z tą ogromną dozą poświęcenia, którą odznaczały się największe Polki. Jej główną miłością życia – abstrahując od spraw osobistych, chociaż i te schodziły często na drugi plan – nadal jest Fundacja Kościuszkowska, instytucja stanowiąca instrument do szerzenia wiedzy o przebogatej kulturze polskiej w Stanach Zjednoczonych oraz instytucja będąca pomostem pomiędzy dwiema kulturami. I tak jak Funacja Kościuszkowska jest w tym kraju jedyną w swoim rodzaju instytucją – tak i Kazimiera Adrian-Adrianowska jest jedyną w swoim rodzaju kobietą; przede wszystkim wzniosłych cech godną przedstawicielką kultury, z której się wywodzi. Wspaniałej kultury polskiej tradycjami sięgającej kilkuset wieków…”.

Hrabina Kazimiera Adrian-Adrianowska urodzona w XIX ok. 1892 r., poznostanie w mojej pamięci i na zdjęciach, jako niezwykła osoba, która jak pojawiała się na początku lat 80-tych, na ciekawych wystawach i spotkaniach w Nowym Jorku, wzbudzała sensację swoim ubranie i zachowaniem. Pamiętam, jak przyszła na moją wystawę w maju 1981 r., do Polskiego Instytutu Naukowego w Nowym Jorku, a jej portret był również eksponowany, wzbudzała sensację i był trochę jak dotknięcie innej epoki.

PORTRAIT with HISTORY Countess Kazimiera Adrian-Adrianowska

Air crash in the Kabacki Forest - an air accident of the passenger plane IŁ-62M SP-LBG "Tadeusz Kościuszko" LOT, which occurred on May 9, 1987 at 11:12:13 during flight LO 5055 on the Warsaw-New York route, during the approach for emergency landing after engine failure.

The commission investigating the causes of the crash determined that in the final phase of the emergency landing approach, as a result of the spreading damage to the aircraft systems and the fire on board, the crew lost the ability to effectively control it, which resulted in the plane hitting the ground. The catastrophe occurred in Warsaw, on the southern edge of Kabacki Forest, 5700 meters from the threshold of the runway in the direction of Warsaw-Okęcie airport 33.

As a result of the crash, 183 people died on the spot - all aboard the plane - and the plane itself was destroyed. Trees in the Kabacki Forest were also destroyed in the area of ​​a rectangle measuring approximately 370 × 50 meters.

In terms of the number of casualties, it is the largest plane crash in the history of Polish aviation.

"Good night, goodbye! Hello, we're dying!" - these are the last words recorded from the board of the passenger plane "Tadeusz Kościuszko" of Polish Airlines LOT.

There were 11 crew members and 172 passengers on the plane. Among those killed were 17 citizens of the United States and 21 Poles living permanently abroad.

The oldest passenger was 95-year-old Kazimiera Hanson-Adrian-Adrianowska, an American of Polish descent, and the youngest was Yvette Victoria Trubisz, who was 18 months old, traveling with her parents.

I often flew on the NY-Warsaw-NY route and this catastrophe chilled me terribly. And if we add that Kazimiera Adrian-Adrianowska was not a stranger to me. We met in October 1980, when I visited her in an apartment in New York, full of souvenirs from around the world, photographing outstanding Poles from New York for the exhibition "PORTRAITS American of Polish Origin", which was in May 1981 in New York. During this meeting and the photo session, she showed me the book "Memoirs", which she was working on and which included her portrait, which I did at the time.

In the chapter - Mother and Childhood - Adrianowska writes: “… Passing time is, which we seriously do not realize, a cruel thing. Each passing moment, measured in seconds, minutes, hours and days, brings us closer to the inevitable end. Then there is silence and silence. And memory, or rather scraps of memory. In the memories of relatives, friends and acquaintances, in yellowing letters and photos, in increasingly blurred notes. The latter are undoubtedly the best way to leave a mark on yourself and your life, but well, probably one in a thousand people take a pen to write a diary, and even less choose to publish their own memoirs. Often wrongly, at a loss for posterity. Because diaries of even simple people, written in non-literary, ordinary language, always deserve attention. Even as a time document. And there are few, surprisingly few Polish documents related to life in exile ... I wrote down my memoirs not only to satisfy the curiosity of people who professionally, as historians, writers and journalists, are interested in what happened in the world in our exploding events of the 20th century, but also out of an inner need, stronger than my will ... ".

In the chapter - Diary - he writes: "... I flick through the yellowed pages of my beloved diary and like mosaics from a kaleidoscope, people's faces, expressions, expressions and gestures of individual people, their words, deeds and behavior pass before my eyes. Memories of childhood, youth and adulthood, nostalgia, sorrows and good moments, joys and moments of despair, as in life, as in life ... ”. Well, writing a diary is undoubtedly a way to remember details from the past. The photos that I took and often wrote about outstanding figures help me a lot, not to mention the correspondence I exchanged with them.

A - Foreword - Albert Juszczak, president of the Kościuszko Foundation (1980-1986) in New York wrote to Adrian's book "Memories": "... I don't know many interesting people, whose autobiographies I would read with interest. Everyone, of course, can describe their fate more or less successfully, and for everyone their own life is the most important thing, but few draw - especially publicly - some deeper conclusions from the course of the past life. In an even narrower scope, hardly anyone is able to pass on the lessons of these deliberations to others for improvement and improvement. In this case, however, I depart from the rules and statements that the content of Kazimiera Adrian-Adrianowska's memoirs not only brings an interesting lesson about life and people, but also breathes wisdom and love for people. At the same time, the diary is an extremely engaging reading. There is a lot of writing about various characters from other ethnicities. As for us, the Palaks or Americans of Polish descent, we rather avoid public appearances. That is why, among other things, we are unknown on a larger scale, here in the United States and in other Western countries. And if only for this reason, the book by Kazimiera Adrian-Adrianowska is needed, and thanks to similar works, Polonia leaves permanent traces of its existence in American society and on this continent.

For me, the author of this book is a symbol of a human being and an activist added to the Polish community and the Polish cause completely, with that enormous dose of dedication that the greatest Polish women had. Her main love of life - apart from personal matters, although these often fell into the background - is still the Kościuszko Foundation, an institution constituting an instrument for spreading knowledge about the rich Polish culture in the United States, and an institution that serves as a bridge between the two cultures. And just as the Kościuszko Foundation is a one-of-a-kind institution in this country, Kazimiera Adrian-Adrianowska is also a one-of-a-kind woman; above all of lofty qualities, a worthy representative of the culture from which she comes. Great Polish culture with traditions dating back several hundred centuries ... ”.

Countess Kazimiera Adrian-Adrianowska, born in the 19th c. 1892, will be remembered in my memory and in my photos as an extraordinary person who, as she appeared in the early 1980s, at interesting exhibitions and meetings in New York, caused a sensation with her clothes and behavior. I remember when she came to my exhibition in May 1981, at the Polish Scientific Institute in New York, and her portrait was also exhibited, it caused a sensation and was a bit like touching another era.




  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon