Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Wisława Szymborska

Aktualizacja: 11 sie 2019



Wisława Szymborska (1923-2012) "Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła." Przez wielu nazywana jest pierwszą damą polskiej poezji. Jej wiersze przetłumaczono na 42 języki. Laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. W jej osobie, jak głosiła laudacja, Szwedzka Akademia postanowiła „uhonorować przedstawicielkę niezwykłej czystości i siły poetyckiego spojrzenia. Poezji jako odpowiedzi na życie, sposobu na życie, pracy nad słowem jako myślą i wrażliwością”. Wisława Szymborska pisała również felietony, eseje oraz limeryki. Tworzyła i propagowała także żartobliwe gatunki literackie – krótkie wierszyki zwane lepiejami, moskalikami, altruikami oraz odwódkami. Wisława Szymborska była osobą niezwykle ceniącą swoją prywatność, rzadko pojawiała się publicznie, brała udział tylko w wyjątkowo ważnych spotkaniach poetyckich. Od dawna wiedziałem o stosunku poetki do wystąpień i wizyt publicznych, trudno więc było nawet marzyć o fotografowaniu Pani Wisławy w jej mieszkaniu. A fotografia w jej sypialni… To brzmiało jak czysta fantazja. Jednak czasami nawet nierealne marzenia mogą się spełnić. Dowodem są oczywiście… zdjęcia. Jeszcze przed rokiem 1996, w którym Wisława Szymborska dostała Nagrodę Nobla, bezskutecznie usiłowałem zrobić jej portret. Wiedziałem, że po tym, jak otrzymała nagrodę, realizacja mojego planu będzie trudniejsza, jeśli nie niemożliwa. Rzeczywiście, poetka jeszcze bardziej odizolowała się od świata. W dodatku w jej otoczeniu pojawił się sekretarz Michał Rusinek, który miał czuwać nad bezpośrednimi kontaktami Pani Wisławy z otoczeniem. Poprosiłem dwie bliskie jej osoby z Krakowa o przekazanie pytania, czy pozwoliłaby się sportretować. I tak czekałem na odpowiedź, która nie przychodziła. Spędzałem kilka dni w Willi Halama (Domu Pracy Twórczej ZAiKS-u, którego byłem członkiem) przy ul.Piłsudskiego w Zakopanem. Bardzo lubię to miejsce również z tego powodu, że w czasie obiadów i kolacji, można spotkać wybitnych twórców polskiej kultury. Jak pamiętam, wszystkich intrygował mały, dwuosobowy stolik, który stał pusty w rogu przy ścianie. Po trzech dniach na obiedzie pojawiła się Wisława Szymborska, skłoniła się wszystkim i usiadła. Rozmowy jakby przycichły, nikt prócz obsługi nie podszedł jednak do poetki. Po obiedzie pierwsza wyszła z jadalni, udała się na ganek, gdzie zapaliła papierosa, a potem wróciła na piętro do swojego pokoju.


Pomyślałem wówczas: – Teraz albo nigdy. Lepszej okazji do namówienia Wisławy Szymborskiej na portret nie będę już miał. Następnego dnia przyniosłem do jadalni dwa swoje albumy. Rytuał wyglądał podobnie jak poprzedniego popołudnia: Pani Wisława weszła i usiadła sama. Szybko zjadłem obiad, zostawiłem deser, który wyglądał bardzo smakowicie, i wyszedłem na ganek. Intuicja mnie nie zawiodła. Kilka chwil później pojawiła się tam Wisława Szymborska. Wyciągnęła papierosa, zapaliła i zaciągnęła się mocno. Podszedłem i powiedziałem, że mam dla niej dwa albumy. Lekko się zmieszała, ale z ciekawością przerzucała strony. Z radością odnotowuję w myślach fakt, że poetka zatrzymuje się na stronach ze zdjęciami Czesława Miłosza. – To dobry znak – przekonuję siebie samego. Spogląda na mnie badawczo i mówi: – Muszę iść na górę do pokoju. Czy mogę je wziąć, aby obejrzeć, a przy kolacji panu zwrócę? – One są dla pani – odpowiadam i decyduję się skoczyć na głęboką wodę: – Jutro zapowiada się fantastyczna pogoda i w dogodnym dla pani czasie mógłbym pani zrobić portret – wyrzucam z siebie jednym tchem. – Nie, nie, to niemożliwe, jestem w złym nastroju, a w ogóle pojutrze wyjeżdżam – odpowiada szybko, ale zobaczywszy moją minę, szybko dodaje: – Proszę do mnie zadzwonić za jakiś czas. Numer telefonu zapisałem, odprowadzając ją do pokoju. Gdy drzwi się zamknęły, pomyślałem, że Pani Wisława podała mi go „na odczepnego” i że z portretu nic nie będzie. Dla zasady spróbowałem jednak zadzwonić: odebrał jej sekretarz i poinformował mnie, że poetka jest za granicą. Pod koniec roku wróciłem do Nowego Jorku, a telefon do Wisławy Szymborskiej zapisałem w kalendarzu na przyszły rok. Kiedy latem 2001 roku pojawiłem się w Polsce, postanowiłem ponownie spróbować i, o dziwo, Michał Rusinek powiedział, że pani Szymborska pamięta naszą rozmowę i że zgodziła się, abym zrobił jej zdjęcie. To był przełom! Po kilku dniach ustaliliśmy, że przyjadę do Krakowa. Adres dostałem od Michała Rusinka. Podając mi numer mieszkania, dodał: – Proszę nacisnąć guzik oznaczony tym numerem, mimo że obok niego będzie widniało inne nazwisko.


9 października 2001 roku stanąłem przed krakowskim domem Wisławy Szymborskiej, nacisnąłem guzik domofonu, za chwilę usłyszałem dźwięk dzwonka, otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. W drzwiach powitał mnie szczupły mężczyzna, który przedstawił się jako Michał Rusinek, dowcipnie określany przez znajomych Pierwszym Sekretarzem Szymborskiej. Poznałem go po głosie, który słyszałem podczas naszych kilku rozmów telefonicznych. Weszliśmy do obszernego, nowoczesnego salonu. Po chwili zjawiła się Pani Wisława z nieodłącznym papierosem. Zaproponowała kawę. Usiadłem naprzeciwko niej. Rozmawiając, wyjąłem aparat i, w obawie, aby się nie rozmyśliła, zrobiłem kilka zdjęć. Słodząc kawę, powiedziałem: – Zwykle fotografuję pisarzy i poetów w miejscach, w których piszą... – W moim wypadku jest to niemożliwe – przerwała mi Szymborska. – Jak to niemożliwe? Przecież pisze pani w domu. – Taaak, ale ja piszę w sypialni, leżąc w łóżku – uśmiechając się filu- ternie, powiedziała rozbawiona. Wiedziałem, że albo teraz, albo nigdy, bo przecież „nic dwa razy się nie zdarza”. W pamięći, poza miłą rozmową przy kawie, zapadła mi lekko przerażona twarz Michała Rusinka, który pomagał Pani Wisławie, usadowionej na łóżku w pozycji „pisarskiej”, przykryć się kocem. No właśnie, kim jest Michał Rusinek, który był sekretarzem Szymborskiej? Dzięki pośrednictwu bliskiej znajomej Szymborskiej, Teresy Walas, która była promotorką pracy magisterskiej Rusinka i poleciła go Szymborskiej, wkrótce po otrzymaniu przez poetkę Nagrody Nobla i tę funkcję pełnił do śmierci, obecnie jest prezesem Fundacji Wisławy Szymborskiej. Zawodowo jest adiunktem w Katedrze Teorii Literatury na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autor i tłumacz kilkudziesięciu książek dla dzieci i dorosłych. Po pierwszym spotkaniu u Szymborskiej, zbliżyliśmy się. Spotkaliśmy się w Nowym Jorku i tam na spacerze zrobiłem mu zdjęcia w legendarnej Public Library, a potem w Łazienkach Królewskich w Warszawie, gdzie zaprosiłem go na spotkanie "Artyści w Łazienkach", wzbudzając sensację, jeśli tak można powiedzieć. Zachęcam do obserwowania tego faceta, bo moim zdaniem nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.



  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon