top of page
Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Wisława Szymborska

Zaktualizowano: 23 sty


Wisława Szymborska (1923-2012) "Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła."

Przez wielu nazywana jest pierwszą damą polskiej poezji. Jej wiersze przetłumaczono na 42 języki. Laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. W jej osobie, jak głosiła laudacja, Szwedzka Akademia postanowiła „uhonorować przedstawicielkę niezwykłej czystości i siły poetyckiego spojrzenia. Poezji jako odpowiedzi na życie, sposobu na życie, pracy nad słowem jako myślą i wrażliwością”. Wisława Szymborska pisała również felietony, eseje oraz limeryki. Tworzyła i propagowała także żartobliwe gatunki literackie – krótkie wierszyki zwane lepiejami, moskalikami, altruikami oraz odwódkami. Wisława Szymborska była osobą niezwykle ceniącą swoją prywatność, rzadko pojawiała się publicznie, brała udział tylko w wyjątkowo ważnych spotkaniach poetyckich. Od dawna wiedziałem o stosunku poetki do wystąpień i wizyt publicznych, trudno więc było nawet marzyć o fotografowaniu Pani Wisławy w jej mieszkaniu. A fotografia w jej sypialni… To brzmiało jak czysta fantazja. Jednak czasami nawet nierealne marzenia mogą się spełnić. Dowodem są oczywiście… zdjęcia.


Jeszcze przed rokiem 1996, w którym Wisława Szymborska dostała Nagrodę Nobla, bezskutecznie usiłowałem zrobić jej portret. Wiedziałem, że po tym, jak otrzymała nagrodę, realizacja mojego planu będzie trudniejsza, jeśli nie niemożliwa. Rzeczywiście, poetka jeszcze bardziej odizolowała się od świata. W dodatku w jej otoczeniu pojawił się sekretarz Michał Rusinek, który miał czuwać nad bezpośrednimi kontaktami Pani Wisławy z otoczeniem. Poprosiłem dwie bliskie jej osoby z Krakowa o przekazanie pytania, czy pozwoliłaby się sportretować. I tak czekałem na odpowiedź, która nie przychodziła. Spędzałem kilka dni w Willi Halama (Domu Pracy Twórczej ZAiKS-u, którego byłem członkiem) przy ul. Piłsudskiego w Zakopanem. Bardzo lubię to miejsce również z tego powodu, że w czasie obiadów i kolacji, można spotkać wybitnych twórców polskiej kultury. Jak pamiętam, wszystkich intrygował mały, dwuosobowy stolik, który stał pusty w rogu przy ścianie. Po trzech dniach na obiedzie pojawiła się Wisława Szymborska, skłoniła się wszystkim i usiadła. Rozmowy jakby przycichły, nikt prócz obsługi nie podszedł jednak do poetki. Po obiedzie pierwsza wyszła z jadalni, udała się na ganek, gdzie zapaliła papierosa, a potem wróciła na piętro do swojego pokoju.


Pomyślałem wówczas: – Teraz albo nigdy. Lepszej okazji do namówienia Wisławy Szymborskiej na portret nie będę już miał.

Następnego dnia przyniosłem do jadalni dwa swoje albumy. Rytuał wyglądał podobnie jak poprzedniego popołudnia: Pani Wisława weszła i usiadła sama. Szybko zjadłem obiad, zostawiłem deser, który wyglądał bardzo smakowicie, i wyszedłem na ganek. Intuicja mnie nie zawiodła. Kilka chwil później pojawiła się tam Wisława Szymborska. Wyciągnęła papierosa, zapaliła i zaciągnęła się mocno.

Podszedłem i powiedziałem, że mam dla niej dwa albumy. Lekko się zmieszała, ale z ciekawością przerzucała strony.

Z radością odnotowuję w myślach fakt, że poetka zatrzymuje się na stronach ze zdjęciami Czesława Miłosza.

– To dobry znak – przekonuję siebie samego. Spogląda na mnie badawczo i mówi:

– Muszę iść na górę do pokoju. Czy mogę je wziąć, aby obejrzeć, a przy kolacji panu zwrócę?

– One są dla pani – odpowiadam i decyduję się skoczyć na głęboką wodę: – Jutro zapowiada się fantastyczna pogoda i w dogodnym dla pani czasie mógłbym pani zrobić portret – wyrzucam z siebie jednym tchem.

– Nie, nie, to niemożliwe, jestem w złym nastroju, a w ogóle pojutrze wyjeżdżam – odpowiada szybko, ale zobaczywszy moją minę, szybko dodaje: – Proszę do mnie zadzwonić za jakiś czas.

Numer telefonu zapisałem, odprowadzając ją do pokoju. Gdy drzwi się zamknęły, pomyślałem, że Pani Wisława podała mi go „na odczepnego” i że z portretu nic nie będzie. Dla zasady spróbowałem jednak zadzwonić: odebrał jej sekretarz i poinformował mnie, że poetka jest za granicą. Pod koniec roku wróciłem do Nowego Jorku, a telefon do Wisławy Szymborskiej zapisałem w kalendarzu na przyszły rok.

Kiedy latem 2001 roku pojawiłem się w Polsce, postanowiłem ponownie spróbować i o dziwo, Michał Rusinek powiedział, że pani Szymborska pamięta naszą rozmowę i że zgodziła się, abym zrobił jej zdjęcie. To był przełom!

Po kilku dniach ustaliliśmy, że przyjadę do Krakowa. Adres dostałem od Michała Rusinka. Podając mi numer mieszkania, dodał: – Proszę nacisnąć guzik oznaczony tym numerem, mimo że obok niego będzie widniało inne nazwisko.

9 października 2001 roku stanąłem przed krakowskim domem Wisławy Szymborskiej, nacisnąłem guzik domofonu, za chwilę usłyszałem dźwięk dzwonka, otworzyłem drzwi i wszedłem do środka.

W drzwiach powitał mnie szczupły mężczyzna, który przedstawił się jako Michał Rusinek, dowcipnie określany przez znajomych Pierwszym Sekretarzem Szymborskiej. Poznałem go po głosie, który słyszałem podczas naszych kilku rozmów telefonicznych. Weszliśmy do obszernego, nowoczesnego salonu. Po chwili zjawiła się Pani Wisława z nieodłącznym papierosem. Zaproponowała kawę. Usiadłem naprzeciwko niej. Rozmawiając, wyjąłem aparat i, w obawie, aby się nie rozmyśliła, zrobiłem kilka zdjęć.

Słodząc kawę, powiedziałem:

– Zwykle fotografuję pisarzy i poetów w miejscach, w których piszą...

– W moim wypadku jest to niemożliwe – przerwała mi Szymborska.

– Jak to niemożliwe? Przecież pisze pani w domu.

– Taaak, ale ja piszę w sypialni, leżąc w łóżku – uśmiechając się filuternie, powiedziała rozbawiona.


Wiedziałem, że albo teraz, albo nigdy, bo przecież „nic dwa razy się nie zdarza”. W pamięći, poza miłą rozmową przy kawie, zapadła mi lekko przerażona twarz Michała Rusinka, który pomagał Pani Wisławie, usadowionej na łóżku w pozycji „pisarskiej”, przykryć się kocem.

No właśnie, kim jest Michał Rusinek, który był sekretarzem Szymborskiej? Dzięki pośrednictwu bliskiej znajomej Szymborskiej, Teresy Walas, która była promotorką pracy magisterskiej Rusinka i poleciła go Szymborskiej, wkrótce po otrzymaniu przez poetkę Nagrody Nobla i tę funkcję pełnił do śmierci, obecnie jest prezesem Fundacji Wisławy Szymborskiej. Zawodowo jest adiunktem w Katedrze Teorii Literatury na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autor i tłumacz kilkudziesięciu książek dla dzieci i dorosłych. Po pierwszym spotkaniu u Szymborskiej, zbliżyliśmy się. Spotkaliśmy się w Nowym Jorku i tam na spacerze zrobiłem mu zdjęcia w legendarnej Public Library, a potem w Łazienkach Królewskich w Warszawie, gdzie zaprosiłem go na spotkanie "Artyści w Łazienkach", wzbudzając sensację, jeśli tak można powiedzieć. Zachęcam do obserwowania tego faceta, bo moim zdaniem nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.


PORTRAIT with HISTORY Wisława SZYMBORSKA


Wisława Szymborska (1923-2012) "Reading books is the most beautiful fun that mankind has invented."

She is called by many the first lady of Polish poetry. Her poems have been translated into 42 languages. Winner of the Nobel Prize in Literature. In her person, as the laudation proclaimed, the Swedish Academy decided to “honour a representative of extraordinary purity and the power of a poetic gaze. Poetry as a response to life, a way of life, work on the word as thought and sensitivity. Wisława Szymborska also wrote columns, essays and limericks. She also created and propagated humorous literary genres - short poems called better, moskalik, altruik and odwodki. Wisława Szymborska was a person who valued her privacy very much, she rarely appeared in public, she took part only in exceptionally important poetry meetings. I have known for a long time about the poet's attitude towards speeches and public visits, so it was hard to even dream of photographing Mrs. Wisława in her apartment. And the photograph in her bedroom… It sounded like pure fantasy. However, sometimes even unrealistic dreams can come true. The proof, of course, are ... photos.

Even before 1996, when Wisława Szymborska was awarded the Nobel Prize, I tried unsuccessfully to make a portrait of her. I knew that after she received the award, it would be more difficult, if not impossible, to carry out my plan. Indeed, the poet isolated herself even more from the world. In addition, a secretary, Michał Rusinek, appeared in her surroundings, who was supposed to supervise Mrs. Wisława's direct contacts with the environment. I asked two people close to her from Krakow to ask if she would allow herself to be portrayed. And so I waited for an answer that never came. I spent a few days at Willa Halama (the House of Creative Work of ZAiKS, of which I was a member) at ul. Piłsudski in Zakopane. I really like this place also because during lunches and dinners you can meet outstanding artists of Polish culture. As I remember, everyone was intrigued by the small two-seater table that stood empty in the corner against the wall. After three days, Wisława Szymborska appeared at the dinner, bowed to everyone and sat down. Conversations seemed to have died down, but no one except the staff approached the poet. After dinner, she left the dining room first, went to the porch where she lit a cigarette, then went back upstairs to her room.


Then I thought, "It's now or never." I will not have a better opportunity to persuade Wisława Szymborska to make a portrait.

The next day I brought two of my albums into the dining room. The ritual was similar to the previous afternoon: Mrs. Wisława came in and sat down alone. I ate my dinner quickly, left the dessert, which looked very tasty, and went out onto the porch. My intuition did not disappoint me. A few moments later, Wisława Szymborska appeared there. She took out a cigarette, lit it, and took a long drag.

I went over and said I had two albums for her. She was slightly confused, but she was flipping through the pages curiously.

I am happy to note in my mind the fact that the poet stops at the pages with photographs of Czesław Miłosz.

"That's a good sign," I tell myself. He looks at me searchingly and says:

"I have to go upstairs to my room." Can I take them to look at, and I'll pay you back at dinner?

"They're for you," I reply, and decide to dive in.

"Tomorrow's going to be fantastic weather, and I could take a portrait of you at any time that's convenient for you," I blurt out.

"No, no, that's impossible, I'm in a bad mood, and I'm leaving the day after tomorrow," he replies quickly, but seeing my expression, he quickly adds, "Please call me back in a while."

I wrote down the phone number as I walked her to her room. When the door closed, I thought that Mrs. Wisława had handed it to me "for free" and that nothing would come of the portrait. As a matter of principle, however, I tried to call: her secretary answered and informed me that the poet was abroad. At the end of the year, I returned to New York and put the phone call to Wisława Szymborska in my calendar for next year.

When I arrived in Poland in the summer of 2001, I decided to try again, and surprisingly, Michał Rusinek said that Mrs. Szymborska remembered our conversation and that she had agreed to let me take her picture. It was a breakthrough!

After a few days, we agreed that I would come to Krakow. I got the address from Michał Rusinek. Giving me the apartment number, he added, "Please press the button marked with this number, even though it will have a different name next to it."

On October 9, 2001, I stood in front of Wisława Szymborska's house in Kraków, pressed the intercom button, heard the bell ring in a moment, opened the door and went inside.

At the door I was greeted by a slender man who introduced himself as Michał Rusinek, jokingly referred to by friends as Szymborska's First Secretary. I recognized him by the voice I heard during our several telephone conversations. We entered the spacious, modern living room. After a while, Mrs. Wisława appeared with her inseparable cigarette. She offered coffee. I sat across from her. As we talked, I took out my camera and, fearing that she might change her mind, took a few pictures.


As I sweetened my coffee, I said:

–"I usually photograph writers and poets in places where they write...

– In my case it is impossible – Szymborska interrupted me.

–"How is that impossible?" You're writing at home.

–"Yeah, but I'm writing in the bedroom while I'm in bed," she said, smiling mischievously.

I knew it was now or never, because "nothing ever happens twice." In my memory, apart from a nice conversation over coffee, I remember the slightly terrified face of Michał Rusinek, who was helping Mrs. Wisława, who was sitting on the bed in the "writer's" position, to cover herself with a blanket.

Exactly, who is Michał Rusinek, who was Szymborska's secretary? Thanks to the mediation of Szymborska's close friend, Teresa Walas, who was the promoter of Rusinek's master's thesis and recommended him to Szymborska, shortly after the poet received the Nobel Prize and held this position until her death, she is now the president of the Wisława Szymborska Foundation. Professionally, he is an assistant professor at the Department of Theory of Literature at the Faculty of Polish Studies of the Jagiellonian University. Author and translator of several dozen books for children and adults. After our first meeting at Szymborska's, we became close. We met in New York and there, on a walk, I took pictures of him in the legendary Public Library, and then in the Royal Łazienki Park in Warsaw, where I invited him to the "Artists in Łazienki" meeting, causing a sensation, if I may say so. I encourage you to watch this guy, because in my opinion, he hasn't said the last word yet.




Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
bottom of page