Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Stanisław Skrowaczewski


Latem 1983 i 1984 roku, mieszkańcy Nowego Jorku mieli okazję wysłuchania na tzw. wielkiej łące, czyli pod gołym niebem w Central Parku, koncertów Nowojorskiej Orkiestry Symfonicznej pod dyrekcją Stanisława Skrowaczewskiego. Koncerty, których słuchało każdorazowo ponad 100 tys. osób, były dużym sukcesem, o czym szeroko pisała prasa. Właśnie wówczas spotkałem się ze Skrowaczewskim i zapytałem o koncerty w Central Parku:

"…Wspaniała New York Philharmonic w tego typu wypadkach korzysta z własnej muszli koncertowej, która chroni od wiatru i deszczu, daje pozatym zupełnie niezłą akustykę, co jest szalenie ważne dla muzyków. Ustalając program musiałem wziąć pod uwagę fakt, że ze względu na to, iż jest to koncert plenerowy, powinien on być niezbyt długi i atrakcyjny, tj. różnorodny. Poza tym chciałem grać coś polskiego. Wybrałem więc koncert na orkiestrę Lutosławskiego m.in. dlatego, że orkiestra wykonywała go w czasie sezonu zimowego. Mogłem więc założyć, że będzie dobrze wykonany nawet po niewielu próbach. Graliśmy również utwory Mozarta, Brahmsa, Rossiniego...”.

A już konkretnie we wrześniu 1983 r. spotkałem się ze Skrowaczewskim, który zatrzymał się w Hotelu Plaza w Nowym Jorku, jednym z najbardziej eleganckich hoteli, nieopodal Central Parku. Przyszedłem kilka minut wcześniej, aby zrobić wizję lokalną. Hotel dobrze znałem, gdyż fotografowałem tam wielu wybitnych ludzi. Zanim pojechałem do apartamentu Skrowaczewskiego, wpadł mi w oko piękny żyrandol w lobby. Muszę go do tego portretu wykorzystać. Będziemy musieli tu zjechać i tak też się stało, zobaczycie sami, jak ciekawie ułożyły się swiatła żyrandola.

Znany na całym świecie dyrygent i kompozytor Stanisław Skrowaczewski urodził się w 1923 r. we Lwowie. Z muzyką zetknął się dzięki swojej matce już w wieku lat 4; najpierw uczył się gry na pianinie, potem na skrzypcach. Bardzo wcześnie zaczął komponować. W 1931 r., a więc w wieku lat ośmiu, napisał pierwszą uwerturę, którą w tym samym roku wykonała Orkiestra Filharmonii Lwowskiej. "...Moje zaciekawienie muzyką datuje się chyba już od niemowlęctwa - powiedział Skrowaczewski w jednym z wywiadów. - Po prostu właziłem pod fortepian, a ulubioną zabawą było eksperymentowanie z klawiaturą...

Nieprzeciętnie utalentowany - już w 11 roku życia dał pierwszy publiczny recital fortepianowy, a dwa lata później wystąpił jako solista i dyrygent "Trzeciego koncertu fortepianowego” Beethovena. Jeszcze przed Il wojną światową, niespełna 16-letni, Skrowaczewski często pojawiał się publicznie jako pianista i był już autorem trzech symfonii i kilku kompozycji muzyki kameralnej.

W 1945 r. uzyskał dyplom z kompozycji i dyrygentury w Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie i w Akademii Muzycznej w Krakowie. Podczas bombardowania w czasie wojny był ranny w obie ręce. Nie mogąc grać na fortepianie, zdecydował się na dyrygenturę.

Od zakończenia wojny do 1948 r. kierował Filharmonią Wrocławską; przez następne dwa lata przebywał w Paryżu, gdzie studiował kompozycję pod kierunkiem Nadii Boulanger i był współzałożycielem awangardowej grupy "Zodiaque”. W tym czasie Skrowaczewski napisał wiele kompozycji, które były grane w Europie, jak np. "Preludia i fugi” wykonane przez ĽOrchestre Radio-Symphonique w Paryżu i "Uwerturę”, za którą otrzymał drugą nagrodę na Konkursie im. Szymanowskiego w Polsce.

Jego "Cantique de cantiques” na sopran i orkiestrę miały swą prapremierę na Międzynarodowym Festiwalu Muzycznym we Frankfurcie w 1951 r., a w 1953 r. "Kwartet smyczkowy” zdobył drugą nagrodę w międzynarodowym konkursie kompozytorskim w Belgii i złoty medal w Moskwie w 1957 r. W 1954 r. "Suita symfoniczna” zdobyła pierwszą nagrodę w konkursie ogłoszonym przez Polskie Radio, w 1955r. symfonię "Muzyka w nocy' wyróżniono nagrodą na Festiwalu Polskiej Muzyki. "Symfonia na smyczki”, którą Skrowaczewski skomponował w wieku 23 lat, była grana przez Cleveland Orchestra w 1959 r. i przez New York Philharmonic w 1960 r. Wszystkie wymienione i wiele innych prac przyniosło mu międzynarodową sławę jako kompozytorowi.

Równie szybko dał się poznać Skrowaczewski jako dyrygent. W latach 1950-54 był dyrektorem muzycznym i dyrygentem Orkiestry Filharmonii Kałowickiej. W latach 1954-56 pełnił te same funkcje w Filharmonii Krakowskiej. Od 1956 do 1959 r. był stałym dyrygentem Orkiestry Narodowej w Warszawie. W 1956 r. zdobył pierwszą nagrodę w międzynarodowym konkursie dla dyrygentów w Rome's Santa Cecilia.

W Stanach Zjednoczonych debiutował jako dyrygent w 1958 r., kiedy na zaproszenie George'a Szella pojechał pracować z Cleveland Orchestra:

„…Gdyby nie Szell - to nie wiem, kiedy pojechałbym do Ameryki i czy pracowałbym tam prawie 20 lat - wspomina Skrowaczewski. To było mocne wejście, choć trzeba tu również silnie podkreślić, że gdyby to pierwsze wejście zakończyło się fiaskiem - to... drugiego by nie było!...”.

Przez następne dwa lata dyrygował nie tylko tą orkiestrą, ale także m.in. New York Philharmonic i Cincinnati Symphony Orchestra. W 1960 r. spotkało go zaszczytne wyróżnienie: został dyrektorem muzycznym Minneapolis Symphony Orchestra (obecnie Minnesota Orchestra). Od tej pory Skrowaczewski regularnie dyrygował wieloma orkiestrami w Europie, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Izraelu, Ameryce Południowej.

Rokiem wielkich sukcesów był dla Stanisława Skrowaczewskiego 1968. Na Festiwalu w Salzburgu dyrygował Orkiestrą Filharmonii Wiedeńskiej, później poprowadził Minnesota Orchestra w General Assembly Hall w ONZ, podczas 20. obchodów Dnia Praw Człowieka. W tym samym roku dyrygował kilkoma koncertami w Carnegie Hall w Nowym Jorku, prowadząc m.in. długo oczekiwaną nowojorską premierę wielkiego oratorium Krzysztofa Pendereckiego "Pasja i śmierć naszego Pana Jezusa Chrystusa według św. Łukasza” wprowadzając jako pierwszy Pendereckiego na rynek amerykański. W jednym z wywiadów mówił: "...Nigdy nie miałem zamiaru wykonywać polskich kompozytorów tylko dlatego, że ja sam jestem Polakiem. Bo to nie ma sensu. Może się udać raz, najwyżej dwa razy, ale za trzecim razem nikt już nie przyjdzie na koncert. Toteż podstawą wykonania zawsze była jakość utworów. I nikt nigdy nie wysunął pod moim adresem oskarżenia, że faworyzuję polskich kompozytorów lub wykonawców. Może więc jedyną moją zasługą było to, że z zainteresowaniem śledziłem wszystko, co się w polskiej muzyce działo, szybko czytałem partytury. (...).

Pendereckiego bliżej w Polsce nie znałem, bo przed moim wyjazdem on dopiero zaczynał. Ale jego pierwsze utwory mnie nie pociągały. Uważałem, że to zbiór efektów. Zawsze byłem silnie związany z przeszłością, niekoniecznie z romantyzmem, ale z przeszłością w sensie kontynuacji i ciągłości, więc awangarda lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych niezbyt mnie interesowała. A już zupełnie nie ciekawiły mnie utwory, w których orkiestra smyczkowa, złożona ze świetnych skrzypków, nie grała na skrzypcach, tylko miała pukać w skrzypce albo wydawać jakieś grzmoty. To bardzo ciekawe, co się z nim później stało. Gdy odniósł sukces, wrócił do tradycji...”.

Innym ważnym wydarzeniem było nagranie przez Skrowaczewskiego koncertow Chopina z pianistą Alexsisem Weissenburgiem i Orkiestrą Konserwatorium Paryskiego. Podczas sezonu 1969-70 Skrowaczewski debiutował jako dyrygent w wystawianym w nowojorskiej Metropolitan Opera "Czarodziejskim flecie”.

Mimo napiętego harmonogramu występów Minnesota Orchestra i swoich dyrygenckich tournee po świecie, Skrowaczewski nigdy nie przestał komponować, o czym mówił: "...Komponowanie pochłania bardzo wiele czasu, gdyż wymaga dłuższych przerw i koncentracji, czego zawsze mi brakowało, dlatego ciągle mam ze sobą materiały, i komponuję w hotelach, a nawet w samolocie...”. "Koncert na róg angielski i orkiestrę” który po raz pierwszy wykonała Minnesota Orchestra (1970) w Canergie Hall, a rok później grała Orkiestra Filadelfijska umocnił sławę Skrowaczewskiego jako kompozytora. "Ricercari notturni” zdobył w 1978 r. nagrodę Kennedy Center.

W 1984 r. Skrowaczewski zdecydował się zostać dyrektorem artystycznym Orkiestry Halle w Manchester, najstarszej orkiestry symfonicznej Wielkiej Brytanii. Pod jego batutą tournee brytyjskiego zespołu po Stanach Zjednoczonych było niekwestionowanym triumfem, tak samo było w Polsce i innych krajach.

— Dlaczego po prawie dwudziestu lałach (1962-1979) zrezygnował pan z kierowania Minnesota Orchestra?

— Nadal stale mieszkam w Minneapolis, także regularnie, w każdym sezonie, daję koncerty z Minnesota Orchestra. Ostatnie lata 'wolności', jak je nazywam, były w moim życiu najcenniejsze w tym sensie, że dyrygowałem wiele i tam, gdzie chciałem. Dużo jeździłem do krajów i miast, do których kiedyś nie miałem czasu jeździć, szczególnie do Europy i Japonii. Staram się obecnie więcej komponować; wygospodarowuję sobie między dyrygowaniem "okienko” tygodnia lub dwóch na komponowanie. Mam trzy zamówienia na kompozycje: dwa na duże utwory dla Minnesota Orchestra i Orkiestry Filadelfijskiej oraz trzecie na muzykę dla zespołu kameralnego. To, że komponuję i dyryguję, daje mi niewątpliwie szersze pole widzenia, a przede wszystkim zrozumienie kompozycji innych.

— Czym jest dla pana dyrygowanie?

— Pewnego rodzaju metafizyką, której nie można nauczyć się z teorii i partytur. Nie zmieniło się od Toscaniniego, czyli od prawie pół wieku. Uznaję za słuszny kierunek, zgodnie z którym nie wolno 'poprawiać' kompozytora. Kompozycja powinna być oddana wiernie, co nie znaczy - niewolniczo. Według mnie dyrygent powinien wprowadzić do utworu życie i wydobyć istotę wyobrażeń autora; jest to niewątpliwie bardzo trudne, dlatego nie ma aż tak wielu znakomitych dyrygentów.

—A publiczność?

—Do pełnego stworzenia dzieła muzycznego potrzebna jest również publiczność, jej reakcja, atmosfera na koncertach. O sukcesie decyduje przede wszystkim poziom muzyków i ilość pracy włożonej w próby. Publiczność jest różna, tak jak różne są sale koncertowe, często nawet w tym samym mieście. Duże wrażenie zrobiła na mnie świetna orkiestra i wysoki poziom kultury muzycznej słuchaczy podczas moich koncertów w Polsce kilka lat temu.

—Jak najbardziej ogólnie widzi pan sytuację muzyki dziś?

—W latach 60-tych była w Europie popierana dużymi pieniędzmi przez rozgłośnie radiowe i wytwórnie płyt grupa "Awangarda”. Tylko ten typ muzyki był tolerowany. Jednak po dość krótkim okresie wszystko się zawaliło, ponieważ było sztucznie rozdmuchiwane. W tej chwili obok minimalistów jest miejsce dla innych, a co ciekawe, nawet Penderecki wrócił do romantyzmu.

Za zasługi dla kultury Stanisław Skrowaczewski otrzymał kilka doktoratów honoris causa oraz cztery nagrody Amerykańskiego Stowarzyszenia Muzycznego (ASCAP). jako dyrygent w lałach 1969-1973 otrzymał medale im. Antona Brucknera i Gustava Mahlera za najlepsze wykonanie ich utworów oraz nagrodę dla dyrygentów przyznaną przez nowojorski Uniwersytet Columbia.

W 1998 otrzymał nagrodę Golden Note Award za nagranie „11 Symfonii Brucknera”, a w latach następnych szereg nagród za nagrania dzieł Antona Brucknera, Dmitrija Szostakowicza i Johannesa Brahmsa. Skomponował szereg znanych utworów. Nagrał ogromny repertuar dla firm płytowych RCA, Philips, CBS, Denon, EMI/Angel, Mercury, Vox, Erato, Muza i Arte Nova.

Niedawno światowe media obiegła informacją, że 21 lutego 2017 w St.Louis Park w Minesocie, zmarł 93 letni Maestro Stanisław Skrowaczewski, który stanął mi przed oczami ponownie. Poważny facet, dystyngowany z delikatnym uśmiechem w kącikach ust i „lwowskim” dowcipem.


  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon