Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Stanisław Hadyna


Stanisław Hadyna (ur. 25 września 1919 w Karpętnej, zm. 1 stycznia 1999 r. w Krakowie). Od amerykańskiego impresario Henryka Michalskiego, z którym się przyjaźniłem, dowiedziałem się, że w przyszłym roku planowane jest turnee Zespołu Śląsk w Ameryce. Będąc w Polsce, pojechał w październiku 1997 r. do Koszęcina, siedziby Zespołu. Miałem bezpośredni kontakt z prof. Stanisławem Hadyną, który jest nierozerwalnie związany z Państwowym Zespołem Ludowym Pieśni i Tańca "Sląsk", tak brzmi pełna nazwa, o którym pisały w czasie ponad czterdziestoletniego istnienia najważniejsze pisma na świecie, ze wspomnę: "...Dużo usmiechu , dużo świeżości, dużo pomysłowości..." -"Le Figaro", "...Tu jest całe bogactwo fascynujqcego i zupełnie niezwykłego materiału. Rozkoszny Zespół! Zdumiewające tance o najświeższym smaku. Pieśni wywołujące wielkie wrażenie i zachowujące swój styl. Trudno cokolwiek wyodrębnić z rozrzutnego bogactwa wieczoru..." -John Martin, "The New York Times"; "...Pieśni są rozkoszne, rozkoszne kostiumy, gorący wigor chłopców i dziewcząt tańczących na tle chóru. Pieśni pasterskie zdają się rozsiewać niewinne i czyste powietrze gór Beskidu w londyńskim teatrze..." -"The TIMES"; -"...Gdy pogasną światła, pozostają w oczach urzekające wspomnienia..." -"Le Monde..."; "Międzynarodowa kawalkada Huroka wzięła nowy oddech z przybyciem do City Center dumnych Polaków, znanych jako "Śląsk". Poszczególne punkty programu wykonane były z bajeczną precyzją. Zespół podbił bez reszty widownię..." -Douglas Wa tt "Daily News"; "...Zespół polski "Śląsk" ściągnął kolosalne tłumy (10 000) do "Forum", a nikt z tych tysięcy nie wyszedł niezadowolony. Cały występ miał w sobie czar, swieżość, które kompletnie zawojowały widownię. Program świetnie wybalansowany - zaprezentował wysoką klasę teatralną . Koncert zakonczył się szaloną owacją widowni, na którą Zespół zasłużył w każdym calu..." -Sydney Johnson "The Montreal Star". To kilka recenzji, których naczytałem się, przygotowując się do spotkania z prof.Hadyną. Założycielem Śląska i jego dyrektorem artystycznym był prof. Stanisław Hadyna, który urodził się w 1919 r. w Karpytnej. Prof. Stanisław Hadyna to człowiek Renesansu - muzyk, kompozytor, dyrygent , pisarz, dramaturg - niebywały gawędziarz, którego spotkałem pierwszy raz w październiku 1997 r. w zamku w Koszęcinie, siedzibie Śląska. Od pierwszego spotkania i uściśnięcia sobie dłoni, bardzo się polibiliśmy. Na głowie mił furażerkę, która najczęściej stosowana jest w wojsku, do dziś to pamiętam. Hadyna przepadał za Ameryką, ciągle mnie o coś pytał, ja z kolei mogłem dowoli robić zdjęcia i wypytywałem jego.


O swoich inspiracjach do założenia zespołu Śląsk wspomina prof. Hadyna: "Pierwsza myśl o Zespole była dzieckiem pachnących wieczorów, kiedy wraz z pasterzami beskidzkimi siadywałem na pniach wokół ogniska, a stary baca opowiadał rozmaite opowieści i legendy o skarbach w Girowej, skarbach w Ochodzitej, o śpiących rycerzach w Czantorii, o utopcach i strzygach, o czarnej księżnie i latających dzwonach, o zbójniku Ondraszku, co gnębił panów a bronił biednych ludzi. Plomienie migatały w oczach zasłuchanych chłopców i dziewcząt, cienie zmarszczek zaostrzały rysy starego bacy a ciemny masyw Jaworowego i Ostrego wznoszący się swoim tysiącem metrów za plecami, czynił krąg światła jeszcze milszym i przytulnie jszym. Nie było bowiem wiadomo, co tam w ich lasach się czai ... Potem śpiewano na dwa, czasem na trzy głosy rozmaite pieśniczki. "Zachodzi słoneczko", "Pod moim okienkiem", "Szumi dolina", "Kumotrzy się żenili", a noc pochylała się coraz niżej nad kręgiem gasnących płomieni i pieśni, zasłuchana, pachnąca i parna. Lubiłem te wieczory. Lubiłem słuchać głosu starego bacy i spiewu pastuszek. Lubiłem patrzeć w świecące odblaskiem oczy i zaróżowione twarze, które mi się wydawały piękniejsze w tym świetle ogniska aniżeli dnia i chciałem, aby to trwało jak najdłużej, aby się bajka nie kończyła, aby ogień nie wygasał, aby dziewczęta nie odchodziły, aby wiosna ni e przemijała. Bawiłem się myślami, co by to było, gdyby tak pomnożyć te głosy, gdyby ustawić dziesięć, dwadzieścia, piędziesiąt, sto... dziewcząt i chłopców, oświetlić je stu ogniami i w sto głosów zaspiewać to samo "Helo". To by dopiero echo niosło od grani? Hej... Mała Danka śpiewała ostrym głosem w stronę lasu "Helo..." i potem czekała na echo. Z lasu odpowiadało coś wielokrotnie z poszumem i znów wszyscy na przemian wiłali i nadsłuchiwali, komu las echem odpowie, ale echo nie lubiło zgiełku i odpowiadało tylko jednej Dance. Stary baca groził palcem pastuszce i mówił: - Ty cosik za bardzo czarujesz - a Danka z carnym warkoczem ostro odcinającym się od białej płóciennej bluzeczki, z rękami założonymi na karku i głową przechyloną ku gorze, zarumieniona uroczo ogniem, wołała ubawiona w lasy: "Helo, Helo, Helenko, jak ci się pasie". Helenka wtedy odpowiadała, że "jej się wcale nie pasie, bo krowy zagnała do domu". Echo było jednak bardziej romantyczne i odpowiadało wiernie: "Helo... Minęło wiele lat. Ognie pod Jaworowym dawno zgasły. Pasterki wyrosły, żadnej bym już teraz nie poznał. Baca odszedł z kręgu świata w krąg nocy i tylko zostało wspomnienie wieczorów dalekich, zabaw kolorowych, legend tajemniczych i piosenek beztroskich... Ojciec mój zbierał te piosenki i melodie to tańców, notował, segregował, gromadził, a kiedy je potem przygrywał na skrzypcach, fortepianie czy flecie - zdawało się, jakby odsłaniał ślady wiodące w tamte przemienione dni. Chodziliśmy dalej po górach i dolinach. Nie było szczytu w Beskidach, na którym by noga nasza nie stanęła.


Ciekawe były te wędrówki, bo ojciec mój znał góry lepiej ktokolwiek inny, wiedział, z której strony je podchodzić, by ujawniły zakryte dla nich piękno. Wiedział, kiedy lasy potrafią rozmawiać z ludźmi a które milczą. Znał miejsca, gdzie wystarczyło stanąć i zwrócić się w określonym kierunku, zawołać, aby usłyszeć wielokrotną odpowiedź. Wiedział, którymi szlakami wędrował ze swoją zbójnicką gromadą Ondraszek, gdzie łupił kupców i panów a gdzie rozdawał towary biedocie. Znał groty, gdzie skarby ponoć zbójnicy chowali. Znał głazy omszałe, za którymi kryły się tajemnicze krużganki w głębi niesłychanych grot - gdzie śpiący rycerze czekali. Wstępowaliśmy do baców na mleko i ser, wychodziliśmy zaś z nowymi pieśniami. Zaglądaliśmy na wesela, gdzie w tańcu furczały spódniczki, a wałaskie żywotki srebrem wyszywane i pasy złociste migały w obrotach zalotnie. Znaliśmy zielarzy mieszkających w lasach, którzy nie tylko zioła lecznicze przyrządzali, ale uroki odczyniać i rzucać potrafili, którzy zaklęcia tajemnicze na kształt pieśni dziwacznych o rytmice niepokojącej przy pełni księżyca wypowiadali, różdżki czarodziejskie i fujarki z zaklętych drzew na rozstaju wyrabiali... Był to dziwny świat. Legenda i fantazja wciąż przeplatały się w nim z rzeczywistością jak mgły wieczorne z pniami rosochatych drzew. W każdej pieśni tu znalezionej odbijała się jakaś część tego świata jak w kropli rosy promienie. Każda pieśń była jakimś jak gdyby zaklęciem, które otwierało podwoje wspomnień w jego urocze przestrzenie. I kiedy - minęło znowu wiele lat - przyszło mi na myśl, że może by podzieliś się tym światem z innymi. Tylko zespół młodzieży świerzej i nie zmanierowanej, nie obciążonej żadnymi artystycznymi przesądami, wybrany dla sciśle okreslonych celów - mógł się stać wyrazicielem i formą tej myśli artystycznej, która w żadnym innym wcieleniu wyrażona być nie mogła." Po ukonczeniu Gimnazjum Klasycznego i Szkoły Muzycznej w Cieszynie, Stanisław Hadyna zaczął studiować psychologię i socjologię na Uniwersytecie Warszawskim. Fortepian studiował u prof. Brachockiego, ucznia Ignacego Paderewskiego. Ukończył również po wojnie kompozycję u prof . Ludomira Różyckiego zas dyrygenturę u Malawskiego i Fitelberga. O początkach Śląska wspomina:"...Mazowsze bardzo mi się podobało. Postanowiłem zrobić zespół śląski, jako pewien "odpowiednik" "Mazowsza" z uwzględnieniem różnic folklorystycznych, dynamiki, różnic wynikających z interpretacji pewnych tanców i pieśni. I chciałem nazwac go "Śląsk". Wtedy do tego pomysłu bardzo się życz liwie odniósł wicewojewoda śląski Jerzy Ziętek i powiedział "róbcie". I zacząłem robić, nie mając grosza przy duszy. To szło bardzo zabawnie, bo przez pół roku organizowałem ten Śląsk kompletnie bez funduszy. Pałac Kultury w Katowicach dał mi salę na próby i przesłuchania. Ja wtedy przesłuchałem 12 tys. ludzi. Równocześnie były takie różne kombinacje. Pamiętam, że musiałem sprzedać palto, żeby zapłacić druk afiszy werbunkowych. Chodziłem po górach, do domów kultury, do kosciołów, do szkół, do fabryk i słuchałem, jak śpiewają. Byłem na t akich szkubaczkach w Koniakowie, któreśmy zorganizowali z panią Walkową i Kawulokiem . Żeby przy tej okazji, jak się tam bawią górole, ponotować trochę piesniczek i połapać trochę tej młodzieży góralskiej. To się udało, bo stamt ąd weszły do zespołu dziewczęta, które bardzo ładnie śpiewały białymi głosami." Przeciętnie przyjmowano do Zespołu jedną osobę na sto przesłuchanych w wieku od 14 do 20 lat. W pierwszy dzień wiosny 1953 roku 120 osób wybrano do Zespołu. Na jego siedzibę oddano zamek w Koszęcinie, koło Lublińca, w którym niegdyś król Jan Sobieski zbierał swoje chorągwie przed przekroczeniem granicy Śląska w drodze na Wiedeń. Pierwszy wystyp Zespołu Śląsk jesieniq 1954 roku w Warszawie stał się rewelacją dla całej Polski. Śląsk nie tylko reprezentuje bogaty folklor swej ziemi, od której przyjął nazwy, ale włączył także do swego repertuaru tańce narodowe polskie, jak: Mazur, Krakowiak, Kujawiak, Oberek, Polonez itp. Zespół Śląsk koncertował wielokrotnie nieomal we wszystkich krajach świata, odwiedził m.in.: Anglię, Belgię, Danię, Egipt, Grecję, Finlandię, Francję, Izrael, Jugosławię, Kanadę, Koreę, Meksyk, Mongolię, Norwegię, Szwecję, Włochy, ZSRR, USA, aby wymienić kilka. Odnosząc olbrzymie sukcesy, o których pisała cała prasa światowa , co wymieniam na wstępie. W tym czasie Stanisław Hadyna napisał ponad 250 pieśni i 30 tanców dla zespołu Śląsk skomponował również, wykonywane na filharmonicznych estradach, dwa koncerty fortepianowe, kilka kantat symfoniczno-chóralnych, muzykę do wielu filmów, napisał muzykę baletową oraz 100 pieśni chóralnych dla innych zespołów. U szczytu swej sławy prof.Hadyna, w 1970 r. po koncercie dla Prezydenta Francji de Gaulle w Zabrzu, zmuszony został do rezygnacji z kierowania Śląskiem: "...Byłem bezpartyjny i zbuntowany - wspomina prof. Stanisław Hadyna. Przyszedł facet z Komitetu Wojewódzkiego z ludźmi z UB. Zostałem, "odstawiony", że tak powiem. Połowa zespołu odeszła ze mną, poszli do filharmonii, oper. W ciągu 20 lat przerwy od zespołu Sląska zaczęłem pisać. Powiesci, dramaty. Trzy z nich zdobyły nagrody międzynarodowe w USA. Jedno było o Martinie Lutrze Kingu , drugie o Ghandim, a trzecie o rewolucji amerykanskiej. Za książkę "Dwa ognie" dostałem Złoty Medal Rewolucji Amerykanskiej. Pracowałem w telewizji krakowskiej, byłem kierownikiem muzycznym Teatru im. J. Słowackiego w Krakowie.


Ponownie 1 marca 1990 roku wróciłem do Śląska, gdy Mazowiecki został premierem a Cywińska ministrem kultury. Lucjan Kydryński skomentował mój ponowny powrót do Śląska, że musiały się dokonać rewolucyjne zmiany na arenie europejskiej, musiał mur berliński upaść - śmiech - abym mógł wrócić". Na stoku góry Bukowej w Wiśle miał prof. Hadyna dom, do którego chętnie wracał po trudach artystycznych wojaży. Od naszego pierwszego spotkania, zaprzjaźniłem się z prof. Stanisławem Hadyną oraz ze śpiewaczką (mezzosopran) Renatą Jonscher (z domu Pludra) z Cieszyna, która była solistką. Została przyjęta do Zespołu Śląsk, wraz z kilkoma osobami, pokonując około 400 kandydatów w 1988 r., wielki talent muzyczny odkrył u niej prof. Hadyna. Odtąd występowała w całej Europie. Jej repertuar jest bardzo urozmaicony - od klasycznego, poprzez ludowy, kończąc na pieśniach religijnych. W 1998 Renata Jonscher poślubiła w Zakopanem poznanego u prof. Hadyny, Karola Jonschera - absolwenta Uniwersytetu w Cambridge, doktoranta Uniwersytetu Harvarda, mieszkają w Londynie. W 2001 wydała album dedykowany twórczości wielkiego polskiego kompozytora Stanisława Hadyny, a ja zrobiłem film dokumentalny o niej dla TVP "Życie jak w bajce". Po śmierci 1 stycznia 1999 w Krakowie, prof. Stanisław Hadyna został pochowany w Wiśle, na starym cmentarzu ewangelickim na Groniczku. Pośmiertnie otrzymał honorowe obywatelstwo miasta Wisły. Obecnie Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk” nosi imię Stanisława Hadyny. 1 lipca 2006roku przed siedzibą zespołu kompozytorowi postawiony został pomnik.



  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon