Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Rafał Olbiński

Aktualizacja: sie 30


„…William Faulkner powiedział, że każdy artysta jest opętany przez demony, choć nie bardzo wie, dlaczego został przez nie wybrany. Ale też nie ma czasu, żeby się nad tym zastanawiać. Ja się pod tym podpisuję. Demony, weny, muzy są. Kłębią się gdzieś, ale nie mamy dla nich czasu, bo mamy terminy…” – Rafał Olbiński.

Pierwsze portrety Rafałowi Olbińskiemu zrobiłem w czasie jego pierwszej wystawie w Nowym Jorku, w październiku 1981 r., w Polskim Instytucie Naukowym, gdzie ja miałem wystawę w maju, tego samego roku. Czterdzieści lat temu! Od tego czasu zaprzyjaźniliśmy się, fotografowałem go wielokrotnie prywatnie i w pracowniach w Nowym Jorku, Warszawie, Brukseli…napisałem o nim kilka artykułów, on zrobił dla mnie kilka ważnych okładek do moich książek, albumów i plakatów. Ale muszę powiedzieć, że tamte, pierwsze portrety, robione w wyjątkowej sytuacji, kiedy on i ja, w sumie zaczynaliśmy w Nowym Jorku, są niesamowicie prawdziwe. Nawet nie wiem, jak je opisać. Mam je tylko czarno białe, ale nie wyobrażam sobie, że mogły by być kolorowe.

Rafał Olbiński (ur. 21 lutego 1943 r. w Kielcach) – grafik, malarz, ilustrator, jeden z najbardziej światowych polskich artystów. Studiował na wydziale architektury Politechniki Warszawskiej. Przyznaje, że podobał mu się „romantyzm tego zawodu” i dodaje: „miałem to szczęście, że uczyli mnie znakomici profesorowie, jeszcze przedwojenni. Szalenie barwne postacie, jak Pniewski, Hryniewiecki, Bogusławski”.

Drogę artystyczną rozpoczynał jako grafik w redakcji „Jazz Forum”. W 1981 r. wyjechał do Stanów Zjednoczonych z wystawą plakatów jazzowych i tam zastał go stan wojenny. Od 1985 r. wykłada w prestiżowej School of Visual Arts na Manhattanie.

„…Jestem amerykańskim plastykiem urodzonym w Polsce. Gdybym w 1981 roku mimo „wojny” wrócił do kraju, z pewnością nie poszedłbym w kierunku, jaki wybrałem…” – Rafał Olbiński.

Jego prace zdobią okładki m.in. „New York Timesa”, „Time'a”, „Der Spiegla”, czy „Newsweeka", zrobił ich kilkadziesiąt. Otrzymał prawie 200 prestiżowych nagród, w tym złote i srebrne medale stowarzyszenia Society of Illustrators w Nowym Jorku. Jest także laureatem paryskiej Prix Savignac i londyńskiej Nagrody Przeglądu Twórców (1994), zwycięzcą konkursu na plakat reklamujący „Nowy Jork - stolica świata” (1995) oraz został oficjalnym artystą obchodów Dnia Ziemi w Nowym Jorku (2003). Plakatem do opery „Salome” wystawionej w Filadelfii umocnił artystyczną przygodę z muzyką klasyczną. Wykonał serię okładek do wyjątkowego płytowego wydawnictwa – 24 najsłynniejszych oper. A także zadebiutował jako scenograf, przygotowując „Don Giovanniego” W.A. Mozarta w Filadelfii (2002).

Perfekcyjny warsztat (każda praca jest mistrzowsko wykonana bez użycia technik komputerowych) i nieograniczona wyobraźnia sprawiają, że należy do czołówki światowych ilustratorów i plakacistów.

W 1994 r. otrzymał dwie najbardziej prestiżowe nagrody w dziedzinie bliskich mu sztuk: Prix Savignac, odpowiednik międzynarodowego Oskara, za najbardziej znaczący plakat roku (Paryż) oraz Nagrodę Przeglądu Twórców za najlepszą brytyjską ilustrację (Londyn). Rok później został autorem oficjalnego plakatu reklamującego „Nowy Jork - stolicę świata”. Kontynuacją idei były dalsze projekty stworzone na zamówienie władz Berlina, Las Vegas i Tbilisi. Natomiast w 2003 r. wybrano go oficjalnym artystą obchodów Dnia Ziemi w Nowym Jorku, a jego obrazy były prezentowane na Grand Central Station obok dzieł A. Warhola, R. Lichtensteina, K. Heringa.

Jego prace można oglądać m.in. w Muzeum Sztuki Nowoczesnej i Carnegie Foundation w Nowym Jorku, w Bibliotece Kongresu w Waszyngtonie, czy Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Toyamie, a także w wielu Muzeach Plakatu. Są też surrealistycznym akcentem prywatnych kolekcji w USA, Japonii, Australii.

Prezes Międzynarodowego Salonu Plakatu w Waszyngtonie A. Parinaud, zauważył, że: „każdy z rysunków Olbińskiego otwiera świat rozkoszy nowych odkryć. Sprawia, że płyniemy przez chmury, kwiaty i piękne kształty i wierzymy, że sami jesteśmy postaciami z baśni”.

– Czesław Czapliński: Na samym początku, zaraz po wystawie, umówiłem się z Rafałem i sprowokowałem go do wypowiedzi na temat sytuacji na rynku artystycznym w Nowym Jorku, który był i niewątpliwie jest najbardziej wymagający na świecie.

–Rafał Olbiński: Dyrektorzy artystyczni, którzy kształtują rynek graficzny, szukają rzeczy nowych, dlatego aby się utrzymać na szczycie – ciągle trzeba być najlepszym, a co za tym idzie: doskonalić się, zaskakiwać. W tej chwili w Ameryce ilustracja przeżywa renesans. Pojawiło się wiele nowych osób, stylów — na co duży wpływ mają ludzie z Europy.

Na początku nie było łatwo, gdyż trzeba było zrobić coś po raz pierwszy. Polegało to na tym, że chodziłem z portfolio (obecnie zajmuje się tym mój agent) i pokazywałem wszędzie dotychczasowe prace. Zasada zdobycia zlecenia jest prosta: jeśli dyrektorowi artystycznemu spodobają się one daje jakieś zlecenie. W moim przypadku kilka razy podobały im się, zaryzykowali i dali mi pierwsze zlecenia. Jeśli wykona się je dobrze to jest 90% pewności, że zamówią ponownie. I tak się zaczęło.

Zacząłem również uczyć w School of Visual Arts w Nowym Jorku i Tyler School of Arts w Filadelfii. Dzielę swój czas między zajęcia w tych dwóch szkołach, a pracę na rynku graficznym w Nowym Jorku.

Właściwie tego, co robię, czyli projektowania. W Nowym Jorku głównie projektowania plakatów, a w Filadelfii wszystkiego, co jest związane z projektowaniem: ilustracje, typografie. Zabawne, że uczę wszystkiego tego, czego sam się nie uczyłem, bo nie chodziłem do szkoły artystycznej.

Nauczanie jest wspaniałą przygodą. Zaczynam również mieć już swoje pierwsze wyniki w pracy — jedna z moich studentek wygrała największy na świecie międzynarodowy konkurs dla grafików w Osace (Japonia) dostała złoty medal za najlepsze portfolio. To daje mi dużo satysfakcji.

–Cz.Cz.: Robisz okładki dla największych magazynów ("Time”, "Newsweek "Business Week”) czy mógłbyś powiedzieć, jak wygląda typowe zamówienie i praca nad nim?

—R.O.: Najczęściej we wtorek rano dzwoni redaktorka z "Time'a” i mówi mniej więcej,o co chodzi w artykule, prosząc o szkice pomysłów na następny dzień rano. W środę po długich naradach i zaakceptowaniu jednego z pomysłów do realizacji ma się czas do rana następnego dnia (czwartek) na ostateczne wykonanie okładki.

Potem dostaje się tysiące dolarów (w przypadku "Time'a” 3 tysiące dolarów) i jest się szczęśliwym, że zamówili. Nie jest równoznaczne z tym, że wydrukują, gdyż okładkę robi kilku grafików równocześnie i wybierają najbardziej pasującą do tematu.

—Cz.Cz.: Czy w ogromnej konkurencji, jaka panuje na rynku graficznym, jest szansa dla kogoś nowego z Polski?

—R.O.: Zawsze była i jest, gdyż „trwa stała pogoń za czymś nowym, świeżym, ale z drugiej strony wspaniałym technicznie, bez żadnych potknięć. Wszyscy ci, którzy mają coś do powiedzenia sposób nienaganny technicznie, zawsze mogą znaleźć pracę.

—Cz.Cz.: Co czujesz, kiedy twój projekt zostanie wydrukowany i widzisz plakat na ulicy czy magazyn w kiosku?

—R.O.: Jestem zażenowany, wstydzę się tego, co widzę, gdyż mam świadomość błędów, jakie popełniłem przez brak czasu. To jest bardzo osobiste podejście, gdyż inni nie wiedzą, co myślałem, co zamierzałem. Ciągle nie jest to zachwyt bezkrytyczny. Myślę, że świadomość, iż najlepszej pracy się jeszcze nie zrobiło, to zdrowy objaw.

—Cz.Cz.: Czy wystawiasz swoje prace w galeriach?

—R.O.: Tak, przy różnych okazjach. Jestem obecnie zaproszony na sympozjum grafików do Aspen (Colorado), któremu towarzyszyć będzie wystawa plakatów. Moje prace są również wystawiane w Centrum Kultury im. Pompidou w Paryżu na ekspozycji grafików pracujących dla "New York Timesa”. Poza tym uczestniczę w wystawie w Hiroszimie (Japonia), do udziału w której zaproszono 100 najlepszych grafików z całego świata.

—Cz.Cz.: Czy po takim doświadczeniu zaczniesz robić już tylko dla siebie?

—R.O.: Obawiam się, że już nie potrafię robić tylko dla siebie. To jest pewnego rodzaju choroba, po wielu latach tworzenia grafiki użytkowej nie można pracować jakby się było artystą absolutnie wolnym, tworzącym tylko dla siebie.

Interesują mnie inne problemy niż 99 procent malarzy, nie uważam tego oczywiście za złe, wręcz przeciwnie. W końcu, w historii malarstwa było wielu ludzi, którzy rozwiązywali problemy intelektualne czy fabularne, niekoniecznie tylko malarskie. Rene Magritte jest chyba tego najlepszym przykładem. Nie zachwycam się kolorem Magritte'a, a jego wyobraźnią, pomysłami. Chodzi mi o stworzenie własnego świata.

—Cz.Cz.: Twoje ilustracje są bardzo malarskie. Poza tym jesteś już rozpoznawalny na tyle, że nie trzeba ich podpisywać, a to świadczyłoby, że masz styl?

—R.O.: Ja określiłbym to jako pewien rodzaj symboliki, język wizualny na pograniczu surrealistyczno-poetyckim. Zresztą to nie jest moja opinia, a ludzi: którzy chcą, abym coś dla nich zrobł po swojemu. Czyli realizuję już własne pomysły na jakiś temat, w wielu przypadkach luźno związane przedmiotem. Jesteśmy więc coraz bliżej sztuki, brania rzeczywistośći przez zaskoczenie. Oczywiście, jestem pierwszą osobą, która się zaskakuje przetwarzając rzeczywistość.

—Cz.Cz.: Czy widzisz choćby techniczną różnicę między tym co robiłeś dawniej, a dziś?

—R.O.: Nawet w stosunku do tego co robiłem pół roku temu.

—Cz.Cz.: Zacznijmy nietypowo od końca, co chcesz teraz robić?

—R.O.: Chcę mieć teraz kilka wystaw w ważniejszych ośrodkach: Paryż, Rzym, Tokio. Nie dlatego, że jest mi to potrzebne do przeżycła, ale aby się odświeżyć i wyrwać z rutyny. Czuję się jakby uwiązany i wydaje mi się, że jeśli teraz nie zrobię czego innego, to później już nie będę mógł.

—Cz.Cz.: Co byś chciał wystawiać - prace wydrukowane czy może oryginały?

—R.O.: Częściowo oryginały, częściowo wydruki, ale po dużej selekcji, bo część, bez tekstu, dla którego były robione, nie będzie zrozumiała w galerii. Chciałbym powoli przestawiać się na malowanie, dla własnej przyjemności, tego na co mam ochotę, gdzieś na poboczach wielkiej sztuki. Od pewnego czasu sprzedaję oryginały swoich ilustracji, najczęściej klientom, którzy używali ich do czegoś, a potem im się spodobały. W ciągu ostatnich dwu lat tworzyło to niebagatelną część miesiąca, ciągle się czegoś uczę. Jeśli zrobię dziesięć ilustracji miesięcznie czy dziesięć obrazów, a każdy stanowi inne zadanie, to jest to strasznie twarda szkoła.

Nie jest tajemnicą, że w Nowym Jorku, jeśli chodzi o reklamę, powstaje większość tego co się robi na świecie. Powoduje to ogromne nagromadzenie twórców, a co za tym idzie konkurencję.

Wszędzie jest trudno, a że tu jest największy rynek i najbardziej wymagający, może być pozytywne i negatywne. Pozytywne dla ludzi, którzy lubią pracować i mają coś do przekazania, bo dyrektorzy artystyczni ciągle czekają na coś nowego. Mówiłem o sztuce, która zaskakuje — nie można zaskakiwać trzy razy tym samym.

Jeśli natomiast chodzi o konkurencję, to mnie nawet trochę dopinguje. Jeśli widzę coś dobrego, pierwszą reakcją jest, że chciałbym to zrobić, a potem się zastanawiam, że może bym to zrobił trochę lepiej. Powoduje to, że nie wystarczy być dobrym, trzeba również mieć szczęście.

—Cz.Cz.: Kto dla ciebie dziś jest mistrzem?

—R.O.: To się ciągle zmienia, dosłownie co kilka miesięcy jest ktoś inny, nie jest tak, że mam jednego mistrza. Chociaż Brad Holland ciągle mnie zaskakuje, ciągle coś nowego robi. To jest nłezwykle miłe patrzeć na ich rozwój i pozwalać zżerać się zazdrości. Chciałoby się być tak samo dobrym i jest to niezwykle dopingujące. Ale konkurencja może oddziaływać również negatywnie, jeśli paraliżuje i myśli się, że się nie da rady. Na wernisaż wysłałem zaproszenia do wielu dyrektorów artystycznych, których nazwiska i adresy znałem z różnych publikacji. Na otwarcie przyszedł tylko jeden dyrektor artystyczny z „Psychology Today”. Poprosił mnie na bok i powiedział, że bardzo mu się podobają takie dziwne rzeczy, jakie robię, bo u nich czasem takich ponurych ilustracji używają. I w następnym tygodniu dał mi okładkę do zrobienia!

Muszę powiedzieć, że Rafał ciągle mnie zaskakuje, nowymi projektami, które łączą różne media, ostatnio pisze opowiadania i według mnie, jeszcze nie powiedział ostatniego słowa, więc ciągle trzymam aparat gotowy do strzału od 40 lat. Przeglądając kilkaset zdjęć, jakie mu zrobiłem, mógłbym zrobić potężną wystawę tylko z jego zdjęć.

„..Z polskich nazwisk tylko jedno naprawdę coś znaczy w świecie i brzmi ono: Abakanowicz. Jestem realistą, więc wiem, że cel, o którym mowa, jest niemal iluzją. Próbować jednak trzeba…” – Rafał Olbiński, odpowiadając na pytanie czy odniósł sukces międzynarodowy? To świadczy o niebywałej skromności Rafała, a powtarzam do znudzenia, że tylko wielcy są skromni.


PORTRAIT with HISTORY Rafał Olbiński

“… William Faulkner said that every artist is possessed by demons, although he doesn't quite know why he was chosen by them. But there is no time to think about it either. I subscribe to it. Demons, veins, muses are there. They swirl somewhere, but we don't have time for them, because we have deadlines ... ”- Rafał Olbiński.

I took the first portraits of Rafał Olbiński during his first exhibition in New York, in October 1981, at the Polish Scientific Institute, where I had an exhibition in May of the same year. Forty years ago! Since then we became friends, I photographed him many times privately and in studios in New York, Warsaw, Brussels ... I wrote a few articles about him, he made some important covers for my books, albums and posters. But I have to say that those first portraits, taken in the unique situation where he and I actually started in New York, are incredibly real. I don't even know how to describe them. I only have them in black and white, but I can't imagine that they could be colored.


Rafał Olbiński (born February 21, 1943 in Kielce) - graphic artist, painter, illustrator, one of the world's most famous Polish artists. He studied at the Faculty of Architecture of the Warsaw University of Technology. He admits that he liked the "romanticism of this profession" and adds: "I was lucky that I was taught by excellent professors, even before the war. Crazy colorful characters like Pniewski, Hryniewiecki, Bogusławski. "

He started his artistic career as a graphic designer in the editorial office of "Jazz Forum". In 1981, he went to the United States with an exhibition of jazz posters and was found there under martial law. Since 1985, he has been teaching at the prestigious School of Visual Arts in Manhattan. “... I am an American artist born in Poland. If in 1981, despite the "war", I returned to the country, I would certainly not go in the direction I chose ... "- Rafał Olbiński. His works adorn the covers of, among others The New York Times, Time, Der Spiegel and Newsweek made dozens of them. He received nearly 200 prestigious awards, including gold and silver medals from the Society of Illustrators in New York. He is also a laureate of the Parisian Society of Illustrators. Prix ​​Savignac and the London Creators Review Award (1994), winner of the poster competition for "New York - Capital of the World" (1995) and the official artist of the Earth Day celebration in New York (2003). an artistic adventure with classical music, he made a series of covers for an exceptional record publishing house - 24 of the most famous operas, and also made his debut as a stage designer, preparing WA Mozart's Don Giovanni in Philadelphia (2002). A perfect workshop (each work is masterfully made without the use of computer techniques) and unlimited imagination make him one of the world's leading illustrators and poster designers.

In 1994, he received two of the most prestigious awards in the field of plays close to him: Prix Savignac, the equivalent of the international Oscar, for the most significant poster of the year (Paris) and the Artists Review Award for the best British illustration (London). A year later he became the author of the official poster advertising "New York - the capital of the world". The idea was continued with further projects commissioned by the authorities of Berlin, Las Vegas and Tbilisi. In 2003, however, he was chosen as the official artist of Earth Day celebrations in New York, and his paintings were presented at the Grand Central Station alongside works by A. Warhol, R. Lichtenstein, and K. Hering. His works can be seen, among others at the Museum of Modern Art and the Carnegie Foundation in New York, the Library of Congress in Washington, the Museum of Modern Art in Toyama, as well as at many Poster Museums. They are also a surreal accent to private collections in the USA, Japan and Australia. President of the International Poster Salon in Washington, A. Parinaud, noted that: “each of Olbiński's drawings opens up a world of delight in new discoveries. It makes us swim through clouds, flowers and beautiful shapes and we believe that we ourselves are characters from fairy tales ”.

— Czesław Czapliński: At the very beginning, right after the exhibition, I made an appointment with Rafał and provoked him to speak about the situation on the art market in New York, which was and is undoubtedly the most demanding in the world.

–Rafał Olbiński: Artistic directors who shape the graphic market are looking for new things, so in order to stay on the top - you still have to be the best, and thus: improve, surprise. At the moment, illustration is experiencing a renaissance in America. Many new people and styles appeared - which is largely influenced by people from Europe. It wasn't easy at first, because it was the first time to do something. It was about going with my portfolio (my agent is currently doing it) and showing all my work so far. The principle of getting an order is simple: if the art director likes it, he gives it a commission. In my case, they liked them a few times, took a chance and gave me my first orders. If done well, you can be 90% sure that they will order again. And so it started.

I also started teaching at the School of Visual Arts in New York and the Tyler School of Arts in Philadelphia. I divide my time between classes in these two schools and work in the graphics market in New York. Actually what I do which is designing. In New York, mainly poster design, and in Philadelphia everything related to design: illustrations, typography. It's funny that I teach everything that I didn't learn myself because I didn't go to art school. Teaching is a great adventure. I am also starting to have my first results at work - one of my students won the world's largest international competition for graphic designers in Osaka (Japan) and received a gold medal for the best portfolio. It gives me a lot of satisfaction.

–Cz.Cz. .: You make covers for the biggest magazines ("Time", "Newsweek" Business Week "), could you please tell me what a typical order looks like and how it works?

—RO: Most often on Tuesday morning the editor from "Time" calls and tells more or less what the article is about, asking for draft ideas for the next morning. On Wednesday, after long deliberations and approval of one of the ideas, you have time to implement by morning the next day (Thursday) for the final cover design. Then you get thousands of dollars ($ 3,000 in the case of Time) and are lucky they ordered it, which is not the same as printing it, because the cover is done by several artists at the same time and they choose the most appropriate for the subject.

—Cz.Cz .: Is there a chance for someone new from Poland in the huge competition that prevails on the graphics market?

—R.O .: It has always been and is, because “there is a constant pursuit of something new, fresh, but technically wonderful on the other hand, without any lapses. All those who have a say in a technically impeccable manner can always find a job.

— Cz.Cz .: How do you feel when your project is printed and you see a poster on the street or a magazine in a kiosk?

—R.O .: I am embarrassed, ashamed of what I see, because I am aware of the mistakes I have made due to lack of time. This is a very personal approach as others do not know what I thought or intended. It is still not an uncritical delight. I think knowing that the best work has not yet been done is a healthy symptom.

—Cz.Cz .: Do you exhibit your works in galleries?

—R.O .: Yes, on several occasions. I am currently invited to a graphic designer symposium in Aspen, Colorado, which will be accompanied by a poster exhibition. My works are also exhibited at the Pompidou in Paris at the exhibition of graphic artists working for the "New York Times." Besides, I am participating in the exhibition in Hiroshima (Japan), in which 100 best graphic artists from around the world were invited to participate.

—Cz.Cz .: After such experience, will you start doing just for yourself?

—R.O .: I'm afraid I can't do just for myself anymore. This is a kind of disease, after many years of creating functional graphics, you cannot work as if you were an absolutely free artist, creating only for yourself. I am interested in problems other than 99 percent of painters, I do not consider it a bad thing, of course, quite the contrary. After all, there have been many people in the history of painting who have solved intellectual or fictional problems, not necessarily just painting problems. Rene Magritte is perhaps the best example of this. I am not delighted with Magritte's color, but with his imagination and ideas. I mean creating my own world.

—Cz.Cz .: Your illustrations are very painterly. Besides, you are already recognizable enough that you do not need to sign them, and that would indicate that you have style?

—R.O .: I would describe it as a kind of symbolism, a visual language on the surreal-poetic borderline. Anyway, this is not my opinion, but people: who want me to do something for them my way. So I already implement my own ideas on a topic, in many cases loosely related to the subject. So we are getting closer to art, taking reality and by surprise. Of course, I am the first person to surprise myself when transforming reality.

—Cz.Cz .: Do you even see a technical difference between what you did in the past and today?

—R.O .: Even compared to what I did six months ago.

—Cz.Cz .: Let's start from the end atypically, what do you want to do now?

—R.O .: I want to have a few exhibitions now in major centers: Paris, Rome, Tokyo. Not because I need it to survive, but to refresh myself and break out of routine. I feel tied up and it seems to me that if I don't do something else now, I won't be able to later.

—Cz.Cz .: What would you like to exhibit - printed works or maybe originals?

—R.O .: Partly originals, partly prints, but after a lot of selection, because some, without the text for which they were made, will not be understandable in the gallery. I would like to slowly switch to painting, for my own pleasure, whatever I feel like, somewhere on the side of great art. For some time now, I have been selling the originals of my illustrations, mostly to customers who have used them for something and then liked them. It's been a significant part of the month over the last two years, and I'm still learning. If I do ten pictures a month or ten pictures, and each is a different job, it's a very tough school. It's no secret that in New York, when it comes to advertising, most of what is done in the world is made. This results in a huge concentration of creators, and thus competition. It is difficult everywhere, and since this is the largest and most demanding market, it can be positive and negative. Positive for people who like to work and have something to share, because the art directors are always waiting for something new. I was talking about art that surprises - you cannot surprise three times with the same. When it comes to competition, it even cheers me on a bit. If I see something good, the first reaction is that I would like to do it, and then I wonder maybe I would have done it a little better. As a result, it is not enough to be good, you also have to be lucky.

—Cz.Cz .: Who is your champion today?

—R.O .: It keeps changing, there is literally someone different every few months, it's not like I have one master. Although Brad Holland keeps surprising me, he is always doing something new. It is very nice to watch them grow and let jealousy eat them up. One would like to be just as good, and it is extremely encouraging. But competition can also have a negative effect if it paralyzes you and you think you can't do it. For the vernissage, I sent invitations to many art directors whose names and addresses I knew from various publications. Only one art director from “Psychology Today” came to the opening. He asked me aside and said he liked the weird things I do because they sometimes use such gloomy illustrations. And the next week he gave me a cover art to do!

I must say that Rafał keeps surprising me with new projects that connect different media, he has been writing short stories recently and in my opinion, he has not said the last word yet, so I keep my camera ready to shoot for 40 years. Looking through the several hundred photos I took of him, I could make a huge exhibition only from his photos.

“..Out of Polish names only one really means something in the world and it is: Abakanowicz. I am a realist so I know the goal in question is almost an illusion. However, one has to try…”- Rafał Olbiński, answering the question whether he achieved international success? This proves the incredible modesty of Rafał, and I repeat to the point of boredom that only the great are modest.


  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon