Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Juliusz Lubicz Lisowski


Juliusz Lubicz Lisowski (ur. 25 lutego 1900 r. w Rachnówce na Ukrainie – zm. 22 lipca 1993 w Warszawie) aktor, reżyser.

W 1917 ukończył Wydział Chemii Politechniki Kijowskiej, a w 1924 Studium Dramatyczne Ireny Hryniewieckiej w Warszawie. Założyciel wytwórni kosmetyków „Krystyna”.

Debiutował we wrześniu 1924 rolą kolejarza w Podróży po Warszawie Feliksa Szobera w Teatrze im. Wojciecha Bogusławskiego w Warszawie w reżyserii Leona Schillera. Przed II wojną światową występował na deskach teatrów warszawskich, łódzkich i poznańskich. Po 1945 występował na scenach Teatru Powszechnego w Łodzi (1945–1952), Teatru Wybrzeże w Gdańsku (1952–1955), w Koszalinie, w Gliwicach oraz Estrady Łódzkiej (1960–1963). Pod koniec swojego życia był najstarszym, czynnym zawodowo aktorem w Polsce.

Autor dwóch książek: Wspomnienia teatralne i Notatki z planu filmowego.

Występował również w Teatrze Telewizji m.in. w Pożądaniu w cieniu wiązów Eugene’a O’Neilla w reż. Grzegorza Skurskiego w roli starego farmera (1983), Mgiełce Józefa Hena w reż. Juliusza Janickiego (1986), Umarłym domu Janisa Ritsosa w reż. Krystyny Bogusławskiej (1987) oraz w spektaklu Maestro Jarosława Abramowa-Newerlego w reż. Marka Nowickiego (1989).

W 1930 zadebiutował w filmie rolą Antka w Moralności Pani Dulskiej – pierwszym polskim filmie z dialogami nagranymi na płytach gramofonowych, w reż. Bolesława Newolina.

Miałem szczęście poznać najstarszego w Polsce, grającego jeszcze aktora, który na swoim koncie ma ponad 400 ról teatralnych i ponad 200 filmowych. Wyreżyserował 44 sztuki teatralne, jest autorem dwóch ksiqżek: „Wspomnienia starego aktora” i „Notatki z planu filmowego”. Juliusza Lubicza Lisowskiego odwiedziłem w jego warszawskim mieszkaniu 22 marca 1991 r., którego ściany od podłogi do sufitu zawieszone sq obrazami, zdjęciami, w którym trudno się swobodnie poruszać, gdyż wszędzie stoją meble, rzeźby i sprzęty trudne do zidentyfikowania. Artysta, urodzony w 1900 roku, opowiedział mi historię.

„…Urodziłem się w Rachnówce. Miałem dwóch braci i siostrę. Ojciec mój był synem Sybiraka, który w 1863 roku poślubił Włoszkę, pannę Fanti. Pracował jako administrator w dobrach Karola Jaroszyńskiego, wychowałem się więc wśród lasów, pól i rzek. Mogłem godzinami podziwiać wschody i zachody słońca, łowić ryby, polować na głuszce i być może temu właśnie zawdzięczam moją obecną kondycję i zdrowie.

Gdy miałem rok, ochrzczono mnie w kościele w Berdyczowie, tym samym, w którym Balzak brał slub z Ewelinę Hańską. Matkę widywałem zawsze na co dzień, ojca tylko wieczorami, bo zawsze wstawał o świcie, by wyruszyć w pole konno lub linijką.

Pytałem Praksedę, niańkę:

–Dokąd pojechał ojciec?

–Do pracy, aby Kubuś miał chlebek.

Kubuś to było moje przezwisko; do lat pięciu nie wiedziałem, że mam inne imię. Rano na śniadanie dostawaliśmy mleko w kubkach. Po wydojeniu krów, stawiało się mleko w piecu, z którego wyjmowano świeżo upieczony chleb, mleko parowało, i po dwu godzinach, kiedy nadeszła pora śniadania, było gęste; dzisiaj tamto mleko przypomina mi słodka 12-procentowa śmietanka.

W wieku pięciu lat zobaczyłem po raz pierwszy w swoim życiu miasto – był to bardzo wtedy piękny Kijów, ale niewiele pamiętam, bo poruszałem się po nim na ogół samochodem windhofem. Ojciec ku pił ten wóz w Paryżu, dokąd pojechał, aby zawieźć pieniądze właścicielowi majątku i tam też wynajął szofera Francuza, który byłjednocześnie inżynierem; obsługa ówczesnych maszyn wymagała fachowości. Wchodziło się do tego samochodu po drabince; szofer, aby zarobić na drobne wydatki, jeździł nim po Kreszczatiku i woził przygodnych pasażerów. Z pierwszej jazdy samochodem mało zostało mi w pamięci, bo dostałem śliczne marynarskie ubranko, berecik z czerwonym pomponikiem i właśnie kiedy samochód ruszył z niezmierną szybkością pięciu kilometrów na godzinę, mój berecik spadł i cały Kreszczatik przejechałem we łzach wołając, że zgubiłem czapkę. Oczywiście nikt nie zwracał na mnie uwagi i nigdy nie odzyskałem mojej zguby.

W wieku lat dziewięciu pojechałem do stryja Leona, brata ojca, abyprzez następnych osiem lat uczyć się, zdać maturę i zacząć studiować na Politechnice Kijowskiej. Stryj Leon był człowiekiem bogatym i pomagał ojcu wychowywać troje z nas: mój starszy brat Józef został architektem, a siostra Maria ukończyła farmację. Skąd zatem teatr? Byliśmy wszyscy umuzykalnieni, normalna rzecz na Ukrainie, Wdom1J każdy grał, jak nie na skrzypcach, to na fortepianie, recytowało się dużo poezji, do dobrego tonu należało znać wszystkie pieśni powstańcze. Dopóki nie przyjechałem do kraju, wydawało mi się, że znam doskonalejęzyk polski; rozczarowanie było straszne.

Kiedy w 1920 roku dotarłem wreszcie spod Kijowa do Warszawy, pierwsze kroki skierowałem na politechnikę. Egzaminov,ano mnie długo, sprawdzono papiery, skierce,ano do pracy w fabryce „Pocisk” na Pradze, ale kiedy z rozpaczą w sercu jednego z profesorów, dlaczego to wszystko tak trwa, miły pan zaprosił mnie do siebie i ugościwszy serdecznie, powiedział.

–Widzisz chłopcze, ty nie umiesz mówić po polsku. Gdybyśmy ci pozwolili w tej chwili kończyć studia, nie dałbyś rady…

–Przecież jestem Polakiem. Mój dziadek walczył w powstaniu 1863 roku. Ja mam papiery.

–Eto bumażki. Chłopcze, ty sam nie wiesz jak mówisz. Dzieciństwo wśród ukraińskich dzieciaków, szkoła rosyjska, Politechnika Kijowska, co drugie słowo ruskie, no i ten akcent. Mam dla ciebie jedną radę: jesteś przystojnym chłopcem, dobrze wychowanym, z pewną ogładą towarzyską i dasz sobie radę na pewno, ale zacznij od szkoły dramatycznej. Przypawkowo mam tam znajomości i postaram się, abyś się tam zainstalował. Tam cię nauczą języka, a potem wybierzesz, co dalą.

Tak zaczęła się moja teatralna przygoda, która trwała dokładnie lat sześćdzłesiąt, z przerwą w czasie okupacji, kiedy to zawód chemika pozwolił mi utrzymywać liczną rodzinę - po prostu robiłem kosmetyki.

W czasie nauki w szkole dramatyczną, którą ukończyłem w 1924 roku, codziennie chodziłem do teatru, ale popołudnia często spędzaliśmy z kolegami w kinie, czyli – jak się wtedy mówiło – w iluzjone. Wpuszczano nas tam najczęściej za darmo, gdyż personel chętne korzystał z wejściówek do teatrów, które otrzymywaliśmy w szkole. Byliśmy wszyscy młodzi, oberwani i głodni, ale niezwykle soldarni. Kino nie interesowało mnie jako rozrywka, szukałem tam aktora, było dla mnie niezwykłym przezyciem zobaczyć na ekranie Józefa Węgrzyna, Wiktora Biegańskiego, ludzi, których znałem osobiście. Kino nie miało głosu, tytko napisy i aktrzy musieli wyrażać swoje uczucia mimiką, ruchami, wyrazistą grą. Podobało mi się to.

Filmowi towarzyszyła muzyka, niekiedy nawet na wysokim poziomie. Znakomity fotograf czasów międzywojennych, Jerzy Benedykt Dorys, muzyk z wykształcenia, grał w kinie, w orkiestrze.

–Kiedy pan sam zaczął grać? – zapytałem Lisowskiego, kiedy zrobił krótką przerwę w opowieści.

¬Rozpocząłem w czasie nauki w szkole dramatycznej, organizowałem przedstawienia, z których dochód przeznaczony był dla niezamożnych studentów. Po ukączeniu szkoły Leon Schiller zaangażował mnie do swego teatru im. Bogusławskiego. Debiutowałem w tym teatrze w 1924 roku w sztuce Szobera „Podróż po "Warszawie". Grałem obok Adwentowicza, Zelwerowicza, Żabczyńskiego.

W 1936 roku otrzymałem pierwszą dyrekcję Teatru Nowego w Poznaniu. Przydała mi się chemia, gdyż w czasie okupacji robiłem kosmetyki w Chemicznym Instytucie Badawczym.

Po wojnie w 1950 roku zostałem zaangażowany do Łodzi przez Karola Adwentowcza; potem byłem na Wybrzeżu, w Poznaniu, Katowicach, aż wróciłem w 1968 roku do Warszawy, gdzie w Teatrze Współczesnym pod dyrekcją Axera pracowałem do emerytury.

Trzeba tu dodać, że Juliusz Lubicz Lisowski nie przerwał aktywnej działalności. Nadal grywa w filmach, pisze wspomnienia, gdyż w swoim niezwykle intensywnym i pracowitym życiu zetknął się z wieloma wybitnymi ludźmi.

Muszę powiedzieć, że poznanie takie człowieka, to jak przeżycie innej epoki, a przynajmniej z nią kontakt, jakiego nie da się wyczytać z książki. Inna dykcja, słowa nie używane dziś, gesty…wspaniałe przeżycie, które starałem się uchwycić na zdjęciach.


PORTRAIT with HISTORY Juliusz Lubicz Lisowski

Juliusz Lubicz Lisowski (born on February 25, 1900 in Rachnówka, Ukraine - died on July 22, 1993 in Warsaw) actor, director. In 1917 he graduated from the Faculty of Chemistry at the Kiev University of Technology, and in 1924 the Dramatic Studies of Irena Hryniewiecka in Warsaw. Founder of the Krystyna cosmetics label. He made his debut in September 1924 with the role of railwayman in Feliks Szober's Journey around Warsaw at the Teatr im. Wojciech Bogusławski in Warsaw directed by Leon Schiller. Before World War II, he performed at the Warsaw, Łódź and Poznań theaters. After 1945, he performed on the stages of the Powszechny Theater in Łódź (1945–1952), Wybrzeże Theater in Gdańsk (1952–1955), Koszalin, Gliwice and Estrada Łódzka (1960–1963). At the end of his life, he was the oldest, professionally active actor in Poland. Author of two books: Memories of theater and Notes from the film set. He also performed at the Television Theater, including in Lust in the Shadow of the Elms by Eugene O'Neill, dir. Grzegorz Skurski as an old farmer (1983), Józef Henko's Fog, dir. Juliusz Janicki (1986), The Dead House of Janis Ritsos, dir. Krystyna Bogusławska (1987) and in the spectacle by Maestro Jarosław Abramow-Newerli, dir. Marek Nowicki (1989). In 1930 he made his film debut with the role of Antek in Morality by Mrs. Dulska - the first Polish film with dialogues recorded on gramophone records, dir. Bolesław Newolin.

I was lucky to meet the oldest actor in Poland who still plays, who has over 400 theater and over 200 film roles. He directed 44 theater plays and is the author of two books: "Memories of an Old Actor" and "Notes from a film set". I visited Juliusz Lubicz Lisowski in his Warsaw apartment on March 22, 1991, whose floor-to-ceiling walls are suspended with paintings, photographs in which it is difficult to move freely, because there are furniture, sculptures and equipment difficult to identify everywhere. The artist, born in 1900, told me a story.

"... I was born in Rachnówka. I had two brothers and a sister. My father was the son of Siberian who in 1863 married an Italian girl, Miss Fanti. He worked as an administrator in the estate of Karol Jaroszyński, so I grew up among forests, fields and rivers. I could admire the sunrises and sunsets for hours, fish, capercaillie, and maybe that's what I owe my current condition and health.

When I was a year old, I was baptized in a church in Berdyczów, the same one in which Balzak got married with Ewelina Hańska. I've always seen my mother every day, my father only in the evenings, because he always got up at dawn to set off on a horse or a ruler.

I asked Prakseda, a nanny:

- Where did your father go?

-For work, for Winnie to have bread.

Winnie was my nickname; until five years I didn't know I had a different name. In the morning we received milk in cups. After milking the cows, the milk appeared in the oven, from which freshly baked bread was removed, the milk steamed, and after two hours, when breakfast time came, it was thick; today that milk reminds me of a sweet 12% cream.

At the age of five, I saw the city for the first time in my life - it was very beautiful Kiev at the time, but I don't remember much because I was usually traveling by car in a windhof. My father drank this car in Paris, where he went to take the money to the owner of the estate and there he also hired a French chauffeur who was an engineer at the time; the service of the then machines required professionalism. You entered the car by a ladder; in order to earn some money, the chauffeur drove him around Kreszczatik and carried accidental passengers. I didn't remember much from the first car drive because I got a beautiful sailor's clothing, a beret with a red pompon, and just when the car started at an extreme speed of five kilometers per hour, my beret fell and all Kreszczatik ran in tears, crying that I had lost my hat. Of course, no one paid attention to me and I never regained my loss.

At the age of nine, I went to my uncle Leon, my father's brother, to study, pass the final exams and study at the Kiev Polytechnic for the next eight years. Uncle Leon was a rich man and helped his father raise three of us: my older brother Józef became an architect and sister Maria finished pharmacy. So where does the theater come from? We were all musical, normal thing in Ukraine, Wdom1J everyone played, if not the violin, then the piano, a lot of poetry was recited, all insurgent songs were to be heard in a good tone. Until I came to the country, it seemed to me that I knew Polish perfectly; disappointment was terrible.

When in 1920 I finally reached Warsaw from Kiev, I took my first steps to the Polytechnic. Egzaminov, for a long time, papers were checked, I was sent to work at the "Bullet" factory in Prague, but when in despair in one of the professors' heart why it was all going on, a nice gentleman invited me to his place and welcomed me warmly, he said.

- You see boy, you can't speak Polish. If we let you finish your studies right now, you wouldn't be able to ...

- I'm Polish. My grandfather fought in the 1863 uprising. I have papers.

–This is a toy. Boy, you don't know how you speak. Childhood among Ukrainian kids, Russian school, Kiev University of Technology, every second Russian word, and this accent. I have one piece of advice for you: you are a handsome boy, well brought up, with some social skills and you can do it for sure, but start with drama school. I have friendships there and I will try to get you installed there. There they will teach you the language, and then choose what they will give.

This is how my theatrical adventure began, which lasted exactly sixties, with a break during the occupation, when the profession of a chemist allowed me to support a large family - I just did cosmetics.

During my studies at the dramatic school, which I graduated in 1924, I went to the theater every day, but we often spent afternoons with friends at the cinema, or - as it was said then - in the illusion. We were usually allowed in there for free, because the staff eagerly used the theater tickets we received at school. We were all young, hungry and hungry, but extremely soldier. I was not interested in cinema as entertainment, I was looking for an actor there, it was an extraordinary experience for me to see Józef Węgrzyn, Wiktor Biegański, on the screen, people I knew personally. The cinema had no voice, only the subtitles and actors had to express their feelings with facial expressions, movements, expressive play. I liked it. The film was accompanied by music, sometimes even at a high level. An excellent photographer of the interwar period, Jerzy Benedykt Dorys, a musician by profession, played in the cinema, in the orchestra.

–When did you start playing yourself? I asked Lisowski when he took a short break in the story.

–I started studying at a drama school, I organized performances, the proceeds of which were intended for poor students. After graduating from school, Leon Schiller engaged me to his theater named after Bogusławski. I made my debut in this theater in 1924 in Szober's play "Journey around" Warsaw. I played alongside Adwentowicz, Zelwerowicz, and Żabczyński. In 1936, I received the first management of the New Theater in Poznań. I needed chemistry, because during the occupation I was doing cosmetics at the Chemical Research Institute. After the war in 1950 I was engaged to Łódź by Karol Adwentowcz; then I was on the coast, in Poznań, and Katowice, until I returned to Warsaw in 1968, where I worked until retirement at the Współczesny Theater under the direction of Axer. It should be added here that Juliusz Lubicz Lisowski did not stop his active activity. He still plays in films, writes memories because in his extremely intense and hard-working life he came into contact with many outstanding people. I must say that getting to know such a person is like experiencing another era, or at least contact with it, which cannot be read from a book. Different diction, words not used today, gestures ... a great experience that I tried to capture in the pictures.


  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon