top of page
Szukaj
  • Zdjęcie autoraCzesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Henryk Bogusławski



W lipcu 1985 r. odwiedziłem w Mijas (Hiszpania) Henryka Bogusławskiego, z którym odbyłem długą rozmowę, zrobiłem serię zdjęć, którą opublikowałem w Nowy Dziennik(Nowy Jork) – tyg. kul. Przegląd Polski (26 września 1985) – Czesław Czapliński VILLA CHOPIN:

W lipcu 1985 r. odwiedziłem w Mijas (Hiszpania) Henryka Bogusławskiego, z którym odbyłem długą rozmowę, zrobiłem serię zdjęć, którą opublikowałem w Nowy Dziennik(Nowy Jork) – tyg. kul. Przegląd Polski (26 września 1985) – Czesław Czapliński VILLA CHOPIN:

W drodze do Północnej Afryki zatrzymałem się w Costa del Sol w Hiszpanii.

Przeglądając lokalną prasę natknąłem się na niemałą sensację. Gazeta "Marbella Tribune” (Marbella, to najdroższa miejscowość w Hiszpanii; mieszkają tam multimilionerzy arabscy i artyści z całego świata) donosiła w obszernym artykule, że urodzony w Polsce 75-letni Henryk Bogusławski, jako pierwszy obcokrajowiec odznaczony został Medalem Miasta Malagi. O wadze odznaczenia niech świadczy fakt, że przed nim przyznano go Pablowi Picasso.



Podobne informacje ukazały się również w pismach: "Lookout” i "Diario Sur”. Zapałałem chęcią spotkania się z tym nietuzinkowym człowiekiem. Dzięki uprzejmości p. Zaremy Bau miałem możliwość uczestniczenia w koncercie i przeprowadzenia rozmowy z p. Bogusławskim.

Jest prawie 9 wieczorem, na dworze jeszcze jasno. W Hiszpanii o tej porze roku zaczyna się ściemniać dopiero około 10. Taksówkarz zjeżdża z głównej drogi w Torremolinos. Nagle na wąskiej uliczce niebywały wręcz tłok samochodów i ludzi - to na pewno tu.

Wraz z gośćmi ubranymi wieczorowo - panie w długich sukniach, a panowie w smokingach z muszkami, posuwam się pomału do przodu. Mając w pamięci na półnagi tłum (topless - dozwolony i często uprawiany na plażach Costa del Sol) na głównych ulicach Torremolinos, zastanawiam się, czy przypadkiem nie idę na eleganckie przyjęcie w Hotelu Plaza w Nowym Jorku.



W tłumie dochodzimy do okazałej bramy. Widać za nią piękny dom, który podobnie jak większość domów w Hiszpanii jest koloru śnieżnobiałego. Po prawej stronie okazałych drzwi czarny napis: Villa Chopin.

W dużym przedsionku wszyscy pokazują zaproszenia, bez których nie można dostać się do środka. Po przekroczeniu tej bariery i otrzymaniu ładnie wydrukowanego programu dzisiejszego koncertu, wchodzimy do niezwykle przestronnego domu. W ogromnym salonie, którego ściany pokryte są obrazami — wśród nich wiele cennych - wita nas gospodarz w białym smokingu i jego córka Agnieszka. Po krótkiej powitalnej rozmowie wskazuje nam drogę do ogrodu, gdzie ma odbyć się koncert. Doradza, by zająć dobre miejsca, gdyż ma być dziś około 400 osób.



         W ogrodzie – fortepian na niewielkim podwyższeniu i rzędy równo ustawionych krzeseł, z których spora część jest już zajęta. Trochę w tyle, osłonięte rozłożystą palmą stoi popiersie Chopina. W dole rozciąga się przepiękny widok na Morze Sródziemne.

Goście z lampkami szampana w rękach rozmawiają i witają nowo przybyłych znajomych; krzyżuje się wiele języków, najczęściej słychać angielski, hiszpański i francuski.

Zajmujemy dobre miejsca. Z programu dowiaduję się, że dziś występować będzie Ewa Osińska, która ukończyła wyższą Szkołę Muzyczną w Warszawie pod kierunkiem prof. Drzewieckiego i od kilku lat mieszka w Paryżu.

Na jej bogaty życiorys artystyczny składają się występy m.in. we Włoszech, Austrii, Japonii, Hiszpanii, współpraca z wieloma orkiestrami, liczne nagrania dla BBC oraz Polskich Nagrań.

Kiedy doczytałem program i podniosłem głowę, zauważyłem, że większość miejsc została zajęta, nawet na tarasie na pierwszym piętrze. Pomału zaczynało się zciemniać, zapaliły się światła przy klawiaturze. Punktowy reflektor wydobył z mroku popiersie Chopina.



W oświetlonych szklanych drzwiach prowadzących do salonu pojawił się gospodarz z dzwonkiem; którego dźwięk uciszył gwar. Pianistka zasiadła do fortepianu i po krótkiej chwili koncentracji zaczęła grać utwory Mozarta i Albeniza. W czasie kilkunastominutowej przerwy żywo dyskutowano o niezwykłym poziomie jej interpretacji Mozarta.

Ponowny dzwonek przywołał wszystkich na miejsca i po chwili rozpoczęła się druga część, na którą złożyły się już tylko utwory Chopina. Pianistka zakończyła polonezem b-moll opus 53 – wywołując burzę oklasków.



Dla całkowitego oddania nastroju koncertu trzeba dodać, że druga część odbywała się już w zupełnych ciemnościach, pod rozgwieżdżonym hiszpańskim niebem, z odgłosami cykad.

Pomału żegnając się i gratulując gospodarzowi udanego wieczoru publiczność opuszczała ogród.

Kilkanaście zaproszonych osób pozostało na kolacji. Pora wreszcie porozmawiać ze sprawcą tych wydarzeń – Henrykiem Bogusławskim.



Wspomina on: ”...Do Hiszpanii przyjechałem w 1971 r. Od dawna interesowałem się muzyką klasyczną dzięki tradycji rodzinnej (przodek Bogusławskiego był twórcą polskiego teatru narodowego). Szukałem tu dla siebie czegoś ciekawego. Nie znalazłem. Postanowiłem więc sam coś zrobić. W 1972 r. zorganizowałem pierwszy koncert, na którym grał Adam Harasiewicz. W 1977 r. kupiłem obecny dom. Dostosowałem go do wymogów koncertów, tzn. górny ogród przerobiłem, basen przeniosłem na dolny taras i w ten sposób mam miejsce na 500- osób. Co oczywiście całkowicie wystarcza, gdyż na całej Costa del Sol nie ma więcej ludzi interesujących się muzyką klasyczną...”.

Pan Bogusławski urządza w Villi Chopin cztery koncerty w ciągu roku [dwa w lipcu, dwa w sierpniu]. Grało tu wielu wybitnych polskich pianistów, m.in.: Paleczny, Zimerman, Pobłocka.



„…Do tej pory zapraszałem do siebie wyłącznie Polaków- mówi p. Bogusławski – chcąc w ten sposób dać im szansę wyjazdu i zarobku. Kiedy otrzymałem Medal Miasta Malagi, postanowiłem, że będę zapraszał dwu muzyków hiszpańskich i dwu Polaków...”.  

Henryk Bogusławski ukończył przed wojną elektronikę i pracował w Studio Polskiego Radia w Wilnie.

"Kiedy przyszła zawierucha wojenna, dostałem się do sowieckiej niewoli, z której wydostałem się dzięki gen. Andersowi. W II Korpusie zajmowałem się najpierw łącznością i komunikacją.

Pamiętam, jak tworzyła się Armia Polska i byliśmy w obozie w Buzułuku. Byłem bardzo nieufny w stosunku do Rosjan i zacząłem szukać w kwaterze głównej podsłuchu – starsi oficerowie kpili ze mnie. Kiedy nad biurkiem gen. Andersa znalazłem dwa mikrofony, u szefa sztabu następne dwa i odciąłem je siekierą - zaczęło się piekło.



W niespełna pół godziny po tym przyszło pełno Rosjan pod pretekstem, że popsuła się elektryczność. Gen. Anders bardzo się zdenerwował. Kiedy przyszedł oficer łącznikowy Wołkowyski, generał wygłosił do niego mowę - jak mogą zakładać podsłuch, kiedy jesteśmy w przyjaźni.Wołkowyski zaprzeczył. Oświadczył, że to na pewno jakaś wroga organizacja. Wypytywał natomiast o osobę, która to znalazła.

Zaproszono mnie do generała. Na stole herbata, ciastka. Z boku siedzi Wołkowyski urodzony NKWD-ysta, z wyglądu i zachowania. Pyta mnie delikatnie, jak to było z tymi mikrofonami. Widzę, że to nie przelewki, więc kłamię, że przy reperacji pieca zdun natknął się na kable, które ja odciąłem. Wołkowyski wszystko skrzętnie zapisywał. Kiedy nas później ewakuowano, bałem się, że mnie Rosjanie przechwycą. Taka sama historia była w obozie Jangiulu koło Taszkientu – dziś te mikrofony są w muzeum w Londynie…”.

Po wojnie Henryk Bogusławski został komendantem szkoły radiowej we Włoszech. Uczyli się w niej żołnierze, którzy mieli wrócić do cywilnego życia.

W 1950 r. przyjechał do Stanów Zjednoczonych zaangażowany do R.C.A. Stanął na czele grupy prowadzącej badania nad możliwością wykorzystania satelitów do przekazywania informacji.



        „...Radar w czasie wojny popchnął trochę badania - mówi p. Bogusławski – ale nie mogliśmy uzyskać jeszcze częstotliwości zbliżonych do fal światła. Jednako – jak wiadomo – wszystko się rozwinęło bardzo gwałtownie. Po jakimś czasie założyłem własną firmę konsultacyjną w dziedzinie telekomunikacji w Nowym Jorku. Zamknęłem ją w ubiegłym roku.

Sprzedawaliśmy myśł techniczną. Współpracując głównie z NASA w dziedzinie satelitów.

Cały sekret owianych tajemnicą konstrukcyjną satelitów polega na stworzeniu niezawodnego, zdalnego sterowania. Początki były trudne.Pamiętam, jak podczas pierwszych prób kilka satelitów spaliło się przechodząc przez atmosferę, lub nie trafiły na wyznaczoną orbitę. Następne zaopatrzyliśmy w wewnętrzne silniki odrzutowe, które sterowane z ziemi mogą zmienić położenie pojazdu i są ładowane energią słoneczną. Obecnie wystrzeliwuje się już po 6 satelitów. Jeśli coś się w którymś zepsuje, można go spalić sygnałem z ziemi, albo uśpić, a uruchomić następny.

Po wojnie zetknąłem się z Rosjanami, obserwując ich osiągnięcia w kosmosie. Muszę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że ich osiągnięcia opierają się głównie na kradzieży nowoczesnych technologii za granicą. Nagrywaliśmy i analizowaliśmy sygnały wychodzące z satelitów rosyjskich. Byli zawsze kilka lat w tyle…”.

Wracając do Fundacji Villa Chopin, na której czele stoją p. Bogusławski i jego córka Agnieszka – finansuje ona całkowicie wspomniane koncerty i wydaje kasety z ich nagraniami. Od kilku lat jest również p.Bogusławski fundatorem nagrody (2000 dolarów) dla najlepszego pianisty polskiego, uczestnika Knkursu Chopinowskiego w Warszawie. Pianista ten lub pianistka, otrzymuje także zaproszenie na koncert w Villi Chopin.

         „…Idee Fundacji Villa Chopin po mojej śmierci – mówi p.Bogusławski – kontynuować będą córki Agnieszka i Małgosia, a później moi wnukowie…”.…”.



        

PORTRAIT with HISTORY Henryk Bogusławski

 

In July 1985, I visited Henryk Bogusławski in Mijas (Spain), with whom I had a long conversation, took a series of photos, which I published in Nowy Dziennik (New York) - bullet week. Przegląd Polski (September 26, 1985) – Czesław Czapliński VILLA CHOPIN:

On my way to North Africa I stopped in Costa del Sol, Spain.

While browsing the local press, I came across quite a sensation. The "Marbella Tribune" newspaper (Marbella is the most expensive city in Spain; Arab multimillionaires and artists from all over the world live there) reported in an extensive article that 75-year-old Henryk Bogusławski, born in Poland, was the first foreigner to be awarded the Medal of the City of Malaga. About the importance The distinction is proven by the fact that it was awarded to Pablo Picasso before him.



Similar information was also published in the magazines: "Lookout" and "Diario Sur". I was eager to meet this extraordinary man. Thanks to the kindness of Mr. Zarema Bau, I had the opportunity to participate in the concert and talk to Mr. Bogusławski.

It's almost 9 p.m., still light outside. In Spain, at this time of year, it doesn't start to get dark until around 10 a.m. The taxi driver turns off the main road in Torremolinos. Suddenly, there was an incredible crowd of cars and people on the narrow street - it was definitely here.

Together with the guests dressed in evening clothes - ladies in long dresses and men in tuxedos with bow ties - I slowly move forward. Remembering the half-naked crowd (topless - allowed and often practiced on the beaches of the Costa del Sol) on the main streets of Torremolinos, I wonder if I'm going to an elegant party at the Plaza Hotel in New York.

In the crowd we reach an impressive gate. Behind it you can see a beautiful house which, like most houses in Spain, is snow-white. On the right side of the impressive door, a black inscription: Villa Chopin.



In the large vestibule, everyone shows their invitations, without which they cannot get inside. After crossing this barrier and receiving a nicely printed program of today's concert, we enter an extremely spacious house. In the huge living room, the walls of which are covered with paintings - many of them valuable - we are greeted by the host in a white tuxedo and his daughter Agnieszka. After a short welcome conversation, he shows us the way to the garden where the concert is to take place. He advises to take good seats, as there are about 400 people there today.

         In the garden - a piano on a small platform and rows of neatly arranged chairs, many of which are already occupied. A little behind, sheltered by a spreading palm tree, there is a bust of Chopin. There is a beautiful view of the Mediterranean Sea below.

Guests with glasses of champagne in their hands talk and greet newly arrived friends; Many languages ​​intersect, the most common ones being English, Spanish and French.

We occupy good places. From the program I learn that Ewa Osińska, who graduated from the Higher School of Music in Warsaw under the supervision of prof., will perform today. Drzewiecki and has been living in Paris for several years.



Her rich artistic biography includes performances, among others: in Italy, Austria, Japan, Spain, cooperation with many orchestras, numerous recordings for the BBC and Polskie Nagrania.

When I read the program and looked up, I noticed that most of the seats were taken, even on the terrace on the first floor. It was slowly starting to get dark, and the keyboard lights came on. A spotlight brought Chopin's bust out of the darkness.

 

The host appeared in the lighted glass door leading to the living room with a bell; the sound of which silenced the noise. The pianist sat down at the piano and, after a short moment of concentration, began to play pieces by Mozart and Albeniz. During a break of several minutes, there was a lively discussion about the extraordinary level of her interpretation of Mozart.



The bell rang again, calling everyone to their seats, and after a while the second part began, consisting only of Chopin's works. The pianist concluded with the Polonaise in B flat minor, opus 53, causing a storm of applause.

To fully reflect the mood of the concert, it should be added that the second part took place in complete darkness, under the starry Spanish sky, with the sounds of cicadas.

Slowly saying goodbye and congratulating the host on a successful evening, the audience left the garden.

A dozen or so invited people stayed for dinner. It's time to finally talk to the perpetrator of these events - Henryk Bogusławski.



He recalls: "...I came to Spain in 1971. I had long been interested in classical music thanks to family tradition (Bogusławski's ancestor was the founder of the Polish national theater). I was looking for something interesting for myself here. I have not found. So I decided to do something myself. In 1972, I organized the first concert at which Adam Harasiewicz played. In 1977, I purchased my current home. I adapted it to the requirements of concerts, i.e. I modified the upper garden, moved the swimming pool to the lower terrace and thus have room for 500 people. Which, of course, is completely sufficient, because on the entire Costa del Sol there are no more people interested in classical music...".

 



Mr. Bogusławski organizes four concerts at Villa Chopin a year [two in July, two in August]. Many outstanding Polish pianists played here, including: Paleczny, Zimerman, Pobłocka.

“…So far, I have only invited Poles to my place - says Mr. Bogusławski - in order to give them a chance to travel and earn money. When I received the Medal of the City of Malaga, I decided to invite two Spanish and two Polish musicians..."

Henryk Bogusławski graduated in electronics before the war and worked at the Polish Radio Studio in Vilnius.

"When the turmoil of war came, I was taken into Soviet captivity, from which I escaped thanks to General Anders. In the II Corps, I was first responsible for communications.

I remember when the Polish Army was being formed and we were in the camp in Buzuluk. I was very distrustful of the Russians and I started looking for wiretapping in the headquarters - senior officers mocked me. When I found two microphones above General Anders' desk and another two at the chief of staff's desk and cut them off with an ax - hell began.



Less than half an hour later, a lot of Russians came under the pretext that the electricity was broken. Gen. Anders got very angry. When the liaison officer Wołkowyski came, the general gave him a speech - how can they wiretap when we are friends. Wołkowyski denied it. He stated that it was definitely some hostile organization. Instead, he asked about the person who found it.

I was invited to see the general. Tea and cookies on the table. On the side sits Wołkowyski, a born NKVD officer, in appearance and behavior. He asks me gently what it was like with those microphones. I see that these are not wires, so I'm lying that while repairing the furnace, the zdun came across the cables that I cut off. Wołkowyski wrote everything down carefully. When we were later evacuated, I was afraid that the Russians would intercept me. The same story happened in the Jangiulu camp near Tashkent - today these microphones are in a museum in London..."

After the war, Henryk Bogusławski became the commander of the radio school in Italy. Soldiers who were supposed to return to civilian life studied there.

n 1950 he came to the United States and joined the R.C.A. He headed a group conducting research on the possibility of using satellites to transmit information.

        "...Radar pushed research a bit during the war - says Mr. Bogusławski - but we were not yet able to obtain frequencies close to light waves. However, as we know, everything developed very rapidly. After some time, I started my own telecommunications consulting company in New York. I closed it last year.

We sold technical ideas. Working mainly with NASA in the field of satellites.

The whole secret of the satellites, shrouded in construction secrecy, is to create reliable remote control. The beginnings were difficult. I remember how during the first attempts several satellites burned up while passing through the atmosphere or did not reach the designated orbit. We equipped the next ones with internal thrusters, which, when controlled from the ground, can change the position of the vehicle and are charged with solar energy. Currently, 6 satellites are being launched. If something breaks in one, you can burn it with a signal from the ground, or put it to sleep and start the next one.

After the war, I came into contact with the Russians, observing their achievements in space. I must say with full responsibility that their achievements are based mainly on the theft of modern technologies abroad. We recorded and analyzed signals coming from Russian satellites. They were always a few years behind…”

Returning to the Villa Chopin Foundation, headed by Mr. Bogusławski and his daughter Agnieszka - it completely finances the above-mentioned concerts and issues cassettes with their recordings. For several years, Mr. Bogusławski has also sponsored an award ($2,000) for the best Polish pianist, participant of the Chopin Competition in Warsaw. The pianist also receives an invitation to a concert at Villa Chopin.

         "...The ideas of the Villa Chopin Foundation after my death - says Mr. Bogusławski - will be continued by my daughters Agnieszka and Małgosia, and later by my grandchildren...".





Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comments


bottom of page