Szukaj
  • Czesław Czapliński

PORTRET z HISTORIĄ Ewa Braun

Aktualizacja: sty 8


Ewa Braun – można powiedzieć, że związek z życiem artystycznym ma we krwi, jednak jej ścieżka życiowa nie była ścieżką literacką, lecz filmową. Urodziła się w okupowanym Krakowie (2 sierpnia 1944 r.) jako córka Andrzeja Brauna – pisarza, poety i reportażysty. Los związał ją wprawdzie ze stolicą Polski, ponieważ ukończyła historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim.

Braun jako dekorator wnętrz i scenograf, współpracowała z wybitnymi reżyserami polskimi i zagranicznymi, m.in. z Andrzejem Wajdą (Wielki tydzień, 1995), Agnieszką Holland (Europa Europa, 1990), Krzysztofem Zanussim (Brat naszego Boga, 1997; Dotknięcie ręki, 1992; Życie za życia. Maksymilian Kolbe, 1991; Gdzieśkolwiek jest, jeśliś jest, 1988; Spirala, 1978), Peterem Kassovitzem (Jakub Kłamca, 1999), Januszem Majewskim (C.K.Dezerterzy, 1985, Zaklęte rewiry 1975, Epitafium dla Barbary Radziwiłłówny, 1982, Sprawa Gorgonowej, 1977), Wojciechem Jerzym Hasem (Nieciekawa historia, 1982, Pismak, 1985), Volker Schlöndorff (Król Olch, 1996). Pracowała także przy serialach i produkcjach telewizyjnych, takich jak Kariera Nikodema Dyzmy Jana Rybkowskiego, Królowa Bona Janusza Majewskiego czy Zaklęty dwór Antoniego Krauze. Statuetkę Oscara przyniosła jej scenografia do obsypanej nagrodami Listy Schindlera. Ewa jest pierwszą Polką uhonorowaną w Hollywood Oscarem w 1994.

Ta mierząca 35 cm i ważąca prawie 4 kg, odlana z brązu i pokryta czternastokaratowym złotem statuetka to, jak powszechnie wiadomo, najwyższe na świecie profesjonalne wyróżnienie w dziedzinie filmu przyznawane przez członków Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej.

27 października 2007 r., namiot rozpięty przed Muzeum Narodowym. Wernisaż mojej i mojego mistrza Bendyka Jerzego Dorysa – wystawy Artyści. Ma na nim przemawiać kilka osób: Nina Andrycz, Ewa Braun, Janusz Głowacki. W ostatniej chwili ustalam z dyrektorem Ferdynandem

Ruszczycem kolejność ich wystąpień. Po kilku słowach powitania mikrofon bierze Ewa Braun.

– Winna jestem państwu wyjaśnienie, jak powstało moje zdjęcie, które Czesław pokazuje na wystawie – zaczyna poważnie Ewa.

Wiem, co będzie dalej.

– To było niedługo po otrzymaniu Oscara, nie byłam jeszcze wówczas przygotowana do współpracy z mediami. Kiedy dowiedziałam się, że ma przyjść do mnie fotograf, przygotowywałam się całe przedpołudnie, aby dobrze wypaść. Po wejściu Czesław popatrzył na mnie, a potem powiódł wzrokiem dookoła. Z jego spojrzenia wyczytałam, że nie jest zachwycony. „Czy mógłbym się rozejrzeć po domu?”, zapytał grzecznie. Przytaknęłam. Pierwszym pomieszczeniem, do którego zajrzał, była, o zgrozo, sypialnia. Odwrócił się do mnie rozpromieniony i w słowach nieznoszących sprzeciwu powiedział: „Proszę założyć szlafrok!”. Muszę powiedzieć, że się trochę wystraszyłam – roześmiała się Ewa, patrząc na mnie. – A to, co zrobił, zobaczą państwo na wystawie.

Tak wyglądała relacja bohaterki sesji. Jeśli zaś chodzi o moje wspomnienia... Po wejściu do mieszkania zobaczyłem elegancką osobę w przytulnym wnętrzu. Nie był to jednak materiał na portret zdobywczyni Oscara. Kiedy zajrzałem do sypialni, zobaczyłem na toaletce z kosmetykami Oscara, który służył jako wieszak do naszyjnika z pereł! To dawało szansę na niebywałe zdjęcie. Ale aby ono oddawało niezwykły charakter sytuacji, Ewa musiała być w szlafroku, tak jakby się rano przygotowywała do wyjścia, dlatego poprosiłem ją o zmianę ubrania.

Jeśli jednak chodzi o ścisłość: pierwsze zdjęcie Ewie zrobiłem trochę wcześniej na planie filmu Les Milles w reżyserii Sébastien Gralla w warszawskich Łazienkach w 1994 roku. W filmie grali Kristin Scott-Thomas i Philippe Noiret, a jego premiera odbyła się w 1995 roku. Usiadłem z Ewą na ławce w czasie krótkiej przerwy i, jak to sama Ewa potem określiła, „strzeliłem jej zdjęcie spod ręki”. Nawet się wtedy nie zorientowała, że ją fotografuję...

Prywatnie Ewa Braun jest elegancką, zwracającą na każdy detal osobą.

„…Pamiętam, że kiedy przyjechałam do Krakowa – wspomina Ewa – po roku nieobecności, zostawiłam samochód na Placu Szczepańskim, wyszłam jedną z uliczek prowadzących do rynku i na krótkim odcinku, kilka osób do mnie podeszło, składając mi gratulacje, byłam pełna zaskoczenia i niewiary, że coś takiego istnieje. To rodzaj życzliwości i sympatii bardzo wzruszający, moja nagroda Oscara ma patriotyczny oddźwięk i wiele ludzi się z nią identyfikuje…”.

— Co rozumiesz przez karierę i od czego zależy?

W moim przypadku to zawsze znaczyło spełnienie. Szczęśliwie uprawiam zawód, który przynosi mi uczucie satysfakcji. W filmie, co odróżnia od innych zawodów, mamy sprawdzalność natychmiastową, po dwu dniach pracy udając się na salę projekcyjną widzimy rezultat. Od razu widać, czy założenia wstępne sprawdziły się, czy trzeba je skorygować, czy nawet wycofać się. Niewątpliwie jest to rodzaj pracy, który nie jest anonimowy i jako dodatkowy element daje satysfakcję. Niezależnie od otrzymanego Oscara, w polskiej rzeczywistości, może nie robiłam kariery, ale posuwałam się górką zawodową, bo miałam szczęście pracować z interesującymi reżyserami, robić przedsięwzięcia, które były jakieś, a nie nijakie. Nie interesowały mnie nigdy filmy dla pieniędzy i szybkiego przebiegu zdjęć. Pamiętam, że na przełomie lat 70-tych i 80-tych dużo było seriali telewizyjnych, które dawały intratne propozycje, były dobrze opłacane. W tym samym czasie można było zrobić sześć odcinków telewizyjnych, zamiast jednego filmu fabularnego, były łatwiejsze w pracy. Nie sztuką było w ciągu tygodnia urządzić pięć gabinetów dyrektorów zjednoczenia. Ale dla mnie to było powielanie się, a nie potrzebowałam sprawdzianów, że w sposób szybki jestem w stanie urządzić banalny wystrój wnętrza. Najbardziej w tym zawodzie interesowało mnie, że mogę się sama prywatnie rozwijać, uczyć się czegoś nowego. Każdy film np. z okresu II wojny światowej, niezależnie czy robiłam już filmy o tym okresie „Europa, Europa” i mini sekwencja z getta, a potem „Listę Schindlera”, to najpierw musiałam dowiedzieć się o tej rzeczywistości, konkretnych uwarunkowaniach, i potem musiałam je przetworzyć, budując rzeczywistość dla widzów.

— Czy według tego uważasz, że zrobiłaś karierę?

Chyba coś takiego się stało, jeśli Oscar do moich rąk trafił.

—Czy masz jakieś kompleksy?

Może tego nie nazywam kompleksami, natomiast mam świadomość, że mam dużo niepewności w sobie. Stopień niepewności, który wiele osób dziwi, przy moim dużym doświadczeniu i ilości filmów jakie zrobiłam. Wydaje się, że nic nie powinno być dla mnie problemem. Cały czas podnoszę poprzeczkę zawodową wyżej, to mnie mobilizuje. To jest pewien rodzaj schizofrenii zawodowej, pewne rzeczy dzieją się automatycznie, gdy się ma doświadczenie i warsztat. Jestem osobą dość dobrze zorganizowaną, to mi ułatwia, warsztatowo poruszanie się, aby nie być zaskoczonym sytuacją, czy życzeniami reżysera, pogodą, aktorami. Jestem profesjonalistką w swojej dziedzinie, a moje kompleksy są raczej z rodzaju osobowości, charakteru, wynikające z delikatności.

Co uważasz za swoje największe dokonanie?

Myślę, że Oscar, jako zawodowe osiągnięcie. Otrzymanie tak wspaniałej, najwyższej, profesjonalnej nagrody jest ukoronowaniem życia zawodowego i mobilizuje do następnych przedsięwzięć. Na pewno zobowiązuje, bo wszyscy się przyglądają, co zrobię następnego i jak. To dało mi największą satysfakcję. Wydarzenia, jakie przeżyłam w Hollywood, były szokiem emocjonalnym, natomiast powrót do kraju i reakcja ludzi, życzliwość, która mnie spotkała jest rodzajem zobowiązania. Wszyscy się identyfikują z tym, że Polacy po raz pierwszy sięgnęli po taki wysoki laur. Dekoracja wnętrz jest jakby uzupełnieniem scenografii i wypełnieniem przestrzeni, którą kreuje scenograf. W związku z tym, jeżeli to zostało zauważone w filmie czarnobiałym, o tworzeniu rzeczywistości na tyle przekonującej i przy tak ogromnej konkurencji, jaką mieliśmy w swojej dziedzinie, jest dodatkową satysfakcją.


  • Facebook Social Icon
  • YouTube Social  Icon